Dodaj do ulubionych

Ewolucja wiary u młodego człowieka

12.04.04, 00:13
Polecam ten artykuł, który pokazuje jak najczęściej przebiega ewolucja wiary.
Obserwuj wątek
    • alinaw1 Re: Ewolucja wiary u młodego człowieka 13.04.04, 07:47
      Czy prowadzisz prawdziwe badania statystyczne twierdząc, że tak jest w
      WIEKSZOŚCCI przypadków? Tu był widoczny rozdźwięk między tym, co nakazywali
      rodzice, a tym, jak było w ich domu. Nic dziwnego, że przy takim rozdźwięku
      młody człowiek czuł się dziwnie i porzucił wiarę. Widzisz, mnie się wydaje, że
      m.in. po to jest to forum abyśmy dzielili się doświadczeniami- jako rodzice i
      odpowiedzialni za przekazania daru wiary.
      • ogolone_jajka Re: Ewolucja wiary u młodego człowieka 13.04.04, 14:34
        alinaw1 napisała:

        > Czy prowadzisz prawdziwe badania statystyczne twierdząc, że tak jest w
        > WIEKSZOŚCCI przypadków?

        U mnie i u wielu moich kolegów msza była "odbębniana". To był przykry obowiązek do spełnienia po Teleranku. W domu nie było żadnej indoktrynacji. Biblia stała na półce, pokryta kurzem. Zarówno ja, jak i moi koledzy, mieszkamy w Warszawie. Stan majątkowy rodziców - na oko od przeciętnego wzwyż. Stan intelektualny - od matury po profesurę. Żaden z nas nie chodzi teraz do kościoła. Oto moja statystyka.
        • magkow14 Re: Ewolucja wiary u młodego człowieka 28.04.04, 12:00
          To, że nie miałeś przykładu od swoich rodziców to nie powód, żeby odwracać się
          od Boga, może powinieneś sam go odnależć. Oczywiście, jeśli tego chcesz. Bóg
          daje każdemu wolny wybór. Moi rodzice przekazali nam wiarę, choć z perspektywy
          czasu też uważam, że były braki, czasem spore. U mnie Słowa Bożego nie pokrywa
          kurz, dokładnie je analizujemy każdego dnia i czuje bliskość Boga w każdej
          chwili mojego życia, zarówno w tej smutnej jak i radosnej i za każdą mu
          dziękuje. Śledząc Twoje wypowiedzi utwierdzam się w przekonaniu, że szukasz
          zaczepki, a jednocześnie odpowiedzi na wiele pytań, które Cię nurtują.
          Magkow14.
    • goska_mama_kasi_i_gabrysi Re: Ewolucja wiary u młodego człowieka 13.04.04, 21:25
      Przeczytałam artykuł. Mnie też uderza rozdźwięk (jak to napisała Alinaw1)
      między nakazami rodziców, a sytuacją w domu.
      Bóg jest miłością, Bóg jest Ojcem. Jest dobrym, kochającym miłosiernym ojcem.
      Dla kogoś, kto nie zaznał nigdy BEZINTERESOWNEJ miłości rodzicielskiej
      (zwłaszcza ojcowskiej) te słowa są puste. Na rozum to wiadomo co one znaczą.
      Ale rozum, a praktyka (doświadczenmie takiej miłości) to dwie różne sprawy.
      Dopóki nie będziemy kochać i AKCEPTOWAĆ razem ze wszystkimi wadami (co nie
      oznacza pobłażania wadom! a jedynie zrozumienie! dla dziecka które popełnia
      błąd) naszych dzieci, mogą one mieć problem ze zrozumieniem i poczuciem KIM
      jest Bóg.
      Bóg nie siedzi w na chmurce mściwie ciesząc się z naszego cierpienia i czekając
      na nasze potknięcie. On razem z nami cierpi - tak jak ojciec/matka która cierpi
      razem z swoim dzieckiem, gdy ono cierpi. To zaczęło stawać się dla mnie jasne
      dopiero od momentu jak zostałam mamą.
      Dlaczego moje dzieci chodzą na mszę? Bo Bóg na nie czeka w kościele, tak jak
      babcia czy dziadek czekają na nasze odwiedziny i tak jak my czekamy na gości
      np. z okazji urodzin którejś z dziewczynek. I tak im właśnie stram się mówić.
      • ogolone_jajka Re: Ewolucja wiary u młodego człowieka 14.04.04, 15:45
        A co jest takiego szczególnego w budynku kościoła, że tam jest więcej boga?? Bo mnie się wydaje, że bóg jest wszędzie (jeśli już się w niego wierzy). Więc po co chodzić do kościoła, żeby byc z nim blisko, skoro on jest naokoło?? Bo tego nie rozumiem.
        • mysiam1 Jajek,. skoro już wiem... 15.04.04, 09:09
          ...jak najczęściej przebiega proces odchodzenia od wiary, to proszę, napisz,
          jak według Ciebie powinno wyglądać wychowanie dziecka, żeby od tej wiary ie
          odeszło. Ot, takie ćwiczenie na wyobraźnię, bo rozumiem, że nie jest Twoim
          zamiarem wpajanie dzieciom zasad wiary, ale spróbuj sobie wyobrazić, że chcesz
          to zrobić, mając w pamięci ten artykuł i własne doświadczenia. Nie proszę o to
          ironicznie, chciałabym wiedzieć, co robić, żeby nie zniechęcić do wiary swoich
          dzieci. Niestety wielkim przykładem dla nich być nie mogę jeśli chodzi o
          praktykę, bo zostałam wychowana tak a nie inaczej...
          Czy możesz poważnie potraktować moją prośbę?
          • ogolone_jajka Re: Jajek,. skoro już wiem... 26.04.04, 11:14
            Hmm, zastanawiałem się i nie wiem za bardzo. Gdybym ja musiał wpajać wiarę, to opowiedziałbym o Jezusie jako CZŁOWIEKU, że dobrze czynił, że pomagał ludziom, że umarł za swoje przekonania. Absolutnie nie mówiłbym, że jest bogiem wszechmogącym, bo to rodzi wątpliwości. Powiedziałbym natomiast, że wielu ludzi od śmierci Jezusa stara się go naśladować wierząc, że jeśli wszyscy będą dobrze czynili, to świat będzie lepszy.
            Tylko nie wiem czy ja w ogóle pisze o wierze??
            Bo za nic nie powiedziałbym dziecku, że to bóg stworzył świat i że nas zbawi albo strąci do piekła. Bo w to nie wierzę.
            Więc chyba nie wiem jak wychować dziecko w wierze i co zrobic żeby od tej wiary nie odeszło. Choc może wiem: do niczego nie zmuszać, nie wymagać żeby chodziło do kościoła, żeby się spowiadało, żeby chodziło na raligię, a dawać przykład swoim życiem. I wtedy dziecko wyrośnie na porządnego człowieka. A czy będzie modlic sie do figurek czy nie, to chyba nie ma znaczenia?

            • mysiam1 Re: Jajek,. skoro już wiem... 26.04.04, 23:19
              Rozumiem. Ale dziecko zaczyna pytać...np. dlaczego akurat Jezusa, a nie wujka
              Henia, albo dlaczego umarł na krzyżu, albo co to znaczy,że są Święta Bożego
              Narodzenia, albo Wielkanoc, albo dlaczego w niektórych miejscach widać krzyże z
              zawieszonym na nich człowiekiem, co oznaczają słowa kolędy,gdzie jest babcia,
              która umarła (oj, tylko mi nie mów, że zakopana w ziemi i tyle, bo nie masz
              pojęcia, jaki to może wywołać strach u małego dziecka; pamiętam, że kiedy miała
              z 7 lat,moja mama odpowiedziała mi podobnie na pytanie, co się dzieje gdy
              człowiek umiera - rzuciła krótko "zakopują go, nic nie czuje" i tp. - czy Ty
              wiesz, że ja, ledwie 7-letnie dziecko zastanawialam się, jaki jest sens życia,
              jeśli nic nie będę już czuła, po co żyć, skoro tak to się kończy? nie
              potrafiłam sobie wyobrazić, jak, dlaczego - nagle przestanę istnieć ZUPEŁNIE ).
              Wiesz, wydaje mi się, że małemu dziecku nie trzeba mówić o stworzeniu świata,
              bo dla niego światem są rodzice i to, co najbliżej. To raczej powinno mieć
              wymiar bardziej ludzki... Oj, Jajek, Jajek, myślę, że za parę lat zdziwisz się,
              przed jakimi pytaniami i wyzwaniami przyjdzie Ci stanąć...wink
              Pozdrawiam,
              Monika
              • ogolone_jajka Re: Jajek,. skoro już wiem... 26.04.04, 23:27
                Będę was na bieżąco informował o trudnych pytaniach moich dzieci smile
                ALe najśmieszniejsze jest to, że moja teściowa to dewotka (ostatnio trochę się uspokoiła) i pewnie będzie dziecięciu w główce mącić, opowiadać jakieś głupoty. To dopiero będę miał jazdę, żeby to wszystko odkręcić. Na me i dzieci mych szczęście, człek wyedukowany jestem i wypowiadać się potrafię. Wiedzę (zwłaszcza techniczną) też jaką taką mam, więc sądzę, że będę umiał rozsądnie i w miarę zgodnie z prawdą dzieciom odpowiedzieć.

                A Boże Narodzenie? Toż to pogański zwyczaj - zwłaszcza choinka. W BN najważniejsza jest choinka, prezenty i wyżerka. Reszta mnie nie obchodzi.
                • mysiam1 Re: Jajek,. skoro już wiem... 26.04.04, 23:39
                  ogolone_jajka napisał:

                  > Będę was na bieżąco informował o trudnych pytaniach moich dzieci smile
                  > ALe najśmieszniejsze jest to, że moja teściowa to dewotka (ostatnio trochę
                  się
                  > uspokoiła) i pewnie będzie dziecięciu w główce mącić, opowiadać jakieś
                  głupoty.
                  I właśnie dlatego powinieneś umieć mówić o tym dzieciom mądrze, żeby jedyną
                  osobą, która im powie o religii nie była ta najmniej odpowiednia.

                  > To dopiero będę miał jazdę, żeby to wszystko odkręcić. Na me i dzieci mych
                  szc
                  > zęście, człek wyedukowany jestem i wypowiadać się potrafię. Wiedzę
                  (zwłaszcza
                  > techniczną) też jaką taką mam, więc sądzę, że będę umiał rozsądnie i w miarę
                  zg
                  > odnie z prawdą dzieciom odpowiedzieć.
                  Tyle, że...dzieci to takie stworzenia, którym zwykle pasuje ta
                  bardziej "bajkowa" wersja rzeczywistości - one chyba lubią być chronione przez
                  aniołki, Bozię, Pana Jezusa; lubią słuchać o Dzieciątku, prawie takim, jak one
                  same - i jeśli pozwolisz, żeby słyszały to od Twojej teściowej, może się
                  zdarzyć, że będą wierzyć w podobny sposób.A Ty przecież chcesz, żeby było
                  mądrym i dobrym człowiekiem...

                  >
                  > A Boże Narodzenie? Toż to pogański zwyczaj - zwłaszcza choinka. W BN
                  najważniej
                  > sza jest choinka, prezenty i wyżerka.
                  Nie, ja nie mówię o TRADYCJI i o parodii Świąt, jaką niestety się uprawia
                  często w naszym i nie tylko naszym kraju, a o tym, skąd się wzięły te Święta.
                  Co oznacza "Boże Narodzenie", dlaczego akurat wtedy jest ta "wyżerka", chociaż
                  akurat to nie jest godne wielkiego zainteresowania.
                  Reszta mnie nie obchodzi.
                  Ciebie może nie, ale dziecko Cię zapyta, czemu ludzie dzielą się opłatkiem, co
                  to za Dzieciątko się urodziło, dlaczego "Boże", a nie inne. I co, powiesz
                  wtedy, że to Cię nie obchodzi? Hm, sądzę, że wątpię wink
                • ogolone_jajka Słowo o bożym narodzeniu 26.04.04, 23:41
                  Ks. dr G. Szmyd: Liturgika katolicka, Lwów 1934.
                  "Źródłem powstania okresu Bożego Narodzenia jest nie dzisiejsze święto Bożego Narodzenia z 25 grudnia, lecz uroczystość Epifanii czyli Trzech Króli z 6 stycznia. To święto było z początku właściwą rocznicą Narodzenia Jezusa Chrystusa. Powstało ono na Wschodzie w Aleksandrii w II wieku, zaś Kościół rzymski wprowadził je u siebie około roku 300 i przeniósł je w ćwierć wieku później na dzień 25 grudnia, ażeby przez to wyprzeć uroczystość pogańskiego boga słońca, która przypadała właśnie na ów dzień."


                  Choinka wigilijna w prostej linii wywodzi się z Babilonii, gdzie Drogę Mleczną nazywano Drzewem Świata. Tradycyjne dwanaście świeczek na choince, to pogańskie symbole Dwunastu Gwiazdozbiorów, leżących w ekliptyce, zwanych Zodiakiem albo Pasem Zwierzyńcowym, w które słońce "wstępuje" co miesiąc i w nich "mieszka". Strojenie drzewka (niekoniecznie świerkowego), było zwyczajem ludów germańskich, przy czym w niektórych krajach, (np. Anglia), zamiast choinki zawieszano pod sufitem pęk jemioły. Do Polski tradycja strojenia choinki przeniknęła z Niemiec dopiero w XIX stuleciu. Choinka jest symbolicznym "drzewem życia", przetrwania okresu panowania zimy i złych mocy, nadzieją na wiosenne odrodzenie. W tradycji chrześcijańskiej, stała się ona symbolem "drzewa wiadomości złego i dobrego". Oplatające ją papierowe łańcuchy symbolizują "węża kusiciela", a zawieszone jabłka, są odpowiednikami rajskich, którym wąż - według biblii - kusił Ewę. Natomiast umieszczana na szczycie choinki gwiazda, jest symbolem Gwiazdy
                  • mysiam1 Re: Słowo o bożym narodzeniu 27.04.04, 18:41
                    Och, Jajek, nie rozumiemy się. Przecież ja nie twierdzę, że masz tłumaczyć,
                    dlaczego 25 grudnia, a nie 22, albo 29. Chodzi mi o samą "ideę" tych Świąt, o
                    to, co powiesz dziecku, kiedy zapyta, co to za mały chłopczyk leży w żłóbku i
                    dlaczego ktoś się nim przejmuje. Dlaczego akurat jego urodziny są ważne.
                    Jeśli "wyjedziesz" z historią Świąt Bożego Narodzenia od praprzodków i
                    pogańskich bożków, to dziecko obróci się na pięcie i pójdzie zapytać kogoś, kto
                    mówi łatwiejszym językiem...np. babci...wink
                    • ogolone_jajka Re: Słowo o bożym narodzeniu 28.04.04, 00:21
                      > Chodzi mi o samą "ideę" tych Świąt, o
                      > to, co powiesz dziecku, kiedy zapyta, co to za mały chłopczyk leży w żłóbku i
                      > dlaczego ktoś się nim przejmuje. Dlaczego akurat jego urodziny są ważne.

                      Och to banalne.
                      Powiem dziecku, że od wieków, a nawet tysiącleci ludzie najróżniejszych kultur obchodzili mniej więcej w tym okresie Święto Śłońca. A dlaczego akurat wtedy? Bo wtedy wypada najkrótszy dziń i najdłuższa noc. Od tego dnia dnie stają się coraz dłuższe, a noce coraz krótsze. No a ludzie lubią słońce, bo słońce daje ciepło, daje życie, itd. A właśnie w okolicy owego dnia słońce zaczynało wygrywać walkę z nocą. I ludzie cieszyli się z tego przez tysiące lat. Że to początek zwycięskiej walki słońca. Ale potem, jakieś 1700 lat temu, pewna bardzo wpływowa organizacja ustanowiła nowe święto w tym dniu, by ludzie zapomnieli o słońcu. I wymyśliła nowe święto. I tak to się jakoś potoczyło, że teraz prawie nikt nie pamięta co świętowali nasi przodkowie. Teraz świętuje się narodziny Jezusa. A dlaczego? Bo ci co go wymyslili byli bardzo silni i bogaci i zmusili innych do czczenia Jezusa. Siłą. Gdy ktoś odmawiał, to go zabijali. Ale teraz, powiem synkowi, nikt ci nic nie zrobi, jeżeli nie będziesz modlił się do jakiegoś Jezusa. Jezus urodził sie 2 tysiące lat temu. A Słońce jest od miliardów lat. I to Słońce daje nam życie i ciepło. Bez niego nie istnielibyśmy. A bez Jezusa ludzie żyli dziesiątki tysięcy lat. To i teraz przeżyją. Bez Słońca nie. To kto jest ważniejszy?

                      Dziękuję za uwagę. Logiczne?
                      • mysiam1 Re: Słowo o bożym narodzeniu 28.04.04, 10:05
                        Jajek. Już nie będę Cię pytać. Powiem Ci jedno. Jesteś słodki. Po prostu
                        słodki. Nie wiem, jak duże jest Twoje dziecko, ale o ile pamiętam, pisałeś
                        kiedyś, że nie umie jeszcze mówić. To dobrze. Masz trochę czasu na dostosowanie
                        swojego sposobu myślenia winkChciałabym widzieć i słyszeć kilkulatka, któremu
                        serwujesz takie wykłady - to może być naprawdę fascynujące, bo nawet sobie nie
                        wyobrażasz, jakimi krętymi drogami chodzą dziecięce myśli wink)))
                        Aha, ale jednak zapytam. A co będzie jeśli Twój synek powie "Tatusiu, ale kiedy
                        ten Jezus mi się bardzo podoba i ja chcę się do Niego modlić"? Wyzwiesz go od
                        oszołomów? wink

                        ogolone_jajka napisał:

                        > > Chodzi mi o samą "ideę" tych Świąt, o
                        > > to, co powiesz dziecku, kiedy zapyta, co to za mały chłopczyk leży w żłóbk
                        > u i
                        > > dlaczego ktoś się nim przejmuje. Dlaczego akurat jego urodziny są ważne.
                        >
                        > Och to banalne.
                        > Powiem dziecku, że od wieków, a nawet tysiącleci ludzie najróżniejszych
                        kultur
                        > obchodzili mniej więcej w tym okresie Święto Śłońca. A dlaczego akurat wtedy?
                        B
                        > o wtedy wypada najkrótszy dziń i najdłuższa noc. Od tego dnia dnie stają się
                        co
                        > raz dłuższe, a noce coraz krótsze. No a ludzie lubią słońce, bo słońce daje
                        cie
                        > pło, daje życie, itd. A właśnie w okolicy owego dnia słońce zaczynało
                        wygrywać
                        > walkę z nocą. I ludzie cieszyli się z tego przez tysiące lat. Że to początek
                        zw
                        > ycięskiej walki słońca. Ale potem, jakieś 1700 lat temu, pewna bardzo
                        wpływowa
                        > organizacja ustanowiła nowe święto w tym dniu, by ludzie zapomnieli o słońcu.
                        I
                        > wymyśliła nowe święto. I tak to się jakoś potoczyło, że teraz prawie nikt
                        nie
                        > pamięta co świętowali nasi przodkowie. Teraz świętuje się narodziny Jezusa. A
                        d
                        > laczego? Bo ci co go wymyslili byli bardzo silni i bogaci i zmusili innych do
                        c
                        > zczenia Jezusa. Siłą. Gdy ktoś odmawiał, to go zabijali. Ale teraz, powiem
                        synk
                        > owi, nikt ci nic nie zrobi, jeżeli nie będziesz modlił się do jakiegoś
                        Jezusa.
                        > Jezus urodził sie 2 tysiące lat temu. A Słońce jest od miliardów lat. I to
                        Słoń
                        > ce daje nam życie i ciepło. Bez niego nie istnielibyśmy. A bez Jezusa ludzie
                        ży
                        > li dziesiątki tysięcy lat. To i teraz przeżyją. Bez Słońca nie. To kto jest
                        waż
                        > niejszy?
                        >
                        > Dziękuję za uwagę. Logiczne?
                        • ogolone_jajka Re: Słowo o bożym narodzeniu 28.04.04, 10:40
                          A co będzie jeśli Twój synek powie "Tatusiu, ale kiedy
                          >
                          > ten Jezus mi się bardzo podoba i ja chcę się do Niego modlić"? Wyzwiesz go od
                          > oszołomów? wink

                          Nie sądzę, żeby dziecko rozsądnych, wykształconych i niewierzących rodziców wolało jakiegoś nieznanego mu Jezusa od Słońca (tym bardziej że nie będzie stale indoktrynowane), ale nawet jeśli tak się stanie, to nie będę mu zabraniać. Tylko podyskutuję. Ale jak się uprze to mu pozwolę. W końcu to nie jest nic wielce szkodliwego. Bo jak się uprze robić mi kupę na stole, to jednak będę stanowczo oponował. Ale jak postanowi się modlić do Jezusa, Buddy, Kriszny, Wisznu, Siwy czy tysiąca innych bogów wymyślonych przez ludzi, to jego sprawa. Nawet jak się będzie modlił do Szatana. Wsio rawno. Byle nie łamał ogólnie przyjętych zasad. Jak się okaże pedałem, to też nie będę sie przeciwstawiał. Co nie znaczy, że będę wielce ukontentowany.

                          • mika74 Re: Słowo o bożym narodzeniu 28.04.04, 10:58
                            ogolone_jajka napisał:

                            > A co będzie jeśli Twój synek powie "Tatusiu, ale kiedy
                            > >
                            > > ten Jezus mi się bardzo podoba i ja chcę się do Niego modlić"? Wyzwiesz go
                            > od
                            > > oszołomów? wink
                            >
                            > Nie sądzę, żeby dziecko rozsądnych, wykształconych i niewierzących rodziców
                            wol
                            > ało jakiegoś nieznanego mu Jezusa od Słońca (tym bardziej że nie będzie stale
                            i
                            > ndoktrynowane), ale nawet jeśli tak się stanie, to nie będę mu zabraniać.
                            Tylko
                            > podyskutuję. Ale jak się uprze to mu pozwolę. W końcu to nie jest nic wielce
                            s
                            > zkodliwego. Bo jak się uprze robić mi kupę na stole, to jednak będę stanowczo
                            o
                            > ponował. Ale jak postanowi się modlić do Jezusa, Buddy, Kriszny, Wisznu, Siwy
                            c
                            > zy tysiąca innych bogów wymyślonych przez ludzi, to jego sprawa. Nawet jak
                            się
                            > będzie modlił do Szatana. Wsio rawno. Byle nie łamał ogólnie przyjętych
                            zasad.
                            > Jak się okaże pedałem, to też nie będę sie przeciwstawiał. Co nie znaczy, że

                            > dę wielce ukontentowany.

                            A jesli mozna wtracić: w jakim wieku sa Twoje pociechy? I co na ich wychowanie
                            religijne Twoja zona?
                            >
                            • ogolone_jajka Re: Słowo o bożym narodzeniu 28.04.04, 12:23
                              Półtora ruku. Drugie w drodze.
                              Żona ma podobne zdanie do mojego, na szczęście. Choć mniej wojujące. Bo ma to głębiej w....

                          • mysiam1 Re: Słowo o bożym narodzeniu 28.04.04, 11:36
                            ogolone_jajka napisał:

                            > A co będzie jeśli Twój synek powie "Tatusiu, ale kiedy
                            > >
                            > > ten Jezus mi się bardzo podoba i ja chcę się do Niego modlić"? Wyzwiesz go
                            > od
                            > > oszołomów? wink
                            >
                            > Nie sądzę, żeby dziecko rozsądnych, wykształconych i niewierzących rodziców
                            wol
                            > ało jakiegoś nieznanego mu Jezusa od Słońca (tym bardziej że nie będzie stale
                            i
                            > ndoktrynowane)

                            Jajku, to nie takie trudne. Ja na przykład jestem "profesorską" córką bardzo
                            wykształconych rodziców, którzy mówili mi, że nie ma Boga i ludzie idą do
                            piachu. A jednak wierzę.
                            • ogolone_jajka Re: Słowo o bożym narodzeniu 28.04.04, 12:21
                              > Ja na przykład jestem "profesorską" córką bardzo
                              > wykształconych rodziców, którzy mówili mi, że nie ma Boga i ludzie idą do
                              > piachu. A jednak wierzę.

                              Cóż, nie ma ideałów wink
    • praktycznyprzewodnik Re: Ewolucja wiary u młodego człowieka 25.04.04, 10:49
      Smutne.
    • linkin_olka Re: Ewolucja wiary u młodego człowieka 25.04.04, 10:59
      wreszcie jakiś mądry artykuł

      lekcje religi to katastrofauncertain
    • grrrrw Re: Ewolucja wiary u młodego człowieka 25.04.04, 14:15
      Nie lepsza ni gorsza od lekcji religii zorganizowanej przez sw. Pawła w
      Atenach, a przeciez mówił do ludzi religijnych. A co w Listrze, to juz nie
      wspomne !
      • sion2 Re: Ewolucja wiary u młodego człowieka 25.04.04, 18:41
        naszła mnie tylko jedna refleksja po przeczytaniu tego artykułu: ten człowiek
        NIGDY nawet przez minute nie szukał Boga, ani nie chciał w Niego wierzyć
        on szukał idolów, bozków, wydawało mu się, ze aby wierzyć w Boga nalezy
        postępowac tak, jak księża a nie jak mówi Bóg w swoim Słowie
        nigdy nie próbował wiary bo dla niego kościół=Bóg
        skoro kościół okazał sie "be" to doszedł o wniosku, ze Bóg jest tez "be"

        tylko baaaardzo się pomylił

        kompletnie nie rozumiem ludzi dla których ich wiara jest uwarunkowana tym, czy
        znajdą dobry przykład w Kościele Katolickim czy nie
        jak nie znajdą to zamiast poszukać Boga a nie idola ludzkiego czy
        fantystycznej, cudownej, nieomylnej i niesamowitej wspólnoty - dochodzą do
        wniosku że
        1. Boga nie ma
        2. i/lub Kościół katolicki to największe zło jakie istnieje na świecie (no albo
        jedno z największych przynajmniej)
        • ciumak Re: Ewolucja wiary u młodego człowieka 26.04.04, 00:30
          Myślę, że trafiłaś w sedno. Natomiast rodzi się pytanie: dlaczego tak się stało?
          Dlaczego nie przyszło mu do głowy, że można się zwrócić bezpośrednio do Boga?
          Tak na gorąco mam takie myśli:
          - Tu jest na pewno potrzebny Duch Święty. Nawet, jeśli by facet spotkał kogoś,
          kto by mu zapodał taki pomysł, nawet, jeśliby mu powiedział, że to działa w
          praktyce itd. itp. to mógłby to olać i uznać delikwenta za nawiedzonego,
          podobnie, jak myśli wielu ludzi tu na forum. Czy nie padały tu podobne
          świadectwa działania Boga? Czy odniosły jakiś skutek?
          - Co może i co powinien zrobić ten człowiek? Chyba jedyne co ma sens to na
          początek jakieś choćby bardzo nieuświadomione zadanie sobie pytania, że może coś
          jest w tym, że Bóg może pomóc zmienić tę beznadzieję...
          - Zaraz mnie tu niektórzy wyśmieją, ale myślę, że tu może pomóc modlitwa tych,
          których porusza sytuacja takich osób. Mnie to poruszyło i właśnie wstawiłem się
          do Boga za autorem tego artykułu, a także (nieproszony!) za ogolonym i 18VII.
          Gniewacie się, że trochę pogadałem sobie z Panem Bogiem o was za waszymi
          plecami? wink Nie jestem prorokiem i nie słyszałem Go, ale wydaje mi się, że Mu
          na Was zależy.
          • ogolone_jajka Re: Ewolucja wiary u młodego człowieka 26.04.04, 11:09
            Eheheeh, no dzięki wielkie.
            Ostatecznie modlitwa nikomu jeszcze nie zaszkodziła. No chyba, że ktoś modli się leżąc krzyżem przez dobę, ale o takie zboczenie nawet was nie posądzam.

            Tyle, że modlitwa pomaga TYLKO modlącemu się. Modlitwa to nic innego tylko autosugestia. A autosugetia wpływa tylko na autora. No, w wyjątkowych przypadkach medim może zahipnotyzować innego człowieka. Ale ja na wszelkie hipnozy jestem raczej odporny. No a na modlitwy to już w ogóle hehe
            • mika74 Re: Ewolucja wiary u młodego człowieka 26.04.04, 11:21
              ogolone_jajka napisał:

              > Eheheeh, no dzięki wielkie.
              > Ostatecznie modlitwa nikomu jeszcze nie zaszkodziła. No chyba, że ktoś modli
              si
              > ę leżąc krzyżem przez dobę, ale o takie zboczenie nawet was nie posądzam.
              >
              > Tyle, że modlitwa pomaga TYLKO modlącemu się. Modlitwa to nic innego tylko
              auto
              > sugestia. A autosugetia wpływa tylko na autora. No, w wyjątkowych przypadkach
              m
              > edim może zahipnotyzować innego człowieka. Ale ja na wszelkie hipnozy jestem
              ra
              > czej odporny. No a na modlitwy to już w ogóle hehe

              To ciekawa teoria. Bo w moim zyciu moja modlitwa pomaga także innym ludziom,
              nie tylko mnie. Przez modlitwe wstawiennicza w znajomej grupie modl. uzdrowiona
              została babka z koncowego stadium raka, inna w dnia na dzien z udaru mózgu i
              mała dziewczynka z nieuleczlnej choroby(pewnie nie widziała nawet ,ze sie za
              nia modlimy). "Módlcie sie jedni za drugiego abyscie uzyskali zdrowie"
              (oczywiście nie chodzi tu tylko o uzdrowienie fizyczne) Także dzieki modlitwom
              dzieje sie wiele inych cudów, które mozna by uznac za przypadek gdyby nie
              to ,że moje zycie składa sie z samych takich przypadków w dodatku niektóre
              wczesniej zapowiedzine w mojej modlitwie przez Boga.

              Znowu Cie mecze jajekwink
            • ciumak Re: Ewolucja wiary u młodego człowieka 26.04.04, 21:59
              Wiesz, stary, to jest tak. Jak piszę do Ciebie, to chcę Ci coś powiedzieć. Bywa
              i tak, że przez mojego posta coś mi się układa w głowie, coś sobie uświadamiam,
              no i fajnie, ale to jest skutek uboczny. Podstawowym celem mojego posta do
              Ciebie jest przekazanie Ci tego czy tamtego. Cały czas zakładam, że Twoje posty
              piszesz sam, a nie superinteligentna wtyczka do przeglądarki.
              Tak samo jest z modlitwą. Modląc się do Boga (zwrot: "do Boga" jest tu kluczowy)
              chcę Mu coś powiedzieć, np. poprosić Go o to, żeby w jakiś sposób nauczył Cię
              czegoś nowego o sobie. (To jest dobra prośba w stosunku do każdej osoby, nie
              tylko Ciebie.) Oczywiście, że kiedy wstawiam się za Tobą automatycznie poprawia
              się w jakiś sposób Twój obraz w moim umyśle i super. Ale ponieważ modlę się do
              Boga, z którym już niejednokrotnie przechodziłem przez różne rzeczy i nie mam
              wątpliwości, że jest to konkretna osoba, z którą można porozmawiać i ta rozmowa
              nie jest takim se niepotrzebnym strzępieniem języka, jakbym rozmawiał ze ślepym
              o kolorach - spodziewam się, że On słyszy i rozumie moją modlitwę. A w dodatku
              jeśli wiem, że On też chce tego, o co proszę, to coś z tym w swoim czasie zrobi.
              Tak że nie chcę Cię straszyć, ale oczekuj zmian! wink
              Dobra, trochę się wygłupiam, ale tak na poważnie to jeśli tylko jest się
              szczerym przed samym sobą i ma się otwarty umysł i trochę odwagi do bycia innym
              niż większość (a takim Cię postrzegam) to jest rzeczą naturalną, że zachodzi
              jakaś "ewolucja wiary u młodego człowieka". Życzę Ci i modlę się o to, żeby ta
              ewolucja przyniosła Ci przynajmniej te korzyści, które są moim udziałem, a nie
              zgorzknienie jak w przypadku autora artykułu. Bo musisz wiedzieć, że kiedyś
              byłem trochę jak Ty i teraz widzę sprawy niejako z obu stron (proszę Cię, nie
              odbierz tego jako jakieś patrzenie z góry czy uważanie się za lepszego - po
              prostu dzielę się tym, co przeżyłem). Można założyć, że Boga nie ma i całe to
              "udawanie świętych" jest po prostu śmieszne - na tym założeniu można nawet
              oprzeć zgrubsza sensowny światopogląd! Można też założyć, że Bóg istnieje i
              zwrócić się do Niego o pomoc - wtedy On odpowie i zacznie przemianę wszystkiego.
              Natomiast jeśli się przeszło przez oba te stany, to wszystko staje się
              oczywiste. Możesz mi nie uwierzyć i stwierdzić, że coś sobie ubzdurałem. Możesz
              mnie załatwić argumentami, na które nie znajdę kontrargumentów. To jest Twój
              wybór. Ja Ci napisałem, a Ty zrób z tym co chcesz.
              • ogolone_jajka Do miki74 i ciumaka 26.04.04, 23:07
                No dobra. Pomódlcie się, żeby coś mi wyszło albo nie wyszło w najbliższej przyszłości. Choć chyba bóg nie lubi modlitw, w których prosicie o kuku dla bliźniego? No więc możecie się pomodlić za coś tam dla mnie. Jest jedna duża rzecz, której pragnę. Pragnę, to może zbyt wielkie słowo, ale kiedyś bardzo tego chciałem. Potem o tym zapomniałem. Teraz znów by mi się przydało. Ale nie jest to rzecz materialna. Lekarz twierdzi, że ja tak po prostu mam i że nie mogę się spodziewać, że uda mi się zrobić to co pragnę. Czyli jest to rzecz "z bajki" miki74 - coś z organizmem (ale nie jestem chory czy sparaliżowany). Tylko nie wiem czy można tak stawiać sprawę: jeśli mi to wymodlicie, to ja uwierzę w boga? Ale tak stawiam. Bo ja jestem niewierny Tomasz do n-tej potęgi. Ale jak mi to załatwicie (jak mi to bóg załatwi) to w niego uwierzę i anwet zacznę pisać wielka literą. Tylko zastrzegam, że do kościoła nie chce mi się chodzić.
                No to do dzieła!!!

                • mika74 Re: Do miki74 i ciumaka 28.04.04, 10:45
                  ogolone_jajka napisał:

                  > No dobra. Pomódlcie się, żeby coś mi wyszło albo nie wyszło w najbliższej
                  przys
                  > złości. Choć chyba bóg nie lubi modlitw, w których prosicie o kuku dla
                  bliźnieg
                  > o? No więc możecie się pomodlić za coś tam dla mnie. Jest jedna duża rzecz,
                  któ
                  > rej pragnę. Pragnę, to może zbyt wielkie słowo, ale kiedyś bardzo tego
                  chciałem
                  > . Potem o tym zapomniałem. Teraz znów by mi się przydało. Ale nie jest to
                  rzecz
                  > materialna. Lekarz twierdzi, że ja tak po prostu mam i że nie mogę się
                  spodzie
                  > wać, że uda mi się zrobić to co pragnę. Czyli jest to rzecz "z bajki" miki74 -

                  > coś z organizmem (ale nie jestem chory czy sparaliżowany). Tylko nie wiem czy
                  m
                  > ożna tak stawiać sprawę: jeśli mi to wymodlicie, to ja uwierzę w boga? Ale
                  tak
                  > stawiam. Bo ja jestem niewierny Tomasz do n-tej potęgi. Ale jak mi to
                  załatwici
                  > e (jak mi to bóg załatwi) to w niego uwierzę i anwet zacznę pisać wielka
                  literą
                  > . Tylko zastrzegam, że do kościoła nie chce mi się chodzić.
                  > No to do dzieła!!!

                  Może powiedz to sam Panu Bogu: "uzdrów mnie to wprawdzie w Ciebie uwierze,ale
                  Cie oleję" ("Zle duchy tez wierza i drżą")!
                  Bede sie modlić o wiare i ufnośc Bogu dla Ciebie to uzdrowienie przyjdzie wraz
                  z tym.
                  smile
                • ciumak Re: Do miki74 i ciumaka 28.04.04, 12:29
                  Gdybyś tego naprawdę pragnął, to pewnie Bóg by inaczej na to patrzył. Ale skoro
                  piszesz, że "pragnąć" to zbyt wielkie słowo, to chyba szkoda czasu. Ja sam też
                  mam różne rzeczy, o których myślę, że "wypadałoby" się o nie modlić i w ogóle to
                  wstyd, że tak mało mi na nich zależy, ale jak mam się modlić bez wiary i bez
                  przekonania, to nie ma sensu. Nie umiem powiedzieć, kiedy coś mi leży na sercu,
                  a kiedy nie. Ale jak leży, to staram się o to modlić, a jak nie, to nie.
                  Wiesz co, siądź sobie kiedyś spokojnie, zastanów się co jest dla Ciebie ważne i
                  na czym Ci tak naprawdę zależy i napisz. Może jak stwierdzisz, że jest to ważne
                  dla Ciebie, to sam też się zaczniesz o to modlić? Tylko mi nie pisz, że takiego
                  niedowiarka Bóg nie będzie słuchał. Wręcz przeciwnie, nasz Bóg zostawia 99 owiec
                  dla jednego upartego barana wink
        • mysiam1 Re: Ewolucja wiary u młodego człowieka 26.04.04, 23:28
          Sion, zwróć jednak uwagę na to, że patrzysz z punktu widzenia, osoby, która
          CHCE szukać, która widzi POZA tą fasadą, a nie każdy to potrafi, tym bardziej
          zupełnie młodzi ludzie, którzy zapewne byli wychowywani na zasadzie: zmów
          paciorek przed snem, idź do I Komunii, to dostaniesz rower/zegarek/komputer,
          idź do kościoła, bo babcia się pogniewa. I tak, jak czytając czy omawiając
          nawet najpiękniejszy wiersz czy powieść na lekcji j. polskiego będą widzieć w
          nim tylko coś, co MUSZĄ przeczytać, nudną lekturę do zaliczenia i zapomnienia,
          ew. temat klasówki czy egzaminu maturalnego, tak to, co na lekcjach religii -
          właśnie tak, a nie inaczej, w oderwaniu od "głównej idei".


          sion2 napisała:

          > naszła mnie tylko jedna refleksja po przeczytaniu tego artykułu: ten człowiek
          > NIGDY nawet przez minute nie szukał Boga, ani nie chciał w Niego wierzyć
          > on szukał idolów, bozków, wydawało mu się, ze aby wierzyć w Boga nalezy
          > postępowac tak, jak księża a nie jak mówi Bóg w swoim Słowie
          > nigdy nie próbował wiary bo dla niego kościół=Bóg
          > skoro kościół okazał sie "be" to doszedł o wniosku, ze Bóg jest tez "be"
          >
          > tylko baaaardzo się pomylił
          >
          > kompletnie nie rozumiem ludzi dla których ich wiara jest uwarunkowana tym,
          czy
          > znajdą dobry przykład w Kościele Katolickim czy nie
          > jak nie znajdą to zamiast poszukać Boga a nie idola ludzkiego czy
          > fantystycznej, cudownej, nieomylnej i niesamowitej wspólnoty - dochodzą do
          > wniosku że
          > 1. Boga nie ma
          > 2. i/lub Kościół katolicki to największe zło jakie istnieje na świecie (no
          albo
          >
          > jedno z największych przynajmniej)
          • sion2 Re: Ewolucja wiary u młodego człowieka 27.04.04, 17:54
            trochę masz racji ale nie do końca, bo ja wcale nie jestem ze świętej rodziny ;-
            ))
            ja sama podjęłam wysiłek szukania Boga i wkrótce odkryłam, ze to On pierwszy
            mnie zaczął szukać i zaczęło się...
            a chce tylko powiedzieć, że nie rozumiem utozsamiania kościoła z Bogiem czyli
            jaki jest KK taki jest Bóg, jaki jest ksiadz/katechetka taki jest Bóg

            nie rozumiem odchodzenia od KK, bo mi się ksiądz nie oduśmiechnął jak ja sie do
            niego usmiechnęłam wink)

            nie rozumiem odchodzenia od KK bo mnie zgorszył ksiądz, choć to nie jest
            oczywiście tak, ze ich postawa moralna jest bez znaczenia - o, nie!
            ale to ja odpowiem za swoje życie przed Bogiem i Bóg mnie zapyta czy Jego
            szukałam czy księdza supermana bądź sekty, w której czułabym się akceptowana i
            kochana przez wszystkich (i ten guru taaaaki świety!)

            ale że czegoś nie rozumiem to nie znaczy, że kogos potepiam, przeciez ja piszę
            ogólnie a każdy ma inne zycie i swoje tragedie smile))proszę żeby nikt nie poczuł
            się urażony, ja piszę tylko ze swojego punktu widzenia

            dodam tylko, że w liceum kiedy religia trafiła juz do szkół miałam tak bardzo
            beznadziejnych księży katechetów, ze drugich takich ze świeca by szukać!
            ale moja wiara w Boga wtedy kwitła
            dzieki osobistej modlitwie i spotkaniu z Bogiem w sakramentach
            i było mojej wierze kompletnie obojetne czy ksiądz udzielający mi sakramentu
            jeździ mercedesem czy rozdaje ostatnie ubrania ubogim
            bo szukałam Boga i nikogo więcej
            • wojtek_tata Re: Ewolucja wiary u młodego człowieka 27.04.04, 18:08
              Sion,
              to miałaś wielkie szczęście, myślę. Pan Bóg trzymał Cię mocno. A co z tymi,
              którzy nie mają takiego szczęścia? Gorszą się nami - chrześcijanami od siedmiu
              boleści, i tyle. Jak mają wierzyć, skoro nie widzą znaków wiary? Skoro "wiara
              sobie, życie sobie, bo trzeba przecież jakoś żyć"? Gdzie mają tego Chrystusa
              zobaczyć, jak już zaczną wątpić w sakramenty i zadają pytanie: "a czym
              właściwie się różni kościół od wszelkich innych budynków?" i "po co tam
              chodzić?". Albo pójdą przy jakiejś okazji (np. pogrzebu) do kościoła i tam
              spotkają nas - statystycznie wierzących (z tych 90 % uncertain), co nie bardzo wiemy,
              kiedy wstać, a kiedy usiąść...
              Naprawdę się boję zgorszenia, jakie sieję.
              No. Tak mi się to jakoś napisało.
              Pozdrawiam!
              W.
              PS No i w tym kontekście przekazanie wiary dzieciom graniczy z cudem. Albo i
              przekracza tę granicę smile)
              • sion2 Re: się zgadzam! :-))) 27.04.04, 20:17
                myslę, ze znaki wiary jak to ująłęś są konieczne i każdy odpowie za zgorszenie
                jakie uczynił
                tylko z drugiej strony Bóg zawsze każdego pyta o jego wiarę, a nie o błędy
                innych - i tylko dlatego to napisałam, zeby może komuś kto usprawiedliwia swoje
                odejście od wiary czy Kościoła złymi uczynkami innych, żeby taki ktoś się
                zastanowił nad swoją wiarą i relacją z Bogiem, bo to najważniejsze

                ja też boję sie zgorszenia, które sieję często i gęsto jak mi się zdaje sad((
                lecz wszystko,a zwłaszcza nędzę oddaję Jezusowi mówiąc jak dziecko "uzdrów mnie
                i tych, których zraniłam..." - to działa, polecam wszystkim smile))!
                • adzia_a Re: się również zgadzam! :-))) 28.04.04, 08:55
                  sion2 napisała:

                  > ja też boję sie zgorszenia, które sieję często i gęsto jak mi się zdaje sad((

                  No, ja nawet założyłam wątek na ten temat smile
                  Ja chciałabym zauważyć jedną rzecz - są osoby "maluczkie", o takich pisał
                  Wojtek. Te osoby można łatwo odciągnąć od Boga poprzez zły przykład, a chętnie
                  do niego wracają kierowane przykłądem pozytywnym. Ale jeśli ktoś, kto sprawia
                  wrażenie osoby bardzo pewnej siebie, kochającej własne poglądy, ktoś
                  twierdzący, że nie daje się manipulować - jednoczesnie mówi, że od Boga
                  odstraszył go niemoralnie się prowadzący ksiądz, to jednak coś tu nie gra. Albo
                  ta osoba nie jest tak do końca niezależna, albo tak naparwdę nigdy nie zależało
                  jej na kontakcie z Bogiem.

                  PS. Mój kościół oczywiście jest fatalny wink Podobnie jak wiele innych. I co z
                  tego? Polacy w niektórych krajach też mają paskudną opinię, a jednak
                  obywatelstwa się nie zrzekam...
                  • wojtek_tata do adzi_a o "maluczkich" i świadectwie 28.04.04, 09:09
                    adzia_a napisała:

                    > Ja chciałabym zauważyć jedną rzecz - są osoby "maluczkie", o takich pisał
                    > Wojtek. Te osoby można łatwo odciągnąć od Boga poprzez zły przykład, a
                    chętnie
                    > do niego wracają kierowane przykłądem pozytywnym.

                    Wiesz, Adziu, ja myślę, że to jednak trudniejsza sprawa. Znacznie łatwiej
                    odstraszyć, zniechęcić i zrazić, niż przyciągnąć... A czy chodzi tylko
                    o "maluczkich". Chyba wszyscyśmy "maluczcy" smile
                    Chyba każdy osobnik w wieku dojrzewania jest strasznie wyczulony na fałsz. Więc
                    jak nie widzi związku wiary (słów) z życiem, to idzie szukać tego związku gdzie
                    indziej. Niektórym to zostaje na dłużej. Niektórzy wracają. A niektórzy nie.
                    I też - myślę - nie chodzi o "przykład" w znaczeniu "pobożnego życia", ale
                    raczej o jakieś "poruszenie serca", znak zapytania, o coś , co jest "głupstwem
                    dla świata". Dla kogoś znakiem może być adopcja dziecka, dla kogoś - adopcja
                    _trzeciego_ dziecka, dla kogoś - pojednanie syna z ojcem, który go zostawił,
                    gdy ten był mały, dla kogoś - pokorna posługa w hospicjum, dla kogoś -
                    rezygnacja z dochodzenia w sądzie swoich oczywistych praw, dla kogoś -
                    przyjęcie z pogodą ducha szóstego dziecka, dla kogoś - akceptacja choroby.
                    Ale... I tu jest pewien paradoks - ktoś inny każdym z tych świadectw może się
                    też zgorszyć. To jest pewna tajemnica.
                    Pozdrawiam
                    Wojtek
                    • adzia_a Re: do adzi_a o "maluczkich" i świadectwie 28.04.04, 09:15
                      Wojtku, to na pewno trudniejsza sprawa wink)) Chodzi mi o to, że jedne osoby
                      łatwiej ulegają wpływom niż inne - tylko że właśnie najgłosniej gorszą się ci,
                      którzy twierdzą, że są niezależni i na ich decyzje nikt podobno nie wpływa...

                      PS. Mnie się w ogóle wydaje, że to bardzo komfortowo uważać się
                      za "maluczkiego" i zrzucać odpowiedzialność za swoje błędy na innych ("ksiądz
                      ma kochankę i mi dał zły przykład" ) - sek w tym, że często stajemy po drugiej
                      stronie, po stronie tych "gorszących"...
    • mika74 Re: Ewolucja wiary u młodego człowieka 28.04.04, 10:36
      ogolone_jajka napisał:

      > Polecam ten artykuł, który pokazuje jak
      najczęściej przebiega ewolucja wiary.

      No..wlasnie przczytałam ten "artykuł". O ewolucji wiary tu akurat byc mowy nie
      może ,bo zadnej wiary ten pan redaktor(?) nigdy nie miał.
      Ale z odróznieniu chyba od wiekszości artykuł ubawił mnie setnie. Napisany (jak
      pewnie wiekszośc artykułów na tej stronie "racjonalista(?)" przez jakiegos
      kilukanstoletniego chloptasia, który tyle ma(miał?) z Kościołem wspólnego ile
      przechodzi koło kościoła na ulicy ,ewentulanie nasłuchał się od kumpli.
      Język artykułu raczej swiadczy od poczatku,ze autor próbuje "podjarać"
      czytelnika, poniecic jego zmysly w celu wywoałnia emocji nienawiści i niesmaku.
      Jak ktoś troche zna sie na psychologii to zauwazy ,ze jest to zwykła
      manipulacja psychologiczna. Od razu z grubej rurry dłuuugi temat onanizmu i
      twierdzenie,ze "seks to grzech" (stały mit wśród ateistów, nigdy nie slyszany
      przeze mnie z ust jakiegokolwiek duchownego czy innego katolika, po prostu
      istna bzdura). Kurs przedmalżenski tez nacechowany głownie erotyka przez
      głupiego ksiedza, który ogranicza małżenstwo do NPR (jakby całe malżenstwo na
      tym polegało). Oczywiście także glupi księdz na reli. Kolo salki katech,.
      szambo, do którego wszyscy sie załatwiają( podniecenie rosnieeeeeeee, wszystko
      co z Kościołem związne jest brudne, ciemne i zasra...).
      Wszytsko zakończone podsumowaniem ,ze w 2001r.(?!) nastapi śmierc katolicyzmu
      na Zachodzi i szał fanatycznych "starych, brzydkich, owdowiłych
      dewotek"(wypraszam sobie!) pod kinem (chodzi o film "Pasja"?).
      Cały artykul jest strasznie tendencyjny, manipulacyjny, cos w stylu
      młodziezowych bojówek KG-bowskich.
      Ma ziarna "prawdy" np. ja tez mialm nuuudnego ksiedza na religii w sredniej i
      najczęściej chodzialam wtedy na wagary, ale sprawy marginalne przedstawione sa
      jako reguła, w "gów..." opakowaniu. No i to podsumowanie "znawcy "tematu!
      Przepraszam wszystkich ,że "gów.." slownictwo,asle udzielilo mi się od
      artykułu, co świadczy,że wpływa od w specyficzny sposób na psychikę.
      Jajek! I Ty uważasz się za "sterylnego" i "samodzielnie myślącego" przy
      czytaniu takiej prostackiej propagandy?????????????????????????
      • ogolone_jajka Re: Ewolucja wiary u młodego człowieka 28.04.04, 10:43
        Staram się poznać opienie wszystkich stron. Nie ograniczam się jedynie do Więzi (której redaktor naczelny czy jego zastępca jest moim znajomym nota bene).
        • addria Re: Ewolucja wiary u młodego człowieka 28.04.04, 11:00
          > Nie ograniczam się jedynie do Więzi
          > (której redaktor naczelny czy jego zastępca jest moim znajomym nota bene).

          Wow! wink))


          Ps. Tak z ciekawości. Kiedyś, jak zdążyłam zauważyć, próbowałeś "racjonalnie"
          indoktrynować na "Kościół, religia", czemu nagle przerzuciłeś się akurat tutaj?
          Olewali Cię, co?
          • mika74 Re: Ewolucja wiary u młodego człowieka 28.04.04, 11:08
            addria napisała:

            > > Nie ograniczam się jedynie do Więzi
            > > (której redaktor naczelny czy jego zastępca jest moim znajomym nota bene)
            > .
            >
            > Wow! wink))
            >
            >
            > Ps. Tak z ciekawości. Kiedyś, jak zdążyłam zauważyć, próbowałeś "racjonalnie"
            > indoktrynować na "Kościół, religia", czemu nagle przerzuciłeś się akurat
            tutaj?
            >
            > Olewali Cię, co?

            Tez byl czas (chyba z 3 tygodnie) ,kiedy pisywałam na "Kościół, religia" .No
            cóz.. nie chwaląąąąc sie (!) miałam tam niezłe powodzenie( a włsciwie moje
            meile);jak tylko sie pojawiałam zaraz "rzucalo " sie na mnie wiekszośc "stalych
            bywalców" i "znawców" Kościoła. Zaczeli mnie dopiero troche rozumiec jak
            zaczęłam do nich mówić o religii i Kościele jak do osobników na poziomie 2-3
            klasy podstawówki. Chyba ich rozwoj duchowy i religijny zatrzymał się mniej
            więcej na tym etapie. Ale zrezygnowałam, bo zupelnie na nadaje sie na katechete
            dla dzieci sad.
            Tu mi sie podoba bardzo smile
            >
          • ogolone_jajka Re: Ewolucja wiary u młodego człowieka 28.04.04, 12:02
            Tu jest po prostu więcej walczących katolików, a brakuje przeciwwagi. Tam było sporo pytań kontrowersyjnych, więc uznałem, że moja obecność jest zbędna. Tu, jednakże, otwieram wam oczy, więc się przydaję.
            • mika74 Re: Ewolucja wiary u młodego człowieka 28.04.04, 12:06
              ogolone_jajka napisał:

              > Tu jest po prostu więcej walczących katolików, a brakuje przeciwwagi. Tam
              było
              > sporo pytań kontrowersyjnych, więc uznałem, że moja obecność jest zbędna. Tu,
              j
              > ednakże, otwieram wam oczy
              hihihihi
            • addria Re: Ewolucja wiary u młodego człowieka 28.04.04, 12:08
              Dziękuję Ci uprzejmie za wyjaśnienie wink
        • isma Re: Kazda ges czyta Wiez ;-))) 28.04.04, 11:24
          Jajku,a tego znajomemu to mowisz, ze go uwazasz za zaslepionego idiote?
          • ogolone_jajka Re: Kazda ges czyta Wiez ;-))) 28.04.04, 12:03
            Nie, bo nie dyskutujemy na te tematy. To nie jest mój kumpel, z którym spotykam sie na pogawędki. Po prostu znamy się.
          • wojtek_tata Re: Kazda ges czyta Wiez ;-))) 28.04.04, 12:09
            Isma, lubię Cię! smile)))
            (nie mogłem się powstrzymać)
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka