syslink73
19.03.07, 09:53
O czym świadczy fakt obrażania przez żonę osoby bliskiej (męża) w sposób
akcentujący niepełnosprawność tej osoby. Obrażanie to ma miejsce także przy
małoletnim dziecku i polega na bruatlizowaniu wyrażeń związanych z
niepełnosprawnością przykładowo - ślepy zamiast niewidomy, głuchy zamiast
niesłyszący itp. Zachowania takie mają miejsce podczas kłótni, doprowadzają
do sytuacji, w której niepełnosprawna osoba dotychczas radząca sobie
doskonale w życiu (dobrze zarabia, nie korzysta z renty, zbudowała dom itp)
popada w coś na wzór depresji. Osoba ta traci wiarę w siebie, niską
samoocenę. Kiedyś pełna życia i chęci do działania teraz skryta i smutna.
Będąc tą osobą czuję się jak ofiara wampiryzmu. Ktoś w tym przypadku moja
żona wysysa ze mnie siły witalne. Na codzień jest ok... pomijając problemy
jakie mają wszystkie pary i małżeństwa jest wszystko w normie, poza tym, że
po kłótniach tkwi we mnie drzazga i po każdej kłótni coraz bardziej oddałam
się od żony, uciekam przed nią, bo nie chcę stracić chęci do życia i radości
czerpania z niego garściami. Ale nie umiem przejść do porządku dziennego,
nad "znęcaniem się" mojej żony nad moją niepełnosprawnością. Przez całe życie
żyłem obok mojej niepełnosprawności, tak jakbym był zdrowy. Prowadziłem
normalne życie dławiąc w zarodku wszelkie pretensje do Boga i ludzi o moją
niepełnosprawność. Brałe to co życie mi dawało, cieszyłem się tym i... byłem
szczęśliwy. Osiągnąłem więcej niż wielu moich kolegów - awanse w pracy,
zbudowałem dom itp.). Żona jest osobą zdrową, poznaliśmy się i
(zakochaliśmy), nie posiadałem nic co mogło by być podstawą, że jest ze mna z
innego powodu aniżeli miłość. I cały czas sądziłem, żę to miłość. Teraz nie
wie, czuję się zagubiony, nie chce mi się pracować, nie mam na nic ochoty. W
pewnym sensie nie chce mi się żyć, ale żyć muszę, dla syna. Pracować muszę z
dla syna. Tylko dlaczego bliska osoba, próbuje mnie zniszczyć, pokazać za
wszelką cenę, że jestem kaleką. Nie wiem, nie znam odpowiedzi, nie wiem co
mam zrobić, chociaż myśl o rozwodzie jest coraz częściej się pojawia. Muszę
ratować siebie, bo jeśli stanę się zwykłym "depresyjniakiem" - stanę się
zerem, kimś, kto nie potrafi samodzielnie egzystować, a co dopiero wychowywać
syna.