Dodaj do ulubionych

wiek dojrzewania

21.06.07, 08:04
Zaczyna się taki wiek... (u niektórych nigdy się on nie kończy...tongue_out)
trudny jest... tak wszyscy twierdzą. Dzieciom Otryta teraz daleko do
łagodności. Ja rodziłam dzieci w dużym odstępie czasu... Zapewniłam więc
sobie rozrywkę na długie lata. Jedno moje maleństwo bywa w domu coraz
rzadziej wink)), po to żeby porozmawiać o następnym wyjściu wink W dodatku te jej
wyjścia są dla mnie takie... zrozumiałe. Dla mojego męża mniej- chciałby
trochę zatrzymać czas.Ma nagłe zmiany nastrojów. Widać po niej od razu, że
ktoś zrobił jej przykrośc. Coraz częściej, choć widzimy to i odczuwamy na
własnej skórze, musimy zaakceptować, że " to jej sprawa"
Napiszcie coś. Znalazłam kiedyś taki tekst rachel Billington:
" Weź szesnastolatkę na spacer za miasto, a będzie poskakiwać jak źrebak na
łące. Weź ją nad morze, a ona zanurzona po pas w wodzie będzie gonić fale w
tę i z powrotem. Ona nadal lubi rucać się śnieżkami, wspinać na stogi siana,
turlać z górki po trawie, leżeć na murawie i oglądać, jak chmury zamieniają
się w dzikie zwierzęta".
Obserwuj wątek
    • mamalgosia Re: wiek dojrzewania 21.06.07, 08:26
      Mader, nie wiem jak to jest. Ja ciągle mam nadzieję, że po 40tce już dojrzeję.
      Ale kto wie: może Synowie mnie w dojrzewaniu wyprzedzą.
      A może można przekwitnąć bez dojrzałości?
      • mader1 Re: wiek dojrzewania 21.06.07, 08:43
        myślę, że niektórzy umierają niedojrzali smile
        wzruszają i fascynują mnie takie osoby, przyznaję wink))
        ale chyba lepiej dla nich byłoby, gdyby dojrzały ? bezpieczniej ?
        mam nadzieję, że we mnie też jest trochę tej niedojrzałości...
        J. Welsh:
        " Bez wątpienia pierwszy człowiek, który podarł książkę telefoniczną, miał
        córkę nastolatkę " - w tym kontekscie mam pytanie - czy można podrzeć gadu-
        gadu lub sms-y ? wink)))
        • maika7 Re: wiek dojrzewania 21.06.07, 10:16
          " Bez wątpienia pierwszy człowiek, który podarł książkę telefoniczną, miał
          córkę nastolatkę " - w tym kontekscie mam pytanie - czy można podrzeć gadu-
          gadu lub sms-y ? wink)))

          smile))
          To wiek chyba najtrudniejszy i dla dzieci i dla rodziców. Samotne, coraz dłuższe
          loty poza gniazdo. Ustalanie granic swojej samodzielności, pierwsze bardzo
          powazne decyzje, często życiowe. Odpowiedzi na pytania kim chcę byc, co chcę
          robić w życiu, co jest dla mnie najważniejsze.

          Rodzice - niepokój o bezpieczne lądowania, o wybory, o to, czy "domowe ciepło
          było wystarczające, żeby pomóc w samodzielności.
          Konfrontacja patrzenia na świat innymi oczami. Lęk, ze może nie uda się zapobiec
          krzywdom. Głupie przeświadczenie, że na "wiele rzeczy jest jeszcze za wczesnie".
          (głupie, jeśli po sięgnieciu pamięcią do tego samego wieku u siebie okazuje sie,
          że było się znacznie dalej wink))

          I.. fascynacja - pozbawiającym się puchu nastolatkiem, przekształcaniem się w
          dorosłą osobę. I ta mieszanka dziecięcości i dorosłości w jednym. Trudny,
          delikatny czas.

          Niestey, ani GG, ani telefony komorkowe nie sa podatne na darcie wink)) Trzeba
          chyba TO przeczekać i jeśli kontakty towarzyskie w świecie realnym są też
          intensywne, to przeczekac ze spokojem wink


          M.
    • mama_kasia Re: wiek dojrzewania 21.06.07, 09:08
      A mnie przed wszystkim (w tym momencie) ciekawi, jak to będzie,
      jak zmieni się już lada chwila syn, a potem córki...
    • rycerzowa Re: wiek dojrzewania 21.06.07, 20:17
      Dojrzewanie najtrudniejszym etapem dla dzieci i rodziców? Czyż to nie przesąd?
      Każdy etap jest "najtrudniejszy".

      Okres noworodkowy, niemowlęcy - szok zetknięcia ze światem. Dla rodziców - z
      rodzicielstwem.
      Okres dreptusiowy - dziecko jeszcze głupie, nic mu się nie przetłumaczy, a
      sprawne fizycznie. Niebezpieczny okres. Pilnowanie, użeranie się, zmęczenie.
      Przedszkole i pierwsze lata szkolne - wejście w życie społeczne; dziecko
      dostaje po głowie na niwie towarzyskiej i naukowej. Pierwsze odrzucenia,
      pierwsze klęski. Dla rodziców - pierwsze rozczarowania.
      Wreszcie dojrzewanie - uniezależnienie się od rodziców, stopniowe rozluźnianie
      więzi.

      W czym jest dojrzewanie trudniejsze, od innych etapów?
      Bo już nie można dziecka spacyfikować, wziąć pod pachę i zamknąć w pokoju.
      Odpada jakakolwiek przemoc, potrzebne są negocjacje.
      Nie słuchają rozkazów, potrzebny jest autorytet.
      Nie można ich do niczego zmusić, trzeba przekonać.
      Nie wierzą na słowo, potrzebują argumentów.
      Nie podziwiają z urzędu, trzeba sobie na to zasłużyć.

      Jednym słowem - wielka szansa na dojrzewanie nas, rodziców.


      • maika7 Re: wiek dojrzewania 21.06.07, 20:39
        Rycerzowo, najtrudniejszy (w moim odczuciu), bo jest etapem samodzielnego
        wychodzenia w świat dorosłych (odpowiedzialnosci, decyzji determinujecych często
        całą przyszłość). Każdy okres ma swoje trudnosci, ale dla mnie ten jest
        najbardziej ciekawy, różnorodny, wymagający ode mnie najwięcej. Najbardziej
        zmierzenia się z samą sobą i moim niepokojem o "dzieci". Młodszym dzieciom nie
        przyszło do głowy startowanie w rajdach samochodowych, chodzenie samotne po
        górach i "inne takie". Starszym przyszło. Dorastanie dzieci to dla mnie czesto
        konfrontacja dwoch spojrzeń - rodzica, który sie boi o bezpieczeństwo dziecka i
        dziecka, które zdobywa świat wink

        To rozluźnianie więzi (konieczne), tez jest dośc trudne i nowe smile


        > W czym jest dojrzewanie trudniejsze, od innych etapów?
        > Bo już nie można dziecka spacyfikować, wziąć pod pachę i zamknąć w pokoju.
        > Odpada jakakolwiek przemoc, potrzebne są negocjacje.
        > Nie słuchają rozkazów, potrzebny jest autorytet.
        > Nie można ich do niczego zmusić, trzeba przekonać.
        > Nie wierzą na słowo, potrzebują argumentów.
        > Nie podziwiają z urzędu, trzeba sobie na to zasłużyć.

        Toż to trzeba robić "od pieluch", a nie od czasu dojrzewania smile)))

        smile
        M.

        • rycerzowa Re: wiek dojrzewania 21.06.07, 23:09
          Pójdzie w góry, weźmie udział w rajdzie samochodowym, w kursie szybowcowym,
          spadochronowym, a nawet się ożeni. I co? Jest przecież duży, silny, mądry.

          Boisz się?
          O wiele bardziej bałaś się, gdy jechał na pierwsze kolonie, taki chudziutki,
          cichutki , nieśmiały.
          A najbardziej wtedy, gdy nie wiadomo było, czy się w ogóle urodzi, czy będzie
          zdrowy, normalny.

          Lęk towarzyszy nam od pierwszej chwili istnienia dziecka,i nigdy nas nie
          opuści;trzeba go oswoić.

          W wieku dojrzewania trudno nam się pogodzić, że dziecko powoli wyrusza "własną
          drogą po własny los".
          Ale czy bylibyśmy zadowoleni, gdyby nie odchodziło od nas?
          Gdyby nie miało własnych spraw, tych sms-w, koleżanek, sympatii?
          Gdyby swój wolny czas spędzało z nami?
          Gdyby nie chciało bez mamy i taty iść w góry?
          Gdyby polegało tylko na nas w wyborze zawodu?
          Gdyby bało się wziąć udział w rajdzie, polecieć szybowcem?
          Gdyby pytało się mamusi, kogo ma wybrać za zonę?
          Gdyby nam się zwierzało z wszystkich małżeńskich kłopotów?
          Byłaby to nasza klęska, jako rodziców.

          Mówi się - "rozluźnienie więzi". Brzmi przykro. Ale tak naprawdę, to "więzy"
          powinny kojarzyć się źle, ze zniewoleniem.
          Małe dziecko tak naprawdę nas nie kocha, tylko potrzebuje.
          No dobra - kocha, bo potrzebuje.
          Dopiero to dorastające dojrzewa do uczuć nomen omen wyższych.
          Wtedy nas potrzebuje , bo kocha.
          Jeśli kocha...
          Bo tak naprawdę, to tego się właśnie boimy, no nie?
          To jest najtrudniejsze.
          • maika7 Re: wiek dojrzewania 22.06.07, 07:07
            > Pójdzie w góry, weźmie udział w rajdzie samochodowym, w kursie szybowcowym,
            > spadochronowym, a nawet się ożeni. I co? Jest przecież duży, silny, mądry.

            > Lęk towarzyszy nam od pierwszej chwili istnienia dziecka,i nigdy nas nie
            > opuści;trzeba go oswoić.

            smile Jasne i fajnie, i cieszę się, że coraz bardziej samodzielni (oboje). Dlatego
            pisałam, ze to ciekawy i fascynujacy czas. O lęku pisalam, bo towarzyszy. Jest
            nieodłacznym składnikiem kazdego okresu. Oswajam smile) Oczywiście, że oswajam. Za
            kilka miesięcy byc może syn się wyprowadzi (na wsi etapy dorstania są
            "skanalizowne edukacyjnie"). Nowy czas dla nas smile

            > W wieku dojrzewania trudno nam się pogodzić, że dziecko powoli wyrusza "własną
            > drogą po własny los".

            Chyba akurat dla mnie to nie jest trudnośc. Po to wychowywałam, żeby byli
            samodzielnymi, osobnymi ludźmi, żeby samodzielnie mysleli, czuli, decydowali.
            żeby szli własną drogą. To jest dla przede wszystkim ciekawe - jak to robią.
            Staram sie im w tym nie przeszkadzać wink)))

            I masz rację - rozluźnienie (przeobrażenie) więzi jest konieczne. I właściwie o
            to tez jestem spokojna - bo wiem, ze kochają - tak po prostu kochają, chyba juz
            po dorosłemu bardziej niz po dzieciecemu.

            I miło, jesli można pisac z pozycji rodzica, który przechodzi dojrzewanie swoich
            dzieci łagodnie i dzieci tez dojrzewają łagodnie. Pisałaś kiedyś, że Twoja
            ówczesna 16-latka była "wzorem cnot wszelkich". Cudnie. Gorzej jest gdy 16-latka
            jest "zaprzeczeniem wszelkich cnot", a i tak bywa. Dojrzewanie to okres
            burzliwy. I bywa bardzo ciężki.

            smile
            M.
          • mader1 Re: wiek dojrzewania 25.06.07, 13:26
            > Małe dziecko tak naprawdę nas nie kocha, tylko potrzebuje.
            > No dobra - kocha, bo potrzebuje.
            > Dopiero to dorastające dojrzewa do uczuć nomen omen wyższych.
            > Wtedy nas potrzebuje , bo kocha.
            > Jeśli kocha...
            > Bo tak naprawdę, to tego się właśnie boimy, no nie?
            > To jest najtrudniejsze.

            Mam wrażenie, ze nie to dla mnie jest najtrudniejsze. Mam głębokie przekonanie,
            że rodziców zawsze się kocha. z niektórymi trudno się zaprzyjaźnić, dlatego
            rzadkie kontakty. Rzadkie kontakty bywają takze obroną przed razami, które
            zadają niektórzy.
            Ja chyba najbardziej boję się, by życie zbyt mocno moich dzieci nie
            poturbowało. Znam kilku dorosłych już ludzi, którzy w dobrej wierze dokonali w
            swoim młodym wieku złych wyborów i bardzo, bardzo ich to ... osłabiło,
            wykończyło...
            Tak wiele w naszym życiu zależy od ludzi, z którymi się stykamy
    • mader1 Re: wiek dojrzewania 21.06.07, 21:07
      Dziękuję za te wszystkie wpisy smile
      Wiecie, tak czasem chciałaym pogadać o moim najstarszym dziecku i to wcale nie
      dlatego, ze ma jakieś kłopoty.
      Tak po prostu czasem jakieś sytuacje mnie bawią, inne wzruszają ...
      Ale tu jest bariera. To już jest dorosłe dziecko. Ze swoją prywatnością smile
      Otaczam szacunkiem każdą chwilę , gdy przychodzi do mnie i opowiada o swoich
      koleżankach, problemach, radościach...
      To wielkie szczęście patrzeć jej oczami na świat - gdy coś ją oburza, rani,
      denerwuje, przestrasza. bawi i cieszy.
      Wiem, że wielu rzeczach nie będę wiedziała, niektóre pozostaną jej tajemnicą...
      Cieszę się z tego, że odchodzi pomału. Znajduje sobie powiernice, potyka się,
      modli w samotności...
      Znowu " mądrości" - tym razem Charlotte Gray " to aradoks. Córka może sprawić,
      że poczujesz się strasznie stary, a jednoczśnie niewiarygodnie młody sercem." smile
      • k_j_z Re: wiek dojrzewania 22.06.07, 08:06
        za parę gpdzin mój najstarszy syn wyjeżdża na całe wakacje do Dublina. Ominie go
        tegoroczna Pielgrzymka.
        Trudno mi sobie yobrazić, że go nie bedzie całe dwa długie miesiące, ale o
        reszte jestem jakoś spokojna.
        Od dawna tłumaczę sobie, że to jego własna droga, której za niego nie przejdę.
        Zreszta przy pozostałych dzieciach tez tak sobie tłumaczę.
        Dozuję samodzielność i powolne odchodzenie - takimi małymi kroczkami, żeby było
        łatwiej.
        Dla siedmiolatka jest to tylko samodzielne jeżdżenie na lekcje angielskiego, dla
        czternastolatka wyprawa z kolegami do Wrocławia na "Dni fantastyki", dla prawie
        osiemnastolatka - samodzielny przelot do Dublina. (Tylko przelot, tam będzie
        miał opiekę dorosłego)
        Bardzo cz ęso jestem dumna z moich dzieci, chociaż zdarzają nam się potknięćia.
        I powtórzę raz jeszcze, że trudnośći wieku nastoletniego nie wybuchają wraz z
        nadejściem tego wieku, one sobie po prostu powolutku rosną z naszymi dziećmi.
        No i przy okazji proszę o ciepłe myśli dla Ignacego na okres wakacji.
    • maika7 Sympatyczny artykuł - w temacie wątku 22.06.07, 07:23
      tygodnik.onet.pl/3591,29315,1416608,tematy.html
      dla nielubiących linków kopiuje całość:

      Kolejny kosmos
      Niemowlę: instrukcja obsługi

      Michał Olszewski / 2007-06-05


      Bardzo wiele jest już przewidziane. Niedługo utrzyma się samodzielnie na nogach.
      Po tych pierwszych latach pozostaną głównie radosne zdjęcia, na nich
      rozwichrzone włoski, buzia rozdziawiona z zachwytu światem, ślinka na brodzie,
      strupy przez środek czoła, pierwsza podróż pociągiem przez kraj. W kopercie
      loczek blond włosów, ząb mleczny owinięty w papierek i schowany w kredensie.
      Opaska z porodówki: imię, nazwisko, data i waga. Kaseta z głurzeniem, filmiki
      komórką słabej jakości. Być może wspomnienia szpitali dziecięcych, gorączki,
      świateł jarzeniowych, strachu i złych wyników. Dziwacznych błędów językowych.
      Pamiętasz, jak mówiłeś „kordła", „portomonetka", „tatowi", „wstawamy" i
      „ginozaury"? Pamiętasz, jak pytałeś, jak można mieć kogoś w nosie, skoro nos
      jest taki mały, a człowiek taki duży?

      Później, nie wiadomo kiedy, słoneczne uśmiechy pomieszają się ze smutkiem.
      Przestanie pachnieć dzieckiem. Będzie miał trądzik, nieproporcjonalnie wielkie
      stopy i głupie dowcipy w zanadrzu. Melancholia dorastania pewnie da znać o
      sobie. Niewykluczone, że powie przy kolacji: nienawidzę was, inni rodzice są
      bardziej, bardziej wszystko..., ładniejsi, mądrzejsi, bogatsi, ubierają się
      lepiej, lepiej wyglądają, pozwalają na więcej, kupują drożej, inni koledzy
      wyjeżdżają na ciekawszy koniec świata. Żądam, wymagam, chcę.

      Mnóstwo błędów nie do uniknięcia czeka już w odległym szeregu. Zawsze przecież
      jest tak samo: przychodzi nieunikniona chwila na progu młodości, kiedy ciemna
      strona świata zaczyna mocno przyciągać, mocniej niż jacyś tam rodzice, i nie
      każdy z tej próby wychodzi zwycięsko. Masz kilkanaście lat, sprawia ci dziwną
      ulgę bycie nieszczęśliwym, leżenie w kłębek w wyciemnionym pokoju, w niemodnych
      ubraniach, toksyczna muzyka. Mrok wygląda niezwykle atrakcyjnie. Jedni
      trzeźwieją z nieszczęścia szybko, innym zostaje na zawsze. Co zrobić, żeby
      należał do tych pierwszych?

      Będziemy obserwować, jak oddala się z tygodnia na tydzień, coraz bardziej
      rozpędzony elektron, coraz dalej od domu, w kierunku wolności. Wyjedzie wbrew
      naszej woli na drugi koniec kontynentu, autostopem do Hiszpanii albo w głąb
      Turcji, wysyłając lakoniczne pocztówki bez znaczków. Bez namiotu, pieniędzy,
      starszego towarzysza podróży. Bez mapy i sensu, na oślep. Powie, wychodząc:
      robiliście tak samo, dlaczego mam być gorszy, dlaczego zabraniacie mi
      podróżować, chcę być niezależny, chcę jeździć, jestem już dorosły. Jezu, gdzie
      on jest, gdzie śpi teraz, w jakich krzakach i za jaką stacją benzynową? –
      będziemy szeptać do siebie w nocy. Gdzie jego brzeg?

      Może wróci którejś nocy pobity i będzie tłumaczył, jak każdy chłopak, wywróciłem
      się, poślignąłem na skórce od banana, daj mi spokój, jestem zmęczony. Może
      przyjdzie z oczami utkwionymi w innych światach, a my nie będziemy wiedzieli,
      jak zareagować. Może jego matka uschnie ze zgryzoty. W szemranym towarzystwie
      wykpi swoich starych, żeby po latach uznać to za błąd. Któregoś roku zacznie
      wracać coraz później. Czasy będą, jak zwykle, niepewne, więc nie pozostanie nic
      innego, jak modlić się o jego bezpieczny powrót.

      Będzie się spieszył kochać, jak zwykle odrobinę za późno. To pewne. Tego błędu
      uniknąć nie zdoła.

      To wszystko daleko. Tymczasem leży nieruchomo, w miodowym świetle lampy. Dziecko
      małe jak bochenek chleba, łapki niczym u gekona, synek – burafinek, mała
      jaszczurka, sto pociech świata w jednym kruchym ciałku. Jedyne na świecie oczy.
      Zamiast nas widzi podobno barwne plamy. Podobno nie wie, że świat i on to dwie
      oddzielne sprawy. Nie martwi go to: język wysuwa i coś na kształt uśmiechu
      przechodzi przez pyzatą buzię. Posapuje. Magiczne zaklęcia krążą wokół jego
      głowy: pielucha, krem, odciągacz kataru, ciepło, cicho.

      Dni toczą się błyskawicznie i z dnia na dzień nabiera sił, mocniej przebiera
      nóżkami, wchodząc w swój prywatny rytm.

      Kolejny kosmos przygotowany do zapisania dobrze znanymi zdaniami. Miłością coraz
      większą z dnia na dzień.



      smile
      M.
      • mader1 Re: Sympatyczny artykuł - w temacie wątku 22.06.07, 08:34
        na pewno trzeba je mocno kochać - te nastolatki, jeżeli ma być coś pewnego w
        ich świecie smile
      • otryt Re: Sympatyczny artykuł - w temacie wątku 22.06.07, 10:28
        Ten artykuł przywołał wiele sytuacji, które przeżyliśmy z własnymi dziećmi.
        Więcej jak połowa. Dojrzewanie kazdego dziecka spośród naszej trójki jest inne.
        Te sytuacje wymagają, abyśmy się jako rodzice i ludzie także zmieniali. Nie ma
        sensu licytowanie się, który okres w życiu dziecka jest dla rodziców
        najtrudniejszy. Trudno mi nawet o tym pisać, bo to sprawy zbyt świeże,
        nieprzemyślane, nieułożone, bez wniosków, często w rozdarciu.
    • rycerzowa Przemijanie 22.06.07, 11:42

      maika7 napisała:

      >
      > > W wieku dojrzewania trudno nam się pogodzić, że dziecko powoli wyrusza "w
      > łasną
      > > drogą po własny los".
      >
      > Chyba akurat dla mnie to nie jest trudnośc. Po to wychowywałam, żeby byli
      > samodzielnymi, osobnymi ludźmi, żeby samodzielnie mysleli, czuli, decydowali.
      > żeby szli własną drogą. To jest dla przede wszystkim ciekawe - jak to robią.
      > Staram sie im w tym nie przeszkadzać wink)))
      >
      > I masz rację - rozluźnienie (przeobrażenie) więzi jest konieczne. I właściwie o
      > to tez jestem spokojna - bo wiem, ze kochają - tak po prostu kochają, chyba juz
      > po dorosłemu bardziej niz po dzieciecemu.


      Oficjalnie to wszyscy się zgadzamy, że tak trzeba, że po to chowamy dzieci, by
      poszły własną drogą po własny los. Ale gdzieś tam w środku duszy tli się bunt.
      I stad biorą się przesądy, że okres dojrzewania jest szczególnie trudny, chociaż
      z dziećmi "trudno" jest zawsze. Bo "trudno" jest rodzicom, nie dzieciom.
      A bunt jest przeciw przemijaniu. Bo coś minęło, coś się skończyło.
      Prawo psychicznej, uczuciowej inercji.

      Bo szybko jest następny etap - odchodzenie.
      Marzeniem rodziców jest 3xW - wychować, wykształcić, wydać.

      Przed miesiącem moja ostatnia latorośl została "wydana".
      Wracamy wieczorem do domu, a w oknach ciemno. Nikt nie czeka.
      Mam ochotę tupać nogami. Nie dlatego, abym pragnęła, aby o b e c n e
      moje dzieci były ze mną. Tego nie chcę.
      Chciałabym, by znów były nastolatkami, by dwoje w drzwiach wyjmowało mi siatki
      z rąk a trzecie robiło herbatę, by się prześcigały w żartach i docinkach, by się
      kłóciły "teraz ja mówię". A to se ne wrati.


      >
      > I miło, jesli można pisac z pozycji rodzica, który przechodzi dojrzewanie swoic
      > h
      > dzieci łagodnie i dzieci tez dojrzewają łagodnie. Pisałaś kiedyś, że Twoja
      > ówczesna 16-latka była "wzorem cnot wszelkich". Cudnie. Gorzej jest gdy 16-latk
      > a
      > jest "zaprzeczeniem wszelkich cnot", a i tak bywa. Dojrzewanie to okres
      > burzliwy. I bywa bardzo ciężki.
      >

      Przyznam się w tajemnicy, że wychowywanie "wzoru cnót wszelakich" jest
      ekstremalnie trudne. Jest takie przekleństwo, "abyś żył w ciekawych czasach".
      Analogicznie, gdybym miała wrogów, to bym życzyła im takiego "idealnego" dziecka.
      Nie przemawia przeze mnie bynajmniej kokieteria.
      Jak masz w domu Wzór Cnót Wszelakich, to musisz być przynajmniej Wzorem Cnót
      Niektórych. A człowiek to istota grzeszna i słaba...

      A tak poważnie, "Wzorom" jest bardzo w życiu źle, zatem rodzic musi starać się
      jakoś złagodzić skrajną pryncypialność i bezkompromisowość.
      I najważniejsze - z Wzorami jest baaardzo źle innym, Wzór może narobić wiele
      niedobrego wokół siebie. Ale to temat "na osobną książkę".

      Technicznie, z Wzorami jest trudno, bo wszelkie poradniki są dla anty-Wzorów.
      Jest wiele porad, jak zachęcić dziecko do nauki. A jak "odchęcić"?
      Co zrobić z chłopakiem, który nie chce za nic wyjść na podwórko połobuzować,
      tylko siedzi w książkach i doświadczeniach?
      Jak reagować, gdy wspomniana 16-latka na informację, że jest wiosenna zmiana
      czasu i mamy godzinę "więcej", cieszy się, że "można się będzie godzinę dłużej
      pouczyć"?

      Na zakończenie powtórzę wielokrotnie powtarzaną przeze mnie tezę, że okres
      nastolatkowy jest najwspanialszy dla rodzica, bo dziecko "jeszcze moje a już
      samodzielne".
      • maika7 Re: Przemijanie 24.06.07, 06:36
        > Oficjalnie to wszyscy się zgadzamy, że tak trzeba, że po to chowamy dzieci, by
        > poszły własną drogą po własny los. Ale gdzieś tam w środku duszy tli się bunt.

        No nie smile We mnie jest ciekawość tego czasu z "pustym gniazdem". I z dziećmi
        budującymi swoje życie. Nie bunt i nie lęk o mnie. Lęk o dzieci (do oswojenia) -
        czy będę widziec w ich oczach radośc czy smutek za lat kika, kilkanaście, hm...
        kilkadziesiąt??


        > I stad biorą się przesądy, że okres dojrzewania jest szczególnie trudny, chociaż
        > z dziećmi "trudno" jest zawsze. Bo "trudno" jest rodzicom, nie dzieciom.

        Rycerzowo, jesli spojrzymy na statystyki samobójstw, to najwiecej jest ich ponoc
        w grupie 16-21 lat. Więc może jednak dzieciom dorastającym jest trudno? I ma
        racje Otryt, że nie warto sie licytować, który czas jest najtrudniejszy w
        wychowywaniu dzieci i w dorastaniu. Bo to bardzo indywidualna sprawa. Dla mnie -
        jako dziecka i potem młodej kobiety - to był trudny czas w moim życiu - nawet z
        dalekiej perspektywy.

        > A bunt jest przeciw przemijaniu. Bo coś minęło, coś się skończyło.
        > Prawo psychicznej, uczuciowej inercji.

        Nie czuję buntu. Czuję ciekawośc następnego etapu życia. Czasem tylko żal, ze
        czas tak prędko płynie, a tyle sie rzeczy dzieje, że na to jedno życie nie
        wystarczy smile

        > Bo szybko jest następny etap - odchodzenie.
        > Marzeniem rodziców jest 3xW - wychować, wykształcić, wydać.

        smile)) raczej - "patrzec jak szczęśliwie przeżywa życie..." Nawet niewykształcony
        za bardzo i niewydany.


        > Przed miesiącem moja ostatnia latorośl została "wydana".
        > Wracamy wieczorem do domu, a w oknach ciemno. Nikt nie czeka.
        > Mam ochotę tupać nogami. Nie dlatego, abym pragnęła, aby o b e c n e
        > moje dzieci były ze mną. Tego nie chcę.
        > Chciałabym, by znów były nastolatkami, by dwoje w drzwiach wyjmowało mi siatk
        > i
        > z rąk a trzecie robiło herbatę, by się prześcigały w żartach i docinkach, by si
        > ę
        > kłóciły "teraz ja mówię". A to se ne wrati.

        Ano ne wrati. Ciekawa jestem, czy tez będę do tego tesknić. Bo, że będe tesknic
        do dzieci - to pewne, ale do jakiegos czasu sprzed lat, do tamtej atmosfery? Nie
        wiem smile Są rodzice, którzy chcieliby o czasie dorastania swoich dzieci zapomnieć.


        > Przyznam się w tajemnicy, że wychowywanie "wzoru cnót wszelakich" jest
        > ekstremalnie trudne. Jest takie przekleństwo, "abyś żył w ciekawych czasach".

        Rycerzowo - z reką na sercu - wolisz miec kłopoty z "idealnym dzieckiem" czy
        klopoty z dzieckiem solidnie zbuntowanym, z którym praktycznie nie masz kontaktu?

        > Analogicznie, gdybym miała wrogów, to bym życzyła im takiego "idealnego"
        dziecka. [...]
        Jak reagować, gdy wspomniana 16-latka na informację, że jest wiosenna zmiana
        > czasu i mamy godzinę "więcej", cieszy się, że "można się będzie godzinę dłużej
        > pouczyć"?

        Dlaczego jest to problemem? Dlaczego nie przyjać, ze takie dziecko, jak
        najbardziej mieści sie w "normalności" i czerpać radośc z patrzenia jak się
        rozwija - z perspektywmi na uczciwego, pracowitego, wymagajacego od siebie i
        innych ?

        > Na zakończenie powtórzę wielokrotnie powtarzaną przeze mnie tezę, że okres
        > nastolatkowy jest najwspanialszy dla rodzica, bo dziecko "jeszcze moje a już
        samodzielne".

        smile Gdy szukam w myslach najwspanialszego dla rodziców czasu, to raczej myśle o
        takim czasie, kiedy żegnam sie ze światem z świadomością, ze zostają na nim moje
        dzieci i że są szczęśliwe, a ja mam świadomość, ze może troche sie do tego ich
        szczęścia przyczyniłam.

        M.
        • rycerzowa Re: Przemijanie 25.06.07, 00:43
          Maiko,
          1. Co do lęku przed przemijaniem - język nie zna wystarczającej liczby słów,
          na określenie wszystkich ludzkich uczuć.
          Ale chyba w każdym człowieku jest taka ambiwalencja - ciekawość przyszłości i
          jednocześnie żal za utraconym.

          2. Rodzice dzieci w wieku dojrzewania doświadczają poza tym utraty poczucia
          mocy. Wiesz, dla malucha jesteśmy tak silni, mądrzy i dobrzy, że aż sami w to
          wierzymy. Nastolatek przekłuwa ten balon: przedtem był podziw z urzędu, teraz
          trzeba sobie na wszystko autentycznie zasłużyć.

          3. Wskaźnik samobójstw jest najniższy dla wieku podeszłego; czy to znaczy, że to
          najłatwiejszy etap życia...

          4.Procent młodych naprawdę wchodzących na złą drogę, jest w rzeczywistości
          bardzo niski. Cała reszta to zwyczajne użeranie się o prawo do samostanowienia.

          5. Jeśli nawet powiem, że wolałabym zwyczajną nastolatkę, niż Wzór Cnót
          Wszelakich, to i tak nie uwierzysz.
          Ale mojej znajomej chyba uwierzyłabyś. Jest to osoba niezwykle pobożna. Jej
          równie pobożna córka wybrała klasztor. No, awantura w rodzinie.
          Próbowałam tłumaczyć coś w stylu "własną drogą po własny los", ale nie
          trafiało. Aż wypaliłam: "Czy wolałabyś, by ci się córka źle prowadziła i
          dziecko do domu przyniosła?" I wiesz, co ona powiedziała? Że wolałaby.
          Czyli to nie jest takie proste.

          Gdy masz w domu dziecko tak solidne i perfekcyjne, jak moje, to widzisz jego
          przyszłe cierpienie, bo na pewno nie sprosta wszystkim wymaganiom życia, na
          pewno nie będzie mieć tak idealnego męża, szefa, dziecka, teściowej ,
          proboszcza, etc.
          Naszą latorośl udało się trochę odcnocić, a najlepszym posunięciem okazało się
          wysłanie jej na studia za granicę, do kraju wystarczająco luzackiego, ale bardzo
          porządnego.

          6. Czy celem wychowania jest "uśmiech i szczęście" naszych dzieci? Bo ja wiem?
          To przecież statystycznie niemożliwe: szczęśliwym się nie jest, szczęśliwym się
          bywa.
          Poza tym już starożytni mawiali,że "lepiej być niezadowolonym Sokratesem, niż
          zadowolonym osłem".
          Optowałabym raczej za poczuciem sensu - za przekonaniem, że warto żyć.

          7.> smile Gdy szukam w myslach najwspanialszego dla rodziców czasu, to raczej
          myśle o
          > takim czasie, kiedy żegnam sie ze światem

          Ej, skoro tak piszesz o śmierci, to musisz być jeszcze bardzo młoda.wink
          A dzieci już masz?
          • maika7 Re: Przemijanie 25.06.07, 09:20
            1. Tak smile

            2. Nie wszyscy - o tym staram się pisac - to czas bardzo
            różnorodnych odczuć. Częśc rodziców nie odczuwa utraty mocy, bo
            nigdy tej mocy nie czuło. Od pytania trzylatka "co robi deszcz
            jak nie pada?" wiedziało, że na tysiące pytań nie znajdzie
            jasnej odpowiedzi wink że nie udźwignie wszystkiego, i że wcale
            nie jest takim dobrym człowiekiem, tylko "zwyczajnym". A na
            "podziw" musieli pracowac od zawsze, bo dzieci jakos nie
            zachowywały się "książkowo".Zresztą bardziej chodzi o wzajemne
            zaufanie i bliskość, niż o podziw, prawda?

            3. Nie, ale wolałabym sie skupic na przyczynach samobójstw
            wśród nastolatków, bo to o nich wątek. Z jakiś powodów ten
            odsetek jest wysoki i warto się zastanowic dlaczego.

            4. I to właśnie zwyczajne użeranie się o prawo do
            samoistnienia, nawet, jeśli kończy się "wygładzeniem ścieżek"
            jest trudne i dla delikwenta szukającego swojego miejsca w
            świecie dorosłych i dla rodzica, który musi przejść przez burzę
            hormonalną nastolatka wink

            5. No widzisz, niezależnie od tego, jak fajne dzieci mają
            rodzice - widzą w ich wyborach kłopoty wink)) I MARUDZĄ wink)

            6. Niektórzy są szczęśliwi - tak po prostu. Nie bywają - są. Ja
            jestem - z małymi przerwami od kilkudziesięciu lat. Jeśli moje
            dzieci oglądając się wstecz za kilkadziesiąt lat będą miały
            poczucie sensu zycia (to nieodłączny chyba element - masz
            rację) i tę radość w sercu (z dokonanych wyborów, i z każdego
            dnia), która dodaje życiu smaku, to o to mniej więcej mi
            chodzi.
            Starożytni pominęli cały środek pomiędzy nieszczęśliwym
            Sokratesem a szczęśliwym osłem wink)) Stanowczo wolę być bliżej
            osła... świat lepiej wtedy smakuje. Choć brzmi nieco gorzej wink)

            > A dzieci już masz?

            Mam - nastolatki - dlatego piszę w tym wątku wink)
            córkę 16-letnią (Wzór Cnót Niektórych wink
            i syna 19-latka (Wzór Cnót Bardziej Niektórych wink
            Dorastają łagodnie i dla mnie osobiście ten czas, to bardzo
            fajny czas (jak na razie) - takiego obserwowania
            "przepoczwarzania się" w dorosłego człowieka. Kłopotliwe dla
            mnie moje lęki oswajam (jak zwykle) i tyle.


            Aha - nawet Największe Wzory Cnót Wszelkich potrafią znaleźć
            niszę dla siebie - mam taką nadzieję i tego życzę Twoim
            Dzieciom, żeby mogły swobodnie się realizować i nie cierpieć
            rozdarcia z powodu dysonansu pomiędzy Nimi, a "resztą świata".

            smile
            M.
            • mader1 Re: Przemijanie 25.06.07, 13:18
              Dobrze jest mieć nastoletnie dzieci smile
              Jest z kim poważnie porozmawiać, jeżeli w dodatku są takie " do pochwalenia
              się" to jest , wydaje się, czas zbierania plonów. Idą porządnym szlakiem, są
              dobre, mają swoje poglądy, robią coś interesującego, mają przyjaciół, kolegów.
              Dają sobie radę.
              Ale jednak widzimy bardzo wyraźnie te ich słabsze strony - często w tym, co
              wydaje się innym najsilniejsze. Szkoła jest zachwycona z olimpiad i pięknych
              stopni, a my zastanawiamy się, czy nasze dziecko umie przegrywać. A przegrana w
              życiu także nadejdzie ...
              Dziecko nie ma narzeczonego, o wszystkich chłopcach mówi - koledzy, a my
              zastanawiamy się, czy nie ma problemów z nawiązywaniem kontaktów z płcią
              przeciwną...
              MARUDZIMY.
              W dodatku musimy uważać, co mówimy do naszego dziecka. Czasem wypowiemy jakąś
              swoją obawę, a ono od razu ma problem - że uważamy, ze coś z nim nie tak.
              Moja nastolatka to wzór wielu, wielu cnót. Ale czasem muszę na coś zwrócić jej
              uwagę Czasami tak trudno ubrać to w słowa, żeby nie urazić. Mam wrazenie, że
              ona czasem zapomina ile to razy chwalę, podnoszę na duchu, mówię, ze jestem
              dumna - słowo krytyki zapada w nią bardziej.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka