Przede wszystkim chciałabym się przywitać, bo jestem na tym forum pierwszy
raz

))))))
Ja mam dwóch chłopców 4- i 6-latka, których wychowujemy z mężem. W wychowaniu
pomagają też dziadkowie, babcie i przedszkole.
Od 5 roku życia starszy syn chodzi na religię, w zeszłym roku sprawa była
prosta: wykładała ją nasza sąsiadka, dobra znajoma, do której mamy zaufanie
jeśli chodzi o podejście do dzieci i do wiary.
Więc gdy zdarzyło się że dzieci zadawały mi pytanie na które ja nie
znajdywałam odpowiedzi - szukałam wsparcia u Pani Krysi.
Wyjaśnie tutaj, iż jestem wierząca, chodze do kościoła, ale pewnych rzeczy -
szczególnie jeśli chodzi o stary testament - sama nie rozumiem, niestety
W tym roku religię prowadzi siostra zakonna i... tu pojawiają się
schodki.... Przede wszystkim dzieci nie lubią religii, mój syn mi mówił że
siostra na każdych zajęciach na nich krzyczy

A znając go - nie
przesadza... Wiem, wiem, nie zawsze musimy wszystko w życiu lubić, ale... po
co dzieci na tym etapie zrażać do nauki religii?
Myślałam o tym żeby z nią porozmawiać, poznać ją, ewentualnie rozmawiać z
dyrektorką przedszkola, jakoś rozwiązać ten problem... Ale z tym radykalnym
krokiem jeszcze poczekam, jeszcze poobserwuję...
Ostatnio powiedziałam młodszemu, że jesli ktos go będzie bił (zdarza się) to
ma powiedzieć "Nie bij mnie!!" a jesli sobie nie poradzi to ma powiedziec
Pani, na to starszy, słysząc to: "nie wolno skarżyć, bo wtedy zbliżamy się do
piekła!!!"

(((
Na to ja: że nie robimy źle szukając pomocy...
A on: zawsze gdy mówimy o innych źle (na przykład że nas biją) popełniamy
grzech...
Ja nie opowiadam im o piekle, mówię że Bóg jest dobry i miłosierny, że i my
mamy byc dobrzy. Nie ma mowy o piekielnych mękach

((((
Jestem zaniepokojona, proszę, jak myślicie, czy mam rację martwiąc się? Czy
przesadzam??