Dodaj do ulubionych

praca nad sobą

20.06.07, 21:24
Pracujecie nad sobą?
Uważacie, że to potrzebne?
Że warto?
Że trzeba?
Dzieciom wpajacie, że muszą nad sobą pracować?

Wyznam, skąd mój wątek. Otóż ja uważam, że należy i wręcz trzeba pracować nad
sobą. Jest tyle do zmienienia, tyle do poprawy, no: morze bez dna i bez
kresu. Czuję taką powinność z wielu względów. No więc pracuję. Ale jest to
orka na ugorze.
Co gorsza: był czas, że nie pracowałam jakoś szczególnie nad sobą - nie żebym
uważała, że jestem idealna i nie trzeba nic zmieniać (choć na pewno byłam
bliższa temu twierdzeniu kiedyś niż teraz), ale dlatego, że uznawałam, że to
bez sensu - zero efektów. No więc teraz mam takie wrażenie, że efekty mam
gorsze niż wtedy, gdy nie robiłam nic w kierunku zmian: Poza tym ogarnął mnie
jakiś defetyzm - gdy widzę, że to, nad czy ja pracuję czasem ponad moje siły
i brnę jak koń pod górkę - inni mają bez najmniejszego wysiłku. Jakoś mnie to
zniechęca.
Z drugiej strony zdaję sobie sprawę, że można w ten sposób wpędzić się w
jakąś beznadziejność - no bo nie dość, że jestem do bani, to nie wierzę, że
mogę coś w tej baniowatości zmienić, no to już nic tylko "sznura a na góra".
Można się zmienić?
Ma sens się łudzić?

Czasem to nawet nie mam siły obiecywać poprawy przy spowiedzi - no bo czy tak
naprawdę wierzę, że coś zmienię?
A jeśli już, to na gorsze.
No żesz przecież kto się Kłapouchym urodził chyba nie stanie się Tygryskiem,
co?

I patrzę na mojego Starszego Synka - on by musiał codziennie walczyć ze sobą,
żeby osiągnąć choć połowę tego, co Młodszemu przychodzi lekką ręką.

Wiem, że gdyby wszyscy mieli to samo, to nikt nie byłby nikomu potrzebny... I
nie chcę mówić o sprawiedliwości/niesprawiedliwości, że ten taki, a ten siaki
(tę dyskusję odkładam sobie na dzień moich narodzin dla nieba - ależ ja Mu
mam dużo do powiedzenia...) Ale czy w takim razie ma sens próbowac coś w
sobie zmienić?

Kto zrozumiał choć 1/3 z tego, co nawypisywałam, niech piszesmile
Obserwuj wątek
    • mama_kasia Re: praca nad sobą 20.06.07, 22:29
      Wspomniałaś spowiedź i obietnicę poprawy. To jest to, co
      jest u mnie motorem pracy nad sobą - przynajmniej na jakiś czas,
      ale mimo niedoskonałości, braku wytrwałości, widzę w tym sens.
      To nie poddawanie się złu.
      Chcę widzieć to, co jest we mnie złe i zmieniać to. Czasami nie
      dostrzegam, czasami nie zgłębiam przyczyny.
      Nie mówię tu o zmianie temperamentu, cech osobowości, ale konkretnie
      o grzechu.
      • mamalgosia Re: praca nad sobą 21.06.07, 08:10
        Tak, należy chyba oddzielić te dwie sprawy: zmiana charakteru i odejście od
        grzechu.
        Obie rzeczy trudne, ale chyba jednak z grzechem prościej
    • mader1 Re: praca nad sobą 20.06.07, 22:31
      Pracuję nad sobą. Siedzę sobie kiedyś u lekarza, zaczęłyśmy rozmawiać...
      Zawsze, od zawsze wydawało mi się, że praca nad sobą to oczywista powinność - w
      moim przypadku wobec bliźniego tongue_out , bo to on najwięcej od takiej Mader obrywa.
      I wspomniałam jakoś mimochodem o jakiejś mojej wadzie i " ale pracuję nad tym"
      zakończyłam lekko. Lekarka wybałuszyła na mnie oczy : "A kto pani powiedział,
      że trzeba nad sobą pracować ?"
      Zamyśliłam się. Kto ?
      Chyba przykazanie miłości ?
      Każdy ma swoje słabe punkty.
      Małymi kroczkami. Do przodu parę. Potem niestety podobną ilość w tył... sad Tyle
      tylko, że dla otoczenia był to oddech wink)))
      Jak już jestem taka dobra prosiaczkowa, wyrozumiała, głaszcząca, włócząca się
      ścieżkami przyjaciół i dzieci ... zrobi mi się wspaniale... To dzieci wchodzą
      na głowę, kiwają , ze dobrze , dobrze i nawet nie starają się ... Wtedy
      zamieniam się w strasznego królika... zrzędę, ustawiacza, przestawiacza...
      Ciepły , obłożony gazetami, papierkami i koralikami dom zamienia się w plac
      remontowy... ścierka wita się z półką z ksiązkami... odkurzacz warczy po
      kątach... dzieci nie mają wreszcie odwagi zapytać po co sprzątanie i zaczytać
      się w zakurzonym kącie ze ścierką na kolanach...
      Dzisiaj był ciężki dzień.
      Myślę, ze dla otoczenia ważne są te momenty, gdy zauważa Twoje starania. Dla
      mnie ważna jest dobra wola... to mnie rozbraja... to sprawia, że mięknie mi
      serce na rozliczne wady kochanych przeze mnie ludzi smile
      • mamalgosia Re: praca nad sobą 21.06.07, 08:14
        No więc właśnie ja mam teraz taki czas, że sama zadaję sobie pytanie: "kto?".
        Oczywiście, masz mader rację: dla bliźniego. Ale naprawdę mam wrażenie, że
        bliźni nei zauważa i prawdę powiedziawszy: nie ma co zauważać, naprawdę efekty
        sa opłakane.
        Czy gdybym jednak się nie starała, nie pracowała nad sobą, nie hamowała - czy
        wtedy byłoby jeszcze gorzej? A może przeciwnie? Może nie byłoby tego skupiania
        się na danej wadzie? A jesli nei ma efektów, to po co się wysilać?
        • mader1 Re: praca nad sobą 21.06.07, 08:35
          wiesz, trudno mi ocenić siebie... Ciebie tym bardziej.
          Mogę napisać, co widzę u innych, bliskich . Wydaje się, że ta osoba w gruncie
          rzeczy zostaje taka sama - na przykład jeżeli ma skłonnośc do wybuchów, wybucha
          co jakiś czas. Ale te osoby, które kompletnie się " zaniedbały" w długim
          okresie czasu są rzeczywiście coraz trudnejsze - to nie wychodzi od razu, ale
          po wielu latach jest z nim faktycznie źle. Pracujące nad sobą jednak wypadają
          lepiej. To widzę u innych - mam nadzieję, że i u mnie tak będzie.
          Po za tym ja wychowuję dzieci smile Rozmawiam z nimi ma temat ich różnych wad,
          problemów i żeby tchnąć w nie trochę optymizmu, muszę pokazywac, ze sama się
          staram. Muszę mieć się na co powołać smile
          Myślę jednak, ze kluczowe jest zaakceptowanie siebie i swojego miejsca w życiu,
          zaakceptowanie grzeszności - wtedy dopiero praca nad sobą może się udawać.
          • mamalgosia Re: praca nad sobą 21.06.07, 14:11
            Rozumiem. Czyli jak nie ma poprawy, to nie upadać na duchu, bo bez tej pracy
            byłoby gorzejsmile
            • mader1 Re: praca nad sobą 21.06.07, 20:47
              tak mi z obserwacji wychodzi smile
    • otryt Re: praca nad sobą 21.06.07, 00:35
      Praca nad sobą jest jak chodzenie po ruchomych wydmach. Robisz dwa kroki do
      przodu, potem zjezdżasz jeden lub dwa w dół. Nie warto się zniechęcać. Pomyślmy
      raczej, gdzie byśmy byli, gdybyśmy nie pracowali nad sobą? Nie da się
      wszystkiego naraz poprawić. W każdym czasie staram się poprawiać coś innego w
      sobie. Teraz chcę być łagodny. To ważne, bo dzieci są w okresie dojrzewania,
      daleko im do łagodności.
      • mamalgosia Re: praca nad sobą 21.06.07, 08:16
        Otrycie, bardzo Cię proszę o rozwinięcie hasła "nie warto się zniechęcać".
        Dlaczego nie warto? Czy uważasz, że jednak efekty MUSZĄ być, jeśli się wkłada w
        coś pracę, wysiłek, modlitwę?
        Zapytałeś: gdzie byśmy byli, gdybyśmy nie pracowali nad sobą. Więc właśnie w
        tym rzecz: mam wrażenie, że byłabym dokładnie w tym samym miejscu. I to mnie
        bardzo, ale to bardzo zniechęca
        • otryt Re: praca nad sobą 21.06.07, 11:03
          mamalgosia napisała:

          >Zapytałeś: gdzie byśmy byli, gdybyśmy nie pracowali nad sobą. Więc właśnie w
          >tym rzecz: mam wrażenie, że byłabym dokładnie w tym samym miejscu. I to mnie
          >bardzo, ale to bardzo zniechęca

          A ja twierdzę, że bylibyśmy daleko w tyle niż jesteśmy teraz. Widzę, że nie
          przemówiło Tobie do wyobraźni porównanie pracy nad sobą do chodzenia po
          ruchomych wydmach. A byłaś może koło Łeby na tych wydmach? A może próbowałaś
          płynąć rzeką pod prąd? Albo morzem, gdy prąd znosi na środek? Gdy nie będziemy
          wkładać wysiłku i pracy, prąd zniesie nas i nieszczęście gotowe. Żyjąc cały
          czas podlegamy dryfowi. Dryfując nawet tego nie zauważamy, bo większość dryfuje
          w tę samą stronę. Widać tylko tych odmieńców, bo poruszają się w inną stronę,
          ale oni są w mniejszości, więc nie trzeba się nimi przejmować.

          Grzech ma taką naturę, że wciąga powoli, stopniowo, niezauważenie. Nikt by nie
          wszedł w wielkie zło od razu, bo widać z daleka jego ohydę. Dobrze to widać na
          przykładzie kłamstwa. Zaczyna się od tych niewinnych. Zawsze można w razie
          czego powiedzieć, że to był przecież żart. Ale z każdym wypowiedzianym
          kłamstwem każde następne przychodzi coraz łatwiej. W końcu sami zaczynamy
          wierzyć w to, co tysiąc razy powiedzieliśmy. Popadamy w totalne zakłamanie,
          odrywamy się od rzeczywistości, od ludzi. Wychodząc z fałszywych przesłanek
          podejmujemy decyzje. I tak brniemy coraz bardziej. Aż do katastrofy. Potem się
          dziwimy, że żona od nas odeszła., że wszystko się pieprzy w życiu. Tak jest ze
          wszystkimi grzechami.

          Lubię jak wielu mężczyzn piwo. Piwo albo dwa do obiadu lub do kolacji jeszcze
          nikomu nie zaszkodziło, można pomyśleć. Ale kiedy staje się to codziennością,
          nawykiem, potrzebą, formą nagrody, gdy jest dobrze, albo formą pocieszenia, gdy
          jest źle to trzeba sobie powiedzieć stop. I parę razy tak robiłem, gdy
          zauważałem, że staje się to nawykiem. Lepiej kształtować inne dobre nawyki.
          Rozbijać stare nawyki, w to miejsce tworzyć coś nowego, bo natura nie znosi
          próżni. Mówi się, że przyzwyczajenie jest naszą drugą naturą. Warto dbać o to,
          nie pozwalać sobie zbyt łatwo na ostrzejsze słowo, ocenianie innych itd., itp.
          Każdy z nas ma inne słabości.

          Mówisz, ze nie widać postępu. Wątpisz w sens pracy nad sobą. Takie myśli mogą
          wiązać się ze zmęczeniem tą pracą, ciągłą walką z przeciwną, mocną falą. Myślę,
          że Bóg da Ci chwilę odpoczynku i nowe siły. Przecież widać, że cały czas
          nieustannie pracujesz nad sobą.smile

          • mama_kasia Re: praca nad sobą 21.06.07, 13:00
            Lepiej kształtować inne dobre nawyki.
            > Rozbijać stare nawyki, w to miejsce tworzyć coś nowego, bo natura nie znosi
            > próżni.

            A to mi się bardzo spodobało smile
          • mamalgosia Re: praca nad sobą 21.06.07, 14:15
            Dziękuję, otrycie.
            Wiesz, bardzo głęboko chcę wierzyć w to co piszesz, bo przecież nikt nie lubi
            robić czegoś pozbawionego sensu, a szczególnie gdy to kosztuje tyle wysiłku.
            A w Słowińskim Parku Narodowym nie byłam, ponoć pięknie. może więc Łeba w
            przyszłym roku
    • mamalgosia a co myślicie 21.06.07, 14:16
      o tym szatanie, który wygoniony wraca z większą siłą?

      Miałam w moim wątku co prawda bardziej na myśli walkę ze słabościami niż z
      grzechem, skoro poszliście w tym kierunku...
    • basia313 Re: praca nad sobą 21.06.07, 16:02
      Mysle, ze pracowac nad soba zawsze trzeba, ale i miec optymistyczne podejscie
      do sprawy. Ciagle patrzenie na slabosci prowadzic moze do depresji i gdy tak
      pomysle o sobie gdy bylam jeszcze nastolatka to pamietam ze czasem to chcialam
      chodzic so spowiedzi co 3 dni, bo taka bylam beznadziejna w pracy nad soba.
      Teraz bardziej patrze na swoje dobre strony i przy przygotowaniu do spowiedzi
      mysle tez o tym, co dobrze zrobilam, tak dla siebie na razie nie dla
      spowiednika.
      Obiektywnie spojrzawszy na siebie, to jessmy i dobrzy i zli, wiec w takiej
      pracy nad soba zawsze nalezy dostrzec pozytywne strony naszego zycia.
      Nie wiem czy dobrze zrozumialam Twoja wypowiedz, ale troche traci ona
      smutkiem, a przeciez Mamalgosiu Pan Bog CIe stworzy piekna na swoj obraz i
      podobienstwo. smile
      • kulinka3 Re: praca nad sobą 21.06.07, 19:22
        Praca nad sobą zawsze, bo gdy patrzę na Chrystusa,który był perfectus homo i
        widzę ogrom swojej nędzy, czuję się w obowiązku choć trochę to ogarnąć.Wiem
        bowiem,że to co nadprzyrodzone Pan Bóg buduje na ludzkich podstawach.
        Kiedy jednak zmęczona walką,brakiem efektów,wątpiąca w Bożą cierpliwość idę, by
        o tym porozmawiać, to słyszę, by znów na nowo podjąć walkę, w duchu sportowym,
        bez oglądania się na to, co było. Liczy się tylko to, co przed nami, a Panu Bogu
        często chodzi o nasz wysiłek podejmowany z miłości niż o efekty, które często
        wpychają nas w pychę i samowystarczalność.Realnie też walka z niektórymi wadami,
        trwa całe życie lub bardzo wiele lat, bo są to trudne obiektywnie przypadłości
        do zwalczenia.
        Często nie doświadczamy również dobrych skutków walki po to, by móc lepiej
        poznać siebie, głębiej rozumieć innych,więcej prosić o pomoc Boga.
        Ale żeby nie było tak słodko to trzeba również przyjrzeć się celom i środkom,
        jakie zastosowałaś, może tu coś "szwankuje".
        Życzę optymizmu i nowych sił.

        • otryt Re: praca nad sobą 22.06.07, 10:10
          Pięknie napisałaś Kulinko o powodach, dla których musimy pracować nad sobą.
          Najbardziej podobał mi się fragment:

          >Panu Bogu często chodzi o nasz wysiłek podejmowany z miłości niż o efekty,
          >które często wpychają nas w pychę i samowystarczalność.

          Naszą motywacją ma być miłość a nie efekty. To zdanie powinienem powtarzać
          sobie wciąż. Samowystarczalność jest samooszukiwaniem się, pułapką prowadzącą
          do samotności i zgorzknienia. Człowiek sobie tylko przypisujący swoje sukcesy,
          staje się pyszny, zarówno i w stosunku do drugiego człowieka jak i do Boga. Bóg
          nie jest mu potrzebny, sam sobie da radę. Dziś dużą karierę zrobiło słowo
          samorealizacja. Może jednak wspólna realizacja w rodzinie lub większej
          wspólnocie, a nie w pojedynkę?

          Byłem kiedyś pyszny i samowystarczalny. Miałem dobrą pracę, dobrze nam się
          powodziło. Ale to się skończyło. Pan Bóg poniża pysznych. Miałem okazję poznać,
          jak to wygląda z drugiej strony. Leżąc (dosłownie) na ziemi i kopany przez
          bandytę nie pozostałem bez pomocy. Dziś wiem, że Bóg potrafi wyzwolić nawet z
          największej opresji. Nabrałem sporo pokory. Dziś dostaję drugą szansę. Nie chcę
          popełniać tych samych błędów, co wtedy.


          Przez całe lata nie mogłem zrozumieć, o co chodziło w zatwardzaniu serca
          faraona? Dopiero o. Wojciech Jędrzejewski rzucił trochę światła na tę sprawę w
          swoim wykładzie. Faraon początkowo godził się na wyjście z Egiptu Mojżesza ze
          swoim ludem. Potem Bóg mu serce zatwardzał i dlatego faraon cofał swoją zgodę.
          Następnie przychodziły kolejne plagi. Potem Mojżesz znów szedł do faraona, aby
          prosić o zgodę. I tak w kółko. W tym czasie Mojżesz bardzo się zmieniał,
          niejako pracował nad sobą, przełamywał swój strach. Na początku tego procesu
          był zalęknionym młodzieńcem, na końcu potężnym ojcem narodu stawiającym coraz
          większe żądania faraonowi i zdolnym do wykonania powierzonego mu przez Boga
          zadania. Może i my przechodzimy podobną drogę. Nasi wrogowie stają się coraz
          wredniejsi, bezsensownych pozornie kłód pod nogami coraz więcej.


      • mamalgosia Re: praca nad sobą 21.06.07, 21:08
        A trąci, trąci - dobrze czujesz.
        Ale widzę, że trzeba zakasać rękawy i od jutra od nowa działać.
        Choć obawiam się, że prędzej kulę z wody ukręcę niż zmienię to zamartwianie się
        wszystkim, zawsze i wszędzie
        • basia313 Re: praca nad sobą 22.06.07, 15:03
          to moze to jest to, nad czym powinna pracowac, czyli nad wyluzowaniem sie. smile
          Pamietaj szczesliwi zyja dluzej smile
          • mamalgosia Re: praca nad sobą 22.06.07, 21:47
            Basiu, trafiłaś, oj jak bardzo trafiłaś...
    • ese1 Re: praca nad sobą 25.06.07, 20:56
      dzieciom jeszcze nic nie wpajam, bo sa za male. ALe i tak wolalabym im bardziej
      przykladem wskazywac na to, co jest w zyciu warte uwagi, niz cokolwiek wpajac.

      Sama tak.. pracuje nad soba. Mam swiadomosc moich najwiekszych slabosci i tych
      samych bledow, ktore ciagle popelniam. Staram sie przy okazji nie wpadac w jakas
      manie przesladowcza, gdyz zdaje sobie sporawe z tego, ze choc ciagle poprawiam,
      to ciagle wpadam w te same pulapki. Ale chyba wazne, zeby sie nie poddawac.
      I wydaje mi sie rowniez, ze kazdy czlowiek, obojetnie jakiego wyznania czy o
      jakichkolwiek przekonaniach, kazdy choc podswiadomie stara sie w jakiejs tam
      czesci pracowac nad soba, chociazby wynika to z jego doswiadczen, przemyslen.
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka