przyjacielaanna 07.07.11, 23:23 za mojego męża. Jutro ma poważną operację. I nie wiadomo jakie będą jej skutki. Nie mogę przy nim być, co jest niezmiernie bolesne dla nas obojga. Proszę o westchnienie choć jedno. Będziemy wdzięczni... bardzo... Odpowiedz Link Obserwuj wątek Podgląd Opublikuj
przyjacielaanna Re: gorąca prośba o modlitwę 08.07.11, 08:59 dziękuję. Nadal nie wiem co dalej. Lekarze przez telefon nie udzielają informacji, a jechać mogę dopiero jutro. Odpowiedz Link
kotkowa Re: gorąca prośba o modlitwę 13.07.11, 14:10 JUż po operacji, ale modlę się. Daj znać, jak się mają sprawy. Odpowiedz Link
przyjacielaanna Re: gorąca prośba o modlitwę 15.07.11, 22:04 Dziękuję ogromnie za Waszą modlitwę. Operacja się udała. Teraz czekamy, aby można było choćby głowę wyżej podnieść. Jestem cały czas z mężem i to dzięki dobroci ludzi. Pozdrawiam serdecznie i ogromnie dziękuję za wsparcie modlitewne. anna Odpowiedz Link
luccio1 Re: gorąca prośba o modlitwę 20.07.11, 23:23 Jeśli możesz - powiedz, co u Ciebie teraz? Jak się ma Twój Mąż? Jeśli pozwolisz na chwileczkę wziąć się za rękę - robię to właśnie. Łukasz. Odpowiedz Link
przyjacielaanna Re: gorąca prośba o modlitwę 30.07.11, 13:47 witam. nareszcie jestem w domu. I mąż też I jest lepiej niż mogłam się kiedykolwiek sp[odziewać, po takiej operacji i takim wylewie. Mąż funkcjonuje normalnie, prowadzi auto i tylko ma bliznę od ucha po czoło i jest słaby póki co. Ale to jest nic jestem Wam wszystkim ogromnie wdzięczna za modlitwę, ogromnie. Dziś o 18,00 będzie Msza święta dziękczynna. Bo dziękować jest za co. Pozdrawiam i jeszcze raz dziękuję. przyjacielaanna Odpowiedz Link
luccio1 Re: gorąca prośba o modlitwę 30.07.11, 14:28 Cieszę się, że tak się stało. Tylko doradzałbym Twojemu Mężowi ostrożność z samochodem: to jest taki instrument, że gdy się ma go w ręku, rośnie o kilka rzędów wielkości prawdopodobieństwo zrobienia krzywdy Bliźniemu i samemu sobie. (Moje własne doświadczenie w podobnej sprawie jest odmienne: najpierw moment, kiedy wracając z pracy, zastałem Mamę leżącą po zatorze mózgu [na szczęście sam atak zastał Ją leżącą w łóżku], ledwo mówiącą, z prawie nieruchomą prawą stroną - a poprzedniego wieczora żegnałem się z Mamą jeszcze normalnie funkcjonującą [a wychodziłem do pracy wcześnie rano, gdy jeszcze spała]. Potem szpital - a potem dwa lata leżenia w domu z próbami chodzenia, zawsze z pomocą - w końcu przejście do Domu Ojca, co zaszło już 13 lat temu). Odpowiedz Link