Dodaj do ulubionych

nie lubię szkoły

19.01.06, 14:07
Nie lubię. Nie lubię oceniania, nie lubię większego przykładania
uwagi do ocen niż do pracy dziecka, do nauczania. Nie lubię ostrego oceniania,
twierdzenia, że szóstki prawie nikt nie moze mieć. Twierdzenia, że
skoro pani jeszcze dobrze ich nie zna (po całym semestrze?) to nie może
postawić szóstki. Zaskakiwania mnie jedynie dobrym zachowaniem syna.
Przecież były w międzyczasie zebrania, widywałam wychowawczynię
raz w tygodniu. Czy nie można było mi powiedzieć o złym zachowaniu
syna?
A, i jeszcze nie lubię świadectw z paskiem.

Jestem zła, zła, zła, jak mówi kaczka Katastrofa,..ufff

Lubicie szkołę? ...Jak się na to uodpornić?
Obserwuj wątek
    • pawlinka Re: nie lubię szkoły 19.01.06, 20:55
      Kasiu, widzę tutaj duuużo emocji. Oj, widzę, że zła jesteś! Już lepiej teraz?smile
      Wiesz, ja nie będę obiektywnasmile Czy lubię szkołę? A co mogę odpowiedziećsmile ?

      A tak serio:
      chyba nikt nie lubi oceniania. Ja też nie lubię. Myślę, że w naszych szkołach
      pokutuje pewien sereotyp: ocenia się dzieci wg tego, czego jeszcze nie umieją.
      Nie ocenia się niestety tego, co już umieją. A zresztą, przecież czasem tak
      jest w domu. Niezadowolony rodzic narzeka: gdyby to i tamto, byłoby to idealne
      dziecko. Dążymy do ideału.

      Jak chwalimy, czy chwalimy?
      To chyba takie polskie niezadowolenie.
      O, taka rozmowa ze sklepu: "Mamo, dostałem czwórkę z testu!"
      "Tylko, a czemu nie piątkę?"
      A w szkole? Inaczej to brzmi: "Proszę, sama przyjemność uczyć w takiej klasie,
      same czwórki i piątki". A ta klasa z trójami i "dopuszczającymi" to co, nie
      jest przyjemna?

      Ilu jest nauczycieli, którzy nie lubią narzekać na przeciętniactwo? Ilu jest
      rodziców, którzy nie narzekają na szkoły, że nie uczą dobrze? Nastawienie na
      sukces, w każdej postaci...

      Dlaczego myślimy, że lepiej jest dać słabszą ocenę? żeby się wykazał potem?

      Dlaczego od razu dobrze jest być świetnym?

      Te pytania we mnie się kłębią w przeddzień wystawiania ocen na dopiero
      pierwszy semestr.

      Kasiu, będzie dobrze!

      • direta Re: nie lubię szkoły 19.01.06, 21:55
        pawlinka napisała:

        > Wiesz, ja nie będę obiektywnasmile Czy lubię szkołę? A co mogę odpowiedziećsmile ?

        Ja lubiłam szkołę. Najbardziej lubiłam liceum. Lubiłam tam chodzić i lubiłam
        się uczyć. Studia też lubiłam, chociaż ze wszystkich szkół do których chodziłam
        chyba liceum wspominam najmilej. Teraz też chodzę do liceum. Tyle, że staję z
        drugiej strony katedry.
        I z całą pewnościa nie lubię szkoły. W życiu nie czekałam tak na wakacje jak
        czekam teraz.
        Dlaczego nie lubię?
        Bo uważam, że ostatnie reformy wyrządziły jej wiele zła.
        Bo ogłupia zamiast rozwijać
        Bo nie potrafię przebić się przez mur obojętności kompletnie
        niezainteresowanych uczniów. NIe zainteresowanych nie tylko moim przedmiotem,
        ale w ogóle czymkolwiek, co im chcę powiedzieć. Mój przedmiot jest powiązany z
        wieloma innymi naukami, ale wszelkie dygresje przyjmują z taką samą
        obojętnością jak opowieści o treściach zgodnych z podstawą programową.
        Bo w ostatnich dwóch trzech tygodniach przed wystawieniem ocen uczniowie nagle
        się budzą i próbują zaliczyć materiał nad którym nie pracowali przez mijający
        semestr.
        I ja muszę im umożliwić poprawę jedynek (zgodnie ze statutem szkoły)chociaż co
        do niektórych wiem, że nie poprawią, bo mają za duże braki i zaległości.
        I kiedy mnie proszą o szansę nie umiem odmówić.
        Bo widzę łzy matek kiedy oglądają oceny swoich dzieci i nie potrafię im pomóc,
        bo nie mogę się za nich nauczyć, ani nie mam sposobu by przekazać tym
        dzieciakom, że wbrew temu, co widzą dookoła jednak warto się uczyć dla samej
        przyjemności uczenia się.
        Oni wiedzą, że i tak nie znajdą dobrej pracy (o ile jakąkolwiek) i że dobre
        świadectwo takiej pracy nie gwarantuje ani nawet nie zwiększa ich szans.
        > A tak serio:
        > chyba nikt nie lubi oceniania. Ja też nie lubię. Myślę, że w naszych szkołach
        > pokutuje pewien sereotyp: ocenia się dzieci wg tego, czego jeszcze nie
        umieją.
        > Nie ocenia się niestety tego, co już umieją. A zresztą, przecież czasem tak
        > jest w domu. Niezadowolony rodzic narzeka: gdyby to i tamto, byłoby to
        idealne
        > dziecko. Dążymy do ideału.

        W mojej szkole jest tak, że dla wielu ocena dopuszczająca (dawniej mierna) to
        cel, poza który nie próbują wychodzić.
        Moim zdaniem oceniam to, co umieją. Np na klasówce - dostają punkty za to, co
        wiedzą i/lub umieją (chociaż coraz częściej myślę o wstawianiu punktów ujemnych
        za pisanie bzdur "bo a nuż się trafi"), a ponieważ ich umiejętnośc jest jakąś
        cząstką tego, co umieć powinni, to i ocena jest cząstką tej, jaką mogliby
        zdobyć gdyby umieli wszystko, co powinni.
        Wyobrażasz sobie inny system?
        >
        > Jak chwalimy, czy chwalimy?

        Chwalę. Tylko kurczę, czasem naprawdę nie mam za co! Ale jeśli tylko da się
        pochwalić, to staram się to robić. Jestem jednak ostrożna - pochwaliłam kiedyś
        chłopaka i tak go to zawstydziło, ze momentalnie przestał się uczyc, by nie
        odstawać od kolegów.

        > Ilu jest nauczycieli, którzy nie lubią narzekać na przeciętniactwo? Ilu jest
        > rodziców, którzy nie narzekają na szkoły, że nie uczą dobrze? Nastawienie na
        > sukces, w każdej postaci...

        Ja nie lubię narzekać. Ale narzekam, bo mnie to dołuje (to przeciętniactwo, ten
        mur) i podświadomie chyba liczę na to, ze jeśli wyleję te żale, to coś się
        zmieni.
        >
        > Dlaczego myślimy, że lepiej jest dać słabszą ocenę? żeby się wykazał potem?

        Ja czasem daję lepszą - na zachętę. Prawdę powiedziawszy to na klasówkach
        najlepszym prawie zawsze naciągam nieco oceny do ciut wyższej, niż wynika z
        punktacji a najgorszym, jesli niewiele brakuje do dopa, tez często go daję. Ale
        to różnie. Bo jeśli widzę, że uczen sobie totalnie bimba i że w ogóle nie
        próbował nic robić, by było lepiej, to jestem bezlitosna.
        >
        > Dlaczego od razu dobrze jest być świetnym?

        Od razu? Ech! Świetnego ucznia miałam kilka razy w mojej karierze. Chociaż
        jeden był zabawny, bo bardzo zależało mu na ocenach i kiedyś dostał słabszą i
        sfałszował punktację, by jednak załapać się na bardziej pozytywna.
        Ale ja jestem spostrzegawcza wink
        >
        > Te pytania we mnie się kłębią w przeddzień wystawiania ocen na dopiero
        > pierwszy semestr.
        >
        > Kasiu, będzie dobrze!

        Ja już wystawiłam.
        W jednej klasie połowa to jedynki. W drugiej ponad 1/4 w innych też sporo. Nie
        było klasy w której nie postawiłabym chociaż 2 jedynek. I niestety chyba żadnej
        piątki, albo jedną.
        Może na koniec roku będzie lepiej. Może zrozumieją, ze mówiłam poważnie, gdy
        prosiłam by się jednak uczyli.
        Ech... Nie lubię szkoły.
        (A co do rodziców mama_kasiu, to na tych kilka klas, które uczę na wywiadówki
        przychodziło mi dwoje, troje i tylko raz się zdarzyło by dwie matki pojawiły
        się więcej niz raz w semestrze.
        Ech...
      • mama_kasia Re: nie lubię szkoły 19.01.06, 22:05
        Wcale nie jest lepiej sad Wiem, że nie powinnam być taka zła,
        ale nie potrafię przechodzić obok szkoły z dystansem. Co
        gorsza mój brak dystansu udziela się całej rodzinie sad
        Bardzo zdenerwował mnie brak sygnału ze strony wychowawczyni, że
        coś jest nie tak. Przecież rozmawiałam z nią wielokrotnie,
        nie tylko na zebraniach. Nie rozumiem, po prostu tego nie
        rozumiem.
        I szkoda mi, że przy tym wszystkim zblakły świetne oceny syna,
        jego tak naprawdę pierwsze semestralne oceny smile
        A w gruncie rzeczy lubię to jego rozrabianie wink No, może nie
        zawsze wink Ale wiem, że ta jego żywiołowość przekłada się też
        na chłonięcie wiedzy, na różnorodność zainteresowań.
    • katriel Re: nie lubię szkoły 19.01.06, 23:02
      Mamo_kasiu, kiedy przeczytałam pierwszy raz Twój post, to długo nie mogłam
      zrozumieć, czy zaskoczyło cię *dobre*, czy *złe* zachowanie syna. W końcu
      zrozumiałam: *dobre* to ocena, która świadczy o tym, że syn zachowywał się *źle*
      (bo gdyby zachowywał się *dobrze*, to zachowanie miałby *wzorowe*). Zrozumiałam,
      ale ciągle mnie to dziwi. No bo *dobre*, to chyba jednak powinno znaczyć
      *dobre*, prawda?...

      Nie mam dzieci, nie uczę w szkole (uczę studentów, z dziećmi mam kontakt
      sporadyczny) więc może nie powinnam sie wypowiadać. Ale ciekawa jestem, co masz
      na myśli mówiąc "nie lubię większego przykładania uwagi do ocen niż do pracy
      dziecka". Bo widzisz - ja też tego nie lubię. Ale jakoś kojarzy mi się to raczej
      z zarzutem nauczyciela lub dziecka pod adresem rodziców, niż rodziców pod
      adresem nauczyciela. No bo nauczyciel te oceny po prostu stawia. Nie może ich
      postawić "tylko trochę" - stawia i już. Jaką wagę przywiąże do tego uczeń i
      rodzice, to już ich rzecz. To nie tak?
      I ciekawa też jestem, co znaczy "prawie nikt" w zdaniu "szóstki prawie nikt nie
      może mieć". Wydawało mi się (znowu: nie mam dzieci, nie uczę w szkole, nie wiem
      jak jest, proszę mi wybaczyć ignorancję), że to tak właśnie powinno być: szóstka
      to ocena celująca, dla elity, dla olimpijczyków i im podobnych. W dobrej szkole
      może sie czasem trafić nawet kilku takich w jednej klasie, ale normą byłby
      raczej jeden szóstkowicz na kilka klas. Jak to naprawdę jest?
      • mama_kasia Re: nie lubię szkoły 21.01.06, 10:07
        Jak to pani powidziała, dobry, tzn dobry. Nie jest to zła ocena, ale
        taki dobry mają prawdopodobnie tylko 4 osoby. Jest to jednak ocena obniżona.
        Potem jest bdb i wzorowy. Patrząc na nazewnictwo, uważam, że syn jest dobry.
        Ale w opinii szkolnej jest to jednak ocena obniżona i jestem nią zaskoczona,
        bo była tylko jedna uwaga na początku września i tyle. W czwartek zebranie,
        mam nadzieję, że dowiem się więcej... Nie czepiam się już tak bardzo
        oceny, ale braku jakiejkolwiek informacji, że coś było nie tak.

        "nie lubię większego przykładania uwagi do ocen niż do pracy" - np. wf (akurat
        nie dotyczy mojego syna) - w klasie syna oceny dostawało się za przeprowadzone
        sprawdziany. Jak może konkurować delikatna dziewczynka z silną postawną
        dziewczynką w rzucie piłką lekarską? Sa jakieś widełki ocenowe i niektóre
        dzieci mają słabsze oceny z wf-u. Niestety ocena z wf wlicza się do
        średniej. A można było nie robić tylu testów (bo można - mam znajomych
        wuefistów), oceniać gotowość do pracy, samo zaangażownie, zapał do ćwiczeń.
        Dla z wf-u dzieci przede wszystkim powinny wynieść chęć do aktywności
        fizycznej, radość ze zmęczenia wysiłkiem fizycznym, a nie niechęć,
        bo znowu jestem słaba...

        Sprawa szóstek. I tutaj może pomogą nauczycielki. Wydaje mi się jednak, że
        szóstkę dostaje się za wiedzę zdobytą na lekcjach (tak usłyszałam od znajomego
        nauczyciela). Owszem, np. z matematyki; trzeba przy zadaniu na szóstkę
        wykazać się myśleniem, trochę kombinowaniem, ale wykorzystuje się wiedzę
        zdobytą na lekcjach.
        Tych szóstek czepiałam się w ciągu całego semestru, bo jeśli ktoś napisał
        dyktando bezbłędnie jako jedyny na trzy klasy, to zasługuje na szóstkę
        czy nie? ... Po prostu nie lubię tej oceny, bo zbyt szeroka jest możliwość
        interpretacji przy jej wystawianiu sad
    • alex05012000 Re: nie lubię szkoły 20.01.06, 10:00
      szkoła??? brrrr, jak pomyślę, że za dwa lata, ba półtora roku, Ola opuści nasze
      wspaniałe cieplutkie przedszkole z opiekuńczymi, super paniami i pójdzie do
      szkoły to mnie mrozi!!! nie lubię szkoły? ja NIE CIERPIAŁAM SZKOŁY! ze szkoły
      mam jak najgorsze wspomnienia, swojej podstawówki nienawidziłam, chciałam sie
      przenosić w 8 klasie!, w liceum było nieco lepiej, inne towarzystwo, ale widmo
      przedmiotów ścisłych (mat, fiz, chem...) z których nigdy nic nie rozumiałam
      było straszne, maturę wspominam tragicznie [a propos, pan z francuskiego nie
      postawił mi 5 bo szłam na romanistykę i bał sie żebym nie miała najlepszej
      oceny gdybym zdała słabo czy nie wiem sama o co mu chodziło .... obraziłam się
      wtedy, pamniętam, że wyszłam z sali po ogłoszeniu wyników!!!], studia to był
      raj! nareszcie uczyłam sie tego co mnie interesowało!!! chyba w szkole
      najbardziej mnie to męczyło: uczenie sie tego co mnie nie interesuje, nie mam
      do tego zdolności, tego co mi sie w życiu do niczego nie przyda... no i inne
      dzieci, w podstawówce ... byłam bardzo wrażliwym dzieckiem, nieopornym na
      dokuczanie, z nieco innego środowiska niż większość.... eh stare dzieje, ale o
      szkole myślę z gęsią skórą... mam nadzieję ze Ola jakoś trafi nie tragicznie...
      • oleswava Re: nie lubię szkoły 20.01.06, 10:55
        Dziewczyny, a ja jestem nauczycielką, i niektóre wasze uwagi uważam za trochę
        niesprawiedliwe. Rozumiem, że nie cierpicie szkoły bo same nie macie zbyt
        dobrych wspomnień z nią związanych.
        alex05012000 napisała:
        > szkoła??? brrrr, jak pomyślę, że za dwa lata, ba półtora roku, Ola opuści
        nasze
        > wspaniałe cieplutkie przedszkole z opiekuńczymi, super paniami i pójdzie do
        > szkoły to mnie mrozi!!!
        Akurat nie pracuję w nauczaniu zintegrowanym ale zapewniam, że wiele moich
        koleżanek, które tam pracują to naprawdę cudowne osoby, które mają świetny
        kontakt zarówno z uczniami jak i ich rodzicami a w pracę wkładają całe serce. Z
        kolei znam też kilka nauczycielek przedszkolnych, które są po prostu tragiczne.
        Takie uogólnianie, że panie w przedszkolu są cudowne i opiekuńcze a panie w
        szkole to stare zołzy jest delikatnie mówiąc trochę niesprawiedliwe, nie
        uważacie?

        Oczywiście nie mogę usprawiedliwiać zachowań konkretnych nauczycieli, które tu
        opisałyście, typu zaniżanie ocen ze sprawowania czy konkretnych przedmiotów. A
        co do w ogóle systemu oceniania to ja również często jestem sfrustrowana tym,
        że mam ocenić ucznia jakąś cyferką - zwłaszcza, że jestem w pełni świadoma, że
        dzieciaki w wieku szkolnym utożsamiają się całkowicie ze swoimi ocenami i na
        nich najczęściej budują poczucie własnej wartości. No ale niestety nie ja
        wymyśliłam system oceniania, ja najwyżej mogę popatrzeć na niego z przyrużeniem
        oka i ewntualnie zawyżyć trochę ocenę, jeśli np na semesrtr niejestem pewna czy
        postawić trzy czy cztery.

        A co powiecie na to? szkoła w której teraz pracuję to moje drugie m-ce pracy -
        w poprzedniej nauczyciele musiali gęsto się tłumaczyć przed dyrekcją z każdej
        wystawionej na semestr szóstki, praktycznie tylko wtedy dyrekcja nie miała
        zastrzeżeń jeśli uczeń brał udział w olimpiadach i konkursach międzyszkolnych i
        zajął tam jedno z czołowych miejsc. Trzeba było się również tłumaczyć, jeśli na
        semestr zostało wystawionych zbyt wiele piątek, bo to był rzekomo przykład
        tego, że nauczyciel wystawia oceny zbyt pochopnie, przecież "to niemożliwe,
        żeby tak wiele uczniów miało piątki!" (cytat) Jeśli pomyślicie, że taka logika
        zupełnie nia ma sensu, to absolutnie się z tym zgadzam. Miałam kiedyś tak
        zdolną klasę, że większość miała piątki, było tylko kilka czwórek i trójek.
        Oczywiście wystawiłam te oceny, ale nie obyło się bez tłumaczeń. Piszę to
        wszystko po to, by wam pokazać, że nauczyciele też są czasami ograniczani
        przez "siły wyższe" i czasami mają dość ciągłych durnych tłumaczeń się u
        dyrektora.

        mama kasia napisała:
        >A w gruncie rzeczy lubię to jego rozrabianie wink No, może nie
        >zawsze wink Ale wiem, że ta jego żywiołowość przekłada się też
        >na chłonięcie wiedzy, na różnorodność zainteresowań
        Rozumiem to i dobrze, że żywiołowość syna jest właśnie w ten spostrzegana przez
        mamęsmile Ale postarajcie się też drogie mamy zrozumieć taką nauczycielkę, która
        takich żywczyków ma dziesięciu i w dodatku ma lekcję do przeprowadzenia - zanim
        zaczniecie krytykować ją za to, że narzeka na waszą pociechę chociaż wyobraźcie
        sobie siebie na jej miejscu...

        Dziewczyny, ja rozumiem, że współpraca z nauczycielami w szkole stanowi jakieś
        wyzwanie i nie zawsze jest taka jak byście ją sobie życzyły, ale przecież takie
        właśnie jest życie, pełno w nim właśnie tego typu sytuacji. Jak nie w szkole to
        w pracy, jak nie w pracy to w domu. Uwierzcie, że praca nauczyciela też nie
        jest łatwa i dzierżąc odpowiedzialność za dwudziestkę piątkę dzieci łatwo
        czasami o jakis błąd, czy niesprawiedliwą ocenę... A jak się czyta wypowiedzi
        typu "nienawidzę szkoły", pisane przez tyle matek, to aż się odechciewa tam
        pracować.

        • alex05012000 Re: nie lubię szkoły-do oleswava 20.01.06, 11:47
          olesiuwavo,
          ja nie uogólniam, ja tylko napisałam, bo się pytano, że ja, osobiście i tylko
          Ja, nie lubię szkoły, mam okropne wspomnienia z mojego szkolnego dzieciństwa i
          obawiam sie o szkolne lata córki, tyle i NIC WIĘCEJ...
          dlaczego mam pisać że szkoła jest fajna skoro moje wspomnienia są tragiczne, a
          Ola do szkoły nie chodzi więc nie wiem jak tam będzie??? może lepiej, ale moze
          i nie...
          po drugie: nie twierdze ze przedszkolanki są wszystkie cudowne!, ale my akurat
          na takie trafiłyśmy!!! i napewno przedszkole będziemy wspominac bardzo miło i
          ciepło, i Ola i ja jako matka; o nauczaniu integrowanym czy jak tam to się zwie
          nie mam pojęcia - za moich czasów niczego takiego nie było...
          wiem, ze praca nauczyciela jest bardzo trudna, ale chciałabym aby moja córka
          trafiła na nauczycieli z powołania, dobrych pedagogów itd a pewności przecież
          nie mam stąd moje obawy, wzmocnione negatywnymi doświadczeniami własnymi...
        • mama_kasia Re: nie lubię szkoły 21.01.06, 10:19
          > mama kasia napisała:
          > >A w gruncie rzeczy lubię to jego rozrabianie wink No, może nie
          > >zawsze wink Ale wiem, że ta jego żywiołowość przekłada się też
          > >na chłonięcie wiedzy, na różnorodność zainteresowań
          > Rozumiem to i dobrze, że żywiołowość syna jest właśnie w ten spostrzegana przez
          >
          > mamęsmile Ale postarajcie się też drogie mamy zrozumieć taką nauczycielkę, która
          > takich żywczyków ma dziesięciu i w dodatku ma lekcję do przeprowadzenia - zanim
          >
          > zaczniecie krytykować ją za to, że narzeka na waszą pociechę chociaż wyobraźcie
          >
          > sobie siebie na jej miejscu...

          Ależ ja to doskonale rozumiem. I w zasadzie ma rację dając mu dobry, ale
          jeszcze raz powtarzam, czemu nie powiedziała mi, że są problemy. I to
          ponoć nie na lekcji, a na przerwie, co jest szczególnie niebezpieczne.
          • direta Re: nie lubię szkoły 21.01.06, 11:49
            mama_kasia napisała:

            >
            > Ależ ja to doskonale rozumiem. I w zasadzie ma rację dając mu dobry, ale
            > jeszcze raz powtarzam, czemu nie powiedziała mi, że są problemy. I to
            > ponoć nie na lekcji, a na przerwie, co jest szczególnie niebezpieczne.

            A pytałaś? Tak bardzo konkretnie o jego zachowanie? Bo postaw sie w sytuacji
            nauczyciela, który ma...policzmy niech bedzie skoromnie - 5 róznych klas i w
            kazdej po 30 uczniow (takie sa normy kuratorium) to daje 5x30=150 dzieciaków.
            Nawet jesli w kalasch bedzie mniej niz 30 to wiekszosc naczycieli ma wiecej niz
            5 klas wiec tak czy inaczej przeszło setka wychodzi. Wiec kogo sie zapamietuje
            po jednym semsetrze? Tych największych drani i łobuzów, ktorzy robia na
            przerwach rzeczywiscie niebezpieczne rzeczy, albo sprawiaja problemy na
            lekcjach i tych ponanprzeciętnych w druga stronę, z ocenami jak z obrazka
            wzorowego ucznia.
            A jesli syn ma zachowanie dobre to pewnie znaczy, ze byly jakies drobne
            problemy (np u nas za spóźnienia odejmuje się punkty, za uwagi na lekcji, za
            różne drobne wykroczenia i z tego moze wyjsc tyle punktow ujemnych, ze uczen
            sie "nie zalapie" na ocene wzorową bo zgodnie ze statutem na wzorową nie moze
            miec mniej niz bodajze 100 punktow, wiec jesli na rodbiazjach przetraci tych 51
            ze 150 jakie dostaje na poczatku kazdego semestru, to chocny na rzesach stawał -
            nie dostanie oceny wyzszej niz to wynika z punktacji a moze dostac nizsza
            jesli innu nauczyciele zglosza dodatkowe zastrzezenia (ale zawsze wychowawca
            moze z wlasnej puli przyznac dodatkowe punkty za szczegolnie wyrozniajaca sie
            (in plus) postawe jako ucznia lub jako kolegi.
            Nie wiem jak jest w tej szkole z punktacją, ale moim zdaniem rodizc na
            wywiadowce powinien drazyc i wypytywac, sprawdzac dziennik itp bo jesli uczen
            znaczaco sie nie wyroznia na plus lub minus, to nauczycel po prostu zapomni. Ty
            masz tylko swoje dzieci a nauczyciel ma takich dzieci setkę lub wiecej i zna
            ich czesto dopiero od kilku m-cy.
            • mama_kasia Re: nie lubię szkoły 21.01.06, 12:31
              Wiesz co, no nie pytałam... To jest jego wychowawczyni, czyli
              rozumiem, że szczególnie ona powinna zwracać uwagę na "swoje"
              dzieci. Wydawało mi się, że to jest jej specjalny obowiązek.
              Owszem, myślałam kategoriami klas I-III, gdzie nauczyciel uczy
              tylko jedną klasę. Nie pomyślałam o tym, o czym piszesz...
              Często z nią rozmawiałam. Wyjaśniałam różne sytuacje. Wydawało mi
              się, że trzymam kontakt z nauczycielem...
              Ale, rzeczywiście, wprost nie spytałam o zachowanie.

              > A jesli syn ma zachowanie dobre to pewnie znaczy, ze byly jakies drobne
              > problemy

              Czy dla nauczyciela to jest po prostu "dobra" ocena? Piszesz - drobne
              problemy, a ja myślę z perspektywy matki, i to wzorowej uczennicy
              zawsze wink)) - pewnie dlatego to wyolbrzymiam wink ...Choć nie
              chciałabym czegoś przegapić.

              Niemniej nadal uważam, że wychowca sam z siebie powinien mi powiedzieć
              o jednak "niedobrym" zachowaniu. Dla mnie ten dobry ciągle jest niedobry smile
              Będę wiec drążyć, dzięki za radę smile
              • samboraga Re: nie lubię szkoły 21.01.06, 21:35
                To ja napiszę z punktu widzenia mamay doświadczonej tylko w kontaktach z
                nauczycielkami przedszkolnymiwink
                Uderzyły mnie dwie sprawy. Z tego co piszesz ocena nauczyciela uraziła...Ciebie.
                Czy Twój syn też to tak przeżywa? Może on chce się zachowywać tak jak teraz,
                'normalnie' - a to jest oceniane na 'dobry'. Nawet u mojego 'malucha' czasami
                jest tak, że ja coś widzę inaczej niż on, a ocena dobra nie jest chyba czymś
                nagannym? (bo rozumiem interwencję rodzica przy zachowaniu nagannym czy przy
                nieuczeniu się dziecka) Czy Twój syn też jest zły na ocenę z zachowania? Bo
                brzmi to tak jakbyś Ty upominała się, jakby Tobie zależało, by mieć 'wzorowego
                ucznia'wink
                A druga rzecz jest taka - sprawy mojego syna zwykle załatwiam z nim, ale nie 'za
                niego'. To znaczy uważam, że to są 'jego' sprawy. Owszem, idę z nim, ale robimy
                tak, że to on rozmawia. Panie zresztą do tego dzieci namawiają. Moim zdaniem w
                tym konkretnym przypadku Twój syn powinien udac się do wychowawczyni zapytać co
                powinien poprawić w (w swoim przecieżwink zachowaniu (jeżeli mu na tym zależy).
                Interweniowałabym natomiast, gdyby pani go zbyła. Rozmawianie 'przez mamę'
                przypomina trochę zabawę w głuchy telefonwink

                Mamy teraz 'podobną' sprawę u nas. Dzieci za dobre zachowanie i postępy (poziom
                zerówki) zdobywają maskotkę dołączoną do podręczników, ludzika (to taki
                celującywink). Mój syn jeszcze nie dostał. A wiem, że raczej jest posłuszny,
                spokojny, lubi zajęcia i odrabia lekcje. Dlaczego nie dostał? Nie wiem. On
                przeżywa. I zaraz po feriach idziemy na rozmowę (bo on chciał, żebym to ja z
                panią porozmawiała), tzn. on idzie (a my do towarzystawa) aby zapytać panią co
                on powinien zmienić w zachowaniu czy w uczeniu.
                I na koniec - oczywiście rozmawiam czasami o zachowaniu czy problemach dziecka
                bez niego, gdy chcę zorientować się w całej sytuacji np. czy dziewczynka, która
                przeszkadza mu na zajęciach przeszkadza całej grupie czy tylko jemu. Ale już
                rozwiązanie problemu (chce się przesiąść na inne miejsce z powodu tej
                dziewczynki) - idę z nim i on prosi panią sam.

                Twój syn jest juz dużym i samodzielnym chłopakiemsmile
                • mama_kasia Re: nie lubię szkoły 21.01.06, 22:17
                  Tak, też nie załatwiam szkolnych spraw za syna. Chyba, że chce,
                  żeby mu pomóc. Namawiam go jednak zawsze do samodzielności.

                  Owszem był zaskoczony oceną z zachowania. Spodziewał się czegoś innego.
                  Powiedział, co mówiła pani przy tej okazji, ale chcę teraz usłyszeć
                  drugą stronę. Tak, to ja chcę usłyszeć. Nie on, a ja. To nie jest
                  załatwianie jego sprawy, a mojej jako matki, bo zależy mi na wychowaniu
                  syna.
                  Nie chodzi mi o zmianę oceny. Uważam, patrząc na syna, że
                  dobry może być dla niego odpowiedni. Chcę jednak wiedzieć, co dla pani
                  oznacza ten dobry (bo ciągle mi się wydaje, że oznacza to obniżenie
                  sprawowania - nie wiem...) i spytać się, dlaczego nie powiedziała,
                  że coś było nie tak. Wiesz, żadnych uwag do tej pory i raptem.

                  > Czy Twój syn też to tak przeżywa? Może on chce się zachowywać tak jak teraz,
                  > 'normalnie' - a to jest oceniane na 'dobry'.

                  Może chce się tak zachowywać, ale może to zachowanie nie jest w porządku.
                  Jeśli wiem, a wiem, że szaleje na przerwach, to nawet jakby nie wiadomo
                  jak tego chciał, nie powienien tego na zatłoczonych korytarzach robić.

                  Moim zdaniem w
                  > tym konkretnym przypadku Twój syn powinien udac się do wychowawczyni zapytać co
                  > powinien poprawić w (w swoim przecieżwink zachowaniu (jeżeli mu na tym zależy).

                  Samborago, a jak mu nie zależy? Rozumiem, że piszesz tu, myśląc że dobry
                  to jest po prostu dobry, a ja widzę drugie dno, bo wiem, kto jeszcze
                  dostał taką ocenę, bo znam swojej dziecko i wiem, jak potrafi się
                  zachować.

                  Bo
                  > brzmi to tak jakbyś Ty upominała się, jakby Tobie zależało, by mieć 'wzorowego
                  > ucznia'wink

                  A widzisz, o to to ja się upominam, ale nie od nauczycieli, a od syna.
                  No, może nie wzorowego, a bdb. I uważam, że nie jest to poprzeczka
                  zbyt wysoko postawiona. Nie chcę opisywać dokładnie problemów z jego
                  zachowaniem, ale są. Po prostu miałam nadzieję, że wyrósł i jest
                  lepiej (bo nie było żadnych sygnałów ze szkoły)... Dlatego tyle
                  emocji, ale już jest dobrze smile
                  • samboraga Re: nie lubię szkoły 21.01.06, 22:42
                    >a jak mu nie zależy? Rozumiem, że piszesz tu, myśląc że dobry
                    > to jest po prostu dobry,

                    tak myślę
                    wcześniej napisałam, że ja interweniowałabym (jeżeli by mu 'nie zależało') przy
                    złym zachowaniu (i złej ocenie, a oceny 'dobrej' za taką nie uważam)

                    > Owszem był zaskoczony oceną z zachowania. Spodziewał się czegoś innego.

                    może poprzeczka jest inna niż w nauczaniu początkowym, a syn jest przyzwyczajony
                    do tego, że był oceniany jako bardzo dobry czy celujący...
                    no, ale juz pewnie wszystko z panią wyjaśnionesmile

                    >ale już jest dobrze smile

                    cieszę się
                    najważniejsze to załatwić problemsmile)
    • svistak Re: nie lubię szkoły 22.01.06, 11:18
      hmmm... dla mnie wyjsciowa jest ocena poprawna. potem moze byc tylko na plus:
      dobry, bardzo dobry, wzorowy lub na minus: nieodpowiedni, naganny. widocznie
      twoj syn W TYM SEMESTRZE az tak sie nie wyroznial, nie angazowal w zycie klasy
      by ocenic go wyzej...
      szostki sa za wykraczanie poza program, szczegolne osiagniecia. ja nie szafuje
      szostkami, bo potem jest szok w gimnazjum: uczen/uczennica mieli szostki w
      szkole podstawowej a w gimnazjum ledwo czworki i to po sporej dawce
      korepetycji.
      dlaczego nie lubisz swiadectw z paskiem? to wyroznienie dla najlepszych, powod
      do dumy dla rodzicow. u nas po trzech latach otrzymywania takich swiadectw
      absolwent otrzymuje odznake srebrna a czasem zlota plus list plecajacy do
      dyrekcji gimnazjum, a rodzice dyplom z podziekowaniem od dyrektora naszej
      szkoly.

      s.
      • my-cha Re: nie lubię szkoły 25.01.06, 10:34
        Dokladnie tak!
        Tez pamietam bylam troche przerazona kiedy moje grzeczne dziecko przynioslo
        ocene poprawna z zachowania
        I wyjasnienie Pani - nie wyroznil sie na tyle pracami na rzecz klasy i szkoly
        zeby dostac cos wyzej!
        Sprawdzcie w waszej szkole system oceniania - tam bedzie co jest za co.
        I za co szostki tez bedzie choc to juz troche bardziej od nauczyciela zalezy.
        Ale ocena z zachowania jest bardzo rozbudowana, u nas byla lacznie z samoocena
        i opinia calej klasy.

        Podsumowujac - masz super dziecko, wyroznil sie na tyle, ze ma podwyzszona
        ocene z zachowania smile
        • mama_kasia Re: nie lubię szkoły 25.01.06, 11:26
          smile Jutro zebranie. Dam Wam znać, co i jak z tymi ocenami
          z zachowania wink
          Svistaku, wyróżnić to on się wyróżnił (brał udział w konkursi),
          ale na minus też, więc mu się zrównoważyło wink
          • verdana Re: nie lubię szkoły 25.01.06, 13:50
            Nienawidzę szkoły!!! Mamds fobię szkolną!!!
            Nienawidzę jej i jako były uczeń i jako rodzic, moze najmniej jako były
            nauczyciel.
            Nienawidzę szkoły, ponieważ nastawiona jest na złapanie ucznia na tym, czego
            nie umie, a przechodzeniu do porządku dziennego nad tym co umie (no, bo
            przecież ma umieć, więc o co chodzi?).
            Nienawidzę szkoły za to, że dzieci musza uczyć się oszustwa. Nikt nie jest w
            stanie odrobić w miarę przyzwoicie wszystkich lekcji, przynajmniej od poziomu
            gimnazjalnego.
            Nienawidzę szkoły, gdy na wywiadówkach dowiaduję się, ze 3/4 klasy ma 2 i 1 z
            jakiegoś przedmiotu, a nauczyciel gromi rodziców, że nie pilnują dzieci, nie
            czując sie w obowiazku przyznać, że tyle złych stopni świadczy przede wszystkim
            źle o tym, który uczy.
            Nienawidzę szkoły, bo w klasach najmłodszych wiekszość nauczycieli znacznie
            lepiej ocenia dzieci, z którymi (albo i za które)cały czas pracują w domu
            rodzice, a prace samodzielne (krzywe, czy z błędami) są oceniane źle - a wiec
            szkoła oducza dzieci samodzielności (tu skłaniam głowę przed nauczycielką mego
            najmłodszego - gdyby tak wszyscy..).
            Nienawidzę szkoły, bo na wywiadówkach mówią tylko o złych rzeczach, a o dobrych
            nie wspominają. To tego stopnia, że kiedy przyszedł do mnie raz ojciec marnego
            ucznia, ale rewelacyjnego z mojego przedmiotu i powiedziałam mu, ze jego syn
            jest świetny, to facet nie uwierzył i dwa razy przepytywał się, czy o jego syna
            chodzi. Oto jak wmówili ojcu, że ma syna idiotę...
            Nienawidzę szkoły, bo jest przeznaczona wyłącznie dla pilnych dziewczynek, a
            niedostosowana do cyklu rozwojowego i temperamentu chłopców.
            I z setek innych powodów.
            Mamo-Kasiu! Nie przejmuj się. "Dobry" to dla chłopców norma. Lepsze stopnie z
            zachowania stawia się głównie dziewczynkom - tak naprawdę jest. Zapomnij o tej
            czwórce- tak ma być. Moi synowie, chwaleni za kulturalne zachowanie nigdy wyżej
            czwórki nie podskoczyli. Bo chłopcy, o zgrozo! biegają, zapominają zeszytów,
            nie mają marginesów itd.
            • mama_kasia Re: nie lubię szkoły 25.01.06, 14:15
              Verdana, dzięki smile
              • alex05012000 Re: nie lubię szkoły 08.02.06, 11:56
                a propos, przypomniało mi się jak w podstawówce przyniosłam dzienniczek mamie z
                taką uwagą:
                "uczennica Marysia P. biega na przerwach" - a mama moja na to: a co ma na tych
                przerwach niby robić????
                • svistak Re: nie lubię szkoły 09.02.06, 15:23

                  ... w mojej szkole uczniowie moga na przerwach spa-ce-ro-wac!
                  biegaja na wf-ie i treningach (szkola sportowa)
                  S.
        • svistak Re: nie lubię szkoły 09.02.06, 15:28
          my-cha napisała:

          > Sprawdzcie w waszej szkole system oceniania - tam bedzie co jest za co.
          > I za co szostki tez bedzie choc to juz troche bardziej od nauczyciela zalezy.
          > Ale ocena z zachowania jest bardzo rozbudowana, u nas byla lacznie z
          samoocena > i opinia calej klasy.

          wlasnie.ssprawdz. aaaaa u nas jeszcze n-le powadzacy zajecia w tej klasie moga
          sie wypowiedziec w sprawie ocen z zachowania.

          ale to nieprawda ze chlopcy nie maja wyzszych stopni niz "dobry". osobiscie na
          koniec tego senestru postawilam kilka bardzo dobrych i wzorowych / nota bene
          wzor pod kazdym wzgledem, czyli wyyyysoka srednia plus aktywnosc, konkursy i
          rozne takie/. w drugim semestzre moze byc lepiej!
          s.
    • isma Re: nie lubię szkoły 08.02.06, 11:33
      Poniewaz mam dzisiaj chwile, to sobie powspominam... Moge?
      Otoz, w szkole podstawowej to mi szkola ani nie przeszkadzala, ani nie
      pomagala. I tak 75% czasu bylam chora wink)).

      Natomiast liceum uwielbialam, prawie bez zastrzezen. Ale to szczegolne liceum
      bylo. Przede wszystkim na wejsciusmy sie dowiadywali, ze mamy byc dobrzy w tym,
      co nas interesuje, a cala reszta jest malo istotna ;-O. Mielismy nauczycieli,
      ktorzy nie tylko, ze nie lubili odpytywania, albowiem byli zdania, ze uczymy
      sie dla siebie, to jeszcze mieli odwage to uzewnetrzniac. Napisze Wam troche o
      tym ocenianiu, bo, jak o tym mysle, to kazdy plus-minus "normalny" sposob
      oceniania wydaje mi sie hipersprawiedliwy wink)).

      Np. historyk (wykladal tez specyficznie - twierdzil, ze to, co jest w
      podreczniku, kazdy glupi sobie moze przeczytac, zatem one bedzie mowil
      wylacznie o zdarzeniach w tymze nieujetych) przeprowadzal dwa razy do roku tzw.
      egzekucje (poza tym w ogole nie pytal). Egzekucja polegala na tym, ze pierwsza
      dziesiatka z dziennka szla pod sciane, i pierwszy otrzymywal pytanie. Jesli nie
      odpowiedzial, dostawal bombe w dziennik (wpisywana olowkiem), a pytanie
      dziedziczyl nastepca. Jesli odpowiedzial, szedl pod przeciwlegla sciane.
      Wyczerpawszy skazancow pod pierwsza sciana, pan profesor zadawal pytanie
      skazancom zlokalizowanym pod sciana naprzeciwko. I tak do skutku, tj. do
      momentu, az sie panu profesorowi znudzilo. Pozostali przy zyciu otrzymywali
      dostateczne, albowiem pan profesor byl zdania, ze jest to ocena uczniowi
      wlasciwa (dobre i bardzo dobre zarezerwowane byly dla olimpijczykow oraz osob
      wyrozniajacych sie w inny sposob, o ktorym na razie zamilcze). Na nastepnej
      lekcji egzekucja byla powtarzana, jesli ktos znowu zasluzyl na bombe, to tym
      razem ta bomba pozostawiala w dziennku slad dlugopisu. I tak dwa razy do roku.
      Pod koniec roku mozna bylo aspirowac do poprawiania uzyskanych stopni, co
      udawalo sie niewielkiemu procentowi chetnych, i raczej w przedziale - bomba -
      dostateczny wink)). Aha, pytania byly nie tylko z historii, ale takze z szeroko
      rozumianego zycia spolecznego i kultury, np. slynna egzekucja polegajaca na
      wymienianiu romantykow ("z wylaczeniem Trzech Wieszczow"). Nadmieniam, ze w
      czterdziestoosobowej klasie pierwszej bylo blisko trzydziestu uczestnikow
      olimpiady polonistycznej. procent ten rozl, tak, aby w klasie maturalnej
      zblizyc sie do stu (w mojej klasie DWOJE absolwentow olimpiada ominela).

      Inny wariant niecheci do oceniania - pani profesor od biologii (humanistom
      raczej malo przydatnej). Klasowka raz w semestrze, za to na zasadach absolutnej
      uczciwosci: sciagajacy zagrozony byl bomba bez prawa apelacji. Po wpisaniu ocen
      z tejze klasowki, pozostale oceny w dzienniku pani profesor hmmmmmmmmm.... no,
      ogolnie, byly one plus-minus adekwatne do tej z klasowki wink)). Fizyka: patrz
      wyzej, z tym, ze klasowki (zadania tylko omawiane na lekcjach) byly bodaj
      cztery, wiec juz nie bylo potrzeby hmmmmmm...

      Jezyk polski: zero wykladu, lekcje w formie dyskusji. Za kazda (kazda!)
      wypowiedz plusik (lub minusik) do specjalnego zeszyciku. Dwadziescia bodaj
      plusikow - piatka w dziennik (jesli byly minusiki - odpowiednio nizsza ocena).
      Odpytywanie - po zakonczeniu omawiania kazdego okresu literackiego egzekucja w
      formie opisanej wyzej, tylko, zdaje sie, oceny byly nieco bardziej
      zroznicowane. Za kazda opuszczona (niezaleznie od powodu i usaprawiedliwienia)
      lekcje - obowiazkowe wypracowanie na temat tej lekcji. Brak wypracowania -
      bomba. Pozostale wypracowania - dwa rocznie, w postaci prac przygotowawczych na
      olimpiade... Klasowki, owszem, ale nie poprawiala ich pani profesor, tylko...
      koledzy z innych klas (to sie nazywalo: "adiustacja"). Poprawianie cudzych
      klasowek...

      Aha - generalnie dosc powszechana byla praktyka, ze uczestnictwo w lekcjach nie
      jest konieczne, o ile na koniec semestru zaliczy sie material...

      Jak po takim okresie zlotej wolnosci wyladowalam na studiach, i po raz pierwszy
      zazadano ode mnie zwolnien lekarskich za opuszczone godziny lektoratu z
      rosyjskiego (nadmieniam, ze kolokwium zdalam jako jedyna osoba na roku, na
      piatke), autentycznie nie wiedzialam, czy ktos sobie ze mnie zartuje, czy tez
      cofnieto mnie do szkoly podstawowej wink)).
      • marzek2 Re: nie lubię szkoły 08.02.06, 12:37
        Zaświadczam, że opisane przez Ismę sytuacje są jak najbardziej prawdziwe -
        chodziłam do tego samego liceum, tyle, że o klasę niżej smile
        Ech, te "nieszpory sycylijskie" (egzekucja historyka), te "rzezi niewiniątek"
        (matematyk). I przyznam się, że reczoną polonistkę to moja klasa z liceum
        wysiudała, tacy odważniśmy byli. Ale wpadliśmy z deszczu pod rynnę, ta nowa była
        dużo gorszasmile
        • isma Re: nie lubię szkoły 08.02.06, 12:50
          A, nie, u nas z matematyka bylo jeszcze inaczej. Pierwsze dwie klasy - w miare
          normalnie, w trzeciej przydzielono nam p. prof. M., po dwoch bodaj zawalach
          (pomysl, azeby ktos taki nauczal w klasie humanistycznej, byl, delikatnie
          mowiac, chybiony). Poczatki byly trudne - pan profesor wykrzykiwal "humanisci-
          tumanisci" wink)), a na zwrocona delikatnie uwage, ze pomylil sie w sumowaniu
          punktow skladajacych sie na ocene z klasowki, wygladal na bliskiego apopleksji.
          Ale w czwartej klasie doszlismy do porozumienia: zamiast zglebiac trygonometrie
          (a nawet proste dodawanie, owych punktow oczywiscie), zajelismy sie wielce
          pouczajacym referowaniem sobie wzajem zyciorysow slawnych matematykow. Dzieki
          czemu wiem, ze Karol Galois zginal w pojedynku, a d'Alemberta znaleziono
          niemowleciem na schodach kosciola, jako podrzutka wink)). Sinusa od cosinusa
          natomiast, ku bezbrzeznemu zgorszeniu mojego ojca, nie odrozniam wink))
          • marzek2 Re: nie lubię szkoły 08.02.06, 13:05
            Ale Isma, wydaje mi się, że "rzeź niewiniątek" pochodzi właśnie od pana M. smile))
            To chyba miało określać klasówkę smile)
            Pamiętam, że w czwartej klasie, gdy mi już bardziej zależało na średniej z
            matmy, wyuczyłam się czegoś tam na pamięć, udowadniania czegoś itp no i stałam
            sobie grzecznie przy tablicy, pisałam itp. M - nie był przekonany, wychodziła mi
            trója jak nic... no i w końcu ktoś z klasy powiedział "panie profesorze, niech
            pan jej da tą czwórkę, ona dziś tak ładnie wygląda". I dostałam tą czwórkę smile)

            O moich umiejętnościach matematycznych to ja nic nie napiszę, bo jeszcze Ciumak
            przeczyta i mi mąż na zawał zejdzie w młodym wieku. Zamierzam się podciągnąć,
            jak Zuzia pójdzie do szkoły. Tata będzie uczył i córkę i żonę. Tylko czy nasze
            małżeństwo to przetrwa ? smile)))
          • katriel Re: nie lubię szkoły 08.02.06, 13:09
            isma napisała:
            > Karol Galois zginal w pojedynku
            Ewaryst, nie Karol.
            • isma Re: nie lubię szkoły 08.02.06, 13:23
              A, przepraszam, z Gaussem mi sie pomylilo (tez na G. wink)). Ale pojedynek sie,
              mam nadzieje, zgadza?
      • pawlinka Re: nie lubię szkoły 09.02.06, 10:37
        no i lubiłyście czy nie Waszą szkołę?smile tak z ciekawości pytamsmile
        • samboraga Re: nie lubię szkoły 09.02.06, 12:13
          nie lubiłam
          ale to też były czasy, gdy wzorowym uczniem zostawał kolega, który miał mamę w
          mięsnym...wink)
        • isma Re: nie lubię szkoły 09.02.06, 12:31
          To by byla dluga odpowiedz. W skrocie: dla mnie byla to szkola idealna. Ale
          d_l_a m_n_i_e. Ja mialam w miare sprecyzowane zainteresowania idac do tej
          szkoly, w drugiej klasie wygralam stosowna olimpiade, i w zasadzie od tego
          momentu szkola stala sie dla mnie glownie miejscem spotykania inspirujacych
          ludzi - a byli naprawde fantastyczni, nie tylko w sensie czysto towarzyskim,
          ale tez w sensie wplywu na horyzonty intelektualne. W tej szkole sie nauczylam -
          od kolegow - madrze sluchac muzyki klasycznej, interesowac sie polityka (ach,
          ten zeglarski worek z samizdatami kolegi Artura W.), fascynowac sie swoim
          miastem (wagary z niemieckiego - w muzeum albo w Jamie Michalika, z jajkiem po
          wiedensku na sniadanie), dowiedzialam sie tez, ze wiedziec, to nie znaczy miec
          w pamieci, ale raczej wiedziec, gdzie szukac - dzieki czemu zaliczylam
          olimpiady z przedmiotow przecietnie mnie (na poczatku wink)) interesujacych, a
          dalej np. bedac teatrologiem z wyksztalcenia spokojnie sobie uprawialam
          dziennikarstwo lokalne, a potem niwe samorzadowa wink)).

          Ale jak bym miala tam poslac wlasne dziecko, to bym sie solidnie zastanowila ;-
          ))).

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka