Dodaj do ulubionych

Ludzie sukcesu ?

21.06.04, 18:38
Czy nie marzylybyscie, zeby Wasze dzieciaki byly ludzmi sukcesu ? Wiem, ze
moja mama zmeczona jest troche moim miotaniem sie miedzy rodzina, rozwojem
duchowym a praca. Chyba wolalaby troche prostszy egzemplarz smile A Wy - co
powiecie, jezeli Wasza zdolna corka zrezygnuje z kariery zawodowej ( albo
wrecz z pracy) ? Albo Wasz zdolny syn miast bic sie o stanowisko dyrektora
ew. czlonka zarzadu, wyjedzie na wies i zacznie pracowac z zaniedbana
mlodzieza ? Nie bedzie Wam zal ?
Obserwuj wątek
    • carla7 Re: Ludzie sukcesu ? 21.06.04, 19:29
      Znalezienie w życiu tego co się lubi, pasja, chęć i zaangażowanie w to co się
      robi jest skarbem. Gdyby mój syn zaszył się gdzieś, ale robił coś z sercem,
      całym sobą, to nie martwiłabym się. Efekty jego pracy nie musiały by przypominać
      fajerwerków.
      Najważniejsze, żeby znalazł swoje powołanie. Natomiast gdyby uciekł ze strachu,
      gdyby bał się życia, bał się dobrej walki, to żałowałabym bardzo.
      Niestety w życiu wielu nie poznaje "swojej pracy" nigdy.
      Pomimo zdobytego wcześniej wykształcenia, nie rozwijają się, nie ma w nich pasji.
      • mader1 Re: Ludzie sukcesu ? 21.06.04, 20:24
        Czyli uwazasz,ze glownym problemem jest, ze ludzie nie wiedza, co chca robic,
        albo nie potrafia to zawalczyc ?To madre, co napisalas. Taka bylejakosc. A
        jezeli syn wprawdzie na skutek roznych zawirowan nie wie, co chce robic, ale
        WIE CZEGO ROBIC NIE CHCE ?
        Dla mnie najwieksza porazka jest robic to czego sie nie chce. Ale byc moze Bog
        zsyla na ludzi tez takie doswiadczenie - np. wtedy, gdy jest to jedyna
        mozliwosc zarobku.
        • carla7 Re: Ludzie sukcesu ? 21.06.04, 21:39
          Oczywiście, łatwiej odgadnąć (odczuć), czego nie chce się robić. Często patrzę
          na czyjąś pracę i WIEM, że to nie dla mnie. Sama mam za sobą to przykre
          doświadczenie - pracę tylko i wyłącznie dla paru groszy, które pozwolą na
          zapłacenie rachunków. (może dobrze, że groszy, bo większa motywacja do zmian)
          Byłam bliska depresji, nie miałam siły na życie. Wpadłam w kołowrotek -ranek -
          pobudka - praca - wieczór - spanie. Moi najbliżsi byli odpychani siłą
          odśrodkową. Ten okres wspominam jako jeden z gorszych w moim życiu.
          Jakimś ratunkiem w nielubianej pracy była myśl, że to nie praca do końca życia.
          Jakaś iskierka, która pielęgnowana pozwala mieć nadzieję, że to przejściowe. Że
          to jest droga do celu (którego może jeszcze nie znam). Szkoda, że ta iskierka
          nie pojawiła się wcześniej, zaoszczędziło by mi to sporo kłopotów. No i jeszcze
          wtedy nie miałam takiej zwykłej ufności, że Bóg zsyła na nas doświadczenia,
          dzięki którym idziemy dalej. To pomaga. Zresztą może być i tak, że coś się
          "wypala" i pomimo, że lubimy jakieś zajęcie chcemy iść dalej, chcemy coś
          zmienić. Jeśli pojawia się taka chęć, to warto się chyba nad swoim życiem
          zastanowić. Jeszcze jedna myśl - ludziom, którzy mają dużo wszechstronnych
          uzdolnień może być trudniej.
    • sion2 Re: Ludzie sukcesu ? 21.06.04, 20:58
      Cóż będę odpowiadac z pozycji dziecka a nie rodzica, ale postanowiłam zabrać
      głos, bo mam trochę przemysleń związanych z tym tematem.
      Mnie się wydaje,że najwazniejsze jest tak wychowac dziecko aby było wewnętrznie
      silne, żeby było szczęśliwe niezaleznie od tego kim jest i co robi w zyciu.
      Gdybym moje zycie wartościowała tym co robie albo wykształceniem to wyszłoby że
      jestem nieudacznikiem albo bardzo blisko niego. Bo studiowałam teologię a nie
      marketing i zarządzanie, znam podstawy trzech języków, ale zadnego biegle,
      studiowałam jeszcze trochę pedagogiki i studia podyplomowe na redkatora (och,
      juz wiecie o mnie wszystko wink)).I ledwo rok przepracowałam porządnie jak
      zaczęła się moja choroba. Nie mam prawa do zasiłku, do renty, do emerutury nic
      nie gromadzę... Tragedia. Oczywiscie to się bedzie zmieniać, ale na dziś po
      ludzku patrząc jest b.źle.
      Jednak jestem człowiekiem pogodnym i raczej szczęśliwym. Nigdy nie marzyłam
      żeby byc biznes woman ani nikim wielkim w sensie ludzkim. Ja nie mam takiej
      psychicznej potrzeby. I wyobrażam sobie, że gdybym miała dzieci i one nie
      chciałyby robić kariery w jakims intratnym zawodzie to rozumiałabym to. Wydaje
      mi się, ze jest to nie tyle kwestia wartości - bo Jezus na pewno nie chciał,
      aby wszyscy chgrześcijanie byli prostymi, niewykształconymi i biednymi ludźmi -
      tylko raczej jakiś uwarunkowań psychicznych. Każdy dąży do szczęścia. I po
      prostu dla jednego to szczęście to bycie matką i żoną a dla drugiego bycie
      panią prezes.
      Najważniejsze co bym chciała dla swoich dzieci to zeby wybrały Boga oraz po
      prostu były szczęśliwe.
      Mój tata jest bardzo wykształconym człowiekiem, zna biegle angielski, robił
      doktorat, pracował na uniwersytecie w USA, publikował itd. Ale od ilus lat
      pracuje w pewnej firmie, gdzie ze swymi możlwiościami mógł juz zajść o wiele
      dalej, ale ... on nie chce! Jest zadowolony z zarobków, lubi pracę i to mu po
      prostu wystarcza. Czasem tak naiwnie prawie opowiada o wyścigu szczurów, że on
      nie rozumie po co to wszystko...
      I jego dzieci chyba po nim odziedziczyły takie podejście do zycia...

      Znam ludzi, dla których zycie=wspaniała praca+odpowoedni znajomi+jak najwięcej
      przyjemności. Widzę (pracowałam u takich) jak wiele wysiłku wkładają żeby
      przetrwał ich związek, ciagle prezenty, ciągle kwiaty, ciągle teatr i koncert,
      każda rocznica slubu to wyjazd za granice. Nawet nie widzą sztuczności swojej.
      I że bardzo oddalają sie od prawdziwego życia. Potrafili zostawić mi 11
      miesięczne dziecko z astmą, wysoka gorączką i o zepsutym inhalatorem i lecieć
      na bal za granicę. Bo przyjemnośc to wszystko...brr!
      Nie chciałabym, aby moje dziecko na takie wyrosło...

      Oczywiście to ostatnie to kwestia wartości,a nie tego czy ktos jest
      wykształcony czy nie. Myslę, ze każdy otrzymuje jakies talenty od Boga i
      powienien sie tylko martwić, czy je rozpozna i właściwie wykorzysta - jeśli tak
      to będzie szczęśliwy bez względu na to czy jest tylko matka i żoną czy panią
      prezes smile)).
      Osobiście bardzo cenię sobie ludzi na stanowiskach a wierzących np. H.
      Gronkiewicz Walc.

      I myślę jeszcze, że życie Bogiem prowadzi w końcu (bo to proces długi) do
      jakiejś harmonii, do jedności w sobie samym, że człowiek może wtedy byc i
      bardzo oddany pracy zawodowej i nie szkodzi to jego zyciu duchowemu ani
      rodzinnemu. Że jak Bóg kiedyś w końcu wybije się ostatecznie i rzeczywiście na
      I miejsce to nagle wszystko staje się takie poukładane... Nie doświadczam tego,
      ale znam ludzi z mojej wspólnoty, którzy własnie w takiej harmonii juz zyją.

      Dobrej nocki wszystkim!
      Kasia.
    • grrrrw Re: Ludzie sukcesu ? 21.06.04, 22:20
      A u nas odwrotnie, dzieci pedza ku mirazom sukcesu, a ja w głębi ducha boleję
      nad tym, ze tak mało w nich postwy "dla innych".
      • mader1 Re: Ludzie sukcesu ? 22.06.04, 13:36
        Rodzicom to nie dogodzisz smile)))
    • adzia_a Zmarnowane talenty? 24.06.04, 10:41
      ...owszem, kilka takich mam. Jak pewnie każdy z Was. No i co z tego? wink

      Zauważyłam jakis czas temu, że prawdziwa wolność w rozwoju młodego człowieka
      wyraża się również w ten sposób. Że czasem nie pielęgnuje się tego wszystkiego,
      co człowiek od Boga dostał, bo zwyczajnie nie ma sie na to ochoty, czasu, czy
      czegoś tam wink Ale ja myślę, że nie ma w tym nic złego, że nie ma czegoś
      takiego, jak "zmarnowana nauka" - zawsze jest to jakieś doświadczenie, które
      wywiera wpływ na inne obszary naszego mózgu, zawsze jest w jakiś sposób
      rozwijające. Nie wiem, czy to jasne, co piszę - chodzi mi o to, że wiele z nas
      (ba, jesli nie wszyscy) narzeka, że na studiach przez pięć lat wkuwało się coś,
      co się na nic nie przyda (szczególnie jak się siedzi w domu z dziećmi).
      Wszystko się przyda, każda wiedza, każda umiejętność, tylko niekoniecznie
      wykorzystuje się ją w sposób "bezpośredni".

      Tak że Kasiu, niech Ci nawet nie przyjdzie do głowy, że zmarnowałaś naukę,
      dzięki niej jesteś tym, kim jesteś, dzięki niej w lepszy sposób interpretujesz
      docierające do Ciebie informacje, możesz sobie wyrobić swoje zdanie, syntezować
      informacje...Żaden wysiłek nie idzie na marne.
      • mama_kasia Re: Zmarnowane talenty? 24.06.04, 13:13
        No właśnie! Tak najczęściej myślę smile
        Tylko czasami, baaardzo rzadko, myślę inaczej smile
        • grrrrw Re: Zmarnowane talenty? 24.06.04, 15:22
          A ktoś powiedział, ze kultura to jest to co zostaje nam jak już wszystko
          zapomnimy, czego w szkole nas nauczono.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka