Dodaj do ulubionych

Starość - nie radość?

13.08.04, 16:41
Jakie macie pomysły, aby w tym zaganianym zyciu, kiedy na nic nie mamy czasu,
pomóc naszym bliskim-starszym osobom przezywać starośc pogodnie, ze
świadomością, że ci młodsi o nich nie zapominają, że są obok...?

Ja staram się odwiedzać dziadków (choć znów ten brak czasu...), telefonować,
wspominać z nimi (starsi ludzie b. lubią wspomnienia), zapraszać na
uroczystości rodzinne. A Wy?

Czy nie macie wrażenia, że starsi ludzie coraz bardziej spychani są na
margines życia (rodzinnego i społecznego)? A przecież wszyscy się kiedyś
zestarzejemy....
Obserwuj wątek
    • mama_kasia Re: Starość - nie radość? 13.08.04, 17:02
      Moi dziadkowie już odeszli do Pana.
      Natomiast moja teściowa jest osobą 70-letnią
      i wiem jak bardzo potrzebuje naszej i wnucząt
      obecności. Mieszka w innym mieście, odwiedzamy ją
      raz na jeden, dwa miesiące. Ciągle mamy wrażenie, że
      jesteśmy dla niej za mało. Do nas przyjeżdżać nie chce,
      bo czuje się chora. Trudne to jest...

      Istotne jest też (już teraz) dla naszych dzieci nasze
      zachowanie w stosunku do starszych. Przykład idzie z góry!
      Tak jak my zajmujemy się naszymi rodzicami w podeszłym wieku,
      takie będą dzieci w stosunku do nas (prawdopodobnie, bo
      oczywiście pewności mieć nie można smile

      Generalnie lubię osoby starsze, lubię staruszki w naszym kościele,
      które częstują nasze dzieci cukierkami, lubię z nimi rozmawiać...
      • verdana Re: Starość - nie radość? 13.08.04, 17:45
        A czy to też nie pewien stereotyp starości? Mój ojciec ma 73 lata. Trzy posady.
        Zarabia parokrotnie wiecej niż ja+mój mąż. Na spacerze nie jestem w stanie za
        nim nadążyć. Ostatnio miał operację. Po tygodniu pojechał do pracy (tramwajem!
        na drugi koniec miasta!), no bo praca jest najwazniejsza.
        Moja tesciowa ma 74 lata. Pracuje. Ostatnio zwolniono ja z pracy (bo na
        emeryturze). Po 4 miesiącach dyrektor zadzwonił błagając by wróciła.
        Mój teść i tesciowa jeżdża na wycieczki rowerowe, na które ja nie miałabym
        kondycji. Gdy wyjeżdżaja z moim synem na wakacje pożyczają łódkę, albo rowery.
        Może nie zawsze starość to samotność? Może należy zachęcać starszych ludzi do
        aktywności zawodowej, towarzyskiej i sportowej (o ile sto możliwe), a nie
        traktować ich jak osoby, które "wypadły" ze społeczeństwa i nadaja się do
        siedzenia na miękkiej kanapie?
        • addria Stereotyp 13.08.04, 18:35
          Masz na pewno trochę racji. Jednak nie zawsze jest tak, że człowiek starszy
          jest sprawny fizycznie i umysłowo, ma kwalifikacje, a w dodatku zapewnioną
          posadę (nie muszę chyba pisać o bezbrobociu w Polsce).
          Na pewno brakuje nam wiele do zachodu, gdzie starsi ludzie aktywnie spędzają
          czas na emeryturze, jeżdzą na wycieczki i chodzą na wieczorki taneczne. A
          dlaczego, to tez każdy wie. Wiadomo jakie są polskie emerytury. Ledwo starcza
          tym ludziom na opłacenie bieżących wydatków i leków... lub nawet nie starcza sad
          Miejmy nadzieję, że to się kiedyś zmieni...

          Nie mniej na pewno ważna jest wszelka aktywność, znalezienie sobie ciekawego
          zajęcia (np. ogródek), przyjaciół, uczestniczenia w życiu rodziny.
        • mama_kasia Re: Starość - nie radość? 14.08.04, 15:54
          Moja babcia i prabacia też takie były smile
          Fantastyczne kobiety. A babcia bardzo lubiła
          odwiedzać rodzinę. Jeździła pociągami, chociaż
          było dłużej, bo m.in lubiła w pociągach rozmawiać
          z ludźmi smile
          Niestety teściowa jest kobietą o innym
          charakterze. Myślę też, że duży wpływ miała
          na to nagła śmierć teścia...
          Ale w zbieraniu grzybów jest mistrzem smile
        • luccio1 Re: Starość - nie radość? 14.08.04, 17:41
          Widzisz, nie powiedziałaś, czy Twój Ojciec pracował przed emeryturą na
          stanowisku kierowniczym, czy podwładnym, i czy teraz ma stanowiska samodzielne
          na swych trzech posadach - a to jest kluczowa sprawa. Człowiek pracujący całe
          życie jako czyjś podwładny, zaczyna po osiągnięciu pewnego wieku marzyć o tym,
          żeby wreszcie mógł robić to, na co ma ochotę, a nie to, co mu każą; z każdym
          rokiem czuje się coraz bardziej upokorzony przykuciem do miejsca pracy, tym, że
          kiedy jego pomoc potrzebna jest w domu, do końca nie wie, czy na ten czas
          będzie mógł się zwolnić z pracy, tym, że gdy się spóźni 5 minut, każą mu
          podpisywać listę czerwonym ołówkiem albo wiele innych podobnych, na koniec tym,
          że pod koniec kariery zawodowej pracuje pod kierownictwem człowieka, który
          mógłby być jego synem (moim Rodzicom udało się uniknąć tego ostatniego
          doświadczenia - kto wie, czy mnie ono nie spotka). Weź też pod uwagę, że np.
          rewolucja komputerowa, która gdzie indziej trwała 40 lat, w Polsce z wiadomych
          przyczyn dokonała się w 10 - po prostu za komuny postęp był sztucznie hamowany;
          dla wielu starszych ludzi, którzy dobrze pracowali na papierze tuszem, cyrklem,
          grafionem i ołówkiem ostrzonym na własnoręcznie przysposobionym kamieniu, a
          liczyli na suwaku, komputer stał się progiem nie do przejścia.
    • marzek2 Re: Starość - nie radość? 13.08.04, 18:50
      A ja się tak zastanawiam, czy często dzieje się tak, że ktoś kto przez całe
      życie był pogodną osobą, szczęśliwą bez względu na okoliczności zmienia się tak
      drastycznie na starość? Jakoś mi się jednak wydaje, że starość ma związek z
      resztą życia, jeśli ktoś jest zgorzkniały i "z pretensjami" to jest taki przez
      całe życie, tylko na starość jeszcze bardziej trudny do zaakceptowania...

      Oczywiście mam wrażenie, że ludzie starsi są spychani na margines. A to dla
      tego, że starość w obecnych czasach nie jest w modzie, a sama śmierć to już
      kompletny temat tabu. Nic dziwnego, że tacy ludzie czują się niepotrzebni. A
      młodzi oczywiście nie myślą o tym, że ich też kiedyś to czeka. Może liczą, że
      wreszcie i w Polsce będziemi mieli dopuszczalną eutanazję, czyli dla niektórych
      "godną" śmierć...

      Dla mnie ciekawą postacią jest babcia ciumaka. Jest chora na Parkinsona, powoli
      słabnie po prostu. Ale... mimo tych niedogodności fizycznych (postępujących
      rzecz jasna) traktuje swój stan jako naturalny, mówi, że przeżyła życie godnie i
      że teraz może odejść... Tak po prostu, szczerze i bez zbyt krygacji czy czegoś w
      tym stylu.

      A kontrastem dla niej jest moja zmarła babcia, która mimo oczywistego swojego
      stanu (miała raka z przerzutami) nie przyjmowała do wiadomości ani swojej
      choroby ani tego, że powoli odchodzi.

      Przyznaję mnie trudno czasem akceptować ludzi starszych. MOże niewielu spotkałam
      w życiu starszych ludzi, którzy byliby świadectwem tego, że starość może być
      piękna?

      Zastanawiam się, skąd w starszych ludziach w Polsce przekonanie, że wraz ze
      starością ich czas minął, że czas się usunąć, że "teraz młodzi". Przecież można
      "dawać siebie innym" niezależnie od okoliczności swojego życia, wieku itp. To
      kwestia nastawienia. Niektórzy starsi ludzie w naszym zborze np mają takie
      nastawienie: my się już dość "nasłużyliśmy" teraz wy, młodzi. Jasne, że nie mogą
      już robić tyle ile kiedyś. Ale czasem mądre słowo jest warte więcej niż dziesięć
      "służb". Jakiś czas temu w pewnym seminarium baptystycznym w Polsce uczył pewien
      profesor teologii ze Stanów. Ponad 80 letni! Dla mnie niesamowite było to, że on
      na emeryturze (pomijam fakt jego finansów, chodzi mi o jego nastawienie) właśnie
      nie "rozłożył się na kanapie i oglądał futbol amerykański" np ale przejechał
      kawał świata żeby służyć swoją wiedzą studentom.
      • netus Re: Starość - nie radość? 13.08.04, 19:39
        Mam tylko jedną babcię. MA 79 lat a wygląda na sześćdziesiąt i świetnie się
        trzyma. Mam słabość do strarszych ludzi. Rozczulaja mnie i widzę w
        zniedołężniałości taki powrót do dzieciństwa: zapominają, stają sie zależni od
        innych, niezaradni... Jakby Pan Bóg przygotowywał ich do całkowitego oddania
        się Jemu. co myslicie o tym? Poczatek i koniec życia uczy pokory, bo jesteśmy
        tacy zależni od innych...
        • mama_kasia Re: Starość - nie radość? 14.08.04, 16:03
          Moja babcia przed śmiercią miała wielką sklerozę,
          m.in. nie rozpoznawała nas wszystkich... Była przy
          tym tak pokornie przygotowana na śmierć. Pamiętam
          ostatnią z nią rozmowę. Mówiła, że chyba się już nie
          spotkamy. A ja na to: spotkamy, jeśli nie tu na ziemi,
          to kiedyś tam w niebie. Babcia ucieszyła się: no tak,
          tak smile Odeszła po chyba 3 miesiącach. Bóg przygotował
          ją na śmierć, odeszła we śnie po sakramencie eucharystii.
    • addria Optymistycznie 13.08.04, 19:53
      Moja babcia też z tych aktywnych smile

      Ale powiem Wam o pewnej starszej pani, która czasem zdarza mi się widywać w
      autobusie. Wiek ok. 90 lat (serio smile, ma wielkie trudności z poruszaniem, ale
      jeżdzi sama, do tego tak elegancka, że ho ho. W zimie futro, czerwony kapelusz
      i rękawiczki, do tego gustowne kozaczki i aktówka. W lecie garsoneczka plus
      dodatki dobrane ze smakiem. Zawsze gdzieś się spieszy. Aż miło na nią
      popatrzeć smile
      • netus Re: Optymistycznie 14.08.04, 17:33
        addria napisała:

        > Moja babcia też z tych aktywnych smile
        >
        > Ale powiem Wam o pewnej starszej pani, która czasem zdarza mi się widywać w
        > autobusie. Wiek ok. 90 lat (serio smile, ma wielkie trudności z poruszaniem,
        ale
        > jeżdzi sama, do tego tak elegancka, że ho ho. W zimie futro, czerwony
        kapelusz
        > i rękawiczki, do tego gustowne kozaczki i aktówka. W lecie garsoneczka plus
        > dodatki dobrane ze smakiem. Zawsze gdzieś się spieszy. Aż miło na nią
        > popatrzeć smile

        Mozna też zobaczyć staruszki pełne zgorzkniałości i wszechwiedzące. Takie
        osoby, które nie dają młodszym od siebie o czyms decydować, które myslą, że
        mają monopol na rację, budze we mnie niepokój i raczej unikam ich
        wszewładności. Nie lubię, gdy ktoś nie pozwal mi dochodzić samemu do swoich
        racji. le rzeczywiśćie częściej mam do czynienia z tą lepszą stroną starości...

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka