pawlinka
28.04.05, 22:11
Pozwalam sobie poprosić Was o radę. Sprawa dla mnie jest trudna i delikatna.
Najpierw wstępnie: urodziło się dziecko. Rodzice, nie będący w małżeństwie
sakramentalnym, ulegli presji rodziny i ochrzcili dziecko. Chrzestni sprawę
potraktowali poważnie i wiedzieli, że to właśnie oni będą odpowiedzialni za
wychowanie w wierze. Ale wkrótce nastąpiła przeprowadzka do innego, odległego
miasta, wizyty z czasem stały coraz rzadsze. Kontakty z chrzestnymi
sporadyczne. Rodzice wychowują dziecko sami, nie uczestniczą w życiu
Kościoła, ale dziecko na katechezę chodzi, tylko tam się chyba modli. I
raptem rodzina sobie przypomina, że za rok Komunia Św. Pewnie znów naciski
będą. Sami zbyt "delikatni" nie rozmawiali z rodzicami o wierze przez 7 lat,
bo to "intymne sprawy". Chrzestni, no właśnie, tak naprawdę oprócz modlitwy
nie mogą nic zrobić i dać dziecku. Ojcem chrzestnym jest mój mąż. Ja
twierdzę, że dziecko nie powinno przystępować do sakramentu "bo wszyscy w
klasie...". Nie mogę zgodzić się z tezami części rodziny, że może trafi na
katechetę, który "nauczy o Bogu", że nie powinnam pozbawiać dziecka szansy, a
nawet "zamykać drogę do zbawienia". Próbujemy rozmawiać z rodzicami, że ważna
jest ich wiara, ale to trudne. Właściwie stoję twardo na swoim stanowisku,
ale nie wiem co robić. Jesteśmy zbyt daleko, nie mamy wpływu na wychowanie w
wierze. Biję się z myślami....