Dodaj do ulubionych

dojrzewanie

30.05.07, 11:47
A oto obiecany głupawy wątek.

Jak przeżywaliście własne dojrzewanie? jak porzeżywają je Wasze dzieci?
(wiem, że większość z Was ma małe dzieci, więc tutaj wypowiedzi może być
niewiele).
Dla mnie moje dojrzewanie było krępujące. Wstydziłam się, że rosną mi piersi,
z miesiączką kryłam się nawet przed najbliższymi
koleżankami. "Biustonosz", "stanik" - te słowa mnie dosłownie przerażały.
Wiem, że jestem przypadkiem niereprezentatywnym, bo na pewno przeginałam z
tym wstydem, ale wydaje mi się, że ogólna tendencja jednak była taka, że
jeśli chodzi o "te sprawy", to nie ma się czym chwalić.

Niedawno spotkałam się z koleżnką, która ma bratanicę w wieku 12 lat.
Bratanicę tę widuję średnio raz na 2 lata, więc bardzo rzadko, jesteśmy dla
siebie obce. No i akurat gdy byłam u tej mojej koleżanki, ona też tam
przyszła. I mówi do mnie: "Wie pani, niedawno dostałam okres. Jestem już
prawdziwą kobietą". Powiedziała to z dumą, która mnie bardzo zdziwiła. Nie
ukrywam, że jej pozazdrościłam. Bo fajnie chyba jest cieszyć się sobą, swoją
tożsamością, swoim ciałem.

Inaczej też traktuje się bieliznę, nie wiem, czy istnieje jakakolwiek
dziewczyna, która wstydzi się tego, że już musi nosić biustonosz.

Jakie są Wasze obserwacje? i wspomnienia?
Obserwuj wątek
    • justyna.ada nie głupawy 30.05.07, 12:12
      Nie głupawy wink o tyle że w ogóle podejście do włąsnej płci nie jest błahostką.

      W konwencji głupawej: dobrze, ze chociaż nie palimy tych staników, bo dla urody
      lepiej jest jednak nosić... ;-P

      A na poważnie. Ja akurat za szybko tego stanika nie zaczęłam nosić bo mi natura
      aż takich walorów nie dała wink (na biuściaste koleżanki patrzyło się z
      przymrużeniem oka ale i pewną zazdrością) Pamiętam, że dziewczyny między sobą
      się licytowały, do której "ciocia przyjechała" - ale ja nie trąbiłam.
      Natomiast myślę, że kiedyś w ogóle massmedia nie trąbiły tyle o seksualności,
      nagości, i co za tym idzie bieliźnie takiej czy innej. Jak w sklepie rzucili
      biustonosze, to stałą kolejka... a teraz można przebierać w fasonach, a
      wszędzie widac reklamy. To już nie jest prywatna sprawa. I moda uliczna też
      eksponuje co trzeba i nie trzeba.

      A akurat kwestie fizjologiczne - ja jestem zwolenniczką nie epatowania
      wszystkich swoją fizjologią. Kiedy muszę powiedzieć, mówię, a kiedy nie muszę,
      milczę, co to kogo obchodzi Z najbliższymi osobami czy przyjaciółką to
      oczywiście rozmawiam. O swoich ewentualnych przypadłościach ginekologicznych
      też nie informowałabym kogo popadnie, i nie chcę wcale żeby ktoś mi trąbił.

      A zadowolenie z własnego ciała to inna rzecz i wartościowa. Nie, żeby kłuc
      wszystkich w oczy golizną, ale nie wstydzić się, że to ciało mam. Człowiek to w
      końcu i dusza i ciało, zaprzeczanie temu to herezja.

      buziaki, j.
      • mamalgosia Re: nie głupawy 30.05.07, 14:56
        justyna.ada napisała:

        (na biuściaste koleżanki patrzyło się z
        > przymrużeniem oka ale i pewną zazdrością)
        Naprawdę? Justyno, a ile Ty masz lat? Właśnie ja współczułam takiej jednej
        kolezance, która miała duży biust - bo uważałam to za wstyd. Zaraz druga w
        kolejności byłam ja - czego teeraz zupełnie po mnie nie widać. Strasznie sie
        wstydziłam, no strasznie.

        Jak w sklepie rzucili
        > biustonosze, to stałą kolejka... a teraz można przebierać w fasonach,
        Tak, masz rację, tak w ogóle jest z każdą częścią odzieży. Kiedyś nie
        rozmawiałyśmy z kolezankami o ciuchach, bo nosiło się po prostu to co było, bez
        wyboru.

        O swoich ewentualnych przypadłościach ginekologicznych
        > też nie informowałabym kogo popadnie, i nie chcę wcale żeby ktoś mi trąbił.
        No więc własnie ja też. Chociaż też nie jest tak, że nie mam ochoty wyżalić się
        choć jednej osobie. Natomiast w mojej poprzedniej pracy była kobieta, która
        miała nowotwora gdzieś w narządach rodnych, zwierzyła się nieodpowiedniej
        koleżance i cała szkoła aż huczała. "To ta, co ma raka" - to było określenie na
        tę panią.


        >
        > A zadowolenie z własnego ciała to inna rzecz i wartościowa.
        Tak. A myślisz, że jest możliwe to nabyć? Jakoś wyćwiczyć?
        • justyna.ada Re: nie głupawy 30.05.07, 15:17

          > Naprawdę? Justyno, a ile Ty masz lat?

          Byłam gdzieś w wątku urodzinowym, dawno temu...... wink)))
          1972, bardzo dobry rocznik smile))

          Właśnie ja współczułam takiej jednej
          > kolezance, która miała duży biust - bo uważałam to za wstyd.

          No bo te biuściaste były obiektem zainteresowania chłopaków bardziej niż te
          płaskie. (stąd zazdrość) a że zainteresowanie owo np w podstawówce było dość
          ordynarne, to inna sprawa (stąd te uśmieszki, bo tego typu głupich komentarzy
          to bym sobie na własny temat nie życzyła)


          > > A zadowolenie z własnego ciała to inna rzecz i wartościowa.
          > Tak. A myślisz, że jest możliwe to nabyć? Jakoś wyćwiczyć?
          >
          Myślę, że może zadowolenie to w człowieku siedzi wraz z akceptacją własnej
          osoby (nie mówię o pochwalaniu wad!) Ale technicznie - są różne warsztaty np z
          technik Alexandra i inne takie, i wiem, że organizują je rożne stowarzyszenia
          kobiece (aczkolwiek z ideologią których nie całkiem się zgadzam... ale różne
          programy dla kobiet mają).

          A ja polubiłam własne ciało, przeglądając się w męskich oczach smile Dopiero gdy
          się okazało że takie jakie ono jest, podoba się facetom, gdy zaczęły do mnie
          docierać informacje zwrotne - doszłam do wniosku, że może tak jest. I to działa
          jak błędne koło big_grin bo akceptacja własnego ciała jest chyba wyczuwalna dla płci
          przeciwnej, więc koło się zamyka i ja czuję się lepiej.

          Strasznie lubię, Mamałgosiu, Twoje posty pozakręcane jak supełki smile))))))))
          pozdrawiam bardzo bardzo serdecznie!
          >
          • magdalaena1977 Re: nie głupawy 30.05.07, 16:23
            justyna.ada napisała:
            > A ja polubiłam własne ciało, przeglądając się w męskich oczach smile Dopiero gdy
            > się okazało że takie jakie ono jest, podoba się facetom, gdy zaczęły do mnie
            > docierać informacje zwrotne - doszłam do wniosku, że może tak jest.
            Ja miałam odwrotnie. Jako dziewczynka byłam zadowolona z tego, jak wyglądam. A
            kompleksy zaczęły się później, kiedy okazało się, że otoczenie nie podziela
            mojej dobrej opinii.
            Magdalaena
      • mamalgosia Re: nie głupawy 30.05.07, 14:57
        justyna.ada napisała:

        Człowiek to w
        >
        > końcu i dusza i ciało, zaprzeczanie temu to herezja.

        Tak. Tak właśnie jest
        >
    • minerwamcg Re: dojrzewanie 30.05.07, 12:56
      Kiedy w miejscu, gdzie teraz mam biust, pojawiły się niewielkie "guziki", mama
      powiedziała mi, co się będzie działo. Bez jakiejś specjalnie aranżowanej
      rozmowy, bez jakiegoś "córeczko, muszę ci coś powiedzieć" - ot tak, zwyczajnie,
      przy zmywaniu naczyń. I mało co mi się tak przydało w życiu, jak ta rozmowa.
      Wtedy, jak wspominają Przdmówczynie, nie było poradników, ilustrowanych książek
      o dojrzewaniu. Coś tam pisała nieśmiało "Filipinka", ale generalnie byłyśmy
      skazane na matki i koleżanki, z których jedne bywały pruderyjne do bólu i poza
      tę granicę, a drugie niedoinformowane smile
      • mamalgosia Re: dojrzewanie 30.05.07, 14:58
        minerwamcg napisała:

        koleżanki, z których jedne bywały pruderyjne do bólu i poza
        > tę granicę, a drugie niedoinformowane smile

        O, to ja stanowiłam część wspólnąsmile
    • magdalaena1977 Re: dojrzewanie 30.05.07, 16:21
      Ja się rozwinęłam w czwartej klasie podstawówki, stanik zaczęłam nosić w szóstej
      i wtedy do tych zmian podchodziłam bardzo niewinnie i spokojnie. Trochę jak do
      wypadania zębów mlecznych. W zasadzie byłam zadowolona, że to JUŻ, bo strasznie
      chciałam być bardziej dorosła.
    • otryt Re: dojrzewanie 31.05.07, 10:12
      Bardzo mądry wątek. Razem z żoną staramy się naszym dojrzewającym dzieciom
      pokazać kobiecość lub męskość jako dużą wartość. Przestają być dziećmi w sensie
      biologicznym, stają się kobietami, mężczyznami. Pierwsze miesiączki naszych
      córek były małym świętem w naszym domu. Jakieś ciasto na stole, ja kupowałem
      pierwszego kwiatka dla córki i dyskretnie je wręczałem, chcąc, aby poczuła się
      jak kobieta. Młodsze dzieci domyślały się tylko powodu, gdy mówiłem, że
      mężczyzna czasem kupuje kwiatki kobiecie. Żona pomogła córce kupić i dobrać
      odpowiedni, ładny stanik. Nie prowadzimy jakichś specjalnych rozmów na te
      tematy. Życie niesie wiele okazji, aby przy różnych okazjach przemycać swoje
      poglądy i uwagi na temat seksu, małżeństwa, wierności, dojrzewania, miłości,
      aby dzieci mówiły o tym. Pozdrawiam serdeczniesmile
      • andaba Re: dojrzewanie 31.05.07, 17:04
        Hmmm... Właściwie to u mnie było podobnie jak u autorki wątku.
        Biustonosz to był temat tabu, zaczęłam nosić w liceum, wcześniej się wstydziłam, co było idiotyczne, bo biust mi urósł w 4 klasie i przez brak stanika nie był mniej widoczny, ale to raczej norma była, większość nie nosiła (nie było?).
        Gdy dostałam okres, mama powiedziała gdzie leży wata i "tylko o tym się nikomu nie mówi". Śmieszne, ale długie lata zastanawiałam się jak można powiedzieć mężowi, że się ma okres, a już nie daj Boże gdy w noc poślubną się trafi.
        Mąż był chyba pierwszą osobą, której się przyznałam, że miesiączkuję, ale to było 10 lat później uncertain Przez lata mieszkania w internacie przez usta mi to nie przeszło.
        Mam nadzieję, że swoim dzieciom nie wpoję takiego bzika, który mi przez lata uprzykrzał życie. Na razie mówią o wszystkim, pytają o wszystko, staram się nie zezwalać na zbytnią swobodę, ale też nie wmawiać, że wszystko co związane z płcią jest wstydliwe i brudne. Zresztą dziś, przy wiekszej swobodzie na szczęście jest chyba łatwiej (błogosławię czasem reklamy srodków higienicznych).
        • minerwamcg Re: dojrzewanie 31.05.07, 17:58
          > Zresztą dziś, przy wiekszej swobodzie na szczęście
          > jest chyba łatwiej (błogosławię czasem reklamy srodków higienicznych).

          Oj, Andaba, wielką prawdę napisałaś. O ile, kiedy jeszcze miałam telewizor,
          widok podpasek, na które ktoś wylewał niebieską "wilgoć" (błękitna krew,
          psiakość smile))) w porze kolacji przyprawiały mnie o lekie mdłości, a i teraz nie
          lubię jak mi ktoś przed nosem trzepoce rozmaitymi "skrzydełkami", to nie mogę
          nie przyznać, że reklamy odwaliły tu duuuży kawał dobrej roboty. Pamiętam
          sprzed kilkunastu lat, jak facet w aptece pokazał pani magister coś na liście
          zakupów, a ona zapakowała mu to do nieprzezroczystej siatki, i wymieniła sumę,
          dokładnie odpowiadającą cenie alwaysów, które wtedy wchodziły do sprzedaży...
          Dzisiaj nie jest problemem powiedzieć mężowi "kup mi podpaski", a i on nie
          traktuje tego nabytku szczególnie wstydliwie. Normalne - ma się żonę, a ona
          czasem tego potrzebuje, artykuł jak każdy.
    • warszawianka51 Re: dojrzewanie 01.06.07, 13:18
      Jestem jedną z najmłodszych dyskutantek wink rok urodzenia Mamlgosiu - 1983 No i
      pewnie dlatego mam zupełnie inne wspomnienia...
      Sam poczętak dojrzewania - pierwszy okres, pierwszy stanik wspominam właściwie
      podobnie jak Wy. Dużo gorzej było w wieku mniej więcej 14-15 lat... U mnie w
      szkole podstawowej chłopcy umieli "na oko" ocenić rozmiar biustu i głośno to
      komentowali a dziewczynki... chciały być ocenione jak "najwyżej". Głębokie
      dekolty, staniki uwypuklające, obcisłe bluzki, baaaardzo krótkie spódniczki -
      to wszystko było normą. Wtedy stringi nie były jeszcze tak popularne, ale na
      pewno gdyby był do nich szeroki dostęp, to wyzierałyby znad spodni. Chłopcy
      dotykali dzieczyny na przerwach, komentowali ich walory fizyczne, słyszało się
      pogłoski o pierwszych stosunkach seksualnych w klasie itp. Najgorsze było chyba
      to, że te wszystkie perwersje (bo jednak w tym wieku to nie norma - zreszą
      wulgarne zachowania w żadnym wieku nie są normą) widzieli nauczyciele i nie
      było dostatecznej reakcji sad Sama pamiętam, gdy jeden z kolegów przygwoździł
      mnie do ściany i domagał się pocałunku (wstyd może się przyznać, ale
      zwymiotowałam na niego...)

      Gdy poszłam do liceum, jednego z lepszych w Warszawie, nie mogłam się nadziwić,
      że tam nikt nie traktuje mnie jak "towar", nikt nie ocenia na podstawie tego,
      co mam w staniku itd.
      Może Wam się wydawać to dziwne, ale do tej pory walczę sama ze sobą z
      postrzeganiem siebie przez pryzmat wyglądu ( i tu nie chodzi o po prostu ładny
      wygląd - ja przez wiele lat byłam przekonana, że muszę być seksowna - choć nie
      wulgarna - dla wszystkich).
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka