tu Was mam, spodziewacie sie mrozacej krew w zylach opowiesci ?

)))
Nic z tego

))
Ostatnia lekcja religii mojej corki:
Pani przyniosla wloczke. Kazdy w klasie po kolei mial wziac do reki motek,
rozwinac i rzucic do kogos ( do kazdego trzeba bylo rzucic !). Zanim sie
rzucilo trzeba bylo powiedziec dobre cechy tej osoby ( moja corka powiedziala
o kolezance - sympatyczna i kolezenska, o sobie dowiedziala sie - dobra i
usmiechnieta). Nie bylo niezrecznej sytuacji. Okazalo sie, ze kazdy ma jakies
dobre cechy. To byla nic milosci.Oplatala cala klase. Potem wymieniali
grzechy, jakie moga te nic przerwac - klotnia, obrazanie sie, bojka - Pani
przecinala nic. I potem rozmawiali , jak Jezus moze pomoc w takiej sytuacji.
I jak ja moge narzekac ?
a jak to u Was wyglada