Dodaj do ulubionych

Nie chce byc wspolczesna "singielka"

30.04.06, 00:17
A niestety jestem :(

I nie potrafie sie wyrwac z tego schematu. Zadbana; zaradna; aktywna;
dyspozycyjna; usmiechnieta; dusza towarzystwa.

Nie wiem jeszcze jaka ale we wszytskim musze byc super. Tylko pod tym super
kryje sie samotnosc; popadanie w pracoholizm; brak rodziny; posilki zjadane w
pospiechu... bo cos zawsze czeka na mnie, tylko na mnie nic/nikt nie czeka...

Lat 25 - dodaje, jakby ten fakt mial cos zmienic.
Obserwuj wątek
    • mmagda6 Re: Nie chce byc wspolczesna "singielka" 30.04.06, 00:33
      > Lat 25 - dodaje, jakby ten fakt mial cos zmienic.

      Jestes bardzo mloda. Pracujesz juz? No tak, teraz to wyglada inaczej. Masz
      jeszcze bardzo duzo czasu na ulozenie sobie zycia i zalozenie rodziny. Nie
      szalej za bardzo zawodowo, bo to nie przynosi kobiecie szczescia. i badz
      dalej "Zadbana; zaradna; aktywna;
      > dyspozycyjna; usmiechnieta; dusza towarzystwa." Rozgladaj sie tylko dobrze
      dookola. Nie uciekaj od samotnosci w udawanie radosci. Pozwol sobie na
      melancholie czasem i nie wstydz sie jej :)
      >
      • hanna811 Re: Nie chce byc wspolczesna "singielka" 30.04.06, 00:47
        Najgorsze jest to, ze ja nie potrafie odmawiac. Biore bardzo duzo obowiazkow,
        poniewaz uwazam, ze to mi pomoze sie dalej rozwijac. I jestem coraz bardziej
        zabiegana. Mam sporo przyjaciol-znajomych, pewnie dlatego, ze nigdy nie
        zrobilam i nie zrobie nikomu swinstwa. Do wszystkiego dochodze wlasna praca...
        Tylko najsmutniejsze jest to, ze wszyscy sie juz przyzwyczaili, ze nie mam
        czasu, ze bedac na imprezie sie zrywam, bo...cos tam jeszcze.
        I do tego postrzegaja mnie jako osobe, ktorej niewiele brakuje do idealu. A ja
        czasami nie mam na to wszytsko sily. Czasami...

        Marzy mi sie rodzina ale niestety nie mam jej z kim zalozyc. I jeszcze jedno.
        Na rozwoj zawodowy mam wplyw a na zycie osobiste raczej nie. Bo przeciez nie
        ode mnie zalezy w 100%, czy spotkam kogos czy nie. Zreszta juz od bardzo dawna
        nie bylam z nikim w zwiazku... :(
        • mmagda6 Re: Nie chce byc wspolczesna "singielka" 30.04.06, 01:03
          Jezeli juz marzy ci sie rodzina, to jestes na dobrej drodze. Ja dojrzalam do
          rodziny duzo pozniej. A poza tym, to masz 25 lat. I co robisz w sobote w
          internecie? Powinnas byc zmeczona po imprezie, jesli nie "na"!
          Jest tyle ksiazek do przeczytania, tyle filmow, ktorych nie widzialas...
          SPorty! Grasz w tenisa? Zaczyna sie sezon zeglarski lada moment. Sa kluby
          przygotowujace sie do plywania. Poszukaj w sasiedztwie. Wszedzie mozna kogos
          poznac. Tutaj jest miejsce dla frustratow, ktorzy chca sie wyladowac lub
          szukaja odpowiedzi na swoje pytania, droga panno!

          Tylko nie napinaj sie na znalezienie natychmiast "kogos". Poszukaj siebie i
          swoich oczekiwan. Glowa do gory. Zycie cale przed toba!
          • moonbp Re: Nie chce byc wspolczesna "singielka" 30.04.06, 01:11
            Poza tym, kto powiedizal, że "Singlowanie" jest złe? Ja jestem w tym samym
            wieku, z nikim nie jestem związany, i mało tego - odpowieda mi to. Wszystko ma
            dobre, i złe strony - na przykład jakbyś miała męża, to automatycznie kłopoty
            jego rodziny stają sie twoimi, choroby jego rosziny stają się twoimi, jego
            zoboawiązania i ograniczenia stają się twoimi itd. A poza tym to wspólne
            ramolenie fizyczne i psychiczne, to zmęczenie sobą nawzajem, te pozwy
            rozwodowe, albo tkwienie ze sobą siłą bezwładu, ten brak możliwości wyjścia
            gdize się chce i z kim się chce...
            Nie mówię, ze związki są złe, nie, nie. Ale zauważam tylko, ze "singlowanie"
            wcale nie jest stanem jednoznacznie złym, nieciekawym czy pustym. Ma wiele
            zalet, a co kto woli to indywidualna sprawa... W każdym razie, nie patrz na to
            jak na co ś złego, ułomnego,i wyciągaj korzyści z wolnosci... No i bez presji
            rozważaj świat i jego - również sercowe - sprawy.

            Pozdrawiam.
            • mmagda6 Re: Nie chce byc wspolczesna "singielka" 30.04.06, 01:18
              dziewczyna czuje sie samotna. I ma racje, ze zauwazyla niebezpieczenstwa
              singlowania. Chce nie byc sama. To nic zlego. I bardzo naturalne.
              • hanna811 Re: Nie chce byc wspolczesna "singielka" 30.04.06, 01:45
                Wlasciwie jestem bardzo szczesliwa. Mam przyjaciol, poznaje bardzo duzo nowych
                ludzi,jest ok. I za zadne skarby nie zamienilabym swojego zycia na zadne inne.

                Ale kazdy z nas potrzebuje czegos stalego w zyciu. Faceta, mieszkania, pracy,
                przyjaciol - ja ze wzgledu na moja obecna sytuacje, jestem pozbawiona tego
                wszytskiego. Moge liczyc tylko na siebie.
                Mieszkam za granica, stale sie przeprowadzam, realizuje sie ale brakuje mi
                rodziny, faceta - czegos wlasnego i stalego.
                Ale z drugiej strony nie chce rezygnowac z obecnego zycia.
                Taka patowa sytuacja :)
                • wielo-kropek Re: Nie chce byc wspolczesna "singielka" 30.04.06, 05:41
                  hanna811 napisała:

                  > Wlasciwie jestem bardzo szczesliwa. Mam przyjaciol, poznaje bardzo duzo
                  nowych
                  > ludzi,jest ok. I za zadne skarby nie zamienilabym swojego zycia na zadne inne.
                  >
                  Wydaje mi sie ze ty nie wiesz sama czego chcesz. Piszesz ze nie chcesz byc
                  singielka. Tu z kolei piszesz o byciu szczesliwa, o tym ze nie zamienilabys
                  swojego obecnego zycia na zadna inne. I badz tu czlowieku madry, zrozum
                  babe.
                  • hanna811 Re: Nie chce byc wspolczesna "singielka" 30.04.06, 13:32
                    Nie zgodze sie z Toba wiem czego chce. Jestem szczesliwa i aktywna osoba. Nie
                    zamienilabym swojego zycia na zadne inne. Ale do pelni szczescia brakuje mi
                    rodziny, faceta, czegos stalego w zyciu. A patowa sytuacja wynika z tego, ze
                    nie moge teraz rzucic pracy, wrocic do Polski i zaczac szukac faceta bo nagle
                    poczulam potrzebe bycia z kims.
                    Zawodowo sie realizuje ale nie mam rodziny i nadal pozostaje, to dla mnie w
                    sferze marzen.
                    • wielo-kropek Re: Nie chce byc wspolczesna "singielka" 30.04.06, 22:29
                      hanna811 napisała:

                      Ale do pelni szczescia brakuje mi
                      > rodziny, faceta, czegos stalego w zyciu.
                      Czyli jestes szczesliwa, ale nie w pelni. Staram sie to zrozumiec, ale musze
                      stwierdzic ze niezbyt potrafie. Otoz jak dla mnie, wlasnie rodzina, bycie
                      z osoba najblizsza stanowia i oczalaja moja forme szczescia -to jest jego
                      fundament. Inne dodatki, ktore u ciebie akurat sa na przedniej liscie, jak
                      pieniadze, kariera, ciagle zajecie sie "drobiazgami" stanowia dla mnie
                      malo istotna wartosc kiedy mowimy o szczesciu. Chyba roznimy sie mocno. Ja
                      najprawdopodobniej mam mniej przyjaciol niz ty, ale dla swoich przyjaciol
                      staram sie miec i zazwyczaj mam wystarczajaco czasu. Od nich tez w pewnym
                      sensie wymagam podobnej rekompensaty. Wg. mnie byloby nietaktem przyjsc do
                      przyjaciol na przyjecie i uciekac od nich w polowie imprezy, bo..........sa
                      wazniejsze sprawy do zalatwienia i musze leciec. Jesli ktos z moich
                      przyjaciol postepowalby w taki sposob w stosunku do mnie, nagminnie,
                      swiadczyloby to o tym, ze mnie olewa, co oznaczaloby wczesniej czy pozniej
                      zerwanie przyjazni, bo ja sztucznej przyjazni nie znosze. Jestes wspolczesna
                      powiadasz. Nie dla mnie wspolczesna. Wspolczesnosc glownie lezy w glowie.
                      Zawsze tam sie miescila.

                      • hanna811 Re: Nie chce byc wspolczesna "singielka" 01.05.06, 01:49
                        Chyba nie roznimy sie tak bardzo jak myslisz. Dla mnie tez prawdopodobnie
                        najwazniejsza na swiecie bedzie rodzina, dom. Wychowalam sie we wspanialej
                        rodzinie, otoczona miloscia rodzicow i chcialabym stworzyc taki sam dom. To ze
                        teraz bardziej koncentruje sie na pracy wynika z tego, ze wlasnie w taki sposob
                        ulozylo mi sie zycie.
                        Jak juz wczesniej pisalam, ja nie mam wyboru - rodzina czy praca. Bo mam tylko
                        prace :( I masz racje piszac ze jestem nie w pelni szczesliwa, bo do szczescia
                        brakuje mi bardzo waznej rzeczy - prawdziwego ciepla rodzinnego. I jestem tego
                        swiadoma.
                      • hanna811 Re: Nie chce byc wspolczesna "singielka" 01.05.06, 01:57
                        A co do wspolczesnosci :)
                        Napisalam, ze nie chce byc wspolczesna singielka. Czyli osoba robiaca kariere,
                        bardzo czesto kosztem innych, nie angazujaca sie w zaden zwiazek, zimny typ
                        kobiety sukcesu brrr...
              • ayles Re: Nie chce byc wspolczesna "singielka" 01.05.06, 18:59
                mmagda6 napisała:

                > dziewczyna czuje sie samotna. I ma racje, ze zauwazyla niebezpieczenstwa
                > singlowania. Chce nie byc sama. To nic zlego. I bardzo naturalne.

                ---------------
                Czy naturalne i normalne jest bycie z kimś na siłę ze strachu przed samotnością
                i oszukiwanie tej osoby, że to ten jedyny?
                Ona jest młoda i jest zmęczona pracą. Boi się samotności w przeciwieństwie do
                normalnych i naturalnych singielek.
                Dla każdego jest naturalny jego sposób życia. A, na pewno normalnym nie jest
                strach przed samotnością. Trzeba umieć żyć samemu i jako dorosła osoba samemu
                zajmować się sobą w trudnych chwilach.
                Single przynajmniej są uczciwe wobec innych i ze strachu przed samotnością nie
                oszukują nikogo. Najgorsze to na siłę być z kimkolwiek, kto trafi się pod rękę.
                Ja nigdy nie chciałam być z mężczyzną, który boi się samotności i nocy bez seksu.
                Najgorsi są ci, którzy jak wiele kobiet, ulegają innym. Bo, naturalne jest, aby
                każdy miał dzieci:-)))
                • wielo-kropek Re: Nie chce byc wspolczesna "singielka" 02.05.06, 02:08
                  ayles napisała:


                  Najgorsze to na siłę być z kimkolwiek, kto trafi się pod rękę.
                  Takie przypadki bycia z kims na sile moze zdarzaja sie w Afganistanie lub
                  innych podobnych krajach. W Polsce na sile kobiet dzisiaj za maz nie wydaja.
                  Mowisz o historii a nie o wspolczesnosci. Nie rozumiem tez okreslenia "kto
                  trafi sie pod reke". Dziewczyny w Polsce same dzisiaj wybieraja
                  (przebierajac) facetow. Tylko prostytutki zazwyczaj sa z tymi ktorzy trafia
                  sie im pod reke, ale chwilowo zreszta.
            • wielo-kropek Re: Nie chce byc wspolczesna "singielka" 30.04.06, 05:30
              moonbp napisał:
              A poza tym to wspólne
              > ramolenie fizyczne i psychiczne, to zmęczenie sobą nawzajem, te pozwy
              > rozwodowe, albo tkwienie ze sobą siłą bezwładu, ten brak możliwości wyjścia
              > gdize się chce i z kim się chce...
              Ludzka tragedia!


              • moonbp Re: Nie chce byc wspolczesna "singielka" 30.04.06, 10:46
                Nie wiem co masz na myśli pisząc "ludzka tragednia", ale wystarczy poczytać to
                forum, lub zajrzeć w oficjalne statystyki, żeby zobaczyć, zę obraz typowego
                małżeństwa różowy nie jest. Kiedy tak czytam o tych wszystkich kłopotach, to
                naprawdę "Singlowanie" wydaje mi się czymś wartym uwagi.
                A co do stałości... Cóż, zwiazek może być czyms stałym, ale może być zupełnym
                życiem na wariackich papierach, i to w negatywnym sensie. Z drugiej strony,
                można sądzić, że stałość i przewidywalność to nic dobrego, choć można uważać,
                ze to wspaniałe. Nie wiem jak to jest przebywać z jedną osobą przez 20 lub
                więcej lat, i nie jestem peweny czy to takie wspaniałe, choć moze i
                rzeczywiście jest, jeżeli to "Ta" osoba. Każdy ma swoją osobowość i priorytety.
                A jeżeli chcesz być w związaku, ti odrzuć "chcenie" i smutek, ciesz się tym
                budżetem, który już wypracowałać, a ukoronowanie na pewno przyjdzie.
    • lidka_77 nic się już nie da zrobić ;-) 30.04.06, 10:50
      przegapiłaś swoją szansę na studiach. na pewno kogoś znajdziesz i jeszcze
      zatęsknisz za byciem singielką, spokojnie:) może otwórz się bardziej na kogoś,
      wszyscy widzą tą uśmiechniętą dziewczynę, duszę towarzystwa, aktywną i zaradną
      i nikomu do głowy nie przyjdzie, że jesteś samotna itd.
      • skorpionica11 JA tez ma 25 lat i tez "singiel" 30.04.06, 11:11
        bo trudno dzis o swoja "druga polowke" niestety faceci niecha sie wiazac,ale
        bycie "singlem" ma swoje dobre strony :)))
        • magnusg Re: JA tez ma 25 lat i tez "singiel" 30.04.06, 11:28
          Chca,chca-tylko niekoniecznie z kobietami,ktorych nigdy nie ma w domu,bo musza
          jeszcze cos zalatwic albo dokonczyc nowy projekt.Po co komu zwiazek z kims,kogo
          nigdy nie ma?
          Szczegolnie jesli mezczyzna ma rowniez absorbujaca prace,to wchodzac w zwiazek
          z taka nowoczesna kobieta ma tylko teoretycznie zwiazek,bo prawie sie nigdy nie
          widza,albo wieczorem przez pol godziny,zanim padna oboje skonani do lozka.Wiec
          mezczyzna woli miec kobiete mniej zapracowana.A,ze dla mezczyzn pozycja
          spoleczna drugiej polowki nie jest tak wazna jak dla kobiet,to preferuja
          przynajmniej po czesci wlasnie takie zwiazki.
          • karramba.ole To właściwie smutne, co piszesz. Wynika z tego, 30.04.06, 22:36
            że mężczyźni nadal oczekują od kobiet, żeby z rezygnowały dla nich ze swoich
            marzeń (celowo nie piszę "ambicji", bo wielu kojarzy to słowo z młodą "harpią").

            A zrealizowana (również zawodowo) kobieta, jest szczęśliwą partnerką.
            • wielo-kropek Re: To właściwie smutne, co piszesz. Wynika z teg 30.04.06, 22:48
              On napisal prawde. Smutne jest to, kiedy kobieta nie potrafi w tym wszystkim
              znalezc srodka dla rownowagi. Spojrz z innej strony. Jak widzisz mezczyzne,
              ktory nie ma czasu dla kobiety, ktory jest zafrapowany glownie kariera. Nie ma
              czasu by z nia gdzies wyjsc, wyjechac, nawet kiedy ona tego mocno pragnie itp.
              On wie, ze on ja ma, ale ona czuje sie jakoby ten jej facet istnial w
              przestrzeni, w iluzji.
              • atrakcyjna_zmija Re: To właściwie smutne, co piszesz. Wynika z teg 01.05.06, 09:47
                często właśnie życie w pojedynkę powoduje ucieczkę w pracoholizm, niezależnie
                od płci; jeżeli pracusie chcący być razem zdają sobie z tego sprawę i chcą to
                zmienić pomimo mniejszych przychodów to i dla nich jest w zyciu szansa, i warto
                próbować:)
                było by bez sensu przekreślać kogoś za to, że większość czasu spedza w pracy,
                bo żyjąc w pojedynkę musi być super samodziely, żeby sobie poradzić w każdej
                sytuacji, bo niestety, gdy noga mu się poślizgnie, to pozostaje w zasadzie sam,
                nie ma drugiej pensji; kwadratura koła
                • sylwiamich Re: To właściwie smutne, co piszesz. Wynika z teg 01.05.06, 09:54
                  a mnie nudza takie wypowiedzi.
            • magnusg Re: To właściwie smutne, co piszesz. Wynika z teg 01.05.06, 14:12
              Tak to juz jest,ze nie wszytsko mozna miec w zyciu.A w ta pulapke kobiety sie
              same wmanewrowaly.I dlatego wiele z nich bedzie swietowalo swoje zawodowe
              zrealizowanie w wieku lat 40 same w pustym domu bez partnera i dzieci.
              Nie na darmo najwiekszy przyrost zachorowan na chorobe alkoholowa obserwuje sie
              wlasnie u tych swietnie wyksztalconych i zrealizowanych nowoczesnych kobiet-
              kiedys dociera do wiekszosci z nich jaka cene za wlasne biurko i samochod
              sluzbowy zaplacily i sie zalamuja.
              Nie chodzi o to,zeby kobieta poswiecila sie tylko dzieciom i pracy w domu,ale
              jak sie poswieci tylko pracy zawodowej,to prawdopodobienstwo porazki w zyciu
              prywatnym jest bardzo duze.
              • karramba.ole Re: To właściwie smutne, co piszesz. Wynika z teg 01.05.06, 15:39
                Jakbym słyszała mojego kolegę ;)


                To jak to jest? - kobieta, która robi karierę to egoistka, w głębi duszy bardzo
                nieszczęśliwa, że się realizuje, która zawsze dokonuje radykalnego wyboru
                między życiem rodzinnym a zawodowym?


                > Nie chodzi o to,zeby kobieta poswiecila sie tylko dzieciom i pracy w domu,ale
                > jak sie poswieci tylko pracy zawodowej,to prawdopodobienstwo porazki w zyciu
                > prywatnym jest bardzo duze.

                Jeśli nie chodzi o to, żeby się poświęciła, to o co?

                Prawdopodobieństwo porażki w życiu osobistym jest owszem duże, jeśli kobietę,
                której największą ambicją było ugotowanie pysznej zupy dla męża, po dwudziestu
                latach taki mąż zostawia dla "zadbanej, która robi karierę".

                A to chodzi chyba głównie o zachowanie złotego środka, i nie popadanie w
                skrajności. Ale to tyczy się zarówno kobiet, jak i mężczyzn.
          • chouchou_miau cos ci opowiem 01.05.06, 14:59
            Opowiem ci o mojej kolezance, z ktora mi sie skojarzylas. Byc moze nie macie ze
            soba nic wspolnego, ale kilka slow w twoim poscie nasunelo mi wlasnie ja na
            mysl- moze to skojarzenie calkowicie powierzchowne i przypadkowe, jesli tak, to
            po prostu sobie pomyslisz "to nie ja" i tyle. ale moze cos w tym jest? sama to
            musisz ocenic.

            wiec jak bylam mala mialam taka przyjaciolke, mieszkalysmy na tej samej ulicy i
            mialysmy to samo imie (dlaje mamy wlasciwie:)) tyle, ze inaczej je skracano,
            bylysmy tez w tym samym wieku. tylko, ze : ona byla bardzo grzeczna i zawsze sie
            dziwilam, kiedy ktos ja wolal na obiad, to od razu szla, a ja zawsze sie jeszcze
            klocilam zeby zostac. ja bylam obrazalska i ona zawsze pierwsza musiala przyjsc
            po klotni zebysmy sie pogodzily. ona zawsze miala porzadek w pokoju, bez
            narzekania pomagala rodzicom, byla grzeczna dla starszych, odrabiala lekcje po
            szkole itp. nie musze dodawac, ze ja pod tymi wzgledami nie stanowilam idealu.
            kiedys moja ciocia przyjechala nas odwiedzic na obozie, opowiadala pozniej
            rodzicom, jak to ona (tj kolezanka nie cioca) przyszla schludna, w czystym
            ubraniu, a ja w jakims brudnym , wygniecionym t-shircie, bo chyba sobie jeszcze
            wtedy za bardzo nie umialam sobie prac (mialysmy z 8 lat pewnie). Oczywiscie
            mama zawsze stawiala mi ja za wzor: "a patrz, xxx zawsze pomaga, robi, sprzata,
            itp.". wkurzalo mnie to oczywiscie, ale jakos dziwnym trafem wcale jej za to nie
            znielubilam, bo byla naprawde dobra, lojalna kolezanka i dobrze sie razem
            bawilysmy. Aha, dodam, ze ona byla sliczna blondynka z kreconymi wlosami i
            niebieskimi oczami, a ja bylam pulpetem (z czego, dodaje, wyroslam, ale musze
            sie pilnowac). No ale lata minely i jakos nasze drogi sie rozeszly, jej rodzice
            wybudowali dom daleko od nas, na naszej ulicy zostali tylko jej dziadkowie i
            kiedy ich odwiedzala, czasem odwiedzala i mnie. ale jakos, to juz bylo za
            licealnych czasow, nie moglam sie z nia wiecej dogadac. owszem, rozmawialysmy
            sobie uprzejmie przez pol godzinki o kinie, o szkole itp. ale cos mi w tym
            wszystkim nie pasowalo- nie moglam wtedy rozgryzc co, ale pamietam jak sie
            wsciekalam kiedy mama powtarzala mi, ze sie musze z nia bardziej przyjaznic. A
            ja wiedzialam, ze nie potrafie. Wiedzialam, ze cos bylo w niej i w tych naszych
            kontaktach nie tak.

            Ostatni raz widzialysmy sie prawie rok temu, tuz po moim slubie (za maz wyszlam
            wczesnie, mialam 22 lata). Juz dawno przestalysmy widywac sie regularnie, tak
            wiec o tym ze wyszlam za maz dowiedziala sie przypadkowo wpadajac do mojego
            rodzinnego domu, w ktorym i ja przypadkowo bylam razem z mezem w czasie wakacji.

            wyrosla na piekna kobiete, ma bardzo ladna figure, te same miodowe krecone
            wlosy, niebieskie oczy. studiuje i jednoczesnie pracuje ciezko dla rodzinnej
            firmy, bierze udzial w roznych dodatkowych projektahc, udziela sie. Innymi slowy
            robi wszystko, czego rodzice oczekuja- co kazdy rodzic chcialby zeby ich dziecko
            robilo. Opowiadala tez (bez cienia przechwalania sie- co bym spostrzegla bo
            jestesm na to wyczulona) ze stara sie dzwonic do swojej jednej babci i rozmawiac
            chociaz pol godziny (!), ktora ma depresje i odwiedza druga, ktora zaczyna
            chorowac. Kiedy ja ostatnio odwiedzilam moich dziadkow? Kiedy z nimi rozmawialam
            chociaz 15 minut??? Coz...ona jak zawsze jest idealna.
            Nie zrozumcie mnie zle, nie ironizuje- mysle ze naprawde taka jest. Uwazam, ze
            jest prawdziwa dama, ze ma dobry charakter itd. Ale. Ale jest nieludzka. Wydaje
            sie nie miec zadnej slabosci i wszystko robi tak jak trzeba, zawsze tak jak
            trzeba, nie ma sie do czego przyczepic. I zrozumialam dlaczego nie moge sie z
            nia zaprzyjaznic - bo nie moge okazac przy niej slabosci, czulam zeby tego nie
            zrozumiala. Nie moglabym powiedziec: "czasem zostawiam brudne nacyznia na noc bo
            mi sie nie chce zmywac", bo ona na penwo tego nie robi, nie moglabym
            poplotkowac, poobrazac politykow, wyzlosiliwiac sie, mowic ze mi sie nudzilo w
            teatrze, ze ktos tam jest glupi, pouzalac sie i ponarzekac. Nie moglabym mowic
            tego co naprawde mysle, bo czulabym, ze nie znajduje zrozumienia dla mojej
            slabosci. Nie chodzi o to, ze spotkalabym sie z dezaprobata- na pewno nie- ale
            czulabym, ze z nas dwoch to tlyko ja jestem taka.

            Ale przy tym wszystkim czuje, ze ona gdzies tam w srodku wcale nie jest taka
            idealna. Ze moze udaloby sie jakos do niej dotrzec, uczlowieczyc ja. Ze ludzie
            idealni nie istnieja, ze ona ma zle uczucia, ktore gdzies spycha, niepoprawne
            pragnienia, ktorym zaprzecza, zle cechy ktorym nie daje upustu. Za bardzo stala
            sie tym, czym inni chceli zeby byla, jakby sie w tym zgubila i stala sie tylko
            postacia, o ktorej wszyscy dobrze mowia.

            No dobrze, jaki z tego wniosek? Ze ten twoj cien, wszystkie twoje slabosci,
            smiesznostki i wady sa tym co czyni cie ludzka, co sprawia, ze inni ludzie, w
            tej oficjalnej, usztywnionej i nielubianej przez nikogo ale panujacej nad nami
            rzeczywistosci stosunkow miedzyludzkich, chca sie z toba zaprzyjaznic- czuja
            "ona jest taka jak ja, ona mnie rozumie".
            Nie bez powodu wszystkie bohaterki komedii romantycznych z reguly poznaja swoich
            przyszlych ukochanych wtedy kiedy zachowuja sie calkowicie nieodpowiednio- to
            jest wlasnie to, co zwraca uwage tych przyszlych ukochanych na nie. np. w love
            actually hugh grant jako premier zakochuje sie w sowijej nowej pracownicy kiedy
            ona okropnie przeklina w calkowicie nieodpowiednich okolicznosciach.

            Napisalas, ze "nie potrafie sie wyrwac z tego schematu. Zadbana; zaradna; aktywna;
            dyspozycyjna; usmiechnieta; dusza towarzystwa.

            Nie wiem jeszcze jaka ale we wszytskim musze byc super." to mi wlasnie nasunelo
            na mysl te dziewyczne. nie o to chodzi jaka naprawde jestes, ale mozliwe, ze
            robisz wlasnie takie wrazenie: osoby idealnej, zawsze w porzadku, na ktorej
            mucha nie siada - to oddala od innych ludzi. moze oni sie po prostu obawiaja sie
            otworzyc przed toba.

            no i wlasnie. ta moja kolezanka pomimo, ze jest fantastyczna pod kazdym wzgledem
            tez do tej pory nie znalazla milosci. moze to sie juz zmienilo, moze jest
            zupelnie inna niz ja tu opisalam- w koncu przez wiele lat sie prawie nie
            spotykalysmy? niech wiec bedzie, ze nie chodzi o nia tlyko o to jak ja zawsze
            odbieralam, jakie wrazenie na mnie robila. byc moze tez na innych?

            I jeszcze tak na koniec: moje mlodsze rodzenstwo naprawde sie przekonalo do
            mojego wowczas chlopaka a teraz meza, dopiero kiedy po przyjsciu do naszego domu
            (po raz pierwszy) rozwalil sie na kanapie, zamiast grzecznie siasc na brzezku
            (moich rodzicow wtedy nie bylo, wtedy by tego nie zrobil!)- uznali ze to swoj gosc.

            mam nadzieje ze rozumiesz o co mi chodzi...nie namawiam do chamstwa, tylko
            okazania odrobiny slabosci:))


            • hanna811 Re: cos ci odpowiem 01.05.06, 16:35
              Nigdy nie sadzilam, ze problem bycia "idealem" moze mnie dotyczyc.
              To jest dla mnie na prawde zalosne, ze to co robie moze wlasnie wygladac
              wlasnie w taki sposob. Ale jak juz wczesniej pisalam nie czuje sie w tej skorze
              jak w wiezieniu, tylko do pelni szczescia brakuje mi poczucia szczscia w sferze
              osobistej.
              Ale rzeczywiscie od przyjaciol dostaje takie sygnaly. Jestes dla mnie idealem,
              wzorem do nasladowania, na urodziny kartka, "bo tak Ci niewiele do idealu
              brakuje...", kurcze, to tez potrafisz?, dobrze gotujesz, swietnie wygladasz,
              masz poczucie humoru, jestes super...
              Zawsze odpowiadam, co Ty gadasz, tez bys tak postapila na moim miejscu...:)
              Wcale nie jestem wyjatkowa! Tez to potrafisz, tylko jeszcze nie sprobowalas/es!
              A od facetow komplementy itd, ale czuje sie jak obiekt westchnien ale nikt mnie
              nie odwzy sie dotknac!
              Kiszka co! :)
              Za idealna jestem i dlatego mnie sie wszyscy boja, no oprocz moich przyjaciol i
              rodziny? Moze rzeczywiscie wytworzyla sie wokol mnie taka atmosfera?
              Brzmi nieprawdopodobnie...
              To dlatego nie spotykam nikogo odpowiedniego?

              No niezla psychoanaliza wyszla :)

              W kazdym razie dziekuje za historie kolezanki. Wiele dala mi do myslenia.
              • jasmina_tdi Re: cos ci odpowiem 01.05.06, 16:51
                Bardzo fajna ta historyjka :)

                Ja napiszę jednak inaczej. Zawsze uważałam, że nic nie dzieje się bez
                przyczyny, i że wszystko dostajemy w momencie, w którym jesteśmy gotowi na
                pewne zmiany. Przynajmniej u mnie tak się dzieje. Być może za parę lat będziesz
                dziękować na kolanach za to, że teraz mogłaś być sama, że nie wychodziło z tym
                czy z tamtym. Kiedy spojrzę w przeszłość, skóra cierpnie mi ze strachu widząc,
                w co mogłam się wpakować. Gdyby kiedyś mi wyszło byłabym teraz conajwyżej
                zapuszczoną żoną fajtłapy, kochanką bezkrytycznego despoty albo wściekłą babą
                po traumatycznych przejściach. Doceń swoją samotność i naucz się z nią żyć.
                Dopiero wtedy będziesz gotowa na zmiany.
                • sumire Re: cos ci odpowiem 01.05.06, 16:58
                  O, i ja się pod tym podpisuję.
                  Nie istnieje nic gorszego (i niestety również nic bardziej zniechęcającego dla
                  potencjalnych narzeczonych) niż uzależnianie własnego szczęścia od tzw. drugiej
                  połowy. Ty wiesz, jak niesamowite na przykład jest posiadanie przyjaciół?
                  Większość ludzi z nikim się nie przyjaźni.
                  Nie wspomnę o tym, że masz teraz czas na wydawanie własnych pieniędzy na własne
                  przyjemności :) i czas na realizowanie pasji.
                  A poza tym masz 25 lat! Nie 35.
                • hanna811 Re: cos ci odpowiem 01.05.06, 17:00
                  Bardzo dobrze Cie rozumiem. Wlasnie taka "taktyke" stosuje. Nie bylam z nikim
                  wiec rzucilam sie w wir pracy, ktora daje mi satysfakcje. Ale teraz
                  przestraszylam sie, ze wlasnie tak moze zostac. Ze stane sie wspolczesna
                  singielka bez rodziny. Dlatego napisalam na forum.
                  I szukam przyczyn dlaczego, tak sie dzieje i czy dobrze robie. Nie szukam
                  faceta ale odczuwam czasami jego brak. (wbrew pozorom jest to logiczne)I
                  obawiam sie, ze przyczyna moze byc moja postawa bycia "idealna" :(
                  Kurcze, cos nie gra :(
                  • jasmina_tdi Re: cos ci odpowiem 01.05.06, 17:06
                    Nie łam się, po prostu jeszcze nie trafiłas na swoją połówkę. Kto powiedział,
                    że musisz ją znaleźć zanim stuknie Ci trzydziestka? Nie musisz. Spora część
                    malżeństw zawieranych we wczesnej młodości kończy się, jeśli nie rozwodem, to
                    obustronnym rozczarowaniem. Trudno się dziwić - mając dwadzieścia parę lat i do
                    wyboru weekend na tym czy innym łonie natury, a szorowanie garów pod okiem
                    teściowej hehe...


                    hanna811 napisała:

                    > Bardzo dobrze Cie rozumiem. Wlasnie taka "taktyke" stosuje. Nie bylam z nikim
                    > wiec rzucilam sie w wir pracy, ktora daje mi satysfakcje. Ale teraz
                    > przestraszylam sie, ze wlasnie tak moze zostac. Ze stane sie wspolczesna
                    > singielka bez rodziny. Dlatego napisalam na forum.
                    > I szukam przyczyn dlaczego, tak sie dzieje i czy dobrze robie. Nie szukam
                    > faceta ale odczuwam czasami jego brak. (wbrew pozorom jest to logiczne)I
                    > obawiam sie, ze przyczyna moze byc moja postawa bycia "idealna" :(
                    > Kurcze, cos nie gra :(
              • aleebaba Re: cos ci odpowiem 10.05.06, 22:21
                mysle, ze w tej historii nie chodzi o to, ze jestes zbyt idealna. raczej chodzi
                o to, ze ten perfekcjonizm jest pewnego rodzaju maska. niektorym ludziom wydaje
                sie, ze dopiero jak wszystko robia super, to inni beda ich lubiec. a chodzi o
                to, zeby byc soba. zeby mowic o swoich lekach, pragnieniach itd. przyznawac sie
                do uczuc i sie na nie otwierac- nie intelektualizowac. ludzie
                perfekcjonistyczni wkurzaja mnie za swoja sztywnosc, narzucanie rygoryzmow,
                zasadniczosc. za zbyt duzo czasu poswieconego obowiazkom, brak luzu. trudno isc
                na piwo i gadac o bzdurach z taka osoba. ja mam kolezanke, ktora mnie o 23.
                pyta "co masz jeszcze dzisiaj do zrobienia". koszmar. a ona sie po prostu
                strasznie boi, ze jak sama nie bedzie dazyc do idealu, to ludzie sie od niej
                odwroca, zostanie sama. NIEPRAWDA. ludzie sie od niej odwracaja, bo nie moga
                zniesc takich pytan i jej ciaglego gadania o tym, co ma do zrobienia.
                mozna stopniowo probowac brac na siebie mniej, relksowac sie, bywac i poznawac
                ludzi i obserwowac, ze swiat sie generalnie nie zmienia. chyba ze na lepsze.
    • ayles nie jesteś. 01.05.06, 18:16
      gdybyś była, to byłabyś szczęśliwa sama.
      "Singiel" nie jest z wolnego tłumaczenia z j.angielskiego, tylko singiel ze
      stanu ducha.
    • boski.zawodowiec a może brzydka? 01.05.06, 21:07

      • hanna811 Re: a może brzydka? 01.05.06, 21:46
        a no brzydkam :)

        i jeszcze dlubiem...jak nikt nie widzi.
        w nosie ;)
        • fajnaret Re: a może brzydka? 05.05.06, 17:45
          hanna811 napisała:

          > a no brzydkam :)
          >
          > i jeszcze dlubiem...jak nikt nie widzi.
          > w nosie ;)


          I jak widac przez to nikt cie nie chciał!!!!!!
    • armagedon6661 Re: Nie chce byc wspolczesna "singielka" 01.05.06, 21:12
      Oj biedulka nie wiem co robić. Chryste ile można takich tekstów czytać.
    • skp110 Zacznij od samodzielnego gotowania 02.05.06, 08:35
      Zacznij od samodzielnego gotowania i pieczenia
      • liilka1 Re: Zacznij od samodzielnego gotowania 05.05.06, 13:36
        a ja mam lat 20. Pracuje. Studiuje. Mieszkam sama.

        i jestem sama. doskonale Cię rozumiem,,, ale to życie każe nam żyć, a nie
        życiem się radować.:(
        • sumire Re: Zacznij od samodzielnego gotowania 05.05.06, 13:46
          O rrrety, bez przesady...
          • delfina77 Re: Zacznij od samodzielnego gotowania 05.05.06, 19:16
            Masz 25 lat i na pewno kogoś poznasz, jesteś w kwiecie wieku:) Ja w tym wieku
            rozstałam się z chłopakiem, z którym byliśmy parą przez całe studia, a 2 lata
            później wyszłam za mąż za kogoś innego:) I wcale nie żałuję, że tak się stało.
            Kto powiedział, że masz mieć już ułożone życie w wieku 25 lat? Wielu moich
            znajomych dopiero koło 30stki zaczyna konkretyzować swoje oczekiwania a w
            krajach zachodnich odbywa się to jeszcze później i nikt nad tym nie płacze. Na
            pewno poznasz kogoś wartościowego, daj tylko szansę tym, którzy nie "świecą" na
            pierwszy rzut oka - czyli nie patrz tylko na wygląd. Tacy faceci to często
            nieoszlifowane złoto
    • sandvika Re: Nie chce byc wspolczesna "singielka" 06.05.06, 12:19
      Jak mawiają mądrzy ludzie żeby w zyciu coś sie zmieniło trzeba dla tej zmiany
      zrobic miejsce w swoim życiu i sercu.
      Musisz dla tego faceta/rodziny zrobic miejsce już teraz, znależć na to czas.
      Teraz jestes tak pochłonieta pracą, ze nie ma miejsca na cokolwiek innego.
      Spróbuj zwolnić, spokojnie, ze smakiem zjeść posiłek, wyjechać na wakacje juz
      teraz, dla samej siebie. Czytaj książki, chodz do kina i na imprezy.
      Nie potrzebujesz obecności faceta, na danie sobie przyzwolenia na robienie
      czegoś tylko dla siebie. Jeśli teraz sobie tego nie poukładasz, nawet jak go
      spotkasz, będziecie się mijali przy sniadaniu i kolacji, bo nadal nie będziesz
      na nic mieła czasu.
      Znjadź smak zycia a życie znajdzie ciebie, wszystko sie ułoży. Masz na to
      duuuużo czasu, głowa do góry.
    • m_231 Jakbym czytała o sobie... 06.05.06, 15:13
      ja mam 23 lata, pracuję cały tydzień, potem po pracy uczelnia, współpraca w tv
      przy programie, w weekendy prowadzę warsztaty dla studentów, pracuję nawet 60h
      tygodniowo, w domu bywam przed 7 rano i po 22. Z tymże ja chodzę na imprezy
      nawet kilka razy w tygodniu, i nic i tęsknie wciąż za bliskością, mój poprzedni
      związek skończył się właśnie przez mój nawał obowiązków, ale ja lubie mimo to
      swoje życie. Wiem, że musiałabym wiele w życiu zawodowym poświęcić żeby z kimś
      być, a nie umiem poświęcić. Wiem, że to sobie przeczy, nie można mieć
      wszystkiego...
      z drugiej strony i tak nikt mi się nie podoba, a faceci się mnie boją, ja
      zawsze znajdę coś co mi nie będzie pasowało
      może nie nadaję się do związku, ale to nie przeszkadza zazdrościć koleżance,
      która "wpadła" i zrezygnowała z kariery naukowej, ale teraz ma
      najcudowniejszego synka, super męża i szczęście osobiste, choć pewnie tęskni za
      uczelnią i swoimi pracami badawczymi, to za nic na świecie nie zamieniłaby
      swojego życia na inne..

      ale co można na to poradzić... ? czekać... ??
      • a.bc Re:Będzie dobrze 10.05.06, 22:47
        Z własnego doświadczenia:
        nigdy nie wierzyłam w randki w ciemno az pewnego dnia koleżanka mnie na takową
        podstępem zwabiła:)Do dzisiaj jesteśmy razem:)
        Wiecie co dziewczyny zacznijcie dyskretnie szukac, popytajcie znajomych,
        przeciez nie jesteście jedyne same na tym swiecie!
        Reasumując trzeba sie za to zabrać z głową, przy asyscie sprawdzonych koleżanek
        cos się znajdzie a jak nie to przynajmniej będzie troche zabawy:)
    • qui_pro_quo bądź staroświecką (singielką) n/t. 10.05.06, 22:49
    • nom73 Re: Nie chce byc wspolczesna "singielka" 11.05.06, 09:57
      hanna811 napisała:

      > I nie potrafie sie wyrwac z tego schematu. Zadbana; zaradna; aktywna;
      > dyspozycyjna; usmiechnieta; dusza towarzystwa.

      Podobnych dziewczyn znam sporo, pracuję w firmie, w której 95% załogi to
      kobiety, dokładnie tak samo myslą o sobie. Tak samo jak Ty narzekają na
      samotność, ale jak chciałem wyciągnąć je na spacer, basen, rower, itp. to albo
      nie mają czasu, bo coś tam mają do zrobienia, albo np. imieniny u cioci. :-)

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka