verdana
04.10.10, 11:23
... czyli o bierzmowaniu po raz kolejny.
Piszę, bo szlag mnie trafił. W tym roku moj najmlodszy ma przystąpic do bierzmowania. I jak nigdy - po raz pierwszy w życiu wyraziłam swój sprzeciw. Tzn. nie tyle moze sprzeciw, co powiedziałam Mlodemu, ze nie musi.
Bo zajęcia są w dzień powszedni, po poludniu. 1/4 grupy w tym terminie nie moze. Ksiądz, nie powiem, życzliwy i rozumiejący sytuację. Tylko nic nie robi - miał na kolejnych zajeciach podać propozycie (na przyklad przesunięcie zajęć na póżniejszy termin) - nie podał. Potem miał zadzwonić do tych, co nie moga i powiedzieć, co mają robić - nie dzwoni. Innego terminu nie ma - zastanawiam sie, jak naprawdę duża parafia (chyba ze 40 osób do bierzmowania), może po prostu uznać, ze wszyscy mają byc wolni konkretnego dnia i nie dać kilku terminów do wyboru. Gdy do bierzmowania przystępowali starsi, zajęcia były w niedzielę, raz na trzy tygodnie chyba - bez problemu.
Ale to nie najistotniejsze - najistotniejsze są podpisy. Mlodzieć dostala listę , na jakie masz ma chodzić (b.dużo w dni powszednie), no i co zrozumiałe, ma chodzić w niedziele - i za każdym razem ma dostawać podpis. I tu trafił mnie szlag. Jeśli KK uznaje, ze do bierzmowania przystępują wyłacznie kłamcy i oszuści, niech albo mlodzież wychowuje, albo zrezygnuje - a nie zaczyna katechizację od tego, ze zaklada głębszą nieuczciwość. W dodatku na mszę mlodzież idzie nie aby się modlic, tylko po popdpis. Bo najlepiej przezyta msza w kościele poza parafią się nie liczy, no chyba, ze uda sie po mszy znaleźć obcego księdza i uzyskać potwierdzenie.
Czego zatem uczy się mlodzież - ze ważna masza to ta, gdzie uzyskało się podpis. Niechodzacy regularnie zaiste nie nauczą się, ze warto chodzić i tak. Chodzacy regularnie dostali szału i raczej to ich zniechęci, niż zachęci.
No, zła jestem. Zła za takie traktowanie mlodzieży.