Dodaj do ulubionych

chwalić czy nie ? ;)

04.08.07, 19:35
Chwalić te nasze dzieci, czy nie chwalić ? Sąsiadki czy znajomi pytają,
czasem przy samych dzieciach, co tam u nich... Chwalicie je wtedy, chwalicie
się ich osiągnięciami czy radościami z nimi związanymi ?
Obserwuj wątek
    • mamalgosia Re: chwalić czy nie ? ;) 04.08.07, 19:38
      Chwalić, chwalić, chwalić! Mam skrzywienie pod tym względem. Wolę żeby wyrośli
      na zarozumialców (co chyba pięknie mi wychodzi już na Starszym - on uważa, że
      jest najmądrzejszy na świecie), niż żeby było im w przyszłości tak trudno, jak
      mnie teraz.
      • mamalgosia P.S. 04.08.07, 19:39
        Morze mnie nie satysfakcjonuje, chcę świecę!!
      • mader1 Re: chwalić czy nie ? ;) 04.08.07, 20:16
        A.... ja wiesz, że dziecku sąsiadki się nie udaje ? Nie potrafi go pochwalić ?
        A Ciebie pyta ?
        Ja wtedy staram się " zejść z tematu".
        • mamalgosia Re: chwalić czy nie ? ;) 04.08.07, 20:49
          Mader, przyznam, że nie bardzo rozumiem. Tobie chodziło o chwalenie cudzych
          dzieci, tak?
    • mamalgosia Re: chwalić czy nie ? ;) 04.08.07, 20:54
      Widze, że jednak chyba nie cudze. Łopatą do mnie trzeba.

      Najpierw zrozumiałam, że pytasz, czy chwalić nasze dzieci - że coś zrobiły, lub
      za to jakie są. Np. Syn poskładał ubranie i ja mu mówię: "Ach, jak pięknie to
      zrobiłeś!". No więc napisałam, że chwalić, chwalić, jeszcze raz chwalić.

      Potem zrozumiałam to tak, że Tobie chodzi o dzieci sąsiadki - ona coś mówi, że
      dziecku się nie udało, a Ty na to: "Ale za to pięknei jeździ na rowerze".

      A teraz myślę, że może Ci chodzi o to, cyz chwalić się własnym dzieckiem przed
      innymi, tak? Spotykam sąsiadkę i mówię: "ten mój Młodszy ma naprawdę talent
      muzyczny"?

      No, to podzieliłam włos na czworosmile A teraz odpowiadam sama sobie:
      W sytuacji 1: chwalić
      W sytuacji 2: starać się chwalić
      W sytuacji 3: niekoniecznie
      • mader1 Re: chwalić czy nie ? ;) 05.08.07, 00:18
        dobrze, że jesteś taka precyzyjna wink
        • mamalgosia Re: chwalić czy nie ? ;) 05.08.07, 09:33
          Ścisłowiecsmile
    • kulinka3 Re: chwalić czy nie ? ;) 04.08.07, 23:53
      Chwalenie się osiągnięciami swoich dzieci to trochę przejaw pychy zbiorowej czy
      rodzinnej, nieprawdaż wink)))? W takich przelotnych rozmowach staram się zmienić
      temat lub coś tam rzucić neutralnego.Jeśli pytaj przyjaciele, bliscy ludzie to
      mówię po prostu, jak jest naprawdę.Jeśli dobrze, to nie ukrywam.
      • mamalgosia Re: chwalić czy nie ? ;) 05.08.07, 09:34
        A ja właśnie chyba nawet przeginam w drugą stronę i niepotrzebnie mówię coś
        niedobrego o dzieciachsad((
    • mama_kasia Re: chwalić czy nie ? ;) 06.08.07, 11:39
      "Wasza mowa ma być budująca" smile
      W takich sytuacjach i chwalę, i mówię
      o niektórych cechach negatywnych. O ile chwalę w pełnym
      słusznym wymiarze, to ganię tylko w części. Nie wszystko
      nadaje się dla uszu pozarodzinnych. Tak jak sama nie chciałabym, aby
      ktoś poza mną mówił o mnie. Choć przyznaję czasami przegnę sad
    • maadzik3 Re: chwalić czy nie ? ;) 06.08.07, 12:52
      Oczywiście chwalić!!! A czy sami nie lubimy być chwaleni? Nie mówię, że
      wyłącznie chwalić, ale ganić i krytykować staram się (jak muszę to zrobić) w
      cztery oczy. Z chwaleniem nie mam problemu, no, z wyjątkiem sytuacji gdy stykam
      się z rodzicami dzieci niepełnosprawnych. Wtedy dziecka nie chwalę, żeby nie
      wyglądało to na chwalenie się swoim (zdrowym) dzieckiem. Intencji takich nie mam
      nigdy, ale nawet przypadkiem nie chcę wywołać takiego wrażenia.
      M.
      • kulinka3 Re: chwalić czy nie ? ;) 07.08.07, 08:48
        maadzik3 napisała:

        Z chwaleniem nie mam problemu, no, z wyjątkiem sytuacji gdy stykam
        > się z rodzicami dzieci niepełnosprawnych. Wtedy dziecka nie chwalę, żeby nie
        > wyglądało to na chwalenie się swoim (zdrowym) dzieckiem. Intencji takich nie ma
        > m
        > nigdy, ale nawet przypadkiem nie chcę wywołać takiego wrażenia.

        To dobra wrażliwość,szczególnie gdy rodzice mają tylko takie dziecko.
        Ale czy w przypadku zdrowych dzieci też nie zawstydzamy innych, którzy nie mają
        się czym pochwalić? Byłam ostatnio świadkiem takiej rozmowy, a raczej monologu
        zachwyconej mamy, która perorowała na temat wybitnych zdolności swojego
        syna.Druga słuchała, uśmiechając się nieśmiało.Zapytałam ją później, jak jej
        dzieci( są w tym samym wieku).A tam worek problemów, codzienne zmagania się o
        zrozumienie, o wzajemną miłość.Zrobiło mi się jej tak strasznie po ludzku
        żal.Czemu służą bowiem takie pochwały? Jaki mają sens? Już lepiej trzymać język
        za zębami.

      • mamalgosia niepełnosprawni 07.08.07, 22:09
        To tem,at na osobny watek, ale już się wstydzę zakładac nowy, więc
        podpinam się tutaj.
        Piszesz, żeby nie wyglądało na chwalenie się swoim zdrowym
        dzieckiem. te osoby niepełnosprawne, które znam (niewiele),
        twierdzą, że chcą być traktowane normalnie. Tak jak osoby zdrowe.
        Jesli więc przed mamą zdrowego dziecka coś by się powiedziało, to
        teoretycznie powinno się to powiedzieć również przed mamą dziecka
        niepełnosprawnego.
        Ale mam to samo co Ty.
        Nie wiem, czy to dobre, czy złe.
        • kulinka3 Re: niepełnosprawni 08.08.07, 15:44
          Mam dziecko niepełnosprawne i nie przeszkadza mi to,że inni się chwalą.Może to
          być jednak dla innych rodziców nieco przykre,bo często niepełnosprawność dziecka
          jest dla rodziców dramatem, z którym trudno się pogodzić.Jeśli zaś zdrowego
          dziecka nie posiadają to problem może się potęgować.Myślę,że to zależy od rodziny.
          W przypadku samej osoby niepełnosprawnej jest chyba podobnie.Jedne są ze swoimi
          ograniczeniami pogodzone, inne nie, a wtedy owe słuchanie o osiągnięciach innych
          może być bolesne.
          Zresztą nie wiem.Ja nie jestem zwolenniczką chwalenia się, więc moja opinia może
          być tendencyjnawink)).


          • mamalgosia Re: niepełnosprawni 09.08.07, 22:23
            No więc właśnie. Myślę, że wszystko zalezy od charakteru a nie od
            pełno bądź niepełnosprawności.
            Czyli: każdego można zranić...
            • kulinka3 Re: niepełnosprawni 09.08.07, 22:32
              Dokładnie, tak.
              Można powiedzieć,że każdy z nas jest tam jakoś "niepełnosprawny"wink)).
              Każdego można zranić, więc nie będę już kończyć....
              • mamalgosia Re: niepełnosprawni 10.08.07, 10:29
                Wiesz, nie chciałam tego napisać, ale dokładnie to miałam na myśli.
                Każdy jest jakoś sprawny nie w pełni. I ciekawe, że różnie te
                niepełnosprawności bolą - wcale niekoniecznie nie te, które są
                bardziej widoczne czy ewidentne
                • kulinka3 Re: niepełnosprawni 10.08.07, 11:49
                  I znowu zgoda.Często najważniejsze, jest niewidoczne dla oczuwink))
                  Ale nie dajmy się też zwariować,ponieważ każdy coś tam nosi, trzeba by uważać na
                  każde słowo, bo każde może zranić.To byłby obłęd.Ratuje nas czysta intencja,
                  szczerość i "przepraszam" jeśli kogoś niechcący dotkniemy.
                  • mamalgosia daję się zwariować 10.08.07, 13:15
                    kulinka3 napisała:


                    > Ale nie dajmy się też zwariować,ponieważ każdy coś tam nosi,
                    trzeba by uważać n
                    > a
                    > każde słowo, bo każde może zranić.To byłby obłęd.

                    No więc właśnie taki obłęd jest mi bliski. Zauważyłam, że czasem
                    rani to, po czym zupełnie się nie spodziewałam takiego efektu. Ale
                    to zupełnie. Bo czasem się palnie coś, co wiadomo (po fakcie), że
                    mogło sprawić przykrość. Ale czasem właśnie nie. Więc dochodzę
                    momentami w tym uważaniu do zupełnego zamknięcia się. No bo jeżeli
                    mam znowu zranić, to może lepiej jak nic nie powiem?

                    >Ratuje nas czysta intencja,
                    > szczerość i "przepraszam" jeśli kogoś niechcący dotkniemy.
                    Ratuje - ale w jakim sensie? We własnym sumieniu? To pewnie i
                    owszem, ale szkody wyrządzone już się nie naprawią. Co z tego, że
                    mam czystą intencję, jak komuś tak czy tak było przykro. Czasem
                    jakieś wytłumaczenie może złagodzić skutki, ale osoba zraniona
                    musiałaby wylać swoje żale, a często się przecież nie mówi, że to co
                    się usłyszało, zraniło.

                    Wiesz, kulinko, z igły widły robię. Wiem. Ale akurat to nie jest
                    takie sobie gadanie oderwane od rzeczywiśtości niestety
                    • kulinka3 Re: daję się zwariować 10.08.07, 13:50
                      mamalgosia napisała:

                      >
                      > No więc właśnie taki obłęd jest mi bliski. Zauważyłam, że czasem
                      > rani to, po czym zupełnie się nie spodziewałam takiego efektu. Ale
                      > to zupełnie. Bo czasem się palnie coś, co wiadomo (po fakcie), że
                      > mogło sprawić przykrość. Ale czasem właśnie nie. Więc dochodzę
                      > momentami w tym uważaniu do zupełnego zamknięcia się. No bo jeżeli
                      > mam znowu zranić, to może lepiej jak nic nie powiem?

                      To prawda,że czasami mamy dobre intencje, a wychodzi, jak
                      zwyklewink).Konsekwencją jest to,iż zamykamy się.Ale, jak w tym przypadku głosić
                      Ewangelię, jak przyjaźnić się, jak być z ludźmi?
                      Może rozwiązaniem byłoby pytanie- czy to, co chcę powiedzieć powiedziałabym przy
                      Chrystusie, hmm?

                      > >Ratuje nas czysta intencja,
                      > > szczerość i "przepraszam" jeśli kogoś niechcący dotkniemy.
                      > Ratuje - ale w jakim sensie? We własnym sumieniu? To pewnie i
                      > owszem, ale szkody wyrządzone już się nie naprawią. Co z tego, że
                      > mam czystą intencję, jak komuś tak czy tak było przykro. Czasem
                      > jakieś wytłumaczenie może złagodzić skutki, ale osoba zraniona
                      > musiałaby wylać swoje żale, a często się przecież nie mówi, że to co
                      > się usłyszało, zraniło.

                      Wiesz wszystkich przykrości uniknąć się nie da, bo taka emocjonalna wiwisekcja w
                      każdym przypadku jest przecież niemożliwa.Wychodzę z założenia,że jest
                      "przepraszam" (jeśli wiem ,że zraniłam) może naiwnie również,że ludzie chcą
                      dobrze,i nie ranią specjalnie.
                      A jeśli specjalnie ,to też widać mają swoje powody i staram się ich dociec, by
                      zrozumieć lub uciekamwink)).Ludzie z czasem, też inaczej podchodzą do zranień, bo
                      dojrzewają,przebaczają, nabierają dystansu.
                      • mamalgosia Re: daję się zwariować 10.08.07, 15:30
                        Myślę o tym, czy powiedziałabym coś przy Jezusie. Wiesz,
                        rzeczywiście może to być czasem kryterium. Ale jednak w większości
                        powiedziałabym nie tylko przy Nim, ale i do Niego.
            • isma Re: niepełnosprawni 10.08.07, 08:21
              Mamalgosiuuuuuuuu!
              Dziekuje za to kapitalne foto jednej takiej nie calkiem
              pelnosprawnej wink)).
              • mamalgosia isma 10.08.07, 10:32
                Właśnie tak mnie zachwciło, że chciałam je mieć tutaj. Takie
                radosne, naturalne i w ogóle fajne. Więcej masz na priva, ale nie są
                już takie urocze.
                Za to mam piękne zdjęcia z rynku, gdzie Chłopcy kopali do gołębi, bo
                im (gołębiom) nie chciało się ruszyć pup. Rany, coś strasznego te
                moje dzieci, jaka ja musze być straszna, że oni tacy są...
    • zuzasza Re: chwalić czy nie ? ;) 06.08.07, 22:09
      Swoje dzieci w domu chwalę często. Przed rodzina najbliższą chwalę się niemal
      każdym sukcesem Maluchów bo rodzina jest tego bardzo spragniona. Ale równie
      chętnie opowiadam (tejże najbliższej rodzinie) o awanturach, psotach, porażkach
      itp. bo JA spragniona jestem wyżalenia się (a oni tego "po mieście" nie roznoszą)

      Przed obcymi (sąsiadki, panie z placów zabaw, dalsze "ciocie") odpowiadam
      zapytana. Umiarkowanie wylewnie.
      Zapytana skąd mój dwu i pół latek zna literki (pani się dokładanie spytała "Na
      danonkach sie nauczył tak?") nie przyznałam się że nauczył się na słownikach...
      Bo sie bałam, że uzna iż zwariowałam
      A on naprawdę upodobał sobie inicjalne litery w słownikach...
      • mamalgosia OT czytanie 07.08.07, 07:37
        Mój Starszy czytał w wieku 3,5 lat płynnie. Płynnie - bez zacięć,
        lepiej niż gimnazjaliści (w większości). Dodam - dla odmiany - że do
        końca 3 roku życia nie mówił nic poza 3 wyrazami. Sprawiało to już
        wrażenie naprawdę niedobre
        • zuzasza Re: OT czytanie 07.08.07, 10:26
          Ale Staś nie czyta, tylko zna literki. A teraz to już sama nie wiem czy pamięta,
          bo zajął się piłką i bieganiem. I dobrze
          No i chciałam opowiedzieć anegdotkę o słownikach a się pochwaliłam... Wychodzi
          więc z tego, że chwalę się dziećmi nie tylko zapytana. jak to się dziwnie
          człowiekowi wydaje... Najwyraźniej napisałam jak bym chciała, żeby było a nie
          jak jest
          • mamalgosia Re: OT czytanie 07.08.07, 21:26
            Chwal się, chwalsmile
        • minerwamcg Opowiedz coś o tym... 07.08.07, 14:28
          Chcesz powiedzieć, że ów zdolny młody człowiek w pół roku rozwinął
          się niczym rozmaryn i wykonał skok cywilizacyjny od półniemego
          analfabety do wprawnego lektora? Nie, nie kpię, po prostu nie mogę
          wyjść z podziwu, bo to naprawdę fenomen. smile)) Czy możesz
          opowiedzieć, jak to się stało?
          • mamalgosia Re: Opowiedz coś o tym... 07.08.07, 21:31
            Minerwo, on nie był kretynem, lecz po prostu nie mówił. To wszystko.
            Gromadził informacje w sobie, jakoś je mielił, a potem po prostu
            wykorzystałsmile Gdy skończył 3 lata zaczął mówić - z dnia na dzień
            więcej i wyraźniej (niestety wadę wymowy ma do dziś). Potem zaczął
            czytać pojedyncze wyrazy (przy cyzm liter się nie uczył), a
            dokładnie 14 października 2005 przeczytał pierwsze pełne zdanie
            ("Grześ na pewno ucieszy się z tego listu"). Potem piorunującosmile
            No i do dziś jest piorunującysmile
            • minerwamcg Re: Opowiedz coś o tym... 08.08.07, 10:14
              Ależ broń Boże nigdy nie twierdziłam, że był kretynem. Małomównych
              dzieci trochę jest, kilka znałam, ale żadne, o którym słyszałam nie
              zrobiło tak błyskawicznych postępów. Zjawisko magazynowania i
              przetwarzania informacji, żeby później z nich zrobić użytek jest
              znane - zresztą musi być częste, o czym świadczy brodaty dowcip o
              małym lordzie, który w wieku dziesięciu lat powiedział pierwsze
              słowa "kakao jest za gorące"... Zainteresowało mnie tempo tej
              przemiany, pół roku to u tak małego dziecka kawał czasu, ale na
              opanowanie czytania, i jeszcze w tak młodym wieku, to dość mało.
              Młody jest naprawdę zdolny smile)) Interesuję się tym, bo kilkoro moich
              znajomych uczyło swoje dzieci (albo obserwowało, jak same się uczą)
              czytać w wieku ledwocoprzedszkolnym i efekty były różne.
              • mamalgosia Re: Opowiedz coś o tym... 08.08.07, 12:57
                Tak ogólnie to lubię się tym chwalić, więc jeszcze napiszę rzecz
                ciekawą - moim zdaniem. Otóż on sie uczył czytać całymi wyrazami,
                nie znał poszczególnych liter (przynajmniej na początku). Czyli:
                potrafił przeczytac tylko te wyrazy, które już wcześniej widział na
                oczy. Tylko, że on siedział nad Biblią i nad Gazetą Wyborczą, więc
                słownictwo poznawał różnorodnesmile i b szybko. I raz miałam okazję
                zobaczyć jak to działa.
                Otóż: było w jakimś artykule następujące zdanie: "Czy cierpisz tak
                jak ja cierpię?" Karol widocznie nie znał wyrazu "cierpieć", bo
                zaczął: "Czy" i zapytał, co jest dalej. Ja powiedziałam: "cierpisz",
                a on dokończył: "tak jak ja cierpię". Czyli nauczenie się wyrazu
                nastąpiło w trakcie tego zdania i zastosowanie znanej już wcześniej
                końcówki. To było niesamowite
                • minerwamcg Re: Opowiedz coś o tym... 08.08.07, 16:27
                  Aha, czyli podobnie jak Jadzia (córeczka naszego świadka). Ona też
                  oglądała całe wyrazy, nie czytała po literce. Kiedyś narobiła mamie
                  obciachu, bo odczytała na głos tramwajowe graffiti... na szczęście
                  na "strategicznym" wyrazie jednak się trochę zacięła smile
                  Pracowałaś z Karolem, czy tylko podpowiadałaś mu kiedy utknął?
                  • mamalgosia Re: Opowiedz coś o tym... 08.08.07, 21:42
                    Nigdy nie pracowałam z nim ani w celu nauczenia go czytania, ani
                    teraz - gdy liczy jak szalony. Rozwija się bardzo nierównomiernie i
                    wolałabym, żeby udało się rozwijać go też w innych kierunkach niż
                    intelektualny
                    • anndelumester Małgosiu! 08.08.07, 21:47
                      Masz fantastycznego syna.
                      Chwal i jego, i chwal sie nim !!!!!
                      • mader1 Re: anndelumester 08.08.07, 22:23
                        bardzo się cieszę smile, że jednak coś napisałaś smile
                        • mamalgosia Re: anndelumester 12.08.07, 18:26
                          Mam nadzieję, że dziś nie miałaś czasu odpisać na mojego maila i
                          stąd cisza. Bo jednak się martwię, czy Cię tym jednym akapitem nie
                          uraziłamsad
                      • mamalgosia skoro tak... 09.08.07, 06:32
                        Notatki wakacyjne:
                        - Karolku, a wiesz, z kim dzisiaj wróci tatuś?
                        - Z kim?
                        - Z babcią!
                        - A przytarga ją do nas?



                        Karolek (sam do siebie):
                        - Tonsamość, tonsamość, tonsamość
                        Ja:
                        - Tożsamość
                        - Powiedziałaś to samo, tylko ja bardziej czadowo



                        Karolek dziurkuje kartonik dziurkaczem. Stwierdza:
                        - Bilety należy przedziurkować, ostemplować, bądź skasować w jakiś
                        inny
                        sposób



                        Karolek - kąpiąc się:
                        - Mamo, co jest esencją bytu?



                        Karolek widzi, jak trę pumeksem stopy. Pyta:
                        - Co robisz?
                        - Zdzieram skórkę
                        Patrzy, patrzy, w końcu ze zrozumieniem stwierdza:
                        - Acha. Pan Bóg ci stworzył za dużo skóry, tak?



                        - Karolku, umyj zęby!
                        - Eee, nie chce mi się
                        - Umyj, umyj
                        - Już śpię. Jutro rano umyję dwa razy



                        Opowiadam Karolkowi o mojej babci. Podsumowuję:
                        - Moja babcia była najfajniejsza na świecie
                        Karolek:
                        - Nie, bo moja babcia jest najfajniejsza na świecie.
                        - Widocznie każdy uważa, że jego babcia jest najfajniejsza.
                        - I z tego robią się kłótnie



                        - Chłopcy, jak wrócimy, to pójdziemy na podwórko.
                        Karolek:
                        - TAAAAAAAK!
                        Po chwili komentuje:
                        - Wybuchnąłem takiem



                        Karolek po lekturze kilku części przygód kotka Filonka Bezogonka
                        każe się
                        tytułować Filonkiem, a cała nasza rodzina to koty.
                        Dialog podczas zabawy z babcią:
                        Babcia:
                        - Nasz sklep ze zbożem jest czynny całą dobę
                        Karolek:
                        - Znaczy: nasz koci sklep
                        Po chwili ładują zboże rękami do kubka
                        Babcia:
                        - Nie mamy maszyn rolniczych. Nasza praca to rękodzieło
                        Karolek:
                        - Łapkodzieło



                        Karolek po powrocie z podwórka:
                        - Jestem tak głodny, że zjadłbym całą Xsarę Picasso



                        Karolek (z łazienki):
                        - Siku mi się chce! Siku mi się chce!
                        Ja:
                        - To zrób, w czym problem?
                        Po chwili mówi:
                        - No, lunąłem jak wąż strażacki



                        Karolek wychodzi spod prysznica. Ma mokre włosy. Pytam:
                        - Dlaczego masz mokre włosy?
                        - Bo myłem brzuszek
                        - Ależ gdzie brzuszek, a gdzie włosy?!
                        - Przecież dzieli je tylko szyja i głowa



                        - A siusiaczka umyłeś?
                        - Chyba tak, bo widzę na nim jakieś krople wody



                        Drogą idzie dziewczyna: włosy zafarbowane na kruczą czerń, czarna
                        szminka
                        na ustach, czarna kusa koszulka, kolczyki wszędzie, czarne skórzane
                        spodnie. Karolek przygląda się jej i stwierdza:
                        - Myślę, że to siostra zakonna



                        Karolek wyciąga z rzeki kamień pokryty mchem. Pyta:
                        - Co on taki zielony?
                        Ja:
                        - Bo jest omszały
                        - Acha, za długo był w kościele na Mszy?



                        Ten ostatni może jako definicja dewocji - jak już omszejemy, to czas
                        żeby jednak z kościoła wyjść.
                        • kulinka3 Re: skoro tak... 09.08.07, 09:07
                          Bo jest omszały
                          > - Acha, za długo był w kościele na Mszy?
                          >
                          >
                          >
                          > Ten ostatni może jako definicja dewocji - jak już omszejemy, to czas
                          > żeby jednak z kościoła wyjść.

                          Dobrewink))
                        • mader1 Re: skoro tak... 09.08.07, 11:48
                          > Drogą idzie dziewczyna: włosy zafarbowane na kruczą czerń, czarna
                          > szminka
                          > na ustach, czarna kusa koszulka, kolczyki wszędzie, czarne skórzane
                          > spodnie. Karolek przygląda się jej i stwierdza:
                          > - Myślę, że to siostra zakonna

                          smile))

                          Definicja dewcji jest pocieszająca dla mnie smile)) Nie grozi mi smile
                        • lucasa Re: skoro tak... 09.08.07, 12:32
                          mamalgosia napisała:
                          > Karolek - kąpiąc się:
                          > - Mamo, co jest esencją bytu?
                          >

                          I CO MU ODPOWIEDZIALAS???
                          smile
                          A
                          • mamalgosia Re: skoro tak... 09.08.07, 21:54
                            Miłość, prawda?
                            • lucasa Re: skoro tak... 10.08.07, 10:06
                              mamalgosia napisała:

                              > Miłość, prawda?


                              chcialabym miec Twoj refleks!
                              A
                    • minerwamcg Re: Opowiedz coś o tym... 08.08.07, 22:28
                      Czyli żeby posiąść jakąś umiejętność musi po prostu zechcieć, a
                      potem daje sobie radę... Być może tak samo będzie z kopaniem piłki,
                      to też trzeba umieć i nie jest proste smile Podziwiam jego nastawienie -
                      rośnie Ci człowiek z pasją.
                      • mamalgosia Re: Opowiedz coś o tym... 09.08.07, 06:28
                        Tak, tylko, że jak dla odmiany nie chce chcieć, to wołami nie
                        zaciągniesz. Jak nie chce np. zjeść mięsa, to pół biedy. Ale jak nie
                        chce spać bez pampersa w wieku 5 lat, to niewesoło ( a jak został
                        zmuszony po płaczach i wrzaskach, to przez 15 bezpampersowych nocy
                        się nie posikał). Eeeeh... Być jego matką jest tak ciężko, jak łatwo
                        jest być matką Młodszego. Ciekawe, jak później, bo wiem, że bywa
                        różnie.
                        • zuzasza Re: Opowiedz coś o tym... 09.08.07, 22:27
                          mamalgosia napisała:

                          > Tak, tylko, że jak dla odmiany nie chce chcieć, to wołami nie
                          > zaciągniesz.

                          mój Staś też ma "intelektualne" zapędy i nie raz podziwiam jego niezwykłą
                          pamięć, ale ten upór!!!!! Może "ten typ tak ma". Gdy kiedyś urządził
                          parogodzinną awanturę na rodzinnym spotkaniu to nam dopiero wszyscy uwierzyli w
                          opowiadane wcześniej historie. Nie raz widzę jak jego kuzyni (czy rówieśnicy z
                          placu zabaw) "odpuszczają" po pewnym czasie w analogicznych sytuacjach, a on,
                          jak sie zatnie... I do tego
                          tak mało śpi, że czasem padam przed nim. I nie mam jak siąść do kompawink

                          >Być jego matką jest tak ciężko, jak łatwo
                          > jest być matką Młodszego. Ciekawe, jak później, bo wiem, że bywa
                          > różnie.

                          Też sobie nieraz myślę, że mam jakoś szczególnie z nim ciężko. Choć oczywiście
                          jak się nie buntuje to jest cud miód i sama radość.
                          Co będzie z Małego jeszcze nie wiem... !
            • mama_kasia ot 08.08.07, 10:28
              Już nowa sygnaturka, a ja dalej nie wiem, gdzie wypoczywał utrudzony pielgrzym. Bardzo proszę o odpowiedź smile
              • mamalgosia Re: ot - utrudzony pielgrzym 08.08.07, 12:59
                Kasiu, ale mi miło, że się zainteresowałaśsmile))) No naprawdęsmile)
                Ucieszyłam się jak głupia (chyba lubisz konkursy).
                Odpowiedź: na ulicy Kościelnej w Wadowicach, przy ścianie Bazyliki
                NMP, naprzeciw domu Jana PawłaIIsmile
                • mamalgosia Re: ot - utrudzony pielgrzym 08.08.07, 13:00
                  widzę, że w tle można dostrzec pomnik JP II i wadowickie kamieniczki
                  • mader1 Re: ot - utrudzony pielgrzym 08.08.07, 15:36
                    też byłam ciekawa, gdzie odpoczywał smile
                • mama_kasia Re: ot - utrudzony pielgrzym 08.08.07, 22:32
                  Bardzo dziękuję smile)
                  Zaglądałam do tego zdjęcia parę razy. Zresztą bardzo lubię Twoje sygnaturki - pokazują, co Tobie aktualnie w duszy gra. A konkursy też lubię smile
                  • mamalgosia sygnaturki 09.08.07, 06:34
                    Dziś jadę do Krakowa. Może uda mi sie zrobić zdjęcie nagiej ismy ze
                    smokiem wawelskim - to byłaby cudna sygnaturka
                    • mader1 Re: sygnaturki 09.08.07, 11:42
                      smile)) ciekawe czy Ci się uda smile))))
                      • mamalgosia Re: sygnaturki 09.08.07, 22:06
                        Isma prosiła, żebym nie zamieszczała jej aktu w necie, bo trochę
                        wstydzi się tego tatuażu z atletą trzymającym serce przebite strzałą
                        (nie rozumiem tego jej zawstydzenia, ale muszę je uszanować)
                        • isma eks-pozycja 10.08.07, 08:25
                          O, ja bardzo przepraszam!
                          Kann nie tak dawno prosil, zeby golych torsow (znaczy,,
                          niekoniecznie, rozumiem, wlasnych - zreszta, przydalaby sie
                          definicja slowa "tors" - tylko tych atletow, co to ich mamy
                          wytatuowanych) nie eksponowac, no to ja sie stosuje.
                          • mamalgosia Re: eks-pozycja 10.08.07, 09:45
                            czyli to TYLKO dlatego?
                    • pysio8 Re: sygnaturki 10.08.07, 09:14
                      Twój syn smile Mamalgosiu - piękny jest. A jaki kolor włosów...cudnysmile
                      • mamalgosia Re: sygnaturki 10.08.07, 09:44
                        Dziękuję, pysiu. tez kiedyś miałam takie bezbarwne włosy. No, ale
                        już nie mam
    • mamalgosia ale plama... 09.08.07, 21:53
      Musze chwalić mojego Starszego, bo inaczej nikt mi nie uwierzy, że
      on bywa fajny. Rany, ale mi dzisiaj zrobił wstyd przed ismąsad(((
      • isma Re: ale plama... 10.08.07, 08:27
        Przed Isma to nie, ale pewna mloda dama przezywala ow szczegolny
        komplement do poznego wieczora wink)).
        • mamalgosia Re: ale plama... 10.08.07, 09:43
          Ale ja to rozumiem właśnie! I starsznie mi przykrosad
          Straszne, no naprawde strasznesad
    • mamalgosia fajny wątek 10.08.07, 15:31
      tak się rozwinął w wielu kierunkach, a wszystkie szalenie "na
      emat"smile
      • kulinka3 Re: fajny wątek 10.08.07, 17:08
        Tak na temat,że aż autorka nam zaniemówiławink))), ale chyba nie ma nic przeciwko?
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka