mamakini
26.03.08, 12:02
Od wczoraj zasanawiam się czy napisać ten post. Rzadko pisuję na
forum, a cóż dopiero mówić o własnych wątkach...Ale jest mi ciężko i
Wasza modlitwa, tudzież mądra rada bardzo są mi potrzebne. Wczoraj
dowiedziałam się, że mój mąż od kilku lat mnie okłamuje.
Odebrał "tajemniczy" telefon z banku i "przyciśnięty do muru"
przyznał się, że ma ogromne długi. Nie muszę chyba pisać, że byłam
wstrząśnięta. Niczego takiego nie podejrzewałam. Uważałam nas za
bardzo dobre, zgodne małżeństwo, męża za dobrego, odpowiedzialnego,
oddanego rodzinie człowieka, odpowiedniego partnera na całe życie.
Oczywiście zdarzały nam się problemy, również finansowe. W czasie
moich studiów mieliśmy długi, ale wszystko udało się spłacić (tak
myślałam), kiedy rozpoczęłam pracę. To, że wybrnęliśmy (jak mi się
zdawało) z tamtych kłopotów było dla mnie źródłem dumy i radości.
Często podkreślałam to w rozmowach z mężem, a on zapewniał, że ma
podobne odczucia... Pytałam oczywiście jakie było przeznaczenie tych
pieniędzy. Mąż twierdzi, że zarabiał mniej niż deklarował, że mu
brakowało, że potrzebował. Bez konkretów. Nie wiem czy to prawda.
Czuję się bardzo źle. Czuję, że po ośmiu latach małżeństwa nie mam
pojęcia jakim człowiekiem jest mój mąż. Czuję się oszukana,
zdezorientowana, zagubiona. Nie wiem jak postąpić. Nakazałam
mężowi "przeprowadzić się" do osobnego pokoju. Zarządałam też by
załatwił kredyt na poktycie wszyskich zadłużeń. Oczekuję, że będzie
go spłacał. Powiedziałam też, że nie zamierzam już mieć z nim
wspólnych pieniędzy. Będziemy dzielić opłaty na połowę (oczywiście
za wyjątkiem tego nowego kredytu), reszte wydatków każdy pokrywa we
własnym zakresie. Nie wiem czy to słuszne, bo to ja wyjdę gorzej
finansowo na takim układzie, ponieważ mam obecnie mniejsze dochody.
Zresztą to przecież nie rozwiązuje problemu. Prawie ze sobą nie
rozmawiamy i pewnie tak pozostanie półki ja czegoś nie postanowię i
nie dam "sygnału do zgody". Chciała bym żeby znowu było dobrze, ale
nie wiem czy kiedykolwiek się tak stanie. Jestem zła, poza tym
pewnie już nigdy mężowi nie zaufam. Czy w takiej sytuacji wogóle
można żyć razem? Z drugiej strony inne rozwiązanie jest dla mnie nie
do przyjęcia. Jeszcze w dodatku okłamałam dziecko: powiedziałam, że
tata śpi osobno, żeby lepiej się wyspać do pracy, a na pytanie czy
już się z tatą przeprosiliście odpowiedziałam, że wszystko już jest
w porządku i nie ma się czym przejmować. Jest mi naprawde źle...