Dodaj do ulubionych

Do neogobbo z pytaniem.....

18.04.04, 17:17
Od razu wyjaśniam dlaczego wyciągam wątek z innej dyskusji i robię z niego
nowy. Ano dlatego by inni dobrze to zauważyli.
Chodzi tu o mój post o aborcji i pytanie zadane przeze mnie "czy wierzycie że
jak bóg da dziecko to bój je wykarmi?"
Oto co mi odpowiedział pan współmoderator.

Bog: "Nie troszćcie się o swoje życie, o to co macie jeść i
pić, ani o swoje ciało, czym się macie przyodziać. (...) Bo o to wszystko
poganie zabiegają (...) Starajcie się naprzód o królestwo Boga i o Jego
sprawiedliwość, a to wszystko będzie wam DODANE". (pogrubienie moje).



A wszystko to do Ciebie neogobbo : W jakim Ty świecie żyjesz? Co Ty piszesz?
Skąd to bierzesz?
Dlaczego rzucasz mi tu cytaty z pisma św? Jak ono się ma do naszej
rzeczywistosci, do naszego okrutnego świata?
Ja piszę że jestem za aborcją u rodzin biednych, patologicznych, u kobiet
które wiedzą że urodzą chore dziecko.
Piszesz że bóg wykarmi szóste, siódme czy ósme dziecko biednych rodziców,
powiedz mi z CZEGO? Wiesz co matki tych dzieci im dają by oszukać głód ?
CIEPŁĄ WODĘ ! Tak, dzieci te zamiast jeść witaminy, banany, pomarańcze, piją
wodę by oszukać głód i dobrze o tym wiedzą!!! Wiesz że matka ich codziennie
chodzi po wiosce i żebrze, żebrze o cokolwiek!!! Uważasz że to godne życie?
Uważasz że warto w imię przykazania "nie zabijaj" skazywać niewinne dziecu na
życie w upokorzeniu, głodzie, biedzie, zimnie. Bóg wykarmi? Z czego powiedz
mi. Ja jestem za podwiązaniem jajników takim kobietom albo za usuwaniem
kolejnych ciąz.
Albo co ma zrobić matka która wie że nosi w łonie cięzko chore dziecko. Nie
zabijaj... Jasne a potem całe życie męka i poniżenie i dla dziecka, które za
przeproszeniem kupe pod siebie robi i dla matki która musi potem przewijać
dorastającego młodzieńca lub kobietę.
Piszesz o adopcji lub domach dziecka..byłeś kiedys w domu dziecka? Wiesz ile
tam takich biednych istot, porzuconych, malutkich dzieci które żyją w imię
NIE ZABIJAJ.
Wiesz ile dzieci kończy swój żywot na śmietnikach lub podrzuconych do
szpitali w imie tego przykazania?
Myślisz że jak człowiek jest głodny czy mu zimno myśli o królestwie
niebieskim?

To co piszesz przeraża mnie po prostu.

To czym się kierujesz w życiu nijak sie ma do naszej rzeczywistości, nijak.

Proszę Cię neogoboo o konrety, rzeczową odpowiedz, bez bełkotu z pisma św.
Obserwuj wątek
    • ogolone_jajka Wytnij! Wytnij! Ona bluźni!!!! b/t ;) 18.04.04, 17:21
    • fumag Re: Do neogobbo z pytaniem..... 18.04.04, 17:49
      Neogobbo napisał prawdę.
      Kiedy byłam w pierwszej ciąży mój mąż stracił pracę.Nie mieliśmy ani grosza
      dochodów.Jakoś żyjemy-mam głebokie przekonanie dzięki Bogu.Było mi zimno i
      byłam głodna,ale co mi dawało nadzieję to doświadczenie obecności Boga w tych
      problemach.I mnie nie oszukał.Bo skoro On jest dawcą życia to i to życie
      podtrzymuje.
      Co do Pisma św.to nie jest to bełkot ale Słowo Życia-rozumiesz?Pan Bóg stworzył
      świat tym słowem a więc ma ono moc.
      • 18lipiec Re: Do neogobbo z pytaniem..... 18.04.04, 18:01
        Ahaaa i uważasz że to bóg wam dał siłę a nie że sami ją mieliście, że sobie
        poradziliście, że KTOŚ wam pomógł ( CZŁOWIEK) ,że to dzięki WAM, WASZEJ sile i
        chęci przetrwania, tylko że to dzięki modlitwom, wierze itp ? No coż. Dla
        kogo neogobbo ma rację, dla tego ma rację...

        Powiedz mi bo nie wiem nadal skąd ma czerpać matka głodnych i chorych
        dzieci.Kobieta której po tylu ciążach i porodach wypadają zęby ,włosy, macica?
        Ta która ze łzami w oczach błaga ludzi o chleb? Nie ta która ma JEDNO dziecko,
        tylko ...5, 10 itd. No powiedz, skad tacy ludzie mają czerpać? Przeczytają
        pismo i co? Najedzą się nim? Ogrzeją sie ?

        Dla mnie pismo św nie jest słowem życia więc nie rozumiem.
        Jaką ono ma moc w dzisiejszych czasach - sami widzimy.
        • grrrrw Re: Do neogobbo z pytaniem..... 18.04.04, 18:37
          "Oczekiwac, ze Bóg zrobi coś, co mozemy bez problemów zrobic sami, nie jest
          wiara w Opatrzność tylko głupota"!
        • grrrrw Re: Do neogobbo z pytaniem..... 18.04.04, 18:37
        • neogobbo Re: odpowiedzi 19.04.04, 09:15
          AAA, tu też są jakieś pytania...
          ad. 1. Tak, Bóg da mi siłę, a niby kto? Natomiast Bóg działa oczywiście na
          różne sposoby. Owszem - może mi podrzucić przez okno lodówkę pełną jedzenia
          (czemu nie, przecież jest Bogiem), ale może też działać przez innych ludzi.
          ad. 2. A co? U Ciebie nie może?
          ad. 3. Pismem się nie najedzą (teraz nie czytaj bo będzie cytat, ale zdaje się
          u Ezechiela jest takie zdanie: "Zjedz księgę i idź"). Ewangelia nie jest do
          jedzenia. Prosty przykład - jest dwóch tak samo biednych ludzi, ale jeden z
          nich poznał Jezussa. który z nich częściej się uśmiecha?
          ad. 4. Ogrzać też się nie ogrzeją. Nie na długo w piecu starczy. papier szybko
          się pali i nie daje ciepła.

          No i na koniec - cóż, niestety, przykro mi to przyznać, ale Ty rzeczywiście nie
          widzisz mocy Słowa Bożego w dzisiejszzym Swiecie. Swoją drogą, dlaczego
          protestanci na tym forum nie dziwią się temu co piszesz. I w co wierzą Twoi
          katoliccy znajomi?

    • 18lipiec czyli rozumiem to był post z serii "NIEWYGODNY?" 18.04.04, 18:58
      Nikt nie odpowiada, nikt nie dyskutuje...
      Nie chciałam wywołać burzy tylko dyskusję, rozmowę, wymianę poglądów...
    • 18lipiec Re: Aha.... 18.04.04, 21:45
      Ja wiem że każda niedziela zobowiązuje katolika więc domyślam się że nie miałeś
      czasu odpowiedzieć na moje jakże trudne pytanie.

      A gdybyś się jednak pokwapił. Jesteś przecież człowiekiem, jak widzę idziesz do
      przodu : komputery, internet itp.Pewnie masz samochód, pracujesz, myślisz,
      tworzysz... Myślisz że to że jesteś wierzący zwalnia Cię z racjonalnego
      myślenia? Z myślenia o sprawach ziemskich, zwykłych , ludzkich? Nie masz
      własnego poglądu wypracowanego? Nie umiesz sam dojść do pewnych wniosków? Nie
      wszystko da sie wytłumaczyć pismem św. Nie próbujesz myśleć SAM ?Wszystko masz
      narzucone z góry przez religię? A gdzie Ty jesteś w tym wszystkim człowieku?
      Gdzie Twoja wolność? Postaraj sie cos SAM wytłumaczyć mi a nie wszystko słowem
      bożym. Uważam że nadal możesz postarać się odpowiedzieć mi na mój post i ten i
      tamten pierwszy. Nie będzie to uwłaczało ani twej męskiej dumie ani katolickiej
      godności jak troszkę podyskutujesz z niewierzącą młodą kobietą. Ja naprawdę
      wiele potrafię zrozumieć.
      Cały czas pytam. Kto naje się Biblią?
      I nie wywyższaj się, nie przystoi.
      • neogobbo Re: Aha.... 18.04.04, 21:55
        Jestem człowiekiem wolnym i właśnie dlatego nie muszę po prostu z Tobą
        rozmawiać.
        Aborcja jest dla mnie zła nie dlatego, że mi ksiądz tak powiedział, tylko sam
        tak uważam. Oczywiście, że nasze poglądy są sumą poglądów róznych,
        przeczytanych książek i czego tam jeszcze chcesz. A czy Twoje poglądy są
        rzeczywiście Twoje? Sama to wszystko wymyśliłaś?
        Wiara nie ogranicza człowieka. Ale jeśli nie wierzysz w Boga, nie ma możliwości
        żebyś to zrozumiała. Nie pozostaje Ci nic innego, jak ten fakt zaakceptować.
        Ale to będzie pierwszy krok do nawrócenia, a nie wiem, czy jesteś już gotowa.

        Powyższą moją wypowiedź mój domowy inkwizytor kazał mi usunąć, więc usuwam.
        • 18lipiec Re: Aha.... 18.04.04, 22:13

          Jestem człowiekiem wolnym i właśnie dlatego nie muszę po prostu z Tobą
          rozmawiać.
          HIHI, ALE MY PRZECIEŻ NIE O TYM, CZEMU ZMIENIASZ TEMAT? MI CHODZI O TĄ UMYSLOWĄ
          WOLNOŚC I KIEROWANIE SIE W ŻYCIU ZASADAMI NIEKONIECZNIE Z PISMA ŚW. ZE MNĄ
          MOŻESZ SOBIE NIE ROZMAWIAĆ, WIDZE ŻE BRAK CI ARGUMENTÓW I ZGRABNIE UNIKASZ
          DYSKUSJI.TWÓJ WYBÓR.


          Aborcja jest dla mnie zła nie dlatego, że mi ksiądz tak powiedział, tylko sam
          tak uważam. Oczywiście, że nasze poglądy są sumą poglądów róznych,
          przeczytanych książek i czego tam jeszcze chcesz. A czy Twoje poglądy są
          rzeczywiście Twoje? Sama to wszystko wymyśliłaś?

          MOJE POGLĄDY SĄ MOJE. ALE ZALEŻY JAKIE. NIEKTÓRE TAK JAK U CIEBIE SĄ SUMĄ
          RÓZNYCH KSIAZEK, NIEKTÓRE PRZESZŁY Z DZIADA PRADZIADA, NIEKTÓRE WYPRACOWAŁAM
          SAMA, ALE OGÓLNIE ,TAK SĄ MOJE, MOJE A NIE Z PISMA ŚW.

          Wiara nie ogranicza człowieka. Ale jeśli nie wierzysz w Boga, nie ma możliwości
          żebyś to zrozumiała. Nie pozostaje Ci nic innego, jak ten fakt zaakceptować.
          Ale to będzie pierwszy krok do nawrócenia, a nie wiem, czy jesteś już gotowa.

          JESTEM W STANIE WIELE POJĄĆ LECZ TY NIE CHCESZ ROZMAWIAC, JAK JUZ WYŻEJ
          NAPISAŁAM NICZYM POLITYK UNIKASZ JAK OGNIA TRUDNYCH PYTAŃ. CZEMU? PRZECIEŻ CIĘ
          NIE WYZWĘ...WIARA BARDZO CIĘ OGRANICZA, INACZEJ BARDZIEJ BYLBYŚ SKŁONNY DO
          ROZMÓW A TAK PO PROSTU NIE MOŻESZ SIĘ WYCHYYLIĆ POZA PEWNE SZTYWNE RAMY, WIARA
          OGRANICZA ELASTYCZNOŚĆ CZŁOWIEKA I JEGO MOŻLIWOŚC POZNANIA.



          Znam wielu wspaniałych katolików którzy mądrze i rzeczowo potrafią wytłumaczyć
          pewne sprawy i porozmawiać nawet z najbardziej zaciemniałym ateistą...Ty do
          nich nie należysz...
          • neogobbo Re: Aha.... 18.04.04, 22:38
            Dobrze że różnicujesz czcionkę. Bo wtedy wyraźnie widać, że mówimy różnymi
            językami. Tylko bądź konskwentna. Ostatni akapit należy do Ciebie, a wyszło,
            jakbyś cytowała mnie.
            • 18lipiec Re: Aha.... 18.04.04, 22:47
              Naprawdę nie masz nic ciekawszego do powiedzenia?
              Czepiasz się takich pierdółek.
              Nie masz argumentów na dyskusję to przykro mi,ale nie czepiaj się w takim razie
              formy technicznej mojego postu, bo jak na dorosłego faceta to dziecinnie
              śmieszne.
              Napisałam wielkimi literami BY MI BYLO WYGODNIEJ czytać, w gąszczu moich i
              Twoich wypowiedzi, mam słaby i do tego zmęczony wzrok.
              • 18lipiec Re: Aha.... 18.04.04, 22:48
                myśląca osoba zauważy co jest czyje...
    • sion2 Re:nie rozumiem.... 18.04.04, 22:09
      to jest forum dla ludzi wierzących w Boga, którzy chcą o Nim rozmawiać i
      wychowywać w wierze dzieci
      tymczasem 18lipiec i jajka ciskają to różne pomysły każąc nam autorytatywnie
      odrzucić wiarę/Biblię i tłumaczyć problemy bez odwołania do wiary

      przecież jesteśmy wolnymi ludxmi dlaczego mamy odrzucac argumenty wiary, bo
      ktoś nas wyzywa od ubezwłasnowolnionych? bo komuś się wydaje, że jak ktoś
      wierzy w Boga i Bogu to jest głupcem?

      skoro niewierzacym tak sie wydaje to wasz problem a nie nasz, nie chcecie
      przyjąć naszego punktu widzenia to innego nie otrzymacie od nas

      jeden wierzy w moc pieniądza, bogactwo i wykształcenie (ot człowieku,
      wystarczy, ze pęknie ci mała żyłka w mózgu - i co będziesz z tego miał?)

      a drugi wierzy, ze Bóg go kocha, ze ma rozwijać swoje talenty, pracować, mieć
      rodzinę - ale jest w ręku Boga i w Nim pokłada najwyższą nadzieję

      każdy jest wolny, niby dlaczego mam wyrzec sie wiary - bo jajek uważa żem
      katolicki, despotyczny głupol? Też mi problem....
      • 18lipiec Re:nie rozumiem.... 18.04.04, 22:21
        sion2 napisała:

        > to jest forum dla ludzi wierzących w Boga, którzy chcą o Nim rozmawiać i
        > wychowywać w wierze dzieci
        > tymczasem 18lipiec i jajka ciskają to różne pomysły każąc nam autorytatywnie
        > odrzucić wiarę/Biblię i tłumaczyć problemy bez odwołania do wiary - SŁONKO,
        KTO KAŻE CI TU WYRZEKAĆ SIE WIARY? MY CHCEMY BYŚ TĄ WIARĘ NAM POPARŁA
        RZECZOWYMI KONKRETAMI. CHYBA UMIEJĘTNOŚĆ OBRONY SWOICH PRZEKONAŃ TO POWINNA BYĆ
        CECHA CZLOWIEKA Z WŁASNYMI POGLĄDAMI, POZA TYM TO ROZWIJA INTELIGENCJĘ I
        MOŻLIWOSCI POZNAWCZE.
        >
        > przecież jesteśmy wolnymi ludxmi dlaczego mamy odrzucac argumenty wiary, bo
        > ktoś nas wyzywa od ubezwłasnowolnionych? bo komuś się wydaje, że jak ktoś
        > wierzy w Boga i Bogu to jest głupcem?
        >
        JA MÓWIĘ O TYM ŻE JAK WIDZISZ CZŁOWIEK NIE POTRZEBUJE WIARY DO ŻYCIA, DO
        SZCZĘŚLIWEGO ŻYCIA, I ŻE WSZYSTKO DA SIE WYTLUMACZYĆ , NAWET NIEWIERZĄCY TO
        UMIEJĄ I NIEKONIECZNIE PISMEM ŚW.

        > skoro niewierzacym tak sie wydaje to wasz problem a nie nasz, nie chcecie
        > przyjąć naszego punktu widzenia to innego nie otrzymacie od nas
        >

        DLACZEGO NIE CHCECIE PO PROSTU Z NAMI ROZMAWIAĆ TYLKO CISKACIE GROMAMI.

        > jeden wierzy w moc pieniądza, bogactwo i wykształcenie (ot człowieku,
        > wystarczy, ze pęknie ci mała żyłka w mózgu - i co będziesz z tego miał?)
        >
        TO BĘDĘ Z TEGO MIAŁA, ŻE SIE NAŻYJĘ ZA SWOJE, A TOBIE CO BĘDZIE Z TEGO CAŁEGO
        MODLENIA JAK CI ŻYŁKA W MÓZGU PĘKNIE I CO .. MYŚLISZ ZE DO NIEBA TRAFISZ??

        > a drugi wierzy, ze Bóg go kocha, ze ma rozwijać swoje talenty, pracować, mieć
        > rodzinę - ale jest w ręku Boga i w Nim pokłada najwyższą nadzieję
        >

        JESTEM WOLNĄ OSOBĄ BO NIE JESTEM W NICZYIM RĘKU, JESTEM NICZYM NIE
        OGRANICZONA...

        > każdy jest wolny, niby dlaczego mam wyrzec sie wiary - bo jajek uważa żem
        > katolicki, despotyczny głupol? Też mi problem....

        NIKT CI NIE KAŻE WYRZEKAĆ SIĘ WIARY, ALEŻ SKĄD. ALE CZEMU JESTEŚCIE CZASEM TACY
        OGRANICZENI? A ZE GŁUPOL Z CIEBIE TO INNA SPRAWA ( szczególnie te mikro dziury
        w prezerwatywach hihih)
        • matizka Do 18lipiec z pytaniem 18.04.04, 22:33
          A ja mam pytanie do Ciebie i to właśnie o ten początkowy post.

          czy Ty znasz te żebrzące kobiety, te matki pojące wodą dzieci, ktorym brak
          jedzenia i witamin (dla mnie Twój opis jest na prawdę bardzo poruszający)?

          Jeśli tak to czy to nie jest powołanie dla Ciebie; od Boga (moim zdaniem), od
          losu czy też w imię obiektywnej wartości człowieka jako istoty moralnej
          (rozumiem, że tak siebie postrzegasz), by pomóc?

          Czy nawoływanie do aborcji (której byc może te kobiety wcale sobie nie życzą,
          bo 10 dzieci nie zdążyły chyba urodzić za czasów tej ustawy) nie jest po prostu
          dla ciebie wygodniejsze i tańsze?

          M.
          • 18lipiec Re: odpowiadam 18.04.04, 22:52
            matizka napisała:

            > A ja mam pytanie do Ciebie i to właśnie o ten początkowy post.
            >
            > czy Ty znasz te żebrzące kobiety, te matki pojące wodą dzieci, ktorym brak
            > jedzenia i witamin (dla mnie Twój opis jest na prawdę bardzo poruszający)?

            PISZĘ DUŻYMI BY BYŁO LEPIEJ MI CZYTAĆ POTEM. TAK ZNAM, WIDUJĘ, ZNAM , MAM TAKIE
            W RODZINIE. CZYTAM O TAKICH W GAZETACH, WIDUJĘ CODZIENNIE TAKIE OSOBY W
            PRACY.PRACUJĘ W INSTYTUCJI KTÓRA PONIEKĄD POMAGA OFIAROM WIARY.A TY NIGDY NIE
            WIDZIAŁAŚ????

            >
            > Jeśli tak to czy to nie jest powołanie dla Ciebie; od Boga (moim zdaniem), od
            > losu czy też w imię obiektywnej wartości człowieka jako istoty moralnej
            > (rozumiem, że tak siebie postrzegasz), by pomóc?

            POMAGAM, JAK NAJBARDZIEJ. CHOC SAMA ZA WIELE NIE MOGĘ ILE DAM RADĘ TO POMOGĘ.


            > Czy nawoływanie do aborcji (której byc może te kobiety wcale sobie nie życzą,
            > bo 10 dzieci nie zdążyły chyba urodzić za czasów tej ustawy) nie jest po
            prostu
            >
            > dla ciebie wygodniejsze i tańsze?

            TE KOBIETY NIE RAZ CHODZIŁY I PROSILY O ABORCJĘ , NIE RAZ PODCZAS KOLEJNEGO
            PORODU BLAGAŁY MI PODWIĄZAC IM JAJNIKI. OCZYWISCIE ŻE JEST TO WYGODNIEJSZE I
            TAŃSZE A JAKŻE.
            >
            > M.
        • neogobbo Re:nie rozumiem.... 18.04.04, 22:42
          tylko jedno - pytasz, czy ktokolwiek każe nam się wyrzekać wiary. To Ci
          zacytuję co napisał mi jajek:
          "Sądzicie, że niby czegoś szukam, że tak naprawdę wierzę
          tylko cośtam, albo że jestem nieszczęśliwy itd itp. BŁĄD. Ja po
          prostu nie mogę wyjść z podziwu, że istnieją ludzie, którzy tak
          mocno wierzą i słuchają się biblii,kościoła i księży. I staram się
          im udowodnić, że w wielu przypadkach źle robią. Jestem swoistym
          apostołem. Tylko w druga stronę."
          List był prywatny, więc jestem świadom naruszenia tajemnicy korespondencji.
          Chociaż z drugiej strony zastosowałem wszelkie zasady cytowania - nie
          przeinaczyłem ani słowa i dokładnie podałem źródło.
          • 18lipiec Re:nie rozumiem.... 18.04.04, 22:54
            tylko jedno - pytasz, czy ktokolwiek każe nam się wyrzekać wiary. To Ci
            > zacytuję co napisał mi jajek:
            > "Sądzicie, że niby czegoś szukam, że tak naprawdę wierzę
            > tylko cośtam, albo że jestem nieszczęśliwy itd itp. BŁĄD. Ja po
            > prostu nie mogę wyjść z podziwu, że istnieją ludzie, którzy tak
            > mocno wierzą i słuchają się biblii,kościoła i księży. I staram się
            > im udowodnić, że w wielu przypadkach źle robią. Jestem swoistym
            > apostołem. Tylko w druga stronę."
            > List był prywatny, więc jestem świadom naruszenia tajemnicy korespondencji.
            > Chociaż z drugiej strony zastosowałem wszelkie zasady cytowania - nie
            > przeinaczyłem ani słowa i dokładnie podałem źródło.


            No i co w tym złego? Boicie się że jajek może Was nawrócić?

            Odpowiedz mi: dlaczego nie odpowiadasz na moje pytania zadane w poście 1 i 2 ?
            • piotrsko Re:a ja rozumiem 19.04.04, 09:03
              Sprawa posiadania dzieci i wiary w to, że Bóg je pomoże utrzymać - jak wynika z
              samej definicji jest kwestią WIARY. A wiara często, choć pozornie, kłóci sie ze
              zdrowym rozsąkiem. Św. Paweł pisze w jednym miejscu: Abraham uwierzył WBREW
              nadziei i poczytane mu to zostało za sprawiedliwość.

              Ten kto podejmuje ryzyko wiary ma jednak okazję przekonać się, że obietnice
              Boga coś znaczą.

              Mogę zaświadczyć, że Neogobbo i Kramla mieli w życiu wiele doświadczeń, które
              pozwaliły im przekonać się, że Pan Bóg naprawdę pomaga.
              To, że czekają na kolejne dziecko jest tego owocem.
              A więc Szanowna 18lipiec Neogobbo pisze z własnego doświadczenia.
              Jeśli będzie chciał sam napisze o tym co mu dało tę wiarę.

              Ja też mam podobne doświadczenia. Np. Na drugi dzień kiedy miał rodzić sie nasz
              pierworodny zostałem zwolniony z pracy. Moja żona wtedy nie pracowała.
              Odpowiedź przyszła za jakiś czas. Nastepnego dnia po upływie okresu
              wypowiedzenia dostałem pracę, w której zaproponowano mi wynagrodzenie 100%
              wyższe od tego w poprzedniej pracy.

              Ale jeśli ktoś nie ma wiary powie, że to zbieg okoliczności.

              Pozdrowienia. I sorry Gobbo, że pozwoliłem sobie napisać coś o Tobie.

              Piotr
              • 18lipiec Re:a ja rozumiem 19.04.04, 09:09
                oczywiście, to nie jest zbieg okoliczności, to po prostu Twoje umiejętności to
                że ktoś w Ciebie uwierzył , że jesteś świetnym fachowcem, lub znasz się na
                danej pracy. I nic ponad to ...
                • piotrsko Re:a ja rozumiem 19.04.04, 09:31
                  Można i tak. Ale tak jak Ty nie wierzysz, że to Bóg, tak ja nie wierzę, że to
                  nie Bóg. Twoja niewiara nie ma wcale mocniejszych podstaw.

                  Niedowiarek-Piotr
        • sion2 Re:o wyrzekaniu się wiary 19.04.04, 11:33
          Oczywiście, ze chcecie żebyśmy wyrzekli sie wiary tylko, ze dla was ta wiara
          jest zupełnie czymś innym niż dla nas
          dla was: to narzucona nam na siłę ideologia, która spowodowała ze przestaliśmy
          uzywac swojego rozumu oraz ograniczyła albo nawet odebrała nam wolność

          dla nas: to OSOBISTE DOŚWIADCZENIE BOGA, Jego miłosci i opieki czyli inaczej
          konkrtene fakty z naszego życia, w których spotkaliśmy Boga

          dlatego żądacie, żebysmy rozwiązywali problemy zyciowe wyrzekając
          sie "ideologii" i tego co podobno ograniczyło rozwój naszych mózgów

          a my nie zamierzamy wyrzec sie prawdy, która nas spotkała w życiu, to tak
          jakbym ja kazała np. jajkowi żeby "otworzył oczy" i wreszcie zrozumiał, ze jego
          żona go wcale nie kocha, że tylko nabił sobie głowę jakimiś iluzjami i bzdurami

          to jajek pewnie by powiedział "zaraz, zaraz przeciez znam moją żone i
          DOŚWIADCZAM jej miłosci i widzę ze mnie kocha - co ty możesz o mnie wiedzieć" -
          i tu jajek (czy ktokolwiek inny) miałby rację!

          wiec dlaczego piszecie na forum dla wierzących żądając od nich zajęcia
          stanowiska w okreslonych sprawach ale koniecznie innego niz wiara?

          a ile osób udało sie wam "nawrócić" na niewiarę i odrzucenie Boga na rzecz
          hedonizmu?

          nie pytam o tych, którzy odeszli sami czy razem z wami od Kościoła ale o tych,
          którzych udało sie wam "nawrócić" czyli odwrócić od Boga
    • neogobbo Re: Do neogobbo z pytaniem..... 19.04.04, 09:06
      ad. 1. W innym niż Twoj, to oczywiste.
      ad. 2. Najbardziej lubię piwo, jeśli o ten rodzaj napojów Ci chodzi. Na
      Eucharystii wino, ale to nie są ilości, od których można się uzależnić.
      ad. 3. Piwo ze sklepu, wino ze Stołu Pańskiego.
      ad. 4. Bo mam do tego prawo. Dla mmnie jest to rzeczywiście Pismo Św., dla
      Ciebie tylko pisemko (sama tak gdzieś napisałaś).
      ad. 5. Pismo Św. ma się do naszej rzeczywistości jak najbardziej. Nie zostało
      napisane tylko do Żydów parę tysięcy lat temu, ale zawiera historię każdego z
      nas. Właśnie dlatego nazywamy je Świętym.
      ad. 6. Tak, wierzę że Bóg zabezpiecza życie człowieka. Sam tego doświadczyłem i
      wiele rzeczy widziałem. Podam tylko jeden przykład, choć piszę go z bólem
      serca, bo wcale nie chce. W mojej parafii ksiądz miał do rozdania kilaknaście
      tysięcy złotych. Wybrał kilka najbiedniejszych rodzin i wysłał dwie osoby do
      roznoszenia pieniędzy. Tych rodzin było tylko kilka, żeby ta pomoc była
      konkretna. Zapewniam - nie były to wcale rodziny związane z Kościołem. Co
      więcej - myślę że ich tosunek do Kościoła i księży wcale się nie zmienił. Ale
      bynajniej nie o to chodziło. Oczywiście - Kościół nie jest instytucją
      charytatywną - on ma tylko ludzi prowadzić do Boga. "Nie samym chlebem człowiek
      żyje" (przepraszam za cytat, ale może inni się nie obrażą).
      ad. 7. Nie wiem co matki dają dzieciom, żeby oszukać ich głód. Tylko czy Ty
      myślisz, że to, że te dzieci są głodne, to jest wina Kościoła albo Boga?
      ad. 8. Nie, to nie jest godne życie. Bóg nie chce, abyśmy byli biedakami. Ale
      to naprawdę nie jest Jego wina. inna sprawa, że są ludzie majętni, a ich życie
      wcale nie jest "godne". Patrz cytat powyżej (ad. 6)
      ad. 9. Nie, nie byłem.
      ad. 10. Żadne. Bo jak ktoś może kogoś zabić w imię przykazania "Nie zabijaj"
      (o, przepraszam, znowu cytatwink
      ad. 11. pewnie nie. Ale od tego, żeby ludzie nie byli głodni, nie jest Kościół.
      Są instytucje, tak jak Twoja. Rolą Kościoła jest głosić właśnie owo Królestwo.
      Rolą premiera jest sprawne kierowanie rządem. Rolą parlamentu jest tworzenie
      ustaw. Rolą rodziców jest wychowanie dzieci i przekazanie im wiary. Każdy ma
      SWOJĄ rolę.

      Starałem się odpowiedzieć na wszystkie Twoje pytania. Mam nadzieję, że bełkotu
      w nich nie dostrzeżesz. Jeśli tak - wybacz. I przczytaj jeszcze raz uważnie.
      • 18lipiec Re: Do neogobbo z pytaniem..... 19.04.04, 09:14
        Na proste pytania oczekiwałam prostych odpowiedzii i dziękuję za nie .
        Ale czegoś tu pojąć nie mogę. Skoro bog kieruje "naszym życiem" - tak pisałeś
        wcześniej to czemu potem piszesz że pewne sytuacje to " nie wina boga", to ja
        już nie rozumiem i nie jest to teraz kwestia mojej niewiary : skoro bóg
        sprawuje pieczę nad wami to czemu tylko niektóre sytuacje są jego winą a
        niektóre nie?
        Skoro on jest to WSZYSTKO jest jego winą.

        A bieda tych ludzi to wina złych ustaw w naszym kraju, min. zakazu aborcji i
        sterylizaci oraz bogactwa i sobiepaństwa KOŚIOŁA KATOLICKIEGO którego jesteś
        wyznawcą.
        • neogobbo Re: Do neogobbo z pytaniem..... 19.04.04, 09:22
          Bóg stworzył świat i "wszystko było dobre". Tylko że człowiek za wszelką cenę
          chce sie postawić na miejscu pana Boga. Wydaje mu się, że o wszytskim moze
          decydować. Dzieje się tak od momentu zerwania owocu z drzewa w pewnym sadzie.
          Kierowanie Boga nie polega na tym, że on porusza moimi rękami, nogami,
          powiekami itepe. Ale to on jest podstawą naszej egzystencji. Nie tylko w
          ymiarze kosmicznym, jako nasz Stwórc, ale także na co dzień. Ale żeby to
          widzieć, trzeba być w Kościele. Jakimkolwiek.
          Złych ustaw w naszym kraju mógłbym przytoczyć całe tomy, ale to także nie jest
          wina ani Boga ani Kościoła. Jakiegokolwiek.
    • magdalena_76 Re: Do neogobbo z pytaniem..... 19.04.04, 09:15
      Bo widzisz, to nie tylko chodzi o to, by wierzyć w Boga (szatan też wierzy w
      Boga!) ale by wierzyć Bogu. Co bynajmniej nie zakłada bezczynności i biernego
      czekania na mannę z nieba! On naprawdę nie zostawia...
      Piszesz, że nasz świat jest okrutny. Pan Bóg posługuje się ludźmi. A ludzie są
      wolni. Może się nie spodziewałaś, ale dla mnie Twój post jest okazją do
      przyjrzenia się swojemu życiu smileBo najważniejsze przykazanie, które dostaliśmy
      od Boga brzmi - BĘDZIESZ MIŁOWAŁ. Więc jak ta miłość ma się ukazywać w moim
      życiu - nie tylko słowami przecież! Jak pomagam innym? Czy ktoś wierzący, kto
      ma możliwości pomocy, faktycznie robi coś w tym kierunku, aby pomóc? Nie mówię
      tylko o datku do puszki, ale o np konkretnym długofalowym działaniu. Wszystkim
      wierzącym by się taki rachunek sumienia przydał...
      Zawierzenie Bogu jest trudne, a patrząc po ludzku zupełnie szalone. Nie dziwię
      się, że tak sie buntujesz, bo tego po prostu nie da się zrozumieć. Tak samo,
      jak tego, że można iść na krzyż z miłości - przegrane życie po prostu...

      Jeszcze a propos aborcji w syt. gdy matka wie, że urodzi chore dziecko. A kto
      może powiedzieć, że życie tego dziecka jest zupełnie bezwartościowe? Czy miłość
      zawsze jest łatwa? Uwierz mi, znam b. dobrze problem życia z osobami z
      upośledzeniem. Bardzo jest trudne. Ale ci ludzie potrafią kochać jak nikt inny.
      Był już taki, który chciał uczynić społeczeństwo czystym i bez skaz... Hitler
      mu było.
      • 18lipiec Re: Do neogobbo z pytaniem..... 19.04.04, 09:55
        ja tylko chce wiedzieć jak ma się wiara do biedy i czy ludzie najedzą się
        słowem bożym
      • 18lipiec Re: Do neogobbo z pytaniem..... 19.04.04, 10:00
        Jeszcze a propos aborcji w syt. gdy matka wie, że urodzi chore dziecko. A kto
        może powiedzieć, że życie tego dziecka jest zupełnie bezwartościowe? Czy miłość
        zawsze jest łatwa? Uwierz mi, znam b. dobrze problem życia z osobami z
        upośledzeniem. Bardzo jest trudne. Ale ci ludzie potrafią kochać jak nikt inny.
        Był już taki, który chciał uczynić społeczeństwo czystym i bez skaz... Hitler
        mu było.


        Odpowiem, rzecz ma się tak : nie urodziłabym chorego dziecka, gdyz nie stać
        mnie na takie poświęcenia i niszczenia życia sobie i temu dziecku.
        Co do Hitlera-nie masz kompletnej wiedzy na ten temat- nie porównuj.
        • neogobbo Re: Do neogobbo z pytaniem..... 19.04.04, 11:32
          No przepraszam 8lipiec, Ty też nie masz kompletnej wiedzy, a ciągle zabierasz
          głos.
          • 18lipiec Re: Do neogobbo z pytaniem..... 19.04.04, 11:41
            kompletnej wiedzy na jaki temat? a Ty masz?
    • adzia_a Zostawiając na boku emocje... 19.04.04, 09:39
      ...chciałabym zapytać, na jakiej podstawie uważasz, że aborcja na zyczenie
      rozwiąże jakiekolwiek problemy społeczne.

      Sterylizacja - owszem, i tutaj jestem w pełni za, jako że jest to decyzja
      dotycząca tylko naszego ciała, i to my ponosimy za to konsekwencje. Oświata
      seksualna, jak najbardziej. Antykoncepcja, owszem.

      Natomiast widzę jakoś oczami duszy sytuację, kiedy kobieta dokonuje aborcji raz
      za razem - traci zdrowie, wciąż zachodzi w ciążę, nic się w jej zyciu nie
      zmienia, mąż pije, bije i gwałci, żyjące dzieci nadal nie mają co jeść.
      przerwanie ciąży rzeczywiście jakoś jej chwilowo to zycie może ułatwić - ale co
      potem? nastepna aborcja? I nastepna? Aż zacznie samoistnie ronić każdą koleją
      ciążę? A rodzina niech dalej przymiera głodem, facet niech dalej pije? jakie
      dokłednie problemy rodzin patologicznych chcesz w ten sposób rozwiązać? Proszę
      o odpowiedź bez emocji i bez wykrzykników typu "w jakim świecie żyjesz". o
      odpowiedź praktyczną i konkretną.

      Co do tych ciąż, które są uszkodzone - o co dokładnie masz pretensje, skoro
      nasze ustawodawstwo daje możliwość przeprowadzenia zabiegu w takiej sytuacji?
      • 18lipiec Re: Zostawiając na boku emocje... 19.04.04, 09:58
        adzia_a napisała:

        > ...chciałabym zapytać, na jakiej podstawie uważasz, że aborcja na zyczenie
        > rozwiąże jakiekolwiek problemy społeczne.
        > ANO UWAŻAM BO WTEDY NIE BĘDZIE TAKIEJ BIEDY. LUDZIE SĄ BIEDNI BO MAJĄ WŁASNIE
        ZA DUŻO DZIECI. GDYBYM MIAŁA DWOJE DZIECI BYŁOBY OKEJ ALE GDYBY URODZIŁA JUŻ Z
        PIĘCIORO BYŁABYM BIEDNA JAK MYSZ KOŚCIELNA, A TEGO NIE CHCĘ!
        > Sterylizacja - owszem, i tutaj jestem w pełni za, jako że jest to decyzja
        > dotycząca tylko naszego ciała, i to my ponosimy za to konsekwencje. Oświata
        > seksualna, jak najbardziej. Antykoncepcja, owszem.
        >
        > Natomiast widzę jakoś oczami duszy sytuację, kiedy kobieta dokonuje aborcji
        raz
        >
        > za razem - traci zdrowie, wciąż zachodzi w ciążę, nic się w jej zyciu nie
        > zmienia, mąż pije, bije i gwałci, żyjące dzieci nadal nie mają co jeść.
        > przerwanie ciąży rzeczywiście jakoś jej chwilowo to zycie może ułatwić - ale
        co
        >
        > potem? nastepna aborcja? I nastepna? Aż zacznie samoistnie ronić każdą koleją
        > ciążę? A rodzina niech dalej przymiera głodem, facet niech dalej pije? jakie
        > dokłednie problemy rodzin patologicznych chcesz w ten sposób rozwiązać?
        Proszę
        > o odpowiedź bez emocji i bez wykrzykników typu "w jakim świecie żyjesz". o
        > odpowiedź praktyczną i konkretną.
        >
        DZIECI MIAŁYBY CO JEŚĆ BO ŁATWIEJ ZAROBIĆ NA 3 BOCHENKI CHLEBA NIŻ NA 10.

        > Co do tych ciąż, które są uszkodzone - o co dokładnie masz pretensje, skoro
        > nasze ustawodawstwo daje możliwość przeprowadzenia zabiegu w takiej sytuacji?
        DAJE MOŻLIWOSC ALE TAK NAPRAWDĘ NIKT CI TEGO W POLSCE SIĘ NIE PODEJMIE
        >
        • adzia_a Re: Zostawiając na boku emocje... 19.04.04, 10:09
          Mhm.
          Rozumiem Twoje poglądy.

          Wiem już zatem skąd bieda w społeczeństwie - to nie przez bezrobocie, głupie
          przepisy, oszustwa i alkoholizm - to przez dzeci po prostu. I to z nimi trzeba
          walczyć, a nie z patologiami społecznymi.

          dzięki za uświadomienie.
          • 18lipiec Re: Zostawiając na boku emocje... 19.04.04, 10:19
            i jak zwykle zle mnie zrozumiałaś. to nie przez dzieci, ale przez nasze polskie
            rozmodlenie. ludzie powinni sami mysleć a nie sluchać kk.
            • neogobbo Re: Zostawiając na boku emocje... 19.04.04, 10:25
              No tak, to warto zapamietać, to jest dobry pomysł na najbliższą kampanię
              wyborczą. Jak walczyć z polskimi problemami? To proste - walczmy z polskim
              rozmodleniem! Skutek murowany. (Isma - następną kadencję masz jak w banku).

              A tak poważnie - rzeczywiście w innym świecie żyjemy. Bo ja tego rozmodlenia
              jakoś nie zauważam. I receptę mam jakby odmienną - gdyby go było więcej, żyłoby
              się nam znacznie lepiej
              • 18lipiec Re: Zostawiając na boku emocje... 19.04.04, 10:33
                >
                > A tak poważnie - rzeczywiście w innym świecie żyjemy. Bo ja tego rozmodlenia
                > jakoś nie zauważam. I receptę mam jakby odmienną - gdyby go było więcej,
                żyłoby
                >
                > się nam znacznie lepiej


                i całe szczęście że masz na to znikomy wpływ!!!!
              • isma Re: Zostawiając na boku emocje... 19.04.04, 10:56
                Przepraszam, Gobbo, nie rozumiem?

                Na wszelki wypadek informuje, ze w Krakowie do rad dzielnic sa okregi
                jednomandatowe, wiec nie trzeba nalezec do zadnej partii, a odpowiada sie przed
                wyborcami wylacznie za wlasne poglady i wlasna dzialanosc.

                Na szczescie nie musze zajmowac sie antykoncepcja i aborcja, a nawet
                pornografia wink)). I nie zamierzam marnowac na to czasu, ktory - to do 18lipca -
                w mojej radzie dzielnicy poswieca sie na tak malo subtelne kwestie, jak dziury
                w drogach i paczki dla biednych dzieci (nadmieniam, ze nad tymi ostatnimi
                glosowali tak koledzy, ktorzy ongis byli poslami ZChN, jak i koledzy dzialajacy
                na codzien w SLD).
            • mamamonika Ale ten Twój światek jest prosty 19.04.04, 11:02
              Rodem z kiepskiej popołudniówki. Piszesz o patologii, zagłodzonych
              wielodzietnych rodzinach, co to wodę z kranu zamiast witaminek. Po pierwsze -
              owszem, są takie, jak najbardziej, ale wcale niekoniecznie wierzące w cokolwiek
              oprócz zapomogi z opieki społecznej i piorunujace działanie jakiegoś tam "czaru
              PGR-u" za 5PLN pod Kiepskich na Polsacie. Takie problemy nie biorą sie
              koleżanko z wiary takiej czy owakiej, ale z często latami pielęgnowanej
              niezaradności i ogladania się na czyjąś pomoc. A dzieci - jakos tam przy okazji
              wychodzą, z tym czy innym okazem, wcale nie dlatego, że ksiądz kazał czy
              pigułek brać nie pozwolił. Tacy ludzie czy z dziećmi, czy bez są kompletnie
              życiowo niezaradni, ale los takich dzieciaków, no cóż - można się nad tym
              malowniczo poużalać, jak innego tematu nie ma. Owszem, bieda dotyczy nie tylko
              takich rodzin, ale skrajne objawy - jednak przede wszystkim takich. Co do
              aborcji na życzenie - przeczytaj sobie, co napisałaś. Jak to sobie wyobrażasz -
              o, dzień dobry, pani Kowalska, skrobiemy, zapraszam za miesiąc??? Baardzo
              humanitarne. Jeśli chodzi o dzieci z wadami - też to takie proste nie jest.
              Znam rodziny, dla których takie dzieci są prawdziwym światłem w życiu, znam też
              wspaniałych naprawdę ludzi, którzy świadomie zadecydowali, że ten ciężar jest
              dla nich zbyt duży. Jedni i drudzy zyją ze swoim wyzwaniem (opieką nad osobą
              chorą, czekaniem na jej śmierć, lub świadomością, że czyjąś śmierć
              spowodowali). I wcale nie jest łatwiej tym, którzy takiego dziecka nie przyjęli
              (przynajmniej psychicznie).
              Dyrdymały wypisujesz
              Monika
              • 18lipiec Re: Ale ten Twój światek jest prosty 19.04.04, 11:07
                Czy dyrdymały czy nie, nie Tobie to oceniać.

                Mój świat jest o wiele bardziej skomplikowany niż zwykłego katolika bo ja
                wszystko musze przyjmować i tłumaczyć NA ROZUM a nie na pismo św.
                • 18lipiec Re: Ale ten Twój światek jest prosty 19.04.04, 11:10
                  jasne wg Ciebie wszystko jest ładne proste, biedne kobiety z radością rodzą 10
                  te dziecko, a ludzi dziękują bogu za to że mają dziecko z porażeniem lub inną
                  wadą i cieszą się że dziecko powie A lub B w wieku 10 ciu lat, wszyscy
                  radośnie śpiewają bo przecież jezus nam pomoże!!
                  • mamamonika Re: Ale ten Twój światek jest prosty 19.04.04, 11:24
                    Nic takiego nie pisałam, na wszelki wypadek jeszcze raz posta przeczytałam wink
                    Obie opisane sytuacje są trudne, zgadzam się, ale w życiu oprócz dzieci mnogich
                    czy chorych zdarzaja się także inne sytuacje, które nam z tego czy innego
                    względu nie pasują. Od tego mamy rozum, żeby w miarę możliwości takim
                    zdarzeniom zapobiegać, a od tego jesteśmy ludźmi, zeby im sprostać, jesli się
                    już nam przytrafią. Sama przyznasz, że jednak dziesiąte dziecko nie zależy od
                    trasy przelotu bocianów (nawet dla kobiet hiperreligijnych). Co do wad i
                    chorób - części z nich przewidzieć się nie da - czasami do uszkodzenia
                    wywołującego porażenie dziecięce dochodzi w wyniku kiepsko przeprowadzonego
                    porodu, ciąża, modelowa - i co wtedy - ubić gada? Ze skały zrzucić, jak w
                    Sparcie? Nie wszystkie wady wykryjesz podczas badań prenatalnych. Sorry, taki
                    jest swiat. A wiesz, wiara wtedy naprawdę pomaga - sprostać i zrozumieć, wcale
                    takich zdarzeń specjalnie nie prowokuje. Przypadki chodzą po wszystkich
                    ludziach, agnostykach też.
                    Monika
                  • isma Re: Kiedy zycie jest niepotrzebne? 19.04.04, 11:29
                    18 lipiec, ale jak, "na rozum" zadecydowac, odkad zaczyna sie zycie
                    niepotrzebne? Zwlaszcza w sytyacji, kiedy metody diagnostyczne z kazdym rokiem
                    sie doskonala - po paru latach moze sie okazac, zesmy, powiedzmy, "pozbyli sie"
                    calkiem niezle rokujacego przypadku.
                    Wiesz, z ostroznosci procesowej wole zakladac, ze kazde zycie jest potrzebne.
                • mamamonika Re: Ale ten Twój światek jest prosty 19.04.04, 11:13
                  Słuchaj, ja oceniłam nie Twój swiatopogląd, ale głębię postu, który wysmażyłaś.
                  Co do rozumu, mój także bynajmniej nie kurzy się w kącie, a nawet jest dosyć
                  często używany. Nie wiem skąd pogląd, że jedno drugie wyklucza
                  Monika
                  • 18lipiec Re: Ale ten Twój światek jest prosty 19.04.04, 11:23
                    ależ jasne, głębię postu oceniasz pisząc " ale twój światek jest prosty" wg.
                    mnie jest to ocena światopoglądu, że moje poglądy są proste, a pisanie
                    "światek" znaczy że mną pogardzasz. Ale ja nie o tym. Mój post jest jak
                    najbardziej głęboki bo nie wzięłam go z księzyca tak jak Wy waszą wiarę tylko z
                    życia kochana...z życia
                    • mamamonika Re: Ale ten Twój światek jest prosty 19.04.04, 11:27
                      Moja wiara też nie jest z księżyca, tak jak pisałam, nie mogę Toba pogardzać,
                      bo Cię po prostu nie znam, wkurzył mnie tylko nieprzemyslany i naprawdę płytki
                      post. Z życia - Twojego - czy wyczytanego/obejrzanego?
                      • 18lipiec Re: Ale ten Twój światek jest prosty 19.04.04, 11:37
                        Z życia obejrzanego, przeczytanego, a co Ty myślisz że tak na świecie nie ma?
                        Ze jak ktoś się zamodli to mu manna z nieba spada?

                        Nie obrażaj mnie, wyrażasz się pogardliwie o moim świecie, piszesz że jest
                        prosty, na jakiej podstawie? Oceniasz mnie... na jakiej podstawie? Na podstawie
                        prawdziwego postu, czy moze moj post Cię zdenerwował bo było za dużo
                        oczywistych rzeczy i za dużo trudnych pytań?

                        Post jest bardzo głęboki, płytkie to może być Twoje życie...
                        • 18lipiec Re: Ale ten Twój światek jest prosty 19.04.04, 11:38

                          Aha i prośba, wskaż mi miejsce gdzie mój post jest jak to nazwałaś PŁYTKI.
                        • neogobbo Re: pomyśl 19.04.04, 11:45
                          jeszcze raz przeczytaj swój ostatni post i pomyśl, kto tu kogo obraża. Czym
                          innym jest piętnowania grzechu, a czym innym grzesznika. To może byc zbyt
                          trudne, więc wyrażę się jaśniej. Czym innym jest ocenienie czyjegoś postu, a
                          czym innym życia.
                          • 18lipiec Re: pomyśl 19.04.04, 11:49
                            ale ona oceniła mój "światek", w sumie to nie obraziłam się, ale taka jest
                            prawda. i ja cały czas myślę, caly czas nieprzerwanie!
                        • isma Re: To, co najwazniejsze 19.04.04, 11:51
                          18 lipiec, jedno pytanie: dlaczego zakladac, ze "manna z nieba" jest wazniejsza
                          od innych spraw. Czy jak, powiedzmy, wychodzisz za maz, to sprawdzasz facetowi
                          stan konta, czy raczej interesujesz sie tym, czy jest odpowiedzialny, uczciwy,
                          pracowity etc., etc. )(co czasem idzie w parze z zachecajacym stanem konta, a
                          czasem nie), ze juz o tzw. milosci nie wspomne?
                          • 18lipiec Droga Ismo 19.04.04, 11:56
                            Oczywiście że tylko miłość się liczy gdy wychodzę za faceta, mój jest biedny
                            jak mysz kościela, ale zauważ że jak trzeba nakarmić dzieci to już myślenie
                            kobieta ma inne, czy może się mylę. DLa mnie dobra matrialne nie są ważne, mam
                            przyjaciół prawdziwych a nie kupionych, prawdziwą miłość i nie mam drogich
                            kosmetyków. Ale dziecku jak wytłumaczysz że nie ma chlebka albo ziemnaków i że
                            może się pomodli to mu głód przejdzie????
                          • 18lipiec Re: To, co najwazniejsze 19.04.04, 11:58
                            w pewnych sytuacjach manna z nieba jest ważniejsza. jak człowiek nie zje,
                            będzie chory, słaby i umrze, jak się nie pomodli - nic mu się nie stanie.
                            Jedzenia nie wymodlisz to pewne.

                            A jeslic chodzi o miłość jest dla mnie ponad wszystko.
                            • neogobbo Re: To, co najwazniejsze 19.04.04, 12:01
                              A pamiętasz może, kto zesłał tę mannę? Otóż Bóg. Żydzi sami sobie tego nie
                              załatwili. Swoimi siłami to mogli jedynie umrzeć na pustyni.
                              Na razie spadam, będę wieczorem. Oj, będę miał co czytać...
                            • isma Re: To, co najwazniejsze 19.04.04, 12:12
                              A, no widzisz. Dla mnie tez milosc jest ponad wszystko wink)). I tez jestem zona
                              faceta biednego jak mysz koscielna, nawet w bardziej doslownym sensie, niez
                              mozna by to z czysto jezykowego punktu widzenia wnosic wink))

                              Co do dzieci. No, wlasnie czlek wierzacy mysli o tych ewentualnych dzieciach i
                              stara sie ich w nierozsadnym nadmiarze na ten swiat nie powolywac. Ale jesli
                              takie dziecko sie pojawi, to sie je przyjmuje, po prostu.
                              Natomiast jesli juz mowa o dziesieciorgu dzieci poczetych mimochodem w
                              pijackiej melinie, to obawiam sie, ze to z wiara nie ma nic wspolnego.
                              Zaryzykowalabym, ze nawet ma wiecej wspolnego z brakiem wiary, niestety.
                              • 18lipiec Re: To, co najwazniejsze 19.04.04, 12:20
                                ale tyle dzieci nie maja tylko pijacy i meliniarze.
                                • fumag Re: To, co najwazniejsze 19.04.04, 12:27
                                  Więc wg.Ciebie ile można mieć dzieci i jaka "średnia finansowa" przypadać ma na
                                  dziecko?I kto to ma weryfikować i decydować o tym iż następne to do aborcji się
                                  nadaje?Jestem ciekawa?
                                  • 18lipiec Re: To, co najwazniejsze 19.04.04, 12:43
                                    Więc wg.Ciebie ile można mieć dzieci i jaka "średnia finansowa" przypadać ma na
                                    >
                                    > dziecko?I kto to ma weryfikować i decydować o tym iż następne to do aborcji
                                    się
                                    >
                                    > nadaje?Jestem ciekawa?

                                    To juz zalezy od rodziny. Dla mnie wyznacznikiem jest to bym nie musiala sobie
                                    i dzieciom niczego odmawiac, niczego!
                                    • fumag Re: To, co najwazniejsze 19.04.04, 12:48
                                      A jeśli Twoje dziecko poprosi o siostrę czy brata to odmówisz?
                                      • neogobbo Re: To, co najwazniejsze 20.04.04, 09:14
                                        Czyżby komuś zabrakło odwagi by odpowiedzieć na to pytanie? U mnie też tak było
                                        z rodzicami. Zarzucali nam że chcemy kolejnego dziecka a nie chcemy dać tego co
                                        najlepsze temu (tym) co już mamy. A my własnie dajemy naszym dzieciom to, co
                                        możemy im dać najcenniejszego - rodzeństwo.
                            • fumag Re: To, co najwazniejsze 19.04.04, 12:17
                              Marta.No i właśnie o tę miłość chodzi!
                              Bo co mi z tego jeśli będę najedzona,będzie mi ciepło,będę miała dach nad głową
                              itd. ale nie będę miała miłości?
                              Ja mam doświadczenie,że taką prawdziwą miłość dostaję od Boga bo to On jest
                              Miłością.
                              Ty potrafisz tak kochać a ja nie-sama z siebie nie potrafię,choćbym bardzo się
                              starała.
                              Dlatego bardziej mi zależy na niej niż na pieniądzach,wygodzie i innych dobrych
                              rzeczach ale jednak nie najważniejszych.
                        • mamamonika Re: Ale ten Twój światek jest prosty 19.04.04, 12:00
                          Pytasz o "płycizny" - proszę bardzo: tak jak mówiłam, podobne obrazki można
                          znaleźć w dowolnej łzawej popołudniówce - piwniczna izba, osmioro usmarkanych
                          dzieci i bezzębna matka chlipiąc pokazuje na śpiacego męża-pijaka "jak by mię
                          proboszcz piekłem nie nastraszyli, to bym rzuciła tego tam juz dawno, a un nic
                          innego nie umi, tylko dzieci robićć, a doktór pigułki nie da".
                          A konkretnie:
                          - niby dlaczego wiążesz biedę i patologię z wiarą (osobliwie katolicką)?
                          - dlaczego wydaje ci się, że mozliwość aborcji dziesiatego dziecka biednej
                          kobiety to rozwiazanie jej problemów, na które czeka z utęsknieniem? Skad
                          pewność, że jednak nie ma ona do niego innych uczuć poza odrazą i chęcią
                          pozbycia się "tego"? Bo jest biedna i niedouczona i wyzszych uczuć nie posiada?
                          - czy wg Ciebie osobom wierzącym obca jest edukacja seksualna i planowanie
                          rodziny?
                          - skad się biorą ludzie adoptujacy chore dzieci? Czy kieruje nimi tylko litość
                          i jakieś nieokreslone poczucie obowiązku? A może wg Ciebie tylko doskonałe
                          okazy maja prawo do szczęścia?
                          I tak generalnie, mam poczucie, że poruszamy się na obszarze ogólników. stąd
                          moje zdanie o płyciznach.
                          A teraz prosze powiedz, co wg Ciebie było GŁĘBOKIEGO w Twojej pierwszej
                          wypowiedzi...
                          Tak jak juz pisałam, negacja poglądu(ów) czy tez spór z kimś na pewno nie
                          oznacza dla mnie pogardy dla niego.
                          Monika
                          • 18lipiec Re: Ale ten Twój światek jest prosty 19.04.04, 12:18
                            mamamonika napisała:

                            > Pytasz o "płycizny" - proszę bardzo: tak jak mówiłam, podobne obrazki można
                            > znaleźć w dowolnej łzawej popołudniówce - piwniczna izba, osmioro usmarkanych
                            > dzieci i bezzębna matka chlipiąc pokazuje na śpiacego męża-pijaka "jak by mię
                            > proboszcz piekłem nie nastraszyli, to bym rzuciła tego tam juz dawno, a un
                            nic
                            > innego nie umi, tylko dzieci robićć, a doktór pigułki nie da".

                            Nieprawda, ja takie sytuacje widziałam na własne oczy.


                            > A konkretnie:
                            > - niby dlaczego wiążesz biedę i patologię z wiarą (osobliwie katolicką)?

                            Dlatego że ja bym usunęła niechciane dziecko, katoliczka nie -choćby kosztem
                            głodu i biedy.

                            > - dlaczego wydaje ci się, że mozliwość aborcji dziesiatego dziecka biednej
                            > kobiety to rozwiazanie jej problemów, na które czeka z utęsknieniem? Skad
                            > pewność, że jednak nie ma ona do niego innych uczuć poza odrazą i chęcią
                            > pozbycia się "tego"? Bo jest biedna i niedouczona i wyzszych uczuć nie
                            posiada?

                            Myślę że po prostu jak sama nie da tym dzieciom, to nikt nie da, a napewno bóg.

                            > - czy wg Ciebie osobom wierzącym obca jest edukacja seksualna i planowanie
                            > rodziny?

                            Edukacja seksualna na poziomie katechezy i takie samo planowanie rodziny,,,nie
                            dzięki,,,

                            > - skad się biorą ludzie adoptujacy chore dzieci? Czy kieruje nimi tylko
                            litość
                            > i jakieś nieokreslone poczucie obowiązku? A może wg Ciebie tylko doskonałe
                            > okazy maja prawo do szczęścia?

                            Nadal tych ludzi jest o wiele mniej niż tych dzieci.

                            > I tak generalnie, mam poczucie, że poruszamy się na obszarze ogólników. stąd
                            > moje zdanie o płyciznach.
                            > A teraz prosze powiedz, co wg Ciebie było GŁĘBOKIEGO w Twojej pierwszej
                            > wypowiedzi...
                            Co było głębokiego? Dla ciebie nic, dla mnie wszystko, napisałam to w formie
                            pytań do pana współmoderatora.

                            > Tak jak juz pisałam, negacja poglądu(ów) czy tez spór z kimś na pewno nie
                            > oznacza dla mnie pogardy dla niego.
                            Może i nie, ale pisanie światek o moim głębokim świecie jest dla mnie wyrazem
                            pogardy.

                            > Monika
                            • mamamonika Re: Ale ten Twój światek jest prosty 19.04.04, 22:23
                              Niezłą dyskusję sobie wzięłaś na głowę wink
                              Ad.1. Ja też z kilkoma rodzinami w sporej potrzebie mam kontakt, staram się nie
                              oceniać (jak, dlaczego, czyja wina), ale pomagać. Mam w tym taką zasadę - nie
                              dać ryby, ale wędkę. Jak dotąd metoda sie sprawdza smile Z kontekstu
                              wywnioskowałam, że masz z patologicznymi rodzinami do czynienia zawodowo (może
                              się mylę...), robota na pewno psychicznie obciąża. Ale, czy naprawdę widzisz
                              jakiś wybitnie wyraźny zwiazek w stylu wiara-bieda-niezaradność? Nie ma innych
                              czynników (jakoś nie wierzę), czy też katolickość-wielodzietność jakoś wybitnie
                              się tu wyróżnia? A może chcesz to tak widzieć? właśnie to mnie głównie
                              zdenerwowało w poscie - bardzo wybiórczo potraktowałaś zagadnienie.
                              Ad2. W większości przypadków usunięcie dziecka nie wystarczy, żeby usunąć
                              problem - czyli przyczynę biedy...
                              Ad3. Bóg nie wysyła paczek, sorry. Pomaga inaczej.
                              Ad 4. A z czego wnosisz, że edukacja seksualna osoby wierzącej musi się
                              zatrzymać na ww poziomie?
                              Ad5. Tak, nie jest ich duzo, ale są, i sa naprawdę wspaniali
                              Ad6. Dalej z uporem maniaka powtarzam, że nie oceniam Twojego życia
                              wewnętrznego, ale jednostronność i powierzchowność postu.
                              Mam też wrażenie, że usilnie starasz się udowodnić, że sama sobie wystarczysz.
                              Cięzka sprawa wink
                              Monika
                    • neogobbo Re: Ale ten Twój światek jest prosty 19.04.04, 11:28
                      Mówisz, że pisząc "światek" ktoś Tobą pogardza? Wrażliwa jesteś nad wyraz.
                      Zatem nie rób innemu co Tobie nie było - to także z mądrości ludowych. I nie
                      pisz więcej o pisemku świętym, dobrze?
                      • 18lipiec Re: Ale ten Twój światek jest prosty 19.04.04, 11:39
                        nie mogę pisać o pisemku świętym? dlaczego? wymówić tego słowa też nie mogę?
                        zakazane to jest dla mnie?
                        • neogobbo Re: Ale ten Twój światek jest prosty 19.04.04, 11:46
                          a czy zakazane jest używanie słowa "światek"? Zapętlasz się kochana i nerwy Ci
                          puszczają.
                          • 18lipiec Re: Ale ten Twój światek jest prosty 19.04.04, 11:50
                            mi ostatniej tu nerwy puszczą, mam skóre nosorożca, ciężko mnie zdenerwować w
                            sieci i to jeszcze na forum " wychowywanie w wierze".
                          • 18lipiec Re: Ale ten Twój światek jest prosty 19.04.04, 11:51
                            czy w takim razie zakazane jest używanie słowa pisemko święte?
        • fumag Re: Zostawiając na boku emocje... 19.04.04, 10:18
          Zapewniam Cię,że przeprowadza się aborcje tzw."terapeutyczne"(okropna
          nazwa).Proponowano mi taką (a wcześniej badania poprzedzające ,które nigdy nie
          dają 100%pewności zdrowia lub choroby dziecka ).Nie skorzystałam.Urodził się
          zdrowy.
        • isma Re: Musi to na Rusi, a w Polsce jak kto chce... 19.04.04, 10:20
          Wiesz, 18lipiec, latwo jest dyskutowac poslugujac sie stereotypami. tak ajk ten
          tytulowy...

          Jak tu juz pare razy pisalam, pol zycia bylam niewierzaca, w tym wiekszosc
          doroslego.
          Ale nawet wtedy nie przyszlo mi do glowy, ze embrion nie jest czlowiekiem. Z
          biologicznego punktu widzenia, po prostu: jak z kijanki nie wyrasta szczeniak,
          tak z ludzkiego embrionu raczej wink)) nic innego niz czlowiek nie wyrosnie.

          Natura (jesli juz nie chcesz powiedziec: Bog) sama rozwiazuje problem
          wiekszosci w jakis sposob "uszkodzonych" embrionow. Medycyna jest w stanie
          zapobiec wielu z tych procesow - co daje tak korzysci (ratowanie zycia
          wczesniakow) jak i trudne doswiadczenia (uposledzenia).

          Jestem nosicielka wady genetycznej. Cala masa lekarzy twierdzila, ze owszem,
          moge zajsc w ciaze, ale jej nie donosze. Przyklad mojej matki, nosicielki tej
          samej wady, wskazuje, ze istotnie szanse na donoszenie ciazy sa circa 20-
          procentowe. Ale, jak widac na zalaczonym obrazku, jednak sa. Co nie znaczy, ze
          dla samej checi posiadania licznej rodziny wolno mi probowac w nieskonczonosc,
          i stad moje stanowieko w kwestii antykoncepcji. Ale aborcja to zupelnie co
          innego, bynajmniej nie z powodow ideologicznych.

          A odpowiedz na Twoj tytulowy post? Jest prosta. Bog stworzyl nas do wolnosci
          (ewentualnie, jesli Boga nie ma, to nie ma kto tej wolnosci ograniczac). Mozemy
          Go przyjac albo odrzuciec. naprawde nic nie musimy. No, moze umrzec. Tylko, ze
          my, ktorzy w Boga wierzymy, wiemy, ze akurat co do smierci, to nie musimy sie
          jej bac...
          • 18lipiec Re: Musi to na Rusi, a w Polsce jak kto chce... 19.04.04, 10:35
            Go przyjac albo odrzuciec. naprawde nic nie musimy. No, moze umrzec. Tylko, ze
            > my, ktorzy w Boga wierzymy, wiemy, ze akurat co do smierci, to nie musimy sie
            > jej bac...


            A ja muszę????
            • isma Re: Musi to na Rusi, a w Polsce jak kto chce... 19.04.04, 10:37
              Ale co musisz? Jak chodzi o "umrzec", to zgodnie z dzisiejszym stanem wiedzy
              medycznej, raczej tak (nie wydaje mi sie zreszta, zeby ten stan sie znaczaco
              zmienil wink.
              Bac sie smierci tez nie musisz, o ile potrafisz (tez bylam taka kozaczka, ale
              mialam wtedy 20 lat, z lekka liczac).
              Pozdrawiam, zycze wywazonych sadow wink))
              • 18lipiec Re: Musi to na Rusi, a w Polsce jak kto chce... 19.04.04, 10:54
                kozaczka? jaka kozaczka?

                Nie jestem kozaczka, tylko niewierząca ,ja po prostu śmierci się boję jak każdy
                czlowiek, ale tego co będzie po niej już nie, bo czego mam się bać?
                • isma Re: Musi to na Rusi, a w Polsce jak kto chce... 19.04.04, 10:57
                  No, ale dalej nie wiem, co musisz.
                  A ja sie smierci nie boje, nie mowiac juz o tym, co po niej...
                  • 18lipiec Re: Musi to na Rusi, a w Polsce jak kto chce... 19.04.04, 11:04
                    Ja boję się śmierci tylko w kwestii jej formy, tj. mam nadzieję że mnie nikt
                    nie zamorduje, ani też nie będę chorym wegetującym warzywem przez 20 lat na
                    karku rodziny.Tylko tyle. Tak więc poza kwestiami czysto technicznymi śmierć
                    nie jest dla mnie czymś strasznym.
            • neogobbo Re: Musi to na Rusi, a w Polsce jak kto chce... 19.04.04, 10:38
              Jeżeli ktoś słyszy coś, czego nikt inny nie powiedział, to się nazywa omam.
              Albo - haluny.

              Wiem, że nie lubisz cytatów z Pisma Świętego, ale na innym miejscu powoływałaś
              się na "dziada-pradziada". No więc - uderz w stół, a nożyce się odezwą.
    • ogolone_jajka Równie prosty przykład. 19.04.04, 11:03
      > Prosty przykład - jest dwóch tak samo biednych ludzi, ale jeden z
      > nich poznał Jezussa. który z nich częściej się uśmiecha?

      Równie prosty przykład.
      Jest dwóch tak samo biednych ludzi, ale jeden z nich mieszka w Tworkach. Który z nich częściej się uśmiecha?
      • neogobbo Re: Równie prosty przykład. 19.04.04, 11:19
        Odpowiedź brzmi: jajek

        Co? może bez sensu? A czego się spodziewasz?
      • mika74 Re: Równie prosty przykład. 19.04.04, 12:20
        ogolone_jajka napisał:

        > > Prosty przykład - jest dwóch tak samo biednych ludzi, ale jeden z
        > > nich poznał Jezussa. który z nich częściej się uśmiecha?
        >
        > Równie prosty przykład.
        > Jest dwóch tak samo biednych ludzi, ale jeden z nich mieszka w Tworkach.
        Który
        > z nich częściej się uśmiecha?


        Iiii jeszcze jeden przykład.
        Jest dwóch ludzi: jeden jest szczęsliwy w zyciu, a drugi bardzo nieszczęsliwy.
        Który się częściej usmiecha?
        Odp. Drugi pod warunkiem ,ze choruje na chorobe maniakalną.
    • sion2 Re: "JA" centrum swiata 19.04.04, 12:12
      Tak sobie myślałam, zeby nawet nowy watek założyć, ale to chyba niepotrzebne

      właściwie to chciałam się podzielic taka smutną refelksją która sie we mnie
      coraz barzdiej umacnnia im dłużej jestem sobie na tym forum

      WYDAJE MI SIĘ, że cechą charakterystyczną ludzi atakujących KK oraz w ogóle
      wiarę w boga jest stawianie siebie w centrum wszechświata
      konkretnie polega to na tym,że:

      W KK NA PEWNO nie ma Boga , bo ... JA (tu wstaw swoje imię), Go nie
      spotkałam/em w nim;

      wiara w Boga jest stekiem bzdur, bo JA nie potrafię uwierzyć;

      Boga nie ma, bo JA Go nie spotkałaem;

      jeżeli JA czuję że coś jest dobre to na pewno jest dobre;

      Msze i nabożeństwa są głupotą/bałwochwalstwem, bo JA doszedłem/doszłam do
      takiego wniosku;

      w kosciele są same nudy, bo JA sie tam nudziłem/am;

      interpretacja Pisma sw. przez katolików jest niewłaściwa, bo MNIE tak
      powiedział Duch św. na modlitwie, albo dlatego bo JA wiem po prostu lepiej;

      jeżeli ktoś nie mysli o problemach tak jak JA, to znaczy, ze nie uzywa rozumu i
      uległ indoktrynacji

      i tu by mnozna wymieniac i wymieniać bez końca

      tylko nie rozumiem co jest bardziej zdrowe: stawianie siebie i swoich odczuć
      jako centrum wszsytkiego i najwyższy autorytet czy tez szukanie odpowiedzi
      PRAWDZIWEJ czyli niekoniecznie takiej jaką dyktują mi moje odczucia oraz rozum?

      a wiara prawdziwa jest zawsze rozumna! i nigdy nie stawia siebie samego w
      centrum

      A słowa "wydaje mi się" napisałam specjalnie dużą czcionką, dla wszsytkich,
      którzy czytając moje posty widzą w nich narzucanie innym swojego zdania,
      a to tylko moja refleksja z którą kazdy może się nie zgdodzic/zgodzic
      • 18lipiec Re: "JA" centrum swiata 19.04.04, 12:24
        sion2 napisała:

        > Tak sobie myślałam, zeby nawet nowy watek założyć, ale to chyba niepotrzebne
        >
        > właściwie to chciałam się podzielic taka smutną refelksją która sie we mnie
        > coraz barzdiej umacnnia im dłużej jestem sobie na tym forum
        >
        > WYDAJE MI SIĘ, że cechą charakterystyczną ludzi atakujących KK oraz w ogóle
        > wiarę w boga jest stawianie siebie w centrum wszechświata
        > konkretnie polega to na tym,że:
        >

        dokładnie TAK ! Ty stawiasz boga w centrum ,a ja SIEBIE!

        > W KK NA PEWNO nie ma Boga , bo ... JA (tu wstaw swoje imię), Go nie
        > spotkałam/em w nim; - NIE SPOTKAŁAM, NIE WIDZIAŁAM I NIE WIERZĘ, TAK SAMO JAK
        Z UFO!
        >
        > wiara w Boga jest stekiem bzdur, bo JA nie potrafię uwierzyć;- NIE POTRAFIĘ,
        NIE CHCĘ, NIE POTRZEBUJĘ WIERZYC
        >
        > Boga nie ma, bo JA Go nie spotkałaem;- NIE MA BOGA BO GO NIE SPOTKAŁAM, NIE
        WIDZIAŁAM, WIDZE NATOMIAST CALE ZŁO ŚWIATA
        >
        > jeżeli JA czuję że coś jest dobre to na pewno jest dobre;- TAK DOKŁADNIE!
        >
        > Msze i nabożeństwa są głupotą/bałwochwalstwem, bo JA doszedłem/doszłam do
        > takiego wniosku; - TAK DOKŁADNIE!
        >
        > w kosciele są same nudy, bo JA sie tam nudziłem/am; - TAK , DLA MNIE SĄ TAM
        NUDY I NIGDY TAM SWOICH DZIECI NIE POŚLĘ!
        >
        > interpretacja Pisma sw. przez katolików jest niewłaściwa, bo MNIE tak
        > powiedział Duch św. na modlitwie, albo dlatego bo JA wiem po prostu lepiej;
        >
        > jeżeli ktoś nie mysli o problemach tak jak JA, to znaczy, ze nie uzywa rozumu
        i
        >
        > uległ indoktrynacji - TAK WŁASNIE, NIE MUSZE NICZEGO TLIUMACZYĆ BOGIEM I NIE
        JESTEM NICZYM OGRANICZONA!
        >
        > i tu by mnozna wymieniac i wymieniać bez końca
        >
        > tylko nie rozumiem co jest bardziej zdrowe: stawianie siebie i swoich odczuć
        > jako centrum wszsytkiego i najwyższy autorytet czy tez szukanie odpowiedzi
        > PRAWDZIWEJ czyli niekoniecznie takiej jaką dyktują mi moje odczucia oraz
        rozum?

        NAJZDROWSZA TO JEST WIARA W SIEBIE !
        >
        > a wiara prawdziwa jest zawsze rozumna! i nigdy nie stawia siebie samego w
        > centrum
        >
        > A słowa "wydaje mi się" napisałam specjalnie dużą czcionką, dla wszsytkich,
        > którzy czytając moje posty widzą w nich narzucanie innym swojego zdania,
        > a to tylko moja refleksja z którą kazdy może się nie zgdodzic/zgodzic
        JA NAPISAŁAM WIELKIMI ŻEBY SIĘ ŁATWIEJ TOBIE I MNIE CZYTAŁO.
      • 18lipiec Re: "JA" centrum swiata 19.04.04, 12:25
        WSZYSTKO CZEGO UCZĄ W KK NIE PRZYSTAJE DO NASZEGO CODZIENNEGO ZYCIA
        • ogolone_jajka Re: "JA" centrum swiata 19.04.04, 12:29
          > WSZYSTKO CZEGO UCZĄ W KK NIE PRZYSTAJE DO NASZEGO CODZIENNEGO ZYCIA

          Widzę, że mnie godnie zastępujesz smile To dobrze, bo mam dziś dużo pracy.
          Ale z tym zdaniem ciutkę przesadziłaś. Uczą dobroci, miłości, szacunku. To przystaje do naszego życia. I zważ że mówi to nie dewota, ale wojujący antykatolik.
          • 18lipiec Re: "JA" centrum swiata 19.04.04, 12:44
            ale mnie dobroci , milosci i szacunku nauczono bez "tego"
            • mika74 Re: "JA" centrum swiata 20.04.04, 08:25
              18lipiec napisała:

              > ale mnie dobroci , milosci i szacunku nauczono bez "tego"

              Sorry,ale szacunku na pewno nie. To nawet w tym forum widac...
              • 18lipiec Re: "JA" centrum swiata 20.04.04, 08:40
                Akurat ty o szacunku moim do kogoś lub czegoś mało wiesz. Sam mnie nie
                szanujesz.
                • 18lipiec Re: "JA" centrum swiata 20.04.04, 08:43
                  poza tym cięzko szanowac coś czego nie ma...
                • mika74 Re: "JA" centrum swiata 20.04.04, 08:57
                  18lipiec napisała:

                  > Akurat ty o szacunku moim do kogoś lub czegoś mało wiesz. Sam mnie nie
                  > szanujesz.

                  Kochana to widac jak się odzywasz :nazywając czyjes zycie bzdurami, bzdetami,
                  Słowo Boże bełkotem, pisemkiem swietym itd. Jak spotkasz Murzyna nie mozesz na
                  niego mówić brudas, jak muzułmanina to nie możesz sie smiac jak kleknie w
                  południe, jak kogoś kto żegluje duzo po morzu idiota itd. Kazdy jest inny i
                  nalezy mu sie szacunek. To sie nazywa szacunek i tolerancja w tym zdrowym
                  ujeciu.
                  A "TY" pisze sie z duzej litery...
                  • 18lipiec Re: "JA" centrum swiata 20.04.04, 09:19
                    Kochana...Na tym forum równiez ze mnie sie wysmiewano. Pisano że gadam bzdury,
                    ze mój swiatek jest prosty, więc nie będe szanowała kogos kto mnie nie
                    szanuje...

                    A z tym TY to zależy do KOGO
                    • mika74 Re: "JA" centrum swiata 20.04.04, 14:01
                      18lipiec napisała:

                      > Kochana...Na tym forum równiez ze mnie sie wysmiewano. Pisano że gadam
                      bzdury,
                      > ze mój swiatek jest prosty, więc nie będe szanowała kogos kto mnie nie
                      > szanuje...

                      To świadczy o niedojrzałości i niespójności Twojej osobowości. Jesli działania
                      innych determinuja Twoja osobowośc, postepowanie to jest to baardzo niedojrzła
                      postawa. Trzeba szanowac ludzi ze wzgledu chociazby na szacunek do siebie
                      samego, ze wzgledu na wlasne przekonania, an nie byc taką chorągiwka na
                      wietrze, która wszyscy dookoła wyprowadzaja z równowagi...
                      >
                      > A z tym TY to zależy do KOGO

                      Tak, ze wzgledu na wiek do niekórych nalezałoby mówic na "pan" ,"pani"...
                      Ale nie bede Cie kultury uczyć.
                      Pozdrawiam , duzo dobrego zyczę.
        • isma Re: "JA" centrum swiata 19.04.04, 12:38
          Marta,
          nie generalizujmy.
          Po pierwsze, mysle, ze doprecyzowania wymaga okreslenie "to, czego ucza w KK".
          Uczciwiej byloby napisac "co ja z nauczania KK zapamietalam i zrozumialam".
          przy czym, doprecyzowujac, dobrze byloby tez zalozyc, ze nauczanie KK nie
          odbywa sie poprzez gazety.
          Po drugie, to nie bardzo moge zgodzic sie na okrelsenie "naszego" zycia.
          Wybacz, mozna odpowiedzialnie napisac "mojego zycia", troche mniej
          odpowiedzialnie "zycia mojego sasiada", ale zeby tak globalnie rzecz
          podsumowywac - no, nawet z profesura z socjologii to chybba nie bardzo jest
          mozliwe...
    • jagusia7 Re: Do neogobbo z pytaniem..... 19.04.04, 12:27
      Wtrącę się jeśli mogęsmile

      Od razu zaznaczę, że dla mnie aborcja jest czymś strasznymsad( To znaczy JA
      chyba nigdy na to nie zdecydowałabym się(mam nadzieję, że nie będę postawiona
      przed takim wyborem). Nie uważam, że post 18lipca był płytki. To po prostu
      próba dyskusji, tylko ciężko się dyskutuje będąc jedną osobą przeciwko
      kilkunastu...
      Generalnie nie zgadzam się z tym, że aborcja jest środkiem zapobiegającym
      głodowi i biedzie. Po prostu kościół(i państwo) powinien dopuszczać inne
      możliwości(sterylizacja, środki antykoncepcyjne(nie wczesnoporonne).

      Według mnie jest jednak sytuacja, w której kobieta powinna mieć prawo do aborcji
      (i ma w świetle prawa, chodzi mi o podejście kk, bo stanowiska innych kościołów
      nie znam). Jest to sytuacja, w której kobieta została zgwałcona. Wtedy sama
      powinna rozważyć, co zrobi. Bo może się zdarzyć, że kobieta pokocha dziecko,
      mimo, że jest owocem gwałtu. I wtedy decyduje się urodzić i dziecko wychować.
      Natomiast może się też zdarzyć, że ona do tego dziecka czuje nienawiść, bo
      przypomina jej ono tylko o tym, że została zgwałcona. I wtedy powinna mieć
      możliwość usunięcia ciąży, bez poczucia, że za to, co robi, jest postrzegana
      przez kościół jako zła(zakładam, że jest osobą wierzącą, w przeciwnym razie
      byłoby jej wszystko jedno). Powiecie - przecież może donosić ciążę i potem
      oddać dziecko do adopcji. No tak, ale co innego, gdy kobieta po prostu wpadła
      (czyli uprawiała seks dobrowolnie, więc powinna mieć świadomość konsekwencji),
      a co innego, jeśli padła ofiarą gwałtu. Wtedy - nie dość, że upokarzający i
      bolesny jest sam gwałt, to ZA KARĘ musi przeżywać kolejne upokorzenie:
      zwłaszcza w małych miejscowościach(choć nie tylko) samotna kobieta z brzuchem
      jest "na językach", odrzucona , szczególnie jeśli potem oddała dziecko(no bo
      jak, chdziła z brzuchem, to gdzie to dziecko? - PODŁA!). No chyba, że na prawo
      i lewo będzie opowiadała o tym, co ją spotkało...A to samo w sobie jest
      upokarzające. A taka dziewczyna powinna mieć możliwość zostawienia takich
      przeżyć za sobą...

      Wiem, o czym piszę, bo moja przyjaciółka zaszła w ciążę na skutek gwałtu.
      Rodzina ją potępiła, nie pozwoliła na aborcję, dziewczyna próbowała skończyć ze
      sobą, poroniła...Do dziś nie jest dobrze(nie twierdzę, że aborcja jest lekiem
      dla zgwałconych kobiet, to powinna być sprawa ich sumienia).Rozmawiałam też na
      ten temat ze swoim teściem, który jest psychiatrą i jego obserwacje
      potwierdzają to, co tu napisałam...

      Może to jest trochę obok głównego tematu, ale jak już jesteśmy przy aborcji,
      jestem ciekawa waszego zdania...
      Pozdrawiam

      PS. Dodam, że jestem osobą wierzącą, to znaczy wierzę w Boga, nie w kościółsmile
      • jagusia7 Re: Do neogobbo z pytaniem..... 19.04.04, 12:37
        Oczywiście pisząc, że wierzę w Boga a nie w kościół, miałam na myśli kościół
        jako instytucję(to tak dla wyjaśnienia,bo można to różnie rozumieć)
      • isma Re: Do neogobbo z pytaniem..... 19.04.04, 12:49
        jagusia7 napisała:

        > I wtedy powinna mieć
        > możliwość usunięcia ciąży, bez poczucia, że za to, co robi, jest postrzegana
        > przez kościół jako zła(zakładam, że jest osobą wierzącą, w przeciwnym razie
        > byłoby jej wszystko jedno). Powiecie - przecież może donosić ciążę i potem
        > oddać dziecko do adopcji. No tak, ale co innego, gdy kobieta po prostu wpadła
        > (czyli uprawiała seks dobrowolnie, więc powinna mieć świadomość
        konsekwencji),
        > a co innego, jeśli padła ofiarą gwałtu. Wtedy - nie dość, że upokarzający i
        > bolesny jest sam gwałt, to ZA KARĘ musi przeżywać kolejne upokorzenie:
        > zwłaszcza w małych miejscowościach(choć nie tylko) samotna kobieta z brzuchem
        > jest "na językach", odrzucona , szczególnie jeśli potem oddała dziecko(no bo
        > jak, chdziła z brzuchem, to gdzie to dziecko? - PODŁA!). No chyba, że na
        prawo
        > i lewo będzie opowiadała o tym, co ją spotkało...A to samo w sobie jest
        > upokarzające. A taka dziewczyna powinna mieć możliwość zostawienia takich
        > przeżyć za sobą...
        >

        Temat jest trudny. Ale, sama zobacz, co piszesz. Czy to nie jest przerazajace,
        zeby kierowac sie opinia otoczenia, ktore latwiej wybaczy aborcje, niz oddanie
        dziecka do adopcji (pomijam fakt, ze w ogole kierowanie sie opinia otoczenia to
        jedna z mniej sensownych motywacji postepowania)?

        Zostawienie przezyc za soba, powiadasz. Myslisz, ze w wyniku tej aborcji nie
        mialaby o czym pamietac? Nie sadze, zeby zniwelowalo to wpomnienie o gwalcie, a
        dolozyloby wspomnienie kolejne, nie mniej traumatyczne. Juz predzej, wydaje mi
        sie, mozna zapomniec, oddajac dziecko - przynajmniej wtedy sumienie jest
        nieobciazone czyjas smiercia, a tylko brakiem milosci, ktorej, zgadzam sie,
        trudno w tym przypadku wymagac.

        I wreszcie sprawa ostatnia, tzw. postrzeganie przez tzw. Kosciol. Dosc czesto
        ludzie formuluja swoje zdanie na temat stanowiska Kosciola w jakiejs kwestii na
        podstawie wlasnych wyobrazen, plotek, nierzetelnych publikacji prasowych. A
        moze wystarczy po prostu z wiara spotkac sie z Chrystusem w sakramencie?

        Nie ulega watpliwosci, ze aborcja jest zlem. Ale to, jaka jest waga tego zla,
        to juz jest sprawa indywidualna. Nie inaczej dziala zreszta prawo "swieckie" -
        nigdy zabojstwa nie przestaje sie nazywac zabojstwem, mozna tylko za nie nie
        karac, jesli zostalo popelnione w obronie wlasnej.
        • mika74 Re: Do neogobbo z pytaniem..... 20.04.04, 08:31
          isma napisała:

          > jagusia7 napisała:
          >
          > > I wtedy powinna mieć
          > > możliwość usunięcia ciąży, bez poczucia, że za to, co robi, jest postrzega
          > na
          > > przez kościół jako zła(zakładam, że jest osobą wierzącą, w przeciwnym razi
          > e
          > > byłoby jej wszystko jedno). Powiecie - przecież może donosić ciążę i potem
          >
          > > oddać dziecko do adopcji. No tak, ale co innego, gdy kobieta po prostu wpa
          > dła
          > > (czyli uprawiała seks dobrowolnie, więc powinna mieć świadomość
          > konsekwencji),
          > > a co innego, jeśli padła ofiarą gwałtu. Wtedy - nie dość, że upokarzający
          > i
          > > bolesny jest sam gwałt, to ZA KARĘ musi przeżywać kolejne upokorzenie:
          > > zwłaszcza w małych miejscowościach(choć nie tylko) samotna kobieta z brzuc
          > hem
          > > jest "na językach", odrzucona , szczególnie jeśli potem oddała dziecko(no
          > bo
          > > jak, chdziła z brzuchem, to gdzie to dziecko? - PODŁA!). No chyba, że na
          > prawo
          > > i lewo będzie opowiadała o tym, co ją spotkało...A to samo w sobie jest
          > > upokarzające. A taka dziewczyna powinna mieć możliwość zostawienia takich
          > > przeżyć za sobą...
          > >
          >
          > Temat jest trudny. Ale, sama zobacz, co piszesz. Czy to nie jest
          przerazajace,
          > zeby kierowac sie opinia otoczenia, ktore latwiej wybaczy aborcje, niz
          oddanie
          > dziecka do adopcji (pomijam fakt, ze w ogole kierowanie sie opinia otoczenia
          to
          >
          > jedna z mniej sensownych motywacji postepowania)?
          >
          > Zostawienie przezyc za soba, powiadasz. Myslisz, ze w wyniku tej aborcji nie
          > mialaby o czym pamietac? Nie sadze, zeby zniwelowalo to wpomnienie o gwalcie,
          a
          >
          > dolozyloby wspomnienie kolejne, nie mniej traumatyczne. Juz predzej, wydaje
          mi
          > sie, mozna zapomniec, oddajac dziecko - przynajmniej wtedy sumienie jest
          > nieobciazone czyjas smiercia, a tylko brakiem milosci, ktorej, zgadzam sie,
          > trudno w tym przypadku wymagac.
          >
          > I wreszcie sprawa ostatnia, tzw. postrzeganie przez tzw. Kosciol. Dosc czesto
          > ludzie formuluja swoje zdanie na temat stanowiska Kosciola w jakiejs kwestii
          na
          >
          > podstawie wlasnych wyobrazen, plotek, nierzetelnych publikacji prasowych. A
          > moze wystarczy po prostu z wiara spotkac sie z Chrystusem w sakramencie?
          >
          > Nie ulega watpliwosci, ze aborcja jest zlem. Ale to, jaka jest waga tego zla,
          > to juz jest sprawa indywidualna. Nie inaczej dziala zreszta prawo "swieckie" -

          > nigdy zabojstwa nie przestaje sie nazywac zabojstwem, mozna tylko za nie nie
          > karac, jesli zostalo popelnione w obronie wlasnej.

          To prawda. U psychiatrów jest mnóstwo kobiet z syndromem "poaborcyjnym". Do
          Kościoła tez czesto takie kobiety trafiaja z prosba o pomoc. Leczenie takiego
          urazu jest prawie niemozliwe. Po co do jednego nieszczęscia dokładac drugie...
          Lepiej oddac takie dziecko do adopcji chociaz zycie pokazuje ,ze jednak takie
          dzieci sa kochane przez matki. Dziecko to dzieckosmileJest niczemu niewinne...
          • 18lipiec Re: Do neogobbo z pytaniem..... 20.04.04, 10:04
            prawda. U psychiatrów jest mnóstwo kobiet z syndromem "poaborcyjnym". Do
            Kościoła tez czesto takie kobiety trafiaja z prosba o pomoc. Leczenie takiego
            urazu jest prawie niemozliwe. Po co do jednego nieszczęscia dokładac drugie...
            Lepiej oddac takie dziecko do adopcji chociaz zycie pokazuje ,ze jednak takie
            dzieci sa kochane przez matki. Dziecko to dzieckosmileJest niczemu niewinne...



            Nieprawda, syndrom poaborcyjny jest kobietom wmawiany.
            Ja słyszałam i widziałam tylko takie przypadki że kobiety się cieszyły że
            pozbyły się kłopotu.
            Zrozum że tu ciąza i poród po gwałcie jest większym traumatycznym przeżyciem
            dla kobiety niż aborcja.
            Ja chyba bym się zabila gdyby ktos mnie zmusił do urodzenia...
            A dla mnie większym grzechem jest oddac dziecko niż usunąc zarodek.
            • neogobbo Re: Do neogobbo z pytaniem..... 20.04.04, 10:29
              Pozwól że znowu się nie zgodzę. Znam kobiety, które dokonały aborcji. Niektóre
              raz, niektóre kilka. I mimo upływu lat nie przestają o tym myśleć. To jest
              trauma na całe życie. Może jednak większa nawet niż fakt bycia zgwałconą. Tylko
              proszę Cię o jedno. Ja wiem, że Ty tak nie uważasz. Ale nie odmawiaj innym - na
              przykład tym kobietom - czucia czegoś innego niż to co czujesz Ty. Bo nie znasz
              historii. Piszesz, że jestm facetem, więc co mogę mówić o kobietach. Mogę Ci
              sie odpłacić podobnym tekstem: jesteś jeszcze młoda, i co tak naprawdę możesz
              powiedzieć o życiu?
              • 18lipiec Re: Do neogobbo z pytaniem..... 20.04.04, 10:31
                wiecej wiem o kobietach niż Ty
                a po drugie- sydrom postaborcyjny jest często kobietom wmawiany
                ja znam kobiety i wierzące i nie które czują tylko ulge...
                • neogobbo Re: Do neogobbo z pytaniem..... 20.04.04, 10:38
                  Przecież nie twierdzę że ich nie ma. Piszę tylko, że są także inne.
                • isma Re: Do neogobbo z pytaniem..... 20.04.04, 10:58
                  O, widzisz, tak juz lepiej "Czesto wmawiany", to znaczy, ze nie zawsze.

                  Ale czekaj, bo troche sie wiklasz. Parenascie postow wyzej napisalas, ze Ty bys
                  niechciana ciaze usunela, "katoliczka - nigdy". Te wierzace, ktore znasz, ktore
                  czuja ulge po aborcji, to, rozumiem, nie sa katoliczki?

                  Aha, i jeszcze jedno. Ulga to nie jest specjalnie radosne uczucie. Ani
                  specjalnie trwale. Nie bedziemy Ci wymawiac wieku, ale czasem bywa tak, ze
                  najpierw nam ulzy (no, powiedzmy, uspimy starego psa, zeby juz w kolko aborcji
                  nie walkowac), a potem sie nam to jeszcze niejeden raz przypomni (a nastepnego
                  psa juz miec nie bedziemy chcieli, co samo w sobie nie jest niczym nagannym,
                  ale jednak swiadczy o jakims mechanizmie).
                  • 18lipiec Re: Do neogobbo z pytaniem..... 20.04.04, 11:17
                    isma napisała:

                    > O, widzisz, tak juz lepiej "Czesto wmawiany", to znaczy, ze nie zawsze.
                    Ale bardzo często.


                    > Ale czekaj, bo troche sie wiklasz. Parenascie postow wyzej napisalas, ze Ty
                    bys
                    >
                    > niechciana ciaze usunela,

                    Niechciana..hm zależy. Usunęłabym ciążę z gwałtu i usunęłabym upośledzone
                    dziecko, gdybym wiedziała oczywiście, bo nie wszystko da się przewidzieć. Tak
                    to bym urodziła.Usunęłabym też ciązę gdyby to było 3, 4 i kolejne dziecko.

                    "katoliczka - nigdy". Te wierzace, ktore znasz, ktore
                    >
                    > czuja ulge po aborcji, to, rozumiem, nie sa katoliczki?

                    Chciałam napisać ze znam wierzące, i katoliczki i niekatoliczki ktore usuwały
                    ale znam też atestki rodzące z chęcią, ale to rzadki przypadek.
                    Ateiści to ludzie intelignetni, żyją realiami i wiedzą czym grozi kolejna
                    ciąza, kolejne dziecko...Nie czytaja pisma św i wiedzą że bóg nie nakarmi.Poza
                    tym umieją się zabezpieczyć.

                    >
                    > Aha, i jeszcze jedno. Ulga to nie jest specjalnie radosne uczucie. Ani
                    > specjalnie trwale. Nie bedziemy Ci wymawiac wieku, ale czasem bywa tak, ze
                    > najpierw nam ulzy (no, powiedzmy, uspimy starego psa, zeby juz w kolko
                    aborcji

                    Ulga to stałe uczucie i bardzo radosne.Nie czułaś nigdy ULGI?
                    To jest bardzo radosne uczucie.


                    > nie walkowac), a potem sie nam to jeszcze niejeden raz przypomni (a
                    nastepnego
                    > psa juz miec nie bedziemy chcieli, co samo w sobie nie jest niczym nagannym,
                    > ale jednak swiadczy o jakims mechanizmie).
                    • isma Re: Ulga 20.04.04, 11:27
                      Oooo, pare razy mi sie to zdarzylo. Brak stresu to jest radosc? Unikniecie
                      problemu to jest radosc? Wyrwalam zab i juz mnie nie boli?
                      • 18lipiec Re: Ulga 20.04.04, 11:41
                        DOKŁADNIE ! Wyrwałam ząb i już mnie nie boli to ulga cudowna i na zawsze.
                        Widzisz mnie cieszą nawet takie drobnostki!

                        Brak stresu to RADOŚĆ, ULGA to RADOŚĆ, uniknięcie problemu to ULGA!!!!


                        Moze nie zrozumiesz tego bo celem katolika w życiu doczesnym jest umęczanie
                        ciała i ducha by potem pójśc do nieba.
                        • isma Re: Ulga 20.04.04, 11:50
                          Skad mozesz wiedziec, co jest celem katolika, jesli nim nie jestes? Skad mozesz
                          wiedziec, co to znaczy miec dziecko, skoro go nie masz, ze nie wspomne o
                          dziecku uposledzonym albo dziesiatym w rodzinie?

                          Wiesz, swiat ogladany przez pryzmat mediow i stereotypow jest rownie falszywy,
                          jak swiat ksztaltowany wedlug wierzen religijnych.

                          Fajnie, rob paczki biednym dzieciom. Wsrod ktorych pewnie jest sporo takich, o
                          ktorych myslisz per "cos". Jakze to milo czuc sie szlachetna i madrzejsza od
                          tych wszystkich zaslepionych religia durni. To tez ulga?
                          • 18lipiec Re: Ulga 20.04.04, 11:56
                            --------------------------------------------------------------------------------
                            Skad mozesz wiedziec, co jest celem katolika, jesli nim nie jestes? Skad mozesz
                            wiedziec, co to znaczy miec dziecko, skoro go nie masz, ze nie wspomne o
                            dziecku uposledzonym albo dziesiatym w rodzinie?

                            Wiem co jest celem katolików bo ignorantką nie jestem i wiele w tym temacie
                            czytałam. Poza tym to widac, na tym forum chociażby.

                            Wiesz, swiat ogladany przez pryzmat mediow i stereotypow jest rownie falszywy,
                            jak swiat ksztaltowany wedlug wierzen religijnych.

                            Nie tylko przez pryzmat mediów.


                            Fajnie, rob paczki biednym dzieciom. Wsrod ktorych pewnie jest sporo takich, o
                            ktorych myslisz per "cos". Jakze to milo czuc sie szlachetna i madrzejsza od
                            tych wszystkich zaslepionych religia durni. To tez ulga?

                            O nikim nie wyrażam się per coś, nie czuję się mądrzejsza i lepsza. Mam
                            możliwośc, to pomagam, bez ochów i achów. Kurde u was tak źle i tak niedobrze.
                            Pomagam to znaczy dowartościowuje sie, nie pomagam - jestenm zła. Dla katolika
                            zawsze wszystko jest albo czarne albo białe.
                            • isma Re: Ulga 20.04.04, 11:59
                              O nikim "cos", naprawde?
                              Jak mowilam, wysiadam.
                              • 18lipiec Re: Ulga 20.04.04, 12:11
                                niech będzie, pomylilam się. ulzyło ?
                  • 18lipiec Re: Do neogobbo z pytaniem..... 20.04.04, 11:17
                    isma napisała:

                    > O, widzisz, tak juz lepiej "Czesto wmawiany", to znaczy, ze nie zawsze.
                    Ale bardzo często.


                    > Ale czekaj, bo troche sie wiklasz. Parenascie postow wyzej napisalas, ze Ty
                    bys
                    >
                    > niechciana ciaze usunela,

                    Niechciana..hm zależy. Usunęłabym ciążę z gwałtu i usunęłabym upośledzone
                    dziecko, gdybym wiedziała oczywiście, bo nie wszystko da się przewidzieć. Tak
                    to bym urodziła.Usunęłabym też ciązę gdyby to było 3, 4 i kolejne dziecko.

                    "katoliczka - nigdy". Te wierzace, ktore znasz, ktore
                    >
                    > czuja ulge po aborcji, to, rozumiem, nie sa katoliczki?

                    Chciałam napisać ze znam wierzące, i katoliczki i niekatoliczki ktore usuwały
                    ale znam też atestki rodzące z chęcią, ale to rzadki przypadek.
                    Ateiści to ludzie intelignetni, żyją realiami i wiedzą czym grozi kolejna
                    ciąza, kolejne dziecko...Nie czytaja pisma św i wiedzą że bóg nie nakarmi.Poza
                    tym umieją się zabezpieczyć.

                    >
                    > Aha, i jeszcze jedno. Ulga to nie jest specjalnie radosne uczucie. Ani
                    > specjalnie trwale. Nie bedziemy Ci wymawiac wieku, ale czasem bywa tak, ze
                    > najpierw nam ulzy (no, powiedzmy, uspimy starego psa, zeby juz w kolko
                    aborcji

                    Ulga to stałe uczucie i bardzo radosne.Nie czułaś nigdy ULGI?
                    To jest bardzo radosne uczucie.


                    > nie walkowac), a potem sie nam to jeszcze niejeden raz przypomni (a
                    nastepnego
                    > psa juz miec nie bedziemy chcieli, co samo w sobie nie jest niczym nagannym,
                    > ale jednak swiadczy o jakims mechanizmie).
            • mika74 Re: Do neogobbo z pytaniem..... 20.04.04, 13:57
              18lipiec napisała:

              > prawda. U psychiatrów jest mnóstwo kobiet z syndromem "poaborcyjnym". Do
              > Kościoła tez czesto takie kobiety trafiaja z prosba o pomoc. Leczenie takiego
              > urazu jest prawie niemozliwe. Po co do jednego nieszczęscia dokładac drugie...
              > Lepiej oddac takie dziecko do adopcji chociaz zycie pokazuje ,ze jednak takie
              > dzieci sa kochane przez matki. Dziecko to dzieckosmileJest niczemu niewinne...
              >
              >
              >
              > Nieprawda, syndrom poaborcyjny jest kobietom wmawiany.
              > Ja słyszałam i widziałam tylko takie przypadki że kobiety się cieszyły że
              > pozbyły się kłopotu.
              > Zrozum że tu ciąza i poród po gwałcie jest większym traumatycznym przeżyciem
              > dla kobiety niż aborcja.
              > Ja chyba bym się zabila gdyby ktos mnie zmusił do urodzenia...
              > A dla mnie większym grzechem jest oddac dziecko niż usunąc zarodek.

              Nie ,no kochana. Znasz jakiegoś psychologa? Bo ja kilku, z jedna
              psychoterapeutka mieszkałam nawet po studiach 3 lata i kazdy Ci powie ,ze jest
              cos takiego jak syndrom poaborcyjny. Sa nawet ksiązki na ten temat. Jak
              najbardziej "świeckie". Nawet jak czytasz czasopisma dla kobiet to znajdziesz
              ten problem albo poczytaj "Charaktery" -to jedne z nielicznych pism
              psychologicznych na rynku. Teraz to Ty nam tu bajki wmawiasz.
              Az mi sie nie chce z Toba juz gadac ....
              • 18lipiec Re: Do neogobbo z pytaniem..... 20.04.04, 14:06
                Nadal twierdzę że znam kobiety które czują po tym tylko ulgę. Jeśli syndrom
                objawia się również ulgą to w takim razie zgodzę się że każda przeżywa.
                • 18lipiec Re: I jeszcze coś miko 20.04.04, 14:18
                  SYNDROM POSTANTYABORCYJNY, był kiedyś o tym wątek.

                  "Wyrzuty sumienia, owbinianie sie za morderstwo - dotyczą
                  zasadniczo tych, które wciągnięto w kościelną maszynkę moralną.
                  Maszynkę, która przerabia dramat na zbrodnię. Problem nie tkwi w
                  sumieniu, tylko w jego ukierunkowaniu. Odpowiedzialność za zycie
                  w ogóle, za płody. Ale już za zycie narodzone jakos nie bardzo.
                  Za dramaty kobiet tez nie. Kościoł się nie poczuwa do winy,
                  kościół sie nie spowiada. Politycy zbijają swój kapitał na tej
                  rozgrywce, manipulując uczuciami i sumieniami kobiet. Nie dość,
                  ze kobiety mają czuc sie jak przestepczynie w świetle prawa, to
                  jeszcze wmawia się im objawy, podpowiada, sugeruje, namawia do
                  przezycia syndromu! Nie jestes chora kobieto - to widac jestes
                  chora. Nie masz syndromu postaborcyjnego - to znaczy, że
                  wyparłas ten syndrom, ale: u hu ha! uwaga i tak cie dopadnie!
                  DOSĆ TEGO. Syndrom postantyaborcyjny - ta nazwa trafia w
                  dziesiątkę."

                  To pięknie oddaje to co chcę przekazać. Czy to dla Ciebie jest cięzkie do
                  pojęcia?
    • mader1 Re:Marto, 20.04.04, 09:52
      Jak zaczne pisac, zaraz moj synek przybiegnie... ale sprobuje.
      Ktos - Jagusia chyba - napisal, ze trudno rozmawiac naraz z wieloma
      osobami, dlatego tu do tej pory nie pisalam... Pomyslalam sobie, ze
      chcesz rozmawiac z Neo smile Ale jednak sie wtrace.

      1. Bog - dziewczyno, nie dziwie sie, ze ty sie dziwisz. Pamietam
      sama, jakk bylam mlodsza, wierzaca przeciez, a patrzylam na
      niekktorych "nawiedzonych", rozmodlonych, rozprawiajacych ciagle o Bogu,
      jak na dziwakow. Moj dom byl taki - tato nie wierzyl, mama
      wierzy, nie bylo wspolnych modlitw, procesji, zastanawiania sie nad
      Wola Boza w kazdymm momencie. Swoje wybory trzeba bylo wytlumaczyc
      raacjonalnie. ( moja mama poscila w piatki, ale ojciec wysmialby ja
      paskudnie, wiec mowila, ze wybrala sobie taki jeden dzien
      bezmiesny smile)). Ludzie - tak to jest, dla niewierzacych wygladamy
      troche dziwnie. Ja mam tego swiadomosc, wy nie ? Ja mysle, ze nawet
      troche smiesznie...

      2. Aborcja... no to jest zlo. Zabicie kogos. Pewien francuski profesor
      genetyki ( nie mam czasu szukac ksiazki) powiedzial, ze to jest
      czlowiek i DLATEGO przeciez jest zabijany.
      Moge ci tylko napisac... Gdyby moja mama wtedy, gdy sie rodzilam,
      wiedziala, ze urodze sie z taka , jak na tamte czasy powazna wada,
      pewnie usunelaby mnie. Zwlaszcza, ze tato by nalegal. Wtedy mowiono,
      ze nie wiadomo, czy przezyje, ile przezyje, czy bede mogla sie uczyc,
      miec dzieci. Koszmar. Jestem na swiecie. Moja mama mimo NPR ma dwoje
      dzieci.Drugie calkiem zdrowe. Mam od tego zdrowszego dziecka lepsze
      wyksztalcenie ( kocham je bardzo), mam rodzine ( tamto drugie nie
      zaalozylo jej), mam dobrze platna prace ( tamto gorzej), trojke dzieci
      (Isma, kiedys mowili, ze nie,a teraz dowiedzialam sie,ze ta wada
      dziedziczona w 20%- zadne nie odziedziczylo, udalo sie). Medycyna idzie
      naprzod. Na koniec jeszcze zrobiono mi operacje, po ktorej jestem
      zdrowa. Jak rodzi sie dziecko, nie wiadomo, nie wiadomo, co zz nim
      za pare lat bedzie. Gdyby moja mama nie urodzila mnie, mialaby jedno
      dziecko , ktoremu ciagle pomaga finansowo i nie mialaby wnukow. Ale
      bylby zdrowy.
      Drugi przypadek. kobieta poszla na badania prenatalne. Down. Blizniaki.
      Rozpacz. Placz. Decyzja - urodzi. Chyba kazdy by ja usprawiedliwil.
      Okazuje sie, ze badania nie dosc,ze sa omylne, one nie stwierdzaja
      stopnia choroby. Jedna z dziewczyn juz jest fryzjerka - ona ma
      wiekszzy stopien uposledzenia. Po drugiej nic zupelnie nie widac -
      jest po studiach artystycznych.Obie pracuja.
      Co sie dzieje w razie aborcji w KK ? Idzie sie do spowiedzi.
      Jezeli sie zaluje, ze zabilo sie czlowieka, jezeli byly okolicznosci
      lagodzace: 10 dziecko u pijakow,gwalt, nie wiem co tam jeszcze,
      dostaje sie rozzgrzeszenie. Jezeli usuniecie ciazy bylo dobrowolna,
      swiadoma deecyzja bez zadnych okkolicznosci lagodzacych wysyla sie na
      spowiedz do biskupa ( lub ordynaariusza) - bo musi on zwolnic od
      ekskomuniki. Jezeli nie zaluje sie tego,ze zabilo sie czlowieka,
      ekskomunika spada ipso facto - co oznacza, ze wierny sam wylacza
      sie ze wspolnoty. To wszystko.
      Powody spoleczne usuniecia ciazy. No, to jest temat rzeka. Na
      przyklad moja mama nie usunela mnie ze wzgledow medycznych. Udalo mi
      sie smile Teraz pomagamy ( nie na zasadzie paczek, tylko wedki), dwom
      przynajmniej rodzinom. Jedna ma dwojke dzieci ( a my trojke), nie
      pytalam czy wierza ( a raczej sie domyslam ich wiary, nie jest to
      KK), druga spodziewa sie trzeciego dziecka i dzieki wspolpracy z nami
      wychodzi z dlugow, ktore byly zrobione jeszcze jak miala dwojke
      dzieci smile Jedna nie usunieta ciaza...No a oprocz tego paczki... itd
      itp. Wspierajcie nas modlitwa, bo jak sie przewrocimy, to z nami moze
      pasc pare rodzin. Chyba, ze Bog pomoze.... Wiara nie zwalnia z
      dzialania. Nawet jezeli trzeba pomoc, trzeba sie wiecej narobic. A
      nieroby sa i wierzace i niewierzace
      A serio... jak maz bije, pije gwalci - trzeba zone od meza zabrac,
      odizolowac. Kosciol dopuszcza separacje. Pijanstwo, znecanie sie, bicie
      tez jest grzechem.Tak samo bez zalu i poprawy, nie dostaje sie
      rozgrzeszenia.

      I jest jeden, ale WIELKI problem.Nie Polsce.To jest jednak juz
      bogatszy kraj. Mnostwo dzieci codziennie na swiecie umiera z glodu. Nawet
      mialam pomysl ( skonczylam ww tym celu studia podyplomowe), zeby tam
      jechac. Cale strefy glodu. Rozumiecie ?
      Wiem,zee urodzilo mi sie dziecko, to jest zdolne,dobre dziecko i ono
      nie dosc, ze nie moze sie uczyc, rozwijac... Ono umiera na moich
      rekach sad((( Swiat ma juz techniczne mozliwosci, by wykarmic
      wszystkich. Nie musi w tym pomagac Bog. Sa dotacje , by hodowac
      mniej, by uprawiac mniej...
      Ciesze sie Marto, ze jestes, ze jestes dobrze wychowana. Ze wiesz,co
      to zlo. Ze jestes osoba, ktora nie podjelaby takiej decyzji - by
      nisszczyc zywnosc. Ciesze sie , ze Twwoich dwoje dzieci bedziesz tez
      tak wychowywac. To nastepni ludzie po tej samej stronie.Stronie dobra wink
      A... Marta nie musi uwierzyc. Bog daje jej to prawo i my jej
      tego prawa nie odbierajmy. Wiecie,ze Kaczmarski tuz przed smiercia
      przyjal chrzest ?

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka