mamalgosia
08.01.07, 21:28
Wątkopłodna jestem, wybaczcie, to chwilowa słabość.
Co można mieć? Czego można chcieć?
Ubóstwo jest radą ewangeliczną i nie każdego chrześcijanina obowiązuje
praktykowanie tej cnoty w stopniu heroicznym. Możemy posiadać, byle z umiarem
i byle dzielić się z innymi. posiadanie bywa wręcz oznaką rozsądku - no bo
jak byłoby gdyby ojciec rodziny rozdał wszystko co ma i własne dzieci naraził
na głód.
Ale czy można pragnąć dóbr materialnych? Mieć ochotę na książkę? Na coś
dobrego do zjedzenia (ale zbędnego, marcepan, a nie kartofle). Wgapiać się z
rozmarzeniem w globus i marzyć o podróży, która kosztuje roczny zarobek? Moje
myśli zrodziły się w związku z pobytem wieśniaka w stolicy. Wstyd się
przyznać, ale podobały mi się te wszystkie sklepy, ciuchy, zabawki, książki,
boty, bielizna... Zachłysnęłam się dosłownie. "Być", a nie "mieć", a ja
patrzę na spódnicę z ochotą graniczącą z pożądaniem. Ludzie złoci, czy tylko
fakt, że mieszkam na prowincji chroni mnie przed totalnym zepsuciem?
No to mogę chcieć tej spódnicy? Mimo tego, że jedną już mam?