andrzej585858
12.10.11, 14:25
W trakcie wizyty duszpasterskiej na poludniu Włoch papież Benedykt XVI odwiedził klasztor kartuzów - jednego z najbardziej surowych zakonów. W trakcie nieszporów sprawowanych w tym klasztorze papiez wyglosił kazanie ktorego fragment bardzo mnie zafrapował:
"Benedykt XVI zauważył, że życie współczesnego człowieka jest coraz bardziej frenetyczne, niekiedy wręcz konwulsyjne. "Obserwujmy też ucieczkę człowieka od życia realnego ku przeżyciom wirtualnym, jakby z obawy przed usłyszeniem ciszy, albo pustki wewnętrznej, do tego stopnia, że możemy odnieść wrażenie iż mamy dziś do czynienia z przemianą antropologiczną. Niektóre osoby nie są już zdolne do przebywania przez dłuższy czas w ciszy czy samotności" – stwierdził papież"
Tą coraz bardziej widoczną przemianę, ucieczkę w świat odrealniony papiez określił jako swoistą "mutację antropologiczną". I naprawdę zastanowiły mnie te słowa - czy potrafię przebywać sam z sobą? oderwać się od hałasu dnia codziennego? obywać się bez dostępu do mediów?
Coraz częściej można na ulicach zobaczyć już nie tylko młodzież ale i osoby starsze które nawet idąc na spacer mają w uszach słuchawki. Nawet idąc na spacer trudno obyć się bez hałasu. Czy na tym właśnie polega wyciszenie się?
Czytam że podobno klasztory właśnie te mnisze przezywają zalew ludzi którzy chcą choć na kilka dni pobyc w ciszy - jednak jest ona potrzebna, ale tych ludzi nie jest tak dużo.
I tak własnie myślę czy przypadkiem ten brak umiejętności wyciszenia nie jest główną przyczyną coraz bardziej powszechnego relatywizmu moralnego? Relatywizmu ktory przbiera nazwę tolerancji a jest jej zaprzeczeniem?
Nic dziwnego więc że tak bardzo papiez podkreśla znaczenie istnienia tego typu zakonów mówiąc: "jesteście w sercu Kościoła".
A jak jest z tą ciszą w naszym codziennym życiu?