verdana
22.01.10, 16:20
Posłużyłam dziś jako materiał badawczy do magisterium. Bardzo miła
studentka szukała (i z trudem znalazła) ateistów do badań,
potrzebnych jej do pracy magisterskiej. Jako, ze moi magistranci też
nękaja ludzi, ruszona współczuciem postanowilam pomóc i udzielic jej
odpowiedzi na pytania.
I ja byłam zaskoczona i ona. Bowiem okazało się, ze moja niewiara i
postawa z tym związana różniła się drastycznie od wszystkich
pozostałych. Jako jedyna nie mam podobno potrzeby racjonalnego
uzasadniania braku wiary, nie jest to dla mnie sprawą wazną życiowo,
nie zamierzam nikogo nawracać. Nie czuję się mniejszośćią wyznaniową
(choć we własnym domu jestem mniejszością...) ani tez wyobcowana ze
społeczeństwa. Nie miałam tez problemów z odpowiadaniem dzieciom na
pytania dotyczace śmierci. I nie uwazam, ze będąć w kosciele i nie
robiąc znaku krzyża demonstruję cokolwiek.
A juz najbardziej rozbawiło mnie, gdy studentka zapytała, jaki byłby
moj stosunek do tego, aby wyprawiono mi katolicki pogrzeb. Oprócz
tego, ze nie mam na taki pogrzeb żadnych szans, jest mi to obojętne,
bo jako osoba niewierzacą nie interesuję się szczególnie tym, co ze
mną zrobia po śmierci. Natomiast wizja ateistów, ktorzy mają jedyna
słuszną wizję własnego pogrzebu rozbawiła mnie do łez - czy zatem
nie jest jednak tak, ze i oni mają nadzieję , ze jednak po śmierci
będzie im na czymś jeszcze zależeć?