glupiakazia 14.06.07, 10:10 jak dla mnie za dużo tu błędów i demagogii jak na naukowca wiadomosci.onet.pl/1418040,240,1,kioskart.html Odpowiedz Link Obserwuj wątek Podgląd Opublikuj
lucasa Re: posłuchajmy naukowca ateisty 14.06.07, 11:56 A mi sie wydaje, ze pan naukowiec nie zna ludzi wierzacych, tylko opisuje swoje wyobrazenia o tym jacy oni sa. Poza tym manipuluje. Nic dziwnego, ze jego rozmowcy reaguja emocjonalnie - kazdy nie tylko wierzacy - moglby sie zdenerwowac slyszac (zarzuty natury religijnej i nie-religijnej) np. ze wierzacy nie inetersuja sie nauka i ze nie jest im dane intelektualne spelnienie. Panu jakos wyraznie szkoda jest tych wszystkich wierzacych. Ale chyba wystarczyloby napisac maly artykul aby o tym napisac, albo porozmawiac przy grilu ze znajomymi naukowcami - ale zaraz cala ksiazka??? A Odpowiedz Link
barbie-torun Re: posłuchajmy naukowca ateisty 14.06.07, 12:30 napisał ksiażkę bo to kasa większa niż za artykuł i jak sława! na całym świecie już o tym oszołomie głośno podobnie jak o tym mądrali(zapomniała nazwisko) naziście, co twierdzi, ze krematoria w obozie Oświecimiu pobudowane były po wojnie, a faszyści to dobrzy ludzie Odpowiedz Link
sion2 Re: posłuchajmy naukowca ateisty 14.06.07, 13:00 Tezy normalnie jakbym Jajca czytała! Dyskusja z wyobrazeniem wiary i wierzacych a nie ich rzeczywistym obrazem, nie warto sie przejmowac . Odpowiedz Link
paszczakowna1 Re: posłuchajmy naukowca ateisty 14.06.07, 20:30 > napisał ksiażkę bo to kasa większa niż za artykuł > i jak sława! > na całym świecie już o tym oszołomie głośno Tu krzywdzisz go. Dawkins jest bardzo znanym popularyzatorem nauki ("Samolubny gen" jest jego) i głośno było o nim już przedtem. Dorobku stricte naukowego nie jestem w stanie ocenić, ale w Berkeley byle kogo nie trzymają. Problem w tym, że znani naukowcy mają ogromną pokusę wypowiadania się na temat rzeczy, o których nie mają bladego pojęcia. Odpowiedz Link
glupiakazia Re: posłuchajmy naukowca ateisty 14.06.07, 13:03 Dla mnie poziom tej rozmowy jest żenujący i dlatego Wam to wrzuciłam. Bo takie opinie bardzo łatwo rozchodzą się po świecie i niestety tym właśnie trzeba się przejmować. I wiedzieć z jakimi zarzutami prędzej czy póżniej na pewno się spotkamy. Odpowiedz Link
a_weasley Re: posłuchajmy naukowca ateisty 14.06.07, 13:09 Dla mnie perełką jest zdanie: > Każdy katolik, który występuje przeciwko ewolucji, podważa dogmat > o nieomylności papieża. I faceta, który ma takie pojęcie o tym, o czym pisze, ktoś nazywa naukowcem... Odpowiedz Link
paszczakowna1 Re: posłuchajmy naukowca ateisty 14.06.07, 21:46 > I faceta, który ma takie pojęcie o tym, o czym pisze, ktoś nazywa naukowcem... Naukowiec to zawód. Dawkins uprawia zawodowo naukę (a w każdym razie uprawiał, bo teraz chyba się zajął wyłącznie działalnością już nawet nie popularyzatorską jak kiedyś, ale propagandową), zatem naukowcem jest. > Dla mnie perełką jest zdanie: Teksty o politeizmie JPII też niezłe. Ciekawe, czy człowiek miał kiedyś w ręku bodaj "Katechizm Kościoła Katolickiego". W sumie jestem rozczarowana, bo choć Dawkins zawsze wojującym ateistą był, bzdur takich przedtem nie pisał (może to też wina formy wywiadu, może na piśmie by się zastanowił). Swoją drogą, coś w tym jest, że ciężko spotkać wierzącego biologa (a chyba zwłaszcza biologa ewolucyjnego). Natomiast im większy stopień abstrakcji i matematyzacji w nauce, tym więcej ludzi wierzących (niekoniecznie chrześcijan, ale nie materialistów). Kiedyś w Science były poblikowane wyniki ankiety, najwięcej wierzy matematyków, poźniej fizyków, chemików, biologowie na szarym końcu. Odpowiedz Link
a_weasley Re: posłuchajmy naukowca ateisty 14.06.07, 22:03 paszczakowna1 napisała: > (może to też wina formy wywiadu, może na piśmie by się zastanowił). > Swoją drogą, coś w tym jest, że ciężko spotkać wierzącego biologa (a chyba > zwłaszcza biologa ewolucyjnego). A to ciekawe, ja znam trzech doktorów biologii i wszyscy są wierzący. W tym jeden odszedł od wiary w szkole średniej, a wrócił pod koniec studiów. Odpowiedz Link
mama_kasia Re: posłuchajmy naukowca ateisty 14.06.07, 22:06 O, właśnie mi się skojarzyło. Też znam wierzącego (katolika) doktora biologii Odpowiedz Link
minerwamcg Re: posłuchajmy naukowca ateisty 14.06.07, 22:17 No to ja dorzucę jeszcze jednego Nie wiem, jakie ma znaczenie, że to biolog molekularny, ale takiego właśnie znam. Odpowiedz Link
paszczakowna1 Re: posłuchajmy naukowca ateisty 14.06.07, 22:25 > No to ja dorzucę jeszcze jednego Nie wiem, jakie ma znaczenie, że to biolog > molekularny, ale takiego właśnie znam. Może i ma. Biolog molekularny, to prawie tyle co biochemik, czyli już tak nie do końca biolog. Ja też jednego znam. Pisałam o statystyce, na populacji naukowców amerykańskich zresztą. Na przypadki indywidualne się to nie przekłada - tym bardziej, że jeśli ktoś obraca w środowisku chrześcijan, dobór znajomych ma nieprzypadkowy. Odpowiedz Link
minerwamcg Re: posłuchajmy naukowca ateisty 15.06.07, 23:07 > Może i ma. Biolog molekularny, to prawie tyle co biochemik, czyli już tak nie > do końca biolog. Biolog do szpiku kości, zanim ugrzązł w molekułach, pisał prace z systematyki mikroorganizmów Cały czas udzielając się aktywnie w duszpasterstwie studenckim. Odpowiedz Link
babie_lato1 Re: posłuchajmy naukowca ateisty 14.06.07, 22:51 Ja znam przynajmniej dwóch głęboko wierzących biologów - jeden jest doktorem, zbiera nagrody w Stanach za swój dorobek, drugi doktorantem, czyli też nie najgorzej zna rzeczoną dziedzinę Odpowiedz Link
maika7 Re: posłuchajmy naukowca ateisty 15.06.07, 06:39 Na małej - ośmioosobowej próbie najlepiej mi znanych - mam wynik 5 ateistów/agnostyków do 3 wierzących. Jeśli popatrzę na kilkudziesięciu mniej mi znanych, ale znanych - większość jest wierząca (nie tylko katolicy i nie tylko "praktykujący", ale deklarujący wiarę w istnienie Boga). Ale to i tak nie mówi o tym "jaki jest faktyczny udział ateistów wsród biologów w Polsce". Ale odnoszę podobne wrażenie jak paszczakowna, że wśród biologów częściej spotyka się ateistów niż wśród innych grup zawodowych. M. Odpowiedz Link
otryt Jak blisko Boga różni naukowcy? 15.06.07, 08:28 paszczakowna1 napisała: >Kiedyś w Science były poblikowane wyniki ankiety, >najwięcej wierzy matematyków, poźniej fizyków, chemików, biologowie na szarym >końcu. Myślę, ze tak właśnie jest. Ta klasyfikacja jest jednak niepełna. Brakuje tam przedstawicieli nauk humanistycznych i społecznych. Myślę, że są oni jeszce dalej niż biologowie. Przedstawiciele nauk ścisłych odkrywają i opisują świat stworzony przez Boga. Przedstawiceile nauk humanistycznych i społecznych próbują swiat urządzić po swojemu, dając ludzkości na przestrzeni wieków przeróżne na to propozycje, czasem mocno odległe od pierwotnego bożego zamysłu. Czy więcej jest wierzących biologów czy psychologów? Odpowiedz Link
a_weasley Posłuchajmy abp. Życińskiego 14.06.07, 18:35 W TygodnikuPowszechnym jest obszerny komentarz abp. Życińskiego. Przy okazji z przykrością dowiaduję się, że na kontrokładce tego dzieła wypowiada się, niestety, St.Obirek. Odpowiedz Link
maika7 Re: Posłuchajmy abp. Życińskiego 15.06.07, 06:42 > W TygodnikuPowszechnym jest obszerny komentarz abp. Życińskiego. Dzięki serdeczne za ten link. M. Odpowiedz Link
babie_lato1 Re: posłuchajmy naukowca ateisty 14.06.07, 23:06 Męcząca lektura. Gość nie jest ateistą tylko antyteistą - istotna różnica. To ateistyczny fanatyk, ateista-niszczyciel. Jak on uczy miłości, to dzięki. Cóż za błyskotliwe uproszczenia: "jeżeli całe życie wierzyłeś w Boga, to nie poświęcałeś tej kwestii zbyt wielu myśli", "religia jest produktem dziecięcej tendencji, żeby słuchać rodziców". Biedny świat uciskany przez wierzących, potwornego papieża krypto-politeistę wyznającego skrycie kult bogini z Fatimy. Zamknięty w hermetycznym mikrokosmosie swoich przekonań ma się za oświeconego zdobywcę wszechświata. Nie rozśmieszajcie mnie, że poglądy tego człowieka są "naukowe". Może on jest specjalistą od biologii, ale wypowiada się na tematy socjologii i fenomenologii religii - w sposób tak dyletancki, że można tylko albo się roześmiać, albo załamać. Wybieram to drugie i idę spać. Pycha i ignorancja ludzka nie znają granic. Żenada. Odpowiedz Link
a_weasley Re: posłuchajmy naukowca ateisty 14.06.07, 23:11 babie_lato1 napisała: > Męcząca lektura. Gość nie jest ateistą tylko antyteistą - istotna różnica. Czy antyteista to to samo co ateista walczący? Odpowiedz Link
babie_lato1 Re: posłuchajmy naukowca ateisty 15.06.07, 12:31 Ta. Powiedzmy. Taki człowiek, który na sam dźwięk słowa "Bóg" dostaje piany, najchętniej zrównałby z ziemią kościoły, a wierzących skierował na przymusowe leczenie do psychiatryka. pl.wikipedia.org/wiki/Antyteizm Odpowiedz Link
otryt Czy któraś z Was chciała być kapłanką? 15.06.07, 08:40 Dawkins pochyla się nad losem biednych kobiet, którym odmawia się kapłaństwa. Na tym forum są bardzo religijne kobiety, żyjące blisko Boga. Mam bardzo osobiste pytanie? Czy kiedykolwiek, choć przez chwilę któraś z Was przagnęła zostać kapłanką? Od razu powiem, że przyjąłbym ze zrozumieiem takie wyznanie. Jeśli w tym gronie nie znajdzie się nikt taki, wniosek może być tylko jeden: do kapłaństwa aspirują głównie kobiety, którym wiara jest dość obojętna i są daleko od Boga. Po przebrnieciu przez pierwszą stronę dałem sobie spokój. Gazeta Wyborcza już wcześniej wiele razy przedstawiała nam opinie Dawkinsa, także na temat Polaków. Więc jego poglądy nie są dla mnie odkryciem. Szkoda czasu i szkoda energii na dyskusje. Niczym się to nie różni od poglądów komunistów, dla których dowodem na nieistnienie Boga był lot Gagarina w kosmos. Odpowiedz Link
maika7 Re: Czy któraś z Was chciała być kapłanką? 15.06.07, 08:52 > Szkoda czasu i szkoda energii na > dyskusje. Niczym się to nie różni od poglądów komunistów, dla których dowodem > na nieistnienie Boga był lot Gagarina w kosmos. Różni się zasadniczo. Do swoich poglądów Dawkins doszedł zgłebiając dość szczegółowo zagadnienia ewolucyjne i proponując nowe odpowiedzi na pytania - jak ewoluuje kultura. Porównanie go do ludzi którzy mysleli, ze do nieba mozna dolecieć jest dośc upraszczające. W komentarzu abp. Życińskiego możemy przeczytać, ze ksiązka (nie wywiad w gazecie) "Bóg urojony" warta jest przeczytania i przemyślenia. Tym bardziej, ze ma sporo bardzo słabych punktów (według abp), na których Dawkins opiera swoje interpretacje. M. Odpowiedz Link
otryt Re: Czy któraś z Was chciała być kapłanką? 15.06.07, 09:04 maika7 napisała: >Do swoich poglądów Dawkins doszedł zgłebiając dość >szczegółowo zagadnienia ewolucyjne i proponując nowe odpowiedzi na pytania >jak ewoluuje kultura. Rzetelna wiedza naukowa nie jest sprzeczna z wiarą we własciwy sposób pojmowaną. Wnioski mogą być dwa: albo wiedza Dawkinsa nie jest rzetelna albo fałszywie postrzega ludzi wierzących. Koncepcja samolubnego genu mnie nie przekonuje. Jaki stosunek do Boga, takie koncepcje powstają w głowie. Wiara i wiedza to dwa filary wzajemnie się wspierające i popychające do przodu. Gdy jednego filaru zabraknie wali się cała konstrukcja. Odpowiedz Link
maika7 Re: Czy któraś z Was chciała być kapłanką? 15.06.07, 09:25 > Rzetelna wiedza naukowa nie jest sprzeczna z wiarą we własciwy sposób pojmowaną. Z tym zdaniem zgadzam sie w pelni. Natomiast: > Wnioski mogą być dwa: albo wiedza Dawkinsa nie jest rzetelna albo fałszywie > postrzega ludzi wierzących. Myśle, że fałszywie postrzega i religię (w części) i ludzi wierzących. > Koncepcja samolubnego genu mnie nie przekonuje. > Jaki stosunek do Boga, takie koncepcje powstają w głowie. Teoria ewolucji do dzisiaj nie przekonuje znacznej części ludzkości, mimo, że faktycznie jest uznaną teoria nukową, o której pozytywnie wypowiadał sie JPII. Zanim przyjęto do wiadomości, ze Ziemia nie jest płaska i nieruchoma też minęło sporo czasu. Przekonania to jedno, a wyniki badań to drugie. Czy koncepcja samolubnego genu odzwierciedla naszą rzeczywistośc - czas (i badania) pokażą. > Wiara i wiedza to dwa > filary wzajemnie się wspierające i popychające do przodu. Gdy jednego filaru > zabraknie wali się cała konstrukcja. Tu mamy dwie rózne rzeczy. Dawkins nie neguje istnienia wiary. Neguje istnienie Boga. Musimy więc uważac, o czym mówimy. No i bycie dobrym naukowcem nie jest raczej zależne od światopoglądu. M. Odpowiedz Link
a_weasley Re: Czy któraś z Was chciała być kapłanką? 15.06.07, 10:05 maika7 napisała: > Teoria ewolucji do dzisiaj nie przekonuje znacznej części ludzkości, mimo, że > faktycznie jest uznaną teoria nukową, Tak. Jest teorią, tak samo jak teoria Wielkiego Wybuchu. Tak samo przemawiają za nią bardzo mocne poszlaki, tak samo ma luki i tak samo fotografa przy tym nie było. > o której pozytywnie wypowiadał sie JPII. Zaraz, zaraz, co to znaczy pozytywnie? Wypowiedział się, że można ją pogodzić z wiarą chrześcijańską, a nie że ewolucjonizm jest słuszny, a kreacjonizm nie. > Zanim przyjęto do wiadomości, ze Ziemia nie jest płaska i nieruchoma > też minęło sporo czasu. Przekonania to jedno, a wyniki badań to drugie. Problem polega na tym, że okrągła Ziemia jest faktem, a ewolucja próbą - owszem, zgrabną i prawdopodobną - wyjaśnienia pewnych faktów. Przekonanie, że ewolucja jest takim samym faktem jak okrągła Ziemia, jest takim samym aktem wiary jak przekonanie o istnieniu Boga w Trójcy jedynego - pewnością bez dowodu. Odpowiedz Link
maika7 Re: Czy któraś z Was chciała być kapłanką? 15.06.07, 10:24 > Tak. Jest teorią, tak samo jak teoria Wielkiego Wybuchu. Tak samo przemawiają za nią bardzo mocne poszlaki, tak samo ma luki i tak samo fotografa przy tym nie było. Ewolucja nie przestała się toczyć. To nie jest przeszłość. Za tą teorią naukową przemawiają fakty. Cały czas podlegamy wraz z całym swiatem organizmów zywych procesom ewolucynjym. To się bada teraz. Współcześcnie. > Zaraz, zaraz, co to znaczy pozytywnie? Wypowiedział się, że można ją pogodzić z wiarą chrześcijańską, a nie że ewolucjonizm jest słuszny, a kreacjonizm nie. jan-pawel-2.pl/w/index.php?title=Godno%C5%9B%C4%87_cz%C5%82owieka_i_jego_ewolucyjna_geneza_w_antropologii_Jana_Paw%C5%82a_II&printable=yes Jesli znajdziesz podobne zdanie Jana Pawła o kreacjoniźmie - powiedz mi o tym. > Problem polega na tym, że okrągła Ziemia jest faktem, a ewolucja próbą - owszem, > zgrabną i prawdopodobną - wyjaśnienia pewnych faktów. Przekonanie, że ewolucja > jest takim samym faktem jak okrągła Ziemia, jest takim samym aktem wiary jak > przekonanie o istnieniu Boga w Trójcy jedynego - pewnością bez dowodu. Ewolucja jest faktem. A teoria ewolucji zbiera te fakty w "całość" M. Odpowiedz Link
a_weasley Re: Czy któraś z Was chciała być kapłanką? 15.06.07, 10:59 maika7 napisała: > Ewolucja nie przestała się toczyć. To nie jest przeszłość. To, że zachodzą zmiany w obrębie gatunku, jest faktem. Jednym z faktów przemawiających za teorią, że w przeszłości tak samo powstawały rzędy, gromady, typy. > Za tą teorią naukową przemawiają fakty. Nie ma teorii naukowej, za którą nie przemawiają jakieś fakty. Gdyby nie przemawiały, nie byłaby teorią naukową. > Jesli znajdziesz podobne zdanie Jana Pawła o kreacjoniźmie - powiedz mi o tym. Zacznę szukać, jak tylko Ty znajdziesz zdanie, w którym JP 2 lub jakikolwiek papież potępił kreacjonizm. > Ewolucja jest faktem. Jeśli masz na myśli procesy mikroewolucyjne obserwowane współcześnie, to tak, jest faktem. Cała reszta jest teorią, która zbiera w całość różne fakty, uzupełniając je domysłami. Teorią równie uprawnioną jak np. teoria inteligentnego projektu, jak wreszcie kreacjonizm. Odpowiedz Link
maika7 Re: Czy któraś z Was chciała być kapłanką? 15.06.07, 12:09 > To, że zachodzą zmiany w obrębie gatunku, jest faktem. Jednym z faktów > przemawiających za teorią, że w przeszłości tak samo powstawały rzędy, gromady, typy. Rozumiem, że nieco upraszczasz, bo nigdy nie powstawały rzędy itd, tylko czlowiek tak usystematyzował nieco nieudolnie organizmy. > Nie ma teorii naukowej, za którą nie przemawiają jakieś fakty. Gdyby nie > przemawiały, nie byłaby teorią naukową. jakie fakty przemawiaja za teorią inteligentnego projektu? > Zacznę szukać, jak tylko Ty znajdziesz zdanie, w którym JP 2 lub jakikolwiek > papież potępił kreacjonizm. Jak rozumiany kracjonizm? i potępił czy wyrazil opinie, ze "ta teoria nie jest teorią naukową"? > Jeśli masz na myśli procesy mikroewolucyjne obserwowane współcześnie, to tak, > jest faktem. Cała reszta jest teorią, która zbiera w całość różne fakty, > uzupełniając je domysłami. Teorią równie uprawnioną jak np. teoria > inteligentnego projektu, jak wreszcie kreacjonizm. Nie uważam teorii inteligentnego projektu ani kreacjonizmu za teorie naukowe. Odpowiedz Link
paszczakowna1 Re: Czy któraś z Was chciała być kapłanką? 15.06.07, 20:25 > Nie uważam teorii inteligentnego projektu ani kreacjonizmu za teorie naukowe. Ja też nie. Teoria naukowa powinna być falsyfikowalna (przynajmniej w części) - czyli pozwalać na konstrukcję modeli pozwalających przewidzieć wynik jakiegoś eksperymentu. (Może być tak, że w danej chwili takiego eksperymentu przeprowadzić się nie da, ale przynajmniej powinna być taka teoretyczna możliwość - np. długi czas nie dawało się przeprowadzić eksperymentu falsyfikującego teorie dekoherencji kwantowej, ale wiadomo było przynajmniej, że taki eksperyment w sferze bytów platońskich istnieje.) Oczywiście, biologowie ewolucyjni są w tej mało konfortowej sytuacji że kontrolowanego eksperymentu w ścisłym tego słowa znaczeniu przeprowadzić nie mogą - ale mogą opracować teorię, jak ewoluowały powiedzmy słonie czy inne lemingi, i wykopaliska i badania DNA mogą tę teorię sfalsyfikować. Czy coś takiego można zrobić w ramach "teorii" inteligentnego projektu lub kreacjonizmu? Chyba nie. Jeśli mówimy "wszystko stworzył Bóg" (czy też bardziej zawiły ekwiwalent tego), to nie jest zdanie falsyfikowalne. Odpowiedz Link
a_weasley Re: Czy któraś z Was chciała być kapłanką? 15.06.07, 20:42 paszczakowna1 napisała: > Teoria naukowa powinna być falsyfikowalna (przynajmniej w części) - > czyli pozwalać na konstrukcję modeli pozwalających przewidzieć wynik jakiegoś > eksperymentu. (Może być tak, że w danej chwili takiego eksperymentu > przeprowadzić się nie da, ale przynajmniej powinna być taka teoretyczna > możliwość - Jak przeprowadzisz eksperyment, to będzie można porozmawiać. Eksperyment, którego nie można przeprowadzić, jest po prostu spekulacją opartą na tych samych założeniach, na których opiera się teoria. Czyli w dalszym ciągu obracamy się w sferze teorii. Odpowiedz Link
paszczakowna1 Re: Czy któraś z Was chciała być kapłanką? 15.06.07, 21:26 Nie zrozumiałeś. Może być tak, że ze względów technicznych eksperyment falsyfikujący jest w danym czasie nie do przeprowadzenia (a może być w przyszłości). Historia nauki zna takie przypadki (np. wspomniany problem dekoherencji kwantowej). Natomiast teoria, która w ogóle eksperymentu falsyfikującego nie proponuje, teorią naukową na pewno nie jest. Odpowiedz Link
a_weasley Prawdy, teorie, hipotezy 15.06.07, 21:49 paszczakowna1 napisała: > Nie zrozumiałeś. Może być tak, że ze względów technicznych eksperyment > falsyfikujący jest w danym czasie nie do przeprowadzenia (a może być w > przyszłości). Historia nauki zna takie przypadki (np. wspomniany problem > dekoherencji kwantowej). Natomiast teoria, która w ogóle eksperymentu > falsyfikującego nie proponuje, teorią naukową na pewno nie jest. Trzeba by jeszcze popracować nad definicją tak, żeby w pojęciu teorii naukowych zmieścił się Big Bang. Chyba, że ktoś jest w stanie przeprowadzić eksperyment albo chociażby ma pomysł, jak go przeprowadzić. Z tym wszystkim jednak ewolucjonizm pozostaje teorią, a nie faktem. I to teorią modyfikowaną wielokrotnie. Ja wiem, nie takie rzeczy ogłaszano faktami. Na przykład obiektywne prawa rozwoju historycznego, z których wynikało naukowo, że na całym świecie zostanie zbudowany najpierw socjalizm, a potem komunizm (o ile będzie go z czego zbudować, bo nie wszystko zostanie rozkradzione w socjalizmie). Poza tym zaś żadnym eksperymentem nie udowodnisz tego, co było. Słabym punktem kreacjonizmu i inteligentnego projektu jest niewątpliwie potrzeba istnienia Boga. Ale równie dobrze słabym punktem Big Bangu jest potrzeba, żeby ktoś te procesy uruchomił. Poza tym zaś znaczy to tylko tyle, że teoria zakłada - hipotetycznie rzecz jasna - istnienie bytu zdolnego wprawić machinę w ruch. Jest to hipoteza tłumacząca pewne zjawiska, których nie umiemy wytłumaczyć w sposób dostateczny. Inne teorie zakładają istnienie wielkich skupisk masy, których istnienia nikt nie udowodnił, ale są mocne poszlaki na to, że istnieją. Wcale nie wiemy, czy przypadkiem to nie są żadne wielkie masy, tylko dziury do siódmego wymiaru, przez które tamtejsze rozumne formy życia wysysają od nas wszystko, czego im brakuje. A ponieważ w siódmym wymiarze jest socjalizm, więc brakuje wszystkiego. Odpowiedz Link
paszczakowna1 Re: Prawdy, teorie, hipotezy 15.06.07, 22:37 > Trzeba by jeszcze popracować nad definicją tak, żeby w pojęciu teorii naukowych > zmieścił się Big Bang. Chyba, że ktoś jest w stanie przeprowadzić eksperyment > albo chociażby ma pomysł, jak go przeprowadzić. No nie... Akurat Big Bang jest modelowym przykładem teorii naukowej działającej tak, jak pisałam. Teoria ta (powstała na początku lat 30-tych) przewidywała istnienie tzw. promieniowania reliktowego (zwanego też mikrofalowym promieniowaniem tła). I wykazanie, że promieniowania o takich właściwościach nie ma byłoby faksyfikacją teorii. A odkrycie go w 1964 roku było znaczną przesłanką do uznania tej teorii za dobrze działającą. > Z tym wszystkim jednak ewolucjonizm pozostaje teorią, a nie faktem. A czy ja mówię inaczej? Zresztą, w porównaniu do "twardych" teorii w fizyce wypada raczej słabo, ale to kwestia specyfiki dziedziny. > Ale równie dobrze słabym punktem Big Bangu jest potrzeba, żeby > ktoś te procesy uruchomił. Bynajmniej nie widzę takiej potrzeby. Odpowiedz Link
a_weasley Re: Prawdy, teorie, hipotezy 15.06.07, 22:49 paszczakowna1 napisała: > No nie... Akurat Big Bang jest modelowym przykładem teorii naukowej działającej > tak, jak pisałam. Teoria ta (powstała na początku lat 30-tych) przewidywała > istnienie tzw. promieniowania reliktowego (zwanego też mikrofalowym > promieniowaniem tła). I wykazanie, że promieniowania o takich właściwościach ni > e > ma byłoby faksyfikacją teorii. A odkrycie go w 1964 roku było znaczną przesłank > ą > do uznania tej teorii za dobrze działającą. Ale to ciągle nie jest eksperyment. To jest jeden więcej argument za teorią - że ona zadowalająco tłumaczy istnienie promieniowania reliktowego. > > Z tym wszystkim jednak ewolucjonizm pozostaje teorią, a nie faktem. > > A czy ja mówię inaczej? TY nie twierdzisz. > Zresztą, w porównaniu do "twardych" teorii w fizyce wypada raczej słabo, A mnie, widzisz, w szkole uczono tego na zasadzie "tak było na pewno". > > Ale równie dobrze słabym punktem Big Bangu jest potrzeba, żeby > > ktoś te procesy uruchomił. > Bynajmniej nie widzę takiej potrzeby. Od problemu Pierwszej Przyczyny się nie ucieknie, ale w końcu tutaj wiemy, jaka ta Przyczyna jest, więc to byłaby dyskusja dla dyskusji. Odpowiedz Link
paszczakowna1 Re: Prawdy, teorie, hipotezy 16.06.07, 11:44 > Ale to ciągle nie jest eksperyment. To jest jeden więcej argument za teorią - ż > e > ona zadowalająco tłumaczy istnienie promieniowania reliktowego. Pomiar promienoiwania mikrofalowego dochodzącego z kosmosu to JEST eksperyment - cóż innego? I teoria nie "tłumaczyła" - a przewidziała. Co prawdziwa teoria naukowa powinna właśnie robić - nie tylko tłumaczyć znane fakty, a przewidzieć efekt przyszłego eksperymentu. To właśnie nazywamy falsyfikowalnością teorii naukowej (patrz Karl Popper). Kreacjonizm tego wymogu, bardzo podstawowego w filozofii nauki, nie spełnia. Ponadto, nie nadaje się do uprawiania nauki - nie znajdziesz artykułów opartych na kreacjoniźmie w poważnych czasopismach naukowych, nie dlaego, by istniał jakiś światowy spisek ewolucjonistów ich nie dopuszczający, ale dlatego, że nie jest to teoria naukowo płodna (następny wymóg, by uznać coś za teorię naukową). Odpowiedz Link
a_weasley Re: Prawdy, teorie, hipotezy 16.06.07, 12:54 paszczakowna1 napisała: > na kreacjoniźmie w poważnych czasopismach naukowych, nie dlaego, by istniał > jakiś światowy spisek ewolucjonistów ich nie dopuszczający, ale dlatego, > że nie jest to teoria naukowo płodna (następny wymóg, by uznać coś za > teorię naukową). To samo mówiono 20 lat temu o płci mózgu. Odpowiedz Link
paszczakowna1 Re: Prawdy, teorie, hipotezy 16.06.07, 16:23 > > To samo mówiono 20 lat temu o płci mózgu. > Chwyt erystyczny zwany fałszywą analogią. Możesz sobie uważać kreacjonizm za teorię naukową, proszę bardzo, ale jesteś po prostu w błędzie. "Teoria naukowa" jest jednak sformułowaniem posiadającym pewne znaczenie obiektywne (naprawdę , polecam lekturę czegoś nt. filozofii nauki, podstawą, jak pisałam, jest "Logika odkrycia naukowego" Karla Poppera, co do kryterium falsyfikowalności czytaj też tu: pl.wikipedia.org/wiki/Metoda_naukowa ), i kreacjonizm (podobnie jak np. marksistowsta walka klas) się w nim nie mieści. Odpowiedz Link
a_weasley Re: Prawdy, teorie, hipotezy 16.06.07, 17:13 paszczakowna1 napisała: > > To samo mówiono 20 lat temu o płci mózgu. > Chwyt erystyczny zwany fałszywą analogią. Nic nie gorszy od zastosowanego przez moją przedmówczynię chwytu erystycznego zwanego społecznym dowodem słuszności. Odpowiedz Link
paszczakowna1 Re: Prawdy, teorie, hipotezy 20.06.07, 23:34 > Nic nie gorszy od zastosowanego przez moją przedmówczynię chwytu erystycznego > zwanego społecznym dowodem słuszności. To może brzmiało podobnie, ale to nie to. Nie chodzi o to, czy dana teoria jest popularna wśród naukowców, ale czy w ogóle można w jej ramach prowadzić badania naukowe. Teoria (czy raczej hipoteza) o determinowaniu działania mózgu przez płeć jest płodna naukowo (daje się prowadzić oparte na niej badania naukowe) i jest jakoś tam falsyfikowalna (na tyle, na ile teorie psychologiczne w ogóle się falsyfikowaniu poddają). Wyjaśnij mi, jak wyobrażasz sobie badania naukowe w ramach teorii kreacjonizmu? Odpowiedz Link
a_weasley Re: Czy któraś z Was chciała być kapłanką? 15.06.07, 20:40 maika7 napisała: > > przemawiających za teorią, że w przeszłości tak samo powstawały rzędy, > gromady, typy. > Rozumiem, że nieco upraszczasz, bo nigdy nie powstawały rzędy itd, tylko > czlowiek tak usystematyzował nieco nieudolnie organizmy. Powstawały (oczywiście jeśli dla dobra dyskusji odrzucimy kreacjonizm) organizmy różniące się w stopniu uzasadniającym tworzenie nowego rzędu. Przypominam, że obecnie stosowana systematyka opiera się na podobieństwie genetycznym, przypisywanym pochodzeniu ewolucyjnemu. Owo właśnie powstawanie i utrwalanie cech, o których nie bardzo wiadomo, jak by miały powstać ewolucyjnie (na przykład jak można sobie ewolucyjnie wytworzyć kręgosłup), czyli zjawisko zwane przez kreacjonistów "obiecującym potworkiem", jest argumentem zarówno kreacjonistów, jak i próbujących pogodzić argumenty ewolucjonistów z nieprawdopodobieństwem takich zmian zwolenników inteligentnego projektu. > > Zacznę szukać, jak tylko Ty znajdziesz zdanie, w którym JP 2 lub jakikolw > iek > > papież potępił kreacjonizm. > Jak rozumiany kracjonizm? i potępił czy wyrazil opinie, ze "ta teoria nie jest > teorią naukową"? Daj spokój. Nie masz chęci odpowiadać na niewygodne pytania, to nie. Swoją drogą, właściwie jaki jest sens podpierania się papieżem w dyskusji niewierzącej z protestantem? > Nie uważam teorii inteligentnego projektu ani kreacjonizmu za teorie naukowe. A ja uważam teorię ewolucji za teorię naukową. Ale za nic więcej. I trzeba sporej determinacji, żeby ogłaszać tę teorię FAKTEM w świecie, w którym tyle takich FAKTÓW w ciągu ostatnich stu lat trafiło do muzeum. Pewność siebie godna tych, którzy w XVIII wieku wyśmiewali ciemnych wieśniaków wierzących w "kamienie spadające z nieba". Odpowiedz Link
maika7 Re: Czy któraś z Was chciała być kapłanką? 16.06.07, 06:57 > Powstawały (oczywiście jeśli dla dobra dyskusji odrzucimy kreacjonizm) organizmy > różniące się w stopniu uzasadniającym tworzenie nowego rzędu. > Przypominam, że obecnie stosowana systematyka opiera się na podobieństwie > genetycznym, przypisywanym pochodzeniu ewolucyjnemu. > Owo właśnie powstawanie i utrwalanie cech, o których nie bardzo wiadomo, jak by > miały powstać ewolucyjnie (na przykład jak można sobie ewolucyjnie wytworzyć > kręgosłup), czyli zjawisko zwane przez kreacjonistów "obiecującym potworkiem", > jest argumentem zarówno kreacjonistów, jak i próbujących pogodzić argumenty > ewolucjonistów z nieprawdopodobieństwem takich zmian zwolenników inteligentnego projektu. Artur, nie można SOBIE ewolucyjnie nic wytworzyć. Kręgosłup powstawał dośc mozolnie (początki przed bodajże 400 mln lat) i przez te lata "ewoluował". > > Jak rozumiany kracjonizm? i potępił czy wyrazil opinie, ze "ta teoria nie > jest > > teorią naukową"? > > Daj spokój. Nie masz chęci odpowiadać na niewygodne pytania, to nie. > Swoją drogą, właściwie jaki jest sens podpierania się papieżem w dyskusji > niewierzącej z protestantem? Az takich problemów z asertywnością nie mam Uscislam pytanie, a nie wymiguje się od niego. Sens? Istnieje religia, w której uznano oficjalnie, że teoria ewolucji jest teorią naukową. Dla mnie - dobra wiadomośc, ze mozna TU rozmawiać o ewolucji w taki sposób, a nie jako o heretycznej bajce. > A ja uważam teorię ewolucji za teorię naukową. Ale za nic więcej. > I trzeba sporej determinacji, żeby ogłaszać tę teorię FAKTEM w świecie, w którym > tyle takich FAKTÓW w ciągu ostatnich stu lat trafiło do muzeum. Pewność siebie > godna tych, którzy w XVIII wieku wyśmiewali ciemnych wieśniaków wierzących w > "kamienie spadające z nieba". Teoria naukowa nigdy nie jest faktem. Upraszczająć - jest zbiorem twierdzeń sformułowanych na podstawie faktów (i tego co z tych faktów wynika). Odpowiedz Link
a_weasley Papież nie potępia ewolucji, a królowa Bona umarła 16.06.07, 13:00 Maika7 napisała: > Sens? Istnieje religia, w której uznano oficjalnie, że teoria > ewolucji jest teorią naukową. Dla mnie - dobra wiadomośc, ze mozna TU > rozmawiać o ewolucji w taki sposób, a nie jako o heretycznej bajce. Ależ oczywiście, że można. Nie jest to żadna nowość ani rewelacja. O teorii BigBangu czytałem w leksykonie "Katolicyzm A-Z" 24 lata temu. O ewolucji (jako uprawnionej teorii) mój ojciec miał w podręczniku do religii lat temu 60. > Teoria naukowa nigdy nie jest faktem. Upraszczająć - jest zbiorem twierdzeń > sformułowanych na podstawie faktów (i tego co z tych faktów wynika). Zatem z ulgą przyjmuję zdanie > Ewolucja jest faktem jako skrót myślowy. Taki sam, jak moje stwierdzenie o wytworzeniu czegoś sobie w drodze ewolucji. Odpowiedz Link
paszczakowna1 Re: Czy któraś z Was chciała być kapłanką? 15.06.07, 20:35 > > Zanim przyjęto do wiadomości, ze Ziemia nie jest płaska i nieruchoma > > też minęło sporo czasu. Przekonania to jedno, a wyniki badań to drugie. > > Problem polega na tym, że okrągła Ziemia jest faktem, Żaden poważny astronom nie twierdził, że Ziemia jest płaska, a jej obwód na równiku wyliczono, z całkiem niezłą dokładnością, już w starożytności. Natomiast rzeczywiście geocentryzm i heliocentryzm były przez pewien czas równoprawnymi teoriami naukowymi: obie pozwalały, z lepszą lub gorszą dokładnością, na przewidywanie zjawisk astronomicznych. Heliocentryzm był teorią zdecydowanie bardziej elegancką (geocentryści musieli wprowadzać masę założeń ad hoc) i pozwalał na przewidywanie dokładniejsze (plus, później, mieścił się w ramach większej teorii - mechaniki i teorii grawitacji Newtona) - no i akurat tak się złożyło, że doczekał się weryfikacji. Ale był czas, że heliocentryzm był akurat taką samą teorią, jak obecnie teoria Wielkiego Wybuchu. Odpowiedz Link
a_weasley Geocentryzm, heliocentryzm, a jak jest naprawdę 15.06.07, 22:58 paszczakowna1 napisała: > rzeczywiście geocentryzm i heliocentryzm były przez pewien czas równoprawnymi > teoriami naukowymi: Z których druga zwyciężyła, a teraz wiemy, że obie są prawdziwe (choć geocentryzm wymaga pewnej modyfikacji). Albo żadna, jak kto woli. Dziś wiemy, że nie ma czegoś takiego jak absolutne stanie w miejscu. Przyjmujemy układ odniesienia związany ze Słońcem - proszę bardzo, mamy heliocentryzm. Przyjmujemy układ odniesienia związany z Ziemią (taki sam dobry jak każdy inny) - proszę bardzo, Słońce lata dookoła Ziemi, a pozostałe planety też, orbita okołoziemska Słońca jest deferensem, a to, cośmy dotąd za ich orbity poczytywali, epicyklami. Przyjmujemy układ związany z jakimś innym ciałem krążącym wokół Słońca - i oba systemy są fałszywe... Odpowiedz Link
paszczakowna1 Re: Geocentryzm, heliocentryzm, a jak jest napraw 16.06.07, 16:05 > Z których druga zwyciężyła, a teraz wiemy, że obie są prawdziwe (choć > geocentryzm wymaga pewnej modyfikacji). Nie były to teorie jednakowo dobre (chyba, że inaczej rozumiesz słowo "prawdziwe"), bo opis heliocentryczny był znacznie lepszym przybliżeniem faktycznego ruchu planet, niż opis geocentryczny. (Co nie przeszkadzało, że opis geocentryczny był pod pewnymi względami wygodniejszy w obliczeniach, i dość długo do pewnych zastosowań go używano.) To nie chodziło tylko o punkt odniesienia (a względność ruchu postulował już Galileusz). Nie można teorii heliocentrycznej nazwać "fałszywą" - chyba że "fałszywą" nazwiesz też mechanikę klasyczną. Odpowiedz Link
mamamonika Re: Geocentryzm, heliocentryzm, a jak jest napraw 01.07.07, 15:25 Tak naprawdę i nasza obecna fizyka którą mało kto naprawdę rozumie ) jest tylko nędznym przybliżeniem... Odpowiedz Link
otryt Czy światopogląd wpływa na odkrycia naukowca? 15.06.07, 10:21 maika7 napisała: >Myśle, że fałszywie postrzega i religię (w części) i ludzi wierzących. To na pewno. Z faktu, że ta część alternatywy jest prawdziwa nie wynika, że druga jej część jest fałszywa. Obie mogą być prawdziwe. Na temat jego wiedzy naukowej nie chcę się wypowiadać, bo sam nie mam odpowiedniej wiedzy. Mam nadzieję, ze jego dorobek naukowy jest bogatszy niż tylko koncepcja samolubnego genu. >Teoria ewolucji do dzisiaj nie przekonuje znacznej części ludzkości, mimo, że >faktycznie jest uznaną teoria naukową, o której pozytywnie wypowiadał się JPII. Kościół w osobie JPII pozytywnie wypowiedział się o teorii ewolucji, wychodząc z założenia, ze słowa z Księgi Rodzaju nie mogą być odczytywane literalnie. Czyż Bóg nie mógł zapoczątkować ewolucji? Moim zdaniem mógł. Dzieło stworzenia staje się jeszcze wspanialsze, gdy poznajemy ten niezwykły mechanizm. Element kreacji jednak i tak pozostaje. Prawdziwa kreacja to powstanie czegoś z niczego. Np. materii i energii, która była przed Wielkim Wybuchem. Ta teoria jest równie fascynująca jak teoria ewolucji. Oparta jest o niezwykle skomplikowaną matematykę i fizykę. W tych czasach żaden byt biologiczny jeszcze nie istniał. Miliardowe ułamki sekundy w przemianach fizycznych znaczyły tyle, co całe epoki geologiczne później. Wówczas decydowało się , jak będzie wyglądał nasz świat, nawet jakie prawa fizyki będą istniały, bo nawet one mogły być inne, gdyby historia w tym ułamku sekundy potoczyła się inaczej. Czy taka teoria przeczy religii? Takimi sprawami zajmują się dziś fizycy. A matematycy są jeszcze bardziej z przodu, tworzą narzędzia matematyczne i inspirują fizyków. >Dawkins nie neguje istnienia wiary. Neguje istnienie >Boga. Musimy więc uważac, o czym mówimy. Uważając jednocześnie ludzi wierzących za szkodzących postępowi idiotów. W tak dosadny sposób wypowiadał się we wcześniejszych wywiadach. Pisząc o wierze miałem na myśli wiarę w to, że to co Bóg objawił ludziom w religii jest prawdziwe. Tak sformułowana definicja wiary w sposób oczywisty zakłada istnienie Boga. >No i bycie dobrym naukowcem nie jest >raczej zależne od światopoglądu. Jest zależne, moim zdaniem. I to bardzo. Religia dostarcza intuicji, które prowadzą w stronę światła, prawdy. Bunt przeciwko Bogu, ciągłe drążenie tego tematu jest także formą religijności. Obojętność jest prawdziwym ateizmem. Dzięki takim zbuntowanym naukowcom koryguje się np. fałszywe koncepcje religijne, a więc uzdrawia się drugi filar, czyli wiarę, która była źle pojmowana. To uczynił np. Galileusz. Pchnął nie tylko naukę do przodu, ale i religię (po latach). Bóg odsłania lub celowo zasłania przed ludźmi różne prawdy, także naukowe. Inaczej traktuje pysznych a inaczej pokornych. Pycha to klapki na oczach, pokora to otwarcie się na światło. Odpowiedz Link
maika7 Re: Czy światopogląd wpływa na odkrycia naukowca? 15.06.07, 10:41 > Kościół w osobie JPII pozytywnie wypowiedział się o teorii ewolucji, wychodząc > z założenia, ze słowa z Księgi Rodzaju nie mogą być odczytywane literalnie. > Czyż Bóg nie mógł zapoczątkować ewolucji? Moim zdaniem mógł. [...] Czy taka > teoria przeczy religii? Takimi sprawami zajmują się dziś fizycy. A matematycy > są jeszcze bardziej z przodu, tworzą narzędzia matematyczne i inspirują fizyków. Według Jana Pawła II. teorie naukowe dadzą się pogodzić z wiarą w istnienie Boga. > Uważając jednocześnie ludzi wierzących za szkodzących postępowi idiotów. W tak > dosadny sposób wypowiadał się we wcześniejszych wywiadach. Task, to jest jego poglad. Poniewaz oboje sie z nim nie zgadzamy, zostawmy go może na boku. > Pisząc o wierze > miałem na myśli wiarę w to, że to co Bóg objawił ludziom w religii jest > prawdziwe. Tak sformułowana definicja wiary w sposób oczywisty zakłada > istnienie Boga. A to nieco inaczej rozumiemy wiarę. Ja to oddzielam. Fakt, ze istnieje wiara w Boga nie jest dla mnie równoznaczny z istnieniem samego Boga. > Jest zależne, moim zdaniem. I to bardzo. Religia dostarcza intuicji, które > prowadzą w stronę światła, prawdy. Bunt przeciwko Bogu, ciągłe drążenie tego > tematu jest także formą religijności. Obojętność jest prawdziwym ateizmem. > Dzięki takim zbuntowanym naukowcom koryguje się np. fałszywe koncepcje > religijne, a więc uzdrawia się drugi filar, czyli wiarę, która była źle > pojmowana. To uczynił np. Galileusz. Pchnął nie tylko naukę do przodu, ale i > religię (po latach). Bóg odsłania lub celowo zasłania przed ludźmi różne > prawdy, także naukowe. Inaczej traktuje pysznych a inaczej pokornych. Pycha to > klapki na oczach, pokora to otwarcie się na światło. Miarą "dobrości" naukowca jest dla mnie rzetelnośc wykonywanych badań. A te sa niezalezne od światopoglądu. To o czym piszesz, to źródła dociekliwości. Odpowiedz Link
otryt Re: Czy światopogląd wpływa na odkrycia naukowca? 15.06.07, 11:06 maika7 napisała: >Według Jana Pawła II. teorie naukowe dadzą się pogodzić >z wiarą w istnienie Boga. Rozumiem, ze mówimy o teorii ewolucji. Nie wiem, czy teorię samolubnego genu da się pogodzić z etyką chrześcijańską? Egoizm postawiony na piedestał. >A to nieco inaczej rozumiemy wiarę. Ja to oddzielam. Fakt, ze istnieje wiara w >Boga nie jest dla mnie równoznaczny z istnieniem samego Boga. Twoje zdanie mogę rozumieć tylko w jeden sposób: "Fakt, ze istnieje wiara innych ludzi w Boga nie jest dla mnie równoznaczny z istnieniem samego Boga." Z tym zdaniem bym się zgodził. Jednak mówiąc o wierze w Boga mamy zawsze na myśli swoją, osobistą wiarę. Jeśli wierzymy, to uznajemy także istnienie Boga, nie ma innej możliwości. Może być słabsza wiara, która uznaje istnienie Boga, ale nie wierzy Bogu, w to co objawił. Gdy mówimy o innych ludziach musimy to specjalnie zaznaczyć. >Miarą "dobrości" naukowca jest dla mnie rzetelnośc wykonywanych badań. A te sa >niezalezne od światopoglądu. To o czym piszesz, to źródła dociekliwości. Rzetelność wykonywanych badań to podstawa. Gdy jest inaczej człowiek taki nie zsługuje na miano naukowca. Jest groźnym oszustem. Odpowiedz Link
maika7 Re: Czy światopogląd wpływa na odkrycia naukowca? 15.06.07, 11:49 > Rozumiem, ze mówimy o teorii ewolucji. Nie wiem, czy teorię samolubnego genu da się pogodzić z etyką chrześcijańską? Egoizm postawiony na piedestał Rzeczywistośc naukowa nie jest etyczna lub nie. Jest jaka jest. Fakt, nie znam opinii Papieża na temat uznania tej teorii. Nie zapominajmy jednak, że i teroria ewolucjidośc długo czekała zanim okazało sie, ze jestnak daje sie pogodzic z etyką chrześcijańską. > Twoje zdanie mogę rozumieć tylko w jeden sposób: "Fakt, ze istnieje wiara > innych ludzi w Boga nie jest dla mnie równoznaczny z istnieniem samego Boga." Tak. Dokładnie tak. > Z tym zdaniem bym się zgodził. Jednak mówiąc o wierze w Boga mamy zawsze na > myśli swoją, osobistą wiarę. Jeśli wierzymy, to uznajemy także istnienie Boga, > nie ma innej możliwości. Może być słabsza wiara, która uznaje istnienie Boga, > ale nie wierzy Bogu, w to co objawił. Gdy mówimy o innych ludziach musimy to > specjalnie zaznaczyć. Otryt, ja jestem ateistką. We mnie osobiście jest wiara, że Boga nie ma. > Rzetelność wykonywanych badań to podstawa. Gdy jest inaczej człowiek taki nie > zsługuje na miano naukowca. Jest groźnym oszustem. Tak, o to mi własnie chodzi. Rzetelnośc i podejście do zawodu w tym wypadku zawodu naukowaca trudno uzaleznic od światopoglądu. M. Odpowiedz Link
otryt Re: Czy światopogląd wpływa na odkrycia naukowca? 15.06.07, 12:44 maika7 napisała: >Rzeczywistośc naukowa nie jest etyczna lub nie. Jest jaka jest. To prawda. Jednak chrześcijanie wierzą, że człowiek jest stworzony na podobieństwo Boga. Jest czymś więcej niż sumą komórek zbudowanych w oparciu o samolubne geny. To jest moja opinia, nie wiem czy KK się zajmował tą teorią? Moja intuicja podpowiada mi, że coś się tutaj nie zgadza. Świat człowieka nie jest dżunglą, choć zły duch chciałby pewno, aby ludzie w to uwierzyli i zaczęli stosować reguły panujące w dżungli. Sądzę, że Dawkins wywiódł tę teorię ze światopoglądu niechętnego Bogu. Ludzie niewierzący tez mają intuicje, które je popychają w określonych kierunkach. >Nie zapominajmy jednak, że i teoria ewolucji dość długo czekała >zanim okazało się, ze jednak daje się pogodzić z etyką chrześcijańską. Z faktu, że KK kiedyś się mylił lub zwlekał z właściwą opinią, nie należy wyciągać wniosku, ze zawsze się myli i każda głoszona teoria doczeka się uznania. Tak naprawdę ogłoszenie niesprzeczności z religią nie oznacza jeszcze jej prawdziwości. Może oznaczać tylko tyle, żeby przestać ją zwalczać. Osobiście uznaję teorię ewolucji za najbardziej prawdopodobną. Podobnie teorię Big Bangu. Bo nie ma lepszych. Co nie przeczy, że Bóg mógł wcześniej stworzyć materię równoważną energii z niczego. Z pustki, z chaosu. >Otryt, ja jestem ateistką. We mnie osobiście jest wiara, że Boga nie ma. Ateistką, której nieobojętne są sprawy Boga i wiary. Która posiada wiedzę religijną i wciąż drąży temat. Dawkins pisze, że nienawidzę ateistów. Sama widzisz, że to nieprawda. Te wszystkie jego wywody o nienawiści można by odwrócić jak w lustrze. Linia podziału na nienawidzących i kochających bliźnich nie pokrywa się z podziałem na wierzących i niewierzących. Odpowiedz Link
maika7 Re: Czy światopogląd wpływa na odkrycia naukowca? 15.06.07, 13:35 > To prawda. Jednak chrześcijanie wierzą, że człowiek jest stworzony na > podobieństwo Boga. Jest czymś więcej niż sumą komórek zbudowanych w oparciu o > samolubne geny. To jest moja opinia, nie wiem czy KK się zajmował tą teorią? > Moja intuicja podpowiada mi, że coś się tutaj nie zgadza. Świat człowieka nie > jest dżunglą, choć zły duch chciałby pewno, aby ludzie w to uwierzyli i zaczęli > stosować reguły panujące w dżungli. Sądzę, że Dawkins wywiódł tę teorię ze > światopoglądu niechętnego Bogu. Ludzie niewierzący tez mają intuicje, które je > popychają w określonych kierunkach. Otryt, to sa zupełnie dwie sprawy - badanie otaczającego świata i tworzenie teorii naukowych (nawet sprzecznych z aktualna możliwościa akceptacji. Przytoczę tu słowa JPII z zalinkowanej przeze mnie strony. O spotkaniu z Hawkingiem: "Prof. Hawking występował jako fizyk odwołując się do pojęć kosmologii kwantowej. W fizyce nie funkcjonuje pojęcie Boga, więc trudno mieć do fizyka pretensje, że o Nim nie mówił. Natomiast filozof teista podejmie pytanie, w jaki sposób pogodzić z Boskim Stwórcą mechanizmy autokreacji sugerowane przez Hawkinga. Nie wymagajmy od fizyków opracowań, które są obowiązkiem filozofów”. Jesli faktycznie ewolucja dzieje się tak, jak widzi ją i usiłuje dowieśc Dawkins. Trzeba to będzie przyjąć, odnajdując Boga w innym wymiarze niż do tej pory. > Z faktu, że KK kiedyś się mylił lub zwlekał z właściwą opinią, nie należy > wyciągać wniosku, ze zawsze się myli i każda głoszona teoria doczeka się > uznania. Tak naprawdę ogłoszenie niesprzeczności z religią nie oznacza jeszcze > jej prawdziwości. Może oznaczać tylko tyle, żeby przestać ją zwalczać. > Osobiście uznaję teorię ewolucji za najbardziej prawdopodobną. Podobnie teorię > Big Bangu. Bo nie ma lepszych. Co nie przeczy, że Bóg mógł wcześniej stworzyć > materię równoważną energii z niczego. Z pustki, z chaosu. Masz racje I nie chcialam tego sugerowac Teorie nie potrzebują uznania, tylko ich obalenia, żeby przestały być teoriami. Oczywiście teoria ewolucji i inne nie przeczą (ani nie potwierdzają) obecności Boga - bo to lezy poza granicami dostępnymi nauce. > Ateistką, której nieobojętne są sprawy Boga i wiary. Która posiada wiedzę > religijną i wciąż drąży temat. Napisałam o tym moim ateiźmie, bo myslałam, ze nie wiesz (bywam brana za nieateistkę), a to wazne, zebyśmy wzajemnie wiedzieli, ze odmiennie patrzymy na zasadnicze dla nas sprawy np. własnie wiarę Nie tyle drąże temat, co mam "skrzywienie" na punkcie porozumiewania sie pokojowego pomiędzy ludźmi o tak odległych swiatopoglądach. > Dawkins pisze, że nienawidzę ateistów. Sama > widzisz, że to nieprawda. Te wszystkie jego wywody o nienawiści można by > odwrócić jak w lustrze. Linia podziału na nienawidzących i kochających bliźnich > nie pokrywa się z podziałem na wierzących i niewierzących. Dokładnie tak. M. Odpowiedz Link
otryt Re: Czy światopogląd wpływa na odkrycia naukowca? 18.06.07, 09:05 maika7 napisała: >Nie tyle drąże temat, co mam "skrzywienie" na punkcie porozumiewania sie >pokojowego pomiędzy ludźmi o tak odległych swiatopoglądach. Oby było na świecie jak najwięcej ludzi w podobny sposób "skrzywionych". Rozumiem teraz dlaczego funkcja porozumienia z Tobą jest tak szybkozbieżna. Miło się rozmawia. Nie przeszkadza, że startujemy z dość odległych pozycji. Taki prywatny parametr stosuję sobie w swoich rozmowach netowych. Myślę jednak, że są sprawy, które bardziej dzielą ludzi niż światopogląd: poziom wrazliwości lub osobistej kultury albo system wyznawanych wartości. Rozmawialiśmy o rzetelności naukowca. Myślę, że Dawkins jest nierzetelny, gdy w wywiadzie potencjał spermy porównuje do potencjału ludzkiego zarodka. Chcąc obalić argument zwolenników życia o potencjale. Czyżby naprawdę nie widział róznicy? Osobiście uważam, że nawet najbardziej inteligentny człowiek może mieć chwilę zaćmień intelektu, gdy przeżywa silne emocje. Często właśnie po tym, że mądry człowiek zaczyna opowiadać kosmiczne bzdury mozna poznać, że w głębi duszy przeżywa silne i destrukcyjne emocje. Zgadzam się z tym, co napisałaś wcześniej. Hawking jest doskonałym przykładem na to, życie człowieka tak bardzo chorego może mieć olbrzymi sens. Pozdrawiam serdecznie Odpowiedz Link
maika7 Re: Czy światopogląd wpływa na odkrycia naukowca? 19.06.07, 08:08 > Oby było na świecie jak najwięcej ludzi w podobny sposób "skrzywionych". > Rozumiem teraz dlaczego funkcja porozumienia z Tobą jest tak szybkozbieżna. > Miło się rozmawia. Nie przeszkadza, że startujemy z dość odległych pozycji. > Taki prywatny parametr stosuję sobie w swoich rozmowach netowych. Na razie dotykamy tematów, w których dość łatwo można znaleźć punkt wspólny. Na pewno sa problemy zasadnicze, przy których znalezienie takiego punktu byłoby trudne. Poza tym mam wrażenie, ze nie zależy Ci (i mnie tez) na przekonaniu mnie do swoich racji, tylko na zaprezentowaniu swojego stanowiska. Zaprezentowaniu, ze na daną sprawę można patrzec różnie i tyle > Myślę jednak,> > że są sprawy, które bardziej dzielą ludzi niż > światopogląd: poziom wrazliwości > lub osobistej kultury albo system wyznawanych wartości. Tak, ale światopogląd często determinuje granice etyczne. To, co dla wierzących jest bezdyskusyjnie nie do zaakceptowania, juz dla ateisty takie byc nie musi. Bo inny jest punkt odniesienia. Myśle, że znalazłyby sie sprawy, w których cieżko byłoby nam wzajemnie zaakceptować swoje stanowiska. Tyle, ze niekoniecznie musza być omawiane na tym forum, bo faktycznie to nie jest miejsce dla takich dyskusji > Rozmawialiśmy o rzetelności naukowca. Myślę, że Dawkins jest nierzetelny, > gdy w > wywiadzie potencjał spermy porównuje do potencjału ludzkiego zarodka. Widzisz, tu wolałabym nie oceniac rzetelności naukowej Dawkinsa (mało w sumie wiem o jego dorobku, mimo, że przeczytałam kilka jego książek), ale polemizowac z konkretnym stwierdzeniem. Bo ocena rzetelności jest bardzo trudna. I trzeba by było mieć wiedzę o całości dorobku. > Chcąc obalić argument zwolenników życia o potencjale. Czyżby > naprawdę nie widział > róznicy? Osobiście uważam, że nawet najbardziej inteligentny człowiek może mieć > chwilę zaćmień intelektu, gdy przeżywa silne emocje. > Często właśnie po tym, że > mądry człowiek zaczyna opowiadać kosmiczne bzdury mozna poznać, że w głębi > duszy przeżywa silne i destrukcyjne emocje. Tu wolałabym przeczytać większy fragment, bo z wywiadu tę część odczytuję jako bełkot. Trudno mi zaakceptować punkt widzenia, że możemy mówić o "potencjale życia" i porównywać spermę czy jajo do etapu rozwoju człowieka jako osoby. W przypadku aborcji nie ma mowy o potencjale. Jest juz człowiek we wczesnym stadium rozwoju. Nie rozumiem, więc dlaczego Dawkins pisze i potencjale. I dlaczego miesza gamety z tym, co mamy w wyniku ich połączenia. Jest to dla mnie dziwne i dlatego wolałabym dokładniej poznac jego argumentację. > Zgadzam się z tym, co napisałaś wcześniej. Hawking jest doskonałym przykładem > na to, życie człowieka tak bardzo chorego może mieć olbrzymi sens. W tym fragmencie dla mnie wazniejszy jest aspekt sposobu rozmawiania - o istocie zjawisk charakterystycznych dla danej nauki, bez wchodzenia w tematy nauce obce. To bardzo trudne i tu ukłon mój ogromny w strone JPII. A sens zycia osób chorych - jest nie tylko wtedy, gdy mamy doczynienia z tak wyjątkowym naukowcem, jak Hawking ) > Pozdrawiam serdecznie ) M. Odpowiedz Link
otryt Re: Czy światopogląd wpływa na odkrycia naukowca? 20.06.07, 10:17 maika7 napisała: >Na razie dotykamy tematów, w których dość łatwo można znaleźć punkt wspólny. Na >pewno sa problemy zasadnicze, przy których znalezienie takiego punktu byłoby >trudne. To prawda. Jednak w naszych wspólnych ustaleniach jesteśmy w stanie dojść dalej, bo przestrzegamy pewnych reguł. W końcu i tak dochodzi się do ściany i człowiek pozostaje z własną samotnością i niezrozumieniem. Lepiej jednak dojść dalej niż stanąć przed wejściem do przedsionka i dalej ani rusz. >Poza tym mam wrażenie, ze nie zależy Ci (i mnie tez) na przekonaniu mnie >do swoich racji, tylko na zaprezentowaniu swojego stanowiska. Zaprezentowaniu, >ze na daną sprawę można patrzeć różnie i tyle Nie mam żadnego interesu w tym, aby Cię do czegoś przekonywać. To daje pełen komfort rozmowy. Gdy pojawia się interes robi się trudniej. Jesteś osobą dorosłą, masz ukształtowane i przemyślane poglądy. Wiele mogę się od Ciebie nauczyć, szczególnie dlatego, że w jakiś sposób różnimy się. Poznanie poglądów lub podejścia innych ludzi zostaje jakoś w nas i być może po jakimś czasie zaowocuje jakąś ewolucją własnych poglądów. Co oczywiście nie oznacza przejęcie żywcem poglądów rozmówcy. Zawsze twierdzę, że szczery i rzetelny dialog tożsamy jest równaniu 1+1=3, bo powstaje coś nowego. >Tak, ale światopogląd często determinuje granice etyczne. To prawda. Determinuje jednak coś więcej. Na przykład intuicje w poszukiwaniach naukowych. Ukierunkowanie tych poszukiwań. Zanim powstanie hipoteza a potem teoria jest intuicja. Jeśli intuicja jest napędzana nienawiścią do Kościoła lub ludzi wierzących ma to swoje odzwierciedlenie w głoszonych teoriach. Całym swoim życiem i dorobkiem chce pośrednio udowodnić, że wiara w Boga jest szkodliwym przesądem. Stosowanie reguł naukowego wnioskowania jest zawsze wtórne i podporządkowane własnej wierze w istnienie bądź nieistnienie Boga. Te reguły stosowane uczciwie zakreślają pewne rozsądne ramy poglądów, gdzie naukowcy różnych opcji mogą ze sobą rzetelnie dyskutować. Porównanie potencjału spermy do potencjału zarodka spermy przekracza te ramy. I mam prawo to zauważyć, nie muszę przy tym znać całego dorobku naukowca. Naukowcy też podlegają emocjom, być może ich rozsądek jest w większych ryzach niż innych ludzi. Gdy jednak opowiadają bzdury, nawet wyrywkowo, świadczy to o tym, że ryzy nie wytrzymują naporu emocji, bo są tak wielkie. A emocje te powodowane są w wypadku Dawkinsa ogromną nienawiścią do Kościoła. Silne emocje mogą prowadzić na manowce nauki. Można się zastanawiać skąd się to wzięło? Trzeba by poznać dokładnie jego biografię od dzieciństwa począwszy. Dorota Nieznalska w jakimś wywiadzie opowiadała o swoim dzieciństwie, gdzie stykała się z katolikami brutalnymi i prymitywnymi, o przeżywanym strachu. Dla wrażliwego człowieka to wystarczy. Gdy to zrozumiałem nie oburza mnie aż tak jej tfurczość. Rozumiem to jako próbę odreagowania złych emocji. >A sens zycia osób chorych - jest nie tylko wtedy, gdy mamy do czynienia z tak >wyjątkowym naukowcem, jak Hawking ) To prawda. Ty i ja to wiemy. Jednak ci, którzy wysyłali JPII na emeryturę, bo nieestetyczny albo ci, którzy chcą "litościwie" skracać czyjeś cierpienia może się zastanowią jak wiele straciłaby nauka, gdyby nie było Hawkinga. Oczywiście, dialog Hawkinga z JPII jest świetny.) Odpowiedz Link
maika7 Re: Czy światopogląd wpływa na odkrycia naukowca? 20.06.07, 20:12 > To prawda. Determinuje jednak coś więcej. Na przykład intuicje w poszukiwaniach > naukowych. Ukierunkowanie tych poszukiwań. Zanim powstanie hipoteza a potem > teoria jest intuicja. Jeśli intuicja jest napędzana nienawiścią do Kościoła lub > ludzi wierzących ma to swoje odzwierciedlenie w głoszonych teoriach. Nie. Aby powstała teoria muszą być przetestowane hipotezy, musżą byc wyniki badań (sprawdzalne)potwierdzające spójnośc teorii. Teorii naukowej nie formujuje się dowolnie. Nienawiśc może być głoszona w poglądach i w interpretacji wyników (szczególnie niejednoznacznych), ale nie w teoriach. w teoriach nie ma miejsca na uczucia. > Całym > swoim życiem i dorobkiem chce pośrednio udowodnić, że wiara w Boga jest > szkodliwym przesądem. Stosowanie reguł naukowego wnioskowania jest zawsze > wtórne i podporządkowane własnej wierze w istnienie bądź nieistnienie Boga. Tak, Dawkins sie zapędza. Wiara i Bog nie podlegają testowaniu naukowemu. Nawet, jeśli jest przekonany (a jest) i nawet jesli ma rację, że Boga nie ma, to jest to poza nauką. > Te > reguły stosowane uczciwie zakreślają pewne rozsądne ramy poglądów, gdzie > naukowcy różnych opcji mogą ze sobą rzetelnie dyskutować. Tak. Z tym, ze dyskusja naukowców o bycie niepoddającemu się naukowemu poznaniu jest dość karkołomna. > Porównanie potencjału> > spermy do potencjału zarodka spermy przekracza te ramy. I mam prawo to > zauważyć, nie muszę przy tym znać całego dorobku naukowca. Naukowcy też > podlegają emocjom, być może ich rozsądek jest w większych ryzach niż innych > ludzi. Gdy jednak opowiadają bzdury, nawet wyrywkowo, świadczy to o tym, że > ryzy nie wytrzymują naporu emocji, bo są tak wielkie. A emocje te powodowane są > w wypadku Dawkinsa ogromną nienawiścią do Kościoła. Silne emocje mogą prowadzić > na manowce nauki. Tak, ale trudno ocenić na podstawie tego poglądu Dawkinsa jako naukowca. Przynajmniej ja wolę się skupic na ocenie i powiedzeniu swojego zdania na temat kontrowersyjnego poglądu, niż oceniać człowieka. > Można się zastanawiać skąd się to wzięło? Trzeba by poznać > dokładnie jego biografię od dzieciństwa począwszy. Dorota Nieznalska w jakimś > wywiadzie opowiadała o swoim dzieciństwie, gdzie stykała się z katolikami > brutalnymi i prymitywnymi, o przeżywanym strachu. Dla wrażliwego człowieka to > wystarczy. Gdy to zrozumiałem nie oburza mnie aż tak jej tfurczość. Rozumiem to> jako próbę odreagowania złych emocji. Nie zawsze znajdziemy żródło negatywnych emocji. I w przypadku Dawkinsa sadzę raczej, ze jako ateista, po prostu szuka dróg wszelkich potwierdzających słuszność jego wyboru, zatracając czasem dystans. M. Odpowiedz Link
paszczakowna1 Re: Czy światopogląd wpływa na odkrycia naukowca? 20.06.07, 23:39 > Jesli faktycznie ewolucja dzieje się tak, jak widzi ją i usiłuje dowieśc > Dawkins. Trzeba to będzie przyjąć, odnajdując Boga w innym wymiarze niż do tej > pory. Ba, ale czy uważasz teorie Dawkinsa (samolubny gen, memy) w ogóle za teorie naukowe? Dla mnie to raczej interpretacje filozoficzne. Zwłaszcza koncept memów uważam za interesujący, ale nienaukowy. (Wiem, monotematyczna jestem.) Odpowiedz Link
maika7 Re: Czy światopogląd wpływa na odkrycia naukowca? 21.06.07, 07:00 > Ba, ale czy uważasz teorie Dawkinsa (samolubny gen, memy) w ogóle za teorie > naukowe? Dla mnie to raczej interpretacje filozoficzne. Zwłaszcza koncept memów > uważam za interesujący, ale nienaukowy. (Wiem, monotematyczna jestem.) Samolubny gen - nie tyle teorię, co koncepcję w obrebie teorii ewolucji. Przeniesienie rozumienia "poziomu" działania doboru naturalnego. Memy - zagadnienia trudniejsze do badania. Metodyka badań w fazie tworzenia, cała hipoteza (bo dla mnie to na razie hipoteza) ciekawa. Dałabym "memologom" czas Darwin tworzył swoją teorię w czasach, gdy o dziedziczeniu i genach nic nie wiedzieliśmy, a one są podstawą zmienności świata żywego. Kto wie, jak będziemy patrzyli na memy za iles tam lat? Moze zaczniemy je... izolować? M. Odpowiedz Link
paszczakowna1 Czy faktycznie nie wpływa? 16.06.07, 16:43 A ja się zastanawiam... Bo jednak jesteśmy ludźmi, nie komputerami, i nasze przekonania, łącznie z religijnymi, wpływają na postrzeganie i rozumowanie. Rozpowszechnionym dość przekonaniem (wyrażonym w zalinkowanym wywiadzie) jest, że wiara jest przeszkodą w poznaniu naukowym. I może się, niestety, tak zdarzyć. Ale może się zdarzyć też odwrotnie. Pouczającą historię ma właśnie przytaczana już tu teoria Wielkiego Wybuchu. Einstein pierwotnie uważał (choć szybko dal się przekonać), że sens fizyczny maja tylko stacjonarne rozwiązanie ogólnej teorii względności, a to z rozszerzającym się (lub kurczącym) Wszechświatem są artefaktem (nawet zmodyfikował ad hoc teorię, by rozwiązanie stacjonarne w ogóle dostać). Kto zauważył, że rozwiązanie opisujące rozszerzający się Wszechświat ma sens fizyczny (i do tego tłumaczy obserwacje astronomiczne Hubble'a)? Niejaki Lemaitre, który oprócz bycia fizykiem był także katolickim kapłanem i zakonnikiem-jezuitą. Może i przypadek. Ale uważam, że bardziej prawdopodobne jest to, że Lemaitre intensywnie myślał nad problemem pogodzenia naukowej i religijnej wizji Wszechświata, co pozwoliło mu stworzyć teorię kosmologiczną, którą łatwiej pogodzić z chrześcijaństwem niż wizję stacjonarnego Wszechświata (i która, jak się zdaje, jest naprawdę dobrą teorią). Odpowiedz Link
maika7 Re: Czy faktycznie nie wpływa? 16.06.07, 21:57 > A ja się zastanawiam... Bo jednak jesteśmy ludźmi, nie komputerami, i nasze > przekonania, łącznie z religijnymi, wpływają na postrzeganie i rozumowanie. > Rozpowszechnionym dość przekonaniem (wyrażonym w zalinkowanym wywiadzie) jest, > że wiara jest przeszkodą w poznaniu naukowym. I może się, niestety, tak zdarzyć Pisząc o braku wpływu światopoglądu na poznanie naukowe i rozwój nauki miałam na mysli przede wszystkim rzesze "rzemieślników nauki", który przeprowadzają eksperymenty, wykazują "wpływ czegos na coś", "zależność czegoś od czegoś". Formułowanie ogromnej liczby problemów badawczych jest neutralne światopoglądowo. I chyba trudno by było wykazać, że ateista lepiej zbada np. "wpływ witaminy D na stopień mineralizacji tkanki kostnej" od osoby wierzącej lub odrotnie. Problem pojawia się tam, gdzie problem badawczy budzi kontrowersje etyczne. Pewnych badań wierzący np. katolicy, nie podejmą (chyba). Natomiast oczywiste jest dla mnie (i mam nadzieję, że nie tylko dla mnie), że nie ma różnic w zdolnościach umysłowych w zależności od światopoglądu, a do takiej tezy zdaje się przychylać Dawkins (przynajmniej w zalinkowanym wywiadzie). Chyba, ze przeinterpretowałam. M. Odpowiedz Link
a_weasley Re: Czy któraś z Was chciała być kapłanką? 15.06.07, 09:49 otryt napisał: > Wnioski mogą być dwa: albo wiedza Dawkinsa nie jest rzetelna albo fałszywie > postrzega ludzi wierzących. A do wiedzy ma podejście twórcze. Jeśli fakty przeczą jego teorii, tym gorzej dla faktów. Użalania się nad kobietami faktycznie nie pojmuję. Skoro religia jest zorganizowanym oszustwem, to chyba dobrze dla kobiet, że mężczyźni nie chcą ich wciągać w ten szwindel? Odpowiedz Link
mamalgosia nie 15.06.07, 10:12 Ja nigdy, bo od zawsze chciałam być nauczycielką Tak więc bez głębszych podstaw teologicznych Odpowiedz Link
samboraga Re: Czy któraś z Was chciała być kapłanką? 15.06.07, 10:14 otryt napisał: > Dawkins pochyla się nad losem biednych kobiet, którym odmawia się kapłaństwa. > Jeśli w tym gronie nie znajdzie się nikt taki, wniosek może być tylko jeden: do > kapłaństwa aspirują głównie kobiety, którym wiara jest dość obojętna i są > daleko od Boga. chciałam być ministrantem, propozycję zostania bielanką uznaąłm za śmieszną - taka głupota, rzucanie kwiatków... uznałam, że ciekawe i mądre rzeczy w kościele sa zarezerwowane dla chłopców a kapłaństwo - w czasie stosownym do podjęcia decyzji byłam niewierząca ale wnioski chyba zbyt pochopne Otrycie - nie ma wśród nas też zakonnic, a niewątpliwie blisko Boga są Odpowiedz Link
minerwamcg Re: Czy któraś z Was chciała być kapłanką? 15.06.07, 10:30 Jak gdzieś pisałam, są kobiety, które jak na ironię dostały od Szefa... powołanie kapłańskie. Jedną taką znam - jest nauczycielką i liderką jednego z duszpasterstw młodzieżowych. Zbyt przywiązaną do katolicyzmu, żeby możliwości spełnienia powołania szukać poza nim, np. w którymś Kościele protestanckim, gdzie jest ordynacja kobiet. Odpowiedz Link
otryt Re: Czy któraś z Was chciała być kapłanką? 15.06.07, 10:39 samboraga napisała: >chciałam być ministrantem, propozycję zostania bielanką uznaąłm za śmieszną Są już ministrantki, np u św Jana w Gdańsku. Mnie się to podoba. Kto to jest bielanka? >ale wnioski chyba zbyt pochopne Otrycie - nie ma wśród nas też zakonnic, a >niewątpliwie blisko Boga są Wnioski pochopne mówisz. O kaplaństwie kobiet mówiła Magdalena Środa, Kazimiera Szczuka i inne panie z tego grona. Czyżby one same miały takie pragnienia, czy też walczą o prawa kobiet gorliwie wierzących? Dla mnie to faryzeim. Zresztą nawet gdyby były mężczyznami, to też by nie zostały kaplanami, głosząc wrogie Kościołowi poglądy. Chętnie bym usłyszał z ust zakonnicy, czy miała takie marzenia? Nie wiem tylko, czy może o tym mówić i się do tego przyznać? A może nawet nieświadomie tłumi takie pragnienia, bo tak bardzo nieprawomyślne? Odpowiedz Link
samboraga Re: Czy któraś z Was chciała być kapłanką? 15.06.07, 10:50 > Są już ministrantki, np u św Jana w Gdańsku. Mnie się to podoba. Kto to jest > bielanka? wiem, wiem, że teraz są ministrantki bielanka - taka dziewczynka posypująca kwiatki w Boże Ciało i in. procesjach, jedyny model istnienia dziewczynki w kościele w 'moich' czasach - po I komunii ksiądz przyszedł po chętnych do ministranctwa, a siostra katechetka zaproponowałą dziewczynkom uczestnictwo w kółku bielanek Chętnie bym usłyszał z ust zakonnicy, czy miała takie > marzenia? Nie wiem tylko, czy może o tym mówić i się do tego przyznać? A może > nawet nieświadomie tłumi takie pragnienia, bo tak bardzo nieprawomyślne? o, właśnie, też się nad tym zastaanwaiałam Odpowiedz Link
isma Bielanki i krakowianki 15.06.07, 12:46 A w archidiecezji krakowskiej powszechniej kwiatki sypia dziewczynki w strojach krakowskich w wieku przedkomunijnym (w tym pekajaca z dumy Miniatura). Potem paraduja w sukienkach komunijnych (w 1. rocznice tez), a potem to juz wielkie niiiiiiic. Odpowiedz Link
minerwamcg Re: Bielanki i krakowianki 15.06.07, 12:59 A w tarnowskiem gdzie mieszkała moja babcia, kwiatki też sypią dziewczynki przedkomunijne, ale ubrane na biało. Stolat temu robiła to także pękająca z dumy Minerwa )) W mojej parafii na Solcu bielanki nie sypią kwiatków. Noszą co lżejsze feretrony i "poduszki" - a to z wizerunkiem Matki Boskiej Częstochowskiej, a to z przybraną wstążkami koroną... nie wiem, jaki jest sens teologiczny tej nabożnej "pościeli", bo wygląda to dość śmiesznie, ale jest rozpowszechnione. Odpowiedz Link
mama_kasia Re: Bielanki i krakowianki 15.06.07, 13:09 Nasze córki w tym roku też rozpoczęły karierę kwiatową Starsza miał białawą sukienkę, a młodsza różową z braku białej )) A dumne były rzeczywiście. Nawet nie wiedziałam, że to dla nich takie ważne. Odpowiedz Link
samboraga Re: Bielanki i krakowianki 16.06.07, 22:49 potem to juz wielkie > niiiiiiic. u nas też było wielkie nic, tylko się nazywało, że kółko kilka spotkań przed Bożym Ciałem, gdzie ćwiczyło się obrót - wyrzut kwiatków - obrót - wyrzut kwiatków... Odpowiedz Link
isma Re: Bielanki i krakowianki 18.06.07, 11:13 A, to u nas pod tym wzgledem jest pelny spontan. Dziecieta mamrocza kazde pod swoim nosem "Swiety, swiety, swiety, Pan Bog zastepow" (ktorej to inwokacji ja zraszta wyjatkowo nie lubie, wiec jak w oktawie sie spiewa podczas procesji litanie do Serca Jezusowego. to M. zostala pouczona, ze ma odpowiadac na wezwania litanii), obrzucaja sie kwieciem nawzajem i takie tam. Odpowiedz Link
mamamonika Re: Czy któraś z Was chciała być kapłanką? 01.07.07, 15:28 Ale fakt - rola kobiet w kościele ewoluuje baardzo powolutku. Komu nie odpowiadają funkcje tradycyjne i pomocnicze, musi się ostro rozpychać i szukać swojej dziupli ) Odpowiedz Link
isma Re: Czy któraś z Was chciała być kapłanką? 15.06.07, 10:57 otryt napisał: > Dawkins pochyla się nad losem biednych kobiet, którym odmawia się kapłaństwa. > Na tym forum są bardzo religijne kobiety, żyjące blisko Boga. Mam bardzo > osobiste pytanie? Czy kiedykolwiek, choć przez chwilę któraś z Was przagnęła > zostać kapłanką? Na pytanie osobiste odpowiadam: uchowaj Boze )). Ale to dlatego, zem antyklerykalka )). I jakos kompletnie nie czuje, co mialyby (nomen omen) swiecenia w osobistej drodze czlowieka do swietosci (bo do tego przede wszystkim jestesmy powolani) ulatwiac. Swiecenia nie sa zadnym lepszym "biletem do nieba", a mnie glownie ta ekskursja interesuje. Natomiast mysle, ze wrazenie o wierzacych kobietach aspirujacych do kaplanstwa w KK bierze sie tez z pewnego nieporozumienia: otoz, to, ze osobiscie jakos nie wierze w "lepszosc" powolania do kaplanstwa niz do malzenstwa (to sakrament i to sakrament )), to jednak, nie ukrywam, z powodow czysto poznawczych chcialabym wiedziec, z jakich powodow prezbiterat w KK jest zastrzezony wylacznie dla mezczyzn. Interesuje mnie to podobnie jak wiele innych meandrow mojego wyznania (np. nieomylnosc papieska, dajmy na to, czy zakres pojecia "sprawy wiary i morlanosci"), ale to nie oznacza automatycznie, ze sie domagam jakichs zmian w tym wzgledzie. Tymczasem wiele osob, obserwujac takie zainteresowanie, zaklada, ze jest ono przejawem osobistych ambicji w okreslonej dziedzinie czy tez kontestacji obowiazujacego nauczania. Opowiadalam Wam, jak kiedys relacjonujac pewnemu wikaremu nasze zmagania z tematem swieckich szafarek uslyszalam: "no, dobra, wiec niech juz beda te zakonnice, wdowy i dziewice konsekrowane i, ostatecznie, Isma". Co Isme ubawilo do lez, bo Isma, chocby z racji nikczemnego wzrostu swego, sie do tej funkcji kompletnie nie nadaje )). Odpowiedz Link
otryt Re: Czy któraś z Was chciała być kapłanką? 15.06.07, 11:29 isma napisała: >Swiecenia nie sa zadnym lepszym "biletem >do nieba", a mnie glownie ta ekskursja interesuje. Też tak uważam. >to jednak, nie ukrywam, z powodow czysto poznawczych >chcialabym wiedziec, z jakich powodow prezbiterat w KK jest zastrzezony >wylacznie dla mezczyzn. Myślę, że powodem jest ponad tysiącletnia tradycja i wynikajacy stąd opór materii. Innych powodów nie widzę. Uważam, ze z tym oporem materii też trzeba się jakoś liczyć, jeśli chcemy nadal być wspólnotą. Dziewczyny-ministrantki, to dla wielu stanowczo za wiele. Za naszego krótkiego życia już tyle się zmieniło, nie warto być niecierpliwym. >zaklada, ze jest ono >przejawem osobistych ambicji w okreslonej dziedzinie czy tez kontestacji >obowiazujacego nauczania. Tak, ale te słowa mogą dotyczyć tylko kobiet głęboko wierzących, ale nie Szczuki czy Dawkinsa. Prawdę mówiąc nie znam takich kobiet, a nawet gdyby były to nie sądzę, aby potrzebowały takich adwokatów jak Dawkins. >"no, dobra, wiec niech juz beda te zakonnice, wdowy >i dziewice konsekrowane i, ostatecznie, Isma". Ale powiedz, czy naprawdę chciałabyś być szafarką? Pragniesz tego? Myślę, raczej, że kieruje Tobą chęć poznania przyczyn takiego stanu rzeczy, który wydaje się być czymś dziwnym? Odpowiedz Link
isma Re: Czy któraś z Was chciała być kapłanką? 15.06.07, 12:36 No, tradycja, tradycja, ale skades ona sie wziela, ni? Od razu mowie, jesli chodzi o prezbiterat, to dla mnie rozstrzygajace jest, ze Ofiare sprawuje sie w KK in persona Christi, co, MSZ, wymaga, aby przewodniczacy zgromadzenia byl mezczyzna. Na marginesie - rownie istotne jest dla mnie, ze w Ofierze uczestniczy jakies zgromadzenie, i, eee, pewna watpliwosc wzbudza we mnie mozliwosc odprawiania przez kaplana Mszy sw. bez udzialu wiernych. No, ale to inny temat. Alez oczywiscie, ze JA bym nie chciala byc szafarka. Ale dociekac, dlaczego kobieta mojego stanu byc nia w Polsce NIE MOZE zamierzam. Bo tu zadnych powaznych racji teologicznych nie widze. Widze, owszem, pewne racje pastoralne - no, ale gdyby takowe zawsze w Kosciele mialy przewazac, to byc moze do dzis by papiez tiare nosil i na sedia gestatoria podrozowal. Odpowiedz Link
lucasa Re: Czy któraś z Was chciała być kapłanką? 15.06.07, 13:27 otryt napisał: (do Ismy) >>>Ale powiedz, czy naprawdę chciałabyś być szafarką? Pragniesz tego? Myślę, raczej, że kieruje Tobą chęć poznania przyczyn takiego stanu rzeczy, który wydaje się być czymś dziwnym? Moge o swoim doswiadczeniu? Ja bylam szafarka razem z mezem w poprzedniej naszej parafii (nie w Polsce). Czy pragnelam? Chyba nie zastanawialam sie nad tym. Ksiadz doszedl jego tylko wiadomym sposobem do wniosku, ze sie nadajemy, biskup przeszkolil i poblogoslawil. Checi pozniania nie mialam - ale skoro zostalismy wybrani to bylo to w pewnym stopniu wyroznienie, w pewnym zobowiazanie ale tez i obowiazek. pozdrawiam, A Odpowiedz Link
otryt Re: Czy któraś z Was chciała być kapłanką? 15.06.07, 13:39 lucasa napisała: >ale skoro zostalismy wybrani to bylo to w pewnym stopniu wyroznienie, >w pewnym zobowiazanie ale tez i obowiazek Też tak bym do tego podszedł. Twój przykład świadczy jednak o tym, że bycie mężatką nie jest przeszkodą. To nawet piękne jest, gdy i mąż i żona razem są szafarzami. Odpowiedz Link
isma Re: Czy któraś z Was chciała być kapłanką? 18.06.07, 11:15 No, tak, tylko ze Lucasa byla szafarka w Londynie )). Wiec wlasnie dlatego ja sie gleboko zastanawiam, dlaczegoz ma takie znaczenie GDZIE te obowiazki stanu kobieta wykonywa... Odpowiedz Link
samboraga Re: Czy któraś z Was chciała być kapłanką? 16.06.07, 23:15 > Ale powiedz, czy naprawdę chciałabyś być szafarką? tak, ale nie teraz, jak trochę odchowam dzieci (a i ciut mi do wieku odpowiedniego brakuje i nie w kościele tzn. nie podczas mszy św. (to i tak rzadkość) ale w posłudze do chorych (to chyba główne zadanie szafarzy) osoby nie ruszające się poza obręb swego mieszkania (w tym obłożnie chorzy) mają tak mało możliwości przyjmowania Komunii świętej w szpitalach, zwłaszca większych, od dawna jest opieka duszpasterska, w domach prywatnych osoba niedołęzna, chora czy czasowo unieruchomiona nie ma szans na regularną Komunię św. to chyba sfera zaniedbana w Kosciele (może zależy gdzie?)...okolicznościowe wizyty chorych z okazji dnia chorego to za mało pamiętam jaką radością była dla mnie codzienna Komunia św. w szpitalu, gdzie spędziąłam ostatnie 5 tyg. ciąży, a jak brakowało mi tego, gdy wcześniej musiałam leżeć w domu przez kilka miesięcy i jeszcze OT - ludziom starszym ksiądz idący do czyjegoś domu kojarzy się z ostatnim namaszczeniem, niezależnie od zmian jakie zaszły w podejściu KK do tego sakramnetu,więc myślę, że z powodów mentalnych szfarz byłby lepiej przyjęty Odpowiedz Link
babie_lato1 Re: Czy któraś z Was chciała być kapłanką? 15.06.07, 12:59 No, ja oczywiście. Gdyby mnie Pan powołołał - to z przyjemnością Bynajmniej - tu muszę dodać, żeby nie było nieporozumień - wiara nie jest mi obojętna i tak strasznie daleko od Boga chyba nie jestem Jednak - tu znowu muszę dodać, bo właśnie zauważyłam jeden być może istotny czasownik w wypowiedzi Otryta - do kapłaństwa nie aspiruję. Zazwyczaj odpowiadam jedynie na te oferty, które zostały mi zaproponowane Odpowiedz Link
kulinka3 Re: Czy któraś z Was chciała być kapłanką? 15.06.07, 19:12 Nie, nie chciałabym.Wystarczy mi w zupełności powszechne kapłaństwo świeckich. Po za tym byłoby to wbrew: nieprzerwanej tradycji Kościoła,postawie Chrystusa i praktyce apostołów. Odpowiedz Link
katriel Re: Czy któraś z Was chciała być kapłanką? 15.06.07, 23:43 Kapłanką - nie. Ale chciałabym być oficjalnie ustanowioną lektorką. A - jako kobieta - nie mogę. Skoro już czytam czytania mszalne (a to mi wolno, a nawet się mnie do tego zachęca) i skoro istnieje oficjalny ryt błogosławieństwa do takiej posługi, to chciałabym, żeby mi go udzielono. Udziela się go wszystkim klerykom ("po drodze" do święceń); często udziela się go też ministrantom, którzy wcale się "na księdza" nie wybierają; ale mnie nie. Bo ja jestem kobietą, a posługa lektoratu (posługa, nie święcenia! święcenia lektoratu w dzisiejszym Kościele katolickim nie istnieją) zarezerwowana jest dla mężczyzn. Kobieta może być co najwyżej p.o. lektora: czytać, ale bez oficjalnego ustanowienia. I to mnie jakoś drzaźni. Odpowiedz Link
mader1 Re: Czy któraś z Was chciała być kapłanką? 16.06.07, 11:19 I to mnie jakoś drzaźni. )) Nie, nie chciałam. Żadna z moich córek też na razie nie przejawia takiej chęci. Natomiast starsza trochę się zdenerwowałą, że nie może być lektorką, choć czasem jest lektorką )) Odpowiedz Link
annb Re: posłuchajmy naukowca ateisty 15.06.07, 10:23 tekst ciekawy, zawsze warto poznac język strony przeciwnej . ten pan jest naukowcem, i taką ma misję.wolno mu ja się przez niego nie czuję zagrozona. a z wieloma jego wypowiedziami się zgadzam czy to zle? o chociazby z tym -------------- Sugeruje pan, że moralność ateisty jest czystsza niż moralność człowieka wierzącego w Boga, bo nie jest oparta na handlu: dobre uczynki za zbawienie? – Mówię tylko, że ludzie religijni nie mają prawa twierdzić, że religia jest warunkiem koniecznym moralności. Bo to po prostu nieprawda. ---------------- i z tym ----------------- Wiem z doświadczenia, że ludzie, którzy wierzą w Boga, reagują często agresywnie na ateistów. Staram się zrozumieć to zjawisko. Zna pan może jakieś psychologiczne uzasadnienie? – Nie jestem psychologiem, ale sprawa wydaje się prosta. Ludzie wierzący w Boga czują się zagrożeni samym faktem istnienia kogoś, kto w niego nie wierzy. Jeżeli całe życie wierzyłeś w Boga, to nie poświęcałeś tej kwestii zbyt wielu myśli. Nagle dostajesz sygnał, że skoro są ludzie niewierzący, to może zagadnienie istnienia Boga nie jest aż tak oczywiste. Może to problem, który należy rozważyć. To nie jest specjalnie wygodne, dlatego wzbudza agresję. Często spotykam się z silną reakcją emocjonalną zagrożonych ludzi, gdy przedstawiam im argumenty na to, że Bóg nie istnieje. ------------------ wystarczy przypomniec sobie kiedys_tutaj zalozony watek o tym-jak mozna byc niewierzącym a cala reszta-musiałabym przeczytać ksiązkę tego Pana aby wyrobić sobie o nim zdanie.artykuł to trochę za mało. Uważam ze dla wszystkich jest miejsce na tej planecie. Poki co konstytucja tego kraju gwarantuje mi wolnosc wyznania i tego się będę trzymac Odpowiedz Link
lucasa Re: posłuchajmy naukowca ateisty 15.06.07, 10:47 annb napisała: > tekst ciekawy, zawsze warto poznac język strony przeciwnej . > > ten pan jest naukowcem, i taką ma misję.wolno mu > ja się przez niego nie czuję zagrozona. > a z wieloma jego wypowiedziami się zgadzam > czy to zle? > > o chociazby z tym > > > i z tym > ----------------- > Wiem z doświadczenia, że ludzie, którzy wierzą w Boga, reagują często > agresywnie na ateistów. Staram się zrozumieć to zjawisko. Zna pan może jakieś > psychologiczne uzasadnienie? > > – Nie jestem psychologiem, ale sprawa wydaje się prosta. Ludzie wierzący > w Boga > czują się zagrożeni samym faktem istnienia kogoś, kto w niego nie wierzy. > Jeżeli całe życie wierzyłeś w Boga, to nie poświęcałeś tej kwestii zbyt wielu > myśli. Nagle dostajesz sygnał, że skoro są ludzie niewierzący, to może > zagadnienie istnienia Boga nie jest aż tak oczywiste. Może to problem, który > należy rozważyć. To nie jest specjalnie wygodne, dlatego wzbudza agresję. > Często spotykam się z silną reakcją emocjonalną zagrożonych ludzi, gdy > przedstawiam im argumenty na to, że Bóg nie istnieje. A ja wlasnie po tym fragmencie stwierdzilam, ze pan niewiele wie o wierzacych. Moze nie wpadl na to, ze agresje nie wzbudza ateista jako taki, czy jego twierdzenie/przekonanie, ze Boga nie ma, ale sposob prezentacji tego stanowiska. Bo jezeli ten pan rozmawia z wierzacymi w sposob jaki przestawiony jest w wywiadzie, to jest to delikatnie mowiac lekcewazenie polaczane z litoscia. Dla mnie osobiscie ateisci, jezeli moge mowic o jakimkolwiek wplywie ateistow na moje zycie, sa wyzwaniem. Po rozmowie z nimi moge w sobie poukladac w co/Kogo tak naprawde wierze. pozdrawiam, A Odpowiedz Link
annb Re: posłuchajmy naukowca ateisty 15.06.07, 12:06 lucasa -to czy ktos podchodzi z litością lub nie do mojej wiary-naprawdę mnie to nie rusza.Wiara to mój wybór i moje prawo. Ruszy mnie w momencie jesli bedzie się zabierał za ustanowienie nowego prawa. poki co, ten pan prowadzi obserwacje, wydaje ksiazki, ale nie ma wplywu na wygląd ustaw czy tez konstytucji. czyli niech sobie siedzi i robi to co go czyni szczesliwym. ja nie muszę go wspierac i popierac z jednej strony kusi aby kupic i przeczytac ksiazkę jego autorstwa, z drugiej, kupienie jej to nabijanie mu kabzy trudny dylemat Odpowiedz Link
lucasa Re: posłuchajmy naukowca ateisty 15.06.07, 10:57 annb napisała: > tekst ciekawy, zawsze warto poznac język strony przeciwnej . > > ten pan jest naukowcem, i taką ma misję.wolno mu > ja się przez niego nie czuję zagrozona. > a z wieloma jego wypowiedziami się zgadzam > czy to zle? Ja jak zobaczylam watek Kazi myslalam, ze bedzie traktowal o NAUCE. Chetnie bym przeczytala wypowiedz naukowa fizyka/biologa itd ateisty, ktory na podstawie swojej wiedzy czy wynikow calkowicie neguje jakikolwiek pierwiastek boski. Natomiast wiedza o tym, ze ten konkretny pan ateista traktuje wierzacych jak biedne, male i zagubione i agresywne dzieci nie jest mi do niczego potrzebne. Wypowiedz ateista chetnie bym przeczyla, ale na innym poziomie. A Odpowiedz Link
mader1 Re: posłuchajmy naukowca ateisty 15.06.07, 12:30 Z Dawkinsem mam kłopot. Coś tam jego poznałam, potem kupiłam " Rzekę genów" i całkiem dobrze się ją czytało. Sporo ciekawych rzeczy się z niej dowiedziałam, była dla mnie strawna, bo napisana lekkim stylem, z wieloma ciekawostkami i hipotezami. Najzabawniejsze było, że nie mogłam się dopatrzeć w wyrozumowanych przez niego dowodach na nieistnienie Boga )), takich dowodów rzeczywiście )) Natomiast dla mnie, jako laika w repreentowanej przez niego dziedzinie, takie wywiady są kłopotliwe Podważają bowiem wiarygodność osoby. Rzetelny i dobry naukowiec bowiem stara się być odpowiedzialny za słowo. Nie musi się znać na wszystkim - a nawet nie da rady - ale po to w języku są takie zwroty , jak " wydaje mi się", " mam wrażenie", " według mnie", " o ile się nie mylę" )) I w tej chwili nie wiem, jak to jest w jego dziedzinie. Czy tak samo łątwo minąć mu się z faktami ? A jeżeli minął się z paroma i w związku z tym zbudował jedną ze swoich hipotez na glinianych nogach ? )) Odpowiedz Link
mader1 Nowy artykuł :) 30.06.07, 19:04 Tekst z Rzeczpospolitej - Plus Minus : Nowa krucjata wrogów Pana Boga Kolejna fala ateizmu nie bawi się w niuanse. Jej stosunek do Boga i religii nie jest wzgardliwą obojętnością. Ateiści nie chcą chłodnej tolerancji. Oni chcą wojny i zwycięstwa Janusz Kapusta Religia jest groźna, bo zachęca do irracjonalnych działań - tłumaczy Dan Barker, przewodniczący jednej z najaktywniejszych amerykańskich organizacji ateistycznych - Freedom From Religion Foundation (Fundacja wolności od religii). - W swym ekstremistycznym, fundamentalistycznym wydaniu ogranicza wolność jednostki. Nie dysponuje żadnym narzędziem do zdobycia wiedzy. Wiara zawsze jest złem - Barker mógłby tak wyliczać w nieskończoność: buduje mury między ludźmi, jest źródłem podziałów społecznych i konfliktów. Dlatego państwo powinno być wolne od religii. Ten były protestancki pastor i misjonarz, który w 1984 roku porzucił Kościół, robiąc z tego publiczne wyznanie niewiary, jest dziś jednym z czołowych amerykańskich ateistów. Swoją fundację założył i prowadzi razem z żoną Annie Laurie Gaylor, znaną działaczką feministyczną. Członkowie FFRF chcą wyzwolić państwo od zgubnego wpływu wiary w Boga. Nie oni jedni. Nadzwyczajna w ostatnich latach aktywność ateistów zwróciła już uwagę zachodnich dziennikarzy, którzy podejmowane przez nich działania zaczęli porównywać do akcji, które przed laty pozwoliły chrześcijańskim konserwatystom, a potem Żydom, stworzyć w USA potężne lobby. Sami ateiści wolą raczej czerpać z innych źródeł - skuteczniejsze wydają się im kampanie środowisk feministycznych i homoseksualnych, które w ciągu ostatnich 40 lat znalazły się w głównym nurcie społecznym, politycznym i kulturalnym. Precz z religią Według brytyjskiego dziennika "Daily Telegraph" w Stanach Zjednoczonych od 1990 roku liczba ludzi niezwiązanych z żadną religią podwoiła się i dziś wynosi około 30 milionów, w tym 5 milionów członków organizacji ateistycznych. Można oczywiście się spierać, czy to dużo w kraju, który liczy ponad 300 milionów mieszkańców i ma opinię najbardziej religijnego na świecie. Tyle, że ateiści nigdy dotąd nie działali z takim rozmachem i na taką skalę. - Stowarzyszenia ateistyczne istnieją od dawna. W epoce oświecenia prym wiodły francuskie societés, które były rozsadnikiem ateizmu w Europie. Stanowiły zaplecze dla różnych ruchów masowych, odgrywały w nich rolę inspirującą. I odniosły sukces. Europa jest dziś kontynentem niemal całkowicie zlaicyzowanym, gdzie przyznanie się do ateizmu nie jest niczym szczególnym. Na tym tle Ameryka jest rzeczywiście dość zapóźniona. Tam przyznanie się do ateizmu wciąż uchodzi za dziwactwo - mówi Jacek Bartyzel, filozof polityki. Nowa fala ateistów ma energię i ambicję, by zdobyć władzę zarówno nad ludzkimi umysłami, jak i realną, przynoszącą wymierne korzyści polityczne. Misjonarze ruchu nie bawią się w niuanse. Ich stosunek do Boga i religii nie jest pełną wyższości obojętnością. Nie jest lekceważeniem. Jest jawną, wykluczającą jakikolwiek dialog wrogością. Ateiści nie chcą chłodnej tolerancji. Oni chcą wojny i zwycięstwa. Kiedy w październiku ubiegłego roku w kalifornijskim mieście La Jolla rozpoczęła się konferencja na temat związków nauki i wiary, nikt nie przypuszczał, jaki obrót przybierze. Podejrzeń nie obudziło nawet to, że jednym ze sponsorów spotkania był milioner i wojujący ateista Robert Zeps. Niepostrzeżenie przekształciło się ono jednak w coś, co obserwatorom przywiodło na myśl konwencję założycielską nowej partii albo - co bardziej paradoksalne - religijnej sekty, której program sprowadza się do jednego: wyrugowania Pana Boga z przestrzeni publicznej i prywatnej oraz zastąpienia Go nowym bóstwem: nauką. Trudno powiedzieć, który moment był przełomowy. Czy ten, gdy prof. Steven Weinberg, laureat Nagrody Nobla w dziedzinie fizyki, wszedł na mównicę i ogłosił: "Świat musi obudzić się z koszmaru religijnych wierzeń". Czy ten, gdy inny noblista Harald Kroto wezwał John Templeton Foundation (związaną z Kościołem prezbiteriańskim), by swą doroczną nagrodę w wysokości 1,5 miliona dolarów przekazała guru ateistów Richardowi Dawkinsowi, autorowi bestsellera "Bóg urojony". Jak relacjonował "International Herald Tribune", uczestnicy spotkania, z których większość legitymowała się najwyższymi uniwersyteckimi stopniami, wzajemnie się nakręcali. Jeden po drugim zachęcali do wyzbycia się skrupułów iwiększej odwagi w głoszeniu ewangelii nauki. Tylko ona daje gwarancje rozwoju i szczęścia w świecie rządzonym przez niebezpieczne ideologie, które prowadzą do wojen i konfliktów - powtarzali. Naukowcy powinni podjąć wyzwanie i przejąć od bogów ich wyznawców. Najdalej poszedł prof. Weinberg: "To, co my naukowcy powinniśmy zrobić, to obudzić ludzi i sprawić, by uwolnili się od religii. Być może będzie to nasz największy wkład w rozwój społeczeństwa". Ideolodzy ruchu Dla ateistów Weinberg jest postacią pomnikową. Ten 74-letni amerykański uczony o wierze od dawna ma jak najgorsze zdanie. Jego powiedzenie, że zazdrości ewolucjonistom, bo w bezpośrednim starciu mogą zwalczać przesądy, weszło do ateistycznego kanonu. Podobnie jak inne sentencje nobliwego profesora, które można znaleźć chyba na każdym szanującym się portalu wolnomyślicielskim: "Religia jest obrazą ludzkiej godności". "Religia jest kompletnym nonsensem i okropną szkodą dla ludzkiej cywilizacji". "Z religią czy bez, dobrzy ludzie będą postępować dobrze, a źli - źle, ale złe postępowanie dobrych ludzi to zasługa religii". Słynny fizyk nigdy nie ukrywał, że z ludźmi, którzy usiłują pogodzić naukowe poszukiwania z przekonaniami religijnymi, dyskutować nie ma ochoty. Uważa to za bezcelowe. - Sądzę, że nauczanie nowoczesnej nauki jest czynnikiem niszczącym wierzenia religijne i całkowicie to popieram - wyznał, gdy w 2000 roku gościł na dorocznym spotkaniu Freedom From Religion Foundation. Jeżeli jednak Weinberg ze swymi ideami nie wyszedł w zasadzie poza wolnomyślicielskie konwenty i internetowe fora ateistyczne, to przedstawiciele nowej fali wolnomyślicieli te granice łatwo przekraczają. Zręcznie poruszają się w medialnym światku. Brylują na ekranach telewizorów, rzucając zgrabnymi bon motami, które - nawet jeśli nie niosą odkrywczej treści - łatwo zapadają w pamięć. W USA zabłysła niedawno gwiazda 40-letniego filozofa Sama Harrisa, autora "Manifestu ateisty". Wciąż jednak nie może się on równać z 66-letnim Richardem Dawkinsem. Ten brytyjski profesor biologii z Oksfordu to guru współczesnego ateizmu. Błyskotliwy, inteligentny, ma szczególną zdolność przemawiania językiem sugestywnych metafor. "Samolubny gen" czy "wirus wiary" to już niemal klasyka. Przystojny o przenikliwym, magnetycznym spojrzeniu, świetnie wypada w telewizji. Do tego ma piękną żoną aktorkę i cieszy się opinią jednego z najwybitniejszych lewicowych intelektualistów na świecie. Bo choć krytycy zarzucają mu, że zamiast nauki uprawia uproszczoną beletrystykę, entuzjazm jego fanów jest bezgraniczny. Modelowy przykład idola popkultury. Tak jak Weinberg Dawkins nie przebiera w słowach. Dla niego uczenie religii dzieci to nic innego jak pranie mózgu. Oburza go sformułowanie "chrześcijańskie dziecko". Dlaczego nie mówi się "marksistowskie dziecko" - pyta przewrotnie i lansuje określenie "dziecko chrześcijańskich rodziców". Bo słowa mają wielką moc. "Być ateistą to żaden wstyd - pisze w swej bestsellerowej książce "Bóg urojony". - Wielu jest ludzi, którzy w głębi duszy wiedzą, że są ateistami, ale boją się do tego przyznać nawet własnej rodzinie, a niekiedy wręcz przed samym sobą. Boją się, bo samo słowo "ateista" obudowano najgorszymi, najbardziej przerażającymi skojarzeniami". Co więc robić? Najpierw trzeba przewartościować sferę leksykalną. Za przykład Dawkins radzi wziąć feministki, które d Odpowiedz Link
mader1 Ucięta cześć :) 30.06.07, 20:09 Dzięki Majeczko, wydawało mi się, ze wszystko weszło Ucięta część artykułu z Rzeczpospolitej - Plus Minus sobotnio - niedzielny 30- 1.07 "Być ateistą to żaden wstyd - pisze w swej bestsellerowej książce "Bóg urojony". - Wielu jest ludzi, którzy w głębi duszy wiedzą, że są ateistami, ale boją się do tego przyznać nawet własnej rodzinie, a niekiedy wręcz przed samym sobą. Boją się, bo samo słowo "ateista" obudowano najgorszymi, najbardziej przerażającymi skojarzeniami". Co więc robić? Najpierw trzeba przewartościować sferę leksykalną. Za przykład Dawkins radzi wziąć feministki, które doprowadziły do tego, że w oficjalnych przekazach (w języku angielskim) formy żeńskiej "she" używa się na równi z męską "he". Albo można skorzystać z jeszcze lepszego wzoru: "homoseksualista" i "gej". Ponieważ słowo homoseksualista jest nacechowane negatywnie, środowisko to postanowiło przełamać stereotyp, wprowadzając do powszechnej świadomości pozytywnie kojarzące się słówko "gay". Określenie ateista - zdaniem Dawkinsa - tak jak homoseksualista nie kojarzy się dobrze. Ale bright (jasny, bystry, inteligentny, rozgarnięty) budzi miłe skojarzenia. "Tak jak gay, słowo powinno mieć wydźwięk pozytywny, ciepły, pogodny" - pisał w 2003 roku w dzienniku "The Guardian". Wirtualne katakumby Propozycja Dawkinsa się przyjęła. W zachodniej Europie spontanicznie powstają stowarzyszenia ludzi określających się jako "bright". Nazwa ta zaczęła już nawet funkcjonować w języku niemieckim. W przestrzeni wirtualnej "brightów" jest jeszcze więcej. Bo katakumby dzisiejszych ateistów to Internet. - Nasz portal adresujemy do ludzi młodych: studentów, licealistów, a nawet gimnazjalistów - mówi Andrzej Koraszewski, współzałożyciel Polskiego Stowarzyszenia Racjonalistów, które liczy kilkudziesięciu członków i kilkuset sympatyków. - Jest on szczególnie ważny dla mieszkańców małych miasteczek. Chodzi o to, by się tu mogli odnaleźć ludzie o podobnej wrażliwości: racjonaliści i wolnomyśliciele, którzy chcą się posługiwać rozumem. Mariusz Agnosiewicz, redaktor naczelny portalu racjonalista.pl, twierdzi, że ta strona codziennie ma 15 tysięcy wejść. Nie jest to jedyna tego typu witryna w polskim Internecie. Nie kryją oni, że w walce z nieracjonalnością to sieć właśnie jest głównym orężem. To tam można przeczytać teksty zachodnich publicystów, m.in. Barkera, ale także Stanisława Obirka - do niedawna jezuity - który sam o sobie mówi, że jest religijnym agnostykiem. - Nam nie chodzi o walkę z religią. Chodzi o racjonalność i o zrozumienie, że nauka i religia to sprzeczność. Każdy z nas ma balast jakiegoś wyznania. Sam jestem katolickim ateistą - zastrzega Koraszewski. Rzecz w tym, by pomóc ludziom załagodzić ciężar tradycji. Jak? - Pokazując, ile poezji jest w nauce, biologii, astronomii - mówi z przekonaniem. Ateiści zdają się głęboko wierzyć, że odtrutką na wirusa wiary jest nauka. Że tylko ona jest prawdziwa i tylko jej wyznawanie ma sens. To, że w swej niewierze ocierają się o fundamentalizm, ich nie razi. Aby jednak móc postawić naukę na należnym jej piedestale, ateiści muszą - w swej masie - zaistnieć w przestrzeni publicznej. Richard Dawkins i na to znalazł sposób. We współczesnej Ameryce - twierdzi - ateiści mają taki status jak pięćdziesiąt lat temu homoseksualiści. Ruch Gay Pride sprawił, że homoseksualista ma pewne szanse zostać wybranym na urząd publiczny. Ale nie ateista. "Jak widać, czeka nas długa droga. Jeśli ludzie tak często nie dostrzegają ateistów, to dlatego że wielu z nas nie ma odwagi się ujawnić. Podobnie jak w przypadku ruchu gejowskiego, im więcej osób się ujawni, tym łatwiej przyjdzie to kolejnym". Rozpanoszona religijność - Tak, ateiści w Ameryce są dyskryminowani - mówi Dan Barker. Dlaczego? - Jesteśmy mniejszością, która ma najmniejsze szanse na objęcie funkcji publicznej - odpowiada. Ale FFRF powstała przecież po to, aby tę niewygodną sytuację zmienić. Dlatego bombarduje amerykańskie sądy skargami. - Pozywamy władze na każdym szczeblu, kiedy łamią zasadę rozdziału Kościoła od państwa - mówi Barker. Ostatnio w Sądzie Najwyższym złożyli wniosek o wydanie zakazu finansowania grup religijnych ze środków federalnych. - Państwo powinno być wolne od religii - powtarza. To mantra ateistów, nawet tych ze zlaicyzowanych, areligijnych krajów europejskich. Tych drażni chyba samo wspomnienie dawnej wiary. Na rozpanoszoną religijność narzekają zarówno Piergiorgio Odifreddi, "impertynencki matematyk" z Włoch, który zasłynął inwokacją: "W imię ojca Pitagorasa, syna Archimedesa i ducha świętego Newtona", jak i Christer Sturmark, lider szwedzkich Humanistów, najgłośniejszej chyba ostatnio organizacji ateistycznej w Europie. - Do rozdziału Kościoła od państwa teoretycznie w Szwecji doszło przed siedmioma laty. Ale nie w praktyce - twierdzi Sturmark.- Kościół nadal może szerzyć swoją propagandę, bo raz w tygodniu telewizja transmituje msze, i to z biciem w dzwony - oburza się. Nadal przed każdym otwarciem sesji parlamentu posłowie otrzymują zaproszenia na nabożeństwo w katedrze. Wspiera się finansowo szkoły wyznaniowe, w których dzieci poddawane są religijnej indoktrynacji, a w kościołach organizuje zakończenia roku szkolnego. - W imieniu religii uciska się kobiety i dyskryminuje homoseksualistów. Nie możemy tego zaakceptować - dodaje. Ten były doradca rządowy tchnął w szwedzkich Humanistów nowe życie. Odkąd został szefem, organizacja mnoży działania: przed miesiącem jej członkowie przeprowadzili (wprawdzie mało skuteczną) akcję wyprowadzania Biblii z hoteli popularnej w Skandynawii sieci Scandic. W ubiegłym roku donieśli do rektora Uniwersytetu w Umea, że władze Wydziału Medycznego organizują zakończenia roku akademickiego w kościele. Czy władze uniwersytetu nie dostrzegają niestosowności sytuacji, gdy uroczystość odbywa się z pastorem - dziwili się w petycji. Chcąc wyrugować nawet chrześcijańskie obyczaje, Humaniści aranżują ceremonie przyjęcia dziecka na świat, czyli świecki odpowiednik chrztu, oraz bierzmowania i pogrzebów. - Nie mam nic przeciwko kościołom czy meczetom. Niektóre mają bardzo piękną architekturę. Panuje tam cisza i spokój. Lubię w nich przebywać, pod warunkiem że nie ma w nich pastorów - mówi Sturmark. Co złego robią pastorzy? Głoszą kazania oparte na fałszywych przesłankach płynących z Biblii. Bo dla ateistów to Bóg jest problemem, a wiara w niego - jeszcze większym. Czy ta nowa batalia zakończy się na kilku niegroźnych wystrzałach, czy da sygnał do kolejnej antyreligijnej krucjaty, którą fundamentalni ateiści z taką ochotą rozniecają co jakiś czas od XVIII wieku? Dziś trudno to orzec. Jedno można powiedzieć na pewno: wrogowie Boga poderwali się do nowej walki. Beata Zubowicz, współpraca Anna Nowacka-Isakssson ze Sztokholmu, Łukasz Cybiński Odpowiedz Link
maika7 Dzięki :-) 30.06.07, 21:00 Odkrywcza pewnie nie będę, jak powiem, że według mnie każdy fundamentalizm jest groźny I ten religijny i ten niereligijny. M. Odpowiedz Link
mamamonika Re: posłuchajmy naukowca ateisty 01.07.07, 15:16 Wywiad przeczytałam - i szczerze mówiąc zniechęcił mnie do książki. Spodziewałam się inteligentnych rozważań, a jest łopatologia i "ubolewanie" plus kilka komunałów. Za to słyszałam, że książka ponoć lepsza - pewnie po nią jednak sięgnę. Co do kapłaństwa - nigdy mnie w tą stronę nie ciągnęło, podobnie jak do zakonu. Jakoś nie czuję wielkiego dyskomfortu z powodu wykluczenia kobiet z tej drogi, chociaż tak jak Ismie ciągle mi brzęczy "dlaczego". Oficjalne wyjaśnienia do mnie nie trafiają Odpowiedz Link
mader1 Oto dlaczego.... 14.06.08, 18:29 ... cieszę się, że na naszym forum są i Maika i Verdana. Inaczej mogłabym uwierzyć,po swoich przeżyciach domowych z ateistą i poczytaniu innych forów oraz artykułów, że takie, jak one się nie zdarzają )))) Odpowiedz Link
nati1011 Re: Oto dlaczego.... 14.06.08, 19:27 pod tym podpisuję się obiema rękami. Pierwszy raz spotykam zadeklarowanego ateistę z którym moge o wierze porozmawiać. Serio. Ja tez sie ciesze. Swoja drogą zawsze mnie zastanawiało, dleczego ludzim niewierzącym w Boga tak przeszkadza religijnośc innych. Zwłąszcza, ze w dzisiejszych czasach nikt nikogo mieczem nie nawraca. Odpowiedz Link
a_weasley Re: Oto dlaczego.... 15.06.08, 16:44 nati1011 napisała: > Pierwszy raz spotykam zadeklarowanego ateistę > z którym moge o wierze porozmawiać. Serio. O, to masz pecha (bez ironii mówię), ja znałem kilku. Odpowiedz Link