wiesia140 22.11.10, 16:38 no dobra mamy dawać świadectwo, więc może w tym wątku będzie miejsce na nasze dzielenie się świadectwami , chętnie poczytam wasze i podzielę się swoim świadectwem, kto pierwszy zechce... Odpowiedz Link Obserwuj wątek Podgląd Opublikuj
dziadek506 Re: wątek o swiadectwach 22.11.10, 17:03 Rozumiem że chodzi o świadectwo wiary. Odpowiedz Link
dziadek506 Re: wątek o swiadectwach 22.11.10, 18:33 No cóż, takie świadectwo na piśmie to jest mało wiarygodne, najlepsze to jest świadectwo dawane swoim życiem. Co do mnie to jestem katolikiem praktykującym chociaż za młodych lat to różnie bywało. Dużo czytam książek religijnych modle się ale upadam jestem grzesznikiem. Nie zawsze potrafię po prostu dać rękę i powiedzieć Panie prowadź. Nie jestem zdolny zaufać Panu do końca. Odpowiedz Link
wiesia140 Re: wątek o swiadectwach 22.11.10, 19:42 a teraz świadectwo działania Boga, takie też można wpisywać mnie ostatnio poleczyło Słowo Boże na mszy, przyszłam poobijana bez sił, pamiętam ,że na początku mszy prosiłam Chrystusa ,żeby mnie oczyścił i po swojemu wzmocnił i z każdym słowem Ewangelii czułam jak wracają mi siły duchowe, zniknął ból z którym przyszłam, Ktoś dosłownie powoli stawiał mnie na nogi, więc Słowo Boże leczy. Odpowiedz Link
dziadek506 Re: wątek o swiadectwach 22.11.10, 21:13 W moim życiu też doświadczyłem działania Boga a konkretnie skuteczności działania modlitwy. Modliłem się o to abym mógł się wyzbyć nałogu palenia tytoniu i oto po blisko 40 latach palenia rzuciłem bez większego problemu od wigilii 2008 nie pale. I jestem pewny że Pan wysłuchał mojej prośby i mi pomógł . Może to zbyt banalne ale ja tak to czuje. Odpowiedz Link
11.jula Re: wątek o swiadectwach 23.11.10, 11:31 Mój pobyt w szpitalu był bardzo owocny w obecność Boga. Obecność, której nie czułam przy sobie już tyle lat i za którą tak bardzo tęskniłam. Na kilkadziesiąt minut przed operacją zaczęła mnie ogarniać panika. Miałam problemy z oddychaniem, cała się trzęsłam, nie wiem czego się bałam, na pewno nie bólu, ewentualnej śmierci też nie. Podobno zaczęłam strasznie płakać, ja tego nie pamiętam i nagle przypomniałam sobie Jezusa w Ogrójcu. Też czekał, też się bał, też wiedział, że nieuniknione jest to, co będzie, też wiedział, że będzie ból i cierpienie. I nagle bardzo delikatnie poczułam, że On jest, tak bardzo tęskniłam i czekałam na to uczucie i wreszcie JEST. I zrobiło mi się trochę lepiej, powtarzałam w kółko: "nie moja, lecz Twoja wola". Drugie uczucie paniki wróciło na sali operacyjnej, jak kazali położyć się na stole. Coś mnie zagadywali, pytali, a ja miałam wrażenie, że mnie owija gęsta, ciemna mgła i że za chwilę się uduszę. I ten szczęk przekładanych narzędzi, jak łoskot pociągu, a ja autentycznie nie mogłam złapać powietrza. I nagle zobaczyłam na wprost mnie na ścianie krzyż i poczułam taki głębki spokój, ten strach, duszności minęły. Patrzyłam na niego cały czas, jak mnie rozbierali, przywiązywali i czułam, wreszcie czułam, że On jest. Że będzie patrzył i pilnował, żeby wszystko przebiegło dobrze. I było dobrze Dwa dni po operacji złapałam infekcję, cholerny kaszel, który męczył mnie cały dzień, kaszel, który przy rozciętym brzuchu daje tak niesamowity ból, że nie da się z niczym go porównać. I wtedy pomyślałam, że to moje cierpienie nie może się "zmarnować", że mogę je ofiarować w jakiejś intencji. Pierwsza myśl, która przyszła mi do głowy, bardzo mi się nie spodobała, zrodziła w moim sercu potężny bunt, niechęć i wszystko co złe. Dziś wiem, że to chyba tylko z Bożą pomocą udało mi się te uczucia poskromić. Ofiarowałam to wszystko więc w intencji teścia, aby przestał pić i się nawrócił. Później, jak sie dowiedziałam, że tego dnia wrócił do domu wyjątkowo pijany i był wyjątkowo agresywny, to żałowałam tego, cóż może Pan Bóg mi to wybaczy. Z każdym atakiem kaszlu prosiłam Boga, aby mnie wysłuchał. Noc przespałam już spokojnie, aczkolwiek w pozycji półsiedzącej i na drugi dzień, kto nie chce niech nie wierzy, kaszel prawie że minął, były sporadyczne napady przez kilka dni, ale bez porównania. Ale nie to jest najważniejsze, najważniejsze jest to że wreszcie z mojego serca powoli zaczęła uciekać nienawiść do tego człowieka, zrodziła się chęć przebaczenia wszystkich krzywd i choc po powrocie do domu ta chęć osłabła, to nie znikła. Zaczynam powoli odczuwać spokój, pogodzenie sie z sytuacją, nie byłam w stanie zrobić tego wcześniej, choć chciałam i teraz wiem, że to ta moja otoczka nienawiści, złości, gniewu do tego człowieka powodowała, że nie mogłam czuć Boga. Ciągle czekam na wyniki badań histopatologicznych, nie boję się wyniku, jakikolwiek by nie był wiem, że Pan jest przy mnie, jeśli potrzebna będzie chemia, stracę włosy, to nic, najważniejsze, że odzyskałam pokój w sercu, że odzyskałam wiarę w to, że On mnie nie przekreślił, że będzie przy mnie zawsze. A z tą świadomością już niczego sie nie boję. "To mój Pan wiele mi uczynił, On moim Bogiem to mój Pan, wiele mi uczynił, On mnie uzdrowił" Odpowiedz Link
sylwia0405 Re: wątek o swiadectwach 23.11.10, 12:20 Piękne świadectwo Julo czytam te wszystkie świadectwa i bardzo cieszę się, że Pan dotyka naszych serc, że przechadza się między nami i działa. "Pan naszą mocą i źródłem męstwa, tylko Jemu zawdzieczamy nasze ocalenie" Chwała Panu Odpowiedz Link
sulla Re: wątek o swiadectwach 23.11.10, 13:07 Dla mnie bardzo ważne świadectwo to świadectwo mojego nawrócenia - moment spotkania z Jezusem. Bardzo przeżyłam, gdy jakiś czas temu oglądałam wywiad z o.Badenim, który swoje doświadczenie powołania opisał dokładnie tak, jak ja przeżyłam swoje nawrócenie. Muszę przyznać, że zrobiło to na mnie ogromne wrażenie. Ale myślę, że to nie jest świadectwo najważniejsze. Te najważniejsze są te codziennie, małe spotkania, gdy przeżywam ciężkie chwile i zwracam się do Boga o pomoc. Ostatnie dwa lata były dla mnie dość ciężkie i wiem, że gdyby nie Boże wsparcie, mogło stac się wiele złych rzeczy. Już kilka razy zdarzało mi się w sytuacjach, w których ogarniało mnie przerażenie, zawołać juz nawet bez nadziej "Boże, pomóż, daj mi siłę". Zawsze tę siłę dostawałam. Siłę, spokój i poczucie, że On jest przy mnie. Ostatnio z Bożą pomocą udało mi się dotrzeć do jątrzącej rany, którą sama przed sobą ukrywałam od 20 lat. Dotarcie do niej, przyjęcie jej i zaakceptowanie, oczyściło moje serce z i wielu niepokojów i lęków. Wiem, że Bóg był przy mnie przez ten cały czas, pomógł mi stanąć twarzą w twarz z prawdą i znieść ten widok, i przejść dalej. Natomiast ostatnia moja refleksja - każdy z nas, każdym codziennym słowem i gestem, każdym uśmiechem i nawet podaną herbatą, daje świadectwo Bożej miłości. Pamiętajmy o tym Odpowiedz Link