amws
25.02.05, 12:00
ciagle czekam na jakis ludzki gest z jego strony....
jest od niedzieli, mieszka, jest, i nic si enie zmieniało, andal ciagle
włączony tv lub internet, zero pomocy w domu, jedynie troche zajmuje si
edzieckiem. I najgorsze,z e nie chce rozmawaic, nie che bym pytała, bym sie
czepiała, wiem, ze do niej dzwoni, kontaktuje sie sms czy emailami.Czekam,
pozwalam mieszkac, jestem jako zona. Nie chce tego tak szybko rozwaizac, to
emocje, wiem, ze potrzeba czasu ale tez i chceci , przede wszsytkim , z tej
drugiej strony....
jak na razei sa tylk osłowa, ze mu zalezy, ale nia ma postawy, czynów,
zachowan. Wyglada to tak, "no przeciez wróciłem" a ty kobieto sie ciesz, bo
jestem, ale mam zamiar dalej zyc swoim zyciem...
wczoraj powidiła, ze poszuka sobie pokoju, ze sie wyprowadza, bo nie che mnie
swoja obecnosca denerwowac, ja niestety odbieram to jako kolejna ucieczke od
obowiazkow, powinnosci, odpowiedzialnosci.... bo jak sie kocha to chce sie z
tym kims byc, cały czas, pomagac, wspierac byc w tej codziennosci, a on z
niej znow chce sie wymigac....
ale ja wciaz czekam z nadzieja na CUD