22.01.10, 16:20
Posłużyłam dziś jako materiał badawczy do magisterium. Bardzo miła
studentka szukała (i z trudem znalazła) ateistów do badań,
potrzebnych jej do pracy magisterskiej. Jako, ze moi magistranci też
nękaja ludzi, ruszona współczuciem postanowilam pomóc i udzielic jej
odpowiedzi na pytania.
I ja byłam zaskoczona i ona. Bowiem okazało się, ze moja niewiara i
postawa z tym związana różniła się drastycznie od wszystkich
pozostałych. Jako jedyna nie mam podobno potrzeby racjonalnego
uzasadniania braku wiary, nie jest to dla mnie sprawą wazną życiowo,
nie zamierzam nikogo nawracać. Nie czuję się mniejszośćią wyznaniową
(choć we własnym domu jestem mniejszością...) ani tez wyobcowana ze
społeczeństwa. Nie miałam tez problemów z odpowiadaniem dzieciom na
pytania dotyczace śmierci. I nie uwazam, ze będąć w kosciele i nie
robiąc znaku krzyża demonstruję cokolwiek.
A juz najbardziej rozbawiło mnie, gdy studentka zapytała, jaki byłby
moj stosunek do tego, aby wyprawiono mi katolicki pogrzeb. Oprócz
tego, ze nie mam na taki pogrzeb żadnych szans, jest mi to obojętne,
bo jako osoba niewierzacą nie interesuję się szczególnie tym, co ze
mną zrobia po śmierci. Natomiast wizja ateistów, ktorzy mają jedyna
słuszną wizję własnego pogrzebu rozbawiła mnie do łez - czy zatem
nie jest jednak tak, ze i oni mają nadzieję , ze jednak po śmierci
będzie im na czymś jeszcze zależeć?
Obserwuj wątek
    • tolka11 Re: Ateiści 22.01.10, 16:39
      Szczerze mówiąc to, co zrobią z moim ciałem po śmierci jest mi
      całkowicie obojętne, mogę służyć jako obiekt naukowy jak długo się
      da.
      Wiesz, ja wyrosłam w rodzinie ateistycznej, demonstracyjnie
      ateistycznej. Ale na większość tych pytań, na które ty
      odpowiedziałaś moi rodzice odpowiedzieliby inaczej. Własnie
      demonstracyjnie, na pokaz.
      W sumie ciekawe dlaczego?
      • nati1011 Re: Ateiści 22.01.10, 16:47
        Ja bym zaczeła od pytania: czy dziś ateizm oznacza brak wiary (czyli
        w moim rozumieniu specyficzną neutralność) czy też jest wiarą w brak
        Boga ( a wtedy gatunkowo to już wiara a nie ateizm)?
      • magdalaena1977 Re: Ateiści 22.01.10, 18:40
        tolka11 napisała:

        > Szczerze mówiąc to, co zrobią z moim ciałem po śmierci jest mi
        > całkowicie obojętne, mogę służyć jako obiekt naukowy jak długo się
        > da.
        Mnie też. Interesuje mnie los duszy.
    • nati1011 Re: Ateiści 22.01.10, 16:47
      Dla mnie to nie tyle śmieszne co mało logiczne, skor nie ma nic po
      śmierci, to co za różnica z tym pogrzebem?
      • verdana Re: Ateiści 22.01.10, 16:55
        No właśnie... Dla mnie o tyle śmieszne, ze oznacza jednak
        nieuswiadomioną wiarę, ze to co po smierci będzie dla mówiacego
        wazne.
        No i dla mnie jest oczywiste, ze zarówno wiara jak i ateizm są formą
        wiarysmileMoże tylko wątpiacy rzeczywiscie w nic nie wierzą?
        • andrzej585858 Re: Ateiści 22.01.10, 17:44
          verdana napisała:


          > No i dla mnie jest oczywiste, ze zarówno wiara jak i ateizm są formą
          > wiarysmileMoże tylko wątpiacy rzeczywiscie w nic nie wierzą?

          Wspaniale napisane!! Zwłaszcza tytułowy post i jakze zgodny w pewien sposób z
          tym co mozna znależć w nauczaniu Kościoła choćby brzmiało to w sposób
          obrazoburczy dla niektórych.
          Szkoda że tak mało jest prawdziwych ateistów - chciałoby się az westchnąć.
      • sion2 Re: Ateiści 22.01.10, 17:03
        Verdano smile. jestes wyjatkiem, naprawde tego nie widzisz? Jestes
        normalna a tego w dzisiejszym swiecie brakuje jak na lekarstwo.
        Przypomniala mi sie tutaj sytuacja gdy Bronislawa Geremka zapytano
        zagranica z lękiem, że jak on sobie radzi w antysemickiej Polsce?
        Na co on rozbawiony zaczal wyliczac wszystkie wazne stanowiska na
        jakie powolali go podobno antysemiccy Polacy, że nigdy nie doznal
        żadnych przesladowan i ze wlasciwie o co chodzi rozmowcy?

        Rasowych, prawdziwych ateistow jest jak na lekarstwo. Przewazają
        antykleryklani oszołomi. Najbardziej uciskana grupa spoleczna są
        (podobno), wszędzie tylko czarne macki a kosciol to na kazdym rogu
        kradnie, gwałci, oszukuje i poniewiera. Takie opinie przewazaja
        wsrod "ateistow".

        Ciekawa jestem czy owa studentka, gdy jakis jej rozmowca zaczynal
        sie uzalac ze jest przesladowany i uciskany przez fundamentalistow
        religijnych - spytala o konkretna sytuacje z zycia osobistego
        ciemiężonego ateisty. Bo to że jest moda na narzekanie, że ludzie
        nie mysla samodzielnie ale powtarzaja to co jest cool a cool jest
        byc ciemięzonym ateista - to wiadomo. Gorzej gdy konkretow trzeba.
        Nie mowiac juz o braku znajomosci pojecia "fundamentalizm
        religijny".
        Po prostu Verdano jestes nieliczną myslaca samodzielnie ateistką.
        • verdana Re: Ateiści 22.01.10, 17:12
          Ale wiesz - ja się obracam niemal wyłacznie w kregu albo bardzo
          wierzacych, albo takich samych ateistów jak ja. w dzieciństwie -
          słowo! - zaskoczeniem dla mnie był fakrt, ze sa osoby wierzace,
          żaden ze znajomych rodziców nie był... I to w ogóle nie był problem,
          na nikogo nie napadano, z niczym nie walczono. Rodziny byly
          niewierzące i tyle. Nie czuję się więć żadnym wyjątkiem.
          Antysemityzmu też nie czuję - prawie. Bp jednak w zeszłym roku
          zwymyslano i próbowano pobić moja córkę, która wychodziła z wykladu
          Grossa. I to niestety nie skini, a panie stojące pod znakiem krzyza.
          Co nie oznacza przecież, ze wierzacy sa antysemitami, tyle, ze wśród
          wierzacych bywają, jak wszedzie, agresywni kretyni.
          • magdalaena1977 Re: Ateiści 22.01.10, 18:39
            verdana napisała:

            > Ale wiesz - ja się obracam niemal wyłacznie w kregu albo bardzo
            > wierzacych, albo takich samych ateistów jak ja. w dzieciństwie -
            > słowo! - zaskoczeniem dla mnie był fakrt, ze sa osoby wierzace,
            > żaden ze znajomych rodziców nie był...
            Dla mnie zaskoczeniem było, że naprawdę są ludzie, którzy nie chodzą do
            kościoła, zwłaszcza, że kilka takich osób w otoczeniu moich rodziców się
            znalazło i w ogóle nie było tego po nich widać wink

            Zresztą mam wrażenie, że taki prawdziwy ateista znacznie lepiej akceptuje
            wierzącego katolika niż antyklerykał oszołom. Bo ważna jest konsenwencja postaw.
            • ula27121 Re: Ateiści 22.01.10, 19:20
              magdalaena1977 napisała:
              >
              > Zresztą mam wrażenie, że taki prawdziwy ateista znacznie lepiej akceptuje
              > wierzącego katolika niż antyklerykał oszołom

              Ostatnio miałam dokładnie taką samą refleksję. Mam dwie przyjaciółki (i o dwóch
              dziewczynach słyszałam), które związały się z mężczyznami innej narodowości.
              Ateistami pełną gębą - Duńczyk, Francuz i dwóch Niemców. I byłam zaskoczona z
              jaką normalnością przyjęli Ci mężczyźni ich zasady dotyczące czystości przed
              małżeńskiej. Wszystkie odpowiadały, że było to bezdyskusyjne. W swoim otoczeniu
              słyszałam tylko krytyczne uwagi pod adresem tego typu przekonań, decyzji.Dwie są
              już po ślubie dwie czekają- jedna z nich może wiosnąsmile
          • sion2 Re: Ateiści 23.01.10, 15:58
            Jesli to były starsze panie to nie uwierzę że faktycznie chciały
            fizycznie pobic smile. No, ale poziom powiedzialabym - zwierzecej -
            agresji wsrod kołek okołoradiomaryjnych jest straszny sad. I poziom
            nieobiektywnosci także. I ten znak krzyza jako sztandar... brrr.

            Co do samego Grossa nie zgodze się że konkretnie on reprezentuje
            postawę naukową i nie mija sie z prawdą. Akurat mialam jakies ok 3
            lata temu korekty publikacji naukowych prawdziwie (tzn z
            korzystaniem z obiektywnych zrodel historycznych), obalajacych
            bajeczki pana Grossa.

            Oczywiscie nie zmiena to faktu że pogromy Zydów istniały i
            przesladowania także w Polsce, niestety sad.
            • verdana Re: Ateiści 23.01.10, 17:03
              Starsze - znaczy sie w moim wieku mniej-więcej. I chciały,
              niestety...
              Gross nie tyle mija się z prawdą, ile wybiera z prawdy tylko to, co
              mu pasuje. Z rzetelnoscią ma to niewiele wspólnego, ja bym jego
              dzieła zaliczyła raczej do nurtu dziennikarstwa śledczego.
              Niestety, "bajeczek" Grossa rzetelni historycy nie obalają - w
              związku z tym, ze jestem akurat specjalistą od tego tematu, w
              środowisku powaznych historyków panuje pełna zgoda - oprocz
              szczegółów (np. ilosci osób, ktore zginęły w Jedwabnem) poza tym
              fakty są jak najbardziej prawdziwe.
              Część adwersarzy Grossa, np Szarota to rzetelni historycy, inni
              niestety jak Chodakiewicz - nie.
              Ps. Jesli chcesz, mogę Ci podesłac moją recenzję z Grossa i
              Chiodakiewicza, niegdyś opublikowana w "Przegladzie Historycznym".
    • maika7 Re: Ateiści 22.01.10, 16:54
      > Posłużyłam dziś jako materiał badawczy do magisterium. Bardzo miła
      > studentka szukała (i z trudem znalazła) ateistów do badań,
      > potrzebnych jej do pracy magisterskiej. Jako, ze moi magistranci też
      > nękaja ludzi, ruszona współczuciem postanowilam pomóc i udzielic jej
      > odpowiedzi na pytania.

      A szukała tylko takich, z którymi mogła rozmawiać twarzą w twarz czy
      "korespondencyjni" też się nadawali?
      M.
      • verdana Re: Ateiści 22.01.10, 16:56
        Tylko twarza w twarz, niestety..
    • sulla Re: Ateiści 22.01.10, 21:16
      Takim ateistą był moja tata i taka ateistką byłam swojego czasu ja. Ja się nigdy
      nie czułam dyskryminowana, nie czułam się mniejszością, a ateizm do tej pory
      pojmuję jako wiarę w to, ze Boga nie ma. (no bo ja się nie wie, to można tylko
      wierzyć, i to jakby jest zasadne dla obu światopoglądów moim zdaniem). Zdarzały
      mi się owszem przykre sytuacje, ale nie były to sytuacje "systemowe", jeno
      jednostkowe. Teraz też mi się zdarzają przykre jednostkowe sytuacje. Taki lajf.
      I znam też kilku takich ateistów, którzy w podobny sposób podchodzą do swojego
      ateizmu.
      I znam też takich, co prowadzą krucjaty pod hasłem " z religii więc ej jest
      złego niż dobrego i o tym trzeba mówić głośno". Ale rękę mi podają na powitanie,
      o dziwo ;p
    • 11.jula Re: Ateiści 23.01.10, 12:08
      Verdano, może teraz jest okazja żeby się Ciebie zapytać. Zawsze mnie
      ciekawiło czemu jako ateistka piszesz na forum o wierze. Z reguły
      ateiści na sam dźwięk wiara reagują agresywnie, ty faktycznie jesteś
      inna, bo ja dopiero całkiem niedawno doczytałam że jesteś
      niewierząca i byłam bardzo zaskoczona, bo jakoś nie wyróżniałaś się
      nigdy "innością" poglądów.
      • verdana Re: Ateiści 23.01.10, 12:14
        Bo ja mam dziwna sytuacjęsmile Ja jestem niewierząca, mąż tak - i moje
        dzieci były (są) wychowywane w wierze. Tzn. mąż je tak wychowuje, a
        ja zgodnie z tym, co podpisałam przy zawieraniu małżenstwa, staram
        się nie przeszkadzać. Co jest oczywiscie niemożliwe tak do końca, bo
        kłamać na temat swoich pogladów także nie będę.
        Tak więc problem wychowania w wierze bardzo mnie interesuje.
        No i czytajac ta dyskusję zastanawiam się, czy nie jest jednak tak,
        ze negatywnie do wiary nastawieni są głównie ci, ktorzy kiedyś
        wierzyli. Z wielu względów - bo cos ich rozczarowało, bo muszą sobie
        uzasadnić zmianę poglądów, bo sami nie do konca są przekonani... Ci,
        co nie wierza bezrefleksyjnie, bo tak zostali wychowani, nie mają
        powodu byc agresywni.
        • atama Re: Ateiści 23.01.10, 14:23
          Nie znam chyba żadnego prawdziwego ateisty. Mnóstwo antyklerykałów,
          ale ateisty - nie.
          Trudno mi się więc wypowiadać, ale intuicyjnie wyczuwam, że ci
          walczący chyba są gdzieś poranieni, rozczarowani. Że kiedyś w
          Kościele byli i stało się coś na tyle niedobrego, że ich zawód
          znajduje teraz ujście w "nawracaniu" więrzących z tej "zbiorowej
          nerwicy natręctw".
          • verdana Re: Ateiści 23.01.10, 14:55
            No, mnie znaszsmile Wirtualnie wprawdzie, ale jednaksmile
            • atama Re: Ateiści 23.01.10, 16:10
              smile)))
        • sion2 Re: Ateiści 23.01.10, 16:11
          Zgadzam sie z twoim odczuciem Verdano. Z mojego doswiadczenia
          zyciowego oceniam że jakies 90% tzw ateistów to byli wierzacy, w
          Polsce najczesciej katolicy ale nie jest to norma dla calego
          swiata, którzy wychowywani byli nie w wierze pojmowanej jako
          osobista relacja z Bogiem, poszukiwanie Go, rozwaznie Pisma itd a
          w "tradycji chodzenia co niedziela do kosciola i wyprawienia
          hucznej I Komunii". Tacy jak tracą wiarę dziecka, najczesciej stają
          sie niewierzacy calkiem a poniewaz jednak okreslony styl byl im
          mocno wpajany, maja nieuswiadomione wyrzuty sumienia że porzucili
          wiare wiec musza nieustannie sobie udowadniac ze wierzacy to
          gatunek bezmozgowcow, glupców a kosciol na kazdym rogu kradnie,
          hanbbi, gwalci i poniewiera. Ba, znam takich co dzien w pracy
          zaczynaja od przeszukania netu gdzie jaki ksiadz co zlego popelnił
          aby tryumfalnie miec nastepna cegielke do gmachu swej ignoracji.
          Uwazam tez że wiekszosc katolikow którzy zmienili wyznanie na
          niekatolickie, także porzucala wiare, której w ogóle nie znała, w
          która sie nie wgłebiła ani nie skosztowała jej dojrzale i nie
          polega to bynajmniej na czytaniu Katechizmu Katolickiego.
          Oczywiscie *nie jest* to reguła ale kiedys duzo czytalam wydawnictw
          niekatolickich, stron www i jedna za druga prezentowaly nieprawdy o
          wyznaniu katolickim.
          Chciałam jednak podkreslic ze nie piszę tego do nikogo z tego forum
          personalnie, takich ludzi juz u nas nie ma. Po prostu takie mam
          obserwacje.

          Mysle ze wynika to wszystko z tego że trudno uczciwie tzn zarowno z
          przekonaniem osobistym na 100%, jak i postawa pelna szacunku wobec
          drugich, wierzyc/nie wierzyc/zmieniac wiare. Jesli ktos jest do
          najglebszych pokladow swej swiadomosci przekonany że dobrze uczynił
          zmieniajac wiare bądz porzucajac ją - nie odczuwa potrzeby
          dyskredytowania ciaglego tych, którzy dokonali innego wyboru. Nie
          musi sobie nic udowadniac w rodzaju "o masz, ale ci to głupcy,
          bezboznicy są, kolejna afera, a kto to slyszal zeby... ufff na
          szczęscie ja jestem oswiecony" itd. Ot, meandry ludzkiej psychiki.
        • maika7 Re: Ateiści 23.01.10, 16:43
          verdana napisała:

          > No i czytajac ta dyskusję zastanawiam się, czy nie jest jednak tak,
          > ze negatywnie do wiary nastawieni są głównie ci, ktorzy kiedyś
          > wierzyli. Z wielu względów - bo cos ich rozczarowało, bo muszą sobie
          > uzasadnić zmianę poglądów, bo sami nie do konca są przekonani... Ci,
          > co nie wierza bezrefleksyjnie, bo tak zostali wychowani, nie mają
          > powodu byc agresywni.

          Ja się wywodzę z wierzących.
          Agresja chyba nie ma związku z tym czy się było wierzącym kiedys czy nie. Według
          mnie ma natomiast związek z naszym osobistym stosunkiem do drugiego człowieka.

          smile
          M.
      • maika7 Re: Ateiści 23.01.10, 16:49
        11.jula napisała:

        > Verdano, może teraz jest okazja żeby się Ciebie zapytać. Zawsze mnie
        > ciekawiło czemu jako ateistka piszesz na forum o wierze. Z reguły
        > ateiści na sam dźwięk wiara reagują agresywnie, ty faktycznie jesteś
        > inna, bo ja dopiero całkiem niedawno doczytałam że jesteś
        > niewierząca i byłam bardzo zaskoczona, bo jakoś nie wyróżniałaś się
        > nigdy "innością" poglądów.


        Pozwole sobie i ja na odpowiedź na to pytanie wink
        Żyjemy w narodzie przesiąkniętym kulturą chrześcijańską. Na co dzień stykamy się
        z wierzącymi - częśc naszych rodzin to ludzie wierzący, koledzy, kolezanki,
        nasze, naszych dzieci, przyjaciele. Łatwiej się wzajemnie zrozumieć rozmawiając
        o tym co nas łączy a co dzieli. To forum pozwala na "dotykanie innego punktu
        widzenia tej samej rzeczy".

        smile
        M.
    • anik801 pogrzeb;) 23.01.10, 15:22
      Przyjaciółce mojej mamy zależy na tym,żeby jej na pogrzebie na
      trąbce zagraliwinkPonieważ jest o 20lat starsza od mojej mamy to
      zostawiła jej wszelkie instrukcje-ma być z pompąwinkto ma być
      ceremonia na miarę "Mody na sukces".Jak widać każdemu na czymś
      zależywink
    • otryt Obraz Boga u ateisty 24.01.10, 03:23
      Byłem wczoraj na na niezwykle pasjonującym wykładzie "Czy psychologia zagraża
      wierze?". Wykładowcą był o. Tomasz Gaj - dominikanin, ksiądz, terapeuta, psycholog.

      Zaczęło się od Freuda, że jego tezy krytyczne wobec religii, są słuszne, ale
      jedynie wobec niedojrzałej religijności.

      A skończyło się na obrazie Boga, jaki każdy z nas nosi w sobie. W kulturze
      europejskiej, w jakiej żyjemy, taki obraz Boga mają nawet...ateiści, bo wszystko
      jest przesiąknięte kulturą chrześcijańską od wielu wieków. Zastanawiam się, w
      jaki sposób ewoluował mój obraz Boga. Zastanawiam się także, jaki on może być u
      ateisty? I nic nie mogę wymyślić...

      Nie pytam Cię Verdano, o Twój obraz Boga, który niewątpliwie w sobie masz. To
      jest zbyt osobiste pytanie. Chciałbym jednak zapytać, czy młoda ankieterka
      pytała o obraz Boga? Czy w ogóle przyszło jej do głowy takie pytanie?

      Dobranocsmile
      • verdana Re: Obraz Boga u ateisty 24.01.10, 13:40
        Nie, nie pytała.
        Weź jednak pod uwagę, ze ja wywodzę się z rodziny o
        niechrześcijańskich korzeniach. I nawykach. Ze zdumieniem
        przekonałam się kiedyś, że odruch, jaki ma moja matka i który we
        mnie wpoiła (nie można przejść obojetnie, jesli na ziemi leży coś, o
        co przechodzień może się potknąć, trzeba to przesunąć, albo
        wyrzucić) nie jest po prostu ot, takim sobie wyrazem dobrej woli,
        ale nakazem religii żydowskiej. Matka tez nie miała o tym pojęcia,
        bo była wychowywana w ateistycznej rodzinie. A jednak cos
        przetrwało. Podejrzewam, ze i w obrazie Boga.
        Ale jest oczywiste, ze niewierzacy nie wierzą w konkretnego Boga -
        zupełnie inaczej nie wierzy się w bostwa greckie...
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka