Dodaj do ulubionych

Jak zacząć od nowa?

11.07.04, 16:30
Straciłam dwoje dzieci - Bóg nie pozwolił im Nawet sie urodzić. Wierzyłam,
kiedyś bardzo mocno i byłam blisko Niego, ale to, co się stało spowodowało
całkowity brak zaufania. Jeszcze rozumiem, że człowiek może człowieka zawieść,
ale kiedy zawodzi Najwyższe Dobro to można stracić całą nadzieję. Bóg kocha
wszystkich, skoro tak, dlaczego odieraz życie jeszcze przed urodzeniem?
Dlaczego i za co tak karze dzieci, które niczemu nie zdąrzyły zawinić?
Teraz mam córeczkę 11 m-cy, nie wiem, jak będę ją wychowywać jeśli chodzi o
religię, chciałabym po katolicku, ale co jej powiem, kiedy zapyta dlaczego
unikam niedzielnej Mszy. Jak wytłumaczę jej dlaczego jestem zła na Pana Boga?
Szukam tej mojej utraconej wiary i szukam, już wydawało mi się że znalazłam,
ale znowu nic. Na samą myśl ogarnia mnie złość - nie umiem wybaczyć. Całe
życie słuchałam, jaki to Bóg jesat dobry, jak nas kocha. Pytam - gdzie to
Miłosierdzie, gdzie był, kiedy miałam bardzo ciężką depresję, złe mysli, brak
wiary w powodzenie? Tak wygląda Dobro...
Jak sobie poradzić, jak rozmawiać z córeczką, którą bardzo kocham i nie chcę
jej skrzywdzić?
Maryja przeżyła śmierć Syna. Ale Jezus po trzech dniach zmartwychstał, jej
cierpienie sie skończyło. Jak maja żyć matki, któych dzieci zmarły, zginęły?
Opowiadano mi o pogrzebie małego dziecka, 6 m-cy. Jego ojciec niósł małą
trumienkę, obok szła matka z czerwoną różą w dłoni. Od razu wyobraziłam sobie
siebie. Nie mogę nic poradzić na takie mysli -pojawiają się i są. Dlaczego
tak się dzieje, że umierają dzieci? Jak można dać człowiekowi do kochania, tak
do kochania takiego malutkiego człowieczka, dać urodzić i karmić, kąpać i
przytulać, nosić, śpiewać mu kołysanki, coraz bardziej i bardziej kochać - a
potek od tak zabrać? Dlaczego Bóg jest taki okrutny? Jak mogę widząc to
wszyatko iść do kościoła i powtarzać dobry Boże, miłosierny Boże etc? Zbyt
dużo myslę i może właśnie w tym tkwi błąd.
Ktoś z was na pewno też przechodził przez gehennę poronienia, straty dziecka i
sobie poradził. Proszę, poradzcie mi jak z wyjść z tego błędnego koła.
Ola

Obserwuj wątek
    • nulleczka Re: Jak zacząć od nowa? 11.07.04, 21:26
      Nie wiem, czy powinnam się odzywać, bo nie przechodziłam przez gehenne
      poronienia czy utraty dziecka, ale wyobrażam sobie, jakie to musi byc straszne
      i bolesne. Moja siostra przeżywa teraz koszmar choroby dziecka - niedawno
      urodziła niepełnosprawną córeczkę - maleństwo nie widzi, ma problemy
      neurologiczne, niedługo idzie do szpitala na trudne badania ( będą
      przeprowadzane pod narkozą). Nie dotyczy mnie to bezposrednio, ale jest to
      dziecko bardzo bliskiej mi osoby, więc też z tego powodu duzo łez wylewam.
      Jednak wszyscy w rodzinie myślimy, że to nie jest wina Boga, że maleństwo
      cierpi, że to nie On stworzył świat pełen bólu. Księga Mądrości mówi "Śmierci
      Bóg nie uczynił i nie cieszy się ze zguby żyjących". Człowiekowi trudno w to
      czasami uwierzyć, zadaje sobie pytanie, na które chyba nie ma odpowiedzi,
      dlaczego Bóg, który jest Dobry i Wszechmocny, na to pozwolił. I wtedy rodzi się
      w nas żal do Niego, odwracamy się plecami i odchodzimy. I jest nam jeszcze
      ciężej, bo bez Niego to cierpienie staje sie naprawdę nie do wytrzymania.
      Kiedyś też się tak obraziłam na Pana Boga i przyszedł mi z pomocą pewien
      ksiądz, który poradził, żeby się kłócić z Panem Bogiem - mówic Mu o wszystkich
      swoich złych uczuciach (także wobec Niego), a potem wyciszyc sie i posłuchać,
      co On ma do powiedzenia ( bo w kłótni muszą sie wypowiedziec dwie strony). To
      naprawdę pomaga - dzielic się z Jezusem ( bo dla mnie Jezus przez swoje
      Wcielenie jest najbliższą osobą Trójcy Świętej) swoimi uczuciami, powiedzieć Mu
      cały swój żal. Moja siostra przeczytała gdzieś o kolejnych etapach żałoby po
      zdrowym dziecku ( mozna to chyba tez odnieść do Twojej sytuacji) - w tych
      etapach dominuje gniew i depresja.Trzeba o nich mówić Bogu, próbować Mu
      wybaczyć, On daje siły w cierpieniu. Obiecuje codziennie modlic sie za Ciebie.
    • kramla Re: Jak zacząć od nowa? 11.07.04, 21:58
      Nawet nie wiesz jak bardzo Ci współczuję i w smutku łązę się z Tobą.Nie jestem
      sobie w stanie wyobrazić jaki to ból, dlatego nie zamierzam moralizować o
      dobroci i miłosierdziu Boga.Nie przeżyłam smierci dziecka, ale przeżyłam inne,
      może nie takie, ale na dany moment dla mnie drastyczne sytuacje.I właśnie
      dlatego nie tracę wiary w Boga.Wierzę,że w bezsensie On jest sensem, w haosie
      On jest ładem, w smierci On jest Życiem.No i On daje mi nadzieję.
      Jeżeli czegoś nie rozumiem, jest dla mnie straszne i niezrozumiałe, zupełnie
      bez sensu, zawsze mam nadzieję, że z góry widać inaczej.Ja widzę tylko fragment
      rzeczywistości, Bóg widzi całość.Dziecka gdy zostanie zbesztane lub ukarane
      przez rodziców nie zawsze wie dlaczego, czasami nie przyjmuje tego co rodzic
      mówi czasami jest za małe żeby pojać przemowy, że nie wolno biegac po
      ulicy.Dziecko ma żal, że mama nie pozwala bawić się na ulicy, ale dzięki temu
      nie grozi mu wypadek a nawet utrata życia.
      Wierzę, chcę wierzyć że Bóg jest sensem.A trudne zdarzenia takie jak smierć
      niewinnych najmniejszych, tylko pozornie wydają się dowodem na nieistnienie
      Miłosiernego Boga.Nie wiem jaka byłś wcześniej przed utratą swoich dzieciaczków.
      Możliwe, ze byłaś przepisową katoliczka, która chodziła z tradycji do kościoła,
      nie zastanawiając się zbytnio Kim jest Bóg dla Ciebie, dlaczego wierzysz, jaki
      sens ma dla Ciebie Krzyż i chrześcijaństwo w ogóle.Teraz pytasz.Szukasz sensu w
      bezsensie.Nie chodzisz do kościoła ale zadajesz pytania.Już nic nie jest proste.
      Ale to chyba jest bliższa droga do Boga niż bezwiedne klepanie paciorka.Bo Bóg
      nie jest prosty.Gdybysmy mogli Go pojac nie byłby Bogiem...
      Odwagi.Pomodlę się za Ciebie.By Jezus pomógł podźwignąć Ci Twoje cierpienie.
    • kasiagleb Re: Jak zacząć od nowa? 12.07.04, 12:01
      nie przeżyłam śmierci dziecka,
      ale są tu osoby, które dużo wiedzą na ten temat
      i które potrafią tak pięknie ująć to w słowa,
      że człowiek staje się malutki wobec takiej wiary

      mam nadzieję, że dobrze wkleiłam
      forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=16556&w=13781082
      będę pamiętać w modlitwie
      Kasia
      • sion2 Re: Jak zacząć od nowa? 12.07.04, 14:01
        Droga Olu!
        Jak moje poprzedniczki, nie przeżyłam takiej tragedii jak Ty i nie wiem
        naprawdę jak wygladałaby moja wiara, gdybym miała takie doświadczenia jak Ty.
        Ale moja rodzina jest troche doświadczona: w ciagu ostatnich 5 lat mieliśmy 8
        (!) operacji w gronie: mama, tata, brat i ja. Każde z nas było w szpitalu
        długo, dwukrotnie z zagrożeniem zycia. Nie mam pracy, renty, zasiłku i szans na
        wyzdrowienie, bo moja choroba jest nieuleczalna. Jestem w okresie przejściowym
        tzn. na zdrowa za chora a na chorą za zdrowa.Gdyby nie rodzice nie miałabym co
        jeśc nie mówiąc o leczeniu.
        I wiesz, że czasem krzyczę "Boże czy Ty jesteś dobry?!" bo jak mozna tak długo
        trzymac kogos w cierpieniu... Ostatnio dostałam nowy lek, który miał mi pomóc -
        ucieszyłam się. Ale nastepnego dnia dostałam potężnej biegunki i bólów -
        prawdopodobnie od tego leku, bo jest silny, dojelitowy. Przyznam, ze się na 1
        dzień załamałam, chodziłam i płakałam, ze Bóg nie chce mi pomóc, że mnie
        opuścił, że sie "uwziął".
        Ale to są przede wszytskim emocje, łzy bólu, bezsilności.
        My wszyscy wobec Boga i tajemnicy Jego wszechmocy jestesmy "misiami o bardzo
        małym rozumku" wink)).
        To, ze Bóg jest wszechmocny wcale nie oznacza, ze zabija i zsyła cierpienie
        jako karę! Bóg jest dawcą życia, On trzciny nadłamanej nie złamie!
        Może zabrzmi to brutalnie, ale pomyśl o swoim dziecku w taki sposób, ze co się
        z nim teraz dzieje? Jest SZCZĘŚLIWE Z BOGIEM. Ty rozpaczasz i czujesz ból, ale
        ono jest szczęśliwe! Na pewno kochając swoje dzieci chciałaś ich dobra, żeby
        były szczęśliwe - pragnełas tego na pewno całym sercem.
        Ale Bóg kocha ciebie i twoje dzieci JESZCZE BARDZIEJ i chce ich najwyższego
        dobra. Krótko zyły, ale teraz są szcześliwe i na pewno nie mają pretensji do
        Boga...
        Bóg jest wszechmogący, ale to nie On wymyslił grzech, ani chorobę, ani nie On
        stworzył cierpienie - to wszytsko jest "dziełem" szatana i człowieka, który go
        posłuchał.
        Jezus umarł w strasznych mękach i ponizeniu na Krzyzu - czy Bóg nie zna
        cierpienia?
        Zmartwychwstał jako pierwszy - my tez zmartwychwstaniemy w ciałach i wtedy nie
        bedzie juz śmierci, cierpienia i chorób , to wszytsko co bóg uczynił dla Jezusa
        uczyni także dla nas.
        Niech to będzie Twoją nadzieją.
        I pamietaj, ze Jezus rozumie nie potepia Twojego bólu, ani uczuc złości na
        Niego. Możesz rozmawiac z Nim o tym szczerze. Tylko On ma moc cie z tego
        koszmaru wyzwolic. Obys tego doświadczyła.

        kasia.
        • olab1 Re: Jak zacząć od nowa? 12.07.04, 18:53
          Bylam kiedyś na takiej specjalnej terapii. Kiedy żegnaliśmy się mówiliśmy
          zawsze do siebie "Wszystkiego dobrego". Cokolwiek to dotyczyło.
          Wszystkiego dobrego, zdrowia Ci życzę!
          Ola
    • skrzynka3 Re: Jak zacząć od nowa? 12.07.04, 15:32
      Olu! Napisalas ze Maryja przezyla smierc Swojego Syna ale On po trzech dniach
      Zmartwychwstal. Zmartwychwstal i Wstapil do Nieba a Ona jeszcze dlugie lata
      zyla tu na ziemi. Jezus zyje i zyja Twoje Malenstwa, Razem z Nim w Niebie. Bede
      sie za Was modlic. Trzymaj sie Skrzynka
    • olab1 Re: Jak zacząć od nowa? 12.07.04, 18:50
      Bardzo dziękuję za słowa otuchy. Spodziewałam się krytyki, a tu miłe pocieszenia
      - ktoś próbuje mnie zrozumieć. Przede mną całe życie, mam córeczkę, dla której
      chcę być wzorem, którą bardzo mocno kocham, na którą tak długo czekałam... Nie
      chcę jej zawieść, tak bardzo się staram.
      Wciąz pamiętam, kiedy byłam bliska końca, wtedy nie było nikogo do pomocy.
      Rodzina nie wiedziała, jak ze mna rozmawiać, tylko patrzyli, a ja opadałam coraz
      niżej i niżej. I tech nachalny ksiądz w szpitalu. Tak jak napisałam szukam. Może
      znajdę, życie przede mna. Nie jestem złym człowiekiem, chcę pomagać ludziom i to
      robię. Tzw. "chodzienie"do Kościoła nie jest wyznacznikiem dobra. Cieszę się, że
      są ludzie, którzy próbują zrozumieć pomimo, iż sami czegoś podobnego nie przeżyli.
      Pamiętam będąc przypadkiem na oddziale dziecięcym widziałam tausia wychodzącego
      z sali synka może 2 letniego. On szedł rano do pracy. Dziecko zostało samo i tak
      strasznie, ale tak strasznie płakało. Wołał tatusiu, tatusiu, nie odchodź, nie
      zostawiaj mnie. Do teraz słysze te słowa i wilgotnieją mi oczy. Naprawdę trudo
      zrozumieć sens cierpienia tego dziecka, zresztą dzieci w ogóle...
      Moim nienarodzonym co roku zapalam świeczkę pod krzyżem na cmentarzu i to pomimo
      mych złości. Coś chyba w tym jest... Przyznam się, że tak strasznie czasem mi
      brak tego zaufania, tej wiary` Może kiedyś powróci.
      Bardzo dziękuję za Wasze słowa. Pozdrawiam i życzę dużo zdrowia!
      Ola
      • malomi Re: Jak zacząć od nowa? 13.07.04, 09:16
        Ja też straciła dziecko, w styczniu tego roku. Moja wiara się załamała.
        obwiniałam Boga o wszystko. Kłóciłam się z nim, nie chciałam go znać. Jak
        poszłam do kościoła to wszędzie były małe dzieci, które przypominały mi o
        stracie, więc wychodziłam z płaczem.
        Nie rozumiałam i nadal nie rozumiem dlaczego Bóg mial dla mnie taki plan, ale
        nie zmienię tego.
        Na forum "chore dziecko, strata dziecka" spotkałam wspaniałych ludzi, którzy
        pomogli mi przetrwać ciężkie chwile, poznałam wspaniałego hospicyjnego księdza
        który w bardzo trudnym momencie (dla jesdnej z bardzo bliskich mi koleżanek z
        forum)dał ogromną siłę i wiarę na lepsze jutro. Bo Aniołek zawsze siedzi na
        lewym ramieniu i szepce Ci do uszka.
        Nadal zadaje sobie pytanie dlaczego i moja wiara jest chwiejna, ale bardzo chce
        to zmienić i całkowicie zaufać Bogu.
        Wstąp do nas na forum, zapraszam.
      • malomi Re: Jak zacząć od nowa? 13.07.04, 10:13
        Taka tragedia musi zachwiać wiarą, spójrz...

        forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=16556&w=13944425
    • yezyk Re: Jak zacząć od nowa? 13.07.04, 14:29
      Olu,
      piszę, mimo że znajdziesz moje wypowiedzi tez na forum chore dziecko, strata
      dziecka, ale myślę, że to ważne. trzeba o tym mówić. moje dziecko umarło w 23
      tyg. ciąży (ciąża zaplanowana, wymodlona, wystarana). zawirował mi świat przed
      oczami i cały czas zadawałam sobie pytanie dlaczego. gdy widziałam małe dziecko
      to mi się płakać chciało. nie mogłam zrozumieć dlaczego inne matki rodzą zdrowe
      dzieci bez problemu a ja nie mogę. i cóż do dzisiaj tego nie wiem. i Bóg nie
      odpowiedział na moje pytania. ale to właśnie w Nim znalazłam siłę, oparcie,
      pokój. to On pozwolił mi dalej żyć.
      czasami jest trudno, żeby mogło być pięknie.
      widzę, że nie zawsze muszę mieć odpowiedź na pytanie dlaczego? On wie, On ma
      inną perspektywę. jest cierpienie ale tylko cierpienie z Nim ma sens.
      wiem jak to trudno. pamiętam o mojej kruszynce, myśle o niej i smutno mi, że
      jej z nami nie ma. ostatnio śni mi się.
      doświadczam jednak obecności Boga i Jego miłości na co dzień.
      mam 11 miesięczną córeczkę i chcę ją wychować w wierze.
      • olab1 Re: Jak zacząć od nowa? 14.07.04, 17:58
        Moja córeczka też ma prawie 11 m-cy.
        Kiedy czytam te wszystkie odpowiedzi zaczynam widzieć problem nieco innaczej, a
        na Boga patrzeć już bardziej przyjaźnie. Potrzeba czasu, on leczy rany. Nie
        znaczy to wcale że się kiedyś pogodzę. Może i masz rację, moje dwa małe aniołki
        też mi szepcą do ucha i opiekują się swoją siostrzyczką. Jak przyjemnie tak o
        tym pomyśleć. W najbliższą sobote jest Msza za mojego dziadka - okrągła rocznica
        jego smierci. Może to okazja na pojawienie się w kościele? Chyba wezme córcie i
        pójdziemy razem. Jeszcze raz dziękuję za wsparcie. Kiedyś też pomoge komuś,
        zresztą od dawna to robię - wspaieram te, które wciąż czekaja na swoje dzieci.
        Pozdrawiam.
        • yezyk Re: Jak zacząć od nowa? 15.07.04, 09:41
          pójdź do kościoła. my chodzimy razem z naszą Edytką. i może tak po prostu
          podziękuj za swoją 11-miesięczną córeczkę. ja tak robię. (oczywiście tęsknię do
          Justynki) ale wiem, że spotkamy się w niebie. chcę tak żyć abyśmy spotkali się
          w niebie.
          pozdrawiam
          • olab1 Re: Jak zacząć od nowa? 15.07.04, 21:02
            Dopiero po czasie, po trudnych przeżyciach człowiek rozumie, jak wielkim darem
            jest dziecko. Zawsze zazdrościłam tym kobietom, które rodziły od tak sobie -
            nadchodził czas, moment i było. Ja musiałam czekać, starać się, srtacić po to,
            by wreszcie urodzić. Też widziałam chodzące po kościele dzieciaczki, goniące ich
            mamy. Byłam na roczku mojej bratanicy i niemal mnie szlag nie trafił i nie
            udusiły łzy wsiekłości i zarazem smutku. To wszystko było, minęło, ale pamięć
            pozostała. Z tym jest najgorzej. Teraz, dziś, kiedy kolejny raz czytam opinie -
            odpoiedzi na mój głos rozpaczy tej wściekłości już nie ma. I wiesz co, bardzo
            mnie to cieszy! Takie mały promyk nadzieji. To co było i jak było kiedyś, kiedy
            byłam tak blisko , to wiem że już nie wróci. Życie płynie. Ale kto powiedział,
            że ma byc tak samo? MOże będzie jeszcze lepiej? Na pewno inaczej. Tak strasznie
            było mi brak i modlitwy, i ciszy kościoła, i poczucia bezpieczeństwa, i
            zaufania, i poczucia bycia Dzieckiem Bożym. Tak strasznie. życie bez tego jest
            puste. Pamiętam jak żałowałam, że nie jestem ateistką - nie byłoby pretensji...
            Cóż, chyba czas zacząc nowe życie. A już się bałam, że córcia nie pójdzie do
            komunii bo i z kim., z babcią? Mam dużo do zrobienia, daleka droga przede mną,
            muszę coś zrobić z moim mężem - też zimnym. Jednak teraz ta droga jawi mi się
            nieco bardziej prosta niż kiedyś. I do przejścia. Musze to napisać- dzięki Wam
            wszystkim. Dziękuję.Ola
            • yezyk Re: Jak zacząć od nowa? 16.07.04, 11:08
              jesteś Dzieckiem Bożym i nigdy nie przestałaś nim być oraz zawsze nim będziesz.
              przecież On na ciebie czeka i uwierz mi (doświadczyłam tego) gotowy jest dać ci
              i pokój serca i ciszę i radość z życia.
              cieszę się razem z tobą, że budzi się w tobie pragnienie na nowo spotkania z
              Bogiem. a drogę trzeba odkryć w swoim sercu. jest prosta. trzymaj się mocno.
              • olab1 Re: Jak zacząć od nowa? 16.07.04, 20:46
                Dzięki za pamięć i wsparcie. Będę w kontakcie. Ola
    • mader1 Re:Mysle.... 17.07.04, 17:03
      ze to juz sie stalo. Zaczelas od nowa, zaczelas, bo pytasz Boga, szukasz Go,
      masz do Niego pretensje, kochasz Go, dlatego nie potrafisz sie pogodzic z tym,
      co sie stalo... To prawdziwa, dojrzala relacja. Nie taka prosta - ze strony
      dzieciaka, ktoremu wszystko sie w zyciu udaje, ktory zyje w prostym, lekkim
      swiecie spelnianych zyczen. Twoja relacja, Twoje porzadkowanie swiata, Twoje
      poszukiwanie Boga, Prawdziwego sensu, prawdziwej relacji jest wiele warte. To
      tak jak zakochanie i milosc.
      Wchodzisz w etap milosci.Wchodzisz w niego, wiedzac, ze nie wszystko jest
      gladkie, nic nie jest proste. Zycie boli.
      Bedziesz stopniowo znajdywac odpowiedzi na swoje pytania. Bedziesz doznawac
      ukojenia i choc to bedzie chwilowe, bedziesz czula, ze to to. Ze to pochodzi od
      Niego. Bedziesz dzieki temu mogla z tym bolem zyc.
      Stracilam pierwsze Dziecko zanim sie narodzilo. I wciaz o Nim mysle, choc to
      juz wiele lat. Pisalam juz o tym wczesniej, mozesz poszukac w historii tego
      forum.
      Mam trojke dzieciakow i , z mojego powodu, o kazde musialam wyprosic Boga.O
      siebie nie prosilam, musieli to zrobic za mnie inni smile
      Caluje mocno.
      • olab1 Re:Mysle.... 19.07.04, 19:03
        A ja myślę, że najgorszew, co może człowieka spotkać to to, że w obliczu
        nieszczęścia zostaje sam, sam jak palec. Ja pomimo iż miałam przy sobie męża,
        rodziców i bliskich to tak naprawdę byłam sama z mojmi myślami. Nie wiem czy mam
        prawo obwiniać ich za to, ale wydaje mi się, że oni nie wiedzie jak mi pomóc.
        Cóż da pocieszanie, słowa jestes jeszcze młoda, wszystko przed toba, weź się w
        garść, ono się nie urodziło etc. Nic. Nie mam do nich żalu. Robili, jak umieli.
        Szkoda mi tylko tych długich miesięcy w depresji - należę do erudytów, jestem
        wykształcona i dużo szukałam sama dla siebie, żeby sobie pomóc. Na nic wtedy się
        zdała moja wiedza z zakresu psychologii - opadałam i opadałam.
        Po lekturze opinii na forum "Strata dziecka ... " moje spojrzenie na własny ból
        zmieniło się. Wielu ludzi cierpi do dziś, wielu patrzy na chorobę swoich
        maluszków i nic nie może zrobić, jedyniue mieć nadzieję. Tych podziwiam. Mój ból
        jest moim bólem, ale czuję empatię wobec tych innych. Obym nigdy już nie musiała
        przez tę Krainę Smutku przechodzić...
        Mój powrót do Boga nie jest ot choc, hurra optymizmem. Wiem, że wymaga to czasu,
        jednak naprawdę bardzo, ale to bardzo mnie cieszy fakt, iż nie ma już tej
        nienawiści we mnie, tej złości, tego zawodu, że już nikomu nie mogę zaufac. Po
        raz pierwszy od długiego czasu pojawił się spokój, tak spokój, że aż mnie
        zadziwił ten stan. Byłam z moją córeczką w kościele. To nic, że całą mszę
        przechodziłam z nią na rękach i w wózku byłam i po raz pierwszy nie ogarniał
        mnie szał słuchaj`ac słów o miłosierdziu. To duży sukces. Ten, kto nie przeszedł
        odejścia od wiary nie wie, co to za uczucie. Myślę, że jakoś będzie, Bóg widzi,
        jak żyję, jaka jestem. A nie jestem zła.
        Pozdrawiam i wszystkiego dobrego.
        Ola








        • mader1 Re:Mysle.... 19.07.04, 21:42
          dziekuje za ten post. Troche dzis mnie dopadlo chandry i klopotow. W
          perspektywie troche kiepskich dni przede mna sad
          Pamietam jak sie czulam po poronieniu. W nocy, "rzucona" gdzies na korytarz, w
          szpitalu Czerniakowskim ( nie bylo miejsc). Moj maz jeszcze nie wiedzial - nie
          mozna bylo sie dodzwonic do niego do pracy. Wtedy nie wpuszczano bliskich,
          kiedy chcieli... Uuuu... jak ktos lubi mocne przezycia - to byloby dobre.
          Wiesz, czulam sie jak zwierze, jakos wyprana z godnosci, potraktowana jak
          przedmiot. To byla dluga noc... nie pamietam, zebym WTEDY myslala o Bogu.
          Taka bylam samotna.
          To, co mowili inni wydawalo mi sie takie glupie, banalne. Takie "obok" problemu.
          I teraz juz wiem, ze w cierpieniu czlowiek jest zawsze samotny, chyba ze
          zaprosi sie Boga. Nawet siedzac obok Niego z pretensjami i zalem.
          pozdrawiam
          • netus Re:Mysle.... 27.07.04, 13:34
            Włączyć się jeszcze mogę? Z wielką pokorą i czytałam posty Oli. Nie mam nic do
            powiedzenia. "Mam" dzieci przy sobie, słyszę je codziennie. Ale mocno wierzę w
            to, że ty nie masz jednego dziecka tylko macie troje dzieci. Naprawdę w to
            wierzę. I chyba jeszcze bardziej jesteś kochana przez Boga, bo przeszłaś przez
            śmierć dzieci jak Maryja.
            Kiedyś usłyszałam słowa "Chodźcie i spór ze mną wiedźcie mówi Pan". Zawsze
            walczę w ciężkich chwilach z Panem Bogiem. Wiesz lepiej ode mnie o sto razy, że
            nieraz trudno zgodzić się z Jego wolą. Da ci Pan Jezus pokój... Często modle
            się we wspołnocie , w której jestem za tych którzy pragną a nie moga mieć
            dzieci; proszę o to, zeby Pan Bóg pozwolił im cieszyc się potomstwem na ziemi
            a nie dopiero w niebie. Od dzisiaj też będę pamiętać o Tobie i Twoim mężu i
            dzieciach.
            Dziękuje bardzo za twoje posty. Czasem zapominam o innych ludziach.
            • olab1 Re:Mysle.... 01.08.04, 17:47
              Miło zobaczyć, że ktoś się jeszcze odezwał. Dziękuję.
              ja też wierzę, że mam trójkę maluchów. Dwoje pierwszych czuwa nad moją Mała,
              widze to codziennie i czuję ich obecność. Każde z nich siedzi na ramionku
              siostrzyczki i opiekuje się nią. Teraz była chora, miała bardzo wysoką
              temperaturę, zapalenie jamy ustnej i dosłownie przelewała mi się przez ręce. Tak
              bardzo się tuliła...
              To przytulanie do mamy było właśnie potrójne, patrzenie w oczy, trzymanie za
              ręce, wtulanie w moje ciepło. Ona to wszystko miała razy trzy. Zasypiała na
              rękach słuchając kołysanek - "Zapada zmrok" i "Czarna Madonna". Delikatnie
              kołysana w takt usypiała.
              NIe jest łatwo, nadal szukam. Poszukiwania jednak są pozbawione złości, agresji
              i nienawiści. Moje trzecie dziecko żyje i właśnie to jest najważniejsze.
              Ludzie, szukając pocieszenia, tłumaczą sobie różne rzeczy. To moje
              wytłumaczenie, dzięki ludziom, którzy odpisali na mój pierwszy post, pozwala mi
              żyć spokojniej wiedząc, że moje Aniolecyki sa wlasnie Aniolkami i patrza na nas
              z Gory.
              Serdecznie pozdrawiam Ola.
              • netus Re:Mysle.... 03.09.04, 13:33
                Olab, pozdrawiam serdecznie i pamietam w modlitwie.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka