wiesia140
03.03.11, 11:05
Katoliccy farmaceuci nie chcą sprzedawać w aptekach tabletek antykoncepcyjnych, pigułek po stosunku, prezerwatyw i spiral. Marzy im się taka zmiana prawa, która pozwoliłaby im wycofać te środki z handlu.
Zobacz także:
Gdy mamusią zostaje mała dziewczynka...
Kontrowersje wokół zamknięcia apteki w sosnowieckim szpitalu
Cztery apteki w Jaworznie przyjmują przeterminowane leki
Farmaceuci z Katolickiego Stowarzyszenia Farmaceutów Polskich starają się o zmiany w prawie, które pozwoliłyby na taki proceder. Walczą o swoje sumienia i domagają się klauzuli w prawie farmaceutycznym, która pozwalałaby na powstrzymanie się od wykonywania praktyk zawodowych niezgodnych z jego sumieniem.
- Podobną klauzulę mają lekarze, chroni ich ona np. od wykonywania zabiegów aborcji
Pożyczka dla Nauczycieli
Oprocentowanie niższe nawet o 4%. Sprawdź Pożyczkę Ekspresową Pekao!
www.pekao.com.pl
Nissan Pickup NP 300
Siła w prostocie. Moc w terenie.
www.nissan.pl
Microsoft Cloud Power
Bezpłatne Case Study i Dokumenty o Microsoft Cloud Power. Już Dziś!
Microsoft.pl/Cloud
Reklamy BusinessClick
- mówi Barbara Fiklewicz-Dreszczyk, prezes poznańskiego oddziału Stowarzyszenia Farmaceutów Katolickich. - Chcielibyśmy, aby podobną możliwość mieli także farmaceuci. Obecnie zbieramy podpisy pod listą poparcia dla naszego projektu - dodaje.
Podpisy są zbierane od dwóch tygodni i jak na razie zebrało się ich około 6 tys. To nie wszystko. Nową klauzulę musi przegłosować Sejm. - Jesteśmy na etapie przygotowania projektu ustawy, która precyzuje brzmienie klauzuli - zapewnia Krzysztof Szczucki z Warszawy, prawnik stowarzyszenia.
Stanisław Piechula, prezes Śląskiej Izby Aptekarskiej, prywatnie opowiada się za daniem farmaceutom możliwości wyboru.
- Jednak jako szef Izby stoję na stanowisku, że zadaniem apteki jest zapewnienie pacjentowi pełnego asortymentu leków. On ma prawo kupić wszystko, co jest mu potrzebne - mówi Piechula. Dodaje, że zwykle w aptekach pracuje więcej niż jeden farmaceuta.
- Wątpię, aby na jednej zmianie spotkały się same osoby z oporami moralnymi. Problem może być jedynie na zmianach nocnych i na wsiach, ale wszystko da się rozwiązać - podkreśla prezes Śląskiej Izby Aptekarskiej.
Pomysłu nie pochwala poseł PiS Maks Krzeczkowski. - Po to są regulacje prawne i po to podobne środki są dopuszczane do sprzedaży, aby każdy miał do nich swobodny dostęp.
Farmaceuci, jak twierdzą, są w tej chwili w trudnej sytuacji. Jeśli np. sprzedaż pigułek wczesnoporonnych nie jest w zgodzie z ich sumieniem, mogą odmówić ich sprzedaży, ale muszą się liczyć z ewentualnymi konsekwencjami prawnymi. Apteka jest zobowiązana do posiadania wszystkich dostępnych leków lub ich zamówienia.
- W tej chwili część farmaceutów sprzedaje np. pigułki po stosunku, ale łamie się w środku, bardzo przez to cierpi. Ostatecznie sprzedają, bo muszą - twierdzi Małgorzata Prusak, ogólnopolski koordynator akcji zbierania podpisów z Gdańska.
Jest przekonana, że jeśli klauzula weszłaby w życie, aptek, które decydowałyby się nie sprzedawać np. środków antykoncepcyjnych, byłoby w Polsce bardzo wiele.
Jeśli kierownik apteki w małej miejscowości zdecyduje, że np. pigułek po nie będzie sprzedawał, klienci będą mieli spory kłopot. Jednak wiele aptek już teraz nie sprzedaje wspomnianych środków. - Osobiście znam kilka takich aptek w kraju, u których wspomnianych środków nigdy się nie kupi - mówi Barbara Prusak.
www.dziennikzachodni.pl/fakty24/373313,katoliccy-aptekarze-nie-sprzedaja-prezerwatyw,id,t.html
ciekawe jak to zostanie rozstrzygnięte , lekarze mają podobny zapis , może coś podobnego powstanie dla nich
i drugi artykuł
W niedzielnym „katolickim” okienku w TVP ostatnio dyskutowano na temat tego, czy farmaceuta powinien mieć możliwość odmowy sprzedaży środków antykoncepcyjnych. Chodziło oczywiście (oczywiście?) o farmaceutę, który jest katolikiem, czy, jak woleliby mówić i pisać niektórzy, „katolickiego farmaceutę”.
Wydawać by się mogło, że całkiem sensowny temat i jak najbardziej na miejscu. A jednak nie wytrzymałem i na jednym z portali społecznościowych (podobno teraz jest zakaz wymieniania jego nazwy, tylko jeszcze nie ustaliłem, przez kogo wydany i kogo obowiązuje), napisałem z irytacją, że to dyskusja oderwana od życia. Mało tego, moim zdaniem poruszanie w ten sposób tematu sprzedaży środków antykoncepcyjnych nie tylko nie przynosi pożytku, ale wręcz szkodzi i fałszuje jego obraz w mediach, a w konsekwencji w ludzkich rozumach.
Dlaczego się rzucam, jak wesz na grzebieniu? Ponieważ problem odmowy sprzedaży środków antykoncepcyjnych wbrew sumieniu nie dotyczy przecież tylko aptekarzy. Dotyczy według mnie w tym samym, a może i większym stopniu, na przykład kasjerek w hipermarketach, supermarketach, stacjach benzynowych. Większość z nich nie tylko nie ma możliwości w oparciu o klauzulę sumienia odmówić sprzedawania środków antykoncepcyjnych, ale na dodatek całymi godzinami muszą na nie patrzeć, bo zwykle są umieszczone przy kasie tak, aby były dobrze wyeksponowane.
Jak znam życie, znaczna część czytających ten komentarz już zdążyła się zdenerwować i w myślach wytknąć mi, że w aptekach sprzedaje się nie tylko prezerwatywy, którymi zasypane są kasy sklepów odwiedzanych tłumnie każdego dnia przez miliony ludzi. Zresztą w czasie owego niedzielnego programy telewizyjnego pojawiło się, to czego najbardziej się w takich sytuacjach obawiam. Pojawił się argument, że farmaceuci powinni mieć prawo odmowy, bo przecież część tych środków sprzedawanych w aptekach ma charakter wczesnoporonny. No i katastrofa! W ten sposób nie tylko nie posuwa się naprzód rozwiązania trudnej sprawy, ale pogłębia się i tak spore zamieszanie. Przecież jeśli są wczesnoporonne, to nie są środkami antykoncepcyjnymi, lecz aborcyjnymi. I jako takie w zgodzie z obowiązującym w Polsce prawem - na mój prosty chłopski rozum - w ogóle nie powinny się znajdować w sprzedaży.
Efekt takich dialogów, jak ten w niedzielę przed kamerami TVP, niejednokrotnie polega na tym, że w świadomości ludzi utrwala się przekonanie, iż są „bardzo złe” i „mniej złe” środki antykoncepcyjne. A w domyśle, że te „mniej złe” Kościół jeśli nie oficjalnie dopuszcza, to przynajmniej toleruje.
Staram się być na bieżąco i przyznam, że według mojej wiedzy, Kościół katolicki nadal uważa wszelką antykoncepcję za poważne zło. Niezależnie, czy cały proceder odbywa się na drodze mechanicznej czy chemicznej albo jeszcze innej.
Niestety, zauważyłem, że ludzie Kościoła (nie tylko w Polsce) łatwo dają się nabrać na pewien rodzaj manipulacji, polegający na uszczegółowieniu problemu. Nie zdają sobie sprawy, że to bardzo skuteczna metoda na rozmycie problemu i zafałszowanie jego znaczenia. Skupianie się – zwłaszcza przy kwestiach fundamentalnych, takich jak stanowisko Kościoła katolickiego wobec antykoncepcji - na szczegółach, fragmentach, wyrywkach, powoduje, że traci się z oczu całość sprawy, że gubi się gdzieś rzeczywista ranga i znaczenie całej kwestii. W ludzkie rozumy zapada, na przykład, przekonanie, że to tylko „katoliccy farmaceuci” mają jakąś fobię w związku ze środkami antykoncepcyjnymi. A przecież w hipermarketach prezerwatywy wystawia się przy kasach obok cukierków i rozpuszczalnej gumy do żucia dla dzieci. I nikomu to nie przeszkadza...
Mnie przeszkadza.
info.wiara.pl/doc/741150.Diabel-w-szczegolach