Dodaj do ulubionych

chore dzieci

09.09.09, 10:03
Czytając o tych wszystkich problemach z dziećmi(chodzi o chroby)
nachodzą mnie różne refleksje.W pracy mam do czynienia z dziećmi
zdrowymi i chorymi.Niesamowita jest różnica w myśleniu rodziców
dzieci chorych i zdrowych.Rodzice dzieci chorych (pod względem
fizycznym oraz umysłowym) są ludźmi dobrymi i sympatycznymi.Nie są
nastawieni roszczeniowo,są skromni i jakby inaczej nastwaieni do
świata.Natomiast rodzice dzieci zdrowych ciągle czegoś oczekują:że
ich dziecko będzie chwalone gdy po nie przyjdą,że na ich dziecko
będzie się zwracało cały czas uwagę(bo takie cudowne),że ich dziecko
musi być szczególnie traktowane.A przecież to rodzice dzieci chorych
powinni oczekiwać większej troski i uwagi dla swoich dzieci.Matki
zdrowych potrafią się licytować,które dziecko co potrafi.Chcą by ich
dzieci były jeszcze mądrzejsze,jeszcze piękniejsze i jeszcze
sprawniesze.A czego chce rodzic dziecka chorego?Tylko tego,by było
normalne,by mogło kiedyś samodzielnie egzystować,by mogło biegać,by
potrafiło się choć podpisać.Tylko tyle-nie marzą o tym,że córka
zostanie lekarzem.Marzą o przeciętności,bo nie mają nawet tego,bo
ich dziecko nigdy nie będzie nawet przeciętne.Każdego dnie dziękuję
Bogu za zdrową,piękną i mądrą córkę.To dar największy jaki może
dostać rodzic.W codziennym życiu zapomina się o tym-chce się ciągle
więcej i więcej.Więcej pieniędzy,lepszego i łatwiejszego
życia,nowego auta,wakacji pod palmami.Jakieś głupstwa urastają do
rangi problemu.Codzień patrzę na dzieci,które według społeczeństwa
są inne i wtedy wiem,że moje problemy są niczym!
Obserwuj wątek
    • capriglione Re: chore dzieci 09.09.09, 10:11
      anik801 napisała:
      Każdego dnie dziękuję
      > Bogu za zdrową,piękną i mądrą córkę.To dar największy jaki może
      > dostać rodzic.W codziennym życiu zapomina się o tym-chce się ciągle
      > więcej i więcej.Więcej pieniędzy,lepszego i łatwiejszego
      > życia,nowego auta,wakacji pod palmami.Jakieś głupstwa urastają do
      > rangi problemu.Codzień patrzę na dzieci,które według społeczeństwa
      > są inne i wtedy wiem,że moje problemy są niczym!


      Dziękuję za te słowa!
    • sulla Re: chore dzieci 09.09.09, 10:45
      Masz rację. Też o tym myślę często, że nie doceniamy tego, co mamy. A zdrowie
      jest jednym z największych darów.

      Ale tak mi się przypomniało, a propos "inności". Ostatnio byłam z córką na placu
      zabaw. Nagle podszedł do niej chłopiec, na oko 5 lat. Czekałam spokojnie, co
      będzie, ale przyznam, że się obawiałam - ona 1 rok z kawałkiem, on 5 lat, zraz
      jej pewnie przywali łopatką wink A on nachylił się, pocałował ją w czoło i poszedł!
      Potem gdy bawiliśmy się w piaskownicy, zobaczyłam, że chłopiec jest nieco
      "inny". Ale jak pięknie inny smile
    • nati1011 Re: chore dzieci 09.09.09, 10:54
      A ja troche przerotnie się nie zgodzę. Naturalne jest, ze rodzice
      chcą dla swojego dziecka tego co najlepsze. Marzą, planują,
      pragną.... Choroby nie są niczym dobrym. To sprawka szatana, ze
      dotykają nas tak często i mocno. Oczywiście ludzie ucza sie pokory,
      gdy dotyka ich cierpienie, ale tak naprawdę wszyscy rodzice powinni
      mieć zdrowe dzieci

      Chcą by ich
      > dzieci były jeszcze mądrzejsze,jeszcze piękniejsze i jeszcze
      > sprawniesze.

      ale czy to coś złego?

      A czego chce rodzic dziecka chorego?Tylko tego,by było
      > normalne,by mogło kiedyś samodzielnie egzystować,by mogło
      biegać,by
      > potrafiło się choć podpisać.Tylko tyle-nie marzą o tym,że córka
      > zostanie lekarzem.Marzą o przeciętności,bo nie mają nawet tego,bo
      > ich dziecko nigdy nie będzie nawet przeciętne.

      Rodzice chorego dziecka startuja z innego poziomu. Dla nich
      przecietność jest często tak samo trudno osiągalna jak tytuł doktora
      u zdrowego dziecka - czyli tak naprawdę pragna tego samego.

      Gdyby rodzicie dziecka zdrowego pragneli dla niego przecietności i
      nie zachecali do pracy i ponażania swoich talentów - to byłoby w tym
      coś chorego i wręcz grzesznego. Marnowanie talentów.

      A moze własnie któreś z tych zdrowych dzieci, popychane przez
      rodziców, za parę lat opracuje lek lub terapie, które ułątwi życie
      tym dzieciom chorym?

      Wiecie, ze my ostatnio przeszlismy taką błyskawiczną redukcję marzeń
      i oczekiwań w stosunku do dziecka. I to nie było nic dobrego. Nie
      życzę tego nikomu. Zwłaszcza, ze jeszcze wcale nie wiadomo, czy mała
      bedzie całkiem zdrowa. Nie tak powinny wygladać narodziny. Nie tak.

      I to nie prawda, ze rodzice chorych dzieci są tacy idealni. Ja
      bardzo chorowałam. Moje dzieci również. Siostra całe życie byłą
      zdrowa. Kilka razy złapała jakieś przeziębienie. Jej starsze dziecko
      też po krótkich problemach po narodzeniu to nawet kataru nie łąpie.
      A moje? CIągle leki, choroby, szpital... Nie tyle, ze jej
      zazdrosciłam, a na pewno nie życzyłam jej źle, ale miałam pretensje
      do Boga, że tak nie równo, że tak nie sprawiedliwie, że oni zdrowi
      na spacerki, do lasu, na basen... a ja kolejna noc zarwana, padam na
      twarz i nie mam już siły z łóżka wstać.... A teraz nagle ich dotyka
      potworna tragedia. dziecko ledwo przyżyło. Czy będzie całkiem zdrowe
      dowiemy sie dopiero za kilka miesiecy.

      Każdy ma swój krzyż. To, ze zdrowy i bogaty, wcale nie znaczy
      szczęśliwy.
      • mamalgosia Re: chore dzieci 09.09.09, 12:02
        o, nati, czytam post założycielski i jakże się z nim zgadzam. A
        potem czytam Twój - i znowu jakże się z nim zgadzam!

        Gdy byłam jeszcze panienką (zupełnie niezorientowaną w sprawach
        rodzinnych) moja nauczcielka, starsza juz wtedy osoba powiedziała
        (mówiła to o rodzinie jej córki) coś, co utkwiło mi w głowie bardzo
        mocno (a to już ponad 20 lat): że chore dziecko, to chora cała
        rodzina.
        U nas to się sprawdza. Nie funkcjonujemy tak jakbyśmy chcieli, czy w
        naszym mniemaniu powinni. I to dotyczy zarówno tego co robimy, jak i
        tego, o czym myślimy, lub czego nie robimy.
        Nie wiem, czy wyrazam się choć trochę jasno.

        • nati1011 Re: chore dzieci 09.09.09, 12:15
          Tak Mamalgosiu - chory czlonek rodziny (nie koniecznie dziecko) to
          chora cała rodzina. I obojętnie czy chodzi o chorobę przewlekłą, czy
          nawał zwykłych chorób ciagnących się w nieskończoność. sad
        • betrix33 Re: chore dzieci 09.09.09, 22:55
          mamalgosia napisała:


          że chore dziecko, to chora cała
          > rodzina.
          Te słowa w dniu dzisiejszym zapadły mi głeboko w pamięć. Nie mogę przestać o tym
          myśleć.
          Chore dziecko to chora rodzina. I w zasadzie mogę się z tym zgodzić, ale jakże
          się przewartościować???
          Miałam bliźniaki, straciłam jedno, drugie do dziś jest pod znakiem zapytania.
          Powinnam więc zostać z dziećmi sama, bo mąż zmienić się nie chce, to co mam
          robić zatem? Zmieniam się ja. Otoczenie mówi, że przesadzam z obecnością w
          kościele, ale tam mi jest dobrze.
          Nie pytam się Was mamy co robić, bo wiem, że po głębokiej modlitwie Duch Święty
          da mi odpowiedź.
          Moja wiara jest silna i mam nadzieję, że wytrwam. Mam tylko poważne problemy z
          wytrwaniem w postanowieniu.
          Powinnam bowiem się zaciąć, pokazać, że już jest przegięcie, a za minutę
          zachowuję się jakby nic się nie stało. Ta postawa wynika z mojej osobowości,
          taka już jestem i źle mi z tym, gdyż otoczenie inaczej to odbiera.
          Ech nie będę więcej o tym pisać, bo to trudny temat dla mnie.
          Pozdrawiam serdecznie i przyznaję, żę przyczyn należy szukać u siebie.
          Tylko...co z chorymi rodzinami, które nie mają chorych dzieci???

          • isma Re: chore dzieci 09.09.09, 23:10
            Nie. Chore dziecko to INNA rodzina. Nie "chora". Zreszta... "czyz zdrowi
            potrzebuja lekarza, czy ci, ktorzy sie zle maja"?

            Dla mnie tez ten watek jest trudny, i nie chce pisac o chorobach dzieci, bo nie
            chce porownywac. Ale wiem jedno, i przy kazdej okazji to powtarzam - brak czegos
            ksztaltuje czlowieka rownie silnie, a moze nawet silniej, niz to, co sie ma.
            Dzieki brakom jestesmy w stanie przyjmowac od innych ludzi. Uznac, ze jestesmy
            przez nich, i przez Boga, darmowo obdarowywani - tym, czego sami nie posiadamy.
            Brak moze byc takze szansa.

            Trzymaj sie.
            • sewerynki Re: chore dzieci 27.09.09, 09:27
              Isma. Niech Ci Bóg błogosławi ze te słowa. To chyba moje kazanie na
              dzisiaj. Że brak może być szansą, że uczy. Że nie zawsze jesteśmy
              zadowoleni kiedy mamy full. Że za brakiem może chować się
              błogosławieńswo.
              Dzięki.
              • isma Re: chore dzieci 27.09.09, 10:02
                smile)).
                Dzisiaj sie u nas czyta z Ksiegi Liczb: "oby tak caly lud Pana prorokowal!"

                A powaznie, to, wiesz, ja mysle, ze Pan Bog nieglupio to wymyslil: czasem nasze
                slowa sa madrzejsze od nas samych.
                Wczoraj wieczorem, jak mi sie dziecko lalo przez rece, to ja taka madra nie
                bylam. Ale w takich momentach zazwyczaj obok Pan Bog stawia kogos, kto pomaga
                przywrocic rownowage. To jest cos chyba najbardziej zdumiewajacego na swiecie:
                mozemy sobie dawac nawzajem.

            • sion2 Re: chore dzieci 27.09.09, 10:10
              Isma, ale trafnie napisałas. Miód na me serce, tkwiące znowu w
              megadole z przyczyn wiadomoych sad. Ale w praktyce jakie trudne to
              do przyjecia, zwlaszcza dla osoby doroslej bo to że dziecko zalezne
              od innych to nikogo nie dziwi...

              Ja wiem że od kiedy jestem niesprawna, zrozumialam aż za dobrze
              ludową mądrośc ze zdrowie to najwiekszy skarb. NIe jest najwieksza
              tragedia utrata pracy, ograniczenia finansowe czy niespelnienie
              zawodowe i sercowe. I nawet ciagle grypy czy anginy nie sa
              najwieksza tragedia choc moga dokuczyc mocno. Najwieksza tragedia
              jest jak czlowiek dorosly niesprawny fizycznie jest i nie ma szans
              na zmiane. I kiedys myslalam że gorzej byc nie moze jak chodzic nie
              mozna normalnie. Nieprawda, wtedy mozna zarabiac siedzac przy
              kompie albo majac go na stoliku na łóżku. A jak nawet tego nie
              mozna? Ludzie... ratunku.
              • sion2 ps. 27.09.09, 10:15
                Tylko nie chce zeby wyszlo że sie uwazam za najbardziej
                pokrzywdzona z ludzi, znaczy juz tak wyszlo sad ale tez powiem że
                miara cierpienia jest inna gdy ktos rodzi sie niesprawny i taki
                jest cale zycie a inna gdy ktos trwa w procesie tracenia ktory sie
                nie skonczy. Mam niewidoma kolezanke, niewidoma od urodzenia. Nigdy
                nie slyszalam od niej skargi na niewidomosc, dziewczyna jest
                samodzielna do bolu, skonczyla studia, pracuje i mieszka sama w
                Warszawie, ale za to jak wpadla do dołu i zlamała noge to wtedy
                pekła tez psychicznie, nie mogla zniesc unieruchomienia gdy zawsze
                chodzic mogla.
                Nie zazdroszczę poparalizowanym ale jednoczesnie u tych na wozkach
                od urodzenia czasami widze wiecej optymizmu i szczescia niz u
                siebie.
                • verdana Sion 27.09.09, 11:24
                  Ja Cię chyba jednak kiedys zamorduję.
                  Rozumiem, ze Twoja sytuacja jest bardzo przykra, rozumiem - i
                  uwazam , ze masz prawo- narzekac na los. Natomiast nie rozumiem i
                  nie zrozumiem tego, ze twierdzisz. ze nie mozesz pracować.
                  Cóż, nie widzisz (tu slowo niecenzuralne), ze "dzieki" Twojej
                  niepelnosprawnosci najprawdopodobniej, zaczęłaś pomagac tak wielu
                  ludziom? Że wiele dzieci poszlo do szkoly cieszac sie z tornistrów,
                  piornikow itd, zamiast plakać,że inne dzieci maja nowe rzeczy, a one
                  nie? Że to co robisz jest bez porownania więcej warte od tego co
                  robi zdrowe 90% ludzkosci?
                  Gdybys sobie pracowała jako urzedniczka, geodeta, lektor jezykow -
                  ktokolwiek - zarabiałabys pieniadze. I tyle. Praca to nie jest tylko
                  zarabianie pieniędzy. Prawdziwa praca to jest to, co Ty robisz.
                  • sion2 Re: Sion 27.09.09, 13:46
                    Nie no, ja oddzielam te dwie sprawy. Pewnie że pomaganie jest
                    wartosciowe. Ale bylabym nienormalna gdybym nie miala pragnien
                    takich jak inni ludzie w moim wieku.
                    I przede wszystkim ciężarem jest patrzec jak rodzice którzy
                    zasluguja na spokojna emeryture juz, musza mnie obslugiwac i
                    zarabiac na mnie (tata). To nie deprecjonuje mojego pomagania ale
                    nie mam zamiaru stac sie przyczyna zawalu serca rodzonego ojca, z
                    przepracowania bo musi zone i corke utrzymac.
                    • verdana Re: Sion 27.09.09, 13:51
                      Pragnienia to inna sprawa. Ale ile lat ma Twoj ojciec? Dlaczego
                      czujesz się odpowiedzialna, ze utrzymuje Twoją mamę? Cóż, zawsze gdy
                      w domu jest chora osoba na innych spada wiecej pracy, tyle, ze mam
                      wrazenie, ze w Tobie jest wzbudzane poczucie winy...
                      Masz przecież jakąś rentę?
                      • sion2 Re: Sion 27.09.09, 15:12
                        Otóz to. I niemożnosc realizowania najbardziej oczywistych
                        pragnien, naturalnych i normalnych niestety rodzi frustrację.
                        Tata ma 59 lat. Mama 60 i jest na rencie od kilkudziesieciu lat,
                        wynosi ona niecale 700 zl. Ja nie mam renty zadnej bo zabraklo mi 6
                        tyg okresu skladkowego, nie nalezy mi sie renta socjalna. A stopien
                        niepelnosprawnosci umiarkowany... Czyli cala polska rzeczywistosc.
                        W naszym prawie jest wielka luka - jesli ktos zachoruje zaraz po
                        studiach nieodpracowawszy 4 lat, nie nalezy mu sie NIC. Moze
                        zdychac na smietniku. Żeby miec rente trzeba albo byc chorym od
                        urodzenia badz zachorowac w trakcie nauki albo odpracowac grzecznie
                        minimum 4 lata po studiach. Jak stracisz sprawnosc pomiedzy -
                        zostajesz na garnuszku u rodziny. No ale nie zasmiecajmy wątku.
                        • verdana Re: Sion 27.09.09, 17:50
                          To chyba nie jest zasmiecanie watku.
                          Sion, Twoj ojciec jest starszy ode mnie o pare lat. Praca w tym
                          wieku to nie jest nieszczęście. W tym wieku wiele osób utrzymuje
                          jeszcze dzieci. Ja tez utrzymuję pare osob i na pewno w wieku Twego
                          ojca co najmniej jedną będe jeszcze utrzymywac jakos z tego powodu
                          nie mam zamiaru dostawać zawału.
                          Trzymaj się.
                          Ps. Nie masz możliwości zalatwienia sobie niczego na 6 tygodni?
                          Nawet, gdybys sama musiala oplacać skladki?
                          • sion2 Re: Sion 27.09.09, 18:02
                            Praca dla taty nie jest nieszczesciem. On tylko ma po prostu mniej
                            sily i fizycznej i umyslowej, i praca po 10 godzin na dobe wykancza
                            go coraz wiecej. Bardzo duzo podrozuje, bardzo duzo obsluguje targow
                            miedzynarodowych gdzie jest na nogach po 12 godzin. Widze przeciez
                            co sie dzieje, ze ledwo trzyma sie na nogach w piatek wieczorem. I
                            musi zalatwiac wiele spraw rodzinnych bo prowadzi samochod a corka
                            nie dojdzie, żona tez najczęściej sad.
                            Nie moge sobie dopracowac 6 tyg. Trzeba miec ciaglosc. Teraz doi
                            renty brakuje mi juz 5 lat zatrudnienia. Oj ciezko nawet wyjasniac.
              • verdana Re: chore dzieci 27.09.09, 11:08
                Przykład - moj teść stracił reke we wczesnym dziecinstwie - zlamał
                ja, spital źle zlozył, wdała się gangrena..
                I co - i nic. teść przeplywał wisłę, jeżdzi na rowerze (moje dzieci
                tez woził), gra w tenisa, jeździ na nartach. Ukonczyl dwa kierunki
                studiow (a wywodzi sie z rodziny z wyksztalceniem zerowym, nawet bez
                podstawowki) - trudno być robotnikiem bez ręki.
                A najbardziej imponuje mi, ze potrafi zawiazać buty, otworzyć wino
                itd.
                Jestem przekonana, ze gdyby te reke mial - nie bylby tak zapalonym
                sportowcem ani tak wyksztalconym człowiekiem.
                Tylko jego wspierali rodzice, gorzej, jak wsparcia nie ma...
    • mamalgosia Re: chore dzieci 09.09.09, 11:57
      Nie jestem dobra i nie zawsze sympatyczna. Ale uczę się.

      Nie prowadzę takich obserwacji jak Ty.
      Ale zauważyłam w rodzinie, że bardzo trudna jest opieka nad
      dzieckiem... zdrowym, gdy inne choruje. Że ciężko jest oderwać
      myśli, stworzyć normalne warunki temu drugiemu (lub jeśli ktoś ma
      więcej dzieci, to pozostałym), bo przecież zaistniałe warunki
      normalne nie są. Z jednej strony bardzo tego pragnę, a z drugiej
      myślę, że to doświadczenie dla rodzeństwa też jest ważne.
      Czas po święcony dziecku i jakość tego czasu - mam na myśli zarówno
      to chore jak i to zdrowe.
      • maryanne22 Re: chore dzieci 09.09.09, 12:57
        Mnie przyszła do głowy jeszcze jedna myśl, że to osoby (dzieci)
        chore uczą nas zdrowych pokory i innego patrzenia na świat. Mojej
        mamy siostra jest osobą upośledzoną umysłowo. Zawsze z siostrami
        byłyśmy uwrażliwiane na tego typu choroby, uczuno nas szacunku a
        pokora przyszła z czasem, bo siostra mamy ma "niezły charakterek"smile
        Dzięki temu dziś mam więcej cierpliwości i wyrozumiałości. Tylko w
        dalszym ciągu nie mogę poradzić sobie ze złością, kiedy widzę jak
        takie osoby budzą niezdrową ciekawość.
    • otryt Re: chore dzieci 09.09.09, 13:10
      Nasze dzieci dużo chorowały. Te choroby zmieniły wszystko: nasze
      życie osobiste i zawodowe. Zmieniły nas i nasze relacje z innymi.
      Zmieniły wcześniejsze plany. Pokazały niezwykle bolesną barierę
      niezrozumienia i wyobcowania. Wypadanie z obiegu. Dobrze, że
      mieliśmy siebie wtedy. Znam pary, które zbyt duży ciężar złamał,
      rozwodzili się. A potem trudny, mozolny proces wychodzenia z tego.
      • mamalgosia Re: chore dzieci 09.09.09, 15:49
        Przeczytałam Twój post przed wyjściem z domu i potem przez cały czas
        zakupów dźwięczały mi w uszach Twoje słowa "niezrozumienie i
        wyobcowanie".
        I czułam jak bardzo są moje.
        Niezrozumienie jest oczywiste. Nie rozumiemy (nigdy tak do końca)
        problemów innych ludzi, tak samo jak nie rozumiemy ich radości.
        Jeśli więc nie ma wspólnych przeżyć, to niezrozumienie jest dla mnie
        normalne. Można współczuć, chcieć pomóc, żałować, ale zrozumieć się
        nie da. Często odczuwam niezrozumienie. Nawet ktoś dał mi odczuć, że
        to nie moze być prawdą (że sobie wymyślam?). I rozumiem, że można
        nie rozumieć. Chciałabym by mnie ktoś rozumiał, ale już coraz
        rzadziej tego od kogokolwiek oczekuję.
        Mam też poczucie przynudzania. Dla mnie samej sytuacja jest już tak
        bardzo męcząca, że nie mam siły o niej mówić. Że znowu to, że nadal
        tamto... Coraz częściej i coraz bardziej się z tym zamykam.
        A wyobcowanie... Tak, też jest. Czasem jestem obok, a nie z.
        Wykonuję pewne zadania, obowiązki, ale nie potrafię się nimi
        emocjonować. Często tak jest w pracy. Pojawia się jakaś nowa
        wytyczna, ludzie się wściekają, denerwują, zastanawiają, kombinują -
        jak napisać program żeby się dostosować. Nie potrafię się w to
        angażować. Robię jak potrafię i tyle. Denerwuję się jeśli zabiera mi
        to czas, a mam inne obowiązki, ale nie potrafię się emocjonować tym,
        że to ma być tak czy siak (ciekawa sprawa: w ubiegłym roku szkolnym
        dwa razy okazało się, że tylko ja coś tego typu zrobiłam dobrze,
        chyba cudem jakimś). Jestem wtedy w grupie powiedzmy 30 osób,
        wszyscy o jednym, a ja obok.
        Nie jest mi z tym dobrze, ale nie potrafię inaczej.
        Czasem problem jest nie z myślami i ze zmartwieniami, tylko z
        ludzkim zmęczeniem. Gdy jestem - jak dziś właśnie - po trzech
        zarwanych nocach (maksimum 2 godz snu na dobę), też nie potrafię dać
        z siebie tego, co bym chciała dać. I co powinnam dać.

        • otryt Re: chore dzieci 09.09.09, 17:01
          Rzuciłem tylko kilka krótkich haseł...
          • mamalgosia Re: chore dzieci 09.09.09, 19:40
            no wiem. A jakim echem się odezwały...
      • betrix33 Re: chore dzieci 09.09.09, 23:10
        Dobrze, że
        > mieliśmy siebie wtedy.

        Otryt to co piszesz łączy się z moimi wartościami, bo uważam , a mam podstawy do
        wiary w to, że jeśli dwoje rodziców idzie w jednym kierunku, żadne sie nie
        wyłamuje, to można osiągnąć wszystko co się chce...
    • nati1011 Re: chore dzieci 09.09.09, 15:35
      anik801 napisała:

      Rodzice dzieci chorych (pod względem
      > fizycznym oraz umysłowym) są ludźmi dobrymi i sympatycznymi.Nie są
      > nastawieni roszczeniowo,są skromni i jakby inaczej nastwaieni do
      > świata.

      Domyślam sie, zę pracujesz w przedszkolu lub szkole. Twoje
      obserwacje ograniczają sie do pewnej grupy rodziców. To trochę za
      mała grupa by stwierdzić, że wszyscy rodzice chorych dzieci są tacy,
      a zdrowych inni.

      Jest spora grupa chorych dzieci, które wogóle nie wychodza z domu,
      inne są oddawane do ośrodków opieki, jeszcze inne.... I ich rodzice
      sa różni. Jedni dobrzy i cierpliwi, inni przeklinający swój los, a
      zdarza sie, ze i dziecko. Wreszcie są rodzice, którzy sami do
      choroby dziecka doprowadzili. Wczoraj czekałam na siostrę pod
      intensywna terapią. Obok był blok patologii ciaży i położnictwa.
      Pogoda łądna - i oczywiście grupa kobiet w parku - wysoko w ciaży -
      palących papierosy. Cześć z nich za kilka dni czy miesięcy bedzie
      przeklinac los, ze zesłał jej chore dziecko. A przeciez sama do jego
      choroby się przyczynia. Z patologii ciąży pamiętam te pijane kobiety
      przywożone do porodu, te co miały zakaz wychodzić nawet do toalety,
      ale na ćmyka uciekały.... Wiele takich przykłądów.


      A przecież to rodzice dzieci chorych
      > powinni oczekiwać większej troski i uwagi dla swoich dzieci

      Pamiętam wiele wypowiedzi dorosłych osób, kóre chorowały od
      dzieciństwa. Zawsze podkreślali, ze najbardziej są wdzięczni
      rodzicom, czy opiekunom, ze nie traktowali ich jako specjalnie
      uprzywilejowanych. Mimo - czesto sporego kalectwa - wymagali
      zachowań któe te dzieci przystosowały do życia w świecie.

      Codzień patrzę na dzieci,które według społeczeństwa
      > są inne i wtedy wiem,że moje problemy są niczym!

      A może własnie za bardzo podkreślamy ich inność?
      • verdana Re: chore dzieci 09.09.09, 18:16
        Moim zdaniem powiedzenie "rodzice dzieci chorych sa osobami
        sympatycznymi i dobrymi" jest głeboko krzywdzace - dla obu stron.
        Rodzice dziecka chorego nie maja obowiazku być aniolami, rodzice
        dziecka zdrowego - maja prawo chcieć, aby ich dziecko rozwijalo się
        jak najlepiej i bylo szczęśliwe, nawet jresli dziecko kogo innego
        jest chore. Nie kosztem tego dziecka, ale po prostu - nie musza kryć
        swoich żądan i oczekiwań, bo oni sa szczęśliwi, a inni - mniej.
        Obawiam się, bardzo się obawiam, ze rodzice chorych dzieci nie sa
        sympatyczni, tylko zastraszeni. Dla dobra swojego dziecka nie
        zadzieraja z wychowawczami, dyrektorami, lekarzami - bo czuja się od
        nich zależni. Czas juz, aby przestali byc sympatyczni i zaczęli być
        roszczeniowi.
        Ja mam zdrowe dzieci - zdrowe, ale z powazną dysfunkcją Byłam
        sympatyczna przez pierwsze 9 lat kariery szkolnej najstarszego syna.
        Bardzo załuje - trzeba było byc rszczeniową, wstretną baba, a nie
        potulną matką.
        • andrzej585858 Re: chore dzieci 09.09.09, 19:43
          Bardzo mądre słowa Verdano - owszem mając chore dziecko inaczej patrzy się na
          swiat i inna ma się optykę. Ale wcale z tego powodu automatycznie człowiek nie
          jest lepszy , dobry - bywa wściekły, zbuntowany i najeżony i czasem zastraszony.
          Tak to prawda że woli się czasem ustąpić i nauczycielowi w szkole i lekarzowi,
          często dlatego że po prostu brakuje siły. Po prostu nie chce się po raz setny
          tłumaczyć wielu, zdawałoby się oczywistych spraw.
          Jednakże, każdy rodzic zarówno dziecka chorego jak i zdrowego chce żeby dziecko
          było szczęśliwe. Nie mozna zazdrościć że czyjeś dziecko ma szansę zostać
          naukowcem, sportowcem odnosić sukcesy a moje dziecko nigdy nie będzie w stanie
          tego osiągnąć i będzie mniej szczęśliwe - ale czy na pewno będzie mniej szczęśliwe?
          Przecież też może osiągać sukcesy i jak najbardziej może być szczęśliwe.
          Dziecko - zawsze jest dla rodzica darem, choćby to górnolotnie brzmiało.
          Cokolwiek by się nie napisało to i tak najważniejsze jest to jak postępujemy w
          stosunku do własnego dziecka, czy rzeczywiście daję z siebie to czego ono
          najbardziej oczekuje.
          Mnie cieszy gdy widzę dzieci zdrowe , pozytywnie nastawione do ludzi. ale tak
          samo cieszy mnie uśmiech mojej córki gdy codziennie wieczorem przychodzi i mówi
          - przybij tato piątkę na dobranoc.
          No nie umiem pięknie pisać niestety, a chciałoby się ubrać myśli w słowa.
          • anik801 Re: chore dzieci 09.09.09, 20:39
            Jasne,że rodzic kocha swoje dziecko niezależnie od tego czy jest
            zdrowe czy chore(przynajmniej tak mi się wydaje).Tylko o jakim można
            mówić szczęściu takiego dziecka?Co z nim będzie po śmierci rodziców?
            A gdyby Twoja córka pluła na Ciebie,gryzłaby i zachowywała jak
            wściekłe zwierze?To nie jest takie proste powiedzieć "wszystkie
            dzieci są piękne na swój sposób".Nie to nie jest piękne,gdy Twoje
            dziecko jest obce,gdy nie da się dotknąć,gdy wydaje z siebie dzikie
            dźwięki.To jest straszne i o żadnej radości nie ma tu mowy.Jest
            paniczny strach-co będzie jutro?Nie oczekujesz już uśmiechu,modlisz
            się tylko,by Twoje dziecko cię nie pogryzło i nie podrapało.Jasne,że
            znam "słodkie"tzw."inne dzieci"-takie które są milutkimi
            przylepkami.Ich ufność i uśmiech są wyjątkowe.Tylko co potem?Jak
            trudno musi być tym rodzicom wiedząc,że ich dzieci muszą mieć opiekę
            już zawsze.Ja nie wiem czy ci rodzice są zastraszeni-nie wiem kto w
            szkole miałby ich zastraszać?Są po prostu inni.Może u nich bunt już
            przeminął(chyba każdy bunt kiedyś się kończy).Podziwiam ich,bo nie
            jest łatwo wychowywać chore dziecko.
            • andrzej585858 Re: chore dzieci 09.09.09, 21:11
              anik801 napisała:



              > A gdyby Twoja córka pluła na Ciebie,gryzłaby i zachowywała jak
              > wściekłe zwierze?To nie jest takie proste powiedzieć "wszystkie
              > dzieci są piękne na swój sposób".Nie to nie jest piękne,gdy Twoje
              > dziecko jest obce,gdy nie da się dotknąć,gdy wydaje z siebie dzikie
              > dźwięki.To jest straszne i o żadnej radości nie ma tu mowy.Jest
              > paniczny strach-co będzie jutro?

              Moje dziecko miało już takie momenty - nie poznawało nikogo, było obce -
              wróciło, a teraz znowu odchodzi. Jest strach, jest strach przed tym co będzie
              gdy nas już nie stanie ale gdy wraca, to jest radość.
              Nie wiem co będzie jeżeli juz nie da rady wrócić, co wtedy będzie się czuło -
              pozostaje tylko wiara.
              • anik801 andrzej! 09.09.09, 21:23
                Współczuję Ci z całego serca.Masz ją przynajmniej wtedy,gdy "wraca".
                Córka mojej znajomej nie wraca i nie wróci.Jest tak upośledzona,że o
                choćby namiastce normalności nie ma mowy.Gdy była mniejsza jakoś
                dwali radę,teraz ma w sobie tyle siły,że jest ciężko.Do tego jej
                dzikie zachowania się pogłebiają.Zazdroszę Ci wiary!Ja nie potrafię
                w tego typu chorobach dostrzec daru.Ja wiem,że rodzice muszą to
                sobie jakoś przetłumaczyć.Czy twoja córka choruje na autyzm?
                • andrzej585858 Re: andrzej! 10.09.09, 19:43
                  Nie, na autyzm nie choruje - dlatego właśnie wraca, ale też jest to choroba
                  psychiatryczna.
                  Trzeba sobie to jakoś przetłumaczyć, nieustannie wręcz - a czy mam aż tak silną
                  wiarę, czy mamy ją raczej oboje? Nie wiem, staramy się ją mieć.
                  • anik801 Re: andrzej! 10.09.09, 20:33
                    Tak mi się skojarzyło z autyzmem,bo są różne nasilenia.Mój kuzyn
                    jako dziecko miał stwierdzony autyzm.Żył we własnym świecie,ale
                    czasem reagował powiedzmy normalnie.Teraz jest dorosły i niby żyje
                    normalnie.Ma dziewczynę,prowdzi samochód i robi to co inni.Jednak
                    jest wyraźnie wyobncowany.potrafi przez 3godz.będąc w pokoju z
                    innymi ludźmi nie odezwać się ani słowem.Jego świat jest ograniczony
                    do pewnego stylu życia i kilku osób-reszta się nie liczy.Oczywiście
                    o pracy nie ma mowy.Jako dziecko potrafił godzinami siedzieć w
                    pokoju i nic go nie interesowało.Natomiast jego brat jest
                    zupełnie "normalny".
    • anik801 Re: chore dzieci 09.09.09, 18:59
      Nie pisałam o całej populacji rodziców i dzieci.Pisałam o tych,z
      którymi mam codzienny kontakt.Jest ogromna różnica w zachowaniu i
      oczekiwaniach.Rozumiem,że każdy chce dla dziecka wszystkiego naj!
      Jasne,że ja też.Tylko nie oczekuję,że nauczyciel będzie wyróżniał
      moje dziecko i rozpływał się nad nią!
      A jeśli chodzi o oczekiwania-rodzice chorych dzieci powinni mieć
      większe,ponieważ ich dzieci potrzebują pomocy przy niektórych
      czynnościach.To nie jest litość z mojej strony,że pomgam komuś kto
      sam nie jest w stanie czegoś zrobić.Pewnych dzieci nie można
      traktować tak samo jak zdrowych,bo jest to niewykonalne.Ci rodzice
      (dzieci chorych)nie są po prostu natarczywi.Niektóre matki(zdrowych
      pociech)oczekują,że będę miała w głowie na temat ich dziecka
      wszystko- najlepiej żebym prowadziła dziennik kiedy jadło,ile
      zjadło,ile razy sikało,ile piło itd.Nie rozumiem tego.Mam zdrowe
      dziecko i nie muszę wiedzieć ile razy robiło siku.Natomiast pewnie
      gdyby było chore i miało problemy z oddawanie moczu interesowałoby
      mnie to.I to ciągłe oczekiwanie pochwał.Za co mam pochwalić,że jest
      zdrowy i robi to samo co inne zdrowe dzieci?Dla zdrowego wykonanie
      ćwiczenia to tyle co nic,dla chorego to wielki wysiłek godny
      pochwalenia.I podkreślam,że piszę o rodzicach i dzieciach w swoim
      otoczeniu.I piszę o chorobach,które są trwałe(kalectwo,opóźnienie
      umysłowe itd.).Nie o jakiś tam chorobach,z którymi można w życiu
      dorosłym normalnie funkcjonować.Ja też jestem szpitalnym
      dzieckiem.Tzw.dzieckiem z problemami.Problemy pozostały,ale ja
      jestem zwyczajną osobą-mogłam się uczyć,założyć rodzinę,pracować itd.
      Tym dzieciom żadne leczenie już nie pomoże.Dlatego nie potrafię
      porównać tego typu chorób do bardziej "przyziemnych".Naprawdę czym
      jest wada nerki przy opóźnieniu umysłowym?Dla mojej mamy to też był
      koniec świata,gdy się dowiedziała że czeka mnie operacja.A potem co
      jakiś czas nowe choróbsko.W wieku 16lat miałam rentę inwalidzką.Moje
      wszystkie choroby były w środku-mój umysł i wygląd 100%normalnywinkI
      wolę wszystko to co mam niż jedną z tych chorób,które mają te dzieci.
      Jak na nie patrzę zastanawiam się,jak kiedyś będą żyły?I powiem
      Wam,że takich dzieci rodzi się naprawdę dużo.Nawet nie myślałam,że w
      tak małym środowisku(kilka wsi)jest tak dużo takich dzieci.I wtedy
      doceniam ten cud-moje dziecko jest ZDROWE.I z drugiej strony ten
      strach-czy drugie,które moszę w sobie będzie zdrowe?
      • verdana Re: chore dzieci 09.09.09, 19:20
        Hm.
        Ja tez oczekiwałam, ze nauczycielka pochwali moje dziecko. Nie
        bardzo wierzę, ze nie ma za co. Zdrowe dziecko tez potrzebuje
        pochwał, za to ze zrobiło coś, co jak najbardziej lezy w jego
        mozliwościach. Gdyby byly w otoczeniu zdrowych dzieci na pewno by je
        pochwalono za ładny rysunek, czy wykonanie szlaczka - a mnie wydaje
        się, choć może źle zrozumiałam, ze wobec tego, ze te dzieci
        mają "łatwiej" pochwały im się nie należą. Należą się dzieciom,
        ktore wkładają w to znacznie większy wysilek. A tego to ja już nie
        rozumiem - chciałabym, aby moje dziecko bylo chwalone, niezaleznie
        od tego, czy w grupie sa dzieci z problemami czy nie. I uwazam za
        słuszne pochwalenie dziecka , ktore bez wysiłku opanowalo
        ortografię, "ot tak", za dobrze napisane dyktando, mimo że moje
        dzieci nigdy w życiu nie napiszą dyktanda nawet na dwójkę.
        Oczywiscie, ze chore dzieci wymagaja zachęty, pomocy, wsparcia. Ale
        zdrowe dzieci nie powinny być traktowane "w odniesieni do chorych"
        tylko zwyczajnie - jak zdrowe dzieci, ktore nalezy chwalić za
        osiągniecia, ktore nie zawsze musza być okupione cięzkim trudem.
        • anik801 Re: chore dzieci 09.09.09, 19:56
          Dzieci chwalę i to często(zdrowe),ale nie uważam,że codzień powinnam
          wygłosić litanię pochwał do domagającej się mamusi.W tamtym roku na
          zebraniu była dość nieprzyjemna sytuacja.Pewna mamusia zapatrzona w
          swą córeczkę(najniegrzeczniejszą z resztą)domagała się publicznej
          pochwały swojej córki.Moja koleżanka,która akurat miała tą grupę
          ignorowała zapytnia tej mamy,bo w zasadzie o tej dziewczynce było
          bardzo trudno powiedzieć coś naprawdę dobrego.Natomiast inni rodzice
          mieli do tej dziewczynki(a raczej jej mamy)wiele pretensji,bo ich
          pociechy ciągle się na nią uskarżały.Mama nie dawała za wygraną "ale
          proszę powiedzieć jak moja...?"Nauczycielka mówi "porozmawiam z
          panią o ... po zebraniu".Mama nie odpuszcza "ale niech pani powie
          jak moja ..."Oczywiście widać było,że matka oczekujew
          publicznych "achów"i "ochów".W końcu nauczycielka nie wytrzymała i
          przy reszcie rodziców powiedziała prawdę o córce.Na to reszta
          rodziców"tak,mój też się skarży na...".Wyszło na to,że wszystkie
          dzieci w domu skarżyły się na tą dziewczynkę.Matka zrobiła się
          czerwona jak burak i obraziła się.Stwierdziła,że jej córka taka nie
          jest,że to jest kłamstwo i że inni się uwzięli.Czasem rodzice są tak
          zapatrzeni w dziecko,że tego zapatrzenia wręcz żądają od innych.Nie
          mogę chwalić dziecka co 5min.bo stanie się to zwyczajne i dziecko
          przestanie się starać.Pochwały są bardzo ważne,ale bez przesady.Mam
          chwalić na każdym kroku,ale broń Boże powiedzieć coś zlęgo,bo rodzic
          się obraża.To co mam pochwalić za to,że powiedział "spierda..."do
          kolegi?Po niektorych dzieciach widać,że są przyzwyczajone do pochwał
          co 5min.są utwierdzane w tym,że wszystko robią naj.A potem jest
          płacz,bo koledze coś wyszło lepiej,a przecież według mamusi to synek
          jest we wszystkim najlepszy.Wszystko musi mieć umiar-pochwały też.Ja
          też chwalę swoje dziecko,ale również pokazuje błędy.Nie wmawiam
          jej,że jest ideałem,bo ideałów nie ma.mnie osobiście denerwuje,gdy
          matka codzień domaga się mega zainteresowania.Gdybym każdej chciała
          opowiedzieć jak wspaniałe jest jej dziecko,co robiło,co jadło i ile
          razy siusiało to pewnie z pracy wychodziłabym o północywink Czy
          rzeczywiście zależy Wam na tym,by Wasze dzieci były codzień chwalone
          przez nauczyciela?Ja znam swoje dziecko i wiem na co ją stać,nie
          musi mnie w tym utwierdzać na każdym kroku nauczyciel.Mam też
          troszkę przesyt już tego.Wiem,że mam zdolne dziecko,bo słyszę to
          odkąd poszła do przedszkola.Trochę mnie śmieszą te przepowiednie
          klolejnych pań mających z nią kontakt "ona to daleko zajdzie,jest
          taka mądra".Nie musi "daleko" zachodzić-ma być po prostu szczęśliwa.
          Nie chcę by miała od początku przypiętą etykietkę "wzorowy
          uczeń".Czy nie uważacie,że takie dzieci wcale nie mają łatwiej?
          Wszyscy od nich oczekują,że będą najlepsi.Czy łatwo jest sprostać
          takim wymaganiom?A pote wielkie rozczarowania,bo jest czwórka
          zamiast piątki.Nie chcę nakładać na swoje dziecko takiego
          ciężaru.Nie musi być najlepsza.Niestety wyścig szczurów widać już w
          przedszkolu.
          • nati1011 Re: chore dzieci 09.09.09, 20:40
            wiesz Anik, tak czytam twoje posty i zastanawiam sie, czy te "twoje"
            zdrowe dzieci nie są przypadkiem bardziej nieszczęśliwe niz te
            chore. Czy to ich wina, ze mają takich rodziców? A zesputy egoista
            to gorzej niż najcieższe kalestwo sad
            • anik801 Re: chore dzieci 09.09.09, 20:55
              No niestety rodzice są jacy są.Nie twierdzę,że wszyscy(jest wielu
              naprawdę super rodziców ze zdrowym podejściem).I to nie tylko u mnie.
              Moja siostra pracuje w mieście w przedszkolu i jest to samo.Rodzice
              nie chcą widzieć wad swoich dzieci.To ja boję się zwrócić im
              uwagę,bo zaraz będzie,że się uwzięłam.Ale nie mogę tolerować pewnych
              zachowań.Poza tym,ja osobiście wolałabym żeby nauczyciel
              zasygnalizował mi to co jest złe,bo teraz można coś z tym jeszcze
              zrobić.A potem?Potem będzie za późno.Świat jest nastwiony na
              bezstresowe wychowanie.Co to znaczy?Bo moim zdaniem stresu nie da
              się uniknąć.Każde dziecko przeżywa stres w mniejszym lub większym
              stopniu.Życie to nie jest bajeczka,w której wszyscy żyją długo i
              szczęśliwie.Moja córka to nie królewna przed którą wszyscy mają
              padać na kolana!No niestety takich królewiczów jest masa.Matka
              przychodzi po synka i błaga żeby mogli iść do domu(przez 30min.)a
              synek ją totalnie lekceważy.No,ale według mamusi jest wspaniałym
              chłopcem,ktorego trzba pochwalić za to,że w ogóle raczył łaskawie
              odwrócić głowę w jej kierunku.I czasem się zastanawiam-może to ze
              mną jest coś nie tak,bo ja bym nie płaszczyła się przez 30min.przed
              dzieckiem.No,ale sporo mam tak robi(i jeszcze usłyszą wiązankę).
              • nati1011 Re: chore dzieci 09.09.09, 21:19
                ja z powoów wychowawczych zmieniłam szkołę. Bo własnie tam miałay
                miejsca podobne zdarzenia. Dzieci robiły co chciały, a rodzice i
                nauczyciele byli całkowicie bezradni. Teraz jest całkiem inaczej, a
                rodzice jakby "normalniejsi" wink W kazdym razie nie ma tam zachowań
                patologicznych wychowawczo. I ogromna w tym zasługa szkoły, która
                jasno określa granice.
                • anik801 nati 09.09.09, 21:33
                  Zeszło na tematy wychowawczewink Ktoś może mi zarzucić,że jestem
                  niedobra bo:nie chwalę co 5min.,nie prztulam co trochę,nie biorę na
                  kolana co chwila,wymagam kultury.Uważam,że już w przedszkolu trzeba
                  uczyć pewnych norm i zasad.Ja nie jestem od przytulania i całowania
                  (oczywiście jeśli jest taka potrzeba to przytulę).Dziecko w domu
                  może być pępkiem świata,ale w grupie rówieśników nim nie jest-
                  dlaczego niektórzy rodzice nie mogą tego zrozumieć?
                  • nati1011 Re: nati 10.09.09, 09:19
                    anik801 napisała:

                    Uważam,że już w przedszkolu trzeba
                    > uczyć pewnych norm i zasad.

                    Oczywisćie. Nie zamierzam oceniać twojej sytuacji. Odniosłam się do
                    swoich przeżyć smile

                    Ktoś może mi zarzucić,że jestem
                    > niedobra bo:nie chwalę co 5min.,nie prztulam co trochę,nie biorę
                    na
                    > kolana co chwila,wymagam kultury

                    nawet nie zamierzam. Wiem, ze współpraca na linii nauczyciel-rodzic
                    może być baaaaardzo trudna.

                    Właśnie wczora rozmawiałam z pania dyrektor w szkole córki. I ona
                    stwierdziła, ze cały sukces szkoły opiea się na dobrej współpracy z
                    rodzicami. Gdyby jej nie było, to wysiłki szkoły i tak poszłyby na
                    marne.
                    • tolka11 Re: nati 11.09.09, 16:45
                      Wracając do różnicowania: rodzice zdrowych - roszczeniowi, rodzice
                      niepełnosprawnych - sympatyczni. Nie zgadzam sie. Tak nie jest. I
                      wśród jednych i wśród drugich znajda się i tacy i tacy. Tez pracuję
                      z młodzieżą zdrową i niepełnosprawną i widzę takie postawy
                      rodzicielskie.
                      Ale co innego mnie zastanowilo: "dziękuje za zdrowe, mądre dziecko".
                      Jedno z moich dzieci jest niepełnosprawne. Jak to rzekła pewna
                      znajoma mama: nikt mi nie dał gwarancji, ze będzie zdrowe. I ja Bogu
                      za syna dziękuję. Widać tak być musi.
                      Nie rozpaczam, nie gdybam za mocno (no trochę czasem w chwilach
                      mocnej słabości, gdy znowu przegrywamy walkę). To mój syn. Jest
                      niepełnosprawny, mądry i wspaniały.
                      Jakoś nieskładnie mi to wszystko sie napisało.

    • rycerzowa Re: chore dzieci 11.09.09, 18:58
      Im większy człowiek ma problem, tym mniej mu do szczęścia potrzeba.
      • mamachlopca1 Re: chore dzieci 18.09.09, 20:32
        nie zapominajcie ze dziecko"chore" to nie tylko uposledzone, niepelnosprawne
        czyli takie gdzie rodzic marzy o przecietnosci a przez jego ulomnosc trudno to
        osiagnac.moje dziecko tez jest chore ale inaczej-ja przy jego bialaczce marze by
        zylo a nie wiem co mi kolejny dzien przyniesie.i u mnie juz na tym etapie
        choroba przewartosciowala wszystko.bo to, co bylo teoria-czyli ze to dar, ze nie
        wiadomo na ile itd stalo sie rzeczywistoscia.ale pomimo tego chce by mial
        wymagania stawiane jak zdrowe dziecko, by sie uczyl, by cos osiagal, by byl
        chwalony.i nie dlatego ze jest chory i naleza mu sie jakies fory bo ma lysa
        glowe i ledwo chodzi tylko dlatego ze zasluzyl.By jego choroba nie stala sie
        naszym bozkiem, by nie zaslonila jego jako malej istotki.ja nie mysle czy on
        bedzie profesorem-w ogole mnie to nie to interesuje.to za daleka przyszlosc.ale
        mysle by jako prawie 4-latek poznawal literki,piosenki i to, co inne przedszkolaki.
        ale prawda jest taka, ze przez jego chorobe "zwolnilismy",zyjemy inaczej-chyba
        lepiej.a poniewaz nie mozemy sie wciaz nikim spotykac to bardzo jestesmy
        skupieni na sobie, na wlasnych wieziach-zeby to zle nie zabrzmialo bo nie chodzi
        o egoizm ale o cieszenie sie wlasnym towarzystwem, o nie szukanie zapelniaczy
        czasu itp
        • verdana Re: chore dzieci 27.09.09, 11:11
          Z całego serca zyczę zdrowia Twojemu synkowi. I oczywiscie, ze
          powinien sie uczyć, zyć w miare jak zdrowe dziecko - i dlatego, ze
          jest dzieckiem, a nie tylko "chorym dzieckiem", ale tez dlatego, ze
          najprawdopodobniej to mu się przyda.
          Syn naszych przyjaciół (bialaczka w 6 roku zycia, nawrót+rak jądra w
          8), studiuje na jednym roku z moja córką. Zdrowy chop, potęzny,
          dobry student.
          • mamalgosia Re: chore dzieci 27.09.09, 18:32
            ja też życzę Wam zdrowia i wszystkiego dobrego. Podziwiam MamęChłopca
            • wiesia140 Re: chore dzieci 02.10.09, 22:45
              To może ja powiem tak. Czego nauczyła mnie choroba dzieci:
              a) trzeba doceniać wszystko to co się ma , bo można mieć gorzej
              b) choroba jest blisko nas , a nie gdzieś tam za górami, za lasami
              c) jestem niczym wobec Boga . Jego wola jest zawsze ważniejsza, ja
              muszę się z tym pogodzić
              d) nie wszystko musi być tak jakbym chciała
              e)dzieci się kocha za to , że są i ma to być miłość bezwarunkowa
              f) wszystko ma czas i miejsce
              g) u mnie nic nie jest za darmo o wszystko muszę walczyć
              h) to co dla rodziców zdrowych dzieci jest normalne i oczywiste, dla mnie takie
              nie jest
              i) ja jestem dla dziecka, a nie dziecko dla mnie, przez całe życie muszę mieć
              zdrowie i siłę, bo inaczej rodzina padnie.
              Dalsza rodzina uważa , że mnie się nic nie chce, a ja po prostu ie mam
              siły. jak potrzebujemy z mężem pomocy to by się najlepiej spakowali i
              na księżyc polecieli ( przepraszam dzisiaj mam doła , wiem , że nie
              powinnam jako chrześcijanka tak o nich pisać).

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka