Dodaj do ulubionych

Jedność Małżonków

18.10.10, 15:33
Jak daleko sięga?

Moim zdaniem, Małżonkowie, mimo złożonych sobie nawzajem przysiąg, mimo tego, że stają się "jednym ciałem" - pozostają nadal dwiema odrębnymi osobami.

W związku z tym, bez Jego wyraźnej zgody:
- jeden nie czyta korespondencji Drugiego - zarówno wychodzącej, jak i przychodzącej;
- jeden nie zagląda do: kalendarzyka z adresami albo też dziennika prowadzonego przez Współmałżonka;
- jeden nie przegląda SMS-ów w komórce Drugiego;
- nie odpowiada się samodzielnie na list adresowany tylko i wyłącznie do Współmałżonka, a jeśli Oboje decydują się odpowiadać wspólnie - to powinni Oboje podpisać się pod listem.

Mnie te sprawy wydawały się zawsze oczywiste.
A jakie jest Wasze zdanie?

Obserwuj wątek
    • brucha Re: Jedność Małżonków 18.10.10, 17:46
      > Mnie te sprawy wydawały się zawsze oczywiste.
      > A jakie jest Wasze zdanie?

      no mnie też...
      skąd w ogóle pomysł, żeby mogło być inaczej?

      • verdana Re: Jedność Małżonków 18.10.10, 17:55
        No oczywiscie. Jedność nie oznacza, ze nie można mieć wlasnych, prywatnych spraw, że wolno czytać korespondencję czy sprawdzać, jakie strony przegląda małżonek w internecie.
        dla mnie to oczywista oczywistość.
        • otryt Re: Jedność Małżonków 18.10.10, 18:18
          Zgadzam się z przedmówcami.
        • skrzynka-3 Re: Jedność Małżonków 18.10.10, 18:19

          Dla mnie /nas to tez oczywista oczywistosc wink.

          Aczkolwiek u nas czasem sie zdarza, ze prosimy sie nawzajem o sprawdzenie poczty jak ktores z nas czeka na konkretny wazny mail a akurat jest zajete i bywa, ze na prosbe ta druga osoba czyta glosno sms, ktory przyszedl (np. w czasie prowadzenia samochodu). Ale oboje robimy to tylko na wyrazne upowaznienie tej drugiej strony.

          Dzieciom tak samo nie czytam poczty, sms, notatek, pamietnikow itp.
      • mary_ann Re: Jedność Małżonków 18.10.10, 18:16
        brucha napisała:


        > no mnie też...
        > skąd w ogóle pomysł, żeby mogło być inaczej?
        >

        No dokładnie...
    • luccio1 Re: Jedność Małżonków 18.10.10, 22:11
      Dziękuję.

      Wasze odpowiedzi upewniły mnie w tym, że jestem normalny i rozumuję prawidłowo.

      (Pytałem pod wpływem własnego niedawnego doświadczenia - z lata tego roku:
      próbując zadzierzgnąć na nowo zerwaną nie przeze mnie przyjaźń, napisałem do Pani Domu list-relację: co robię etc., dołączając moją najnowszą publikację - tak, jak to robiłem przez lata poprzednio;
      publikacja wróciła z "pismem przewodnim" Pana Domu - wykluczającym mnie ponownie i ostatecznie z kręgu przyjaciół i nawet znajomych;
      dodam, że chodzi o dwoje ludzi w wieku 80+).
      • aka21 Re: Jedność Małżonków 19.10.10, 15:54
        Wiesz, jeśli chodzi o to co Ciebie spotkało, to możesz niestety sytuację oceniać niesprawiedliwie niestety. Napiszę jak ja to widzęsmile. Jak ja dostałabym taki list to z pewnością pokazałabym go mężowi (bo jesteśmy jednością), a przynajmniej o nim opowiedziała jeśli sam nie chciałby czytać. Jeżeli on z jakiegoś powodu ciebie nie akceptuje i nie może zaakceptować Twojej przyjaźni ze swoja żoną to mógł ją poprosić o zerwanie tej relacji lub zaproponować, ze jezeli dla niej jest to zbyt trudne to, ze on to zrobi i za przyzwoleniem zony to zrobił. Inny scenariusz jest taki, ze Twoja relacja z tą panią jednak jakoś negatywnie odbijała się na ich relacji i warto, dla ich dobra to zostawić. I o to "postarał się" jej mąż.

        Dla mnie to też normalne, ze nie sprawdzam męża, ale tez nie mam nic do ukrycia. To dla mnie też uczciwośc małzeńska którą ślubowałam. Wyznaję jednak zasadę, ze wszystko co moze burzyć nasza jedność małżeńską odsuwamy (i nie chodzi o to by nie mieć swoich znajomych, ale maja być oni tacy, którzy sa dla mnie zaakceptowani przez męża (choć niekoniecznie przez niego lubiani). Nasze małżeństwo jest jednak na pierwszym miejscusmile
        • luccio1 Re: Jedność Małżonków 19.10.10, 18:35
          Tak mogło być.

          Gdyby mi to wszystko powiedział, czy napisał spokojnie i rzeczowo...

          I gdyby przy tym nie deprecjonował mojej pracy - odsyłając moje publikacje
          (istotnie - praca i sukcesy w niej to jest to jedyne, czym mogę się chlubić; zatem uderzył najcelniej, jak mógł).
          • aka21 Re: Jedność Małżonków 20.10.10, 14:33
            Wiesz, może go poniosło, może wcześniej dawał sygnały bardziej delikatne, które Ty zbagatelizowałeś? Nie wiem. Wiem natomiast, ze miłość może być równie żywa w wieku ponad 80 jak w wieku 18l. Z tym, że przeżywszy z drugą osobą te dziesiątki wie się co można stracić i wcale tu nie musi być mowy o klasycznej zdradzie, może np. chodzić o emocjonalne związanie z drugą osobą bardziej jak z mężem, czy własnymi dziećmi. Co więcej, ta kobieta mogła się tak wiązać całkiem nieświadomie, a on z zewnątrz to widział i to go bolało.
            A co do pracy.... zastanów się czy to jest jedyne czym możesz się w życiu chlubić? Myślę, że tak źle nie jestwink
            • sunday Re: Jedność Małżonków 20.10.10, 16:50
              > Wiesz, może go poniosło, może wcześniej dawał sygnały bardziej delikatne,
              > które Ty zbagatelizowałeś? [...], może np. chodzić o emocjonalne związanie
              > z drugą osobą bardziej jak z mężem, czy własnymi dziećmi. Co więcej, ta
              > kobieta mogła się tak wiązać całkiem nieświadomie, a on z zewnątrz to widział
              > i to go bolało.

              To może być prawdopodobne, przynajmniej w świetle tego, co Luccio pisał o - prawdopodobnie - tej relacji w innym wątku.

      • skrzynka-3 Re: Jedność Małżonków 20.10.10, 21:51

        Luccio zaraz ale Ty w pierwszym poscie pytales o cos troche innego. Wiec tak: nie czytam korespodencji meza a on mojej - BEZ WIEDZY I ZGODY. Ale taki list z cala pewoscia pokazalabym mezowi i wspolnie ustalilibysmy odpowiedz. Nie wykluczam tez sytuacji, w ktorej poprosilabym zeby to maz napisal odpowiedz. Bo to jednak cos co dotyczy ich razem jako malzenstwa (hmm pisales o "adoptowaniu" sobie matki ale ta "matka " jest zamezna wiec bylo nie bylo "ojciec" tez ma tu cos do powiedzenia).

        Wiec z jednej strony nie szpiegujemy sie nawzajem ale tez dzielimy sie w sposob naturalny wiekszoscia swoich przezyc, zdarzen, rozterek. Mysle, ze sa rozne modele zwiazkow i malzenstw w jednych zakres "stopienia sie w jedno" bedzie wiekszy, w innych mniejszy. W kazdym pewnie powinien zostac jakis margines zeby nie zameczac jedno drugiego czyms co tej drugiej strony nie interesuje.

        Jesli dziele sie z bliska przyjaciolka czyms, o czym nie chcialabym zeby wiedzial jej maz to wyraznie o to prosze inaczej zakladam, ze moze sie tym z nim podzielic.

        Za wszystko co było - DZIĘKUJĘ,
        na wszystko co będzie - TAK
      • madziaq Re: Jedność Małżonków 22.10.10, 22:22
        Co do relacji pomiędzy małżonkami i tego, że np. nie powinno się czytać cudzych listów, sprawdzać komórki itp - zgadzam się z Tobą w 100%

        Ale muszę Ci napisać, że rozumiem też reakcję tych osób, do któych list napisałeś. Może rzeczywiście to Pani, do któej go adresowałeś, powinna Ci odpisać osobiście, ale może było to dla niej zbyt trudne emocjonalnie i dlatego poprosiła o to męża?
        Myślę, że to, że "wprosiłeś się" niejako na jej syna, może dla niej być dużym obciążeniem psychicznym. Bardzo mnie zdziwiło Twoje rozumienie macierzyńskiej miłości. Nie mam co prawda włąsnych dzieci, ale nie wydaje mi się, że gdybym miała, to byłabym w stanie podobną miłością obdarzyć każde inne dziecko.

        W moim odczuciu wyjątkowa relacja rodzica do dziecka wiąże się w dużym stopniu z instynktami opiekuńczymi, które mamy w stosunku do małych dzieci. Z poczuciem, że dziecko jest od rodzica zależne i że to od niego (rodzica) zależy dobro i rozwój dziecka, że rodzic jest jedną z niewielu osó na świecie, którym dziecko ufa i przy których czuje się bezpieczne. Wydaje mi się, że właśnie dlatego trudniej pokochać starsze dziecko (np. adoptowane) niż niemowle, że im dziecko starsze, tym mniej tej opieki mu potrzeba, co wpływa na kształtowanie się więzi między nim a rodzicami. A już w ogóle ciężko mówić o uczuciach opiekuńczych 80-letniej pani do dorosłego faceta, nawet dobrego znajomego czy przyjaciela wink
        • luccio1 Re: Jedność Małżonków 01.08.11, 00:29
          Przepraszam, że wracam do tematu po tak długiej przerwie.
          Proszę, spróbuj wczuć się w moją sytuację.
          Miałem dwoje Ludzi, których uważałem za przyjaciół, których kochałem, poważałem, dla których mógłbym wiele zrobić - i o których byłem prawie pewien, że w jakiś sposób i Oni mnie kochają.
          I z tej strony przyszło odrzucenie: nagle, z chwili na chwilę, z pobieżnym zaledwie wyjaśnieniem przyczyny.

          Czy nie wydaje Ci się, że taka sytuacja: Przyjaciele - ale tak jakby Ich nie było, nie jest stokroć gorsza od sytuacji innej: że zupełnie normalnie dowiaduję się o odejściu z tego świata najpierw Jednego, potem Drugiego?
          (oboje mają już pod 90 lat - zatem może się to stać w każdej chwili, a ja nie będę wiedział ani, kiedy to się stało, ani nawet nie będę pewien, gdy już się dowiem o fakcie, gdzie na którym grobie położyć światło).

          To, co się stało, odebrałem jako okrucieństwo - na które sobie nie zasłużyłem.
          Sam nie potrafiłbym skreślić kogokolwiek w taki sposób.
          • okri2 Re: Jedność Małżonków 05.11.11, 18:42
            W necie znajdziesz całą książkę Anthony de Mello - Przebudzenie. Jestem przekonana, że lektura rozproszy wiele twoich wątpliwości o których piszesz.
            Książka jest zamieszczona na dziwnej (jak dla mnie) stronie, ale jest bezpieczna i mądra, napisana przez Jezuitę.
            Polecam i nic więcej nie napiszę, bo tam wszystko jest.
            Miłego studiowania i pracy nad sobą!
            • luccio1 Re: Jedność Małżonków 05.11.11, 22:15
              Dziękuję! Książkę znalazłem.
              Pozdrawiam
              Łukasz.
              • luccio1 Re: Jedność Małżonków 05.11.11, 22:37
                I powiem Ci, że już przy pobieżnej lekturze książki, którą mi poleciłaś, odnalazłem siebie w dwóch miejscach:
                - przypomniałem sobie, jak - po raz pierwszy po usunięciu mnie z pracy i przejściu na rentę z powodu choroby - odnawiałem legitymację czytelniczą Biblioteki Jagiellońskiej: już tylko imię i nazwisko, poprzedzone tytułem doktorskim - a po nazwisku już nic: już żaden kustosz (muzealny - w dziale merytorycznym);
                - i wiesz, bardzo, bardzo długo w pożyciu domowym, relacjonując Mamie co robiłem, gdzie byłem, przedstawiałem rzecz właśnie jako: wiesz, Niedźwiedziu,
                Miś był tam a tam,
                Niedźwiadek zrobił dziś to a to (zwykle było to: znalazł ważny tekst źródłowy, którego długo szukał, albo też: napisał istotny fragment tekstu którejś ze swoich kolejnych prac...).
            • sunday de Mello 06.11.11, 23:18
              > Książka jest zamieszczona na dziwnej (jak dla mnie) stronie, ale jest
              > bezpieczna i mądra, napisana przez Jezuitę.

              "Kongregacja Nauki Wiary, mając na celu troskę o dobro wiernych, uznała za konieczne stwierdzić niniejszą Notyfikacją, że wyżej przedstawione teorie [ojca A. de Mello] nie są do pogodzenia z wiarą katolicką i mogą prowadzić do poważnych szkód."
              24 czerwca 1998, podpisano: Joseph Kard. Ratzinger, Tarcisio Bertone SDB
              www.opoka.org.pl/biblioteka/W/WR/mello.html
              • luccio1 Re: de Mello 10.11.11, 12:03
                Na pewno nie jest to książka "dla każdego". Należy do niej "podchodzić" mając już dużą wiedzę, zdobytą uprzednio.
                Czy jest "niechrześcijańska"?
                Na pewno nie jest to publikacja stricte katolicka - taka, jaka otrzymuje imprimatur. Brak jej tak charakterystycznej cechy zewnętrznej, jak ciągłe odsyłanie do Pisma św. - typu: Księga, rozdział, wiersz od-do... Tym niemniej ktoś znający przynajmniej Nowy Testament odnajdzie się w niej doskonale.
                Cóż może być niechrześcijańskiego choćby w stwierdzeniu:
                - jeśli kocham Kogoś, kocham nie tyle tego Człowieka, ile Jego obraz, jaki sam sobie stworzyłem i "wypieściłem";
                - w moim myśleniu, działaniu, reakcjach - żyje długi łańcuch moich przodków; niektórych rzeczy mogę być świadom (np. co mam po Matce, co po Ojcu), innych - tam gdzie odbijają się we mnie pokolenia znajdujące się dalej wstecz - już nie...
              • okri2 Re: de Mello 13.01.12, 20:15
                Oj jak daawno tu nie zaglądałam, nawet nie wiedziałam, że zareagowałeś na książkę smile Mam nadzieję, że w jakiś sposób pomogła tobie.
                Co do wyżej przedstawione teorie [ojca A.
                > de Mello] nie są do pogodzenia z wiarą katolicką i mogą prowadzić do poważnych
                > szkód."
                Przeczytałam argumenty KK i widzę, że interpretacja jest typowa dla "Nieprzebudzonych", ale przebudzenie w KK to nie nowy temat.
                Nie dziwi mnie, że tak przewrotnie zinterpretowany został de Mello. Biblia też momentami jest dziwnie interpretowana przez historyczne Sobory.
                Reszta pozostaje w nas. Chodzi o relacje z Bogiem, które dzięki śmierci Chrystusa są na nowo możliwe, bo nie obciążone grzechem. No i tutaj trzeba sobie odpowiedzieć czy nasze relacje z Bogiem są lepsze po takim przykładowym de Mello, czy nas oddalają.
                Mnie wiele wyjaśniło i zbliżyło.
                Pozdrawiam!
                • luccio1 Re: de Mello 14.01.12, 22:45
                  Trochę wyżej napisałem o okrucieństwie.

                  Byłem latem 2011 w Domu, który niegdyś uważałem prawie za własny.
                  Usłyszałem, że mam więcej nie wracać.
                  Zatem wiem z całą pewnością, ze czeka mnie teraz rozciągnięte w czasie żegnanie się - już tylko w myślach - z Człowiekiem, którego kiedyś kochałem; że Temu Komuś nie pomogę już w niczym, że nie ulżę w żaden sposób Jego cierpieniom, nawet gdybym chciał (Pani najprawdopodobniej odejdzie, nic nie widząc).

                  Roztrząsałem całą rzecz na nowo przy sposobności Świąt Bożego Narodzenia i wszystkiego, co one z sobą niosą - a także przy sposobności przejścia ze Starego do Nowego Roku. Doszedłem do tego, że choćbym chciał tutaj złorzeczyć, czy też domagać się od Pana Boga, aby ujął się za mną i pomścił sposób, w jaki spostponowano mnie i wszystko to, kim i czym jestem - to nie potrafię.

                  Wszedłem do tamtego Domu jako gość wakacyjny wynajmujący pokój - zatem jako źródło zarobku. Nie musiałem zostać nigdy nikim więcej. Cała znajomość mogła się zakończyć na jednych wakacjach, być może jeszcze drugich w roku następnym... Tematyka rozmów mogła się wyczerpać na rozważaniach o pogodzie obecnie i dawniej, na banalnych wzmiankach o zabytkach w okolicy, wartych zobaczenia, o folklorze...

                  Zamiast tego otrzymałem najpierw krótkie wprowadzenie w historię Rodziny; potem szczegółową relację o sukcesach Syna Pani Domu, odnoszonych poza Krajem...
                  Dalej stało się tak, że Pani zaczęła mi odpowiadać na pytania, które zdążyłem sobie zaledwie ułożyć w myślach, ale nie zdążyłem ich wypowiedzieć. Z tego kontaktu osobistego (zwykle "godzina myśli" co wieczór, jak długo byłem tam na miejscu) powstał kontakt korespondencyjny - jeszcze "papierowy", a potem (gdy tylko zaistniało połączenia automatyczne) kontakt telefoniczny - czyli moja relacja o dokonaniach własnych w ostatnim czasie, zakończona uwagą, że przepraszam za to, że męczę - ale "tak jakoś" źle się czując, chciałem choćby usłyszeć głos... W czasie najostatniejszym, tuż przedtem, nim znajomość się zerwała, mogłem po prostu telefonować, że przyjadę - i przyjeżdżać...

                  W sumie Trzecia Mama poświęcała mi część Swego czasu przez ponad 12 lat. A nie musiała przecież poświęcać mi ani sekundy. Więc jeśli przez okres tak długi dawała mi cząstkę Swojego czasu, cząstkę Swoich myśli - to znaczy, że starała się wejść względem mnie w rolę Matki - najlepiej, jak umiała i potrafiła.
                  A to znaczy, że musiała mnie kochać.

                  Za to jestem i będę Jej wdzięczny.
                  • luccio1 Re: de Mello 16.01.12, 12:56
                    Jeszcze jeden szczegół, który mi umknął:

                    moja Trzecia Mama na pewno doskonale wiedziała od samego początku, Kim staje się dla mnie.
                    Wiedziała zatem również, że podczas którejkolwiek z rozmów wieczornych, mając moją głowę w Swoich rękach i prawie na Swoim sercu, mogłaby wrzucić pytanie:
                    "gdyby się miało zdarzyć, że mi zabraknie Najbliższych - to Ty będziesz wtedy przy mnie, prawda?"
                    Wiedziała też, że odpowiedziałbym twierdząco - i że czułbym się związany moją odpowiedzią jak przysięgą.

                    Nigdy tak nie zapytała. Nigdy nie rzuciła takich słów - które przecież pod wpływem chwili można wypowiedzieć tak łatwo, nie zważając ani na kontekst, ani na następstwa...
                • luccio1 offtop: św. Joanna Beretta Molla 15.01.12, 10:19
                  Przykład, w którym głos i osąd Kościoła jako Instytucji i Magisterium rozbiega się nieco z głosem tzw. "zdrowego rozsądku":

                  Nie w każdej biografii jest o tym, a jeśli, to tylko uwaga wtrącona, tak jak tutaj:
                  parafia.org/content/view/114/80/
                  Święta przed poczęciem ostatniego Dziecka (Córki Joanny Emanueli) miała dwukrotnie poronienia samoistne - raz za razem.
                  Dla lekarki mógł to być i miał prawo być wystarczający powód, aby poprzestać na trojgu Dzieciach już żyjących i nie próbować poczynać Czwartego na zasadzie: a nuż się uda?
                  Rzecz całkowicie możliwa i dopuszczalna z punktu widzenia katolickiej etyki małżeńskiej: wystarczyło powiedzieć Mężowi: trudno, jedna strona naszej miłości: kontakt fizyczny, musi odpaść - być może już na zawsze...
                  Wówczas nie zaistniałaby w ogóle sytuacja graniczna, sytuacja wyboru pomiędzy życiem a życiem, w której się znalazła.

                  (Jest jeszcze jedna okoliczność, która z perspektywy czasu czyni pogląd na sprawę nie do końca jednoznacznym:
                  Córka-pogrobowiec żyje - ale jedna z Jej starszych Sióstr podążyła za Matką - mniej więcej rok po Jej odejściu... To może tak wyglądać, jak gdyby Pan Bóg mimo wszystko, mimo całe poświęcenie Matki, zażądał życia jednego Dziecka - innego...?).
                • sunday Re: de Mello 16.01.12, 21:35
                  > Przeczytałam argumenty KK i widzę, że interpretacja jest typowa dla "Nieprzebud
                  > zonych", ale przebudzenie w KK to nie nowy temat.

                  Hmmm, a więc Ratzingera -
                  • okri2 Re: de Mello 17.01.12, 13:28
                    Tupet lub zdrowe i niezależne spojrzenie na sprawę.
                    Czy Papież jest "przebudzony" - na szczęście ludzie tego nie rozsądzą smile
                    Ciekawe czy to jest głos wewnętrzny twojego serca, czy posłuszeństwo wobec dogmatu z 1870r. o nieomylności papieża.
                    Odważę się tu zacytować Pismo Św. chociaż inny dogmat z 1229 roku zakazuje czytania Biblii pod karą śmierci.
                    21 Nie każdy, który Mi mówi: "Panie, Panie!", wejdzie do królestwa niebieskiego, lecz ten, kto spełnia wolę mojego Ojca, który jest w niebie. 22 Wielu powie Mi w owym dniu: "Panie, Panie, czy nie prorokowaliśmy mocą Twego imienia, i nie wyrzucaliśmy złych duchów mocą Twego imienia, i nie czyniliśmy wielu cudów mocą Twego imienia?" 23 Wtedy oświadczę im: "Nigdy was nie znałem. Odejdźcie ode Mnie wy, którzy dopuszczacie się nieprawości!" (Mt. 7, 21)
                    Wiem, że KK ustanowił to inaczej, jednak uważam, że nieomylny jest tylko Bóg. Człowiek z natury jest grzeszny. Jest napisane, że tylko Jezus jako człowiek był bez grzechu. Zatem Papierz może się mylić i jak historia KK pokazuje niejeden się mylił.
                    Intencje są dobre - działać z mocą Ducha Świętego, jednak często ludzie gubią się co z Ducha, a co z ludzkiej "wolnej woli". Po owocach poznajemy. Jeśli miałabym patrzeć na owoce, to rekolekcje głoszone przez de Mello prowadzą do nawrócenia, do poprawienia relacji z Bogiem i ludźmi. A może nawet powinnam napisać w takiej kolejności: do poprawienia relacji z ludźmi, a co za tym idzie relacji z Bogiem. Miłość do Boga przejawia się w miłości do ludzi, a miłość do ludzi będzie doskonała w sytuacji, gdzie jesteśmy w harmonii sami ze sobą.
                    Jezus nie zakładał Kościoła jako świątyni, czy społeczności. Zakładał kościoły w naszych sercach. Warto o tym pamiętać, gdy tak bardzo ufa się społecznościom.
                    Uczeni w Piśmie też krytykowali działania Jezusa, zarzucali niewierność Kościołowi, nieszanowanie tradycji. Ciekawe jaki byłby dzisiejszy dialog Jezusa ze współczesnymi "Uczonymi w Piśmie"?
                    Pozdrawiam serdecznie i żywię nadzieję na refleksję, a nie bunt.
                    • sunday Re: de Mello 17.01.12, 13:47
                      > Czy Papież jest "przebudzony" - na szczęście ludzie tego nie rozsądzą smile

                      Ależ właśnie to uczyniłaś w swoim poprzednim poście (cokolwiek by termin "przebudzony" nie znaczył).

                      > Odważę się tu zacytować Pismo Św. chociaż inny dogmat z 1229 roku zakazuje czyt
                      > ania Biblii pod karą śmierci.

                      No cóż, wygląda na to, że nie rozumiesz pojęcia "dogmat".
                      • okri2 Re: de Mello 17.01.12, 23:48
                        Dogmat - twierdzenie nie podlegające dyskusji, na szczęści tylko w obrębie danej religii.

                        Nie rozsądziłam w sercu, poddaję przypuszczeniom
                        Pozdrawiam.
    • dorotkak Re: Jedność Małżonków 19.10.10, 19:40
      to o czym piszesz to dla mnie po prostu podstawowe zasady współżycia społecznego, więc czemu by w małżeństwie miałyby nie obowiązywać?

      wiesz czułam ogromne zażenowanie (choć nie wiem czy to najlepsze słowo)gdy umarł mój ojciec i przyszło mi porządkować jego teczkę, telefon komórkowy włączony dzwoniący, dostęp do smsów itd, inne papiery, dokumenty, rachunki, wyciągi bankowe. Dodam, że mój Tata umarł nagle, niespodziewanie, nie miał czasu, żeby ewentalnie coś prywatnego zniszczyć.
      • luccio1 Też przechodziłem przez to 19.10.10, 21:35
        Kiedy Tato umarł, Mama przeprowadziła pierwsze porządkowanie spuścizny - były to zresztą i są głównie papiery; wszystko stało się w czasie, gdy nikomu nie śniły się telefony komórkowe, sms-y - kiedy nas telefon stacjonarny w domu był przywilejem, udzielanym łaskawie (lub nie) przez władzę ludową...

        Po śmierci Mamy taki sam porządek przeprowadziła Siostra.

        To, co zostało, uporządkowałem przy sposobności przeprowadzki do większego mieszkania, układając w teczkach, które poopisywałem (tam, gdzie nie było teczek opisanych przez Mamę bądź przez Tatę). Teraz mam Oboje Rodziców - w postaci spuścizny papierowej po Nich - w jednej szafie; są tam m.in. teksty Ich prac naukowych...

        Czasem zaglądam do zapisków dziennikowych, które Tato prowadził dzień po dniu, czego też i mnie nauczył. Widzę wtedy zdarzenia, w których kiedyś uczestniczyłem jako dziecko, Ludzi, na których niegdyś spoglądałem tak strasznie, strasznie w górę - a którzy prawie wszyscy są już po Drugiej Stronie... Patrzę jako historyk, którym jestem.

        Odejście danego Człowieka z tego świata osłabia znacznie nietykalność, która otaczała go dotychczas, upływ czasu działa stopniowo w kierunku zupełnego jej zniesienia.
        (W przypadku tajemnicy korespondencji przyjmuje się zwyczajowo np., że śmierć nadawcy i odbiorcy listu łamie tę pieczęć całkowicie; śmierć nadawcy bądź odbiorcy uchyla ją dla Bliskich Osoby, o którą chodzi).

        I jeszcze uwaga, przy której przepraszam za odbiegnięcie od tematu:
        zrobiła się moda, aby, przy okazji wspomnień rocznicowych o ludziach "wielkich" czy choćby takich, którzy wznieśli się cokolwiek ponad przeciętność - prosić Dzieci, aby przedstawiły własne wspomnienia o Rodzicu, którego dotyczy jubileusz - przy czym taka prośba bardziej przypomina wezwanie do tablicy...

        Byłem tak wzywany "do tablicy" - przy okazji spotkania wspomnieniowego poświęconego m.in. Mamie.

        Praktykę taką uważam za barbarzyństwo.
    • wyczyny Re: Jedność Małżonków 20.10.10, 15:53
      zgadzam sie w 100% smile
      pewnie te sprawy zaczynaja kulec, gdy do glosu dochodzi zazdrosc ...odebralam kiedys taki telefon od zazdrosnej zonywink
      Pani zaczela od pytania czy to osoba prywatna, czy instytucja, bo maz ma kilka nieodebranych polaczen z mojego numeru...no to ja mowie, ze to jakos pomylka i nie wybiaralam tego numeru (mysle, ze to moj mlodszy musial sie kiedys bawic komorka i gdzies sie w koncu dodzwonil)
      pani tez staralam sie to wytlumaczyc, nie bardzo chciala wierzyc...ale calej sprawy by nie bylo, gdyby nie przegladala historii polaczen meza wink
      • verdana Re: Jedność Małżonków 20.10.10, 18:34
        Ale to jest zupełnie inna sytuacja. Podejrzewam, że to nie mąż sprawdza maile do żony, tylko żona pokazała mu Twój list, a być może także poprosila o odpowiedź.
        Nie miałeś wczesniej dyskretnych sygnałó, ze chce zakończyć korespondencję? Bo w zazdrość o 80-letnią żonę nie bardzo wierzę.
        • fiamma75 Re: Jedność Małżonków 20.10.10, 22:41
          oj, taka zazdrość w tym wieku wcale nie jest rzadka, ale niestety bywa objawem chorobowym np. demencji starczej. Dziadek mojej przyjaciółki jest na takim etapie, co bardzo utrudnia życie jego żonie.
        • sunday Re: Jedność Małżonków 21.10.10, 09:50
          Zazdrość jak zazdrość. Osiemdziesięciolatkowie nie mają dużo ani czasu, ani siły. Jakkolwiek sympatyczny, ale jednak w gruncie rzeczy obcy dorosły człowiek wchodzący emocjonalnie w rolę dziecka jednego (!) ze współmałżonków - to może być ponad siły.

          No, ale szczegółów nie znamy, więc może było inaczej.
          • luccio1 Re: Jedność Małżonków 22.10.10, 02:01
            sunday napisał:
            > ...sympatyczny, ale jednak w gruncie rzeczy obcy dorosły człowiek wchodzący
            > emocjonalnie w rolę dziecka jednego (!) ze współmałżonków - to może być
            > ponad siły.

            Wiesz, wydawało mi się dotychczas, że miłość macierzyńska jest dowolnie podzielna, jak płomień świecy, od której można odpalić tysiąc innych. Myślałem, że Matka może kochać dzieci obce - i zrobić to tak, by nie krzywdzić przy tym własnych Bliskich.

            Czyżbym się jednak mylił?

            • luccio1 Re: Jedność Małżonków 22.10.10, 02:53
              No i sądziłem, że właśnie owa podzielność jest tym, co odróżnia miłość macierzyńską od miłości małżeńskiej.
            • skrzynka-3 Re: Jedność Małżonków 22.10.10, 08:52

              Luccio napisał:
              Wiesz, wydawało mi się dotychczas, że miłość macierzyńska jest dowolnie podziel
              > na, jak płomień świecy, od której można odpalić tysiąc innych. Myślałem, że Mat
              > ka może kochać dzieci obce - i zrobić to tak, by nie krzywdzić przy tym własnyc
              > h Bliskich.
              Luccio milosc -kazda wiec i macierzynska to nie jest abstrakcyjny twor. To poswiecany czas, to miejsce w myslach, to wspolodczuwanie emocji. Oczywiscie, ze moja milosc macierzynska nie jest dowolnie podzielna. I skad pomysl, ze moge nia dowolnie obdarzyc obce dziecko??

              Milosc macierzynska nie splynela na mnie razem z kreseczka na tescie ciazowym. Za kazdym razem musialam ja dzien po dniu budowac, wzrastac w niej. Uczyc sie kochac kazde z moich dzieci. To trwa nadal w miare jak one rosna.
              To bardzo skomplikowany i subtelny proces od pierwszych mdlosci, trudow porodu, bezzebnych usmiechow, nieprzespanych nocy, zwierzen, leku kiedy starsze dlugo nie wraca, dumy w srodku kiedy odnosza sukcesy, bolu kiedy spotyka je porazka, strachu kiedy choruja. To dluga intymna historia. Nie zawsze latwa i prosta. To potykanie sie o wlasne slabosci, egoizm. Jak sobie wyobrazasz u schylku zycia "adoptowanie" zupelnie doroslego, uksztaltowanego czlowieka ???

              Milosc ma tez zawsze wymiar dotykalny, praktyczny. Z urodzeniem kolejnego dziecka dla tych co sa zwyczajnie jest mniej czasu, mniej uwagi itp. Czy mniej milosci?? Nie sadze. To nie tak. Ale mniej wymiernych, dotykalnych przejawow milosci-tak. W kazdym razie ja nie jestem z gumy nawet swoich wlasnych dzieci, nie bylabym w stanie pomiescic w sercu w dowolnej ich ilosi. Sa wielkie matki, ktore to potrafia (jak moja przyjaciolka od 6-tki) patrze na nia i wiem, ze ja tak nie umiem.

              Druga sprawa - kazdy wiek ma swoje prawa, potrzeby, zycie ludzkie ma swoj rytm. Jest czas siania i czas zbiorow, czas smiechu i plakania. Jesien zycia to nie jest moment na zawiazywanie nowych, bardzo obciazajacych emocjonalnie zwiazkow. Nie wiem czy ta kobieta ma swoje dzieci. Jesli tak - dawno je wychowala, to one teraz powinny sie o nia troszczyc. Jesli nie - temat macierzynstwa zapewne zamknela wiele lat temu, czemu teraz mialaby to rozgrzebywac???


              Za wszystko co było - DZIĘKUJĘ,
              na wszystko co będzie - TAK
              • luccio1 Re: Jedność Małżonków 22.10.10, 11:41
                skrzynka-3 napisała:
                > Jak sobie wyobrazasz u schylku zycia
                > "adoptowanie" zupelnie doroslego, uksztaltowanego czlowieka ???

                Dziękuję.
                Wyjaśniłaś mi rzeczy, które dotychczas widziałem inaczej.
                Wydawało mi się - że to przecież powinno być łatwiej: kiedy nie trzeba przechodzić ani porodu, ani pieluch, ani wszystkich trosk i strachów łączących się z chodzeniem dziecka do kolejnych coraz wyższych szkół... -
                kiedy ma się człowieka "gotowego" - jakby podanego na tacy...















                • verdana Re: Jedność Małżonków 22.10.10, 12:33
                  Miłość macierzyńska to milość do własnych dzieci, rodzonych albo adoptowanych. Czym starsze dziecko, ktore się adoptuje, tym trudniej przychodzi. No i milość macierzyńska łaczy się z duzym wydatkiem emocjonalnym.
                  Mozna czasem poczuć cos w rodzaju uczuć macierzyńskich do doroslego człowieka, ale tylko "coś w rodzaju" . Natomiast to dziala tylko w jedną stronę, na pewno nie ma się takich uczuc do kogoś, kto uzna kobietę za matke, można je mieć tylko do kogoś, kogo sie samego uzna za syna. Ale to nie jest typowa macierzyńska milość z kilku wzgledów. Nie jest w nią jak widać włączony "ojciec", a więc nie tworzy się rodziny. Po drugie, nie jest to milość bezwzgledna, niezaleznie od sytuacji - moze się skończyć.
                  Mam wrażenie, ze "matka", o czym już parę razy pisalam, miała po prostu dosyć wspierania nuiemłodego faceta, po piećdziesiatce, ktory potrzebował "mamusi". Wymagaleś od obecj w gruncie rzeczy kobiety takiego wspierania Cię, jakby miala wobec Ciebie rodzinne zobowiązania - tymczasem nie oczekuje się już zazwyczaj tego nawet od rodzonej matki.
                  Nie dziwie się, ze starsza pani miala dosyć odgrywania roli matki. O ile pamiętam, Twoja promotor zrobila to samo - nie daje Ci to do myslenia?
              • luccio1 Re: Jedność Małżonków 15.12.10, 15:06
                skrzynka-3 napisała:
                > Nie wiem czy ta kobieta ma swoje dzieci. Jesli tak - dawno je wychowala, to one teraz
                > powinny sie o nia troszczyc

                Syn - od dawna stale poza Krajem (wyjeżdżał jeszcze z komuny). Swoją Żonę poznał już tam (Polkę - która podobnie jak on wybrała się po lepszy los); tam przyszło na świat dwoje dzieci, z których każde tkwi jedną nogą w kulturze polskiej, drugą - w obcej. Będąc z Rodzicami w stałym kontakcie, przyjeżdżają do Kraju raz w roku, pod koniec lata (praca nie pozwala an więcej).
              • luccio1 Re: Jedność Małżonków 23.07.11, 21:14
                skrzynka-3 napisała:
                > To dluga intymna historia. Nie zawsze latwa i prosta. To
                > potykanie sie o wlasne slabosci, egoizm. Jak sobie wyobrazasz u schylku zycia
                > "adoptowanie" zupelnie doroslego, uksztaltowanego czlowieka ???

                Wiem, że jest to trudne. Nie jest jednak całkiem niemożliwe.
                Mając wykształcony zmysł obserwacji, no i obie inteligencje: tę "ogólną" i tę emocjonalną, można przynajmniej próbować - tym bardziej, jeśli syn przybrany jest prawie w tym samym wieku, co własny, jeśli przeszedł równoległą drogę poprzez szkołę podstawową, liceum, studia...
                Wówczas można próbować wyobrażać sobie, cofając się kolejno, jaki mógł być ten przybrany podczas studiów, na podejściu do matury i egzaminu wstępnego, w liceum, w szkole podstawowej... - cały czas pamiętając, jaki był Syn własny na każdym z tych etapów.
                Obserwując rozmaite zachowania tego przybranego (zwłaszcza wtedy, kiedy nie wie, że jest obserwowany), matka wyposażona w obie wspomniane inteligencje będzie wiedziała, czego i kiedy tego przybranego uczyli jego właśni Rodzice - i w których momentach uczyli i kształtowali inaczej, niż zrobiłaby to Ona Sama...
                A stąd wyniknie samo przez się, co jeszcze ewentualnie można próbować zmienić w synu przybranym - i czy w ogóle jest to jeszcze możliwe.

                Trudne - ale do zrobienia.
                • luccio1 Re: Jedność Małżonków 23.07.11, 21:18
                  Tu jeszcze dorzucę:

                  Już Plutarch, pisząc biografie wielkich ludzi swoich czasów - zestawiał w pary bohaterów żyjących niemal do roku w tym samym czasie; sam tytuł jego dzieła to Żywoty równoległe.
                • skrzynka-3 Re: Jedność Małżonków 02.08.11, 20:45
                  Lucio byc moze teoretycznie jest to mozliwe. Tylko wytlumacz mi po co???!! jakas kobieta po wychowaniu i usamodzielnieniu wlasnych dzieci mialaby wykonywac takie karkolomne operacje umyslowe?, porownania? analizy?, dotyczace doroslego, uksztaltowanego juz czlowieka. Nie - trzydziestolatek to nie jest material na korygowanie i wychowywanie, zmienianie (dotyczy to tez wlasnych dzieci). To w pelni uksztaltowany, odpowiadajacy za wlasne czyny czlowiek, ktory najczesciej juz sam jest rodzicem. A jesli zycie Mu sie tak ulozylo, ze nie ma jeszcze swojej rodziny (albo Jej miec nie bedzie w ogole) to powinien miec krag znajomych i przyjacio (mniej wiecej rowiesnikow), ktorzy dla doroslych ludzi sa zrodlem wsparcia.
                  Juz o tym pisalismy i ja i inni - w zyciu sa na wszystko pewne wlasciwe okresy. Nie bez przyczyny tak to Pan Bog wymyslil, ze okres rozrodczy u kobiet wygasa kolo 40-50tki . Potem moga byc Babciami-rowniez przyszywanymi ale dla dzieci i to zupelnie inny typ relacji. Potem w naturze nie zostaja juz matkami. Koncza tylkko proces wychowywnia tych dzieci, ktore juz sa.

                  I filozoficzne teorie o zywotach rownoleglych chyba nie sprawdzaja sie w zyciu. Mam dwoch synow miedzy ktorymi jest 1,5 roku roznicy-ten sam krag kolegow, ta sama szkola (do tego roku), te same tresci i zwyczaje i tradycje, ktorymi sa karmieni w domu, te same piosenki i lektury, te same cytaty z ksiazek, ktorymi poslugujemy sie jak szyfrem w domu -jednym slowem ta sama karma duchowa i intelektualna. Sa tak rozni od siebie jak tylko dwoch chlopakow w podobnym wieku moze sie roznic, maja tak zupelnie inne potrzeby w wychowywaniu, potrzebuja zupelnie innego wsparcia, maja inne temperamenty itd. itd.
    • maadzik3 Re: Jedność Małżonków 20.10.10, 20:50
      oczywista oczywistosc. I podstawy szacunku
    • otryt Naruszony porządek 23.10.10, 00:38
      Luccio! Wyczuwam, że Twoja historia narusza jakiś porządek. Może opowiem o mojej historii, która też narusza jakiś porządek. Przynajmniej ja tak czuję. Mam niezamężną przyjaciółkę, jedynaczkę, kobietę atrakcyjną i inteligentną. Jest pracownikiem naukowym. Jej obydwoje rodzice również całe życie poświęcili karierze naukowej. Osiągnęli sporo. Przyjaciółka jest matką chrzestną naszego dziecka.

      I wszystko byłoby dobrze gdybym pewnego razu nie zauważył, że ojciec przyjaciółki traktuje mnie jak swojego zięcia. Zauważyłem to ja, zauważyła moja żona, zauważyła przyjaciółka. I wszyscy poczuli się jakoś dziwnie. I chyba nie zrobiło to dobrze naszej przyjaźni.
    • luccio1 Re: Jedność Małżonków 23.10.10, 22:58
      Jak patrzę na rzecz teraz, "przegryzłszy" sobie Wasze wypowiedzi - to sądzę, że na moim myśleniu zaciążyło nietypowe doświadczenie z samego początku życia.
      Otóż - miałem od samego początku, obok (jedynej, którą znałem żyjącą) Babci Macierzystej, także Babcię "Przyszywaną" (Pani, u której Mama mieszkała na stancji jeszcze podczas studiów, i potem przez pierwszy rok małżeństwa). Z tą Babcią byłem znacznie bliżej, niż z Prawdziwą (była odległa nawet fizycznie, mieszkając w innym mieście). Dom Babci "Przyszywanej" był moim drugim domem - do końca szkoły podstawowej przemieszczałem się między dwoma domami, będąc na przemian to w jednym, to w drugim. Ta Babcia m.in. podsuwała mi lektury - czego Prawdziwa nie robiła nigdy. Gdy wszedłem w wiek licealny, moja "Przyszywana" babcia zajęła się z kolei dziećmi ze swego sąsiedztwa, młodszymi ode mnie o mniej więcej 10 lat.
      To na podstawie tego przykładu sądziłem, że matka może mieć - prócz własnych - także nieskończenie wiele dzieci przybranych...
      • verdana Re: Jedność Małżonków 23.10.10, 23:37
        Luccio, a oprócz własnych doswiadczeń, nie rozejrzałes się nigdy po realnym swiecie? Nie zauwazyłeś, ze kobiety nie maja na ogół tłumu "przyszywanych" dzieci, a dorosli ludzie nie zwracają się do obcych kobiet jak do matek?
        Zreszta, jak rozumiem, twoja babcia zajmowała się dziećmi, a nie adoptowała panów w srednim wieku. Problem w tym, ze i kobiety i męzczyźni mogą z dobrego serca zająć się dziećmi, potrzebującymi pomocy czy wsparcia. Nie są jednak skłonni zajmować się ludźmi, ktorzy z racji wieku powinni byc samodzielni i żadnej matki, aby przezyć nie potrzebują.
        Po to są współmałżonkowie i przyjaciele - dla wsparcie dorosłych ludzi. Starsi ludzie nie przygarniają pięćdziesięciolatków, aby im matkować. Raczej nigdy.
        • luccio1 Re: Jedność Małżonków 15.12.10, 14:40
          verdana napisała:
          > Starsi ludzie nie przygarniają pięćdziesięciolatków, aby im matkować. Raczej nigdy.

          Moja Mama, dobiegając już 70., próbowała "matkować" młodszym koleżankom w pracy - Paniom wówczas ±30.
          Także była "drugą Mamą" dla córki sąsiadki - póki Dziewczyna nie przeciąła znajomości po zdaniu matury.
          Pamiętam też z moich lat szkolnych, że do Mam koleżanek i kolegów można było (a nawet należało) zwracać się prawie jak do własnej Mamy (był to przełom lat 60./70.).

          Zaczynając moją znajomość, nie miałem 50 lat, lecz niewiele ponad 30; mentalnie byłem tak, jakbym dopiero co skończył studia (dziś odbieram sam siebie już całkiem inaczej).
    • luccio1 Re: Jedność Małżonków 12.11.10, 17:18
      Dziękuję z całego serca za wszystkie głosy dotychczasowe.
      Wyjaśniliście mi wiele spraw, które dotychczas umykały mojej uwadze.
      Pozdrawiam serdecznie
      Łukasz.
    • luccio1 Jak to wyglądało po węgiersku... 15.11.10, 00:27
      Jeszcze do lat 50.-60. XX w. kobieta, wychodząc za mąż, nie tylko przyjmowała nazwisko męża - ale wraz z tym "traciła" własne imiona otrzymane na Chrzcie św., także to pierwsze.

      Jeśli więc np. Małgorzata Palkovics wychodziła za mąż za Jana Kovacsa - funkcjonowała po ślubie na użytek codzienny jako "Kovacs Janosne" = "Janowa Kovacsowa".

      Jedynie w specjalnych okolicznościach - np. występując jako strona przed sądem bądź urzędem - przypominała wraz z nazwiskiem panieńskim także imię własne - wtedy była
      "Palkovics Margit Kovacs Janosne".

      Praktykę taką nazwałem na własny użytek "monofizytyzmem małżeńskim" (osobowość żony wraz z imieniem roztapia się w osobowości męża).
      • dorotkak Re: Jak to wyglądało po węgiersku... 15.11.10, 23:59
        A i u nas czasem kiedyś tak nie było??? Tak mi się kojarzy z lekturą "Chłopów", ale może określanie żony imieniem odmężowskim "janowa" funkcjonowało tylko w języku mówionym.
        Baa - znam jeszcze do dziś kilka takich środowisksmile Siostry mojej Babci - nigdy nie mówily o nas inaczej niż Wieśkowesmile
        • luccio1 Re: Jak to wyglądało po węgiersku... 16.11.10, 00:53
          Owszem - wszakże w Polsce zwyczaj ten trwał prawie wyłącznie na wsi;
          na Węgrzech - do ostatnich czasów również wśród inteligencji, (byłego) mieszczaństwa, (byłej) szlachty...
          • verdana Re: Jak to wyglądało po węgiersku... 16.11.10, 08:22
            To nie był obyczaj, tylko prawo. Tak jak w Polsce mężatka zmieniała nazwisko na mężowskie, tak na Węgrzech - imię i nazwisko - oficjalnie. Ale zwracano się do niej nadla jej własnym, żeńskim imieniem.
    • luccio1 Re: Jedność Małżonków 20.07.11, 23:15
      Pozwoliłem sobie podnieść wątek. Chciałbym móc jeszcze przeczytać Czyjąś opinię w kwestii, którą poruszyłem.
      Łukasz.
    • kotkowa Re: Jedność Małżonków 01.08.11, 12:51
      Jak się nie ma nic do ukrycia, to nie ma żadnego problemu, żeby druga osoba przeczytała smsy, maile itd drugiej osoby. Wiemy o wszystkich sprawach, mówimy sobie o wszystkim, więc w ogóle nie ma to dla mnie znaczenia, czy mąż coś przeczyta, czy nie. Nikomu się nie chce śledzić drugiego, czasem po prostu z ciekawości się przeczyta co napisał ktoś znajomy itd, przypadkiem bardziej.
    • nati1011 Re: Jedność Małżonków 02.08.11, 00:34
      a ja postawię pytanie inaczej: czy coś by się stało, gdyby mój mąż zrobił jedną z wymienionych przez ciebie rzeczy? Odpowiedź brzmi: nie, bo nie ma tam nic czego mogłabym się obawiać czy wstydzić. Gdyby znalazł sie np sms, którego nie mogłabym pokazac mężowi, to byłby to sygnał dla mnie, ze coś jest nie tak. Jedyny wyjątek, to sprawy dotyczące innych, ale tu też wszyscy wiedzą, ze my z mężem rozmawiamy ze soba o wszystkim.

      czy czytam smsy męża? nie. bo nie daje mi powodów by być podejrzliwą. Gdyby było inaczej to kto wie?

      czytąłam twój wątek o matce. i otwierałam bardzo szeroko oczy. teraz otworzyłam je jeszcze szerzej. Oczywiście istenieje coś takiego jak przyszywane dzieci, ciocie czy babcie. ALe to dotyczy WYŁĄCZNIE dzieci i młodzieży. i w tym zakresie jest normalne. Dziecięctwo wyrastajaće poza wiek młodzieńczy (i to raczej do 20) dotyczy wyłaćznie rodziców bilogicznych lub prawnych. Oczywiście można powiedzieć żartobliwie, ze sąsiadka to moja przyszywana ciocia, ale podobnie jak w przypadku własnych krewnych odmieniają się role i to dziecko przejmuje opiekę nad matką, ciotką, babcią.... Ta metamorfoza relacji jest dowodem dojrzałości i dorosłości. Jeżlei nie następuje jest to dowód na zaburzenie dojrzewania.

      Wybacz, ale ty sie narzucasz tym ludziom ze swoja bliskością. A to coś okropnego. relacje miedzy dorosłymi powinny opierać sie na wzajemnej całkowitej dobrowolności. zmuszanie kogoś do relacji jest zaburzeniem. A już próba wejscie w rolę syna... powiem delikatnie, by cie nie urazić - jest wyjatkowo osobliwe.

      czy kiedykolwiek konsultowałeś swoje relacje (głównie z kobietami) z fachowcem? to nie jest problem na forum.
      • nati1011 Re: Jedność Małżonków 02.08.11, 21:36
        i jeszcze jedna - życiowa - uwaga. Zobacz jak trudno przychodzi to adoptowanie dzieci w realcji teściowie -małżonek dziecka. Podczas ślubu - teoretycznie - zyskujemy nowych "przyszywanych" rodziców. Więzy są tu nawet bliższe, bo - znó moze czasem teoretycznie - obie strony łaćzy miłość do tego samego cżłowieka. a przeciez ta relacja jest szalenie skomplikowana. Ciekawe, ze najbardziej właśnie na linii TEŚCIOWA - synowa lub zięć. z teściami jest jakby dużo mniej kłopotów. te problemy wynikają własnie dlatego, ze to już nie jest okres nawiazywania realacji dziecko-rodzic. obie strony są dorosłe i nie zamieżają wiązac się emocjonalnie. Może porównanie nie jest idealane, ale mam nadzieję, ze zrozumiesz problem.
        • otryt Re: Jedność Małżonków 20.01.14, 11:13
          nati1011 napisała:

          >Zobacz jak trudno przychodzi to adoptowanie dzieci w relacji teściowie -małżonek dziecka.
          >Podczas ślubu - teoretycznie - zyskujemy nowych "przyszywanych" rodziców.

          Nati, ciekawą myśl poruszyłaś. Patrzę, jak to relacje z moimi teściami się zmieniały. Poznałem ich, gdy miałem 25 lat. Teścia rzeczywiście traktowałem trochę jak ojca. On mnie wprowadzał w kilka męskich spraw, których wcześniej nie znałem. Motoryzacja, sprawy techniczne, historia. Był dużym erudytą, wynalazcą, jakoś mi imponował. Lubiliśmy się od początku. Łączyło nas zamiłowanie do turystyki. Przyznam, że na samym początku w jakiś sposób czerpałem, korzystałem z tej znajomości w takim zakresie, w jakim nie uzyskałem czegoś tam od swojego prawdziwego ojca. Po prostu uzupełniałem własne deficyty. Gdzieś koło 30-tki stałem już pewnie na własnych nogach. Później nasza relacja ewoluowała. Nie potrzebowałem już potwierdzenia własnych wyborów czy wsparcia emocjonalnego. Za to sam potrafiłem dać teściowi coraz więcej ciepła, cierpliwości, stałej obecności w jego długotrwałej chorobie, która przyszła później. W wieku nastoletnim ojca mojego przyjaciela traktowałem trochę jak własnego ojca. To zauważam z perspektywy czasu. Ale nigdy nie przyszło mi na myśl, by nazywać go ojcem.

          Jeśli zaś idzie o matkę, to nigdy nie szukałem u innych kobiet, tego co syn zazwyczaj dostaje od matki. Myślę, że człowiek wchodzi w relacje tego typu często nieświadomie, aby uzupełnić własne deficyty z czasów dzieciństwa czy wieku młodzieżowego. Aby uzupełnić to wszystko, czego nie uzyskał od własnych rodziców. Szuka choćby jakiejś namiastki. Widać to doskonale po dzieciach z domu dziecka, które wprost kleją się do dorosłych czasem całkiem obcych ludzi. Na siłę szukają towarzystwa. Rozpaczliwie wołają o miłość. Im większe te deficyty, tym to wołanie jest mocniejsze i gwałtowniejsze.

          Od jakiegoś czasu mam relacje przyjacielskie, takie na zasadzie równości z paroma osobami o 30 lat starszymi. Przyznam, że czymś pasjonującym jest patrzenie na te same sprawy oczami 80 czy 90 latka, co innego widzę ja, a co innego widzą moje 20+ dzieci. To daje mi wgląd w perspektywy widoczne w różnych przedziałach wiekowych. Myślę, że osoby wiekowe, często chore, same potrzebują wsparcia psychicznego. Wysiada im stopniowo zdrowie, psychika, wzrok, słuch, nie mogą czytać, korzystać z wielu dobrodziejstw życia, częściej niż w innych grupach wiekowych cierpią na depresję, muszą jakoś uporać się ze świadomością nadchodzącej śmierci, tak w zakresie uporządkowania spraw doczesnych jak i duchowych..

          Tak sobie myślę, że każdy w jakimś okresie życia potrzebuje wsparcia psychicznego, docenienia, dowartościowania, ciepłego, dobrego słowa, które nic nie kosztuje a czasem czyni cuda. Najbardziej jednak potrzebują tego, dzieci, młodzież i osoby starsze. Nam, ludziom w sile wieku, w miarę jeszcze silnym wspierać innych jest chyba najłatwiej, pomimo tysiąca problemów, z którymi na co dzień się borykamy.
          • luccio1 Re: Jedność Małżonków 20.01.14, 14:20
            Gdy poznawałem Panią, o której mowa wyżej, stosunek wieku pomiędzy Nami był jak
            30 : 60 - i umysłowo ziała pomiędzy Nami przepaść.
            Przy samym końcu znajomości było to 50 : 80 - wówczas wydawało mi się chwilami, że mam Dziewczynę - starszą o marne 30 lat.
            Im Oboje byliśmy starsi, tym więcej wspólnego odkrywaliśmy w Naszych poglądach na świat, życie...

            Tak oto dystans pomiędzy Młodszym a Starszym skraca się stopniowo. Ale kiedy temu Młodszemu zdaje się, że ma tego Starszego już tuż, na wyciągnięcie ręki - ten Starszy odchodzi tam, skąd Młodszy nie usłyszy już Jego odpowiedzi na zadawane pytania - w każdym razie nie usłyszy "zaraz i już", twarzą w twarz.
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka