diva.plavalaguna
12.09.05, 00:11
Zdaje sobie sprawe, ze pewnie posypia sie na mnie gromy za pytanie, ktore za
chwile zadam.. Trudno, mam nadzieje jednak na rzetelne odpowiedzi (takze).
Coz, sytuacja wyglada tak, ze kiedys, niecale 3 lata temu popelnilam duzy blad
i nie usunelam zupelnie nieplanowanej ciazy, wskutek czego, jak mozna sie
domyslec, mam dziecko (bo stwierdzenie "jestem matka" byloby naduzyciem w moim
przypadku). Nie mam problemow finansowych, mieszkaniowych, mala wychowuje
sama. Dodam, ze nie chcialam dziecka, nadal nie chce, nie usunelam ciazy tylko
dlatego, ze myslalam, ze cos sie we mnie zmieni. Nie bylo tak jednak, dziecka
nie urodzilam z radoscia, nie oczekiwalam go, choc dbalam o siebie (i nia) w
czasie ciazy.
Po narodzinach myslalam, ze to moze depresja poporodowa i, ze przejdzie. Nie
przechodzi do dzis - jestem dobra dla dziecka, nie jest niezadbane, wrecz
przeciwnie, ale nie ma najwazniejszego, czyli mojej milosci, co mnie sama
przeraza, ale nawet wmawianie tego sobie nie przynioslo rezultatow. Nie chce
byc matka, nie jestem nia, nie chce malej w moim zyciu. Mozecie mnie
zlinczowac, ale tak to wyglada :(.
Moje pytanie jest takie: jak wyglada sprawa oddania dziecka do adopcji,
osrodka opiekunczego, domu dziecka? Bo jak to wyglada w przypadku rodzin
patologicznych i podobnych, to wiem. Ale skoro ja dosc dobrze sobie radze w
zyciu, dziecko nie jest krzywdzone (pomijajac brak uczucia...) etc etc, to czy
taki rodzic jak ja moze zwyczajne zwrocic sie do takiej placowki/sadu i
wyrazic chec zrzeczenia sie wszelkich praw rodzicielskich i oddania dziecka?
Zdaje sobie sprawe po raz wtory, co myslicie o mnie :(, ale ja uwazam, ze
skoro mala przyszla na swiat, to zasluguje na kogos lepszego, niz ja.