andrzej585858
30.03.10, 20:14
Przeglądając, świetną zresztą, książkę Ryszarda Przybylskiego "Pustelnicy i
demony" znalazłem taki oto fragment w którym opisana jest scena wizyty św.
Antoniego u św. Pawła pierwszego mnicha. Otóż, Antoni nie zastaje już
żyjącego św. Pawła. Pozostawił on swojemu następcy dar - tunikę z liści
palmowych którą nosił.
"Ta tunika, której po wyrzuceniu nikt by nie tylko przez trzy dni, lecz i
przez trzy lata nie dotknął, ... potraktował nasz abba jako ostatnie słowo
starca, do którego wędrował po prawdę. Ostatnio słowo, którego już nie
usłyszał. Znak, którego Paweł nie chciał wziąść ze sobą do grobu...
Nigdy nie dowiemy się, co myślał o tym znaku, kiedy w uroczyste dni Paschy i
Zesłania Ducha Świętego przyodziewał później biedną tunikę Pawła. Odkrytą moc
królewskiego gestu Wielkiego Pustelnika ukrył głęboko w swoim milczeniu.
Podobnie jak Paweł, przekazał potomności gest. Ale szacunek, jakim otaczał
Antoni tą pustelniczą szmatę, świadczy o tym, że ta tunika z palmowych liści
stała się uwierzytelnieniem prawa do głoszenia słowa, które wydarte zostało
jedynie z własnego doświadczenia. Z własnego milczenia. Wszystkie inne słowa
były jak plewy. "Pustych słów nie wymawiaj i nie słuchaj człowieka, który
wymawia puste słowa, abyś nie zapieczętował nimi własnej duszy" - mawiał
Antoni. Nie wolno przekazywać bliźniemu słowa niewiarygodnego, nie wydartego z
twojej własnej mowy wewnętrznej. Jeśli twoje milczenie nie jest mądre, to i
twoja mowa zewnętrzna będzie pusta. "Słowa najmądrzejszych ojców naszych -
mawiał św. Antoni - były rozumne i bardzo mądre, bo takie było ich milczenie".
Godny pogardy jest człowiek, który obraca cudzymi słowami, ponieważ, nie
sprawdzone we własnym życiu,w jego ustach mogą tylko spostponować prawdę, jaką
głoszą. Tylko słowa wydarte z myślącego ciała, które przeszło próby
"przepisane" przez kondycję ludzką, są wiarygodne. Tylko takimi słowami możesz
rozmawiać z bliźnim. "pewien brat odwiedził kiedyś abba Teodora i przez trzy
dni prosił go o słowo, ale on mu nic nie powiedział, aż wreszcie odszedł
smutny. Uczeń starca zapytał: <Abba, czemu to nic mu nie powiedziałeś i
odszedł smutny?> Odrzekł mu starzec: <Zaiste, dlatego z nim nie mówiłem, że to
handlarz; chce się potem popisywać cudzymi słowami>".
Handlarze słowami przekształcają mowę zewnętrzną, która spaja wspólnotę, w
niewyczerpane źródło chaosu, ponieważ wszelkie poznanie staje się wówczas
pozorne, a wszelka informacja - niewiarygodna. Nie wolno ci handlować nawet
mądrością Pisma.
"Abba Ammun z Raithu zwrócił się do abba Sisoesa mowiąc: <Kiedy czytam Pismo,
mam ochotę przyswajać sobie piękne zwroty, żeby móc nimi odpowiadać na
pytania>. Starzec odpowiedział: <Nie potrzeba. Raczej przez czystość myśli
zdobywaj sobie spokój i właściwe słowa>".
Nawet mądrość Pisma trzeba uwierzytelnić własnym doświadczeniem. Nic nie
zostało ci objawione, jeśli Pismo nie przekształciło twego milczenia w piec
ognisty.
Przypuszczam, że na tym właśnie polega odpowiedzialność za słowo. W
permanentny kryzys duchowy, który trwa nieustannie od wielu stuleci, człowiek
cywilizacji chrześcijańskiej wpadł właśnie wskutek tego, że ciągle źle czyta i
ciągle źle mówi. Wartość mowy zewnętrznej zależy od jakości milczenia. Jaki
jesteś w celi myślącego ciała, tak tez jesteś, kiedy otwierasz usta na rynku
do swych współobywateli".
Na mnie powyższy tekst zrobił wielkie wrażenie. Jeżeli to co mówimy
zewnętrznie nie wypływa z naszego wnętrza - to tylko handlujemy słowem,
kompletnie nie znając jego znaczenia.
Jakie jest nasze milczenie - takie też są nasze słowa.
Chyba muszę się zastanowić - jakie jest moje milczenie?