Dodaj do ulubionych

"Lalka dla ministrantów"

30.10.07, 18:14
www.gazetawyborcza.pl/1,75480,4618805.html
A dla Was? Okazja religijnego przeżycia dla ludzi prostych (i nie
tylko), czy raczej "sacrohorror"? A może coś zupełnie innego? Czym w
ogóle są dla Was relikwie i relikwiarze?

Pozdrawiam ciekawa Waszych wrażeń i przemyśleń po lekturze artykułu

mary-ann
Obserwuj wątek
    • isma Re: "Lalka dla ministrantów" 30.10.07, 18:54
      To moze ja tradycyjnie zaczne od mojego ulubionego linka wink)):
      www.sm.fki.pl/SMN.php?nr=Cuda_Jana_Pawla_II
      I wypis, sprzed ponad 40 lat:
      "Madonny w Neapolu i wiekszosc posazkow swietych maja poobijane
      nosy. To te, ktore nie wysluchaly prosb. Porca Madonna! Katolicyzm
      jest tutaj nie tylko bardziej familijny, ale bywa bardziej trupi,
      niz gdzie indziej. W co drugim kosciele w podziemiach ogladac mozna
      szkielety albo wysuszone mumie zakonnic i zakonnikow. Koscioly
      handluja relikwiami.
      W Sam Damiano okna celi sw. Klary wychodza na zielony wirydarz
      pachnacy mieta i migdalami. W oknie umieszczone sa zawsze swieze
      czerwone kwiaty. Sw. Klara ma oczywiscie swoj kosciol w Asyzu, gdzie
      w podziemiach jest jej grobowiec. Lezy zabalsamowana, z ogromnym
      zakrzywionym nosem. W pierwszej chwili wzialem ja nawet za sw.
      Franciszka. Bardzo sie na mnie oburzyla zakonnica, ktora recytuje
      jej dzieje. Stoi za krata, cala czarna, przez gesty kwef nie
      przeswituje nawet jej twarz. Jest jak w masce. Ten grobowiec sw.
      Klary zrobil na mnie wrazenie czegos posredniego miedzy mauzoleum
      [autor ma na mysli TO mauzoleum wink))] a ceremonialem Ku-Klux-
      Klanu".

      No wiec to chyba trzeba przez ten pryzmat oceniac. Wlosi tak maja,
      no.
      • mary_ann Re: "Lalka dla ministrantów" 31.10.07, 18:14
        isma napisała:
        > No wiec to chyba trzeba przez ten pryzmat oceniac. Wlosi tak maja,
        > no.


        Ok, przyjmujęsmile Po raz kolejny przekonuję się, że nie bardzo
        mi "leżą" kultury Południa naszego kontynentu...
        • isma Re: "Lalka dla ministrantów" 31.10.07, 20:24
          A ja kocham. Znaczy, fascynuje mnie swiat, gdzie prawie wszystko
          jest teatrem. A zem cyklotymik, to, prawem kontrastu, smutek Polnocy
          tez lubie wink)).
          • mary_ann Re: "Lalka dla ministrantów" 03.11.07, 10:55
            isma napisała:

            > A ja kocham. Znaczy, fascynuje mnie swiat, gdzie prawie wszystko
            > jest teatrem. A zem cyklotymik, to, prawem kontrastu, smutek
            Polnocy
            > tez lubie wink)).
            >

            Eee, zaraz tam smutek....smile Powściągliwość pewnasmile)

            Z cyklotymiczno-dwubiegunowym pozdrowieniem
            mary_ann
    • kulinka3 Re: "Lalka dla ministrantów" 30.10.07, 19:39
      Ta pobożność to nie moja bajka, ale daleka jestem od wyklinań i uśmiechu z
      politowaniem dla ciemnogrodu.
      Jeśli taki Dominik potrafi ludzi do Boga prowadzić to czemu nie? Hiszpanie i
      Włosi kłócą się o Madonny, inni zwiedzają muzeum Madame Tussauds i nie traktują
      siebie jak wariatówwink))
    • nati1011 Re: "Lalka dla ministrantów" 30.10.07, 21:13
      absolutnie nie przemawiają do mnie relikwie. Nie jestem w stanie
      zrozumieć sensu całowania, dotykania czy obwożenia cześci jakiegoś
      choćby świętego nieboszczyka. Skoro nie potrafię uwierzyć w krzyż to
      tym bardziej nie przekona mnie kawałek kiecki.
      Przepraszam jeżeli kogoś uraziłam. Dla mnie jest to element wiary
      ludowej, ale pojmowanej bardzo powierzchownie. Takie skupianie się
      na tym co zewnętrzne, widoczne a nie przemianie duchowej. Osobiście
      bardziej przemawia do mnie prostota i i pokora Jana Pawła II niż
      cuda czynione przez Ojca Pio(nie oznacza to oczywiście ich
      negowania). W lecie mój mąż zawiózł nas do Lichenia. Wybierałam się
      tam od dawna. Tym większe było moje rozczarowanie. Jasna Góra jest
      dla mnie przeżyciem duchowym, w Licheniu czułam się jak w
      disnaylandzie i tylko patrzyłam, gdzie zza krzaka wyskoczy krasnal.
      Te wszystkie szkiełka, sztuczne kwiaty, szopki i chińskie ogródki. A
      najgorsze były te tabliczki z nazwiskami sponsorów. Wręcz kapliczki
      ku czci ofiarodawców. Raziło mnie to strasznie. czułam się jak na
      jarmarku. I jak w kopńcu doszłam do bazyliki, to już nie zrobiła na
      mnie wrażenia.

      Rozumiem jednak, że Pan Bóg ma rózne drogi do serca człowieka. Mam
      tylko nadzieję, że wiara tych ludzi nie ograniczy się do złożenia
      ofiary w zamian za złotą tabliczkę czy kamień.
    • pawlinka Re: "Lalka dla ministrantów" 30.10.07, 21:31
      oj, to już nie tylko mamy Kościół moherowo-toruński i łagiewnicko-jakiśtam? To
      już mamy Kościół z "ofertą" (brrrr!) dla prostych i z inną ofertą dla bardziej
      zaawansowanych, z wyższej półki?
      To już nie mamy jednego świętego Kościoła powszechnego?

      Podobała mi się moherowa babcia, opinia Hołowini i Adama z Katowic. Zamiast o
      estetyce, mówili o wierze.
      • mary_ann w jakimś sensie - tak 31.10.07, 18:12
        pawlinka napisała:

        > oj, to już nie tylko mamy Kościół moherowo-toruński i łagiewnicko-
        jakiśtam? To
        > już mamy Kościół z "ofertą" (brrrr!) dla prostych i z inną ofertą
        dla bardziej
        > zaawansowanych, z wyższej półki?

        Pawlinko, Pawlinko!smile) Sformułowanie z ofertą może nieco
        niefortunne, ale czy jednak nie adekwatne? Rzecz w tym, co przez
        ofertę rozumiemy. Oczywiscie,że oferta w sensie teologicznym musi
        być jedna i wspólna, ale oferta w znaczeniu formy przekazu czy
        doboru treści - już niekoniecznie (vide: duszpasterstwo akademickie,
        neo, odnowa...). Zgadzam się z Twoją uwagą w tym sensie, że też
        uważam, że dwóch ortodoksji ("hard" dla wtajemniczonych i "light"
        dla maluczkich) być nie powinno. Jesli Kościół jakąś formę kultu
        ludowego teologicznie odrzuca, to powinien jasno to rzec, być
        konsekwentny i jej nie tolerować. Takie próby, np. uporządkowania
        kultu maryjnego, podejmowal chociażby Sobór Watykanski II.


        > Podobała mi się moherowa babcia,

        Babcia była erste Klasse, piekny wykład ortodoksji wyrażonej
        prostymi środkami (co przy okazji pokazuje, że podział w omawianej
        kwestii nie przebiega wcale między ludźmi prostymi a
        intelektualistami...)

        opinia Hołowini

        Opinia Hołowni - tak i nie. Tak - jako opis pewnej rozpowszechnionej
        formy hipokryzji. Nie, bo dla mnie kult buta Presleya jest również
        czyms z pogranicza patologiismile

        Zamiast o
        > estetyce, mówili o wierze.

        Ale estetyka też jest bardzo ważna. Niestety.
        Podzielam w tej mierze pogląd autora "Potęgi smaku"smile


    • minerwamcg Re: "Lalka dla ministrantów" 30.10.07, 22:47
      Prawdę mówiąc mnie pobożny kicz cholernie boli. No ni nie zrobię,
      boli i już. Bolą plastikowe figurki Matki Bożej jako butelki na
      święconą wodę z odkręcaną koroną, bolą obrazki Serca Jezusowego z
      wmontowanym zegarem, boli własna pamiątka od I Komunii, wypalana
      misternie na kawałku drewna, a potem polakierowana na wysoki połysk.
      I nawet nie w tworzywie rzecz: z grozą podszytą fascynacją oglądałam
      kaplicę relikwii w Padwie, gdzie na honorowym miejscu spoczywały
      język i struny głosowe św. Antoniego, oprawione w złoto i klejnoty.
      Tu kicz połączony był z osobliwą nekrofilią... Myślę, że coś
      podobnego ma niestety miejsce w przypadku św. Dominika.

      Nie odstręczają mnie natomiast relikwie drugiego stopnia. Skrawki
      papieskiej sutanny, okruch drewna z trumny o. Rafała Kalinowskiego,
      strzępek całunu grobowego s. Faustyny. Dla mnie to po prostu
      pamiątki - jak kubek po babci, zegarek nieżyjącego ojca...
      • isma Re: "Lalka dla ministrantów" 31.10.07, 00:01
        A, widzisz. No wiec ja z relikwiami stopni kolejnych mam pewien
        klopot. Bo zeby to traktowac tylko jako pamiatke, byloby OK. No, ale
        np. wozilismy nie tak dawno w samochodzie foremny relikwiarzyk z
        zakrwawionym bandazem Ojca Pio, ktoren to relikwiarzyk uzywany byl
        do blogoslawienia ludu (oczywiscie, tu jest, zdaje sie, subtelnosc
        tego rodzaju, ze pierwszostopniowych relikwii tegoz czcigodnego
        kapucyna nie ma w ogole).

        No i jakos, psiakosc, nie bardzo mi to lezalo ;-(((.
      • mary_ann Re: "Lalka dla ministrantów" 31.10.07, 18:23
        minerwamcg napisała:

        > Prawdę mówiąc mnie pobożny kicz cholernie boli. No ni nie zrobię,
        > boli i już.

        Mnie też. Dodatkow automatycznie włacza mi się tzw. czarny humor.

        > Nie odstręczają mnie natomiast relikwie drugiego stopnia. Skrawki
        > papieskiej sutanny, okruch drewna z trumny o. Rafała
        Kalinowskiego,
        > strzępek całunu grobowego s. Faustyny. Dla mnie to po prostu
        > pamiątki - jak kubek po babci, zegarek nieżyjącego ojca...

        Tak - pod warunkiem, że to tyle i rzeczywiście tylko tyle. To chyba
        tak jak z kultem obrazów - jeśli sformułowanie jest tylko skrótem
        myślowym, a w rzeczywistości czcimy np. Jezusa przedstawionego na
        płotnie, to ok. Ale jesli obrazowi przypisujemy właściwości
        magiczne, jesli go obcalowujemyn i koronujemy? Jakoś mi się to nie
        widzi...
        • kulinka3 Re: "Lalka dla ministrantów" 31.10.07, 19:02
          mary_ann napisała:
          Ale jesli obrazowi przypisujemy właściwości
          > magiczne, jesli go obcalowujemyn i koronujemy? Jakoś mi się to nie
          > widzi...

          Zaraz, zaraz co innego koronacja obrazu słynącego łaskami( dodam od Chrystusa
          Pana pochodzących za pośrednictwem Maryi), a co innego magia.
          • mary_ann Re: "Lalka dla ministrantów" 03.11.07, 10:59
            kulinka3 napisała:

            > Zaraz, zaraz co innego koronacja obrazu słynącego łaskami( dodam
            od Chrystusa
            > Pana pochodzących za pośrednictwem Maryi), a co innego magia.

            No, nie, ja bym się upierała, że łaskami słynie Chrystus co
            najwyżej, a nie obraz. Jeśli pielgrzymuje obraz (albo ludzie do
            obrazu) lub jeśli obraz jest koronowany/całowany, to dla mnie jest
            to już kult przedmiotu (ergo: magia).

            • kann2 Re: "Lalka dla ministrantów" 03.11.07, 11:16
              Pocałunek złożony na fotografii ukochanej osoby, to wyraz uczucia do
              fotografii, czy osoby?
              • mary_ann Re: "Lalka dla ministrantów" 03.11.07, 21:58
                kann2 napisał:

                > Pocałunek złożony na fotografii ukochanej osoby, to wyraz uczucia
                do
                > fotografii, czy osoby?

                Chyba lepiej, żebym na to pytanie nie odpowiadała, bo mogłabym komuś
                sprawić przykrość. Powiem tyle, że "nie czuję bluesa".
            • kulinka3 Re: "Lalka dla ministrantów" 03.11.07, 15:08
              Sobór Nicejski " kult obrazu skierowany jest do pierwowzoru, a kto składa hołd
              obrazowi, ten go składa Istocie, którą obraz przedstawia"
              Stąd koronacje obrazów,sanktuaria Maryjne, obrazy ( mi.wizerunek Chrystusa
              miłosiernego namalowany z polecenia samego Zbawiciela)to wyraz miłości do tych
              konkretnych osób, a nie do samego obrazu.Inaczej i siostra Faustyna i Jan Paweł
              II byliby magami.
              • mary_ann Re: "Lalka dla ministrantów" 03.11.07, 22:03
                kulinka3 napisała:

                > Sobór Nicejski " kult obrazu skierowany jest do pierwowzoru, a kto
                składa hołd
                > obrazowi, ten go składa Istocie, którą obraz przedstawia"


                Diabeł tkwi w szczegółach. Jak już pisałam - jak dla mnie granica
                przebiega tam, gdzie ludzie jakiemus konkretnemu obrazowi, w
                odróżnieniu np. od kopii lub innego przedstawienia tej samej osoby,
                ludzie przypisują jakieś cudowne właściwości. To oczywiście moje
                zdanie.

                ( mi.wizerunek Chrystusa
                > miłosiernego namalowany z polecenia samego Zbawiciela)

                Wiara w tego typu objawienia nie jest, o ile się nie mylę,
                obowiązkowa dla katolika.
                • kulinka3 Re: "Lalka dla ministrantów" 03.11.07, 22:46
                  Tak, wiara "w tego typu" objawienia prywatne nie jest obowiązkowa.Wielu treści
                  te jednak pomagają, bo sami nie wydedukowali by tego, co im siostra Faustyna w
                  tak bliski, ludzki sposób przybliżyła o miłosierdziu Bożym.Rozumiem troskę o
                  tych modlących się, o "owe" zbyt wiele, które stojącym z boku może wydawać się
                  niemal bałwochwalstwem ( choć pozostaje pytanie czy im na pewno jest), ale w tej
                  trosce nie należy zapominać ,że przesada ma również swoją druga stronę, jaką
                  jest minimalizm lub brak pewnych form pobożności.Trzeba więc złotego środkawink)).
                  A obrazy są "cudowne", bo Bóg wybiera sobie miejsca ( sanktuaria) i obrazy, by
                  niejako "poprzez" nie, w sposób często cudowny, udzielać swoich łask.Może wiara
                  przychodzących tam ludzi, spotęgowanie modlitwy są odpowiedzią dlaczego w tych
                  miejscach tyle nawróceń , uzdrowień i łask wszelkich?
                  Zobacz,że krzyż to tylko zwykły kawałek drewna, ale czy odważyłybyśmy się go
                  wyrzucić, podeptać? Niektóre symbole tak obrazują nam osoby,że pomimo, iż wiemy,
                  że to tylko drewno nie mamy odwagi.......



    • kann2 Re: "Lalka dla ministrantów" 30.10.07, 23:37
      A ja, gdy miałem możliwość być przy relikwiach mego patrona, zawsze
      się cieszyłem i na swój sposób to przeżywałem. Gdy wiem, że ktoś tam
      będzie, zawsze proszę, by się za mnie pomodlił. Miejsce robi swoje.
      W końcu chodzimy czy jeździmy na groby naszych bliskich, choć równie
      dobrze moglibyśmy pomodlić się za nich czy wspomnieć ich nie
      wychodząc z domu.

      Nie zapominajmy, że Msze św. były sprawowane "na grobach
      męczenników".

      Prześmiewcom dedykuję słowa Hołowni:

      "Wkurzają mnie takie uwagi. Jak ktoś trzyma but Elvisa w złotej
      gablotce, to jakoś nikogo to nie dziwi. Ale jak katolicy czczą
      swoich świętych, to od razu cha, cha, ale ciemnogród. Taki
      inteligencki totalitaryzm. Nie podoba się, to nie oglądaj".

      Niemniej, taki relikwiarz, jak ten, św. Dominika do mnie nie
      przemawia. Wolę te dostojne trumny, jak św. Stanisława na Wawelu,
      czy choćby mniejsze trumnienki, jak ta św. Jadwigi Królowej.

      Ale już takie, jak te, to nie:

      www.alterpeter.de/main/mundi_main.htm
      www.pfarre-paudorf.com/html/heiliger_altmann.html

      albo taka ręka św. Katarzyny:
      www.heiligenlexikon.de/BiographienK/Katharina_von_Alexandria.htm

      Czy choćby takie:
      www3.planalfa.es/santosepulcro/images/imagenes%20santos/valenting.jpg

      • nati1011 Re: "Lalka dla ministrantów" 31.10.07, 08:29
        gób - każdy - zawsze budzi mój szacunek.

        ale moja logika nie może połączyć szacunku do zwłok - nakazanych
        nawet w kościelnie - z kawałkowaniem świętech, czy choćby odcinaniem
        im paluszków.

        Czym innym jest pielgrzymka do grobu świetego, a czym innym
        wystawianie w kościele jego członków. U nas sa św. Faustyny i czeka
        miejsce na Jana Pawła II - już nawet relikwiarz jest wbudowany.
        Daleka jestem od zniechęcania kogoś, komu to odpowiada, ale zawsze
        wychodzę jak jest całowanie relikwi.
        • kim5 Re: "Lalka dla ministrantów" 31.10.07, 09:33
          Nati - mnie też razi kawałkowanie świętych - jak to się ma do
          szacunku do zwłok? Nawet chyba polskie prawo nie pozwala
          (przepraszam za makabryczny dowcip) na pocięcie ukochanego dziadka
          na kawałki i podzielenie między członków rodziny.
          • reszka2 Re: "Lalka dla ministrantów" 31.10.07, 22:05
            Nie mam jakiegoś szczególnego nabożeństwa do świętych - żadnych.
            Wole osobisty kontakt z szefostwem smile
            Nie zrobiłyby na mnie pewnie wrażenia relikwie św. Małgorzaty, ani
            buty po Elvisie.
            Widok aparatu głosowego św. Antoniego wzbudził we mnie nie tyle
            odrazę - ostatecznie ma się za sobą zajęcia w prosektorium i na
            sądówce, więc żaden hardcore - co zażenowanie. Po co to komu? Czego
            ma to być pamiątka? Co ma przypominać? Że jak będę spełniac pewne
            standarty KK to wytną mi język i zamarynują? Bleee.
            A już szczególnym smutkiem napawa mnie widok z pierwszego zdjęcia -
            hierarchowie w pełnej krasie, w niemej zadumie nad plastikowa lalką.
            Koszmar, żenada. Skoro muszą adorowac kości, to po co im lalka?
    • luccio1 Re: "Lalka dla ministrantów" 31.10.07, 21:57
      W objawienia pozabiblijne można wierzyć, jeśli Kościół je uznał -
      wiara ta nie jest jednak niezbędnym warunkiem zbawienia.

      Podobnie nie jest niezbędnym warunkiem zbawienia cześć relikwii
      Świętych i Błogosławionych, tj. ludzi, o których Kościół
      wypowiedział się ex cathedra, że już z całą pewnością oglądają Boga
      twarzą w twarz.
      • kann2 Re: "Lalka dla ministrantów" 31.10.07, 22:14
        Ex cathedra tylko o świętych. Beatyfikacja nie jest aktem
        angażującym nieomylność papieża.
    • mamalgosia relikwie 04.11.07, 21:35
      Bardzo lubię relikwie drugiego stopnia i rozumiem, że ktoś chce je
      mieć. Gdy kogoś kocham, to też bardzo chcę mieć coś, co należało do
      niego. Nawet nie po to, żeby mi o nim przypominało - bo i bez tej
      rzeczy o nim pamiętam. Ale dlatego, że daje mi to namiastkę
      obecności.
      Ale te pierwszego stopnia mnie trochę przerażają
      • pawlinka Henio Sienkiewicz 04.11.07, 21:38
        na szczęście, nie jest to czaszka dwunastoletniego Pana Jezusa znalezionego w
        świątynismile)
      • mader1 Re: relikwie 04.11.07, 21:59
        mamalgosia napisała:

        > Bardzo lubię relikwie drugiego stopnia i rozumiem, że ktoś chce je
        > mieć. Gdy kogoś kocham, to też bardzo chcę mieć coś, co należało
        do
        > niego. Nawet nie po to, żeby mi o nim przypominało - bo i bez tej
        > rzeczy o nim pamiętam. Ale dlatego, że daje mi to namiastkę
        > obecności.
        > Ale te pierwszego stopnia mnie trochę przerażają

        Ja mam tak samo.

        Witaj po przerwie Mamalgosiu smile
        • kulinka3 Re: relikwie 04.11.07, 22:11
          A macie w domu relikwie? Te drugiego stopnia rzecz jasnawink))?
          Ja mam dwie.
          • mader1 Re: relikwie 04.11.07, 22:25
            mam smile
        • kulinka3 Re: relikwie 02.04.08, 09:16
          Do poczytania przy porannej kawie.Wywiad Terlikowskiego.


          Ludzkie ciało – kotwica w czasie i przestrzeni

          * Wszystko dla papieża

          Rz: Ciało Jana Pawła II zostanie dzisiaj wystawione na widok publiczny.
          Zaskakuje ojca taka decyzja Benedykta XVI?

          Nie. Bardzo mnie cieszy. To znak, że proces beatyfikacyjny idzie do przodu, i że
          za chwilę będziemy mieć do czynienia z beatyfikacją, a może nawet kanonizacją
          Jana Pawła II.

          W jaki sposób fakt wystawienia ciała zmarłego wiąże się z przekonaniem o jego
          świętości?

          Wszyscy czekamy na zmartwychwstanie cielesne, które jest skutkiem
          zmartwychwstania Jezusa Chrystusa, ostatecznego zwycięstwa nad śmiercią.
          Wystawienie ciała przypomina nam, że dar nowego życia w Chrystusie nie jest
          czymś abstrakcyjnym, dokonuje się zawsze w konkretnej historii. Przebóstwienie
          dotyczy życia osób z krwi i ciała, z których niektóre osobiście dane było nam
          poznać. Wiąże ono zatem wydarzenia z przeszłości z teraźniejszością, z naszym
          doświadczeniem... Widząc ciało Jana Pawła II, mamy więc szansę przypomnieć sobie
          przebytą przezeń drogę ku Bogu, w której olbrzymia część spośród nas jakoś
          uczestniczyła, choćby słuchając jego przemówień.

          Dlaczego chrześcijanie oddają cześć zwłokom?

          Bo szanują ludzkie ciało. Człowiek jest istotą złożoną z ducha i ciała. Pisał
          już o tym św. Tomasz z Akwinu w XIII wieku. A nie wymyślał nic nowego,
          artykułował tylko wiarę, której podstawą jest Biblia. Czym jest ludzkie ciało?
          Jest – jeśli można tak powiedzieć – miejscem ludzkiego doświadczenia, kotwicą w
          czasie i przestrzeni. Dzięki ciału każdy z nas jest tym oto człowiekiem, ma
          bardzo osobistą, intymną, jedyną w swoim rodzaju historię. Ciało pozwala nam
          zachować naszą tożsamość, która utkana jest z konkretnych relacji łączących nas
          z innymi. Dlatego tak ważny jest stosunek do ciała zmarłych. Społeczeństwo,
          które nie otacza zwłok szacunkiem, to społeczeństwo, które decyduje się na
          przyszłość bez tożsamości i historii.

          Wystawienie ciała ma więc być chrześcijańską lekcją stosunku do cielesności?

          Ma nas uczyć mądrego stosunku do własnego ciała, chroniąc z jednej strony przed
          pogańskim jego uwielbieniem, a z drugiej przed manichejską do niego nienawiścią.
          Ciało ani nie jest bogiem, jak chciałoby wielu współczesnych, ani też nie jest
          więzieniem duszy, jak przekonywali manichejczycy, platonicy czy neoplatonicy. Ma
          być świątynią, miejscem szczególnego spotkania z Bogiem.

          Z tego, co ojciec mówi, można wyciągnąć wniosek, że chrześcijanie są o wiele
          bardziej materialistycznie nastawieni niż materialiści. Dla tych ostatnich
          bowiem materia, a dokładniej cielesność, nie ma znaczenia sakralnego, a dla
          chrześcijan stanowi ona także miejsce działania Boga.

          Wystawienie ciała przypomina, że dar nowego życia w Chrystusie to nie
          abstrakcja, dokonuje się zawsze w konkretnej historii

          Tak przynajmniej być powinno. Chrześcijański stosunek do cielesności rozwijał
          się i zmieniał, czasem pozostawał pod wpływem nurtów manichejskich. Bez
          wątpienia jednak Biblia uczy nas, że ciało jest dobre i nosi w sobie odblask
          piękna Stwórcy, który powołał je do istnienia. Z tego względu nie wolno
          ludzkiego ciała zamieniać w produkt albo substrat, który dowolnie – bez
          uszanowania godności osoby, do której należy – może być przetwarzany.

          Czym dla chrześcijan jest ciało świętego, które wystawiane jest do publicznej
          czci? Czy to tylko pamiątka, przypomnienie czy też coś więcej?

          Żeby dobrze zrozumieć, czym są dla chrześcijan relikwie – bo o to przecież
          chodzi – trzeba cofnąć się do początków kultu ciał zmarłych, czyli do początków
          historii Kościoła. Pierwsi chrześcijanie szacunkiem otaczali zwłoki męczenników,
          zbierali ich szczątki z aren i przenosili w miejsca, gdzie później sprawowano
          Eucharystię, oczekując na powtórne przyjście Jezusa Chrystusa. Dzięki obecności
          relikwii świętowanie Eucharystii otrzymywało eschatologiczne ukierunkowanie i
          historyczny wymiar. Ludzie oczekiwali bowiem na powtórne przyjście Pana wraz z
          tymi, którzy poprzedzili ich na drodze wiary, którzy złożyli najwyższą ofiarę, a
          jednocześnie byli bliscy wspólnocie, byli do niedawna jej częścią. Gdy z czasem
          powymierali ci, którzy osobiście znali otaczanych czcią świadków, zmieniła się
          nieco rola relikwii. Fizyczna ich obecność ma pogłębiać naszą świadomość, że
          odprawiając liturgię, nie jesteśmy sami: do modlącej się razem wspólnoty należy
          także jej część niewidzialna. Święta część.

          Na chrześcijańskim Wschodzie kult ciała zmarłych uważanych za świętych był dość
          ściśle powiązany z przekonaniem, że jeśli świętymi stali się oni sami, to także
          zmianie podlegała ich cielesność. Zwłoki świętego nie powinny się rozkładać, a
          ich nienaruszony stan jest niekiedy nawet dowodem przy prawosławnych
          wyniesieniach na ołtarze. Czy ślady podobnego myślenia można znaleźć na
          łacińskim Zachodzie?

          Każdy, kto był w kijowskiej Ławrze Peczerskiej, przeżył zapewne metafizyczny
          dreszcz, widząc tłumy całujące trumny ze zwłokami mnichów, którzy umarli wieki
          temu w opinii świętości. Dla człowieka Zachodu szacunek dla umarłego ciała
          wyraża się w bardziej powściągliwej formie. To samo można powiedzieć o stosunku
          do cielesnych dowodów świętości, o których często mówi się w przypadku
          prawosławia. Na Zachodzie ten wątek teologiczny jest obecny słabiej, ale nie
          jest jej obcy. Wystarczy przypomnieć kult relikwii czy opowieści o cudownym
          zapachu otaczającym zwłoki świętych. Są one przecież dowodem na to, że ludzie
          oczekiwali jakiegoś wyrazu świętości także na poziomie czysto materialnym.

          Oczekiwali czy doświadczali? Czy opowieści, o których ojciec wspomniał, to tylko
          legendy czy też świadectwa autentycznych zdarzeń?

          Nie da się dziś zweryfikować większości opowieści, do których się odwołujemy.
          Zdarzenia autentyczne, które zapewne legły u podstaw pierwszych przekazów, stały
          się toposem, wzorcem opowieści o świętych, chętnie powtarzanym przez
          hagiografów. Nie można jednak zakładać z góry, że wszystko to wymysły. Nie brak
          przecież i dziś świadectw nadzwyczajnych darów, które – jak choćby w wypadku
          ojca Pio – trudno wytłumaczyć, a których świadkami jest wciąż wiele żyjących
          wśród nas osób.

          O. Michał Paluch, dominikanin, jest teologiem dogmatycznym, wykładowcą Kolegium
          oo. Dominikanów w Krakowie, dyrektorem Instytutu Tomistycznego w Warszawie
          Źródło : Rzeczpospolita
    • otryt Re: "Lalka dla ministrantów" 09.11.07, 10:16
      Dziś mój komputer się nie zawiesza, więc wysyłam dawno napisany
      tekst.smile

      Nie pociąga mnie ludowa pobożność. Nie znam się na relikwiach, nie
      rozumiem ich. Nie znam się na sztuce, nie wiem, co jest kiczem, a co
      nie jest? Dla mnie miernikiem czyjejś religijności są owoce tej
      religijności. Nie poszedłbym na spotkanie z taką lalką, gdybym
      wiedział, że w moim mieście byłaby taka możliwość. Kościół nikogo
      zresztą do tego nie zmusza. Nie mam zwyczaju wyśmiewać czegoś czego
      nie rozumiem, nie czuję. Moja religijność realizuje się w inny
      sposób. Nie wiem, czy lepszy czy gorszy niż ta ludowa?

      Ale muszę oddać pewną sprawiedliwość religijności ludowej. Taka
      prosta pobożność w wiejskich chatach pozwalała przez wieki
      zachowywać tożsamość narodową i religijną, język przodków. Kraje,
      które zostały zawojowane przez inne (Bułgaria przez Turków,
      Finlandia przez Szwedów, w mniejszym stopniu Polska) swój język,
      swoją religię i tożsamość narodową zachowały nie dzięki elitom,
      które się najszybciej wynaradawiały, zmieniały język i religię, lecz
      dzięki prostemu ludowi. Bułgaria jest tu najbardziej dobitnym
      przykładem. Elity przechodziły na islam i mówiły po turecku. Prosty
      lud wytrwał kilkaset lat.

      Prymas Wyszyński również większą ufność pokładał w prostym ludzie
      niż w intelektualistach katolickich. Po swoim wyjściu z więzienia w
      1956 roku rozpoczął przygotowania narodu do tysięcznej rocznicy
      chrztu Polski. Kopia jasnogórskiego obrazu jeździła po całej Polsce
      a lud ją wielbił. Komuniści, niby tacy racjonalni, zaaresztowali w
      końcu ten obraz, tak bardzo ich to wkurzało. A prosty lud spotykał
      się przy pustej ramie jeżdżącej po Polsce.
      Bardzo wzrusza mnie i daje wiele do myślenia gościnność prostych
      ludzi na pielgrzymkach. Taka gościnność i ufność bardziej czasem
      otwiera na Boga niż mądre wykłady profesorów.

      Gazeta Wyborcza drukuje w tym artykule prymitywne i chamskie
      wypowiedzi internautów. Zawsze mogą powiedzieć w razie czego, że to
      nie ich dziennikarz napisał, że to internauci. Ta sama metoda, co w
      Radiu Maryja. To nie powiedział ksiądz prowadzący lub zaproszony
      gość, lecz głos z telefonu. Internauci, moim zdaniem niesłusznie,
      przedstawiani są jako jakaś światła grupa, gremium opiniotwórcze,
      awangarda nowoczesności. Tyle chamstwa, ile spotkałem w internecie,
      nie spotkałem w realu nigdy. Dla mnie internauci to często tacy
      współcześni hunwejbini, którzy mają tworzyć nowy, wspaniały świat.

      Pozdrawiam.smile
      • nati1011 Re: "Lalka dla ministrantów" 09.11.07, 15:01
        dziekuję z atwój post.

        Przypomniałeś mi o bardzo ważnej rzeczy. Za bardzo patrzyłam na
        świat swoimi oczami. Z wyższym wykształceniem, nieograniczonym
        dostępem do książekk, internetu i takiej wspólnoty religijnej jak a
        mi odpowiada.

        Zapomniłam, ze mi dziadkowie mieli ukończone 3-4 kalsy podstawówki i
        czytali z trudem. Ale byli wierni. I pięknie prości (nie mylić z
        prostactwem). Myślę, ze tacy biblijni ubodzy w duchu. Przecież to
        oczywiste, że do różnych ludzi Bóg inaczej dociera i inne stawia
        wymagania smile)
      • mary_ann do Otryta 12.11.07, 12:42
        Nie wiem, czy uda mi się tak wyrazić moje przemyślenia, żebym nie
        została źle zrozumiana.

        Nie mam (poza chwilami normalnej słabości ludzkiejsmile) poczucia
        jakiejś inteligenckiej wyższości. Nie chciałabym, żeby mój wątek
        został zrozumiany jako wyraz pogardy dla gustu prostych ludzi czy w
        ogóle tzw. ludowej pobożności. Uważam, ze każdy ma prawo do swoich
        upodobań estetycznych, przekonań (z zastrzeżeniem mieszczenia się w
        wykładni Kościoła, jeśli uważa się za członka takowego). Osobiście
        nie mam nic przeciwko różnorodności, zwłaszcza np. w dziedzinie
        liturgii czy działalności różnorakich duszpasterstw. Np. ruchy
        charyzmatyczne to zdecydowanie nie moja bajka, ale jeśli kogoś to
        przybliża do Boga, to czemu nie?

        Natomiast chciałam zwrócić uwagę na dwa punkty:

        1.Często umiłowanie kiczu jest efektem braku wyboru,
        przyzwyczajeniem do otaczających, miernego lotu standardów. Wiesz,
        to tak jak mówił Himilsbach w "Rejsie” : „mnie się najbardziej
        podobają te piosenki, które znam”. Wydaje mi się, że uznając kicz za
        integralną, prawomocną część ludowej pobożności paradoksalnie
        okazujemy prostym ludziom nie szacunek, a pogardę. To tak, ja
        gdybyśmy mówili „nic lepszego i tak nie docenią”. A może nie mieli
        okazji poznać czegoś lepszego? Może należy częściej pokazywać im
        wartościową muzykę, inne sposoby wyrażania wiary? Nie na
        zasadzie "oświecania prostaczków", ale dzielenia się bogactwem
        świata? Dla mnie cudowne jest to, co robią z w dziedzinie kultury
        liturgicznej służewscy dominikanie. Np. starają się włączać wiernych
        do śpiewu, ale nie przez chodzenie na łatwiznę, poprzestawanie na
        prostym (prostackim?) „evergreenie”, tylko przez stopniowe
        przyuczanie, oswajanie wiernych z chorałem gregoriańskim czy z nieco
        uwspółcześnionymi aranżacjami pieśni staropolskich. Aranżacje są
        bardzo, bardzo ważne – chodzi o to, żeby nie serwować publice tylko
        skomplikowanych tremolo, wysokich „c”, które będą co najwyżej okazją
        do narcystycznego popisu scholi.
        I to, co jest fajne, to obserwowanie, jak wspólnie, bezkolizyjnie,
        śpiewają koło siebie „moherowa babcia” i student z duszpasterstwa
        akademickiego. I wszystkim się podoba. Bo dopracowana, wyrafinowana
        prostota jest po prostu...pięknasmile

        2.Przetrwanie wiary za komunizmu dzięki ludowej pobożności.
        No, tu mam poważne wątpliwości. W czasach walki wiara bez
        wątpliwości, bez poszukiwań, ufająca autorytetowi, zapewne sprawdza
        się lepiej. Niestety, to tzw. „krótka piłka”. Widać to było bardzo
        wyraźnie we Francji, kiedy Kościół K. w pierwszej połowie XX
        w. ”stracił” klasę robotniczą i chłopstwo. Ci ludzie, uzyskawszy
        szerszy dostęp do wykształcenia i tzw. „wielkiego świata” (media,
        potem ogólnodostępne podróże), rzucili się wprost bezkrytycznie na
        wulgarny, naukowy scjentyzm, na „oczywistość nieistnienia Boga”.
        Wielu katolickich publicystów zwraca uwagę, że wprawdzie ludowa
        pobożność (tak bliska Wyszyńskiemu) była w Polsce niezłą receptą na
        przetrwanie, ale jakby „zamroziła” na lata polski katolicyzm, czego
        skutki widać do dziś.

        Ja tam się będę upierać, że wiara poszukująca jest może bardziej
        niebezpieczna dla Magisteriumsmile, za to mniej narażona na
        rozjechanie walcem społecznych przemian.

        Pozdrawiam serdeczniesmile
        mary_ann
        • otryt Re: do Otryta 14.11.07, 00:53
          Mary Ann! Ogólnie zgadzam się z tym co napisałaś. Może za jednym
          wyjątkiem:


          >Wydaje mi się, że uznając kicz za integralną, prawomocną część
          >ludowej pobożności paradoksalnie okazujemy prostym ludziom nie
          >szacunek, a pogardę.

          Dla mnie cały ten sztafaż, dekoracje są mało istotne. Liczy się
          człowiek, jaki on jest dzięki wierze, którą wyznaje. Człowiek na
          Sądzie Ostatecznym stanie przed Chrystusem nago. I piękne obrazy i
          sztuczne kwiaty zostawi na ziemi. Ładne i brzydkie stroje również.
          Wyobraź sobie, że przyjeżdżasz na Papuę Nową Gwineę. Najlepsze
          spotkanie jest wtedy, gdy każdy jest sobą. Ty ubrana po europejsku,
          oni w swoich piórach. Nikt nie ocenia, co jest lepsze a co gorsze.
          Być może któreś z nich zechce ubrać się tak jak Ty, bo dojrzy tego
          zalety. A może tak się nie stanie. I podobnie, bez alergii, powinni
          się spotykać wierzący w różny sposób. Przyznam, że nieważne są dla
          mnie kiczowate obrazki na każdej ścianie wiejskiej chałupy u ludzi,
          którzy z otwartym sercem i bardzo szczerze goszczą mnie jako
          pielgrzyma. Ale ważne jest dla mnie natomiast, że nikt nie ustąpi
          miejsca w kościele kobiecie w ciąży, gdzie w wyjątkowo kulturalnym
          towarzystwie wszyscy słuchają świetnego kaznodzieję i sycą duszę
          naprawdę pięknym śpiewem chóru. W pierwszym obrazku nie ma dla mnie
          fałszu, w drugim jest olbrzymi.


          >W czasach walki wiara bez
          >wątpliwości, bez poszukiwań, ufająca autorytetowi, zapewne sprawdza
          >się lepiej. Niestety, to tzw. „krótka piłka”. Widać to było bardzo
          >wyraźnie we Francji, kiedy Kościół K. w pierwszej połowie XX
          >w. ”stracił” klasę robotniczą i chłopstwo.

          To prawda. W Polsce straty są trochę mniejsze, bo industrializacja i
          masowa migracja ze wsi do miast nastąpiła później. Postanowienia
          soboru watyńskiego II były odpowiedzią na te zjawiska. Gdyby nie
          było Vaticanum II ludzi, którzy odeszli od KK byłoby znacznie więcej.
          Dla mnie osobiście KK po soborze stał się bardziej mój, niż ten
          przedsoborowy.


          >Wielu katolickich publicystów zwraca uwagę, że wprawdzie ludowa
          >pobożność (tak bliska Wyszyńskiemu) była w Polsce niezłą receptą na
          >przetrwanie, ale jakby „zamroziła” na lata polski katolicyzm, czego
          >skutki widać do dziś.

          Zgadzam się z Tobą. Aby przetrwać trzeba zewrzeć szyki. Czy dziś
          zagrożenia dla Kościoła są takie same jak za komunizmu? W odpowiedzi
          na to pytanie Polacy są bardzo podzieleni. Jedni chcieliby znów
          zwierać szyki, inni otworzyć się ufnie na świat.

          Pozdrawiam i życzę miłych snówsmile Dobranocsmile




          • pawlinka Re: do Otryta 14.11.07, 08:07
            Swojego czasu publicznie gdzieś padło określenie ludowa, maryjna pobożność JP II
            wypowiedziane z pewną ironią i wyższością. Bardzo mnie to zabolało.
            • pawlinka Re: do Otryta 14.11.07, 08:30
              za szybko poszło.
              Bolało, bo była to ocena czyjeś wiary, a czy do tego mamy prawo?

              W linkowanym przeze mnie artykule jest stwierdzenie:
              "Po II wojnie światowej we Francji do projektów sakralnych zaproszono wybitnych
              współczesnych artystów. Powstały ciekawe kościoły, ale kryzys trwa. Meyer,
              dwudziestowieczny historyk sztuki, powiedział, że dalszy rozwój, czy też tylko
              istnienie sztuki religijnej zależy od miejsca, jakie zajmie chrześcijaństwo. A
              skoro chrześcijaństwo jest dziś na Zachodzie na marginesie, kościoły zamienia
              się w tam na kawiarnie, to trudno oczekiwać wielkich dzieł sztuki w kościołach.
              W latach siedemdziesiątych z okładek magazynów poświęconych architekturze
              zniknęły w ogóle kościoły. Są nowe centra handlowe, banki, muzea, ale nowego
              kościoła nie uświadczysz. To jest bardzo znamienne".

              Zastanawiam sie, czy czasem nie jest tak, że obraz, rzeźba, przestrzeń kościoła
              jako dzieła sztuki, nie zatrzymują na sobie naszych myśli za bardzo? Są tylko po
              to, aby być podziwiane? Taka intencja przeszkadza mnie osobiście. Coś pomiędzy
              kiczem a sztuką, żeby nie zamienić kościoła w muzeum.
              Jeśli jest cel jasno określony, jeżeli artysta współpracuje z teologiem, daje to
              świetny efekt. Jet taki kościół. Proboszcz budował go w trudnych latach
              osiemdziesiątych konsekwentnie wg wizji architekta, który po prostu wiedział, że
              wszystko w świątyni musi coś znaczyć. I tam, w pięknym miejscu, podręcznikowym
              wręcz wzorze budynku sakralnego, nagradzanym po wielokroć, ludzie się modlą. PO
              prostusmile
              • mama_kasia Re: do Otryta 14.11.07, 09:08
                > Jeśli jest cel jasno określony, jeżeli artysta współpracuje z teologiem, daje to świetny efekt.

                Jak najbardziej smile
    • pawlinka wiara między kiczem a sztuką 13.11.07, 12:23
      To tytuł z ostatniego "GN".
      Zgadzam się z wyrażonymi tezami w tym tekście
      Dzięki Mary Ann za ten tematsmile
      www.goscniedzielny.wiara.pl/?grupa=6&art=1194465913&dzi=1104781054&idnumeru=1194464703
      • mary_ann Re: wiara między kiczem a sztuką 13.11.07, 21:48
        Bardzo fajny artykuł, zapisałam go sobie "na zaś", dziękismile)
        • kamilla14 Re: wiara między kiczem a sztuką 15.11.07, 00:30
          Do tej pory nie mialam zadnych przemyslen na temat swojego stosunku
          do kultu relikwii, krzyzy przydroznych,itp to jednak pozwalam sie
          dopisac - jako naoczny i pobiezny swiadek kultu opisywanej "lalki".
          Tak wiec pelna dobrych checi, wracajac poznym wieczorem do domu
          postanowilam zajrzec po drodze do kosciola odwiedzic Swietego
          Dominika, zaintrygowana wzmiankami o jego relikwiach w roznych
          codziennych gazetach.
          W programie bylo akurat czuwanie, wiec jakos wyobrazilam sobie, ze
          przycupne sobie gdzies w kacie i moze uda mi sie wykrzesac pare
          goracych aktow strzelistych w intencji znajomych par czekajacych na
          dziecko.
          Bazylika jest duza, i pierwsze zdziwienie - rzesiscie oswietlona
          mimo przyjaznego dla czuwania mroku, jaki daje noc...Oswietlenie to
          nie pozwolilo mi zblizyc sie do relikwi, usytuowanych w centralnym,
          malo przytulnym miejscu przed oltarzem - sama relikwia tez
          zaskakujaca i nie zachecajaca - wielka i nieutentyczna...
          Czuwanie polegalo na jakichs duchowych czytaniach poboznych
          mlodziankow, zdaje sie ze na mizernym poziomie, ale z powodu poznej
          pory moja percepcja mogla byc zaburzona.
          W poszukiwaniu zakatka wyladowalam w pustej nawie bocznej, gdzie o
          dziwo byl wystawiony Najswietszy Sakrament i to juz mnie kompletnie
          zaskoczylo. Nie wiem, czy to nie zakłoca rownowagi - Swiety na
          srodku, a Pan BOg z boku?
          W kazdym razie klimat byl dla mnie zbyt babciowo moherowy i
          stwierdzilam, ze na msze jednak pojde do swojej parafii (tu miala
          sie zaczac o polnocy).
          A co do Swietego to zgadzam sie z Holownia - fajny, potrzebny,
          wartosciowy chlopak, a po smierci za bardzo "zapudrowany". Nie wiem,
          na ile froma jego relikwii moze zachecic do nasladowania go, ale mam
          nadzieje, ze jego wplyw nie konczy sie na niejsmile
          Pozdrawiam, szczegolnie cieplo zalozycielke watku i Pysie, bo kiedys
          chyba pisala, ze tez wtedy byla.
          K

          • pysio8 Re: wiara między kiczem a sztuką 20.11.07, 19:28
            Kamillo, szkoda, żeśmy się nie spotkały, ja siedziałam niedaleko babci mającej
            cały dobytek życia przy sobie, która wcale ładnie nie pachniała i o mały włos
            nie wylądowała na podłodze, co chwila przysypiała.

            Pan Bóg na poczucie humoru i różnych dziwnych ludzi do siebie zaprasza, o choćby
            mniesmile

            Ucieszyłam się z dużej liczby kapłanów wokół ołtarza podczas Mszy św. i tak jak
            byłam na początku ciekawa relikwii i chciałam je zobaczyć,to jednak nie one były
            w Centrum, tylko Ołtarz z Jezusem i kapłanami.
            Szkoda, że nie spotkałyśmy się na Eucharystii.
            Pozdrawiam Cię i dziękuję za pamięćsmile
            a.

            p.s.
            gdyby ktoś chciał mi zrobić prezent w przyszłości i kupić beret to koniecznie
            niemały i w kolorze fioletowym lub śliwkowym smile)
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka