Dodaj do ulubionych

Wychowanie a role społeczne

02.04.07, 11:47
Witam wszystkich, jestem nowasmile
Jak jest w waszych domach? To bardzo trudne – rodzice powinni być wzorami dla
dzieci w kwestii przyszłego bycia kobietą i mężczyzną. Ale co tak naprawdę
jest najważniejsze, a co jest przeżytkiem ubiegłych epok? Gdzie jest to sedno
kobiecości i męskości? Wszechobecny pęd do indywidualizmu (cóż,
przyjemnego...) i rewolucja w funkcjonowaniu społecznym kobiet w ostatnim
stuleciu spowodowały rewolucje w domach. Chciałabym uniknąć szufladki z
napisem: „partnerstwo ustawowe, w każdej kwestii po 50%”, ale też nie
odpowiada mi podział na czynności „męskie” i „kobiece”, jeśli akurat nie
chodzi o kryterium oczywiste, czyli np. siły fizycznej lub karmienia
piersiąsmile. No ale garów macicą się nie myje.... smile
Może jednak pewne podziały ról są potrzebne, żeby dziecko miało jasny
przekaz? Bo czym w końcu ta mama różni się od taty??
Obserwuj wątek
    • mama_kasia Re: Wychowanie a role społeczne 02.04.07, 12:58
      U nas mama od taty różni się charakterem i ...urodą wink)
      A tak na poważnie, to rzeczywiscie różni się cechami charakteru.
      Mam wrażenie, że pokazuję inne sfery życia i o inne się
      troszczę.
      Natomiast to, że akurat to ja gotuję obiad i jestem w domu, to
      sprawa drugorzędna, choć nam osobiście ten tyadycyjny podział
      ról bardzo odpowiada smile Jednak z tym mam pewne obawy, jeśli
      chodzi o dzieci. Chciałabym im jednocześnie pokazać, żeby się
      kształciły, żeby zdobywały zawód. Uważam, że jest to ważne.
      Boję się (trochę wink, żeby nie uznały, że to mąż jest od
      zarabiania pieniędzy (bo tak jest u nas). Na szczęście
      kształcę się dalej, opowiadam też (choć może za rzadko) o tym,
      jak kiedyś pracowałam, jak studiowałam. Co prawda, Ania kiedyś
      uraczyła nas wiadomością, że pójdzie na studia, aby znaleźć męża wink))
      Ale marzy też o pracy na farmie. Może nie będzie tak źle z tym
      przekazem wzorców wink
    • isma Re: Wychowanie a role społeczne 02.04.07, 13:19
      U nas przez ladnych kilka lat Tata byl kogutem domowym, a Mama zarabiala na
      dom. Teraz zreszta, chociaz Tata pracuje, to on zarabia na waciki (tj.,
      przepraszam, na gaze opiekunki), a na Mamie nadal spoczywa ciezar utrzymania
      rodziny. Mama pracuje zawodowo, bo lubi swoja prace, i mysli sobie, ze jest to
      praca sensowna wink)).

      Mama jest rodzinnym ministrem spraw zagranicznych, a Tata jest ministrem spraw
      wewnetrznych. I jako taki, to on piastuje - choc na pierwszy rzut oka na to
      wcale nie wyglada - teke premiera wink)).

      Corka - na razie jest bystrym weryfikatorem otaczajacej ja rzeczywistosci.
      Macierewicz jaki, czy co?????
    • minerwamcg Re: Wychowanie a role społeczne 02.04.07, 13:23
      Nie wiemy jak będzie, kiedy urodzi się nam dziecko - na razie zdajemy sobie
      sprawę, że podział prac domowych będzie mocno niestandardowy smile Weasley pracuje
      w domu, ja poza nim - toteż schemat mama-tata pod pewnymi względami się
      odwróci smile
      Na razie jedno jest pewne: żona gotuje, mąż zmywa. Mąż karmi pralkę, żona
      prasuje (to co się już żywcem nie da nie prasować). Żona sprząta, ale mąż
      odkurza, ponadto myje urządzenia w łazience. Mąż ściele łóżka, żona (na ogół)
      robi zakupy, z tym, że jak są ciężkie, to mąż wozi i nosi. Żona płaci rachunki
      (kliknięciem w komputer), mąż robi za szofera, co wszak i tak uwielbia.

      Z drugiej strony ja bardzo chętnie imam się zajęć mocno babskich - lubię szyć i
      robić na drutach, często piekę chleb. Weasley za to z pasją i przejęciem
      naprawia nasz mały czołg.
      Trudno na podstawie naszego układu wysnuć jakąś regułę. Na szczęście ułożyło
      się tak, że Weasleyowi nie przeszkadzają czynności, których ja nie znoszę, i
      vice wersa. Na wielkie sprzątanie wyrzucam Weasleya z domu nie z chęci
      poświęcania się, tylko dlatego, że jest to dom bardzo mały i dwie krzątające
      się osoby przeszkadzałyby sobie bardzo, o czym nieraz się przekonaliśmy.
      Niezależnie od tego każde z nas ma swoje ulubione zajęcia, których nie
      odstąpiłoby nikomu smile
    • stara_dominikowa Re: Wychowanie a role społeczne 02.04.07, 14:05
      a nie zastanawia was, jakie będą długofalowe skutki tego, że różnice między
      płciami się zacierają? gdzie gra różnorodności? gdzie romantyczna wizja
      opiekunki domowego ogniska i samca targającego kawał mięcha na obiad? czy ona
      pierze+on prasuje oraz on gotuje+ona zmywa nie spowoduje nieznośnie nudnej
      unifikacji?
      • isma Re: Wychowanie a role społeczne 02.04.07, 14:11
        Komu sie zacieraja????
        Roznice sa, tylko one, jak by to powiedziec, MSZ nie przejawiaja sie w tym, ze
        ktos jest opasany fartuchem, a ktos ubrudzony smarem.

        Przynajmniej u nas, roznice sa w warstwie, no, jak by to powiedziec, znacznie
        glebszej. Meskie i kobiece spojrzenie na swiat sa tak bardzo odmienne, ze sie
        znakomicie uzupelniaja - a kto za jaka robote sie chwyta, to naprawde
        drugorzedne wink))
        • stara_dominikowa Re: Wychowanie a role społeczne 02.04.07, 14:34
          konkret konkretsmile "dużo różnic", "odmienne spojrzenie" to trochę za mało, żeby
          mnie przekonać. a z tą robotą to konsekwencja głębszych zmian społecznych jak
          dla mnie, tak jak strój nie jest tylko obojętnym opakowaniem.
          • franula Re: Wychowanie a role społeczne 02.04.07, 14:51
            "gdzie romantyczna wizja
            opiekunki domowego ogniska i samca targającego kawał mięcha na obiad"

            chyba mamy różne definicje slowa romantycznośćsmile
            • stara_dominikowa Re: Wychowanie a role społeczne 02.04.07, 15:01
              franula napisała:

              > "gdzie romantyczna wizja
              > opiekunki domowego ogniska i samca targającego kawał mięcha na obiad"
              >
              > chyba mamy różne definicje slowa romantycznośćsmile


              to był skrót myślowy bez byrona w tle, wizja poukładanego świata gdzie wszystko
              ma swoje miejsce, a to co kobiece i męskie jest łatwe do zdefiniowania.
              • franula Re: Wychowanie a role społeczne 02.04.07, 15:30
                a nie sadzisz że owo zdefiniowaanie jest bardzo ograniczające?

                zdefiniowanie kobiecości pozwala zakładać każdemu że skoro jestem kobieta to
                uwielbiam gotować sprzątać i latać ze szmatą a mój mąz wyłacznie gzrebie w
                samochodzie (pewne przedsądy które objawiają się w pytaniu "czy dałaś już obiad
                mężowi?" oraz w zdumieniu na widok ojca który potrafi przewinąć własne dziecko"

                zakładam i zawsze zakładałam że role są negocjowalne a obowiązki wspólne co
                oznacza że w związku na drodze dialogu te obowiązki się dzieli to robi razem to
                robię ja a to ty. Ja przed ślubem oznajmiłam nieco lekkomyslnie męzowi że nie
                będę sprzątać i prasować. Oczywiście praktyka i codzienne zycie wymusza pewne
                ustępstwasmile ale nadal podział mamy nie do końca standardowy i dobrze mi z tym.

                Tak zwany tradycyjny podział ról uważam za po prostu niesprawiedliwy i to nie
                mówię tylko o ucisku kobietsmile bo dla facetów to też było graniczające, tak mi
                się zdaje. W ogóle jednostki niestadardowe (kobiety z umysłem ścisłym, faceci
                wrażliwcy) w takim układzie nie mieli szans na samorealizację. Wiwat wolnośćsmile
                • stara_dominikowa franula 02.04.07, 16:05
                  myślę, że zrozumiałaś mnie opacznie.
                  właściwością ludzkiego umysłu jest porządkowanie. uważam, że istnieje potrzeba
                  definiowania kobiecości i męskości, szczególnie w dzisiejszym świecie, w
                  natłoku informacji. i niekoniecznie przez ścierę i gary. a płeć nie jest
                  konwencją, jakby chciała Magdalena Środa.
                  • franula Re: franula 02.04.07, 16:09
                    to co to dla ciebie znaczy "to co kobiece a co męskie jest łatwe do
                    zdefiniowania"?
      • minerwamcg Re: Wychowanie a role społeczne 02.04.07, 15:31
        Powiem Ci na ucho - te prace są same w sobie niezwykle nudne, niezależnie od
        tego, kto je wykonuje. Ale ci...sza!
        Wizja samca z kawałem mięcha ubawiła mnie do łez - Weasley jest
        wegetarianinem smile))) Obraz dwumetrowego chłopa w skórach uginającego się pod
        ciężarem monstrualnej sałaty sprawił, że oplułam domowe ognisko... pardon,
        monitor smile
        • mama_kasia Re: Wychowanie a role społeczne 02.04.07, 16:37
          smile))
          A mój mąż przynosi kawały kiełbasy, zdobytej na pobliskim rynku.
          A potem wiesza to na sznurku w kuchni. I jest bardzo z siebie dumny wink
          Lubię, jak zdobywa żywność smile
          • mader1 Re: Wychowanie a role społeczne 02.04.07, 16:49
            mój kiedyś przytachał z Makro naprawdę ogromny kawał mięcha - mieliśmy gości
            na Sylwestra - Melanii. Wyglądał jak myśliwy smile))
    • kasiamaga Re: Wychowanie a role społeczne 02.04.07, 15:38
      U nas tak się jakoś porobiło, że to głównie ja zajmuję się domem i dziećmi (z
      różnym skutkiem domem, z lepszym dziećmi wink ), mój mąż zdecydowanie więcej
      pracuje i znacznie więcej zarabia. W miarę wolnego czasu jednak chętnie włącza
      się w prace domowe (zakupy, łazienki, mycie garów), a już ciasta na święta
      pieczemy zawsze razem smile Myślę, że nie o to jednak chodzi. Moje dzieci
      doskonale wiedzą, kiedy przyjść z jakąś sprawą do mnie, a kiedy do taty. I na
      tym polega główna różnica pomiędzy ojcem i matką - on patrzy na świat inaczej,
      ona inaczej. Tam, gdzie potrzeba zrozumienia, pogadania, wyżalenia się, tam
      gdzie ma być delikatniej, tam gdzie przez lata i na wieki Astrid Lindgren - tam
      u nas jest mama. Tam, gdzie potrzebne jest konkretne działanie, mocne słowa,
      tajemnicze wyprawy, "Trylogia" - tata. I to wcale nie znaczy, że mama nie bywa
      stanowcza a tata czuły - to znaczy, że dzieci doskonale wiedzą, kto jest kim. A
      co robi w domu? No cóż, to oczywiste, że wzorce wyniesione z domu będą
      powielane w ich związkach, ale to chyba naturalne... Przecież zawsze dołożą coś
      od siebie - i stworzą całkiem nową rodzinę smile
    • mader1 Re: Wychowanie a role społeczne 02.04.07, 16:10
      A jużżeśmy sobie trochę o tym rozmawiali :
      forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=16182&w=57446706&a=57446706
      Ale wiecie co, jakiś tydzień temu wyczytałam w Rzepie taki krótki artykulik na
      temat pewnych badań przeprowadzonych w Szwecji. Nie cytowałam go, bo coś mnie
      zajęło i zapomniałam o nim - dopiero dominikowa mi pamięć pobudziła smile))
      Badano tam zależność w różnych regionach Szwecji między równym dostępem do
      stanowisk kierowniczych, chorobami i śmiertelnością. W regionach, gdzie jest
      największe równouprawnienie jest najwyższa zachorowalność i śmiertelność
      zarówno wśród kobiet, jak i mężczyzn.
      Co o tym myślicie ?
      • minerwamcg Re: Wychowanie a role społeczne 02.04.07, 16:36
        Uhm... przecież wszyscy wiedzą, że od władzy się babom we łbach przewraca, z
        czego chorują i umierają smile))
        • mader1 Re: Wychowanie a role społeczne 02.04.07, 16:51
          a chłopom ? smile))
          • minerwamcg Re: Wychowanie a role społeczne 02.04.07, 16:58
            A chłopom (także w znaczeniu klasy społecznej) od władzy dzieje się co innego,
            za co ich potem na badania genetyczne ciągają...
            • mader1 Re: Wychowanie a role społeczne 02.04.07, 17:21
              smile)))
              ale u chłopów też była większa śmiertelność i zachorowalność smile
              • a_weasley Re: Wychowanie a role społeczne 02.04.07, 17:35
                mader1 napisała:

                > smile)))
                > ale u chłopów też była większa śmiertelność i zachorowalność smile

                A bo ich szlag trafiał, że się z tymi wszystkimi babami muszą użerać, a co się
                której przeciwstawią, to ich oskarżają o męski szowinizm wink
      • franula Re: Wychowanie a role społeczne 02.04.07, 17:36
        MAdre
        akurta to jest dla mnie proste do wyjasnienia.
        W końcu stanowiska kierownicze to sam stressmile FAceci dostają zawałów to i
        kobity jak się tam doczłapiąsmile
    • alex05012000 Re: był dopiero podobny temat.... 02.04.07, 16:15
      forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=16182&w=57446706
      wychowanie do życia w rodzinie, w rodzinie....
      ja mam nietypowe małżeństwo i nietypowe ognisko domowe... wiec sie nie
      wypowiadam, bo u mnie wsio na opak... ale w ogóle wszelkie sztywne podziały ról
      na M i K, zabaw/ubrań na dziewczęce i chłopięce, uważam za przeżytek i
      sztuczność...
      "Może jednak pewne podziały ról są potrzebne, żeby dziecko miało jasny
      > przekaz? Bo czym w końcu ta mama różni się od taty?"
      czym sie mama różni od taty to widać gołym okiem, a kto sprząta, kto zarabia na
      dom i kto co tam innego robi to naprawdę: róbta jak chceta! czego jasny przekaz
      powinno mieć owe dziecko? nie do końca rozumiem... oprócz ciąży, rodzenia i
      karmienia piersią wszelkie inne czynności mogą być wykonywane zarówno przez
      kobiety jak i mężczyzn... co kto lubi/może/ma ochotę....
      • a_weasley Re: był dopiero podobny temat.... 02.04.07, 16:37
        alex05012000 napisała:

        > ale w ogóle wszelkie sztywne podziały ról na M i K, zabaw/ubrań na
        > dziewczęce i chłopięce, uważam za przeżytek i sztuczność...
        <ciach>
        > oprócz ciąży, rodzenia i karmienia piersią wszelkie inne czynności mogą
        > być wykonywane zarówno przez kobiety jak i mężczyzn...

        Ależ oczywiście, że mogą. Powstaje tylko pytanie, po co.
        Że mózg kobiety jest inaczej zbudowany, to wiadomo od dawna. Byłoby co najmniej
        dziwne, gdyby istoty o różnych mózgach miały takie same predyspozycje do
        wszystkiego.
        Byłoby zresztą równie dziwne, gdyby samce i samice w gatunku żyworodnym, mającym
        zazwyczaj tylko jedno młode w miocie, opiekującym się potomstwem, w którym młode
        długo pozostają bezradne i całkowicie zależne od matki - miały jednakowe mózgi.
        Że już o dramatycznej różnicy możliwości rozrodczych, przekładającej się (tym
        skuteczniej, że na poziomie podświadomym) na ogląd świata w ogóle, a stosunek do
        potomstwa w szczególności, nie wspomnę.
        • minerwamcg Re: był dopiero podobny temat.... 02.04.07, 16:55
          > Że mózg kobiety jest inaczej zbudowany, to wiadomo od dawna. Byłoby co
          > najmniej dziwne, gdyby istoty o różnych mózgach miały takie same
          > predyspozycje do wszystkiego.

          Dlatego Tobie zostawiam czynności proste, jak szorowanie wanny, odkurzanie czy
          słanie łóżka, a sobie finezyjne jak prasowanie czy pieczenie chleba smile
        • paszczakowna1 Re: był dopiero podobny temat.... 02.04.07, 17:07
          > Że mózg kobiety jest inaczej zbudowany, to wiadomo od dawna.

          Od dawna. Tyle że większość z tego, co na ten temat było wiadomo, okazało się
          nieprawdą.

          Osobiście uważam, że znacznie przecenia się wpływ płci na percepcję świata - a
          także na predyspozycje. Lat temu 50 kobieta-profesor nauk przyrodniczych była
          sensacją. Teraz np. chemia się ostro feminizuje (a rektorem UW jest profesor
          fizyki płci żeńskiej). Genetyka się zmieniła? Nie, kultura.

          Drażni mnie na przykład niewymownie automatyczne przepisanie indywidualnych
          preferencji na płeć - Małgosia lubi koty? Bo jest dziewczynką. Jaś lubi psy? Bo
          jest chłopcem. Nie dlatego, że Małgosia jest Małgosią, a Jaś Jasiem.

          Tak nieco poza tematem, trzeba sobie zdać sprawę, że zyjemy (w krajach
          rozwiniętych) w czasach bezpośrednio po gigantycznej rewolucji. Dopiero od
          bardzo niedawna do przekazanie genów ludziom wystarczy spłodzenie 1-2
          potomostwa, i kobieta, średnio rzecz biorąc, nie jest cały czas zajęta rodzeniem
          i wychowywaniem dzieci (z których większość jeszcze 100 lat temu umierała we
          wczesnym dzieciństwie). Do ról "tradycyjnych" nie ma powrotu (no chyba że
          nastąpi kompletny upadek cywilizacji).
          • minerwamcg Re: był dopiero podobny temat.... 02.04.07, 17:31
            Dżentelmeni nie dyskutują z faktami... a więc damy również nie powinny. Jak
            równouprawnienie, to równouprawnienie smile))
            A faktem jest, że ja znajduję drobne przedmioty łatwiej od Weasleya. I faktem
            jest, że on lepiej orientuje się w przestrzeni. Nie wątpię, że GDZIEŚ JEST
            mężczyzna mający pamięć do drobiazgów (pierwszy z brzegu zegarmistrz) i GDZIEŚ
            JEST kobieta z fenomenalną orientacją (pilotki rajdowe), ale na nasz użytek
            lepiej będzie, jeśli to ja poszukam w trawie spinki od koszuli, a on niedawno
            utworzonego ronda księdza Paciorka. I tak jest z mnóstwem spraw, nie tylko u
            nas.
            • paszczakowna1 Re: był dopiero podobny temat.... 02.04.07, 18:09
              Biolog, fizyk i matematyk jadą pociągiem przez Szkocję. Popatrz, mówi biolog,
              krowy w Szkocji są czarne. Nie, mówi fizyk, wiemy tylko, że w Szkocji jest
              przynajmniej jedna czarna krowa. Bynajmniej, odpowiada matematyk, wiemy, ze w
              Szkocji jest jedna krowa czarna z lewej strony.

              Ze Ty i Wesley tak macie, to jest fakt. Reszta, to już interpretacja. (Ja,
              niestety, nie znajdę ani szpilki, ani ronda, choć już prędzej to drugie, a po
              spędzeniu z kimś 8 godzin vis-a-vis nie mam pojęcia, jak był ubrany.)
              • a_weasley Re: był dopiero podobny temat.... 02.04.07, 18:22
                paszczakowna1 napisała:

                > Ze Ty i Wesley tak macie, to jest fakt. Reszta, to już interpretacja. (Ja,
                > niestety, nie znajdę ani szpilki, ani ronda, choć już prędzej to drugie, a po
                > spędzeniu z kimś 8 godzin vis-a-vis nie mam pojęcia, jak był ubrany.)

                I z przepisaniem obcego nazwiska też różnie bywa...
                Tak poważnie, to równie dobrze można w kwestii wzrostu powiedzieć, że faktem
                jest, iż ja jestem wyższy od Minerwy, a reszta to interpretacja i twierdzenie,
                że mężczyźni są generalnie wyżsi od kobiet, jest fałszywe, albowiem istnieją
                mężczyźni wzrostu siedzącego psa i Horpyny rozbijające sobie głowę o co drugą
                futrynę.
                Tyle, że kwestionowanie uogólnienia w przypadku wzrostu jest łatwym do
                zdemaskowania absurdem, a w sprawach nieco subtelniejszych można sobie
                formułować ideologiczne teoryjki do woli.
          • a_weasley Re: był dopiero podobny temat.... 02.04.07, 17:33
            paszczakowna1 napisała:

            > Drażni mnie na przykład niewymownie automatyczne przepisanie indywidualnych
            > preferencji na płeć - Małgosia lubi koty? Bo jest dziewczynką. Jaś lubi psy?

            Automatyczne, i owszem. Większość takich zjawisk jest prawdziwa w tendencji, a
            nie bezwyjątkowo.

            > Tak nieco poza tematem, trzeba sobie zdać sprawę, że zyjemy (w krajach
            > rozwiniętych) w czasach bezpośrednio po gigantycznej rewolucji. Dopiero od
            > bardzo niedawna do przekazanie genów ludziom wystarczy spłodzenie 1-2
            > potomostwa, i kobieta, średnio rzecz biorąc, nie jest cały czas zajęta
            rodzeniem i wychowywaniem dzieci

            Jest to prawdą. Natomiast predyspozycje, które się utrwalały przez wieki,
            trwają. Dalej kobiety mają (statystycznie) lepszy słuch muzyczny i lepszy węch,
            a gorszą wyobraźnię przestrzenną. Dalej przy tym samym wychowaniu kobiety mają
            wyższy poziom empatii (statystycznie), a niższy agresji (statystycznie).
            I dalej mężczyzna wie, że (technicznie rzecz biorąc) mógłby jeśli nie
            codziennie, to co drugi dzień zapładniać inną kobietę, a ogonek mu podpowiada,
            żeby próbował. Nie wzięło się znikąd ani powiedzenie, że "matka kocha dzieci za
            to, że są, a ojciec, jakie są" i nie wzięły się znikąd różnice między miłością
            ojcowską a matczyną, w skrócony (i siłą rzeczy strywializowany) sposób ujęte w
            tym powiedzeniu.
            Jest to policzek dla postępowej ludzkości: nie wszystko zależy od nas. Mężczyźni
            są mężczyznami, a kobiety kobietami.
          • mama_kasia Re: był dopiero podobny temat.... 03.04.07, 08:32
            Do ról "tradycyjnych" nie ma powrotu (no chyba że
            > nastąpi kompletny upadek cywilizacji).

            To zdaje się, że w moja rodzina chyli się ku upadkowi
            cywilizacyjnemu wink))), bo nam role tradycyjne odpowiadają,
            choć na pewno nie są one już tak bardzo tradycyjne jak kiedyś.
            Jednak poczucie bycia "opiekunką domowego ogniska" we mnie jest,
            a u męża zdobywcy żywności smile

            ps.Z wyjątkiem tych dni, kiedy mam dosyć wink
        • franula Re: był dopiero podobny temat.... 02.04.07, 17:45
          No dobra
          nawet gdyby uznać argument ewolucyjny (hmm spod paru nakazów ewolucji udalo się
          nam jakoś uwolnićsmile i anwet gdyby uznać że mózgi są różne i mają różne
          predyspozycje (pewnie tak tylko do jakiego stopnia..) to czy mozna z tego jak
          jest wnioskowac jak powinno być? Założycielka watku pyta czy powinniśmy pewne
          wzory męskości kobiecości przekazywać.

          Mnie nie przeszkadza że powiedzmy w 90 % rodzin to kobieta np. gotuje
          (przykład) nie chce tylko by te 10% rodzin gdzie jest inaczej było piętnowanych
          jako dziwacy wyrzutki etc. Albo inaczej:
          być może wśród mężczyzn jest wiecej umysłów scisłych z takimi predyspozycjami,
          być może kobiety statystcznie są bardzij opiekuńcze. Byc może ma to korzenie w
          ewolucji, budowie mózgów etc byle nie przenosic statystyki na pojedynczego
          człowieka. Byle nie wynikało z tego ze kobieta zdająca na matematykę jest
          dziwadłem, facet pracujący w przedszkolu jest z punktu podejrzewanym o
          pedofilię niemęskim osobnikiem, a pani domu w którym nie podaje się
          trzydaniowym obiadów nie była przez te pryzmat oceniana bardziej niż pan tegoż
          domusmile

          Nie chce też by facet poznający moją córke z góry zakładał że kobieta ma
          specjalne hormony do sprzątania..smile

          I nie rozumiem postawionego przez Weasleya pytania "po co?"
          • mader1 Re: był dopiero podobny temat.... 02.04.07, 17:54
            > Nie chce też by facet poznający moją córke z góry zakładał że kobieta ma
            > specjalne hormony do sprzątania..smile

            Moje nie mają smile)) Nauczyć je, że się sprząta to jest ciężka praca smile))
            Chłopca takoż smile
            • franula Re: był dopiero podobny temat.... 02.04.07, 18:06
              Mader
              ja też nie mam takowychsmile Prędzej męża podejrzewam, za co teściowej biję
              pokłony łbem w posadzkęsmile
          • a_weasley Re: był dopiero podobny temat.... 02.04.07, 18:16
            franula napisała:

            > No dobra
            > nawet gdyby uznać argument ewolucyjny (hmm spod paru nakazów ewolucji udalo się
            >
            > nam jakoś uwolnićsmile i anwet gdyby uznać że mózgi są różne i mają różne
            > predyspozycje

            Możemy nie uznawać. Możemy nawet uznać, że Księżyc jest zbudowany z zielonego sera.

            > Mnie nie przeszkadza że powiedzmy w 90 % rodzin to kobieta np. gotuje
            > (przykład) nie chce tylko by te 10% rodzin gdzie jest inaczej
            > było piętnowanych jako dziwacy wyrzutki etc.

            No więc otóż to.
            Są zajęcia, do których większe predyspozycje mają mężczyźni, i takie, do której
            większe mają kobiety. Statystycznie oczywiście.
            Podobnie jak są zajęcia, do których większe predyspozycje mają ci, którzy
            skończyli prawo, i ci, którzy skończyli filologię niemiecką. Co nie znaczy, że
            nie znajdą się filolodzy niemieccy, którzy niemieckie dokumenty tłumaczą sto
            razy gorzej ode mnie.

            > być może wśród mężczyzn jest wiecej umysłów scisłych z takimi predyspozycjami,
            > być może kobiety statystcznie są bardzij opiekuńcze.
            > Byc może ma to korzenie w
            > ewolucji, budowie mózgów etc byle nie przenosic statystyki na pojedynczego
            > człowieka. Byle nie wynikało z tego ze kobieta zdająca na matematykę jest
            > dziwadłem, facet pracujący w przedszkolu jest z punktu podejrzewanym o
            > pedofilię niemęskim osobnikiem,

            Problem polega na tym, że mamy proces odwrotny: dążenie za wszelką cenę do
            wyrównania liczby mężczyzn i kobiet gdzie się da. Jeżeli na przykład w
            olimpiadzie matematycznej w pierwszej setce jest 70 chłopców, w pierwszej
            dwudziestce 16, a w pierwszej piątce 5, to dopuszczalne są wszystkie wyjaśnienia
            poza tym, że chłopcy są - statystycznie - dużo bardziej uzdolnieni do tego
            przedmiotu. Będzie się grzebać w programie nauczania, doszukiwać konsekwencji
            wielowiekowej opresji kobiet, kombinować wyrównywanie szans, żeby jednak tych
            dziewczyn startowało tyle samo i żeby ich było tyle samo w pierwszej czwórce...
            i nikt się nie zdziwi, że równocześnie wśród dziesięciorga laureatów olimpiady
            polonistycznej jest dziewięć dziewczyn.

            > I nie rozumiem postawionego przez Weasleya pytania "po co?"

            Znaczyło ono: jaki jest cel promowania wykonywania przez kobiety zajęć, które w
            danej kulturze na ogół wykonują mężczyźni.
            • paszczakowna1 Re: był dopiero podobny temat.... 02.04.07, 20:35
              > wyrównania liczby mężczyzn i kobiet gdzie się da. Jeżeli na przykład w
              > olimpiadzie matematycznej w pierwszej setce jest 70 chłopców, w pierwszej
              > dwudziestce 16, a w pierwszej piątce 5, to dopuszczalne są wszystkie wyjaśnieni
              > a
              > poza tym, że chłopcy są - statystycznie - dużo bardziej uzdolnieni do tego
              > przedmiotu. Będzie się grzebać w programie nauczania, doszukiwać konsekwencji
              > wielowiekowej opresji kobiet, kombinować wyrównywanie szans, żeby jednak tych
              > dziewczyn startowało tyle samo i żeby ich było tyle samo w pierwszej czwórce...
              > i nikt się nie zdziwi, że równocześnie wśród dziesięciorga laureatów olimpiady
              > polonistycznej jest dziewięć dziewczyn.

              Cóż, jeśli juz jesteśmy przy tym temacie, faktem jest także (i to piszę z
              własnego doświadczenia), że matematycznie utalentowana dziewczyna bywa starannie
              demotywowana. Mojej nauczycielki matematyki z liceum (skądinąd b. dobrej) nic
              nie było w stanie przekonać, że dziewczyna może mieć zdolności matematyczne, co
              najwyżej że "jest pracowita i się nauczyła". Takie, niestety, jest
              niebezpieczeństwo stereotypów (skądinąd, jak piszesz poniżej, w życiu nierzadko
              pożytecznych).

              > Znaczyło ono: jaki jest cel promowania wykonywania przez kobiety zajęć, które w
              > danej kulturze na ogół wykonują mężczyźni.

              Jakoś tak się składa, że zajęcia wykonywane przez kobiety są z reguły nisko
              płatne i mało prestiżowe. Prawdopodobnie, im mniej zajęć "typowo kobiecych" i
              "typowo męskich", tym mniejszy stopień dyskryminacji kobiet. Czy to jest droga
              najlepsza, pozostaje, rzecz jasna, do dyskusji.

              PS Za przekręcanie pseudonimu przepraszam. Na początku skojarzyłeś mi się nie z
              postacią z Harry'ego Pottera, ale z metodystycznym kaznodzieją, i jakoś mi jedno
              z drugim interferuje.
              • minerwamcg Re: był dopiero podobny temat.... 05.04.07, 13:22
                >faktem jest także (i to piszę z > własnego doświadczenia), że matematycznie
                > utalentowana dziewczyna bywa starannie demotywowana. Mojej nauczycielki
                > matematyki z liceum (skądinąd b. dobrej) nic nie było w stanie przekonać, że
                > dziewczyna może mieć zdolności matematyczne, co najwyżej że "jest pracowita
                i > się nauczyła". Takie, niestety, jest niebezpieczeństwo stereotypów
                > (skądinąd, jak piszesz poniżej, w życiu nierzadko pożytecznych).

                Piszesz o moim znajdowaniu drobnych przedmiotów a Weasleya orientacji
                przestrzennej jako o czymś, co zdarza się nam, konkretnie nam i wara od
                uogólnień, bo to są doświadczenia pp. Weasleyów, ich i tylko ich. Wobec tego
                pozwól sobie powiedzieć, że Twoje doświadczenia z metematyczką demotywującą
                dziewczyny są Twoje i tylko Twoje (innych uczniów tej pani na forum nie znamy).
                A np. nasze są nieco inne, znamy albowiem klasę matematyczną w prestiżowym
                gimnazjum, gdzie dziewczyn jest owszem, mniej - ale też dużo. W pierwszej
                klasie na trzydzieścioro było 12 dziewczyn, to sporo. W dodatku, nie robiąc tu
                bynajmniej aluzji do Twego wieku, nasze doświadczenia są nieco bardziej hm...
                współczesne smile)

                A propos, czy mogłabyś coś napisać o samej matematyczce, tzn. jak ona
                postrzegała s i e b i e jako matematyczkę? Jako uzdolniony wyjątek (wtedy
                zdolności innych istot żeńskich zaprzeczałyby jej wyjątkowości i mielibyśmy
                jakieś wytłumaczenie, dlaczego nie chce ich uznać), czy jako pracowitą a
                niezdolną babę, która nigdy nie dorówna matematykom-facetom? Mnie się wydaje,
                że we własnych oczach ta pani raczej była tym pierwszym, ale mogę się
                mylić.
            • franula Re: był dopiero podobny temat.... 02.04.07, 20:38
              !)
              ale w ogóle wszelkie sztywne podziały ról na M i K, zabaw/ubrań na
              > dziewczęce i chłopięce, uważam za przeżytek i sztuczność...
              <ciach>
              > oprócz ciąży, rodzenia i karmienia piersią wszelkie inne czynności mogą
              > być wykonywane zarówno przez kobiety jak i mężczyzn...

              Ależ oczywiście, że mogą. Powstaje tylko pytanie, po co.

              Weasley'u a gdzie tu mowa o promowaniu?? dlatego nie rozumiałam Twojego "po
              co"

              czy też nie widzisz celu promowania wśród mężczyzn rzeczy których w naszej
              kulturze wykonuja kobiety? np zajmowanie się własnym potomstwem?

              Acha i każdy widzi co chce widziec - Ty widzisz probleem odwrotny
              czyli "dążenie za wszelką cenę do wyrównania liczby mężczyzn i kobiet" a ja
              nadal widzę dyskryminację kobiet niestety i założenie facetów wokół że
              ewolucyjnie kobiety są stworzone do sprzątania.
          • minerwamcg Re: był dopiero podobny temat.... 02.04.07, 18:46
            > Nie chce też by facet poznający moją córke z góry zakładał że kobieta ma
            > specjalne hormony do sprzątania..smile

            Poradź córce, żeby wzięła faceta nie prosto od mamy, tylko takiego, który
            trochę sobie pomieszkał na swoim. I już się zdążył przekonać, że nic nie robi
            się samo, a czyste ciuchy, naczynia i posiłki nie spadają z nieba.
            • a_weasley Re: był dopiero podobny temat.... 02.04.07, 19:06
              minerwamcg napisała:

              > > Nie chce też by facet poznający moją córke z góry zakładał że kobieta ma
              > > specjalne hormony do sprzątania..smile

              Do sprzątania to nie, ale według moich obserwacji ośrodek wrażliwości na
              nieposprzątanie kobiety mają o rząd wielkości czulszy.
              Oczywiście statystycznie.
            • a_weasley A propos stereotypów 02.04.07, 19:20

              Był Galicjanin, który o Widniu nie marzył,
              Był pepees, co Żydom oprzeć się odważył,
              Był Litwin, który chętnie oddałby nam Wilno,
              Był endek znamienity odwagą cywilną,
              Byli Prusacy zacni, a nie faryzeje,
              Był patryjota polski, co znał Polski dzieje...

              minerwamcg napisała:

              > > Nie chce też by facet poznający moją córke z góry zakładał że kobieta ma
              > > specjalne hormony do sprzątania..smile

              > Poradź córce, żeby wzięła faceta nie prosto od mamy, tylko takiego, który
              > trochę sobie pomieszkał na swoim. I już się zdążył przekonać, że nic nie robi
              > się samo, a czyste ciuchy, naczynia i posiłki nie spadają z nieba.

              Na pewno znajdziesz singla na swoim, którego mieszkanie przypomina chlew i
              dobrze mu z tym, a jak już żywcem nic nie może znaleźć to woła kulisów do
              sprzątania i wiedźmina do wytrucia potworów, i ukochanego jedynaka mamusi, który
              zazdrości służącej lorda Galluxa i jundze na flagowym okręcie Jej Królewskiej
              Mości, bo zasuwa w domu jak oboje wyżej wymienieni razem wzięci.
              Czy przez to rada Minerwy jest głupia? Nie. Caeteris paribus jest mądra.
              10-centylowy (pod tym względem) singiel pewnie może sobie podać rękę z
              90-centylowym chłopakiem prosto od mamy, zwłaszcza jedynakiem.
              Podobnie w tendencji lepszym kandydatem będzie brat siostry niż jedynak. Ale
              znajdziesz brata siostry, któremu mama całe życie pod nos podtyka (ku rozpaczy
              siostry zresztą), i znajdziesz jedynaka, który różnymi kontaktami społecznymi
              bardzo ładnie to jedynactwo zaleczył.
              Stereotypy nie biorą się znikąd. Są po prostu uogólnieniem potocznej obserwacji
              - że tego się w danych warunkach będziemy spodziewali po przedstawicielu tej czy
              innej grupy.
              Jeżeli spytam dwóch facetów o drogę, każdy powie co innego, po czym obaj wsiądą
              do swoich wozów, z których jeden będzie taksówką - pojadę tak, jak mi poradził
              taksówkarz. Jeżeli żaden wóz nie był taksówką, ale jeden facet mówił po
              góralsku, a drugi zaciągał z białostocka, a rzecz się dzieje w Nowym Targu,
              posłucham górala.
              Mogę się naciąć oczywiście.
              Mogę spotkać upiornie pracowitego i solidnego mieszkańca Białostocczyzny i
              lekkomyślnego, niesłownego Poznaniaka. Niemniej na tle wieloletnich doświadczeń
              wolałbym za te same pieniądze oddać samochód do naprawy w Lesznie niż w Sokółce,
              zwłaszcza jeśli nie jest mi wszystko jedno, czy to potrwa tydzień czy miesiąc.
              Tyle że, cholibka, we Wielkopolsce jest drożej wink
      • mader1 Re: był dopiero podobny temat.... 02.04.07, 16:56
        a w " Wiedzy i Zyciu" czytam sobie o produkcji pereł. I tam napisane jest, że
        zatrudnione są przy niej głównie kobiety - bo delikatne i zręczne smile
        Czyli różnica między kobietą i mężczyzną jest... smile))
    • a_weasley Syntetycznie 02.04.07, 17:39
      Onego czasu opowiedziałem znanej niektórym Wierzbie_B kawał.
      - Wiesz, dlaczego dla 90% kobiet decydującym argumentem jest "bo nie"?
      - ?
      - Bo tak!
      Wierzba obśmiała się jak norka i pry:
      - A chcesz znać odpowiedź poważną?
      - Pewnie.
      - Bo dla 95% mężczyzn nie jest żadnym argumentem "Bo ja tak czuję".
      Zamyśliłem się, po czym po chwili milczenia:
      - Zaraz, sekundę, przecież to naprawdę nie jest żaden argument!
    • minerwamcg Poradnik dla naszych dzieci :))) 02.04.07, 18:05
      Jak odróżnić mamusię i tatusia - krótki kurs.
      Na wzrok:
      Mamusia - 160 w kapeluszu, kulista.
      Tatuś - 193 boso, podłużny.
      Na dotyk:
      Mamusia - miękka
      Tatuś - kanciasty
      Na słuch:
      Mamusia - nisko i głośno
      Tatuś - jeszcze niżej i bardzo głośno
      Na węch:
      Mamusia - czekolada (a potem dziwić się, że kulista)
      Tatuś - piwo (a potem dziwić się, że odmawia pojechania autem)
      Na smak:
      Mamusia - ugryziona wrzeszczy
      Tatuś - wrzeszczy okropnie i wymyśla od "nieszczęsnych faszystów".
      • mader1 Re: i naszych dzieci :))) 02.04.07, 18:54
        Tatuś :
        osobnik zdecydowanie wyższy, dumny ze swojego zarostu. Przebiega przez
        mieszkanie parę razy dziennie z komórką w dłoni, szybko coś zjada, czasem
        zbiera potomstwo i rozwozi je w różne miejsca, można się do niego zwrócić z
        każdym problemem, a on niezmiennie odpowiada " zaraz, zaraz, potem " smile
        Przyciskany wypowiada się jasno, krótko i zdecydowanie, unikając takich
        ozdobników, jak " wydaje mi się", " myslę, że " ( to przecież wiadomo), " a jak
        Ty uważasz ?" smile)) Potrafi wygłupiać się przy stole. Zawiezie w każde miejsce,
        nie błądzi, nie pyta o drogę. Jest znienawidzony przez wszystkich mężów
        koleżanek mamusi, bo : umie umyć okna, ugotować, piec, sprzątać, prać.
        Szczególnie lubi się tym pochwalić , gdy przychodzą goście smile, na co dzień nie
        ma na to czasu.
        Łaskocze, nie lubi spacerów, nauczy rąbać drwa.
        Wygląd ma przyjemny, uśmiech łagodny, ale to tylko pozory - potrafi smagać
        słowami, jak biczem.
        Kręci się przy komputerze albo przy mamusi

        Mamusia:

        niska, unika zarostu, zwalczając go wszelkimi sposobami. W domu czy mieszkaniu
        można ją znaleźć dość często. Nieśpiesznie wykonuje przeróżne czynności to
        zaglądając do komputera, to poczytując ( często na głos),to rozmawiając z
        gośćmi czy przez telefon. Pytana o coś nigdy nie da krótkiej odpowiedzi, stara
        się wniknąć w " istotę sprawy". Uważa , ze część awantur miedzy ludźmi wynika z
        tego, ze są głodni badź zmęczeni. Stara się więc wszystkich nakarmić.
        Pokrzykuje. Uwielbia wychodzić na spacer, jeździ z dziećmi w różne dziwne
        miejsca, jakby nie można było pogadać na ławce pod domem. Kobiety ją lubią, bo
        żaden rozsądny facet nie daje jej za przykład matki i żony, gdy jej mąż serwuje
        pizzę własnej roboty gościom smile
        Czyta książeczki, śpiewa i opowiada bajki smile))
        Okupuje komputer smile
    • mamamonika Re: Wychowanie a role społeczne 03.04.07, 08:55
      Dla mnie nie ma potrzeby jakiegoś szczególnego podkreślania sfer męskich i
      kobiecych w związku. To powinno ewoluować naturalnie, a rozwiązań jest tyle,
      ile ludzi. I podejrzewam, że tak było zawsze, tylko może kiedys "pozadomowych"
      możliwości realizacji było mniej, no i sfera związana z obsługą domu zajmowała
      niewymiernie więcej czasu. Dom wymagał albo pracy na okrągło, albo sztabu ludzi.
      Przecież np cielęcinka na obiad wymagała zamordowania, a wcześniej odchowania
      cielaczka... Pranie było wydarzeniem, to samo smażenie powideł czy wypiek
      chleba. Wcale to nie było takie banalne jak dzisiaj
    • stara_dominikowa Re: Wychowanie a role społeczne 03.04.07, 11:59
      ubawiłam się nieźlesmile najbardziej podobało mi się o stereotypach autorstwa
      weasley'a, zahaczającego o niepoprawne politycznie poglądy z którymi się
      zgadzam. niestety, nie spadliśmy z hukiem z nieba i jesteśmy w pewnym stopniu
      zdeterminowani biologicznie. niesamowite jest jak łatwo z okazji takich
      dyskusji wpada się ze skrajności w skrajność: albo tłumaczy się wszystkie
      relacje i motywacje biologią, upraszczając do bólu, albo udaje się, że jesteśmy
      kompletnie od niej uwolnieni przez kulturę. rozwiązanie najprostsze, czyli
      uznanie, że to subtelna gra tych dwóch czynników jest jakoś niemożliwe do
      zaakceptowania dla większości.
      myślę, że w świecie zachodnim społeczne przemiany pogalopowały hen i zostawiły
      w tyle kobietę z jaskini, która "powstawała" długo i sprawdziła się w
      kontekście rozwoju ludzkości. co będzie teraz?
      • paszczakowna1 Re: Wychowanie a role społeczne 03.04.07, 13:02
        Człowieka z jaskiń społeczeństwa zostawiły daleko za sobą - wtedy mniej więcej,
        gdy zaczęto uprawiać rolę i hodować zwierzęta, czyli już dość dawno. Niezależnie
        od płci, żyjemy od dawna w warunkach, do których nie jesteśmy biologicznie
        przystosowani. Więc nie widzę powodu, żeby akurat nad kobietami się z tego
        powodu użalać.

        A co będzie teraz? Nic specjalnego, IMHO. To, co najbardziej istotne, już się
        dokonało jakieś 70-150 lat temu (zależnie od poziomu rozwoju kraju, mowa o tzw.
        "krajach rozwiniętych"), a najbardziej istotne społeczne przemiany też już
        nastąpiły dość dawno temu.
        • a_weasley Re: Wychowanie a role społeczne 03.04.07, 14:13
          paszczakowna1 napisała:

          > Człowieka z jaskiń społeczeństwa zostawiły daleko za sobą - wtedy mniej więcej,
          > gdy zaczęto uprawiać rolę i hodować zwierzęta, czyli już dość dawno.

          Człowiek z jaskiń żyje w nas w dalszym ciągu. Te kilka tysięcy lat uprawy roli,
          bo tyle nasza gałąź gatunku Homo Sapiens za sobą ma, to jest dla ewolucji mózgu
          chwila.
          A przez przygniatającą większość tej chwili nasi przodkowie żyli w warunkach, w
          których w dalszym ciągu istniał bardzo wyraźny podział ról społecznych. I osoby
          lepiej wyposażone - także biologicznie - do wykonywania ról przypisanych swojej
          płci miały większe szanse na znalezienie atrakcyjnych partnerów, czyli dobór
          naturalny sprzyjał utrwalaniu tych predyspozycji.

          > A co będzie teraz? Nic specjalnego, IMHO. To, co najbardziej istotne, już się
          > dokonało jakieś 70-150 lat temu

          150 lat temu? Gdzie?!

          > a najbardziej istotne społeczne przemiany też już
          > nastąpiły dość dawno temu.

          Najbardziej istotne przemiany wciąż trwają, a ich bilans nie jest oczywisty
          (oględnie mówiąc).
          • stara_dominikowa Re: Wychowanie a role społeczne 03.04.07, 15:25
            > Najbardziej istotne przemiany wciąż trwają, a ich bilans nie jest oczywisty
            > (oględnie mówiąc).

            no i przemiany najprawdopodobniej idą w kierunku unifikacji płci, co jest w
            kontekście przetrwania gatunku rozmnażającego sie płciowo mało pocieszające.
            • paszczakowna1 Re: Wychowanie a role społeczne 03.04.07, 17:38
              stara_dominikowa napisała:

              > > Najbardziej istotne przemiany wciąż trwają, a ich bilans nie jest oczywis
              > ty
              > > (oględnie mówiąc).
              >
              > no i przemiany najprawdopodobniej idą w kierunku unifikacji płci, co jest w
              > kontekście przetrwania gatunku rozmnażającego sie płciowo mało pocieszające.

              E, bym się nie przejmowała. Wiele zwierzaków mało się różni, i jakoś sobie
              radzą. wink
          • paszczakowna1 Re: Wychowanie a role społeczne 03.04.07, 17:35
            > Człowiek z jaskiń żyje w nas w dalszym ciągu. Te kilka tysięcy lat uprawy roli,
            > bo tyle nasza gałąź gatunku Homo Sapiens za sobą ma, to jest dla ewolucji mózgu
            > chwila.

            Dokładnie. Jakieś role społeczne kobiet i mężczyzn (czy też samic i samców) były
            w czasach jaskiniowych, i one pewnie wpłynęły na naszą biologię. Jakieś role
            były lat temu 3000 w różnych społeczeństwach, 300, 100 i obecnie. Pytanie -
            które są faktycznie bliższe biologii (czasom jaskiniowym) - te z przed lat 3000,
            100 czy obecne? Antropologowie snuć mogą hipotezy różne (do tej pory np. trwają
            dyskusje jaki procent pozywienia pochodził ze zbieractwa, jaki z myślistwa, jaki
            ludzi danej płci się tym zajmował, i przez ile czasu dziennie), i bynajmniej nie
            można stwierdzić (jak wydajesz się zakładać), że struktura społeczna zmieniała
            się w czasie w sposób monotoniczny.

            > 150 lat temu? Gdzie?!

            Np. w Szwecji i części Anglii - powtarzam, chodzi mi o spadek (%) umieralności
            dzieci, i wydłużenie życia (W 1900 roku, przeciętny Szwed żył lat 50, a np.
            Polak z Galicji 30 - procentowo gigantyczna różnica).

            > Najbardziej istotne przemiany wciąż trwają,

            Niewątpliwie. Ale czy ktoś przeniesiony z 1977 roku w nasze czasy przeżyłby szok
            kulturowy? (Pod tym względem, ogólnie to pewnie tak.) A nawet z 1957? A ktoś
            przeniesiony w rok 1930 z 1900? A z 1880? Przemiany trwają, OK, ale tempa
            znacznie zwolniły.

            > a ich bilans nie jest oczywisty
            > (oględnie mówiąc).

            Przemiany te dały połowie ludzkości prawa publiczne, majątkowe i nietykalność
            fizyczną. Musiałyby w innych aspektach zycia społecznego do kompletnej
            katastrofy doprowadzić, by bilans na plus nie wypadł.
            • a_weasley Re: Wychowanie a role społeczne 03.04.07, 19:44
              paszczakowna1 napisała:

              > Dokładnie. Jakieś role społeczne kobiet i mężczyzn (czy też samic i samców) był
              > y
              > w czasach jaskiniowych, i one pewnie wpłynęły na naszą biologię. Jakieś role
              > były lat temu 3000 w różnych społeczeństwach, 300, 100 i obecnie. Pytanie -
              > które są faktycznie bliższe biologii (czasom jaskiniowym) - te z przed lat 3000
              > ,
              > 100 czy obecne?

              Ja mam jeszcze kilka innych mądrych pytań. Na przykład czy 2 x 2 jest 4, czy teś
              pi plus e.

              > > 150 lat temu? Gdzie?!

              > Np. w Szwecji i części Anglii - powtarzam, chodzi mi o spadek (%) umieralności
              > dzieci, i wydłużenie życia (W 1900 roku, przeciętny Szwed żył lat 50, a np.
              > Polak z Galicji 30 - procentowo gigantyczna różnica).

              Przeciętny Polak z Galicji, który nie umarł w dzieciństwie, nie żył wiele krócej
              niż dziś. Różnicę stwarzała śmiertelność niemowląd i małych dzieci.

              > Przemiany te dały połowie ludzkości prawa publiczne, majątkowe i nietykalność
              > fizyczną.

              Nie zmuszaj mnie do udowadniania takich rzeczy, jak to, że prawa polityczne w
              XIX wieku w większości krajów miała zdecydowana mniejszość mężczyzn, że ochrona
              prawna mężczyzny i kobiety była taka sama i innych oczywistych faktów
              osłabiających wymowę tego sloganu.
              • paszczakowna1 Re: Wychowanie a role społeczne 04.04.07, 22:22
                > Przeciętny Polak z Galicji, który nie umarł w dzieciństwie, nie żył wiele króce
                > j
                > niż dziś. Różnicę stwarzała śmiertelność niemowląd i małych dzieci.

                Głównie, acz nie wyłącznie. Zresztą właśnie o tym dokładnie pisałam.

                > Ja mam jeszcze kilka innych mądrych pytań. Na przykład czy 2 x 2 jest 4, czy te
                > ś
                > pi plus e.

                W momencie kiedy pojawiają się takie teksty, dyskusja się kończy, zaczyna
                pyskówka. Zatem do zobaczenia.
                • a_weasley Re: Wychowanie a role społeczne 04.04.07, 22:37
                  paszczakowna1 napisała:

                  > > Przeciętny Polak z Galicji, który nie umarł w dzieciństwie, nie żył wiele
                  > > krócej niż dziś. Różnicę stwarzała śmiertelność niemowląt i małych dzieci.

                  > Głównie, acz nie wyłącznie.

                  Oczywiście, że nie wyłącznie, ale wystarczy przejść się po cmentarzach, żeby się
                  zorientować, że w roku, powiedzmy, 1900 przeciętny dwudziestolatek (a raczej
                  przeciętny dwudziestoletni goj) miał podobną szansę dożycia siedemdziesiątki jak
                  jego o 50 lat młodszy wnuk.
                  Ściśle biorąc, dwudziestoletni goj sprzed stu lat.
            • a_weasley Co by było, gdyby 03.04.07, 19:49
              paszczakowna1 napisała:

              > > Najbardziej istotne przemiany wciąż trwają,
              >
              > Niewątpliwie. Ale czy ktoś przeniesiony z 1977 roku w nasze czasy przeżyłby
              > szok kulturowy? (Pod tym względem, ogólnie to pewnie tak.) A nawet z 1957? A
              toś przeniesiony w rok 1930 z 1900? A z 1880?

              co ma świadczyć, że

              > Przemiany trwają, OK, ale tempa znacznie zwolniły.

              Jak gdzie, jak kiedy. Podobnie jak te daty mają różną wymowę zależnie od kraju
              czy klasy społecznej, czy środowiska w danym kraju. Co więcej, te przemiany nie
              są jednokierunkowe.
    • minerwamcg Re: Wychowanie a role społeczne 04.04.07, 11:08
      Kupiłam sobie w ciucharni prześliczną obrzydliwie seksistowską i utrwalającą
      stereotypy bluzę - jeżowa mama z dwojgiem jeżątek i podpisem: felicity women smile
      • stara_dominikowa Re: Wychowanie a role społeczne 04.04.07, 11:41
        moje dziecko też utrwala stereotypy bo po szaleństwach z ojcem (kończących się
        zwykle: 1. "baaach!!", 2. "łeeeeeeeeeesad((" ) utulić i wycałować musi osobnik
        żeński, miękki, łagodniej pachnący i nie drapiący dzikim zarostem. mały
        seksista, w mordębig_grin
    • mader1 A nowe stereotypy ? 04.04.07, 12:59
      Jakieś są te sylwetki mamy i taty. To jakie teraz są " na topie" ?
      Niby różnice się zacierają, ale...
      Nowoczesna, świadoma, piękna kobieta nie może mieć jednego włoska na ciele, za
      to włosy na głowie puszyste, długie - nalepiej jak u lwicy smile Nie może być
      siwa wink Najlepiej dojrzała, ale nigdy nie może osiwieć wink

      Tatuś siwy to dobry , stateczny, a owłosiony to męski wink
      • stara_dominikowa Re: A nowe stereotypy ? 04.04.07, 13:50
        zacierają się na poziomie organizacji społecznej.
        to co opisałaś to bardzo stare wyznaczniki płodności i pozycji "w stadzie".
        • mader1 Re: A nowe stereotypy ? 04.04.07, 14:00
          > to co opisałaś to bardzo stare wyznaczniki płodności i pozycji "w stadzie".

          O.. To wiem smile ale one nikomu nie przeszkadzają, choć przecież nie kazdy może
          sobie na nie pozwolić. Depilacja, farbowanie, kosmetyczka - to jest drogie i
          trzeba mieć na to czas, by tak podkreślić płeć.

          a co z nowymi rolami ? Wiadomo, że zarówno tato jak i mama powinni pracować.
          Ale to nic nowego, zawsze pracowali - wykonywali inne czynności, ale pracowali.
          Natomiast słowo " praca" trochę inaczej jest rozumiane. Praca to takie zajęcie,
          za które dostaje się wynagrodzenie - wymierne i pieniężne.
          Praca w domu w związku z tym nie jest pracą, sprząta się przy okazji, pierze
          się szybko, gotuje się niechcący. Dokładnie ta sama praca, ale wykonana przez
          kogoś z zewnątrz za pieniądze, jest pracą.
    • minerwamcg Tak mi się jeszcze jedno nasunęło... 05.04.07, 17:42
      Rozmowa z pytania o podział zajęć domowych zeszła na stereotypy, uprzedzenia i
      płeć mózgu, co skądinąd było łatwe do przewidzenia. I chyba trochę straciliśmy
      z oczu główny temat...
      Mężczyźni zajmujący się domem są zjawiskiem stosunkowo nowym. Nie mówię tu o
      domu na wsi, gdzie mężczyzna od zawsze był potrzebny jako dostarczyciel opału,
      wody, specjalista od naprawy strzechy etc. Mówię o miastach. Tu facet w kuchni
      pojawił się nie tak dawno i nie zdążyły się, moim zdaniem, ukształtować
      stereotypy, że np. odkurzanie jest zajęciem, które przystoi mężczyźnie, a mycie
      naczyń nie, czy na odwrót.
      Raczej normalną rzeczą jest, że facet w domu pomaga. Święte krowy z piwem przed
      tv są jakby w defensywie, szczególnie, jeśli żona pracuje. Załóżmy w każdym
      razie dla dobra dyskusji, że tak jest.
      I tu się dopiero zaczyna polka z wążem. Pytanie: czy mamy być samowystarczalni
      we wszystkim? To znaczy: czy każde z nas koniecznie musi być w stanie w pełni
      zastąpić to drugie, i to, co które robi, jest wynikiem codziennego ustalenia?
      Czy może raczej małżonkowie mają stały podział zajęć - każde raz na zawsze wie,
      za jaki kawałek domu odpowiada. W zależności od umiejętności i upodobań.
      Czy wobec tego dzieci wiedzą, że z zepsutą lalką idzie się do taty a z
      rozwalonym kolanem do mamy albo na odwrót, czy jest to wszystko jedno? Czy
      zadanie z biologii pomoże zrobić mama a z geografii tata, czy oboje mogą się w
      każdej chwili w tej roli wymienić?
      Ja jestem za tą drugą opcją. Nie musimy rano ustalać, które z nas pościele
      łóżka, zrobi śniadanie, pozmywa po nim. Wiadomo, że ściele Weasley, posiłki
      robię ja, zmywa on, i tak dalej.
      Oczywiście, jeżeli Weasley wyjedzie o piątej rano pozostawiając mnie w betach,
      to rozbebeszone łóżko nie będzie czekać do mojego powrotu, albo kiedy ja wyjdę
      na cały dzień, to głodny Weasley nie będzie czekał nad zimnym obiadem, żebym mu
      podgrzała, tylko podgrzeje i zje.
      Tak samo chciałabym, żeby było z dziećmi. Żeby było wiadomo, że połamany
      samolot sklei mama, a uwagę w dzienniczku podpisze tata. Że mama pomoże z
      polskiego i angielskiego, a tata z matmy i historii (aczkolwiek z polskiego w
      razie potrzeby umiałby całkiem nieźle też). Dla naszej wygody, a dzieciom dla
      poczucia stabilizacji i bezpieczeństwa.
      • minerwamcg P.S. 05.04.07, 17:49
        Ponadto gdybyśmy chcieli każdego dnia co rano negocjować codzienny podział
        obowiązków, kłócilibyśmy się o 200% częściej a ja do pracy trafiałabym na drugą
        po południu smile))
        Uważam, że małżeństwo to ludzie, którzy powinni się uzupełniać. Nie ma
        potrzeby, żeby wszyscy mieli opanowany komplet umiejętności w takim samym
        stopniu - pomijając fakt, że nie jest to możliwe, bo jedno ma takie
        predyspozycje, drugie inne. Oczywiście, trzeba żeby każde umiało sobie samo
        poradzić w każdej sytuacji. Ale w codziennej rutynie pewne uciążliwe,
        pierdołowate zajęcia lepiej jest "mechanizować" i robić bez refleksji, czy to
        dzisiaj mój dyżur podlewać kwiatki czy jego, a w ogóle to jest niesprawiedliwe,
        bo jak był jego dyżur, to podlał za mało i musiałam dolewać.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka