korniz 18.10.06, 11:39 z wyboru .I co na to ksiądz-robi wam kazania,przekonuje was że macie mieć więcej dzieci? Odpowiedz Link Obserwuj wątek Podgląd Opublikuj
alex05012000 Re: a ma ktoś z was jedynaka(czkę) i co na to ksi 18.10.06, 12:24 uśmiałam się... mam jedynaczkę ale nigdy z żadnym księdzem nie rozmawiałam na temat liczby dzieci! to moja prywatna, osobista i intymna sprawa... poza tym kiedy i gdzie ten ksiądz miałaby mi kazania prawić na temat liczby potomstwa? był 2 czy 3 razy "po kolędzie" (u nas co dwa lata chodzi) ale nic na temat ten nie mówił, a innych "okazji" nie widzę... uważam, że to bardzo osobisty temat i absolutnie nie do rozmowy z obcymi osobami, nie wyobrażam sobie pytania: a dlaczego państwo mają tylko jedno dziecko?, bardzo nietaktowne i niedelikatne... Odpowiedz Link
mamaki Re: a ma ktoś z was jedynaka(czkę) i co na to ksi 18.10.06, 12:37 Alex, podpisuję się obiema rękami pod tym co napisałaś! Również mam jedno dziecko i nie wyobrażam sobie, że miałabym komukolwiek odpowiadać na pytanie: dlaczego? Tak jak napisałaś, to bardzo osobista sprawa a zadawanie takich pytań jest dla mnie po prostu nietaktem. P.S. Już dawno chciałam to napisać, bardzo lubię czytać Twoje posty, jesteś bardzo mądrą kobietą! Odpowiedz Link
pysio8 Re: a ma ktoś z was jedynaka(czkę) i co na to ksi 18.10.06, 13:06 "Po kolędzie" rzeczywiście nie musi być miejsce na tego typu rozmowy. Mnie nie pytał, bo dość długo nie przyjmowałam księdza w domu, czyli tzw. kolędy. W konfesjonale jednak wszystko zdarzyć się może, rozmowa może tak się potoczyć, że zahaczycie o ten temat. Zależy Kto/ kto pyta - wścibski ksiądz, czy też sam Pan chce o tym z tobą porozmawiać np. podczas spowiedzi. A wypowiedziałam się, bo długo byłam mamą jedynaka. Odpowiedz Link
direta Re: a ma ktoś z was jedynaka(czkę) i co na to ksi 18.10.06, 13:36 Dziwne pytanie. Mamy jedynaka i NIGDY żaden ksiądz, nawet podczas spowiedzi, nie pytał mnie dlaczego tylko jedno. To jakiś mit, że księża wścibiają się w intymne sprawy. Ja nigdy nie miałam takiego wrażenia. Poza tym KK nigdy nie narzucał nikomu ILE ma mieć dzieci. Owszem zachęca do wielodzietności, ale też do używania rozumu. Czym innym jest sprzeciw wobec antykoncepcji a czym innym nakazywanie posiadania konkretnej ilości dzieci. Ze strony księzy nigdy się z czymś takim nie spotkałam. Znam wprawdzie pewną osobę, która niedwuznacznie daje każdemu, kto opowiada o swoim dziecku do zrozumienia, ze nie ma czym się chwalić, bo cóż to jest pierwsze, drugie, trzecie czy n-te dziecko, ale to indywidualny przypadek tej osoby, a nie Kościoła jako takiego. Czy komuś ksiądz wścibiał się w sprawy, w które zaglądać nie powinien? Napiszcie. Ania Odpowiedz Link
samboraga Re: a ma ktoś z was jedynaka(czkę) i co na to ksi 18.10.06, 14:35 > To jakiś mit, że księża wścibiają się w intymne sprawy. niestety, nie masz racji, bywają i tacy księża mnie odpytał, włąsnie na spowiedzi, jak moje dziecko miało dwa czy trzy lata - dlaczego nie mamy kolejnego i kiedy planujemy, dość natarczywie się dopytywał(( i nie dało się wytłumaczyć, że względy zdrowotne nie pozwalają... Odpowiedz Link
dominikjandomin Re: a ma ktoś z was jedynaka(czkę) i co na to ksi 16.11.07, 13:58 samboraga napisała: > > To jakiś mit, że księża wścibiają się w intymne sprawy. > > niestety, nie masz racji, bywają i tacy księża > mnie odpytał, włąsnie na spowiedzi, jak moje dziecko miało dwa czy trzy lata - > dlaczego nie mamy kolejnego i kiedy planujemy, dość natarczywie się > dopytywał(( Odpowiedz: Czy to jest grzech mieć tylko jedno dziecko? Czy jest grzechem mieć przerwę większa niż 2 lata pomiędzy potomkami? Jak jesteśmy przy spowiedzi, to kierujmy sprawy na grzech, a nie na widzimisię księdza. Odpowiedz Link
maadzik3 Re: a ma ktoś z was jedynaka(czkę) i co na to ksi 19.10.06, 23:03 Ja. Ale pastor nie uwaza zeby to byl jego problem)) Odpowiedz Link
mader1 Re: a ma ktoś z was jedynaka(czkę) i co na to ksi 20.10.06, 08:14 Dosyć długo Najstarsza była jedna. Nigdy żaden ksiądz czy siostra zakonna nie pytali mnie o więcej )) Natomiast sąsiadki i " dobrzy ludzie" i owszem. Trzeba dodać, że wydawało się, że ze względów medycznych nie będę miała więcej dzieci, więc było to dla mnie przykre. Zwłaszcza, że wyglądało to mniej więcej tak : " A nie chciałabyś siostrzyczki albo braciszka ?" ( chciała), " To namów rodziców, niech ci kupią ! " I już miałam robotę - tłumaczenie, dlaczego nie mogę kupić, dlaczego się nie kupuje i tym podobne rzeczy. Potem się przyzwyczaiłam. Z czasem urodziłam drugie i trzecie dziecko. I tu - ksiądz się wyraźnie uśmiecha " Jaka piękna i duża rodzina..." a sąsiadki były zdziwione ))) i sugerowały, że to jakaś wpadka kiwając współczujaco głowami. Ewentualnie, że mąż MUSIAŁ mieć syna, więc mnie do tego celu wykorzystał ))) Odpowiedz Link
mama_kasia Re: a ma ktoś z was jedynaka(czkę) i co na to ksi 20.10.06, 08:58 Jak widać, "życzliwi" zawsze będą niezadowoleni )) Odpowiedz Link
dominikjandomin Re: a ma ktoś z was jedynaka(czkę) i co na to ksi 16.11.07, 14:01 mader1 napisała: > tak : " A nie chciałabyś siostrzyczki albo braciszka ?" ( chciała), " To namów > rodziców, niech ci kupią ! " Wybacz, ale mi się tylko cisną same *^%$&() i $^&$$ na usta! Czy nie można zapytać sąsiadki, czy ona swe dzieci kupiła na rynku, skoro takie bzdury opowiada Twojemu dziecku? Odpowiedz Link
kulinka3 Re: a ma ktoś z was jedynaka(czkę) i co na to ksi 20.10.06, 09:23 Decyzja małżonków o przekazywaniu życia jest decyzją moralną, osobistą i wspólną.Nikt w tej dziedzinie nie może nic nakazywać ani zabraniać. Wyobrażam sobie jednak,że ów "delikatny temat" może w subtelny(!) sposób stać się przedmiotem rozmowy podczas spowiedzi lub kierownictwa duchowego. Nie żeby zaspakajać ciekawość kapłańską, ani po to by stać się przedmiotem nacisków, ale po to by rozeznawać wolę Bożą. Odpowiedz Link
alex05012000 Re: a ma ktoś z was jedynaka(czkę) i co na to ksi 20.10.06, 09:30 kulinka napisała: Wyobrażam sobie jednak,że ów "delikatny temat" może w subtelny(!) sposób stać się przedmiotem rozmowy podczas spowiedzi lub kierownictwa duchowego. Nie żeby zaspakajać ciekawość kapłańską, ani po to by stać się przedmiotem nacisków, ale po to by rozeznawać wolę Bożą. intrygujące, a w jaki sposób ksiądz w rozmowie o posiadaniu dzieci może rozeznać wolę Bożą??? ... Odpowiedz Link
kulinka3 Re: a ma ktoś z was jedynaka(czkę) i co na to ksi 20.10.06, 11:04 intrygujące, a w jaki sposób ksiądz w rozmowie o posiadaniu dzieci może > rozeznać wolę Bożą??? ... Źle to wyraziłam, to penitent ma rozeznawać wolę Bożą, a nie ksiądz. Odpowiedz Link
addria Re: a ma ktoś z was jedynaka(czkę) i co na to ksi 20.10.06, 11:48 W świetle tego, o czym chyba wszyscy wiemy - KK stoi na niezmiennym stanowisku, że małżeństwo katolickie powinno być stale "otwarte na nowe życie", a więc nawet NPR stosować powinno tylko po to, by ewentualnie jedynie odłożyć w czasie posiadanie kolejnych dzieci (a jest to sprzeczne z postanowieniem posiadania "jednego dziecka z wyboru"), to takie pytania od księży mnie osobiście nie dziwią, absolutnie. Odpowiedz Link
andaba Re: a ma ktoś z was jedynaka(czkę) i co na to ksi 20.10.06, 13:33 Ja nie mam jedynaka, za to mam wścibskiego proboszcza. Zawsze pyta ile mam dzieci. Na szczęście ze względu na ich ilość nie muszę się bać spowiedzi u niego - niewielu młodych się odważa i ja się nie dziwię. Odpowiedz Link
zuzanna56 Re: a ma ktoś z was jedynaka(czkę) i co na to ksi 20.10.06, 13:56 Mam co prawda dwoje dzieci ale z żadnym księdzem nigdy nie rozmawiałam na ten temat. Odpowiedz Link
direta Re: a ma ktoś z was jedynaka(czkę) i co na to ksi 20.10.06, 15:01 addria napisała: > W świetle tego, o czym chyba wszyscy wiemy - KK stoi na niezmiennym stanowisku, > > że małżeństwo katolickie powinno być stale "otwarte na nowe życie", a więc > nawet NPR stosować powinno tylko po to, by ewentualnie jedynie odłożyć w czasie > > posiadanie kolejnych dzieci (a jest to sprzeczne z postanowieniem > posiadania "jednego dziecka z wyboru"), to takie pytania od księży mnie > osobiście nie dziwią, absolutnie. Sprostowanie. Otwarcie na życie - jak najbardziej, ale Humanae vitae wyraźnie mówi, że rozeznanie małżonków może zdarzyć się i takie, że owo odłożenie może być "na zawsze". I nie stoi to w sprzeczności z otwarciem na życie. Wola Boża różnie się wyraża w różnych rodzinach i rozeznanie też. Powtorze raz jeszcze: KK nigdy nie wypowiadał się co do liczby dzieci jakie powinno posiadać małżeństwo katolickie czy chrześcijanskie. Są małżeństwa, które na dialogu co miesiąc rozeznają jak powinno tym razem wyglądać (w praktyce) ich otwarcie na życie. I albo odkładają poczęcie w danym cyklu, albo nie, co nie znaczy, ze akurat w tym konkretnym cyklu poczecie nastąpi Zresztą pisała o tym kulinka wyżej, więc nie będę się powtarzac. Odpowiedz Link
addria Re: a ma ktoś z was jedynaka(czkę) i co na to ksi 20.10.06, 16:33 No to problem z głowy. Jeśli ksiądz natarczywie pyta, należy mu encyklike zacytować Odpowiedz Link
direta Re: a ma ktoś z was jedynaka(czkę) i co na to ksi 20.10.06, 17:16 W rzeczy samej. Ale jak już pisałam - nas nigdy żaden ksiądz nie pytał, a rzeczoną encyklikę cytowalismy z mężem kilkakrotnie ale raczej w dyskusjach z osobami spoza KK Może księża się nas boją? Odpowiedz Link
samboraga Re: a ma ktoś z was jedynaka(czkę) i co na to ksi 20.10.06, 17:59 > Sprostowanie. Otwarcie na życie - jak najbardziej, ale Humanae vitae wyraźnie > mówi, że rozeznanie małżonków może zdarzyć się i takie, że owo odłożenie może > być "na zawsze". > I nie stoi to w sprzeczności z otwarciem na życie. > Wola Boża różnie się wyraża w różnych rodzinach i rozeznanie też. > Powtorze raz jeszcze: KK nigdy nie wypowiadał się co do liczby dzieci jakie > powinno posiadać małżeństwo katolickie czy chrześcijanskie. jak być powinno to wiadomo i wszyscy się (przynajmniej tu na forum) z tym zgadzają ale piszemy jak jest/bywa i tego okrągłe zdania nie zmienią co więcej, w pewnych środowiskach kościelnych, np. neokatechumenalnych, nie wypada pozostać nie tylko przy jedynaku, ale nawet przy dwójce i to się daje odczuć w kontaktach (przyznam, że sporadycznych i powierzchownych, ale jednak z rodzinami będącymi na tej drodze, zaryzykowałabym nawet słowo 'wyścig'... Odpowiedz Link
direta Re: a ma ktoś z was jedynaka(czkę) i co na to ksi 21.10.06, 11:15 Owszem, zgadzam się (co do "wyścigu" w niektórych, podkreslam _niektórych_ grupach neo) Ale nie wolno mieszać nauki Kościoa z jej interpretacją przez pojedyncze osoby. I tu będę protestować zawsze. Po drugie ta sama nauka moze byc róznie odczytywana przez pojedyncze osoby, bo każdego Bog powołuje do czegoś innego. Na ten sam szczyt prowadzi wiele dróg. Nauka KK mówi tylko, ze szczyt należy zdobyć. Ale inną drogę wybierze taternik, inną piechur, inną człowiek o kulach albo na wózku, inną zawałowiec a jeszcze inną kobieta w ciaży. Kazdy tez bęedzie dochodzić w swoim czasie. I idiotą jest zarówno taternik ciągnący na ścianę kobietę w zaawansowanej ciazy jak i człowiek idący utartym szlakiem i pouczający taternika, że idzie niewłasciwą drogą i grzeszy. Odpowiedz Link
minerwamcg Re: a ma ktoś z was jedynaka(czkę) i co na to ksi 20.10.07, 02:43 Mity, mity, mity... Zaraz będziemy musiały tłumaczyć, że Kościół Katolicki nie nakazuje współżycia wyłącznie w celu spłodzenia potomka, że orgazm według KK nie jest grzechem i że ksiądz Rydzyk nie jest papieżem. Pamiętam z katechezy przedmałżeńskiej, że małżonkowie mają prawo w pewnym momencie poczuć się spełnieni jako rodzice i więcej dzieci nie mieć. Moment "poczucia się spełnionymi" jest sprawą ich sumienia. Odpowiedz Link
isma Re: a ma ktoś z was jedynaka(czkę) i co na to ksi 19.10.07, 09:18 A co ksiadz na to, to mnie malo obchodzi, bo to moje i slubnego dziecko, a nie ksiedza (no, z pewna korekta - ostatnio nasze dziecie sie z lekka zapedzilo na religii w przedszkolu, i odpytywane przez siostre z zadania domowego pt. zapytaj tatusia i mamusie, czy spotykali sie z umilowanym Ojcem Swietym - wrrrrr! - zaczelo swoja obfita wypowiedz od frazy "no wiec tatus, jak jeszcze byl ksiedzem..." Na szczescie udalo mi sie dosc latwo siostrze katechetce nieporozumienie - a wlasciwie dwa - wyjasnic )) Powaznie zas: w takich, nierzadkich niestety sytuacjach, uprzejmie ze slubnym zapytywamy interlokutora, na jakichze to dokumentach Kosciola opiera swe przeswiadczenie o tym, iz wielodzietnosc jest do zbawienia koniecznie potrzebna. Zazwyczaj nie ma potrzeby dalszej dyskusji )). Odpowiedz Link
katriel Re: a ma ktoś z was jedynaka(czkę) i co na to ksi 19.10.07, 19:49 Ja nie mam nawet jedynaka (to znaczy mam, ale nie żyje - jestem po poronieniu). Jeśli ktoś mnie pyta o dzieci, mówię albo po prostu, że nie mam, albo że chciałabym, ale nie mogę (zależy w jakim kontekście pada pytanie, na ile osobista jest rozmowa itp.). Taka wymiana zdań zdarzyła mi się już dobre parędziesiąt razy; z tego pięciokrotnie usłyszałam zaraz potem mniej lub bardziej wprost postawione pytanie-pretensję "dlaczego nie adoptujecie, powinniście adoptować". W każdym z tych pięciu przypadków pytającym była osoba duchowna: ksiądz lub zakonnica. Raz zdarzyło mi się to na spowiedzi - i tam potraktowałam to jako może niezbyt przyjemne, ale jak najbardziej na miejscu: faktycznie, trzeba nam było wtedy akurat stanąć wobec takiej ewentualności i rozeznać. Ale pozostałe cztery razy odczułam jako niczym nie uzasadnione wścibstwo. Jak gdyby rozmówcy przez myśl nie przeszło, że może to nasza rzecz i nasza decyzja; że może dotyka w ten sposób drażliwego tematu; że może nie mamy ochoty wysłuchiwać pouczeń co do tego, jak mamy kształtować swoją rodzinę, z ust osoby trzeciej i to w dodatku celibatariusza... Znakomita większość ludzi, z którymi rozmawiałam o swojej niepłodności - a są wśród nich zarówno duchowni, jak i świeccy - odnosi się do tej sprawy z taktem i delikatnością. Ale wśród tej mniejszości, która tego nie potrafi, duchowni stanowią 100%. Odpowiedz Link
zuzanka79 Re: a ma ktoś z was jedynaka(czkę) i co na to ksi 19.10.07, 23:10 Ja mam jedynaka z wyboru ( póki co, bo nie chcę, by moje dziecko nie miało rodzeństwa). Ale nie zdarzyło się, by ksiądz parafialny podczas kolędy, zakonnice z przedszkola syna, znajomi franciszkanie z Duszpasterstwa czy ktokolwiek pytał mnie o to, dlaczego moje dziecko nie ma brata, ani siostry. I prawdę powiedziawszy osobiście nie chciałabym być na miejscu tej osoby w tym momencie. Aczkolwiek miałam w czasie wakacji taką sympatyczną rozmowę z dawno niewidzianym kolegą ( dodam, że w międzyczasie został wyświęcony). Filipka widział, jeszcze jako kleryk, gdy mały był po roczku. Więc widząc okazałego kawalera pyta się Filipa.: - Filip co takiego fajnego masz w domu? - Zabawki ( tu wymiana najróżniejszych), - A lubisz się nimi bawić - Tak - A z kim się bawisz? - Sam (???!!!!???) - A nie chciałbyś mieć takiego fajnego brata, albo siostrzyczki do zabawy? - Nie ja chcę mieszkać z mamą, tatusiem i ze mną. Na to ten kolega do mnie. - Aga nie myślicie o drugim dziecku. A ja na to: Kacper jesteś taki durzy i nie wiesz, że dzieci nie biorą się od myślenia. Odpowiedz Link
alinaw1 Re: a ma ktoś z was jedynaka(czkę) i co na to ksi 15.11.07, 15:57 A dlaczegóż większośc z was jest tak oburzona i twierdzi, że to bardzo osobisty/intymny/delikatny temat i broń Panie Boże go ruszać bo Ziemia się rozstąpi? Kiedy mój Staś był jedynakiem kilka razy zostałam zagadnięta o tę sprawę (np. w konfesjonale), nie dziwiłam się, nie oburzałamn. Wręcz przeciwnie- był to zaczątek mądrej rozmowy, dużo dawało mi to do myślenia. Przecież to nie jest kwestia zakazu księdza (raczej powiedziałabym namawiania przez kosciół), czy rachunkowości. To włściwie wszystko mogłoby podchodzić pod urazę. Mam w rodzinie bezdzietne małżeństwo. I kobieta jest strasznie sfrustrowana z tego powodu. Kiedyś pożaliła mi się, że ksiądz podczas kolędy spytał dlaczego są 7 lat po ślubie i nie mają dzieci. Była oburzona i niemal wyrzuciła gościa (który powinien pewnie tylko odmówić modlitwę i kurtuazyjnie spytać o samopoczucie- absolutnie nie o zdrowie- bo też kogoś mogłoby urazić). Wówczas powiedziałam jej, żeby nie kryła swego bólu, żeby podzieliła się nim- może właśnie z owym księdzem. Może dla niego też to będzie ważna rozmowa, też nauczy go czegoś. Przecież nie wszyscy, którzy dzieci nie mają albo mają jedynaka- nie chcą powiększenia rodziny. Z drugiej strony może właśnie ci, którzy zamykają się na życie np. dlatego by nie psuć sobie stopni awansu w pracy- po takim pytaniu i po takiej rozmowie zmienią perspektywę myślenia? Ja nie boję się żadnych rozmów- nawet trudnych, zachęcam do tego innych. Nie musicie się tak oburzać! Odpowiedz Link
alex05012000 Re: a ma ktoś z was jedynaka(czkę) i co na to ksi 16.11.07, 09:43 witam, Alino, to jest temat bardzo osobisty, bardzo delikatny i bardzo intymny i poruszać/zaczynać go powinni tylko i wyłącznie sami zainteresowani, ja doskonale rozumiem twoją bezpłodną kuzynkę!!! i też byłabym wściekła na owego księdza... bo temat znam, najpierw bezdzietności a potem jedynactwa... uwierz mi, rozmowy na ten temat są jak dżuma, ucieka sie od nich z rekordem na 100m... a ból, żal, wściekłość towarzysząca kobiecie, która chciałaby a nie może mieć dzieci są naprawdę ogromne, dalej piszesz ...kiedy mój syn był jedynakiem... ale domyślam sie, że był on "na razie" jedynakiem, to wtedy temat jak każdy inny, ale w przypadku problemów z poczęciem potomstawa naprawdę pytania na ten temat czy rozmowy są często nie do zniesienia, temat wraca jak rozdrapywana rana, czy mam opowiadać całemu światu, że z przyczyn a i b nie możemy mieć dzieci, albo jedno mamy a nastepnych i tak mieć nie bedziemy... trzeba nie mieć za grosz delikatności by takie pytania zadawać! i śmiem twierdzić, ze osoby, które tego problemu nie miały nigdy nie zrozumieją drugiej strony..., owa kuzynka mogłaby i być może powinna podzielić się swoim bólem, ale tylko z jej inicjatywy, ona powinna zacząć rozmową, wtedy kiedy czuje że tak chce, zresztą rozmowy w takich przypadkach nieiwele dają, pamiętam siebie, nie chciałam rozmawiać, chciałam zajść w ciążę! jak te tysiace kobiet obok mnie, i miałam ocean żalu, do świata, do Boga... ja też sie nie boję trudnych rozmów, ale nie o to chodzi akurat w tej kwestii... czasami lepiej rozmowy nie inicjować... i doskonale rozumiem "święte" oburzenie... Odpowiedz Link
imbirka Re: a ma ktoś z was jedynaka(czkę) i co na to ksi 16.11.07, 10:36 >A dlaczegóż większośc z was jest tak oburzona i twierdzi, że to > bardzo osobisty/intymny/delikatny temat i broń Panie Boże go ruszać > bo Ziemia się rozstąpi? A dlatego, że jest to temat bardzo osobisty/intymny/delikatny, i nie chodzi o to, że sie Ziemia rozstąpi, jak ktoś go poruszy, tylko o to, że to JA decyduję z kim i w jakich okolicznościach o tego typu sprawach chcę rozmawiać. Dlaczego ta kobieta ma nie kryć swojego bólu? A wiesz, jaki to ciężar, nosić w sobie taki ból non stop i być narażonym na mało eleganckie nagabywania? Dlaczego przed osobą, która najczęściej w mało delikatny, a czasem wręcz chamski sposób narusza moją prywatność, mam się odsłaniać ? 20 % par w Polsce nie może mieć dzieci, więc prawdopodobieństwo, że zagadując kogoś na ten temat trafię jak kulą w płot, i zranię, jest bardzo wysokie. Dla mnie to wystarczający powód, aby po prostu uznać, że jest to temat do poruszania tylko i wyłącznie między osobami o bardzo bliskich relacjach. Wtedy zazwyczaj sama osoba borykająca się z niepłodnością ma potrzebę podzielenia się tym, i inicjuje taką rozmowę. Piszę to wszystko, bo sama mam takie doświadczenia, że z przykrością myślę o spotkaniach rodzinnych, weselach i tego typu historiach, bo wybierając się na nie wiem, że muszę się przygotować na cios, że prawie obca osoba mnie zapyta "to kiedy wreszcie u Was będą chrzciny?" A ksiądz na kolędzie jest w przeważającej większości przypadków obcą osobą, która jest gościem w moim domu, i to nie uprawnia do włażenia z buciorami w prywatne sprawy małżonków. Odpowiedz Link
ruda110 Re: a ma ktoś z was jedynaka(czkę) i co na to ksi 16.11.07, 08:48 Ja bardzo cierpię z tego powodu, że moja córeczka znowu jest jedynaczką. Moja młodsza Dziewczynka odeszła gdy miałą roczek (w grudniu 2006) z powodu śmiertelnej choroby genetycznej. Niestety ryzyko, że kolejne Maleństwo urodzi się z tą chorobą wynosi 25%. Nie potrafię tak ryzykować, zawierzyć tej sprawy Panu Bogu...Oczywiście wiele osób ocenia moją postawę negatywnie. Niektórzy mówią wszystko w rękach Boga, ale to ja widziałam ogromne cierpienie Mojej Córci, czułam bezradność i nie potrafię zgodzić się świadomie na ewentualną powtórkę. Księża bardzo różnie podchodzą do tematu. Jedni zabraniają antykoncepcji (mam na myśli prezerwatywy), inni twierdzą, że w tym przypadku jest ona usprawiedliwiona. A ja? Jestem rozdarta i liczę tylko, że Bóg rozumie moje rozterki i mój lęk i może przyjdzie czas, gdy go przemieni. Pozdrawiam Odpowiedz Link
alinaw1 Re: a ma ktoś z was jedynaka(czkę) i co na to ksi 16.11.07, 11:18 Uderza mnie to, że z góry jest nastwienie na niegrzeczne, ba! chamskie (cytat) zachowanie kogoś bliskiego albo nawet księdza. Dlaczego z góry zakładacie, że np. duchowny ma złe intencje pytając o tak delikatne/intymne sprawy? Wrócę do kuzynki. Ona ciągle święcie się oburzała na pytania księdza/znajomych/rodziny itd. Zaproponowałam jej żeby po prostu skróciła te dociekaania stwierdzeniem: Niestety, nie możemy mieć dzieci. Koniec. Kropka. No i była impreza u mnie- kinder party. Zjawiły sie mamy z potomkami. I ona. Bez potomka. Któraś z moich koleżanek zagadnęła: A ty masz dziecko? Czy to straszne pytanie? Czy owa koleżanka powinna mieć poczucie winy, ze wdepnęła na ów czuły/delikatny grunt? Spojrzałam na moją kuzynkę, ona na mnie i; "Nie mamy dzieci, nie możemy", a wtedy ja dodałam żartem, że już wkrótce będę jej podrzucać swoje i wszystko było w porządku. Atmosfera była nadal miła. Myślę, że sprawa dzieci (ich posiadanie lub nie) jest bardzo istotną rzeczą nie tylko dla małzonków ale i wspólnoty wyznaniowej. Przecież rodzina to kościół domowy i nie widzę powodu dlaczego o tym nie można rozmawiać. Podejrzewam, ze jeśli z jakiś przyczyn osoba zainteresowana nie chce o tym rozmawiać- druga osoba (np.ksiądz- pastor) uszanuje to. Teraz- kiedy moja kuzynka jest bardziej otwarta niż kilka lat temu- chyba wszyscy czują się lepiej- i ona i jej bliscy. Ksiądz (nie tylko po kolędzie)- też. Odpowiedz Link
imbirka Re: a ma ktoś z was jedynaka(czkę) i co na to ksi 16.11.07, 11:42 > Uderza mnie to, że z góry jest nastwienie na niegrzeczne, ba! > chamskie (cytat) zachowanie kogoś bliskiego albo nawet księdza. Ja się z góry nie nastawiam, ja wyciągam wnioski na podstawie swoich, już kilkuletnich doświadczeń i przygotowuję na to co mnie czeka . Zresztą, jak pokazuje Twój przykład, każdy ma inną odporność i inną wrażliwość. Gdybym ja usłyszała taki żart, jakim ty poczęstowałaś swoją kuzynkę, wstałabym i wyszła. Na pytanie "Czy masz dzieci", odpowiadam, w zależności od tego, kto pyta, że nie mam, albo dodaję, że nie mam, bo nie mogę. Znam księdza, który znajomej w takiej sytuacji rzucił tekst: Czy Twojego męża trzeba uczyć jak się dzieci robi? Naprawdę, sutanna nie gwarantuje taktu ani delikatności. Odpowiedz Link
dominikjandomin Re: a ma ktoś z was jedynaka(czkę) i co na to ksi 16.11.07, 14:15 Jest zdecydowana różnica w pytaniach typu "Czy masz dzieci" albo "Czy planujecie drugie" a typu "Czemu masz TYLKO jedno dziecko" lub "Kiedy będzie drugie"! Tylko, ze większość ludzi nie myśli, kiedy mówi i nie wie sama, o co pyta dokładnie. Odpowiedz Link
alex05012000 Re: a ma ktoś z was jedynaka(czkę) i co na to ksi 16.11.07, 14:37 nikt się na nic nie nastawia, pytania w tej kwestii nie są ani chamskie ani niegrzeczne, są niedelikatne, bez wyczucia sytuacji i poszanowania milczenia na pewne tamaty... po prostu o pewne sprawy lepiej nie pytać...można zapytać: jak zdrowie? bo odpowiedzi mogą być różne, wymijające, ogólnikowe itd, ale na pytanie dlaczego nie macie dzieci trudno odpowiedzieć wymijająco/ogolnikowo, a nawet jeśli to może sie to obrócić przeciwko, bo jak powiemy ogólnikowo, że myślimy o tym to nastąpi wykłąd, zę lata lecą, potem jest ryzyko itd.itp...zreszta nawet stwoierdzenie: "nie możemy" róznie ludzie przyjmują, sa takie reakcje jak opisana przez imbirkę: e tam gadanie, "weźcie sie do roboty"... A ty masz dziecko? Czy to straszne pytanie? Czy owa koleżanka powinna mieć poczucie winy, ze wdepnęła na ów czuły/delikatny grunt? pisze Alina - otóż moim zdaniem powinna... Atmosfera była nadal miła. Myślę, że > sprawa dzieci (ich posiadanie lub nie) jest bardzo istotną rzeczą > nie tylko dla małzonków ale i wspólnoty wyznaniowej. Przecież > rodzina to kościół domowy i nie widzę powodu dlaczego o tym nie > można rozmawiać. - a ja widzę, widzę, poza tym znajome z dziećmi na kinder-party to nie rodzina... Podejrzewam, ze jeśli z jakiś przyczyn osoba zainteresowana nie chce o tym rozmawiać- druga osoba (np.ksiądz- pastor) uszanuje to. Teraz- kiedy moja kuzynka jest bardziej otwarta niż kilka lat temu- chyba wszyscy czują się lepiej- i ona i jej bliscy. - czy jesteś pewna że kuzynka czuje się lepiej??? a jeśli nawet czy wiesz ile ją taki pozorny spokój może kosztować... ja wiem co to jest obsesyjne pragnienie dziecka, kiedy szanse na jego posiadanie są znikome/nieistniejace... czy kulawego sie dopytują co mu sie stało, zę ma krótszą nogę? raczej nie, bo to niedelikatne, tak samo niedelikatne jest pytanie sie czy pani ma męża? (moze nie ma a bardzo by chciała mieć), dzieci... ipt... nawet jeśli zagadnięte osoby odpowiadają z uśmiechem: nie mam... mogę sie domyślać co czują, te pytania są jak rana, którą krtoś otwiera stale na nowo... p.s. kościół (kk) wiele mówi na temat potomstwa, otwartości na posidanie dzieci, posłannictwach rodziny, wychowywania dzieci, a nigdy i wcale nie interesuje sie tymi, którzy nie mogą z różnych przyczyn owych dzieci mieć, albo mają ledwo jedno, z wydatną pomocą współczesnej medycyny... czemu ów kościół sie przeciwstawia zresztą... dla nich jedyna odp. to: widocznie Bóg ma dla was inną drogę, inny plan... (nic mnie bardziej nie rozwścieczało!) Odpowiedz Link
alinaw1 Re: a ma ktoś z was jedynaka(czkę) i co na to ksi 16.11.07, 15:04 I wychodzą róznice we wrażliwości (przewrażliwieniu?). Moja kuzynka była wdzięczna za rozładowanie sytuacji (podrzucę jej dzieci- jeszcze się nie spełniło choć raz gdy starszak był w szpitalu moja droga kuzynka jako pierwsza wyraziła chęć zaopiekowania się na ten czas maleńką). Może właśnie dzięki temu, że po tym niedelikatnym (jak to nazywacie) pytaniu o dzieci- powiedziałam coś takiego - nie było ciszy, chrząknięć czy na siłę zmiany tematu. Przecież pytanie o zdrowie też mogą być uznane za niedelikatne i intymne. To samo tyczy się małżeństwa/seksu (choć o tym modnie jest mówić nawet publicznie) itd.Może dlatego nie chcąc nikogo urazić ludzie udają, że inwalida jest jak każdy inny człowiek (i nie ustąpią mu miejsca w autobusie bo może się obrazić), stąd te określenia "sprawny inaczej", jakby termin "niepełnosprawny" było jakąś obelgą, a jest prostym stwierdzeniem faktu. Dlatego jeśli z takich czy innych względów nie chcemy mówić o tym dlaczego nie mamy dzieci- nie mówmy (przepraszam, nie chcę, nie mogę o tym rozmawiać) ale po co się obrażać, wychodzić z przyjęcia itp. Pytający nie musi mieć złej woli. I chyba nie ma. A kogoś kto mówi "to weźcie się do roboty" można potraktować jakoś bez zaangażowania (no, nie wiem może- "ok- posłucham twoich rad"). Gdy koleżanka zapytała mnie dl;aczego mam tylko jedno dziecko odparłam: Jedno ale jakobym czwórkę miała! (co zresztą było prawdą). Może wynika to z mojej konstrukcji, że czasem odpowiadam albo abstrakcyjnie albo dowcipnie (nawet o trudnych sprawach). Miałam taką sytuację; Gdy Staś był drugi dzień na oddziale onkologicznym sąsiadka rozpytywała mnie o niego. Powiedziałam, ze łzami w oczach gdzie jest i dodałam: "Przepraszam ale dziś nie jestem w stanie z panią rozmawiać na ten temat". Sąsiadka to uszanowała. Dopiero gdy ochłonęłam, może po miesiącu sama opowiedziałam jej tę historię. Rozumiem, że nie jesteśmy przygotowani na rozmowy z obcymi (nawet sąsiadami, czy kolegami) ale w poście tym chodziło o księdza, o zmaganie się z tym problemem we wspólnocie wierzących. I dlatego to podkreślałam w swoich wcześniejszych wypowiedziach. Nie musicie mówić o tych intymnych/trudnych itp, itd sprawach każdemu kto się nawinie ale myślę, że nawet powinno się o tym rozmawiać z przewodnikiem duchowym, z przedstawicielem kościoła do którego świadomie się należy. Odpowiedz Link
alex05012000 Re: a ma ktoś z was jedynaka(czkę) i co na to ksi 16.11.07, 15:29 wychodzą róznice we wrażliwości (przewrażliwieniu?). ci ludzie mają prawo być przewrażliwieni na tym punkcie!!! poza tym ja tak właśnie rozumiem wrażlwiość: nie pytac o pewne sprawy, dopóki sam zainteresowany nie powie... A kogoś kto mówi "to weźcie się do roboty" można potraktować jakoś > bez zaangażowania - NIE, nie i jeszcze raz nie, co jest do roboty jak ktoś nie ma (z przeproszeniem) plemników albo usuniętą macicę??? (no, nie wiem może- "ok- posłucham twoich rad") - jakich rad? jakie rady można dać bezpłodnemu małżeństwu ? żeby zapomnieli? zajeli sie czym innym... porównanie z pytaniem o zdrowie jest niezasadne, przynajmniej dla mnie, mam 100 chorób i dolegliwości: na pytanie o zdrowie odpowiadam w zaleznosci od osoby: ok; raz lepiej raz gorzej; jakoś ciągnę; lub opisuję jak bolą mnie nogi, ręce..., itp. itd. i może być neutralnie... natomaist nieposiadających dzieci pytać dlaczego, albo tych co mają jedno: czemu tylko jedno, kiedy drugie... albo z politowaniem pytać tych co mają 6 czemu tak dużo... to zupełnie inne pytanie... Alina pisze jeszcze: Dlatego jeśli z takich czy innych względów nie > chcemy mówić o tym dlaczego nie mamy dzieci- nie mówmy (przepraszam, nie chcę, nie mogę o tym rozmawiać) - ok, ale wyobraź sobie, że powiedzenie: "nie mówmy, nie chcę, nie mogę o tym mówić"... też może wymagać heroicznej walki ze sobą i mu sie to przypomina, to co usiłuje może gdzies wkopać w kąt podswiadomości wypływa na wierzch.... Nie musicie mówić o tych intymnych/trudnych itp, itd sprawach każdemu kto się nawinie ale myślę, że nawet powinno się o tym rozmawiać z przewodnikiem duchowym, z przedstawicielem kościoła do którego świadomie się należy. zaraz, zaraz, chyba przewodnik duchowy a ksiądz po kolędzie to dwie różne sosoby, a poza tym ksiądz jak dla mnie w tematyce płodności, bezpłodności, zmagania sie z tym, ... to ma naprawdę niewiele do powiedzenia, może sie conajwyzej pomodlić... jeśli zaś chodzi o wspólnotę wierzacych to nie wiem co masz na myśli, ja bym raczej szukałą grupy wsparcia kobiet leczących bezpłodność (teraz sa takie możliwosci choćby w necie, za moich czasów niczego nie było), a nie wspólnoty wierzących (z których 99% ma dzieci, a nawet wnuki) chyba sie zamknę, bo zaczynam sie emocjonować... jest takie powiedzenie: syty głodnego nie rozumie, świetnie tu pasuje... Odpowiedz Link
kudyn Re: a ma ktoś z was jedynaka(czkę) i co na to ksi 16.11.07, 16:13 Wrażliwość księży, pewnie jak i innych (również moja), pozostawia wiele do życzenia. Nie mniej uważam, że pytanie może być zasadne (szczególnie w konfesjonale). I dotyczy to wielu sytuacji trudnych, nie tylko ilości dzieci i mamy prawo do bólu. Ale nie jest rozwiązaniem „wkopywanie w kąt podświadomości”. Takie rzeczy wymagają uzdrowienia. Odpowiedz Link
nati1011 a ja wielokrotnie słysząłam że mam za dużo dzieci; 16.11.07, 14:45 To dużo to 2. )) Wielokrotnie - obce osoby lub dalecy znajomi pouczali mnie, że jedno dzieco w obecnych czasach wystarczy. Mówili to nie pytani o zdanie i w sposób nie znoszący sprzeciwu. A jak już urodziłam drugie, to takie teksty stąły się wręcz plagą. Najłagodniejsze to: "no teraz to już macie kompet". Nawet moja ginekolog była zdziwiona, że nie podwiązano mi jajowodów po ostatniej cesarce!!! Oczywiście bez mojej zgody i wiedzy. A już moja ciotka mająca piątkę i to 2 w poważnym wieku, to może łez wylała z powodu uszczypliwości sąsiadek. Nie przysło by mi do głowy pytać nikogo os tan posiadanych dzieci. Bo przecież jak kogoś blisko znamy, to nie musimy nawet pytać. Odpowiedz Link
alinaw1 Re: a ja wielokrotnie słysząłam że mam za dużo dz 16.11.07, 16:28 Przewodnik duchowy i ksiądz po kolędzie to zupełnie coś innego (raczej ktoś inny)? Nie zawsze. Przy tym przykładzie odpowiedzi typu: "Ok, posłucham twoich rad" chodziło mi raczej o wydżwięk sarkastyczny, ucięcie rozmowy , a nie o poważne przyjmowanie tego typu rad. A swoją drogą nie zawsze pytanie o dzieci dotyczy osób mających problemy z poczęciem. Przecież mnóstwo ludzi ulega złotemu cielcowi i tylko z tego powodu świadomie zamyka się na życie. Jeśli nikt ich o dzieci nie pyta (bo oczywiście nie wypada, to sprawa intymna i drażliwa) to może choć coś im się otworzy po rozmowie choćby z tym przykładowym księdzem po kolędzie? My nawiązaliśmy świetny kontakt z księdzem 3 lata temu - właśnie po wizycie duszopasterskiej. Nie było czasu na długie i poważne dysputy (wiadomo- jeszcze cała ulica czekała), dałam księdzu numer telefonu, zadzwonił po tygodniu. Co prawda nie chodziło o dzieci ale podaję to jako fakt, że kolęda różnym rzeczom służy, otwiera czasem oczy i jednym i drugim. Dopóki moja kuzynka nie powiedziała o swoim problemie (tak jak jej radziłam- choć pewnie uważacie że to była beznadziejna rada, syty głodnego nie zrozumie itd)- większość ludzi z jej środowiska oceniała (choć to brzydkie i niedobre oceniać i wyrokować), że on i mąż są tak pochłonięci pracą, że na dzieci czasu nie mają. Ja też (spontanicznie i bez delikatności oczywiście) ucieszyłam się widząc ich nowy dom (o, jaka piękna piaskownica!). Alex napisała, że właściwie ksiądz nie ma w tej materii nic do powiedzenia, co najwyżej może się pomodlić. To też dużo, a nawet bardzo dużo. Pewnie znów ktoś się obrazi jeśli napiszę, że jednak ksiądz moze coś powiedzieć nie mając osobistego doświadczenia. Przepraszam ale takie argumenty na mnie nie działają. Ksiądz byłby bardziej wiarygodny jeśli miałby te same problemy, co współbracia i siostry? Czy trzeba brać narkotyki żeby wiedzieć jak wielkie to zło? Czy nie pójdę do faceta-ginekologa bo nie wie co to ból miesiączkowy? Przepraszam- nie chcę porównywać stopnia cierpienia (pewnie mi to znów ktoś zarzuci)- chodzi mi o to, że zrozumienie, pocieszenie, rady (?), a nawet właśnie modlitwa płynąca ze szczerego serca są potrzebne tym wszystkim, którzy niosą krzyż. Mądry i dobry ksiądz też może być pewną podporą i fakt, że sam nie ma rodziny nie dyskwalifikuje go. Przynajmniej w moim odczuciu. Odpowiedz Link
isma Q&A 19.11.07, 22:36 A, nie, fakt nieposiadania (co do zasady) przez celibatariuszy dzieci absolutnie ich nie dyskwalifikuje jako partnerow do rozmow o tychze. Nawet, powiedzialabym, takowy moze sporo dobrego wyniesc z serio rozmowy na ten temat. I bez ironii to mowie. Natomiast, wizyta duszpasterska zwana koleda nie jest moim zdaniem absolutnie okazja do poruszania tego rodzaju kwestii z inicjatywy wizytujacego. M.in. dlatego, ze on sie ma w planie zmyc po 10 minutach, a to nie sa sprawy do obgadania w 10 minut, jesli, oczywista, traktujemy je powaznie. I do dialogu, opartego na zaufaniu, musza byc chetne obie strony, a w te 10 minut nawet zachecic do takowego trudno. Nawiasem mowiac, moj slubny kiedys zartem stwierdzil (po kolejnej wizycie, w czasie ktorej co prawda nas o liczbe pojedyncza latorosli wprost nie zapytano, za to wyrazono ubolewanie z powodu domniemania, iz to warunki mieszkaniowe nie pozwalaja nam miec ich wiecej ;-O), ze mimo wszystko nie bardzo wyobraza sobie wzajemne zapytanie przy okazji koledy, jak tez sie wizytujacemu wikaremu w zyciu wiedzie bez intymnych kontaktow z kobietami )). Nawet gdybysmy nastepnie mieli wyrazic swe szczere wspolczucie ;-P. Odpowiedz Link
maadzik3 Re: a ma ktoś z was jedynaka(czkę) i co na to ksi 17.11.07, 20:22 Ja mam. Pastor nie uważa że to jego problem. Odpowiedz Link
maadzik3 Re: a ma ktoś z was jedynaka(czkę) i co na to ksi 17.11.07, 20:25 o sorry, napisalam to juz i zapomnialam) Odpowiedz Link
mader1 Re: a ma ktoś z was jedynaka(czkę) i co na to ksi 17.11.07, 21:42 bo to dawno było )) nikt się nie dziwi, tu wiele osób jest z rozpoznaną wstępnie przez Kanna sklerozą )) Odpowiedz Link
maadzik3 Re: a ma ktoś z was jedynaka(czkę) i co na to ksi 19.11.07, 20:19 O, to dobrze ze nie tylko ja tak mam, ze ide z pokoju do kuchni, potem mysle w kuchni po co przyszlam i wracam do pokoju zeby sobie przypomniec))) Odpowiedz Link
mader1 co ma wspólnego kuchnia ze sklerozą 19.11.07, 22:06 Kuchnia ))...dziś dzieci tak mnie zakręciły, pytając po dwoje na raz o różne sprawy... że szłam do kuchni własnie ( odpowiadając) po to, by rozrobić antybiotyk, doszłam ( uściślając odpowiedź) i zdążyłam zapomnieć )) Ale to nic, w trakcie rozpakowywania zmywarki i minuty ciszy ( wszyscy uciekli, by mi nie pomagać) , spojrzałam na stojącą ostygłą wodę i... doznałam olśnienia )))) Oto skutki posiadania więcej niż jednego dziecka Odpowiedz Link