Dodaj do ulubionych

Jeden duch ożywiał wszystkich wierzących. Utopia?

09.04.13, 13:18
Dzisiejsze pierwsze czytanie pokazuje niezwykły obraz wspólnoty pierwszych chrześcijan. I zaraz potem w komentarzu o. Andrzeja Kuśmierskiego OP czytam, że to utopia, czyli nieprawda. Więc jak to jest, kto wie? To zmyślony nieprawdziwy obraz?


"(Dz 4,32-37)
Jeden duch i jedno serce ożywiały wszystkich wierzących. Żaden nie nazywał swoim tego, co posiadał, ale wszystko mieli wspólne. Apostołowie z wielką mocą świadczyli o zmartwychwstaniu Pana Jezusa, a wszyscy oni mieli wielką łaskę. Nikt z nich nie cierpiał niedostatku, bo właściciele pól albo domów sprzedawali je i przynosili pieniądze /uzyskane/ ze sprzedaży, i składali je u stóp Apostołów. Każdemu też rozdzielano według potrzeby. Tak Józef, nazwany przez Apostołów Barnabas, to znaczy Syn Pocieszenia, lewita rodem z Cypru, sprzedał ziemię, którą posiadał, a pieniądze przyniósł i złożył u stóp Apostołów.



"Jeden Duch i jedno serce ożywiały wszystkich wierzących" i wszystko mieli wspólne". Ideał wspólnoty pierwszych uczniów jest utopią, pewnego rodzaju mitem-marzeniem. Jednak rzeczywiście możliwa jest miłość w duchu Jezusa, która przejawia się najpełniej wtedy, kiedy służymy. Wywyższanie Syna Człowieczego oznacza nie tyle adorację czy celebrację, ile przede wszystkim naśladowanie - odwagę pójścia za "utopią" królestwa Bożego, głoszenia przemieniającej i wyzwalającej miłości Ojca, pochylenia się nad biednym, który pozostaje w centrum uwagi Jezusa. To jest marzenie Boga, które mogłoby nas zjednoczyć.

O. Andrzej Kuśmierski OP, "Oremus" kwiecień/maj 2007, s. 36"

Obserwuj wątek
    • twoj_aniol_stroz Re: Jeden duch ożywiał wszystkich wierzących. Uto 09.04.13, 14:19
      Jakoś mi nie leży ta utopia... To była wspólnota składająca się z samych neofitów - z apostołami włącznie... Charakterystyczna dla neofity jest właśnie taka potężna gorliwość, wręcz brak jakiegokolwiek krytycyzmu. Nam teraz wydaje się to niemożliwe do osiągnięcia, bo w tej naszej tradycji przywykliśmy już do wiary, słyszeliśmy setki razy historię zbawienia, ale tez nauczyliśmy sie niestety kompromisów i róznych dróg obchodzących wymogi Kościoła... Tak to postrzegam, że tak jak naród żydowski wychodzący z Egiptu był pełen wdzięczności Bogu za ocalenie, to już kilka dni później miał sporo do zarzucenia Bogu, ale nadal przestrzegał zasad danych Mojżeszowi. O tyle naród żydowski z czasów Chrystusa już mocno róznił się od tych ludzi co wyszli z Egiptu, czy przyszli do Ziemi Obiecanej. Podobnie jest z chrzescijanami. Ci pierwsi byli bardzo gorliwi, byli neofitami, mieli w swoim otoczeniu tych, którzy osobiście spotkali Jezusa i to ich napędzało. W teraźniejszych czasach faktyczne spotkanie z Jezusem owocuje podobną gorliwością co u pierwszych chrześcijan, ale... no własnie ci co wierzą na bazie tradycji będą patrzeć na takiego gorliwca jak na wariata...
      Kiedyś czytałam taką książkę "Jan z Wyspy Patmos". Zaraz na początku jest scena gdzie Św Jan Ewangelista zaczyna mówić o Jezusie i nagle urywa patrzy przez okno i widać w jego oczach ogromną tęsknotę za Jezusem... Taki obraz musiał być niesamowitym świadectwem dla ówczesnych ludzi.
    • kasiagleb Re: Jeden duch ożywiał wszystkich wierzących. Uto 09.04.13, 17:02
      Trudne i bardzo dobre pytanie Otrycie
      Myślę tak - ludzie, którzy znali Pisma i czekali z wielką tęsknotą na Mesjasza, nagle uswiadamiają sobie - przyszedł, wypełniło się, ja jestem tego świadkiem, jestem zbawiony
      Doświadczają Boga żywego, mają Go na wyciągniecię ręki
      Takie doświadczenie sprawia - że to na co w dzisiejszym świecie patrzymy jak na utopię - stało się możliwe. Ale tylko dla tych, którzy naprawdę spotkali żywego Boga i uwierzyli.
      Zobacz, że Dzieje Apostolskie mówią też że ludzi patrzyli, podziwiali ale bali się dołączyć.
      Jak spotkasz żywego Boga, przestajesz się bać.

      Mnie zastanowiło ostatnio połączenie tego fragmentu Dziejów Apostolskich z Ewangelią o niewiernym Tomaszu
      W Dziejach - ludzie którzy nie spotkali żywego Boga - patrzą, widzą miłość i boją się podejść W Ewangelii - Tomasz, który nie zobaczył, nie uwierzył, ale wcześniej spotakał Jezusa -
      i to spotkanie kazało Mu wrócić do wspólnoty
    • nati1011 Re: Jeden duch ożywiał wszystkich wierzących. Uto 09.04.13, 18:45
      Ja myślę, że i dziś to jest możliwe.

      Każdy z nas ma takie momenty, że czuje się blisko Boga i wtedy wie, że nic więcej się nie liczy. Ani dom, ani praca, ani samochód.... Takie chwile łączności z niebem. Tylko potem wracamy na ziemię i wracamy do naszych małych kłamstw, kompromisów, stresu... Przeglądamy się w innych jak w lustrze i pocieszamy, ze wcale nie jesteśmy tacy źli. Nikogo w końcu nie zabiliśmy.
      Zapominamy, że kg pierza waży dokładnie tyle samo co kilo ołowiu.

      A przecież codziennie potrzebujemy oczyszczenia. I ona nas spotka. Jedni przejdą w trakcie choroby, inni w chwili utraty pracy. Bóg pozwala nam budować nasze małe zamki z pisaku, by któregoś dnia pokazać ile jest to warte przy lekkim wietrzyku. Nie, to nie jest zemsta Boga, ani jego złośliwość. On zawsze pragnie naszego dobra. To nasze oczy potrzebują otwarcia na to co naprawdę ważne. Samochodu ze sobą nie zabiorę. Ale śmiejące oczy dziecka już tak.

      Czy kiedyś na ziemi Kościół się zjednoczy? Raczej tak. Mówi o tym pismo święte, mówią tez objawienia prywatne. Wyjatkowo w tym miejscu spójne. Niestety wcześniej czeka nas bolesne oczyszczenie. Chyba, ze się wcześniej nawrócimiy.
      • luccio1 Re: Jeden duch ożywiał wszystkich wierzących. Uto 09.04.13, 20:04
        Podzielę się z Tobą moją wizją Czyśćca:
        idziesz od człowieka do człowieka - każdy z nich to Ktoś, który odszedł przed Tobą, Ktoś, kogo dobrze znałaś, z Kim byłaś związana Rodziną, szkołą, studiami, pracą - i czym tam jeszcze...
        Każdy z Nich, jeden za drugim, zadaje Ci jedno i to samo pytanie: dlaczego wtedy a wtedy zrobiłaś mi to a to, czy też: nie zrobiłaś dla mnie tego czy tamtego - chociaż Cię prosiłem/am, chociaż mogłaś?
        I idziesz od jednego do drugiego, i usiłujesz się tłumaczyć, przepraszać, prosić o wybaczenie.

        I wiesz, że Boga zobaczysz nie prędzej, aż zdasz rachunek ostatniemu z tych, którym jesteś coś winna.

        Ta wizja powinna wstrząsać bardziej, niż wszelkie ognie.
        • kasiagleb obok tematu 09.04.13, 20:21
          Wybacz Otrycie że podejmuję rozmowę obok ciekawego tematu, który rozpocząłeś
          ale wydaje mi się że wypowiedź Luccia nie powinna pozostać bez odpowiedzi

          Łukaszu, w swojej wypowiedzi poruszyłeś bardzo ciekawą kwestię zaniedbanego dobra
          To może być dobry temat na oddzielny wątek ale myślę że lepiej rozmawiając na ten temat sięgnąć do Żródła bo tu nie chodzi o czyściec tylko o Sąd Ostateczny Mt 25,31-46
          Jeśli kogokolwiek cokolwiek ma przestraszyć to na pewno nie to co sobie wymyślimy - to raz
          A dwa - wydaje mi się że do Boga nie powinien prowadzić strach tylko miłość
          • otryt Re: obok tematu 11.04.13, 08:16
            >Wybacz Otrycie że podejmuję rozmowę obok ciekawego tematu,

            Ależ ja to lubię, nie mam co wybaczaćsmile
        • twoj_aniol_stroz Czyściec 09.04.13, 22:50
          Hm... to temat kiedyś przedyskutowany z moim kierownikiem duchowym. Gość pisał doktorat z eschatologii, więc trochę na ten temat wie smile Ja czyściec nazywam roboczo "dojrzewalnią pomidorów" wink Dlaczego? Bo w chwili śmierci staniemy przed Bogiem pełnym miłości i akceptacji do nas, pełnym radości, że oto przyszliśmy i jesteśmy... No tylko, że w tej samej chwili jak poczujemy tę wszechogarniającą Miłość zobaczymy też nasze życie bez usprawiedliwień, bez przymykania oczu na drobne grzeszki, bez kojącego porównania do sąsiada co to jest gorszy ode mnie... zobaczymy nas w prawdzie, takich jakimi byliśmy za życia... Zobaczymy ohydę grzechu, każdego grzechu, to jak bardzo on nas ranił i ludzi wokoło... Zobaczymy jednocześnie nasze grzechy i ogromną przebaczającą miłość Boga i to będzie bardzo trudne zestawienie. Trudne dla nas, bo mając świadomość tego jak bardzo grzeszyliśmy jednocześnie będziemy mieli świadomość jak ogromną i szaloną miłością kocha nas Bóg. No i do tej Bożej miłości będziemy musieli dojrzeć sobie powolutku smile I tym właśnie jest czyściec - miejscem dojrzewania do Bożej miłości...
      • luccio1 Re: Jeden duch ożywiał wszystkich wierzących. Uto 09.04.13, 20:07
        I jeszcze:
        nie była i nie jest zamkiem na piasku praca mego Ojca.
        Nie była i nie jest zamkiem na piasku praca mojej Matki.

        I moja również nie będzie takim zamkiem.
    • otryt Re: Jeden duch ożywiał wszystkich wierzących. Uto 11.04.13, 08:40
      Dziękuję za piękne, dające do myślenia odpowiedzi. Obie Kasie i Nati uważają, że Dzieje Apostolskie pokazują jednak prawdziwy obraz wspólnoty, jaki miał miejsce w rzeczywistości. I ja tak uważam. Martwi mnie trochę, że ksiądz piszący komentarz w "Mateuszu.pl" mówi o tym utopia, mit, marzenie. Ludzie, którzy doświadczyli dużej bliskości z Chrystusem, czegoś takiego nie powiedzieliby nigdy.

      Pamiętam pewne szczególne chwile, gdy jako wspólnota zbliżyliśmy się nieco do tego ideału. To był czas pielgrzymek papieskich, czas śmierci Jana Pawła II. Ale pamiętam również niesamowity atak zła, aby te radosne wspaniałe chwile jak najszybciej zakończyć, zniszczyć, splugawić.

      Myślę sobie, że ta najmniejsza nasza rodzina często może tak wyglądać, każdemu według potrzeb, wszystko wspólne, jedno serce i jeden duch. Tak w wielu rodzinach często jest już dzisiaj. Gdy próbować tę rodzinę o braci, szwagrów, teściów, cioci , wujków robi się trudniej. Gdy dołożymy do tego sąsiadów, współpracowników, kolegów robi się jeszcze trudniej. Kolejne stopnie trudności to cały Kościół, naród, ludzkość.

      Ten fragment Pisma świętego, by każdy otrzymywał według potrzeb i wszystko było wspólne był w często prostacki sposób wykorzystywany przy budowaniu utopii politycznych, np. komunizmu. W skrajnej wersji była nawet mowa o wspólnych żonach ( ale już nie o wspólnych mężach).
      • kasiagleb Re: Jeden duch ożywiał wszystkich wierzących. Uto 11.04.13, 14:39
        Masz racje Otrycie, komentarz budzi wątpliwości i zamiast zachęcić do prób - odradza ich podjęcie bo na pewno się nie uda.
        Myślę że ten komentarz jest wynikiem tego, że Autor zatrzymał się na wyciętym fragmencie
        a nie zerknął kawałek dalej.
        Pan Jezus nie pokazuje nam ideału, który jest po ludzku nieosiągalny.
        Pan Jezus przyszedł do grzeszników i z grzeszników tworzy Kościół, który jest święty.
        I Dzieje Apostolskie pokazują pięknie że można i trzeba próbowac, że nie chodzi o to żeby być idealnym, chodzi tylko o to, żeby próbować kochać.
        Zaczynamy oczywiście od najmniejszej i najważniejszej w naszym życiu wspólnoty rodzinnej.
        Moja rodzina to trzy pokolenia - 5 osób pod jednym dachem. Czy jest idealna?
        Nie, nie jest. Ale jest w niej miejsce dla każdego a przede wszystkim dla Pana Boga, to wystarcza.
        Niedawno byłam na rekolekcjach w Ognisku Miłości. Dom prowadzi kilkanaście osób. Każda inna, każda jakoś obciązona. Czy są idealni? Nie. Słyszałam wiele kłótni, pretensji.
        Ale w dniu wyjazdu komuś chciało się wstać bladym świtem żeby odśnieżyć samochody wszystkich uczestniczek, komuś sie chciało do mnie uśmiechnąć pomimo zmęczenia, komus się chciało powiedzieć dobre słowo. A mnie.....chce się tam wrócić smile
      • nati1011 Re: Jeden duch ożywiał wszystkich wierzących. Uto 11.04.13, 16:14


        otryt napisał:

        Martwi mnie trochę, że ksiądz piszący ko
        > mentarz w "Mateuszu.pl" mówi o tym utopia, mit, marzenie. Ludzie, którzy doświa
        > dczyli dużej bliskości z Chrystusem, czegoś takiego nie powiedzieliby nigdy.
        >

        Ja ostatnio odnoszę wrażenie, że coraz więcej kapłanów jest bardziej urzędnikami niż pasterzami. Stali się nauczycielami religii - zamiast świadkami wiary, rozdzielaczami sakramentów, a nie ich szafarzami. To świeccy ostatnio są inicjatorami nowych grup modlitewnych czy choćby spontanicznych spotkań, to świeccy potrafią z gorliwością głosić świadectwo swojego nawrócenia. Z kapłanów jakby zeszło powietrze. No powiedzcie ile razy słyszeliście od kapłana dlaczego ON wierzy?
        A już pojawiające się co jakiś czas np. w prasie katolickiej informacje, że jakiś tam procent księży (i biskupów o zgrozo) nie wierzy ani w piekło, ani w zmartwychwstanie, ani w życie wieczne. To w jakiego boga oni wierza? Widzieliście ostatnio awanturę na facebooku? Jak zakonnik zwymyślał - dosłownie - kleryka?

        Czy wśród księży są ludzie, którzy otrzymali święcenia nie mając wiary? Czy tez coś się w ich zyciu wydarzyło, ze tą wiarę stracili? Może - na pewno - za mało się za kapłanów modlimy. Ale też kapłani za bardzo wdali się w flirt ze współczesnym swiatem.

        Do dziś pamiętam swoja rozmowę- ze świetnym skądinąd kapłanem - o problemach na gruncie wiary miedzy mną a mężem i jego "świetną" radę: przecież zawsze możesz to małżeństwo unieważnić! NIe takij pomocy oczekuję od kapłana sad
        • twoj_aniol_stroz Re: Jeden duch ożywiał wszystkich wierzących. Uto 11.04.13, 22:16
          Cos w tym jest... Znam wielu różnych kapłanów: takich co dążą do świętości, gorliwych i pełnych Bożego Ducha, znam takich zapatrzonych w siebie, wsłuchanych w każdą swoja komórkę i jej potrzeby wink, znam tych co wszystko przeliczają na pieniądze - no różnych, tak jak różni są ludzie... Ale widze tez często to o czym piszesz, że to świeccy walczą o rozwój duchowości, łażą za księżmi, zabiegają, a oni niestety często się opędzają jak od natrętnej muchy... No i jak coś takiego widzę, a mam mniej cierpliwości danego dnia to niestety ksiądz ma pecha... Ja po prostu idę i zimnym głosem zadaję trudne pytania... Tak było kiedyś na zlocie motocyklowym, gdzie jeden młody ksiądz opowiadał, że proboszcz chce by on wziął oazę, a on nie bardzo chce, bo to dodatkowe obowiązki itd... A potem gładko przeszedł do braku powołań w Kościele i stwierdził, że winni sa temu rodzice, którzy mają zbyt mało dzieci... No i niestety, ja byłam zmęczona drogą, i trochę taka wkurzona na deszcz i zimno no więc moja cierpliwość sobie poszła, a ja zadałam pierwsze z trudnych pytań: A twoim zdaniem powołanie to jest rachunek prawdopodobieństwa? No to ksiądz się zaczął wić i stwierdził, że no nie, ale Pan Bóg nie ma z kogo wybrać... Hm, szlag mnie trafił rzetelny i spytałam, czy jego zdaniem Pan Bóg to jełopa, która musi mieć wspomagacze w postaci świętych ludzi... I wtedy ksiądz dał mi za przykład Apostołów, tłumaczył, że oni byli tacy dzielni i tacy mądrzy i dlatego ich Pan Jezus powołał... No... i się wkurzyłam na całego i zaproponowałam by przeczytał którąkolwiek Ewangelię ze zrozumieniem, szczególnie opis modlitwy w Ogrójcu i Męki Pańskiej... I wiecie... ja wiem, że to jest wredne co robię, ale czasem moja cierpliwość ma wychodne i wówczas niestety bywają takie rozmowy jak ta przytoczona... Pocieszam się, że taki ksiądz potem może się pożalić, że taką wstrętną babę spotkał, co to w ogóle księży nie rozumie...
        • luccio1 Re: Jeden duch ożywiał wszystkich wierzących. Uto 13.04.13, 14:04
          nati1011 napisała:
          > Do dziś pamiętam swoja rozmowę- ze świetnym skądinąd kapłanem - o problemach na
          > gruncie wiary miedzy mną a mężem i jego "świetną" radę: przecież zawsze możesz
          > to małżeństwo unieważnić! NIe takij pomocy oczekuję od kapłana

          Przecież zawsze możesz to małżeństwo unieważnić!

          Skrót myślowy - błąd kanoniczno-prawny, bardziej pomieszanie pojęć podstawowych:
          można najwyżej orzec nieważność małżeństwa od początku.

          Orzekanie takiej nieważności na podstawie różnic w Wierze, występujących pomiędzy Małżonkami, wcześniej - pomiędzy Narzeczonymi - droga bardzo, bardzo śliska.
          Tutaj podchodzi to, co pisałem gdzie indziej o sposobach rozwiązywania cywilno-prawnych skutków Małżeństwa sakramentalnego, stosowanych w Polsce przed II wojną światową.
        • luccio1 Re: Jeden duch ożywiał wszystkich wierzących. Uto 13.04.13, 14:19
          Nati napisała:
          > Ja ostatnio odnoszę wrażenie, że coraz więcej kapłanów jest bardziej urzędnikami niż
          > pasterzami.

          Oj, widać to - zwłaszcza kiedy trzeba załatwiać pogrzeb. Konieczność legitymowania się obrazkiem - że Zmarły był zaopatrzony. Wypomnienie, że ksiądz chodząc po kolędzie odbił się ostatnio od zamkniętych drzwi (wszyscy w domu pracują - nikt nie mógł się zwolnić specjalnie w pół dnia, aby czekać!).
          I "góźdź": życzenie księdza, aby ktoś z Rodziny podjechał po niego swoim samochodem pod plebanię, zawiózł go na cmentarz, potem odwiózł z powrotem - i wielkie zdziwienie, jak to możliwe, żeby nikt w rodzinie samochodu nie miał?! a w końcu wzięcie dodatkowych pieniędzy - na taksówkę.
          Takich można by jeszcze wiele.
        • kasiagleb Re: Jeden duch ożywiał wszystkich wierzących. Uto 14.04.13, 16:52
          nati1011 napisała:

          > Ja ostatnio odnoszę wrażenie, że coraz więcej kapłanów jest bardziej urzędnikam
          > i niż pasterzami. Stali się nauczycielami religii - zamiast świadkami wiary, ro
          > zdzielaczami sakramentów, a nie ich szafarzami. To świeccy ostatnio są inicjato
          > rami nowych grup modlitewnych czy choćby spontanicznych spotkań, to świeccy pot
          > rafią z gorliwością głosić świadectwo swojego nawrócenia. Z kapłanów jakby zesz
          > ło powietrze. No powiedzcie ile razy słyszeliście od kapłana dlaczego ON wierzy
          > ?

          Bardzo nie lubię takich uogólnień bo one sa szkodliwe.
          Nie twierdzę, że takie rzeczy sie nie dzieją, bo się dzieją.
          W swoim życiu słyszałam niejedno kiepskie kazanie, znam księży którzy obowiązek opieki nad jakąś grupą ograniczają do wbiegnięcia pod koniec spotkania i udzielenia błogosławieństwa.
          Do dziś pamiętam słowa wypowiedziane przez mojego proboszcza kiedy załatwiałam formalności związane z pogrzebem mojego Taty.

          Ale....to nie jest cały Kościół.
          To że świeccy biora inicjatywę w swoje ręce...ja mam ochotę krzyczeć z radości NARESZCIE,
          bo taka ich rola. Czas najwyższy zauważyć, że Kościół to my, a księża stanowią naprawdę malutki procent i nie zrobią za nas wszystkiego. Jaka jest ich rola to można sobie w Dziejach Apostolskich przeczytać.
          Księża - są różni. Ja znam wielu dobrych, bardzo dobrych. Znam wielu, którzy mi pomogli
          i nadal pomagają.
          To ludzie, po prostu ludzie. Dokładnie to samo można powiedzieć o każdej grupie społecznej:
          o lekarzach, o nauczycielach, o sprzedawcach, o politykach itd

          Wolałabym, żebyśmy z tej rozmowy, z tego nieszczęsliwego komentarza wyciągnęli inny wniosek. Mianowicie taki, że nie należy manipulować Słowami z Pisma Swiętego.
          Nie wolno ich interpretować dowolnie, nie należy wyrywać fragmentu z kontekstu,
          bo to jak widać prowadzi w krzaki.

          A Księdzu okażmy miłosierdzie i pomódlmy się za Niego smile
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka