oddanie dziecka do adopcji

12.09.05, 00:11
Zdaje sobie sprawe, ze pewnie posypia sie na mnie gromy za pytanie, ktore za
chwile zadam.. Trudno, mam nadzieje jednak na rzetelne odpowiedzi (takze).

Coz, sytuacja wyglada tak, ze kiedys, niecale 3 lata temu popelnilam duzy blad
i nie usunelam zupelnie nieplanowanej ciazy, wskutek czego, jak mozna sie
domyslec, mam dziecko (bo stwierdzenie "jestem matka" byloby naduzyciem w moim
przypadku). Nie mam problemow finansowych, mieszkaniowych, mala wychowuje
sama. Dodam, ze nie chcialam dziecka, nadal nie chce, nie usunelam ciazy tylko
dlatego, ze myslalam, ze cos sie we mnie zmieni. Nie bylo tak jednak, dziecka
nie urodzilam z radoscia, nie oczekiwalam go, choc dbalam o siebie (i nia) w
czasie ciazy.

Po narodzinach myslalam, ze to moze depresja poporodowa i, ze przejdzie. Nie
przechodzi do dzis - jestem dobra dla dziecka, nie jest niezadbane, wrecz
przeciwnie, ale nie ma najwazniejszego, czyli mojej milosci, co mnie sama
przeraza, ale nawet wmawianie tego sobie nie przynioslo rezultatow. Nie chce
byc matka, nie jestem nia, nie chce malej w moim zyciu. Mozecie mnie
zlinczowac, ale tak to wyglada :(.

Moje pytanie jest takie: jak wyglada sprawa oddania dziecka do adopcji,
osrodka opiekunczego, domu dziecka? Bo jak to wyglada w przypadku rodzin
patologicznych i podobnych, to wiem. Ale skoro ja dosc dobrze sobie radze w
zyciu, dziecko nie jest krzywdzone (pomijajac brak uczucia...) etc etc, to czy
taki rodzic jak ja moze zwyczajne zwrocic sie do takiej placowki/sadu i
wyrazic chec zrzeczenia sie wszelkich praw rodzicielskich i oddania dziecka?

Zdaje sobie sprawe po raz wtory, co myslicie o mnie :(, ale ja uwazam, ze
skoro mala przyszla na swiat, to zasluguje na kogos lepszego, niz ja.
    • prawniczka7 Re: oddanie dziecka do adopcji 12.09.05, 00:13
      wejdź na forum adopcja forum.gazeta.pl/forum/71,1.html?f=581
      • agnieszka_ka Re: oddanie dziecka do adopcji 12.09.05, 00:34
        sprawa wyglada prosto, piszesz podanie do sadu ze chcesz sie zrzec praw
        rodzicielkich. Na pewno rak milosci do dziecka nie jest jedynym powodem.
        Domyslam sie ze ono nie ma ojca, ze twoja mama nie moze sie nia opiekowac, itd.
        A swoja droga, co twoi rodzice, czy tam opiekunowie na to? dziadkowie, tak ich
        nazwijmy. Nie chcieliby przejąć dziecka?
        To mniej drastyczne niz oddanie w obce ręce. I latwiejsze, z punktu widzenia
        prawnego. Przynajmniej tak sie domyslam.
        • diva.plavalaguna Re: oddanie dziecka do adopcji 12.09.05, 00:52
          Dziekuje za nie-wylanie na mnie wiadra przyslowiowych pomyj, a za sensowna
          odpowiedz.

          Juz tlumacze: niestety powodem jest tylko ta jedna, ale najwazniejsza rzecz :(.
          prawda, nie ma ojca malej, bo nam sie nie ulozylo, nie jestesmy razem. Jestesmy
          oboje dorosli (ja rocznik '75), wiec kwestia moich opiekunow nie istnieje, bo
          nie mieszkam juz dawno z rodzicami, jestem samodzielna kobieta, pracuje,
          dzieckiem zwyczajnie zajmuje sie niania. Gdyby moj niedoszly partner zyciowy
          chcial byc ojcem dla swojej corki, to jeszcze bym go za to wysciskala, ze
          chociaz jedno z rodzicow bedzie miala kochajacych :/... On, podobnie jak ja, nie
          chcial dziecka i nie chce nadal, mimo, ze finansowo jest klarownie i niekt sie
          od niczego nie wykrecal.

          A moi rodzice - boli ich to. To wspaniali ludzie, ja mialam i mam ich wlasnie,
          czyli rodzicow najlepszych pod sloncem, wiem, ze cierpia z powodu mojej, juz
          wlasciwie przesadzonej, decyzji (nie byla w koncu pochopna ani nie zapadla z
          dnia na dzien). 'Przejecie' corki przez dziadkow dla mnie nie wchodzi w rachube
          zupelnie - nie wyobrazam sobie po prostu zyc potem obok niej, poza tym, moi
          rodzice kilka lat temu sie rozstali. Ja napawde nie chce jej w moim zyciu i
          nigdy nie chcialam, tak sie zdarza... :( Oni - jej dziadkowie - z kolei szanuja
          to, co postanowilam. Tak bedzie lepiej dla nas obu - ona znajdzie kogos, komu
          bedzie zalezalo na niej, a ja bede mogla zyc, jak chce, bez niej. I nie jest to
          tylko kwestia wygody - bo w koncu teraz nie zajmuje sie jakos duzo dzieckiem,
          jest niania i inne rzeczy, o ktorych mnostwo dzieciakow morze pomarzyc.

          Przy okazji: wiem, ze moze mnie po tym spotkac pewien, hmm, ostracyzm spoleczny.
          Trudno.
          • six_a Re: oddanie dziecka do adopcji 14.09.05, 13:10
            zrobisz straszną krzywdę dziecku, ono ma tylko Ciebie. Jeśli naprawdę nie
            czujesz pociągu do wychowywania, niańczenia itd., a możesz sobie na to
            pozwolić, wynajmij jakąś opiekunkę, nie będziesz się czuła tak uwiązana. Trudno
            mi jest nawet wyobrazić sobie Twoje rozstanie z prawie 3-letnim, więc już dość
            świadomym rzeczywistości dzieckiem.
      • kate1002 Re: oddanie dziecka do adopcji 12.09.05, 10:19
        Co za szmatlawiec,jak bym ja spotkala to bym ja chyba oplula to jest smiec nie
        czlowiek.Dosc ze nie ma problemow finansowych i jest matka zdrowego dziecka,to
        pi.. pie..na nie potrafi sie zdobyc na milosc do WLASNEGO DZIECKA.Kazde
        dziecko swoja mame kocha nad zycie chociaz by nie wiem jaka byla,wez sie
        dziewczyno zdobac na troche milosci do niej,bo jej serduszko peknie.Jak mozna
        byc tak okrutnym i oddac odchowane dzieciatko w obce rece,moglas tak zrobic po
        porodzie.Zycze ci aby w twoim zyciu nic ci sie nie udalo abys byla
        nieszczesliwa niedolezna i samotna.Mam nadzieje ze sie spelni moje zyczenie ,bo
        tacy ludzie zawsze placa za swoje okrutne czyny
        • cetka Re: oddanie dziecka do adopcji 12.09.05, 18:15
          kate - dzieki takim opiniom, jak twoja, kobiety wola dziecko wyrzucic na
          smietnik, niz oddac do adopcji. bo sie wstydza takiego potepienia, jak twoje.
          dorosnij. autorka watku wykazala dojrzalsza postawe, niz ty:(
          • listek_a Re: oddanie dziecka do adopcji 12.09.05, 19:47
            Nie no pewnie, jeszcze sie ja powinno za wzor stawiac.
            zabawka sie pani nie podoba, to chce sie jej pozbyc. Dla mnie to
            zezwierzecenie. Jak uwaza ze to takie normalne to dlaczego wstydzilaby sie
            mieszkac obok niej jak bylaby u dziadkow. Okropnosc!
    • only-me Re: oddanie dziecka do adopcji 12.09.05, 03:03
      Wspolczuje Malej...bardzo.Nie bede Cie krytykowac ,bo w krytyce nie ma zadnego
      celu...ale wyraze swoje zdanie.Jestem pracownica Domu Dziecka od dosc
      niedawna ,ale widze ze dzieci bedace tu-a maja tu naprawde dobre warunki,Dom
      Dziecka na brak pieniedzy nie narzeka,atmosfera wrecz domowa-mimo to niektore
      dzieci sa smutne , czuja ze sa jednak odrzucone.Niektore maja rodzicow ,ktorzy
      z pewnych wzgledow sie nimi nie opiekuja(nie maja warunkow, nie chca
      itd).Zastanow sie nad oddaniem jej ...Moze stwierdzenie ze skrzywdzisz dziecko
      jest banalne ,ale to prawda.Dom to jednak dom...Moze jednak uda sie rozwizac
      inaczej to sprawe?? Moze jednak dziadkowie beda mogli sie nia zaopiekowac??

      Choc z drugiej strony...skoro nie kochasz wlasnego dziecka...to ono z Toba i
      tak nie bedzie szczesliwe...a w domu dziecka bedzie mialo szanse na kochajaca
      rodzine...
      • malina232 Re: oddanie dziecka do adopcji 12.09.05, 17:02
        Sytuacja bardzo przykra, szkoda tylko niewinnego dziecka.
        Ciebie mi wogole nie zal, zaszlas w ciaze bedac osoba juz dorosla i swiadoma
        swojego postepowania. Jestes po prostu niedojrzala emocjonalnie, szkoda,ze
        Twoje dziecko nie ma tego co najwazniejsze,milosci...Moze w domu dziecka
        otrzyma chco namisastke tego co mu sie nalezy.
        Ja bym nie mogla patrzec na swoje odbicie w lustrze,gdybym byla na Twoim
        miejscu.
        Z tym dbaniem o siebie w czasie ciazy i zapewnianiem dziecku podstawowych
        rzeczy szukasz usprawiedliwienia dla siebie.A wedlug mnie nie ma zadnego.
        • zielonooka_anula Re: oddanie dziecka do adopcji 14.09.05, 16:44
          A na tatusia dzieciaczka, który także go nie chce to czemu nie krzyczysz? Sama
          zaszła w tą ciążę czy co? Takie same ma obowiązki jak matka, a nie wywiązuje
          się nawet w ułamku.
    • anahella Re: oddanie dziecka do adopcji 12.09.05, 03:22
      Zrzeczenie sie praw rodzicielskich jest decyzja na cale zycie. Musisz byc tego
      swiadoma.

      Na twoim miejscu skontaktowalabym sie z jakims biurem adopcyjnym. Oni znajda dla
      Twojego maluszka ludzi, ktorzy obdarza go miloscia. Ale zeby dziecko mialo
      normalne zycie musisz sie zrzec praw rodzicielskich. Dzieci, ktore maja
      nieunormowana sytuacje prawna, do konca dzieciecego zycia gnija w domach dziecka.

      Nie zamierzam Cie linczowac. Ale jesli prosisz o ocene to uwazam, ze lepszym
      czlowiekiem jest ten, ktory zalatwi wsystko tak, aby dziecko mialo szanse na
      normalny dom niz matka, ktora wrzuca dziecko do sierocinca i odwiedza je raz na
      rok.
    • mxp4 [...] 12.09.05, 04:45
      Wiadomość została usunięta ze względu na złamanie prawa lub regulaminu.
      • yagres Re: oddanie dziecka do adopcji 12.09.05, 06:35
        Rzygać mi się chce po przeczytaniu pierwszego postu tego wątku. Już z samego
        rana jestem nieżle wkur...ny.
        Kup sobie nowy samochód, sprzęt wideo i super ciuchy. To cię uczyni
        szczęśliwszą. Niech żyje egoizm.
        • pimpek_sadelko Re: oddanie dziecka do adopcji 12.09.05, 07:21
          moim zdaniem powinnas sie leczyc,chociaz sprobuj, musisz wiedziec, ze to nie
          choroba.
          szkoda mi malej.... Twoi rodzice nie przygarneliby jej?
          a moze rodzica ojca? przeciez to nie jest przedmiot, ktos ja chyba jednak
          chociaz kocha?
      • pimpek_sadelko Re: oddanie dziecka do adopcji 12.09.05, 07:40
        mxp4 napisała:

        > Jestes ku.. jakich malo! Nic cie nie usprawiedliwia. Twoja pozal sie Boze
        > matka szanuje twoja decyzje? A wiec i ona nie kocha tego dziecka. Dobrana z
        was
        >
        > sku..synska rodzinka. Jak spojrzysz w oczka tej kruszynce jak bedziesz juz na
        > zawsze odchodzila od niej?! Zycze ci zebys zdechla suko /choc to obraza dla
        > suki/ zdechnij wykolejencu razem z rownie wykolejona mamuska. Nidgy nie
        > widzialam podobnej zdziry.

        sorry, ale chyba jestes chory/a.
        • gonia59 Re: oddanie dziecka do adopcji 12.09.05, 07:59
          rzeczywiście-powinien też się zacząć leczyć!
      • dyskopata Re: oddanie dziecka do adopcji 12.09.05, 11:42
        ja niestety widziałem wiele
    • kasper68 Re: oddanie dziecka do adopcji 12.09.05, 08:14
      Czy ty myślisz, że miłość do dziecka to jakieś fajerwerki każdego dnia. Miłość
      poważna to właśnie dbanie o potrzeby kochanych osób. Wydaje mi się, że za
      bardzo skupiasz się na swoich odczuciach. Dziecko nie potrzebuje histerycznej
      miłości ale stabilizacji.Dawniej rodzice nie przejmowali się tak dziećmi,
      potrafili ukarać, nawet surowo i co... całe pokolenia wyrosły bez szkody dla
      siebie.
      • kalinka23 Re: oddanie dziecka do adopcji 12.09.05, 09:35
        a mi sie serce kraja jak to przeczytalam ty nie zasugujesz na nic wiesz na nic
        chodzaca istota bez duszy bez sumienia bez serca nic nie rozumien nie mam
        swoich dzieci ale jak to czytalm mam lzy w oczach ja mozna byc takim
        czlowiekiem przeszkadza ci mala w zyciu jedyna milosc jaka posiadasz bo
        przeciez meza nie masz tym bardziej powinnas jak kochac nic nie rozumien jak
        tacy ludzie jak ty zyja na tym swiecie
        • dyskopata Re: oddanie dziecka do adopcji 12.09.05, 11:45
          ja mimo że jestem facetem też mam łzy w oczach
      • dyskopata Re: oddanie dziecka do adopcji 12.09.05, 11:44
        naprawdę uważasz że dziecko może być z nią szczęśliwe
      • ooo7 Re: oddanie dziecka do adopcji 14.09.05, 09:47
        Ja wezmę Twoje dziecko. Od roku staramy sie o własne, ale zawsze muślałam o tym
        żeby też zaadoptować jakieś dziecko. Mam bardzo dobre warunki materialne więc
        dziecko będzie miało wszystko. Bede je kochać...
        • kalinka23 Re: oddanie dziecka do adopcji 14.09.05, 09:53
          ooo7 napisała:

          > Ja wezmę Twoje dziecko. Od roku staramy sie o własne, ale zawsze muślałam o
          tym
          >
          > żeby też zaadoptować jakieś dziecko. Mam bardzo dobre warunki materialne więc
          > dziecko będzie miało wszystko. Bede je kochać...


          wiesz czytajac divy posty pomysla o tych kobietch ktore nie moga miec dzieci i
          wyobrazam jak moga sie poczuc


          a dla div - zapisz malo do przedszkolo i idz kiedys z niam na dzien matki wtedy
          zobaczysz czy ty jej naprawde nie kochasz
          • ooo7 Re: oddanie dziecka do adopcji 14.09.05, 09:54
            Moze teraz poczułąś co to znaczy robić sobie żary z ludzi. Zobacz jak wiele
            osób poruszyłaś. Nieładnie...
    • trzydziecha1 Re: oddanie dziecka do adopcji 12.09.05, 09:51
      Piszesz dużo o swoich odczuciach, a nic o uczuciach małej. Być może nie zdajesz
      sobie sprawy, ale dla dziecka jesteś jego całym światem. Jak ciebie nie będzie,
      świat jej sie zawali. Jest za duza, żeby o tym zapomnieć, za mała, żeby sobie
      poradzić. Porzucić jak niechcianego szczeniaka ... to okrutne. Najbardziej żal
      mi dziecka, bo żadna miłość obcych nie zastapi jej ciebie. To nie jest danie
      szansy na kogoś, kto ją pokocha, co za bzdura. Dziecko ciebie pamięta jako
      swoja mamę i nie zapomni tego, co jej zrobiłaś. Może przez całe życie cierpieć
      z powodu szoku i poczucia odrzucenia. To co jej szykujesz, to ból odrzucenia i
      tęsknota przez lata. O tym nie myślisz? Zawsze tylko siebie stawiasz w centrum
      swojego swiata?
      • deczko Re: oddanie dziecka do adopcji 12.09.05, 09:54
        trzydziecha1 napisała:
        Jest za duza, żeby o tym zapomnieć, za mała, żeby sobie
        > poradzić.

        Faktycznie, autorka watku jak sie tak dalej bedzie zastanawiac, to odda swoja
        corke do adopcji jako nastolatke.

        Porzucić jak niechcianego szczeniaka ... to okrutne. Najbardziej żal
        > mi dziecka, bo żadna miłość obcych nie zastapi jej ciebie.

        Wiesz, nie kochajaca matka moze wyrzadzic dzieciakowi naprawde wiele zla w zyciu.
        • kalinka23 Re: oddanie dziecka do adopcji 12.09.05, 10:00
          deczko napisał:

          > trzydziecha1 napisała:
          > Jest za duza, żeby o tym zapomnieć, za mała, żeby sobie
          > > poradzić.
          >
          > Faktycznie, autorka watku jak sie tak dalej bedzie zastanawiac, to odda swoja
          > corke do adopcji jako nastolatke.
          >
          > Porzucić jak niechcianego szczeniaka ... to okrutne. Najbardziej żal
          > > mi dziecka, bo żadna miłość obcych nie zastapi jej ciebie.
          >
          > Wiesz, nie kochajaca matka moze wyrzadzic dzieciakowi naprawde wiele zla w
          zyci
          > u.
          >
          moz emasz racje ale ciezko jest zrozumiec czemu ona nie kocha swojego dziecka
          kto ma ja kochac jak nie matak , a moze nikt jej nie nauczyl mlosci matka moze
          tez jej nie kochala nie wiem dla mnie to chore matka nie kocha corki jak to
          brzmi
          • deczko Re: oddanie dziecka do adopcji 12.09.05, 10:09
            kalinka23 napisała:

            >
            > moz emasz racje ale ciezko jest zrozumiec czemu ona nie kocha swojego dziecka
            > kto ma ja kochac jak nie matak , a moze nikt jej nie nauczyl mlosci matka moze
            > tez jej nie kochala nie wiem dla mnie to chore matka nie kocha corki jak to
            > brzmi

            Kobieta pisze, ze cudownych rodzicow ma ;) wiec ktos jej te milosc dal, a czemu
            ona jej dac nie moze?!

            Jesli dzieciak jest chowany w luksusach, a nie zazna milosci rodzicielskiej, nie
            ma co mowic o szczesliwym dziecinstwie i pozniejszej doroslosci.

            Kiedys ogladalam brytyjski dokument o trudnych dzieciach. I tam malzenstwo (w
            srednim wieku) postanowilo oddac corke z powodu jej zlego zachowania.
            Dziewczynka byla juz spora, ale fakt, bardzo niegrzeczna. Co wyszlo na jaw w
            czasie terapii, ze matka zupelnie jej nie kochala, pokazywali filmy video z
            przeszlosci, kiedy mala ryczala, chciala wzbudzic zainteresowanie matki, a ta ja
            odpychala! Nie dziwota, ze wyrosl potworek. Pozniej ta matka sie przyznala, ze
            miala depresje, ze swoje dziecinstwo tez miala spaczone.

            Podalam tylko przyklad, ale mna np. wstrzasnal ten dokument. Myslalam, dzieciak
            rozpieszczony, starsi rodzice nie maja na niego sily. A pozniej zobaczylam, ze
            najwieksze problemy to ma matka tego dziecka, zal mi sie zrobilo tej
            dziewczynki. Na szczescie wyszli na prosto, mam nadzieje ;), bo w tv zakonczyli
            to happy endem ;)
          • osatnia Re: oddanie dziecka do adopcji 14.09.05, 12:06
            nie mozna "nauczyc" milosci. moja Mama nie byla wcale kochana przez swoja mame,
            opowiadala nieciekawe rzeczy o swoim dziecinstwie, a mnie kocha jak nikogo na
            swiecie.
    • kobieta_na_pasach na wsi mieszkasz? 12.09.05, 10:11
      w kazdym duzym miescie jest osrodek adopcyjny. wystarczy tam zadzwonic, nawet
      nie musisz sie im pokazywac. dlaczego tego nie zrobisz?
    • kasiek5 Re: oddanie dziecka do adopcji 12.09.05, 10:20
      fatalnie że podjełas ta decyzje dopiero teraz! Wiele mniejsza szkode
      wyrządziłabyś dziecku podejmujac ja przed albo zaraz po urodzeniu. Sytuacja
      wygląda jednak tak a nie inaczej - dziecko ma już 3 lata i jego świat zbudowany
      jest wokół twojej osoby. Czy naprawdę któreś z twoich rodziców nie mogłoby
      przejąc opieki nad dzieckiem? Piszesz że nie wyobrazasz sobie życia obok
      dziecka w takiej sytuacji, ale dlaczego? Wszystko mozna tak zorganizować aby
      dziecko nie czuło sie odrzucone a zebyś ty miała swobodę. Nie potrzeba nawet
      prawnie nic zmieniać. Dziecko na początek może zamieszkać z którymś z dziadków.
      Dom dziecka, czy rodzinny dom dziecka to byłaby najgorszy z możliwych wyborów.
      Jesli musisz oddać komus małą zrób to z głową!
      • mxp4 [...] 13.09.05, 05:21
        Wiadomość została usunięta ze względu na złamanie prawa lub regulaminu.
    • mmagi Re: oddanie dziecka do adopcji 12.09.05, 10:33
      jezu włos mi sie zjerzył:(
      • kalinka23 Re: oddanie dziecka do adopcji 12.09.05, 10:40
        dziecko ogranicza swobode jasne bo co przeszkadza co w robieni zakupow
        kupowaniu nowych bluzek butow czy przeszkadza ci w nocnych wirazach

        matce ? dziecko ? ty wogole o tym myslisz boze kochany dziewczyno dzieck matce
        przyslania caly swiat nie mysli o niczym tylko o tym ze jest jej szczesciem
        calym zyciem tym bardziej ze jestes sama powinna byc twoja duszczyczka dla niej
        teraz zyjesz dla niej sie poswiecasz a co na starosc sobie przypomnisz o niej
        jak przyjdzie wigilja i pomyslisz jak tu smutno sie zrobilo tylko wtedy mala
        bedzie mila ciebie w dupie bo ja oddalas bo jej nie kochalas na starosc
        przypomnisz sobie jaki ta byl balad serce mi sie kraja jak to czytam
    • asiulka81 hmmmm 12.09.05, 11:02
      Skoro jestes pewna na 100% ze nie chcesz dalej opiekowac sie dzieckiem powinnas
      zglosic sie najpierw do Osrodka Pomocy Społecznej, ktory znajduje sie w Twojej
      gminie. Tam pracownicy pomoga Ci w załatwieniu formalnosci, udziela tez pomocy
      psychologicznej jezeli dałoby sie cos jeszcze zmienic.
      Powinnas sie jednak jeszcze raz porzadnie zastanowic. Pamietaj tez o tym ze w
      domach dziecka panuj okropne warunki, takie same z reszta w innych osrodkach.
      Troche lepiej jest w rodzinach zastepczych, ale tu takze zdarzaja sie
      patalogiczne sytuacje, poniewaz ludzie czesto biora dzieciaki aby zapewnic
      sobie byt. Swego czasu w zwiazku z moimi studiami bywałam w takich placków. I
      jedno wiem-nigdy nie oddałabym dziecka do zadnej z nich. To co jest tam
      wszechobecne to ból, smutek, rozpacz niekochanych przez nikogo dzieci. No i
      bieda. Wiekszosc z tych placowek jest pozadłużana, czasami nie ma nawet na
      ubrania dla dzieci. Mam nadzieje ze nie chcesz dziecku zgotowac takiego losu.
      Moze lepszym rozwiazaniem byłoby znalezienie na własna rekę jakiejs rodziny.
      Oczywiscie najlepsi byliby krewni.
      Pozdrawiam i mam nadzieje ze wszystko ułozy sie w Twoim zyciu pomyslnie. I
      prosze Cie, porozmawiaj z psychologiem.
      • migdalek.niebieski Re: hmmmm 12.09.05, 11:07
        Asia Ty się nadajesz naprawdę do swojego zawodu.. podziwiam. Ja jakbym dorwała
        tego babsztyla to bym jej nogi z dupy powyrywała i poddała obowiązkowej
        kastracji żeby się to ochydztwo rozmnażać więcej nie mogło. I na koniec
        zamknęłabym w schronisku dla psów.
      • gabrielka_k Re: hmmmm 12.09.05, 11:20
        życzę Ci z całego serca, zebyś przestała być egoistką, zmieniła decyzję i
        któregoś dnia jak będziesz siedziała ze swoja córeczką przy obiedzie pomyslała
        sobie: "Boze dziękuję Ci za nią, to przecież mój największy skarb".
        bardzo żal mi tego maleństwa. czy choć przez chwilę zastanowiłaś się co ona
        czuje? i co będzie czuła gdy ją zostawisz? dlaczego najważniejsze są Twoje
        uczucia? bardzo to smutne :((
        • pimpek_sadelko Re: hmmmm 12.09.05, 11:24
          dlatego zamiast wyzywac biedna dziewczyne, ktora jest zagubiona to moze lepiej
          jej pomoc. niech pojdzie do psychologa/psychiatry... jesli to zadne zaburzenia
          do "wyleczenia" to wtedy zrobi jak jej serce podyktuje, a moze dzieki terapii
          bedzie szczesliwa? przeciez jej tez latwo nie jest!.
          • migdalek.niebieski Re: hmmmm 12.09.05, 11:29
            Ale niech nie oczekuje że nie będzie żadnych konsekwencji ponosiła i że wszyscy
            będą z nią jak z jajkiem!!! pomoc i to należy się jej córce!! ja uważam
            przeciwnie, niech zobaczy jak to jest być pomiotłem-w końcu taki ewentualny los
            szykuje swojej córce wysyłając ja do bidula lub do obcych ludzi.
            A do psychiatry to powinna pójść przed wiekiem pokwitania kiedy to stała się
            zdolna do rozmnażania bo teraz to potwór!!!
          • dyskopata Re: hmmmm 12.09.05, 11:49
            ja uważam że takie postawy trzeba kategorycznie napiętnować
            • asiulka81 najwazniejsze jest dobro dziecka 12.09.05, 12:24
              A czy jestes bez grzechu ze tak rzucasz w nia kamieniami....
              A nie pomysleliscie o tym ze jej dziecko czuje ze ona go nie kocha. To sie
              pozniej odbije na psychice tego maluszka. Jak sama napisala wychowuje dziecko z
              nalezyta troska, ale go nie kocha, nie daje mu czulosci, bliskosci, milosci.
              Dziecko ktopre chowa sie wtakiej atmosferze moze wyrosnac na pozbawionego uczuc
              egoiste z zaburzeniami w sferze emocjonalnej.
              Byc moze ona nie jest zdolna do macierzynstwa. Nie kazda kobieta ma do tego
              predyspozycje.
              A moze znalazłaby sie jakas rodzina, ktora by pokochala jej dziecko jak wlasne
              i dala mu ogrom milosci. Czyz nie byłoby to lepsze rozwiazanie dla dziecka.
              • dyskopata Re: najwazniejsze jest dobro dziecka 12.09.05, 12:37
                dla mnie ateisty pojęcie grzechu nie istnieje a jeżeli chodzi o błędy to na
                pewno popełniłem ich wiele ale za wszystkie poniosłem konsekwencje a jeżeli
                chodzi o rzucanie kamieniami to uważam że trzeba bo jeżeli nikt tego nie zrobi
                takie sytuacje zostaną uznane za normalne i będzie ich coraz więcej a co do tej
                "niezdolności do macierzyństwa" to chyba powszechnie wiadomo skąd się biorą dzieci
                to jest tak samo jak z jazdą samochodem jeżeli spowodujemy wypadek (nawet
                nieumyślnie) odpowiadamy za niego przed sądem tak samo jak rodzimy dziecko
                (nawet prez "wpadkę") musimy zapewnić mu opiekę
                • migdalek.niebieski Re: najwazniejsze jest dobro dziecka 12.09.05, 12:43
                  Tak właśnie!!!!!!!!!
              • mxp4 Re: najwazniejsze jest dobro dziecka 13.09.05, 05:34
                asiulka81 napisała:

                > A czy jestes bez grzechu ze tak rzucasz w nia kamieniami....
                > A nie pomysleliscie o tym ze jej dziecko czuje ze ona go nie kocha. To sie
                > pozniej odbije na psychice tego maluszka. Jak sama napisala wychowuje dziecko
                z
                >
                > nalezyta troska, ale go nie kocha, nie daje mu czulosci, bliskosci, milosci.
                > Dziecko ktopre chowa sie wtakiej atmosferze moze wyrosnac na pozbawionego
                uczuc
                >
                > egoiste z zaburzeniami w sferze emocjonalnej.
                > Byc moze ona nie jest zdolna do macierzynstwa. Nie kazda kobieta ma do tego
                > predyspozycje.
                > A moze znalazłaby sie jakas rodzina, ktora by pokochala jej dziecko jak
                wlasne
                > i dala mu ogrom milosci. Czyz nie byłoby to lepsze rozwiazanie dla dziecka.



                o ty pieprzysz. Starasz sie obnosic ze swoja pseudo dobrocia tylko ze
                wspolczucie skierowalas nie do tej osoby co trzeba. Zdzirze ktora napewno jest
                prostytutka i stad ma dobrobyt a dziecko przeszkadza jej w high life. Jak ona
                bedzie mogla odejsc zostawiajac dziecko malutkie w bidulu. Jak spojrzy jaj jako
                matka w oczka ostatni raz. Dziecku nigdy nie bedzie lepiej w bidulu czy u
                obcych ludzi. To ciekawe, ze ta stara bladz jej mamuska z tym sie godzi zamiast
                zabrac dziecko. Napewno jest taka sama. One obydwie nie maja nawet litosci.
    • diablica26 Re: Brak słów,cisza 12.09.05, 11:16
      Niewiem co mysleć o takich osobach,rozumiem,jakby nie miała mieszkania czy
      środków finansowych dla dziecka i siebie.Ale taki kaprys...oddam bo nic nie
      czuje?Moja bratowa nie uznawała swego 2 syna przez 4 lata!Poszła do psychologa i
      okazało się,że ma głęboka depresje po porodową.Kobieto opanuj się i weź się w
      garść!To co chcesz uczynić to okrócieństwo dla was obojga.....pomyślałaś co
      zrobi twe dziecko jak skończy lat 18?Gdzie sie podzieje,co bedzie jadła,czy
      będzie potrafiła kochać i szanować swe potomstwo?!Jaki przykład chcesz dać swej
      córce?Wogóle przemyśl co tu napisałaś,i idź do specjalisty czy juz naprawdę w
      głowie ci się przewróciło?A propo jaka jest twa matka?!Skoro ona tka łatwo
      wzieła do serca twą decyzję?Może wy nie potraficie się kochać,żadna z was nigdy
      nie pokazała uczucia i teraz ciągnie się z pokolenia na pokolenie.Masz zjechaną
      psychikę i pewnie z winy twej matki-teraz ty jestes taka sama?Pamiętaj to co
      chcesz zrobić odbije sie na całe życie,zmarnujesz życie swe i córki......
    • uniqua Re: oddanie dziecka do adopcji 12.09.05, 11:16
      nie wiem jak możesz tak myśleć ale nie chcem się nawet nad tym zastanawiać ,
      najważniejsze jest to że piszesz o tym że małą sobie kogoś znajdzie , gdzie ? w
      polsce jest bardzo dużo dzieci do adopcji a mało ludzi którzy chcą te dzieci
      adopotować , jeżeli naprawde chcesz ją zostawić w bidulu na pastwę losu , to ja
      ją sama od ciebie zabiorę , jeżeli chcesz się skontaktować to odpisz
      • pimpek_sadelko uniqua! 12.09.05, 11:20
        ale mi zaimponowalas! naprawde bys wziela?
        masz serce przepiekne!
        • uniqua Re: uniqua! 12.09.05, 11:22
          wziełabym , napewno chodż nie wiem jak dałabym sobie radę , ale cóż znaczą małe
          problemy w stosunku do całego życia tej małej , sama mam córeczkę 1,5latka i
          mimo młodego wieku nie wyobrazam sobie jak można nie kochać takiego maleństwa
          to szkaradne mam nadzieję że to tylko bezmyslna prowokacja
          • kalinka23 Re: uniqua! 12.09.05, 11:25
            uniqua napisała:

            > wziełabym , napewno chodż nie wiem jak dałabym sobie radę , ale cóż znaczą
            małe
            >
            > problemy w stosunku do całego życia tej małej , sama mam córeczkę 1,5latka
            i
            >
            > mimo młodego wieku nie wyobrazam sobie jak można nie kochać takiego maleństwa
            > to szkaradne mam nadzieję że to tylko bezmyslna prowokacja


            ja nie mam dzieci i nie wiem co to milosc do dziecka ale jak to czytam to mam
            lzy w oczach
            • uniqua Re: uniqua! 12.09.05, 11:26
              ta kobieta to zaprzeczenie człowieczeństwa
              • migdalek.niebieski Re: uniqua! 12.09.05, 11:30
                No dlatego mówię do schroniska z nią, a wy ją tu bronicie!!!!!
              • mkolaczynska Re: uniqua! 13.09.05, 13:45
                Właśnie się zastanawiałam czy nie zaproponowac tego co ty dla mnie to sytuacja
                idealna więcej dzieci rodzić nie będe a mat miałby rodzeństwo i to siostre :-)
                Niestety.. nie zgodze się z tobą ze to zaprzeczenie człowieczeństwa. To
                człowiek idealny człowiek z wadami i zaletami.
                Zgdze się z tym ze to prowokacja.
                Pozdrawiam
    • kalinka23 Re: oddanie dziecka do adopcji 12.09.05, 11:24
      a ja jestem ciekawa co ona bezdie mila w golowie gdy zawiezie mala do osrodka
      zamkne drzwi i wyjdzie boze to jest straszne mala bedzie plakala a ona co ? po
      prostu wsiadzie w samochod i pojedzie jak spac , jak jesc, jak zyc, jak przed
      oczami malutka ze łzami w oczach
      • uniqua Re: oddanie dziecka do adopcji 12.09.05, 11:25
        tacy ludzie się nad tym ie zastanawiają to jest osoba dla której tylko włąsne
        łzy mają znaczenie, jak można tak o włąsnym dziecku psa się kocha a co dopiero
        dziecko
        • kalinka23 Re: oddanie dziecka do adopcji 12.09.05, 11:29
          napewno powinna poprosic o pomoc specjalisty to jaest jasne tylko ciekawo czy
          poprosi moze ona nie chce zmieniac swego zdania mysli ze jest wszystko ok nie
          chce malej i koniec ktos bliski powinien z nia pogadac i zaprowadzic ja do
          psychologa matka jej najlepiej ale matka akceptuje je decyzje chora sytuacja
          moze ona nie wie co pisze i terapia by jej otworzyla oczy
          • uniqua Re: oddanie dziecka do adopcji 12.09.05, 11:32
            sama studjuje resocjalizację ale o takim przypadku rodzinnej patologi jeszcze
            nie słyszałąm , tak ironiczny opis sytuacji typu nie chce ,małej , rodzice
            szanują moją deyzję , a gdzie szacunek do małej , tak bezwzględny stosunek do
            własnego dziecka nie wiem nawet czy to jest możliwe
            • kalinka23 Re: oddanie dziecka do adopcji 12.09.05, 11:35
              uniqua napisała:

              > sama studjuje resocjalizację ale o takim przypadku rodzinnej patologi jeszcze
              > nie słyszałąm , tak ironiczny opis sytuacji typu nie chce ,małej , rodzice
              > szanują moją deyzję , a gdzie szacunek do małej , tak bezwzględny stosunek do
              > własnego dziecka nie wiem nawet czy to jest możliwe

              ja tez studjuje resocjalizacje ale takie sytuacje ze matka nie chec dziecka a
              ma super warunki po prosty nie mieszcza mi sie w glowie nie wiem czemu ale
              chyba bym jej przylozyla jak bym stala z nia twarza w twarz czasmi te studia
              mnie przerazaja
              • uniqua Re: oddanie dziecka do adopcji 12.09.05, 11:40
                masz rację , chyba tylko człowiek ma takie dewiację , ludzoie mimo iż podobno
                homo spiens są okrutni i potrafią być okrutni
                chociaż naprwdę wydje mi się że to 99 procentowa prowokacja jakiegoś półgłówka
              • mxp4 Re: oddanie dziecka do adopcji 13.09.05, 05:46
                kalinka23 napisała:

                > uniqua napisała:
                >
                > > sama studjuje resocjalizację ale o takim przypadku rodzinnej patologi jes
                > zcze
                > > nie słyszałąm , tak ironiczny opis sytuacji typu nie chce ,małej , rodzic
                > e
                > > szanują moją deyzję , a gdzie szacunek do małej , tak bezwzględny stosune
                > k do
                > > własnego dziecka nie wiem nawet czy to jest możliwe
                >
                > ja tez studjuje resocjalizacje ale takie sytuacje ze matka nie chec dziecka a
                > ma super warunki po prosty nie mieszcza mi sie w glowie nie wiem czemu ale
                > chyba bym jej przylozyla jak bym stala z nia twarza w twarz czasmi te studia
                > mnie przerazaja



                Ja mysle i mam nadzieje, ze to tylko nedzna prowokacja mam prosbe do autorki
                watku. Napisz, ze to nieprawda, ze to wymyslilas i niejednej osobie spadnie
                kamien z serca.
                • mkolaczynska Re: oddanie dziecka do adopcji 13.09.05, 13:55
                  > Ja mysle i mam nadzieje, ze to tylko nedzna prowokacja mam prosbe do autorki
                  > watku. Napisz, ze to nieprawda, ze to wymyslilas i niejednej osobie spadnie
                  > kamien z serca.
                  Dlaczego powinien spaść ci kamień z serca? Może następnym razem jakaś głupia
                  siksa następnej kobiecie w niechcianej ciąży nie powie "urodź i może
                  zaakceptujesz a jak nie to daj do adopcji". To dość powszechne rady jakie daje
                  się kobietom w niechcianej ciązy.
                  Tak radzą kobiety kobietom wiesz?
                  Masz większy kamień na sercu?
                  Ja tak, ale od dawna, a nie dopiero po tym poście niestety.
      • kalinka23 Re: oddanie dziecka do adopcji 12.09.05, 19:26
        a ja jestem ciekawa co bezdziesz mila w golowie gdy zawieziesz mala do
        osrodka
        zamkniesz drzwi i wyjdzie (boze to jest straszne) mala bedzie plakala a ty co ?
        po
        prostu wsiadziesz w samochod i pojedzie jak spac , jak jesc, jak zyc, jak przed
        oczami malutka ze łzami w oczach wyobrazasz sobie ta sytuacje .

        diva a moze tobie sie tylko wydaje ze chcesz ja oddac odpowiedz sobie na moje
        pytanie ?
    • kryzolia Re: oddanie dziecka do adopcji 12.09.05, 11:34
      Adapcja jest sprawą nieodwracalną. Ja Cię nie potępiam, przynajmniej mówisz jak
      jest, są ludzie ktorzy równiez nie kochaja swoich dzieci i robia im krzywde
      przez to przez całe życie. TYlko obawiam sie , że może masz problemy , których
      sama nie rozumiesz, a w których mógłby Ci pomóc dobry psycholog. Prosze,
      spróbuj, a jeśli nic z tego nie wyjdzie , może w między czasie znajdzoie się
      jakieś wyjście. Ja swojego dziecka równiez nie kochałam po urodzeniu, uczyłam
      sie tego stopniowo, a teraz jest dla mnie najważniejsze na świecie.
      • kalinka23 Re: oddanie dziecka do adopcji 12.09.05, 11:39
        dokladnie tak jak piszesz tylko czy ona pojdzie do tego psychologa ja uwazam ze
        ona ma wrazenie ze z nia jest wszystko ok nie kocha i koniec
        powinna isc do psychologa napewno by jej pomogl najgorzej jest to ze jej wlasna
        matka w tym ze ona chce ja oddac nie widzi problemu moze ta rodzina nie umie
        kochac matka nie dala jej milosci to i ona nie umie ale mysle ze terapia
        otworzyla by jej oczy
        • kryzolia Re: oddanie dziecka do adopcji 12.09.05, 11:45
          nie można mieć do Niej pretensji, bo nie kocha. Tego się nie robi na zawołanie.
          Przecież robi co może, stara się. Nie porównujmy tej dziewczyny do
          zwyrodniałych matek. Choć nadal sądzę , że potrezbna jest pomoc psychologa.
          • uniqua Re: oddanie dziecka do adopcji 12.09.05, 11:48
            o to że nie kocha nie można mieć pretensji ale za brak odpowiedzialności tak za
            bezosoibowe traktowanie dziecka za bezlitosne zachowanie , za to że jako osoba
            dorosła powinna nie patrzeć tylko an to co czuje ona akle tez na to co czuje
            jej dziecko kochane czy nie kochane , skoro uważ ze nie potrafi być matką
            żadną , to niech zajmnie się znalezieniem dziecku domu a nie oddaniem jej do
            boiudla
            • uniqua Re: oddanie dziecka do adopcji 12.09.05, 11:50
              a porównywanie do złych matek tych z dewiacjami i patologią jest jak
              najbardziejk na miejscu jedni gnoją swoje dzieci inni je biją a tacy jak ona
              poprostu sie od nich uwalniają
    • dyskopata Re: oddanie dziecka do adopcji 12.09.05, 11:38
      2 plusy dla ciebie: ostatnie zdanie i to że nie usunęłaś i niestety tylko to
      myślę że powinnaś oddać dziecko jak najszybciej nikt nie chciałby mieć takiej
      matki w takich sytuacjach wstydzę się że jestem człowiekiem
    • niuska77 SPROBUJ.... 12.09.05, 11:57
      Witaj Diva!

      Pobieznie tylko przejrzalam tresc niektorych odpowiedzi, wiec jesli sie
      powtorze to przepraszam.
      Twoj problem jest bardzo trudny i nie wydaje mi sie aby forum bylo odpowiednim
      miejscem na tak powazne decyzje. Mysle, ze powinnas porozmawiac ze specjalista -
      psychologiem zanim na 100% zdecydujesz sie na taki krok gdyz moze sie okazac
      ze terapia Cie odmieni, odkryjesz lub zauwazysz cos - czego nigdy wczesniej nie
      znalas u siebie. I niech nikt nie wazy sie interpretowac, ze jestes
      nienormalna - nie taki wydzwiek ma ta wypowiedz. Sadze, ze nie z kazdym
      problemem mozemy zmierzyc sie samodzielnie, gdyz nie zawsze wiemy co tak na
      prawde jest przyczyna naszych emocji. To wazne - za kilka lat byc moze
      napiszesz na tym forum ze popelnilas jeszcze wiekszy blad bo oddalas jedyna
      osobe na swiecie, ktora mialas... Wtedy bedzie za pozno. Pomysl o tym
      • kalinka23 Re: SPROBUJ.... 12.09.05, 12:03
        bylam swiadkiem gdzie matka jak lwica walczyla o swoje dzicka kobieta wyczerpan
        fizycznie i psychicznie mial sily wziasc dziecko na kolana i ze lzami w oczach
        wytlumaczyc ze narazie nei moga byc razem ze wroci ze ja zabierze ze bedzie
        wszystko jak dawniej ze ja kocha i nigdy nie dopusci do tego zeby byla daleko
        od niej

        wtedy nie moglam plakac ale jak wrocilam do domu wylam jak bobr ze kobieta na
        skraju wyczerpania mila tyle sily zeby spokojani eporozmawiac ze swoim
        dzieckiem jaka to musi byc milosc
        ta sytuacja jest odwrotna ona nie probuje jej pokochac nie szuka pomocy bo nic
        o tym nie pisze
        nie kocham i juz a tyle matek oddalo by zycie za swoje dziecie za kazde dziecko
        nawet te ktore lezy i sapie bo jest chore
        • niuska77 Re: SPROBUJ.... 12.09.05, 12:25
          widzisz... bardzo latwo jest sobie usiasc i oceniac, dywagowac. Ja nie wiem co
          lezy u podloza takiej sytuacji bo to na pewno siega duzo glebiej (Diva napisla
          ze rodzice sie rozstali). My tu na forum jej nie pomozemy a widac ze dziewczyna
          potrzebuje pomocy. Najlatwiej zadeptac i zmieszac z blotem ale trudniej
          wyprowadzic ja na prosta, trudniej pomoc... Widzialam wypowiedzi osob po
          resocjalizacji :) i co? nie nauczyli ich, ze pozytywne emocje wzmagaja
          pozytywne emocje a napietnowanie wzmaga bunt, strach, zlosc i tym samym swego
          rodzaju zaslepienie? Ja ukonczylam zaledwie socjologie z elementami psychologii
          i tego zdazyli mnie nauczyc...
          Nie rozumiem tych pyskowek, obelg i zlozeczenia dla Divy. Sadze, ze ona sie
          tego wystraszyla i juz nawet nie czyta kolejnych wypowiedzi, bo wyrok juz
          zapadl - prawda?
          • uniqua Re: SPROBUJ.... 12.09.05, 12:33
            bardzo słabo chyba ci szło na tej socjologi , skoro nie znasz podstawowych faz
            postępowania z ludzmi z dewiacjami , jezeli z początku już całej społeczeństwo
            ma okazać zrozumienie i wspólczucie to gdzie ma noastąpić proces resocjalizacji
            pod jaką presja , jak taka osoba ma się zorientować że robi coś złego skoro
            wszyscy jej współczują i rozumieją , wspólczucie i pozytywne emocje okazuje się
            w trakcie samej resosjalizacji następującej a nie wstępnej , jak ktos ma chcieć
            się zmienić skoro całe społeczeństwo go rozumie , trzebba mu pokazać najpierw
            jak bardzo żle czyni , tak jak na procesie sądowym , najpierw trzeba zrozumieć
            co robi się żle żeby chcieć się zresocjalizować i zacząć zastanawiać , dla
            takich osób zrozuimienie i wsparcie w początkowej fazie jest jak rozgrzeszenie
            • niuska77 Re: SPROBUJ.... 12.09.05, 12:44
              to nie jest kryminalistka i nalezy odroznic resocjalizacje takich przypadkow od
              pomocy dla osob pokroju Divy. Jakbys nie zauwazyla Diva funkcjonuje w
              spoleczenstwie a nie poza nim zatem nie podlega wyuczonemu przez Ciebie
              schematowi (podreczniki to jedno a zycie to co innego). Kolejny blad z Twojej
              strony to ocena mnie i traktowanie z gory (brawo - klasyczny przypadek)- jesli
              chcesz komus w zyciu pomoc to wiecej sluchaj niz gadaj :)
              Tak jak pisalam (i podtrzymuje) najpierw - trzeba sie dowiedziec co jest grane
              i gdzie lezy prawdziwe podloze takiego zachowania. Na ocene jest troche za
              wczesnie na tym etapie :) Tak jak w sadzie Uniqua - ocena na koncu /a Ty
              zakladasz, ze jest winna wiec trzeba ja naprostowac i przywrocic do
              porzadku :)))
              • uniqua Re: SPROBUJ.... 12.09.05, 14:27
                przeczytaj dokładnie co napisałam zastanów się nad tym a potem odpowiedz, co do
                traktowania z góry to ty z gry potraktowałaś mnie i koleżankę wydając osąd na
                temat naszej dywagacji, ie pisałam o ocenie a w kryminologii a nie
                kryminalistyce zaczyna się od postawienia zarzutów a nie osądów, resocjalizacja
                to ponowne przyracanie osób poza socjal czyli społeczeństwem do społeczeństwa
                skoro uważasz za normę odchylenia od przyjętych standartów przez które cierpi
                społeczeństwo i uwążasz że taka osoba nie jest aspołczne to gratuluje , a propo
                kryminalistów to oni także żyją i funkcjonują w społeczeństwie szkoda że
                resocjalizacja kojarzy ci się tylko z więżniami wszak grom przedmiotów dotyczy
                w niej terpii wszelkiego rodzaju , a ja studjuje kierunek łąączony z pedagogiką
                opiekuńczą i uwierz mi wiem bnyc może nie z autosji gdyż jestem za młoda jak
                wielką krzywde wyrządza się dzieciom zostawiając je w bidulu.
                pozdr.
                • uniqua Re: SPROBUJ.... 12.09.05, 14:29
                  z góry przepraszam za zjedzone literki ale pisała to ze mną moja córeczka co
                  raz to klikająć backspace
                • niuska77 Re: SPROBUJ.... do Uniqua 12.09.05, 15:37
                  Przepraszam Cie ale brak mi sil i argumentow bo piszemy zgola o czyms innym,
                  wiec moze sprobuje troche inaczej: piszesz ze masz coreczke - swietnie.
                  Sprobujmy tak: zalozmy ze poszla do przedszkola (hipotetycznie) a Ty
                  dowiadujesz sie, ze bije dzieci a potem sama to widzisz na wlasne oczy. I co?
                  Masz juz gotowy osad sytuacji i karzesz dziecko tak? Nie sprobujesz sie
                  dowiedziec co zaszlo i skad u Twojego dziecka takie zachowanie?

                  Moze teraz zrozumiesz.

                  Po drugie - nie wkladaj mi w usta slowa, ktorych nie wypowiedzialam (prosze) i
                  nie pisz co ja uwazam.

                  Po trzecie uwazam, ze Diva jest zdolna do milosci ale ma w sercu jakas zadre.
                  Nie uwazam aby wyzwiska i lamanie rak nad jej postawa moglyby jej w jakis
                  sposob pomoc - takie tylko widzisz rozwiazanie? A gdzie swiatelko w tunelu dla
                  niej? A gdzie slowa: potrafisz Diva - na pewno potrafisz kochac jak tylko sama
                  zrozumiesz co sie z Toba dzieje.

                  A skad pewnosc, ze Diva ma przyjaciela, ma w kims oparcie, ze SAMA potrafi i
                  zyciowe porazki nie sa dla niej zawilym gaszczem bez wyjscia? A moze ona ma
                  powazna depresje i nie widzi tak przejrzyscie rozwiazania jak wszyscy, ktorzy
                  tu dyskutuja? Znasz ja? Spotkalas sie z nia? Rozmawialas?

                  Jesli taki jest Twoj sposob na niesienie pomocy to daruj ale nie zycze nikomu,
                  zeby w trudnej chwili dostal gwozdz do trumny od Ciebie.

                  Ja mysle, ze Divie bardzo niewiele brakuje bo 3 lata robila cos - w czym nie
                  czula sie dobrze ale to robila. Mysle ze wlasnie nie ma oparcia ani kogos kto
                  by ja matywowal do dobrych postaw. W koncu ma nieslubne dziecko a w niektorych
                  srodowiskach samo to wystarczy do zlej oceny.

                  Reasumujac - ja jej nie przekreslam i nie wierze, ze to zrobi. Ona pyta bo
                  bladzi - bo nie wie co ma robic ale zle spytala. Zaden ze mnie specjalista ani
                  z Ciebie - wiec niczego sie Diva nie dowiedziala... Pomoc musi nadejsc od
                  fachowca i to nie przez klawiature...
                  • uniqua Re: SPROBUJ.... do Uniqua 13.09.05, 10:29
                    próbujesz mi udowodnić że moja postawa jest z goła negatywna , a przecież po
                    przeczytaniu moich postów dokladnie widać że mi zalezy głownie na dobrze
                    dziecka , nie zastanawiam sie nad tym jaka trudna sytuacja doprowadziła divę do
                    tak skarajnie dziwnego zachowania , zastanawiam się nad gdzie w całym tym
                    zgielku który roztoczył się nad divą i jej marnym losem jest miejsc na zgiełk
                    nad dzieckiem.Nie będe się z tobą spierać gdzyż z góry jesteś negatywnie
                    nastawiono do zwykłych nie udawanych opini ludzkich , ale przykro mi nie ma
                    matek miłosierdzia, może ja powiem tak , gdyby się okazało że ktoś teoretycznie
                    wykorzystuje twoje dziecko dajmy na to jakis mężczyzna czy zastanawiałabyś
                    się całymi dniami jak mu pomódz czy może chciałabyś jak najszybciej go ukarać ,
                    przykro mi to stwierdzić ale pewnych zachowań wedłóg mnie oczywiście nie można
                    zwalać na chorobę ci ludzie są świadomi , wiedzą co robią a skoro są dorośli
                    no cóż dlaczego nie potrafoią się powstrzymać , to nie oni są pokrzywdzeni:)_
                    • niuska77 Re: SPROBUJ.... do Uniqua 14.09.05, 00:09
                      Droga Uniqua...
                      a nie przyszlo ci czasem do glowy, ze jakby Diva sie podzwignela z problemu z
                      pomoca specjalisty to i dziecko by na tym skorzystalo?

                      Skoro w dalszym ciagu musisz robic 'wycieczki personalne' to przyznam
                      ostatecznie, ze jestes krotkowzroczna ale milo, ze potrafisz tez przyznac
                      ze 'nie zastanawiasz sie' :)

                      Ponadto bladzisz po roznych watkach, odwolujesz sie by resocjalizowac Dive a
                      teraz pojawilo sie nawet molestowanie jako dowod na sluszna argumentacje z
                      Twojej strony.

                      Przykro mi - nie widze zwiazku ani tez sensu kontynuowac tak dziwnej i
                      rozbieznej 'dyskusji', gdyz na moje argumenty padaja przytyki, ze jestem
                      niedouczona, negatywnie nastawiona, etc. Cos tym osiagnelas? Czy to wzmocnilo
                      powage twojej wypowiedzi?
                      Nie odpisuj :) Domyslam sie co moglabys napisac :)

                      Oczywiscie masz najswietsze prawo do ostatniego slowa - choc ja juz chcialabym
                      cie pozegnac i suma sumarum pozdrowic :)

                      Trzymaj sie!
                      • uniqua Re: SPROBUJ.... do Uniqua 14.09.05, 10:29
                        posiądz umiejętnoiśc czytania tego co inni piszą tak jak w rozmowie słuchania
                        drugiej osoby a następnie wdawaj s9ię w polemiki , bo w innym przypadku jest to
                        zbędne , po cóż rozmawiać z kimś kto poprostu chce się pomądrzyć a nie
                        odpowiedzie ć na twoje zdanie. koniec.
              • agusia713 Re: SPROBUJ.... 12.09.05, 15:00
                Niuska77 zaimponowałas mi. Diva faktycznie ma problem i rzeczywiście, taki
                problem nie powiniem być rozstrzygany na forum, bo jeszcze dziewczyna zrobi
                jakieś głupstwo sobie, albo małej.
                Myślę, że problem leży głębiej i pewnie wziął się od wpadki. Jak przypuszczam
                wtedy Divo byłaś zakochana w ojcu dziewczynki, czy to tylko czysty seks? Nie
                wierzę, żę nie masz w sobie miłości. Mimo tych "dobrych warunków" o których
                piszesz, masz na pewno w sobie miłość i z pomocą fachowca, ją w sobie
                odkryjesz. Jak to czytam, to problem jest taki, że czujesz się samotna jako
                kobieta i trudno wychowywać samotnie dziecko. Nie piszesz też nic na temat ojca
                dziewczynki, czy utrzymujecie, ze sobą kontakt, czy on założył poprostu inną
                rodzinę. Sama mam trzyletnią córeczkę, a teraz problem z zajściem w drugą
                ciążę. Moje dziecko, jest jak tu piszą niektórzy "całym mojem życiem,promykiem,
                szcZęściem itd" i nie mam pojęcia jak bardzo byłabym nieszczęśliwa, gdyby ktoś
                lub coś kazałoby mi mojego "cukiereczka" oddać?
                Diva, głowa do góry i pracuj nad "SWOJĄ MIŁOŚCIĄ".
                AGA
          • kobieta.99 Re: SPROBUJ.... 12.09.05, 12:35
            Nie wierzę w to. Diva zrobi imprezę pożegnalną (kulturalne zakończenie epizodu
            matki, pochodzi przecież z dobrego, ciepłego domu), na którą zaprosi swoich
            rodziców, z którymi ma świetne relacje. Dadzą Małej prezenty, po buziaku i pa,
            pa. Nie ma i nigdy nie było żadnego dziecka.
            Albo bujda, albo patologia (do kilku pokoleń wstecz).
            • uniqua Re: SPROBUJ.... 12.09.05, 12:38
              też mi się tak wydaje że to prowokacja , albo patologia na dużą skalę
            • kryzolia Re: SPROBUJ.... 12.09.05, 12:41
              czy nie widzicie, że Ona tak naprawde cierpi? Sama widzi , że to co jest
              wygląda inaczej niż u innych. Próbuje znależć rozwiązanie, nie rozumie dlaczego
              nie kocha własnego dziecka. TYlko dobry psycholog pomnoże Jej zrozumieć ta
              sytuację.
              • uniqua Re: SPROBUJ.... 12.09.05, 12:43
                to może niech się uda do psychologa a nie odrazu do bidula
                a propo co z cierpieniem dziecka?
                • kryzolia Re: SPROBUJ.... 12.09.05, 12:46
                  z jakim cierpnieniem dziecka?
                  • uniqua Re: SPROBUJ.... 12.09.05, 12:47
                    czyli że dziecko oddane do bidula nie cierpi , albo że dziecko niekochane przez
                    matkę tego nie widzi i nie czuje?
                    • kryzolia Re: SPROBUJ.... 12.09.05, 12:48
                      a co to jest "bidula"?
                      • uniqua Re: SPROBUJ.... 12.09.05, 12:53
                        bidule to domy dziecka
                    • kobieta.99 Re: SPROBUJ.... 12.09.05, 12:48
                      Uniqua, daj sobie spokój. Ktoś się nudzi i stąd ten wątek.
                      • uniqua Re: SPROBUJ.... 12.09.05, 12:54
                        wiem ale naprawdę nie mogę zdierżyć takiej ludzkiej głupoty:))
    • hellaa Re: oddanie dziecka do adopcji 12.09.05, 15:30
      Mnie się wydaje, tak, jak komuś, kto pisał wcześniej, że masz nierealistyczne,
      harlequinowe pojęcie o miłości... Nie nienawidzisz córki, możliwie dobrze
      opiekujesz się nią, ale jak twierdzisz, nie kochasz jej i ona ci przeszkadza.

      Otóż mnie się wydaje, że nieprawidłowo oceniasz swoje uczucia i masz zaburzone
      relacje międzyludzkie. Zniecierpliwienie dzieckiem to normalna sprawa a nie
      brak miłości. Można kochać kogoś a jednocześnie wiele razy marzyć o wysłaniu go
      na Marsa, bo ktoś drugi blisko zawsze trochę przeszkadza.

      Jesteś dosyć troskliwą mamą: pracujesz na dziecko, dbasz o jego zdrowie,
      zapewniasz mu opiekę - i w dodatku wszystko to robisz sama, nie mogac liczyć,
      że czasem o ciebie ktoś się zatroszczy i pozwoli ci być "małą dziewczynką". To
      wielki wysiłek psychiczny i uczuciowy. Jesteś bardzo samotna...

      Może aby nie czuć tej samotności, rozczarowania, lęku, żalu do ludzi, którzy
      zawiedli, zablokowałaś wszystkie uczucia, w tym uczucia do córki, i kierujesz
      się w życiu jakimiś technicznymi, chłodnymi, poprawnymi logicznie rozwiązaniami?

      Z różnych przyczyn ludzie mogą umrzeć uczuciowo, ale też czasem mogą się
      odrodzić, i często to dziecko, samo pełne czystej miości, wiary i nadziei
      pozwala zziębniętej z dala od uczuć osobie znów poczuć miłość.

      Maryla w "Ani z Zielonego Wzgórza" tez była zamknięta na uczucia i przez lata
      była przekonana, że nie kocha Ani, tylko po prostu należycie się nią opiekuje.
      Uznała, że skoro dziecko już jest, to moralnie jest dać jej tyle, ile można. A
      dziecku to wystarczyło, żeby czuło się bezpieczne, żeby uznało, że ma dom...
      Dzieciom wcale nie trzeba fajerwerków, wystarczy im dobra wola i mądre
      wychowanie.. choć pewnie lepiej by byo dodac do tego więcej spontanicznych
      uczuć. Ale nie w każdej rodzinie jest wszystko, niektóre np. krzyczą o miłości
      i płodzą po tuzin potomstwa którego nie mają za co wykarmić.. Zwykle czegoś
      brak.. Ale dziecko na ogół kocha i chłodną mamę, widząc w jeje staraniach wyraz
      miości. A chłodna mama, jak wspomniana wcześniej Maryla, kiedyś tam, po latach,
      w nagłym przebłysku uswiadamia sobie, że bez tego dziecka, którym zajmowała
      się "z przyzwoitości" własciiwe nie chciałaby zyć.
      Przyzwoitość to też bardzo dużo! Zwłaszcza na początek... A dalej?.. Naprawdę
      powinnaś pochodzić na terapię do psychologa i nauczyć się nie bać swoich uczuć..
      • niuska77 Re: oddanie dziecka do adopcji 12.09.05, 16:57
        hellaa napisała:

        > Mnie się wydaje, tak, jak komuś, kto pisał wcześniej, że masz
        nierealistyczne, harlequinowe pojęcie o miłości... Nie nienawidzisz córki,
        możliwie dobrze opiekujesz się nią, ale jak twierdzisz, nie kochasz jej i ona
        ci przeszkadza(...)
        (...) Przyzwoitość to też bardzo dużo! Zwłaszcza na początek... A dalej?..
        Naprawdę powinnaś pochodzić na terapię do psychologa i nauczyć się nie bać
        swoich uczuć.


        SAMO SEDNO, BLYSKOTLIWIE I PRZEJRZYSCIE - LEPIEJ BYM TEGO NIE UJELA :)

      • diva.plavalaguna dziekuje 12.09.05, 18:03
        Przede wszystkim, dziekuje za odpowiedz, ktora nie przyrownuje mnie do suki czy
        innej k**wy, Tobie i paru osobom, ktore nie rzucily sie na mnie nie pomyslawszy
        dluzej. To autentycznie wazne dla mnie.

        Co do wyobrazenia o milosci - nie, nie jest harlequinowe... Kazda milosc ma zle
        i gorsze dni, takze milosc miedzy dzieckiem a matka, ale ta milosc musi byc...
        Ja urodzilam corke, dbam o nia i nie wyobrazam sobie, zebym miala nie dbac, ale
        robie to z obowiazku, a nie checi, potrzeby czy jak to okreslic :(. Moze
        zwyczajnie nie kazda kobieta ma/musi miec dzieci, tak sie zdarza, nie rozumiem,
        dlaczego tyle obelg pod moim adresem - lub inaczej, rozumiem, ze ktos moze nie
        rozumiec mnie, czy w ogole sobie nie wyobrazac takiej sytuacji, ale czy trzeba
        tak agresywnie? W czym to ma pomoc?

        A milosc wazna jest. Nie chce zaserwowac malej 'zimnego chowu', bo sama takiego
        nie otrzymalam i moi rodzice bardzo mnie kochali i kochaja nadal, mam ich
        wsparcie, kiedykolwiek jest potrzebne i nasze rodzinne stosunki sa lepsze niz
        super, mimo tego, ze rozstali sie pare lat temu. Znam kilka osob, moich
        znajomych, ktorych rodzice byli/sa zwolennikami wychowania bez uczuc, chwalenia,
        przytulania etc., z przyczyn mi nieznanych. Ci ludzie czesto mowia, ze woleliby
        tych rodzicow wcale nie miec, bo okres dzieciectwa, potem szkoly, to droga przez
        meke, wieczne poczucie niespelnienia oczekiwan rodzicow, wiecznie zirytowani
        rodzice, atmosfera uczuciowa w domu porownywalna do kostnicy... Nie chce, zeby
        dziecko przeze mnie mialo takie zycie - teraz jestem jeszcze 'poprawna', ale kto
        wie, jaka sie stane, skoro dziecka nie chcialam i nie jestem szczesliwa, ze jest
        :( ?

        A propos powolania dziecka do zycia - ktos tam zarzucil mi, ze przeciez powinnam
        wiedziec, jak dzieci przychodza na swiat i pomyslec o tym wczesniej. Otoz,
        agresorze, pomyslalam. Bylam na pigulkach kilka lat i w pewnym momencie nie
        zdaly egzaminu. Po prostu. Nigdy nie chcialam miec dziecki, nie lubilam ich,
        irytowaly mnie, tak jest do dzis. Nie jestem dla dzieci w ogole jakas
        niesympatyczna - znajomi maja potomstwo, krewni... mile dzieciaczki, ale gram
        kochana ciocie przed nimi, byleby nie urazic innych. Moja mama niejednokrotnie,
        kiedy jeszcze bylam dorastajaca panna i nie krylam swojego podejscia do dzieci /
        swojego ewentualnego macierzynstwa, martwila sie, ze to moze byc problem w
        przyszlosci, ale sadzila (i ja chyba tez), ze to minie z czasem. Jakos nie
        minelo, jak dotad, a lat mi przeciez nie ubywa.

        I nie rozumiem tym bardziej zarzutow, ze zapewne jestem zadufana w sobie osoba,
        ktora trawia tylko i li mysli o kupnie nowej szmaty czy pojsciu do klubu... Na
        jakiej podstawie ten domysl!? Napisalam cos takiego? Nie! Fakt, b. dobrze
        zarabiam, stac mnie na nowe mieszkanie i rozne przyjemnosci - to od razu znaczy,
        ze jestem krolewna w lukrowanym zamku i 'tylko o siebie stoje'? Glupie
        podejscie, przepraszam. Wlasnie gros moich zarobkow jest przeznaczane na dziecko
        - byleby tylko bylo zadowolone, ale ja dobrze wiem - i nikt mi nie wmowi, ze
        jest inaczej - ze zabawki, mila niania, piekne ciuchy, madre ksiazeczki
        zrekompensuja dziecku brak rzeczy postawowej, zasadniczej!

        Moze psycholog jest wyjsciem, nie wiem, mialam na studiach psychologie tylko 2
        lata, wiec sama na niej znam sie miernie akurat. Ale bylaby to pewnie droga
        przez meke... A poza tym, czy mozna kogos zmusic do milosci? Czy mozna ja
        wmowic? Chyba nie :(. Nie wiem, z czego to sie bierze. Bardzo kocham swoich
        rodzicow, to najblizsi mi ludzie, jestem zakochana w mezczyznie, z ktorym
        niedawno sie zwiazalam (ale zwiazek jest w powijakach), uwielbiam zwierzeta,
        boli mnie ludzka krzywda. Myslicie, ze dla mnie to takie oczywiste, oddac
        dziecko? NIe widze innego wyjscia, przeciez przez prawie 3 lata by sie cokolwiek
        zmienilo we mnie...

        Ale jasne, najlatwiej nazwac mnie szmata, ktora nalezy zamknac w schronisku, bo
        dbam tylko o siebie i nic mna nie targa poza pragnieniem torby Vuittona (to nie
        do Ciebie rzecz jasna, hellaa).
        • niuska77 Re: dziekuje 12.09.05, 18:37
          :) Ciesze sie Diva ze jeszcze tu zajrzalas - czyli nie wszystko stracone :)
          Sprobuj z tym psychologiem - mysle ze to ostatnia deska ratunku, ktorej nie
          powinnas odmawiac ani sobie ani Malej. Czasem cos takiego w czlowieku
          zagrzeznie i zakorzeni sie, ze kompletnie tego widac a jednak zycie utrudnia...

          Bylam na studiach na terapii grupowej (niechcacy) ale na prawde dzialy sie tam
          rzeczy niesamowite. Facet nas pootwieral jak butelki Coli - jedno po drugim. On
          to nazywa 'plecakiem' - kazdy taki ma, tylko jedni go niosa i nie jest im
          ciezko a innym on bardzo ciazy i nie pozwala isc normalnie. Byly rozne
          przypadki: alkoholizm, narkomania, rozwody rodzicow, gwalt... Bywalo, ze
          plakalismy wszyscy strasznie (nawet faceci). Czy to pomoze? Nie wiem - ale na
          pewno warto wiedziec co ma sie w plecaku :)

          Trzymaj sie i wierze, ze Ci sie uda mimo wszystko zatrzymac Corcie.
          • diva.plavalaguna Re: dziekuje 12.09.05, 18:39
            dziekuje raz jeszcze, za dobre slowo.
            mialam nadzieje, ze znajdzie sie na forum ktos, kto nie bedzie chcial tylko
            rzucac przyslowiowym kamieniem we mnie.
        • hellaa Re: dziekuje 12.09.05, 19:28
          Diva, pozwól, że jednak obstanę przy sugerowanym ci "macierzyńskim
          harlequinie", któremu dajesz się zwodzić... :) i polecę do przeczytania
          pewną "obrazoburczą" lekturę: Elisabeth Badinter, "Historia miłości
          macierzynskiej". Autorka pisze tam, że nie ma czegoś takiego, jak na 100%
          pewna, zawsze silna i skłonna do poświęceń, niezmienna przez wieki miłość
          macierzyńska. Bardzo różnie z tym bywało, a to, jak tarktowane były dzieci...
          zależało od kultury, czyli od tego, co w danym czasie uważano za przyzwoite.
          Przykłady: Starożytny Rzym: matki godzą się na zabijanie nowonarodzonych córek
          aby lepiej zadbać o synów, Francja, XVIII wiek: Arystokratki odsyłają noworodki
          na wieś do "mamek" bo nie chca sobie psuć życia towarzyskiego, Niemcy XIX wiek:
          króluje tzw. "czarna pedagogika" czyli programowe bicie i tresowanie dzieci
          połączone z "łamaniem woli" i znęcaniem sie psychicznym... Wystarczyły bzdurne
          mody, właściwie byle co, by matki nagminnie odchodziły od miłości do dzieci...
          A zatem nie jest ona taka łatwa i oczywista. To kultura pozwala jej się
          uformować. Kultura, czyli to, co w danym czasie uważa się za przyzwoite.
          W dzisiejszych czasach stawia się wysokie wymagania rodzicom: mają i dbać, i
          wiele pozytywnych uczuć odczuwać, i być niemal doskonali. Jeśli tylko ktoś
          gośno się przyzna, że z czyms szwankuje, powstaje wielkie oburzenie!.. Może dla
          zagłuszenia niedostatków samych oburzonych? Tymczasem prawda jest taka, że nikt
          z nas nie jest doskonały i mało by się znalazło wzorowych rodzin. Może twoja
          była taka i masz teraz kompleksy, że u ciebie jest inaczej... Ale śmiem
          twierdzić, ze nie jest u ciebie najgorzej i nie jesteś najgorszą matką. Wiele
          matek głośno krzyczy o swej miłości a faktycznie dzieci im służą do jakiegoś
          celu i wcale nie są zadbane i na pierwszym planie. I raczej mylnie ci się
          wydaje, że twoje dziecko po oddaniu do adopcji uzyskałoby to, co najlepsze...
          Nie jest to wykluczone, ale... Tyle niebezpieczeństw czyha na dzieci oddawane
          do adopcji! Naprawdę taka droga jest o wiele trudniejsza dla Was wszystkich
          niż "droga przez mękę" u dobrego terapeuty...
          I na koniec.. Znam dziewczynę, która wychowała się u niezbyt kochającej mamy.
          Była wpadką nastoletnią tej mamy i wszyscy widzieli, ze choć Pani Z. dba o
          małą, to jakoś nie czuje do niej entuzjazmu.. Widzieli to wszyscy oprócz małej.
          I do tej pory dziewczyna, sama już będąc mamą dwójki dzieci, nie zorientowała
          się.. Bo nie chciała. Dzieci mają bardzo silne mechanizmy przywiazania do
          rodziców i wystarcza im dobry stosunek starającej się mamy aby na tym zbudować
          swoja stabilność psychiczną. Nie musi być feeri barw uczuciowych, wystarczy
          spokojne światło troski i... zwykłej sympatii, szacunku, aby ładnie urosło i
          było szczęsliwe w swoim dalszym życiu.
          • delta77 nadzieja 12.09.05, 19:52
            Diva - Moim zdaniem jest jeszcze szansa, skoro odwazylas sie napisac na forum
            (pomimo animowosci).
            Przede wszystkim ciesze sie, ze nie usunelas ciazy. To byloby najgorsze z
            wszystkiego mozliwego na swiecie! (wiedzac, ze wtedy juz nie chcialas dziecka).

            Po drugie, rada pojscia do psychologa nie jest prosta, bo do tego trzeba miec
            juz odwage i przede wszystkim samemu czuc potrzebe. Czasem ciezko czlowieka
            przekonac, bo wydaje nam sie, ze wszystko jest z nim ok.

            Po trzecie - piszesz, ze masz nowego mezczyzne w zyciu... Sprobuj z nim o tym
            porozmawiac. Powiedz mu to samo, co nam tu napisalas. Zobacz, jak on sie na to
            zapatruje, co o tym mysli... Bo jesli on wiaze z Toba powazne plany
            (zakladajac) i np bedzie chcial miec dzieci..., a Ty nie chcesz ich miec w
            ogole, to moze nie oszukuj go na starcie... Musicie sobie ufac, a jesli bardzo
            sie kochacie (lub inne uczucie), moze on wlasnie pomoze przekonac Cie, zeby
            dziecko zostalo...
            O rozstniu i adopcji pisali moi porzednicy - wiedz, ze to nieodwracalne... Ale
            problem Twoj wydaje mi sie, ze lezy gdzies indziej.
            Masz wszystko, co Ci do zycia wystarczy, masz kochajacych rodzicow... ale
            brakuje tu chyba czegos najwazniejszego.... - BOGA!
            Nie wiem, czy jestes wierzaca, czy nie, ale mysle, ze wlasnie do Boga powinnas
            sie skierowac o pomoc. To dzieki niemu masz corke. To on tez chcial, bys Ty
            byla na swiecie... Prosze, sprobuj... sama.. idz do Kosciola, pomodl sie,
            popros Boga o sile, o wiare. Modl sie, a zobaczysz, ze wszystko sie ulozy.
            Moze sporbuj porozmawiac z jakims ksiedzem, moze na spowiedzi... tez
            jestes "anonimowa". Powiedz im co czujesz i co bys chciala.

            Ja nie mam srodkow do zycia - raczej na wiele mnie nie stac, ale modle sie, by
            miec dziecko. Moze przyjdzie chwila, kiedy udamy sie do osrodka adopcyjnego,
            zeby wziasc tam jakas samotna kruszynke... ale tak bardzo pragne dziecka, ze
            nawet nie jestem w satnie tego opisac.


        • mxp4 [...] 13.09.05, 05:59
          Wiadomość została usunięta ze względu na złamanie prawa lub regulaminu.
    • amelia791 Re: oddanie dziecka do adopcji 12.09.05, 16:37
      Jeśli ten wątek jest prawdziwy (a trudno mi sobie to wyobrazić), to proszę Cię
      zastanów się jeszcze raz zanim podejmiesz decyzję. Może wyjedź gdzieś na parę
      dni, spróbuj w samotności jeszcze raz wszystko przemyśleć, spróbuj sobie wtedy
      wyobrazić że jesteś już bez córki, co wtedy poczujesz ??
    • goldenwomen TYlko homo sapiens jest zdolne ...... 12.09.05, 17:09
      do oddania, porzucenia, wyrzucenia, uduszenia,pobicia itp. etc. własnego
      dziecka!!!!!!!!!!!!!!!!!w świecie zwierzat to nie do pomyslenia :(((((
      to kto tu nad kim góruje?????????
      • niuska77 Re: TYlko homo sapiens jest zdolne ...... 12.09.05, 18:42
        Nie masz racji 'Zlociutka' - samice czesto juz wiedza, ktore malenstwo ma
        znikome szanse na przezycie i albo je 'morduja' albo nie chca karmic. Przezylam
        to, kiedy suce nie pozwolilam odsunac szczeniaka - trzeba bylo jej strasznie
        pilnowac i na sile go podstawiac do 'cyca' - a jak tylko mogla to szczerzyla na
        niego kly.
        Ptaki potrafia tez wyrzucicz gniazda jakiegos slabeusza....

        Pomijajac ze tak jest w przyrodzie to kompletnie nie widze analogii do tego
        konkretnego 'przypadku'.
        • goldenwomen Re: TYlko homo sapiens jest zdolne ...... 13.09.05, 14:42
          niuska77 napisała:

          > Nie masz racji 'Zlociutka' - samice czesto juz wiedza, ktore malenstwo ma
          > znikome szanse na przezycie i albo je 'morduja' albo nie chca karmic.
          Przezylam
          >
          > to, kiedy suce nie pozwolilam odsunac szczeniaka - trzeba bylo jej strasznie
          > pilnowac i na sile go podstawiac do 'cyca' - a jak tylko mogla to szczerzyla
          na
          >
          > niego kly.
          > Ptaki potrafia tez wyrzucicz gniazda jakiegos slabeusza....
          >
          > Pomijajac ze tak jest w przyrodzie to kompletnie nie widze analogii do tego
          > konkretnego 'przypadku'.


          przeciez ta pani słabeusza nie posiada:-(((((( ma JEDNO dziecko a nie tuzin do
          wykarmienia:-((
        • uniqua Re: TYlko homo sapiens jest zdolne ...... 14.09.05, 10:26
          czy zalezy ci na dobrze divy czy tylko na tym aby do każdego odpisać w
          negatywny sposób , czytałam twoje wypowiedzi i wybacz ale widzę że chodzi tylko
          o zaczepki i chęć pomądrzenia się , a jeżeli chodzi o mnie to zbyyt silna
          argumentacja widocznie do ciebie nie dociera więć żegnaj się żegnaj skori nie
          potrafisz sensownie odpowiedzieć
          • uniqua Re: TYlko homo sapiens jest zdolne ...... 14.09.05, 10:30
            to bnylo do niuski
          • niuska77 Re: TYlko homo sapiens jest zdolne .....do Uniqua 15.09.05, 09:26
            :) w obliczu (znowu) powalajacej krytyki, dodatkowo w rozmowie na inny temat
            oraz z kims innym droga Uniqua - JA z kolei zauwazylam ze jak na deklarowane
            przez ciebie (w jednej z wypowiedzi) najswietsze milosierdzie matki Polki i
            postawe wzorowej mamki cos duzo masz czasu na przebywanie na forum oraz
            sledzenie i zakladanie kilku watkow :) Jak to bylo? Coreczka klika backspace?

            Po raz wtory wyszlo ze jak trzeba zasiasc do lektury to moze i potrafisz sie
            czegos mechanicznie wyuczyc no ale w zyciu...

            Kup coreczce ksiazeczke i jakas ukladanke, usiadz na podlodze i zwyczajnie
            zajmij sie TEZ dzieckiem a nie forumowaniem po calych dniach bo powoli zaczynam
            sie zastanawiac gdzie podloze takiej jazdy na Dive :)))
            • uniqua Re: TYlko homo sapiens jest zdolne .....do Uniqu 15.09.05, 10:39
              dzieci z reguły przesypiają do dwóch godzin dziennie, najlepiej aby ich nie
              budzić zająć się czymś bezszelestnym,

              po drugie skąd wiesz czego ja ze swoim dzieckiem nie robie
              po trzecie ludzie są czasem w pracy i wtedy piszą na forum , w moim prezypadku
              tak często bywa gdyż jestem w sklepie i czasem nie ma klientó
              po czwarte a propo zrozumienia to ty tu nie masz nic do powiedzenia jesteś
              zakłąmana i szukasz tylko zaczepki
              po piąte skończ w końcu jakąś szkołę potrzebną do wydawania taki osądów i
              recept na zdrową rodzinę
              po szóste sprawa nie dotyczy mnie
              po siódme ja zajełabym się tym dzieckiem ale ponieważ to jest beznadziejna
              prowokacja nikt się do mnie z tym nie zwróćił
              po ósme diva albo jest prowokatorką albo nie zalezy jej na dobrze dziecka
              a ty jesteś beszczelna
              po dziewiąte zaczynam podejrzewać że pod divę podszywasz sie ty a teraz
              rozniecasz na nowo wątek zagadując do każdego w jej obronie
              demaskacja
              • niuska77 Re: TYlko homo sapiens jest zdolne .....do Uniqu 16.09.05, 10:16
                Czyzby nozyce sie odezwaly? Co za slowotok! A jakie bledy :)
                Nie musisz sie tlumaczyc ze swojego zycia tym bardziej tak zaciekle, zreszta
                niczego nowego to nie wnioslo. Najciekawsze, ze tak sie emocjonujesz - czym?
                zwyklym forum? dyskusja? Nie masz ciekawszych motywow? :))) A moze poruszylam
                jednak pewne drazliwe kwestie, dotyczace twojej postawy?

                Dodatkowo sprostowanie: nie bylo jeszcze 'osadu' (przynajmniej nie na forum) za
                to bylo domniemanie, pod ktorym pieknie sie sama podpisalas. Milutko :)

                Ale co fakt to fakt - to watek Divy i niepotrzebnie powraca na top przez glupie
                przepychanki. Dlatego odpuszczam :) Pisz, krytykuj, demaskuj i baw sie sama.
                Mam widac mniej czasu od ciebie na taka zabawe co jest pewnym utrudnieniem.
                • uniqua Re: TYlko homo sapiens jest zdolne .....do Uniqu 16.09.05, 10:40
                  jestes żałosna a nożyce odezwały się ujuż wcześniej , w końu już dawno
                  napisałaś że kończysz dyskusje , marny z ciebie socjolog bo reakcji ludzkich
                  nie znasz , wszak każdy na obraze reaguje emocjonalnie i marny z cibie
                  człowiek bo w zalezności od sytuacji zmieniasz kryteria swoich poglądów,a nade
                  wszytsko nie rozumiem czemu w rozmowie o życiu divy pojawił się wątek o mnie.
    • pink.girl Re: oddanie dziecka do adopcji 12.09.05, 17:30
      Zrzeczenie się praw do dziecka to sprawa nieodwracalna. Weź pod uwagę fakt, ze
      być może za kilka lat okaże się, że za kilka lat będziesz już gotowa na
      macierzyństwo, ale wspólnie z partnerem nie będziesz mogła ich mieć..i co?
      wtedy wspomnisz tą dzidzię, której wcześniej nie chciałaś. Może nawet
      zapragniesz o nią walczyć, ale będzie za późno. Więc lepiej zrób tak: Oddaj
      dziecko do domu dziecka, ale nie zrzekaj się do niego praw. Niech Ci zostaną
      ograniczone, ale nie daj się POZBAWIĆ praw.
      Wierz mi, że nawet najgorsi rodzice NIE CHCĄ pozbawiać sami-siebie praw do
      własnego dziecka. I właśnie dlatego tak wiele dzieci jest w domach dziecka,a
      niewiele trafia do adopcji.
    • ewix7 To prawdziwe życie... 12.09.05, 18:10
      Dom dziecka w Konstancinie...Ok.50 wychowankow...dzieci,ktore w wiekszosci
      wypadkow maja rodzicow,ale oni wybieraja inna droge...Bez nich...jak tylko
      pojawia sie tam "nowy"dorosly,wszystakie leca,kazde z osobna popisuje
      sie,przechwala z nadzieja,ze to wlasnie ono zostanie wybrane...sa tam
      dwu,trzylatki,niswiadome co tak naprawde sie stalo....Dosc szybko zdajdza sobie
      sprawe,ze mama nie wroci,bo ida swieta...przy odrobinie szczescia zostana
      wzieta na ten okres przez naprawde dobrych ludzi,ktorzy mimo najszczerszych
      checi nie moga ich adoptowac,gdyz nie maja na to warunkow...Pop swietach dzieci
      znow wracaja do "domu"...placza,obiecyja,ze beda najlepszymi dziecmi pod
      słoncem,ze beda pomagaly,chodzily po zakupy....niestety,nic nie da sie
      zrobic...placza dzieci,placza "rodzice" bo tak sa zazwyczaj nazywani....10% ma
      szanse na adopcje,pozostale teoretycznie mieszkaja tam do
      pelnoletnosci,teoretycznie,bo z powodu problemow w szkole,zakochania uciekaja i
      sypiaja gdzie sie da,u kolegow,kolezanek,ale nikt nie chce
      utrzymywac "darmozjada",wiec zaczynaja krasc....jakos udaje im sie przetrwac do
      pelnoletnosci i wtedy przy odrobinie szczescia dostaja mieszkanie...ale co z
      tego,skoro z racji braku wyksztalcenia maja problemy ze znalezieniem pracy....

      Dla dziecka,niezaleznie id tego jaka jestes,jesli go nie bijesz jestes
      majwspanialsza osoba pod sloncem....Ono da ci sile,zebys je pokochala i
      sprawi,ze bedziesz najszczesliwsza kobieta...

      Dla informacji,nie jestem z domu dziecka,ale tam pracowalam...Nie dalam rady,to
      nie bylo na moje sily...Mam wspaniala coreczke i kocham ja ponad wszystko...Jak
      kazdy,miewalam chwile zwatpienia....
    • agnieszka_ka Re: oddanie dziecka do adopcji 12.09.05, 18:30
      "Moze psycholog jest wyjsciem, nie wiem, mialam na studiach psychologie tylko 2
      lata, wiec sama na niej znam sie miernie akurat. Ale bylaby to pewnie droga
      przez meke... A poza tym, czy mozna kogos zmusic do milosci? Czy mozna ja
      wmowic? Chyba nie :(. "

      Psycholog nie wmowi ci milosci tylko wybada czy takową psiadasz, tylko ze
      ukrytą, i jesli odkryje ze tak, to bedzie probowal ja z ciebie wydobyc.

      Chcialam jeszcze tylko dodac dwie rzeczy:
      1. dziecka tak naprawde nie oddaje sie do "adopcji" tylko do sierocińca.
      Stamtąd ewentualnie mogą trafić do adopcji, ale ludzie najchetniej biorą
      niemowlaki. Dziewczynce rocznej czy dwuletniej jest o wiele trudniej znalezc
      nowych rodzicow. Więc nie badź taka pewna ze ktos tam da jej lepszy dom niz ty.
      Mozliwe ze polowe zycia spedzi w sierocincu.
      2. zastanow sie rowniez nad faktem ze juz nigdy jej nie odzyskasz. Rozumiem ze
      dwa lata to bylo dla ciebie dosyc czasu zeby utwierdzic sie w przekonaniu ze
      jej nie kochasz i nie chcesz, ale moze za rok, a moze za 10 lat zorientujesz
      sie ze popelnilas bląd. I wtedy nie bedzie odwrotu.

      i jeszcze 3. Zastanow sie naprawde nad wizytą u psychologa. To nie boli, to nie
      dentysta. Nic nie stracisz, a byc moze cos zyskasz. Nawet jesli nie zyskasz
      milosci do tego dziecka, to dowiesz sie wielu ciekawych rzeczy, o sobie miedzy
      innymi. Warto.

      Pozdrawiam.
      • lomre Re: oddanie dziecka do adopcji 12.09.05, 19:02
        Myślę, że jeśli ktoś dba o swoje dziecko, chce dla niego jak najlepiej, chce
        żeby miało dobrą przyszłość - to to właśnie jest miłość. Każda miłość jest
        inna. Pierwszy raz bylam euforycznie zakochanan - po prostu czułam że kocham. Z
        moim obecnym mężem tego nie mam, ale przecież kocham go bardzo. Spokojną,
        pewną... miłością...
        Pomyśl, wizyta u psychologa byłaby dobrym pomysłem, może dobry terapeuta?
    • triss_merigold6 Prowokacja 12.09.05, 21:33
      Prowokacja i to wyjątkowo paskudna.
      - średnio rozgarnięta osoba posługująca się netem znalazłaby info na temat
      stanu prawnego i kodeksu rodzicielskiego;
      - autorka coś za biegle językiem polskim włada, żeby nie umieć szukać
      informacji bez forumowych komentarzy;
      - już widzę jak dziadkowie, którzy "wychowali ją z miłością" tak akceptują
      decyzję córki o oddaniu wnuczki;
      - jeśli dziecko zostało uznane przez ojca to "oddanie" nie mogłoby się odbyć
      bez jego zgody;
      - j.w. dziadkowie - jeśli dostrzegli stosunek córki do dziecka to
      interweniowaliby choćby siłą - psycholog, psychiatra, terapia, coś by robili a
      nie biernie obserwowali;
      - kobieta, która podejrzewa się o niewłaściwe uczucia względem dziecka lub brak
      tych uczuć na ogół sama leci po pomoc psychologiczną
      i na koniec
      Jeśli kobieta absolutnie, wcale i zdecydowanie nie chce dziecka to robi
      skrobankę. Zapożyczy się, wypije jodynę, poprawi szydełkiem ale płodu się
      pozbędzie - nie ma przeszkód prawnych, finansowych, zdrowotnych - zrobi i
      koniec.
    • juliet Podstawowa sprawa! 12.09.05, 21:50

      Ale nie napisałaś o jednej podstawowej sprawie, co na to dziecko??? Wiedzą dziadkowie, pewnie Twój mężczyzna a Twoja córeczka? Co jej powiesz, że dziś jest ten dzień kiedy pójdzie na zawsze do przedszkola???
      • agnieszka_ka Re: Podstawowa sprawa! 12.09.05, 22:00
        Ona jest malutka, jeszcze nie chodzi do przedszkola.
        W kazdym razie, i tak trzeba z nią będzie się pożegnać. Ja bym nie mogla...
        Patrzyc w jej zdziwione oczki jak się oddalam, zamknac za soba drzwi i slyszec
        jak placze :( Horror jakis.

        Anyway, też zaczynam podejrzewać że to prowokacja.
      • kalinka23 Re: Podstawowa sprawa! 12.09.05, 22:00
        juliet napisała:

        >
        > Ale nie napisałaś o jednej podstawowej sprawie, co na to dziecko??? Wiedzą
        dzia
        > dkowie, pewnie Twój mężczyzna a Twoja córeczka? Co jej powiesz, że dziś jest
        te
        > n dzień kiedy pójdzie na zawsze do przedszkola???
        tez czekam na ta odpowiedz zadalm jej podobne pytanie
        • triss_merigold6 Re: Podstawowa sprawa! 12.09.05, 22:03
          Zlitujcie się, to prowokacja. Kobieta z depresją poporodową szukałaby pomocy
          psychologicznej, jeśli nie z własnej woli to nakłoniona przez dziadków małej.
          • mercedes77 Re: Podstawowa sprawa! 12.09.05, 22:21
            Oczywiście, nikt się nie zająknął, że mała ma ojca - tego pana, co ją spłodził.
            Tylko matka suka, wot polskie rozkosze liberalnego społeczeństwa i świętego
            macierzyństwa - ojcostwo to jak kto chce.
Inne wątki na temat:
Pełna wersja