Wesela

10.01.07, 09:58
Rozmawiamy o sakramentach. A towaryszące im uroczystości ?
Czy byliście zadowoleni ze swojego wesela ? Tych wszystkich nagromadzonych
wokół niego i sakramentu zabobonów ?
Wszyscy patrzyli z zapartym tchem, kto kogo obróci przy odejściu od ołtarza.
Moja mama przypominała mi o tym jeszcze przed slubem smile)))
Spojrzeliśmy na siebie, każde odwróciło się samo i dopiero wtedy objęliśmy
się. Jaki jęk zawodu wśród ciotek.....
A wesele... Mamy nasze są władcze. Tyle czsu zabralo im ustalenie, co będzie,
co wypada, gdzie wypada i co która ma robić, że nasze zdanie wcale nie było
ważne. w czasie sakramentu były bliskie nam, choć obce osoby. Na weselu osoby
bliskie naszym mamom. Napracowały się, bawiły się dobrze, były zadowolone.
My potraktowaliśmy wesele, jako konieczność i ostatni ukłon w ich stronę i
bliskich im członków rodziny i znajomych.
Na szczęście obyło się bez skandali.
    • mama_kasia Re: Wesela 10.01.07, 10:13
      Nasze wesele było kameralne - jakieś 30 osób. Nie było
      też tych wszystkich zabobonnych zabaw. Nie było oczepin.
      Sama zdjęłam wianek o północy smile
      Było to wesele "ugody" między nami a rodzicami. Chciałam, by
      było inne, ale wtedy było to niemożliwe smile
      Byłam na paru weselach osób z naszej wspólnoty. Ach cóż to były
      za wesela... - bezalkoholowe, z wodzirejem albo kapelą prowadzącą,
      z oczepinami, które prowadził zakonnik (odczepianie wianka przez
      mamę, składanie go mężowi, piękna pieśń o Oblubieńcu, mnóstwo
      wzruszeń) i z kabaretem, który regularnie pisał kolega ze wspólnoty
      (prześmieszne wierszowane, rozpisane na osoby historie z życia
      młodych - jest co wspominać).
      • netus Re: Wesela 10.01.07, 13:41
        Ah myśmy mieli wszystko po swojemu... Rodzice nie stawiali oporu, wiedząc, że
        jesteśmy przekonani o wielu rzeczach. Tak więc liturgia trwała dwie godziny,
        wesele bez alkoholu (co popierały obie strony), panna młoda bez ulepszaczy (np.
        makijaż - a dziś nie wychodzę z domu niemal bez malowania, hi,hi), zabawy do
        rana było świetnie...
        choć kilku rzeczy po dziesięciu latach bym nie powtórzyła: oczepiny ze zdjęciem
        wianka i podaniem go mamie, a mama mężowi i przyklęknięcie moje przy tym - zbyt
        intymne przy setce gości - nie wszystkich przecież dobrze znałam, a także
        dzielenie się Słowem Bożym na mszy św. - też zbyt intymne przy ponad 150 osobach
        - bo ok. tyle było w kościele.
        A poza tym byliśmy tacy młodzi i tacy ... no nie wiem jacy, wzruszający temat
        podjęłaś...
    • andevi Re: Wesela 10.01.07, 18:12
      My nie planowalismy wesela, dostalismy je w prezencie slubnym od wspolnotysmile
      Liturgie slubna mielismy tez we wspolnocie, w dwoch jezykach, holenderskim i
      hiszpanskim.Bylo tez tlumaczenie do sluchawek dla mojej rodziny.Bardzo
      zalowalam, ze tak malo osob z Polski przyjechalo, ale moja tesciowa zgodzila
      sie tylko na godzczenie kilku osob, no a nie mam tu znajomych czy krewnych, u
      ktorych mogliby moi przenocowac.Z rodziny meza zaprosilismy tylko najblizszych;
      w planach mielismy skromna uroczystosc w obrebie wspolnoty.No ale tesciowa nie
      od tego, by nie zaprosic nam pol swojej rodziny, no coz...Zachowywali sie jak
      slonie w skladzie porcelany, wstydu nam narobili, obgadali, przyszli jak
      wielkie panstwo na gotowe i jeszcze pretensje mieli, ze ich sie nie
      adorowalo.Powiedzialam, ze nigdy wiecej rodzinnej uroczystosci z nimi.Tym
      bardziej, ze to nie my ich zapraszalismy.A tesciowa palcem nie ruszyla, by
      pomoc w przygotowaniach.
      Slub byl piekny, ale wesele zepsute przez arogancje i plotki kuzynki.Szkoda, bo
      chcialabym ten dzien mile wspominac, a tak zostal jakis osad i kwas.Teraz
      przygotowujemy sie do chrztu synka.I znow sie boje, ze tesciowa nam pol miasta
      sprosi.Jak tu delikatnie dac jej do zrozumienia, ze TO MY zaprosimy NASZYCH
      gosci? Coz,kobieta ma przykry zwyczaj robienia tego typu niespodzianek.
    • minerwamcg Re: Wesela 10.01.07, 19:25
      Nasze wesele... Było tak niedawno, a mnie się wydaje, że minęły wieki.
      Najpierw szaleństwo załatwiań i negocjacji wobec ślubu ekumenicznego, ale w
      końcu za radą mądrego biskupa katolickiego i zgodą życzliwego pastora
      ewangelickiego stanęło na naszym. Ślub był prześliczny... i wcale nie dlatego,
      że sami ułożyliśmy liturgię smile

      A wesele chcieliśmy skromne i takież było, przypominało bankiet z tańcami.
      Szwedzki stół, żadnego zasiadania, stoliki - więc każdy siedział gdzie i z kim
      chciał - i wspaniała orkiestra, bo na niej jednej postanowliliśmy nie
      oszczędzać. Muzyka genialnie "pod nogę", ale nie disco polo, tylko łemkowska,
      rosyjska, ukraińska... Teściowa z Kresów, więc się mało nie spłakała ze
      wzruszenia i mówiła, że zrobiliśmy jej wspaniałą niespodziankę.
      Gości było około pięćdziesięciu osób, dzięki szwedzkiemu stołowi można było
      zresztą zaprosić więcej.
      Zabobony zlekceważyliśmy równo. Ślub był w piątek, bo inaczej się nie dało.
      Przy ołtarzu nie okręcał nikt nikogo. Obrączki podawał ksiądz na ogromnej
      Biblii - zresztą dostaliśmy ją potem smile)) Świadkowała młoda mężatka w ciąży i
      nobliwy ojciec czworga dzieci, notabene aktor smile
      • mamachlopca1 Re: Wesela 10.01.07, 19:43
        u nas też nie było na szczęście wielkiego wiejskiego wesela na 300 osbów(co w
        miejscowości męża jest normą).była taka obiado-kolacja w restauracji na 30 osób-
        czyli właściwie to było rodzeństwo,babcie,chrzestni i świadkowie.tyle.tańce
        były ale muzyka z magnetofonu.tak chcialeśmy i takie były okoliczności wtedy.
        za to ślub mieliśmy taki,takie wtedy chcieliśmy-pewnie dziś,dojrzalśi o te 5
        lat kilka rzeczy bysmy zrobili inaczej ale dla nas to ślub był wazny i to do
        przygotowań liturgii wkładaliśmy serce.
    • ruda_kasia Re: Wesela 11.01.07, 09:04
      Kto kogo obróci... brzmi intrygująco... U nas chyba wszystko było jak
      chieliśmy, poza bukietem, na który uparła się teściowa, a ja byłam przeciwna,
      wiedząc, że będzie mo w czasie mszy przeszkadzał, ale nie jestem asertywna,
      więc uległam, cała reszta była zarzewiem sporów lub zastrzeżeń: teściowa
      obraziła się w dniu slubu i powiedziała, że nie przyjdzie, bo N. poprosił, by
      nam nie cykali fleszami po oczach, będzie jeden fotograf (do dziś wypomina, ze
      nie ma zdjęc ze ślubu - a robią zawsze głupawcem 9X13 - na pytanie, które jej
      zrobić zagadkowo milczy, cała rodzina ma zdjęcia, a ona nie, ale może to był
      znak??? w tę Wigilie wreszcie postanowiła przestać się mizdrzyć do nas....).
      Moja babcia do dziś utrzymuje, ze to był slub cywilny, bo byłamw czerwonej
      sukience (matka dziecku, w bieli i wiankiem wyglądała by trochę nie tegos, moim
      zdaniem) a teściowa kupując te nieszczęsne kwuaty też mówiła, ze do cywilnego,
      gdy Pani jej zwróciła uwagę, że się białe kwiaty wtopią w suknię ślubną wink.
      Jakies jedzenie było, jakies tańce też, o 21 pbylismy w domu, położylismy córkę
      spać i z lubościa napiłam się lampke białego wina - wszystko było jak
      chciałam...
      Pod kościołem wyrwałam się własnej amtce, która za długo zakładała mi biżuterię
      na szyję, bo nie chciałam stracić paru chwil sam na sam z Bogiem zanim
      przystąpimy do liturgii. Nie zmieniłabym nic.
    • alex05012000 Re: Wesela 11.01.07, 14:48
      hmmm, fajny temat, wesela jako takiego nie miałam, śluby dwa, po każdym było
      przyjęcie na ok 30 osób w mieszkaniu mojej mamy... żadnych zabobonów sobie nie
      przypominam...
      pierwszy ślub, w 1994, kilka miesiecy po śmierci mojego ojca był tylko cywilnym
      (i tak mnie nieco siłą do tego urzędu ciągneli bo ja zadnego ślubu nie
      chciałam, pieniedzy nie mieliśmy i w ogóle...), przyjęcie dla najblizszej
      rodziny i przyjaciół domu urządziła moja mama, ja nie chciałam żadnego, ale
      uległam jej... teściowa ograniczyła sie do przyjścia..., nikt sie nie wtrącał
      ani do naszych strojów ani żadnych zabobonów nie proponował... wspominam bardzo
      miło... byłam taka szczęśliwa!
      drugi ślub, w 2000, z 9 miesięczną Olą, która na tej samej mszy miała
      chrzest ... kościelny, ani białej typowej sukni ani welonu nie miałam - byłoby
      to niestosowne do sytuacji, mama zrobiła podobne przyjęcie, nie wiem jak sie
      obracałam przy ołtarzu, na czym leżały obrączki, chyba na srebrnej tacy, nikt
      sie takimi rzeczami nie przejmował, byłam bardzo wzruszona, mama mi tylko
      zarzucała, że sie nie uśmiechałam wcale, ale dla mnie to była bardzo podniosła
      i poważna uroczystość, przysiega wobec Boga na zawsze i ten ołtarz barokowy u
      wizytek... wielkie szczęście!
      reasumując dwa śluby, dwa kameralne nie-wesela, wszystko nietypowe...
      • mader1 Re: Wesela 11.01.07, 14:56
        ja też miałam dwa śluby wink
        Jeden dwa dni po drugim, był taki wymóg. Jeżeli chodzi o ślub cywilny, wcale
        tego nie przeżywaliśmy, ubraliśmy się ładnie, parę osób było, potem parę z nich
        pojechało z nami oglądać wynajęte mieszkanie - coś tam jeszcze przewoziliśmy smile
        o ślubach to już chyba pisaliśmy, więc nie chciałam się ciągle powtarzać, bo
        gdzieś tam jest o moim. Był piękny, był spełnieniem naszych marzeń, był
        wzruszający... Nauczyliśmy się przysięgi i mówiliśmy ją patrząc sobie w
        oczy ... smile
        • malgosiader Re: Wesela 11.01.07, 19:27
          ja też miałam dwa wink
          jeden o 13, a drugi 0 16 w tym samym dniu, bo wtedy tak trzeba było wink
          ślub cywilny musiał byc i był, moze i dobrze bo stres zostawiliśmy w USC, a do
          kościelnego podeszliśmy bardziej na luzie wink
          był to jeden z najpiękniejszych dni w moim życiu, było przepięknie, mimo, że
          trochę mroźny jak na kwiecien dzień, ale my tego nie czuliśmy,
          potem było wesle na 60 osób w restauracji, była orkiestra, wesele rozpoczeliśmy
          walcem z "Nocy i dni", były oczepiny - zabawa dla gości,
          wcale nie uważam, że jako katoliczka nie powinnam wierzyc w tego typu zabobony,
          bo to była zabawa, dobra zabawa,
          rodziny z czterech stron zrobiły się jedną wielką rodzina bawiacą sie wspólnie,
          było podziekowanie dla rodziców, był śmiech, łzy wzruszenia,
          bawiliśmy się do do rana i nawet nie przeszkadzał mi mój
          sześciociomięsieczny "brzuszek", czułam się wspaniale,
          wspominam ten dzień z łezką w oku i .... gdyby można było cofnąc czas, to z
          przyjemnością przeżyłabym to raz jeszcze wink
          • malizna74 Re: Wesela 14.01.07, 16:02
            malgosiader napisała:

            > był to jeden z najpiękniejszych dni w moim życiu

            U nas było podobnie. Piękny ślub i super wesele. A najpierw oczywiście
            błogosławieństwo u mnie w domu. Mszę celebrowało 3 kapłanów i wszyscy świetnie
            się potem bawili na weselu - w restauracji, z alkoholem, orkiestrą i oczepinami.
            Ja nie widzę nic złego w tym, że ludzie chcą szczególnie świętowac w takim dniu
            i chcą go zapamięta na całe życie, chocby po to, by wspominac go w trudnych
            małżeńskich chwilach.
            To prawda, że najważniejszy jest SAKRAMENT, ale przecież sam Pan Jezus był na
            weselu i osobiście zadbał o to, by goście się dobrze bawili smile

            > wcale nie uważam, że jako katoliczka nie powinnam wierzyc w tego typu
            > zabobony, bo to była zabawa, dobra zabawa,

            Zabobony? A co to są zabobony? Dla mnie oczepiny czy jakieś inne weselnme chece
            byłyby zabobonem, gdybym od nich uzależniała moje/nasze szczęście, gdybym
            zestresowała się np. tym, że ktoś się obrócił nie przez to ramię(a'propos kto
            mnie oświeci o co z tymi obrotami chodzi?). Jeśli zaś oczepiny itp to tylko
            zabawa, to według mnie jest ok.

            Proszę, nie szukajcie dziury w całym.
            • mader1 Zabobony 14.01.07, 16:11
              nie rozumiem dlaczego uważacie, że oczepiny to zabobony smile))
              ja zabobonami nazwałam "okręcanie" małżonka wokół siebie przy ołtarzu ( żeby
              rządzić w małżeństwie), patrzenie kto więcej grosików rzucanych na szczęście
              zebrał , kto komu je oddał ( ten będzie trzymał kasę), zakaz kupowania
              czegokolwiek z perłami ( bo przynoszą nieszczęście), niekiedy zakaz zamawiania
              bukietu ślubnego z róż ( z tego samego powodu), tłuczenie kieliszków czy
              szklanek przy stole... i takie tam.
              Uważacie, że to nie zabobony ?
              • malizna74 Re: Zabobony 14.01.07, 18:03
                mader1 napisała:

                > nie rozumiem dlaczego uważacie, że oczepiny to zabobony smile))

                Oczepiny można by dołączyc do tej listy, bo panna która złapie welon będzie
                pierwsza mężatką...

                > ja zabobonami nazwałam "okręcanie" małżonka wokół siebie przy ołtarzu ( żeby
                > rządzić w małżeństwie), patrzenie kto więcej grosików rzucanych na szczęście
                > zebrał , kto komu je oddał ( ten będzie trzymał kasę),

                Zazwyczaj to panna młoda więcej kasy zbiera, więc niech tak będzie smile

                > zakaz kupowania
                > czegokolwiek z perłami ( bo przynoszą nieszczęście), niekiedy zakaz zamawiania
                > bukietu ślubnego z róż (
                > z tego samego powodu),

                To ja jakaś niedoinformowana jestem, bo tych nie znam smile

                > tłuczenie kieliszków czy szklanek przy stole...

                Kieliszki tłukliśmy, ale ... nidgy się nad tym nie zastanawiałam. Czy to owczy pęd?

                > i takie tam.
                > Uważacie, że to nie zabobony ?

                Ja myślę, że nie można popadac w paranoję. Jeśli to tylko dobra zabawa to ok,
                ale jeżeli od tego "co wyjdzie" uzależniamy swoje życie, to już zdecydowanie
                zabobon. To tak jak układanie pasjansów - dla sportu ok, ale dla rozstrzygnięcia
                czegoś - tragedia.
                Przyznam jednak, że jest jeden ślubny zabobon (!) który irytuje mnie okrutnie. O
                perłach nie słyszałam, ale o tym, że na ślubie nie można wystąpic z krzyżykiem
                na szyi owszem. I co gorsza, moja mama próbowała mnie przekonac, żebym cos
                innego założyła. Moja mama - wówczas animator kręgu rodzin czy nawet rejonu czy
                jakaś tam jeszcze inna oazowo rodzinna szycha! Normalna załamka! Jak można takie
                dwa światy mieszac?
              • isma Re: Zabobony 27.01.08, 00:28
                Chichichi. Grosiki zostaly skrupulatnie wyzbierane nie przez nas,
                tylko przez nasze kochane hospicyjne sepy wink)).
                Co to moze oznaczac???
        • mama_kasia Re: Wesela 12.01.07, 09:59
          Nasz cywilny był 3 miesiące po kościelnym. Teraz zastanawiam się, czy
          nie było jakiegoś zaniedbania ze strony naszego księdza, który nie
          wymagał od nas cywilnego wink
          • kamilla14 Re: Wesela 13.01.07, 01:56
            Jak chodze czasem na obecne "wypasionesmile" wesela, to ciesze sie, ze nasz byl za
            czasow troche skromniejszych...
            Z kolei gotowe sukienki wtedy byly koszmarne, jakies bufoniasto cekiniaste, wiec
            bardzo sie ucieszylam, ze w wyniku pewnego zbiegu okolicznosci sukienke
            zaprojektowala mi "prawdziwa" projektankta kostiumów filmowych i teatralnych.
            Ale nie sądzę, by się komuś podobała (oprócz mniesmile), bo była b. skromna, ale
            nie wyobrażam się w innejsmile
            Nie mieliśmy żadnych udziwnień, z wyjątkiem - przytulna kaplica zamiast kościoła
            z plastikowymi ślubnymi dekoracjami i czerwonym kobiercem, śpiewający kuzyni
            zamiast fałszującego organisty, mąż czytał czytanie, a ulubiony ksiądz udzielał
            nam ślubu - bez wcześniejszego porozumienia z nim...czy można chcieć więcejsmile?
            Aha, nie chcieliśmy kamery, ale jednak ktoś z rodziny nagrywał - i uświadomiłam
            sobie właśnie, że jeszcze nigdy tego nie oglądałam...Czy to normalne?
            Slub był 15 sierpnia, więc przynajmniej w każdą rocznicę mamy wolnesmile
            A samo wesele? fajna okazja do spotkania z rodziną i znajomymi, ale gdy ich tak
            dużo,to i tak nie ma czasu pogadać...więc nie przeceniałabym samego wesela i
            podziwiam wszystkich, którzy planują go starannie przez np.2 lata! Ja do tego
            czasu bym sie z 5 razy rozstałasmile
            k
            PS> A czy Wasze dzieci interesują sie wspomniemai, zdjeciami slubnymi? Pamietaja
            o rocznicy?
            • zuzanna56 Re: Wesela 31.01.07, 19:45
              Nasz ślub był ponad 15 lat temu, w sierpniu będzie 16. W południe był cywilny a
              po południu kościelny. Wesele niewielkie, około 45 osób. Część gości była
              trochę zawiedziona bo wesele było bez alkoholu a w czasie Mszy ksiądz
              przeczytał list i błogosławieństwo od biskupa. I tak żyjemy sobie zgodnie razem
              z dwójką naszych dzieci.
            • isma Rocznica 20.01.08, 15:54
              Moi rodzice tez przez dlugie lata w rocznice mieli wolne. Bo to 22
              lipca bylo wink)). Niestety, upadek komuny w tym przypadku nie
              wyszedl rodzinie na dobre.

              A my mamy rocznice w Pierwszego Meczennika. W tym roku jeden z
              naszych znajomych nam zyczyl "oczu sw. Szczepana, wpatrzonych w
              niebo". Zachnelam sie nieco, albowiem nie przypominam sobie, azeby
              sw. Szczepan przez slubna swa malzonke zostal ukamienowany - no, ale
              analogia w koncu nie musi byc scisla wink)).
              • kann2 Coś w tym jest! 26.01.08, 21:38
                ...powiedział kardynał Wojtyła, gdy podczas wizyty w jednej parafii
                powitano go słowami" "Eminencjo, najprzystojniejszy Księże
                Kardynale!"
                • isma Re: Coś w tym jest! 27.01.08, 00:25
                  Ale o co chodzi? Czyzbys mial jakies watpliwosci, ze:
                  sjp.pwn.pl/haslo.php?id=2512649
                  znaczenie 2.

                  Wracajac zas do latajacych (!) kamieni, to my sie nie wypieramy,
                  bywaja (zreszta, najlepszy dowod, ze ow zyczeniodawca nie byl
                  odosobniony w swym skojarzeniu ;-P).
                  Ale grunt, zeby serce z kamienia zabrano wink)).
    • nordynka1 Re: Wesela 01.02.07, 10:02
      Piękny dzień smile)

      Do połowy czerwca była ładna pogoda, w drugiej połowie wg prognoz miał zacząć
      padać deszcz. Nasz ślub był 15. Rano było jeszcze słońce, potem się zachmurzyło
      a deszcz zaczął padać w nocy smile)
      Ślub z naszymi znajomymi księżmi ze wspólnoty, w sumie było ich 4. Czytania,
      psalm i Ave Matria śpiewali i czytali nasi znajomi ( ze wspólnoty smile. Przez tę
      wspólnotę potem cała rodzina szeptała, że tyle ludzi na ślubie i tak długiej
      kolejki do pary młodej to jeszcze nie widzieli wink). Katedra Oliwska nie jest
      mała, a była pełna..
      Wiecie jak się denrwuję, to mam czerwone plamy na dekolcie i szyi. I bałam się,
      że dostanę takich na ślubie i będą ślicznie kontrastować z sukienką. A gdzie
      tam! Było mi tak dobrze i spokojnie, że nic a nic mi nie wyskoczyłosmile Nawet
      spóźniona o 2 godziny fryzjerka nie zakłóciła mojego spokoju.
      Nie chcieliśmy żadnej kamery. Mamy album ze zdjęciami. Mam też w pudełeczku
      ususzone róże z bukietu.
      Wesele - no trzeba było zaprosić całą rodzine, a że jest dość liczna to wyszło
      coś koło 85 osób. Moi rodzice uparli się, zeby zrobić je w pewnym ekskluzywnym
      lokalu. Próbowaliśmy się nie zgodzić, ale ostatecznie dla dobra nas wszystkich
      postanowiliśmy, że im ustąpimy. W sumie było bardzo fajnie. Goście byli
      zadowoleni, podobało im się - a mnie to cieszyło, że się dobrze bawią.
      My mieliśmy nocelg w tamtejszym hotelu. Pamiętam jak rano obudziłam się i
      miałam namacalne wręcz poczucie, że od tej pory jestem kimś innym i że nic już
      nie jest takie samo. Tak jakbym weszła do pokoju i zamknęła za sobą drzwi i one
      są już nieotwieralne.
    • esi1 Re: Wesela 01.02.07, 20:42
      To ja swoje ślub i wesele wspominam pod tym względem o wiele lepiej smile
      Pamiętam przerażenie mojej babci jak okazało się, że wbrew jej zaleceniom miałam
      buty z odkrytą piętą (ponoć przynosi to pecha smile) Już nie wspomnę, żę były to
      najwygodniejsze buty na świecie, a mówiła mi, że jak obetrę sobie nogi na
      własnym weselu, to potem będę już miała dobrze w życiu smile)) Bawi mnie to do dziś.
      Na moją mamę nakrzyczałam, jak próbowała wcisnąc mi pieniądze za biustonosz.

      A wesele? Zaprosiliśmy tylko najbliższą rodzinę, a tak mnóstwo naszych
      przyjaciół. Na szczęście rodzice nie protestowali. Dzięki temu było wyjątkowo
      wesoło i zabowowo - młodzież szalała.
      Orkiestrze zastrzegłam, że jak podczas oczepin wyskoczą z jakimś przeciąganiem
      jajek w nogawkach lub obmacywaniem kolan panienkom, to ja wychodzę wink
      Dzięki temu było tylko rzucanie bukietem i krawatem oraz dwa "przyzwoite"
      konkursy (taniec z balonami i zakładanie marynarek na czas).
      Do tego bardzo nie chciałam mieć tandetnych gołąbków za plecami (na sali) więc
      nasi przyjaciele powiesili na ścianie wieeelki arkusz papieru, a my po wejściu
      musieliśmy coś na nich napisać (mój mąż napisał: Ty jesteś moja, ja jestem Twój).
      Mimo, że wesele nie było idealne, nie dopieszczone w każdym szczególe, ale
      wspominam je naprawdę miło i nie żałuję, że nie pojechaliśmy sobie zamiast tego
      gdzieś w świat...
      • esi1 Re: Wesela 01.02.07, 20:45
        A i jeszcze pamiętam jak po oczepinach zaczęto śpiewać przyśpiewki, to
        towarzystwo tak się rozochociło, że przez godzinę na scenę co chwilę ktoś
        wyskakiwał z jakąś pioseneczką na nasz temat - łącznie z moją teściową,
        koleżankami ze studiów i przyjacielem księdzem. Było wesoło smile
    • ese1 Re: Wesela 20.01.08, 15:29
      zabobony, hehe...
      u nas ze wzgledu na to, ze wszystko bylo robione prawie na wariackich papierach
      (niby nigdzie sie nie spieszylo, ale slub konkordatowy z obywatelem innego kraju
      to zmora, jezeli chodzi o zalatwianie papierkow itp spraw) wiec wlasciwie tak
      wszyscy byli zajeci, ze nikt juz o zabobonach nie pamietal. Ja wprawdzie mialam
      cos starego, cos nowego i cos niebieskiego i pozyczonego - ale mi tak to jakos
      wyszlo, gdyz juz na weselu zadano mi takie pytanie i kiedy sie dobrze
      zastanowilam, to wszystkie te elementy mialam na sobie, aczkolwiek zadnej z nich
      nie ubieralam tendencyjnie. Z wesela bylam zadowolona, poniewaz bylo to jedynie
      przyjecie dla gosci, najblizsza rodzina i przyjaciele, w sumie niewiele osob.
      Bardziej za to denerwowaly mnie zabobony, ktorymi moja rodzina mnie katowala,
      gdy bylam w ciazy, wrrr...
    • katriel Re: Wesela 20.01.08, 21:15
      Była juz prawie połowa września, ale z nieba lał się żar. Odpowiedzialność za
      upał spoczywała - jak konsekwentnie utrzymujemy - na modlitwach mojej teściowej,
      która nie mogła znieść myśli, że jej syn na własnym ślubie wystąpi bez
      garnituru. A ten się uparł: nie, bo nie, nigdy wcześniej garnituru nie założył i
      do ślubu też nie zamierza. Przy skwarnej pogodzie koszula (jasnoseledynowa) bez
      marynarki jakby odrobinę mniej raziła.

      Ja białą suknię miałam, raczej skromną, ale bez przesady: mieściłam się w
      granicach tego, co ogólnie przyjęte. Szytą na miarę, bo gruba jestem i gotowych
      w tym rozmiarze nie było (część gości zresztą oczywiście uznała, że nie gruba, a
      w ciąży - potem było dziwowisko w rodzinie, gdzie dziecko i czemu brzuch nie
      schodzi). W ramach walki z zabobonem do ostatniej przymiarki pojechałam z
      narzeczonym. Do dziś pamiętam jego skołowaną minę: kompletnie nie wiedział, co
      robić, kiedy ja się przebieram, przyglądać się czy przeciwnie, odwrócić oczy.

      Kiedy w dniu ślubu narzeczony ze świadkiem (swym ciotecznym bratem) zajechali do
      domu moich rodziców, byłam już gotowa. Czekaliśmy jeszcze na drugi samochód, z
      rodzicami narzeczonego, żeby wspólnie odprawić błogosławieństwo - potem wszyscy
      mieliśmy jechać do kościoła. Minęło kilka minut, teściowie nie przyjeżdżali,
      zapadła krępująca cisza. Wtem (niewątpliwie w przypływie natchnienia) zapytałam:
      "A obrączki macie?" Narzeczony ze świadkiem popatrzyli po sobie. Nie mieli!
      Któryś złapał za telefon, w domu moich teściów zaczęły się gorączkowe
      poszukiwania... są! Leżały przykryte gazetą, znalazł je młodszy brat świadka.
      Dostał za to butelkę weselnej wódki; ale że był wtedy jeszcze nieletni, to mu
      pewnie ojciec ze starszym bratem wypili.

      Kiedy pojawiliśmy się w kancelarii parafialnej, obrączki jeszcze nie zostały
      dowiezione. Zapewnialiśmy księdza, że nie ma problemu i lada chwila będą, ale i
      tak wyglądał na lekko przerażonego naszą dezynwolturą (młody był i chyba
      niewiele jeszcze ślubów udzielał). W każdym razie ślub się odbył bez specjalnych
      zgrzytów, obrączki we właściwym momencie trafiły na właściwe miejsce, słów
      przysięgi żadne z nas nie pomyliło (mówiliśmy z pamięci). W zasadzie pamiętam
      głównie to, że byłam w doskonałym humorze.

      Przyjęcie weselne odbywało się w wynajętej sali na terenie pobliskiego
      kąpieliska (na piętrze nad szatnią i prysznicami, z widokiem z okna na pusty
      basen). Mąż się zaparł (znowu!), że tańczyć nie lubi i nie będzie; ja w zasadzie
      też nie lubię, a przy tym uznałam, że na własnym weselu tańczyć wyłącznie z
      obcymi facetami to bez sensu, więc nie tańczyłam (tylko do korowodu wstaliśmy).
      Zespół był i grał, ale miało to raczej charakter "siedzianego" przyjęcia z
      opcjonalnymi tańcami niż tradycyjnego wesela.

      Z wesela wyszliśmy chyba koło pierwszej w nocy i udaliśmy się do domu moich
      rodziców. Najkrótsza droga (wielokrotnie krótsza od "legalnej") prowadziła przez
      dziurę w płocie - i przez tę dziurę prowadziłam w ciemnościach, wciąz ubrana w
      ślubną suknię, mojego świeżo upieczonego męża oraz... jego promotora (był wśród
      zaproszonych gości, chciał już iść do domu, najkrótsza droga do tramwaju
      prowadziła przez tę samą dziurę).

      W domu spędziliśmy tylko tyle czasu, ile było trzeba, żeby przebrać się w
      "cywilne" ciuchy i złapać plecaki. Potem szybko w tramwaj i na dworzec kolejowy.
      Mieliśmy już kupione bilety do Krakowa; pociąg był oczywiście zatłoczony
      (pośpieszny Szczecin-Przemyśl), ale udało nam się zdobyć miejsca. Przysypiałam
      na siedząco, a w głowie tłukła mi się jedna straszliwie zdumiona myśl: "A więc
      tak wygląda moja noc poślubna!"

      Do Krakowa zajechaliśmy rano. Poszliśmy na mszę (była przecież niedziela), potem
      na pizzę, a potem wsiedliśmy w busik do Zakopanego (z tego etapu podróży nic nie
      pamiętam). Od schroniska w Dolinie Chochołowskiej, gdzie czekał zarezerwowany
      dwuosobowy pokoik, dzielił nas już tylko długi spacer...
      • madziaq Re: Wesela 30.01.08, 16:21
        Ja mam swoje wesele jeszcz na świeżo - kwiecień zeszłego roku. BYło z tych
        "wypasionych", ale wspominam je strasznie sympatycznie.

        Zabobonów nie było chyba żadnych. Suknię wybierałam z narzeczonym (który nota
        bene na wszystko co założyłam mówił "ależ pięknie kochanie, bierzemy i chodźmy"
        smile). Nie miałam nic starego, pozyczonego, ani niebieskiego. Miałam
        "nieszczęśliwy" bukiet z czerwonych róż smile Buty, zdaje się, miałam z odkrytą
        piętą. Nikt w nas nie rzucał monetami, co do obracania przy ołtarzu to nie
        pamiętam wink Jedynie oczepiny były - rzucałam welonem, a mąż cylindrem smile))

        Sam ślub był piękny, choć szczegółów dowiedziałam się z filmu smile Mszę odprawiał
        mój chrzestny. Biedny chyba był równie zestresowany jak my, bo na kazaniu trochę
        się zaplątał smile Mieliśmy również dostać błogosławieństwo papieża - dostaliśmy,
        ale jakieś 2 miesiące po ślubie bo poczta nawaliła smile

        Wesele był super. Klasyczne, czyli z alkoholem, orkiestrą i setką gości smile Ale
        takie chcieliśmy. Konsumpcja alkoholu była zdecydowanie w granicach
        przyzwoitości, wszyscy bawili się do rana, włącznie z 90-letnią babcią męża smile
        Padliśmy w hotelu koło piątej rano, a kiedy się obudziliśmy okazało się... że
        wszyscy sobie pojechali, a nas zostawili z furą prezentów. Musieliśmy zamówić
        bagażową taksówkę wink
        Pamiętam, że dzień po jakoś do mnie nie docierało, że już "po wszystkim" smile
        • mader1 Re: Wesela 31.01.08, 14:50
          chciałam Cię własnie poprosić, zebyś napisała coś o swoim weselu smile
          Świetnie smile
Inne wątki na temat:
Pełna wersja