mam kłopoty...

26.03.08, 12:02
Od wczoraj zasanawiam się czy napisać ten post. Rzadko pisuję na
forum, a cóż dopiero mówić o własnych wątkach...Ale jest mi ciężko i
Wasza modlitwa, tudzież mądra rada bardzo są mi potrzebne. Wczoraj
dowiedziałam się, że mój mąż od kilku lat mnie okłamuje.
Odebrał "tajemniczy" telefon z banku i "przyciśnięty do muru"
przyznał się, że ma ogromne długi. Nie muszę chyba pisać, że byłam
wstrząśnięta. Niczego takiego nie podejrzewałam. Uważałam nas za
bardzo dobre, zgodne małżeństwo, męża za dobrego, odpowiedzialnego,
oddanego rodzinie człowieka, odpowiedniego partnera na całe życie.
Oczywiście zdarzały nam się problemy, również finansowe. W czasie
moich studiów mieliśmy długi, ale wszystko udało się spłacić (tak
myślałam), kiedy rozpoczęłam pracę. To, że wybrnęliśmy (jak mi się
zdawało) z tamtych kłopotów było dla mnie źródłem dumy i radości.
Często podkreślałam to w rozmowach z mężem, a on zapewniał, że ma
podobne odczucia... Pytałam oczywiście jakie było przeznaczenie tych
pieniędzy. Mąż twierdzi, że zarabiał mniej niż deklarował, że mu
brakowało, że potrzebował. Bez konkretów. Nie wiem czy to prawda.
Czuję się bardzo źle. Czuję, że po ośmiu latach małżeństwa nie mam
pojęcia jakim człowiekiem jest mój mąż. Czuję się oszukana,
zdezorientowana, zagubiona. Nie wiem jak postąpić. Nakazałam
mężowi "przeprowadzić się" do osobnego pokoju. Zarządałam też by
załatwił kredyt na poktycie wszyskich zadłużeń. Oczekuję, że będzie
go spłacał. Powiedziałam też, że nie zamierzam już mieć z nim
wspólnych pieniędzy. Będziemy dzielić opłaty na połowę (oczywiście
za wyjątkiem tego nowego kredytu), reszte wydatków każdy pokrywa we
własnym zakresie. Nie wiem czy to słuszne, bo to ja wyjdę gorzej
finansowo na takim układzie, ponieważ mam obecnie mniejsze dochody.
Zresztą to przecież nie rozwiązuje problemu. Prawie ze sobą nie
rozmawiamy i pewnie tak pozostanie półki ja czegoś nie postanowię i
nie dam "sygnału do zgody". Chciała bym żeby znowu było dobrze, ale
nie wiem czy kiedykolwiek się tak stanie. Jestem zła, poza tym
pewnie już nigdy mężowi nie zaufam. Czy w takiej sytuacji wogóle
można żyć razem? Z drugiej strony inne rozwiązanie jest dla mnie nie
do przyjęcia. Jeszcze w dodatku okłamałam dziecko: powiedziałam, że
tata śpi osobno, żeby lepiej się wyspać do pracy, a na pytanie czy
już się z tatą przeprosiliście odpowiedziałam, że wszystko już jest
w porządku i nie ma się czym przejmować. Jest mi naprawde źle...
    • marzek2 Re: mam kłopoty... 26.03.08, 12:18
      Bardzo współczuję, pomodlę się...
    • nati1011 Re: mam kłopoty... 26.03.08, 12:40
      Wiesz, bez szczerej rozmowy to się nie obędzie. A zacząć trzeba od
      wyjaśnienia co stało się z tymi pieniędzmi i dlaczego aż powstały
      długi. Macie dziecko, to wymaga odpowiedzialnosci. A wpędzanie
      rodziny w długi i to po kryjomu to bardzo zły sygnał. Ale bez
      znajomości powodów cieżko coś doradzić.

      Jezeli te długi sa duże (w stosunku do dochodów) tz jeżlei potrzeba
      na nie więcej niż 6 miesięcy na spłate lub gdy przyczyna ich
      powstani jest niepokojąca (lub nie możesz jej ustalić, bo mąż np nie
      mówi prawdy) to ja osobiście bym rozważyła podział majątku. Tak by
      uwolnić ciebie i dziecko od długów. Może też zabezpieczyć na.
      mieszkanie. Żeby nie skończyło sie tak, że mąż zostawi cie samą z
      dzieckiem i górą długów do spłacenia. Umowa notariana nie kosztuje
      dużo, a jezeli wszystko wróci do normy, zawsze można ją rozwiązac. -
      Ale to taki wariant awaryjny. Może zupełnie nieadekwatny do waszej
      sytuacji. Kobiety jednak przeważnie o tym nie myślą. A przecież
      musicie gdzieć mieszkać i coś jeść.
      To tak praktycznie.

      Pytasz czy można tak dalej żyć? Tak na pewno nie. Skoro do takiej
      sytuacji doszło, to coś jest nie w porządku i trzeba to wyjaśnić.
      ALe miłość i małżeństwo, to nie uczucie - bo te czesto wzajemnie
      ranimy. To decyzja: "chce byc z tobą. Chcę cię kochać. Chcę byś był
      mój/moja" Chcę - pomimo wszystko. Wybaczyć można wszystko. Można
      zburzyć stary porzadek i na mocnym fundamencie zbudować coś nowego,
      twarszego i piekniejszego.

      To, że wybrnęliśmy (jak mi się
      > zdawało) z tamtych kłopotów było dla mnie źródłem dumy i radości.
      > Często podkreślałam to w rozmowach z mężem, a on zapewniał, że ma
      > podobne odczucia...

      a może on po prostu nie chciał odbierac ci tej radości? Może zrobił
      głupio, ale z miłości do ciebie?

      Tak czy inaczej zacznij od rozmowy. Jeżeli będziesz potrzebowała
      bardziej konkretnej rady, możesz tez pisac na priva.
    • justyna.ada Re: mam kłopoty... 26.03.08, 12:48
      Koniecznie rozdzielnośc majątkową załatw (zanim ten kredyt...),
      nawet jeśli masz mniejsze dochody. Na dziecko i dom - mam nadzieję,
      że mąż będzie się składał sprawiedliwie (proporcjonalnie do waszych
      dochodów), jeśli mu na Tobie zależy.
      Ja bym też próbowała wyciągnąć od niego informacje, na co te długi
      poszły. Jak się nie będzie chciał przyznać, wyciągnij mu walizki z
      szafy i postrasz sądem. Bo inna będzie sytuacja, gdy np. chodziłoby
      o uzależnienie od hazardu, czy kochankę z dzieckiem, czy inwestycję
      która się nie powiodła, itd.
    • magdalaena1977 Re: mam kłopoty... 26.03.08, 13:01
      mamakini napisała:
      > Wczoraj dowiedziałam się, że mój mąż od kilku lat mnie okłamuje.
      > Odebrał "tajemniczy" telefon z banku i "przyciśnięty do muru"
      > przyznał się, że ma ogromne długi. (...)
      > Pytałam oczywiście jakie było przeznaczenie tych
      > pieniędzy. Mąż twierdzi, że zarabiał mniej niż deklarował, że mu
      > brakowało, że potrzebował. Bez konkretów. Nie wiem czy to prawda.

      W Twojej historii uderzyło mnie to, że to Ty stawiasz warunki. A mąż co ? czy on
      w ogóle chce zostać z Wami ? czy zamierza spłacać te długi ? jak on to sobie
      wyobraża ?

      Nie wyobrażam sobie dalszego planowania wspólnej przeszłości TYLKO przez Ciebie.
      Jeśli Twój mąż nie chce już z Tobą żyć , to rzeczywiście pozostaje Ci
      przynajmniej rozdzielność majątkowa, wyprowadzka itp. alimenty na dziecko .
      Ale jeśli chce dalej z Tobą być, to IMHO musi zacząć od przeprosin i wyjaśnień.
      Dlaczego ma długi ? dlaczego Ci o tym nie mówił ? Jak dokładnie wygląda jego
      sytuacja finansowa ? Jak zamierza ją rozwiązać ?
      • isma Re: mam kłopoty... 26.03.08, 13:28
        No, wlasnie. Ja przepraszam, ze przyziemna dzisiaj bede - ale trzeba
        by sie dokladnie tym dlugom przyjrzec. Rowniez po to, zeby wiedziec,
        na ile Cie one moga obciazyc, bo moze sie cos da wykombinowac. Tu by
        sie prawnik przydal. Ja jestem w takich kwestiach raczej kiepska,
        znaczy teoretycznie cos tam moge, ale lepiej by bylo praktyka
        poszukac.
        Jak chcesz, to napisz na priva, kogos znajdziemy.

        Co do innych spraw - karteczke w brewiarzyk wkladam.
        • magdalaena1977 Re: mam kłopoty... 26.03.08, 14:09
          isma napisała:
          > Tu by sie prawnik przydal.
          Właśnie miałam to napisać wprost.
          Dobrze byłoby iść dzisiaj do jakiegoś adwokata, pokazać wszelkie papiery
          opowiedzieć mu o tym ze szczegółami i rozważyć wszelkie prawne możliwości po
          Twojej stronie. Czy może powinnaś uciekać o tych długów ? może rozdzielność
          majątkowa ? może taka z datą wsteczną ? może pozew o alimenty na dziecko ?

          Musisz brać pod uwagę także to, że również teraz mąż nie mówi Ci prawdy i np.
          planuje ucieczkę z inną kobietą i Twoimi oszczędnościami ?

          A jak już przyciśniesz męża, to domagaj się dokładnego ustalenia Waszego stanu
          finansowego. Tj. wyciągi z jego wszystkich kont, zestawienia kredytów czy
          debetów. Paski wynagrodzeń z pracy. Jeśli sama nie czujesz się na siłach, to
          pokaż to adwokatowi albo jakiejś księgowej.

          • isma Re: mam kłopoty... 26.03.08, 14:44
            Przy czym, zeby byla jasnosc. My Cie, Boze bron, nie pchamy tu zaraz
            do jakichs rozdzielnosci, separacji, czy co tam jeszcze.

            Ale wydaje sie nam, ze niezaleznie od tego, co postanowisz pozniej,
            to MASZ PRAWO WIEDZIEC, na czym TERAZ stoisz, Ty i dziecko. Po
            prostu WIEDZIEC.
    • samboraga Re: mam kłopoty... 26.03.08, 13:10
      współczuję, pomodlę się
    • mader1 Re: mam kłopoty... 26.03.08, 13:14
      Ojej... kochana, przytulam mocno. Bardzo mocno, bardzo. Tak Ci
      współczuję...
      To nie jest wyjątkowy przypadek, to się niestety zdarza...
      Nizależnie od tego, dlaczego tak się zdarzyło, daj sobie czas.
      Pozwól się sobie wkurzyć. Nie rób nic pochopnie , pod wpłyewm chwili
      czy dobrych rad osób, które same tego nie przeżyły.
      Pomyśl, zbierz informacje, uspokój się. Zupełnie inaczej przecież
      nalezy postąpić, gdy maż chodzil za te pieniądze do restauracji z
      kolegami czy koleżankami, inaczej gdy zabirał tam Ciebie - choć
      TERAZ boli Cię to tak samo.
      Biedactwo.
      Na spokojnie musisz z nim porozmawiać skąd taki pomysł "Mąż
      twierdzi, że zarabiał mniej niż deklarował" ? " mu
      > brakowało, że potrzebował" - jemu czy Wam ? Może, choć to
      oczywiście marna pociecha, chciał ci " nieba przychylic" i nie
      obliczaliście, że żyjecie ponad stan ? Czy tylko on kupował sobie
      coś po kryjomu, jest uzależniony od czegoś lub od samego wydawania
      pieniędzy - wtedy konieczny jest psycholog. Czy były potrzeby w
      domu, a on ne potrafił powiedzieć jasno, że na buciki, kino, nie
      wiem jeszcze co w tym miesiącu nie ma... Chciał " być prawdziwym
      mężczyzną" i zapędził się ?
      Dużo tu spraw do wyjaśnienia, ale daj sobie ochłonąć.
      Wiadomo, że takich relacji, jak do tej pory mieć nie będziecie.
      Bardzo Ci z tego powodu wspólczuję, bo wiem jak to jest, jak traci
      się zaufanie.
      Ale... miałam kilka takich przypadków w okolicy. Małżeństwa
      przetrwały. To dobre małżeństwa. Tylko już inne. Napiszę Ci
      paradoksalnie, może Ci się wydawać to nielogiczne, więcej w nich
      teraz Boga smile
      Macie moją modlitwę i wierzę, że dacie sobie radę, naprawdę.
      Musicie tylko wyjaśnić sobie wszystko aż do bólu. Zdać sobie sprawę
      ze swych słabości, a potem uporządkować sprawy miedzy Wami.
      • verdana Re: mam kłopoty... 26.03.08, 13:49
        Bardzo współczuję. Ale dla mnie kluczowe jest pytanie, na co poszły
        te pieniądze. Czy Ty , ze tak się wyrażę je "widziałś". Bo mąż mowi,
        ze podał Ci wyższa pensje, niż miał naprawdę - czy to znaczy, ze
        pieniadze poszły na "życie ponad stan" - zostały wydane na dom i
        rodzinę? Jesli tak, to trzeba by, niestety, poszukać winy i w sobie -
        moze mąż uznał, ze jego męskim obowiązkiem jest utrzymać rodzinę na
        wysokim poziomie, moze rodzina sklaniała go do wydatkow, na ktore go
        nie bylo stać.
        Jesli tych pieniędzy nie bylo w budżecie domowym, to sprawa jest bez
        poróqnania powazniejsza.
      • mamakini dziękuję 26.03.08, 13:54
        Dziękuję za wszystkie ciepłe słowa, za Wasze rady. Spróbuję jeszcze
        raz porozmawiać z mężem, skłonić go by wyjaśnił w jaki sposób wydał
        pieniądze. Jeśli chodzi o jego obecną postawę to okazuje skruchę,
        tłumaczy, że nie chciał, że myślał, że jakoś uda mu się spłacić
        dług. Problem w tym, że nie wiem czy tym razem również mnie nie
        oszukuje. Skoro robił to umiejętnie przez tyle lat...Oczywiście
        pytałam jakie widzi rozwiązanie tej sytuacji. Twierdzi, że znajdzie
        dodatkową pracę i nie będzie wogóle wydawał pieniędzy na swoje
        potrzeby.
        • mader1 Re: dziękuję 26.03.08, 14:09
          ściskam Cię serdecznie.
          Nie postępuj pochopnie - ale teraz musisz już też być rozważna.
        • verdana Re: dziękuję 26.03.08, 14:43
          Hm.. nie chciałabym Cię zasmucać, ale to wyglada na plan wymyslony
          przez nastolatka. Przede wszystkim dodatkowa praca oznacza czesto
          zerwanie kontaktu z rodzina, a przede wszystkim z dzieckiem - ono
          bedzie widywało ojca czasami. Poza tym wszyskie bez wyjątku
          obowiązki domowe i związane z dzieckiem spadną wyłącznie na Ciebie.
          A nie wydawanie na swoje potrzeby - bardzo pięknie, nie wydawać
          mozna pół roku góra, a i to jest trudne. Przeciez trzeba mieć nowe
          buty, kupic gazetę, trzeba czasem odpocząć. Taka dlugotrwała asceza
          i to jednoosobowa musi się skonczyć ogromna frustracją, obawiam się,
          ze albo rozwodem albo zawałem - a głęboka depresje ma jak w banku.
          To nie jest rozwiazanie, to tylko bawienie sie słowami.
    • nati1011 Re: mam kłopoty... 26.03.08, 15:30
      Może nie jestem do końca obiektywna.

      Mój mąż ma lekką rękę do wydawania pieniędzy. Coś mu się podoba -
      kupuje, jak mi się coś podoba, to tez zawsza: kup sobie. Pojęcie:
      budżet, bilans, debet ... to dla niego czysta abstrakcja, jak dla
      mnie czarne dziury.
      A ja dla odminay szkot jestem. Trzymam budżet w żelaznym uścisku i
      kontroluję każdy zbyt rozhukany wydatek. Chyba najwiecej awantur -
      no kłótni - to było o pieniądze właśnie. Mój maż miał 1 argument:
      głodni przeciez nie chodzicie... Fakt. Pracował zawsze cieżko i
      zarabiał na dom. te wydatki tez były tylko na nas - nie hazard, czy
      alkohol lub kobiety nie daj Boże smile)) Ale przecież bieżące wydatki
      to nie wszystko. Trzeba czasem zmienić samochód lub mieszkanie,
      wyjechać na urlop itp. Na to trzeba odłożyć. I wiesz - ja tez
      oszukiwałam i oszukuję nadal mojego męża - tylko w drugą stronę.
      zawsze gdzieś tam coś odłożę. Premia, zwrot podatku, nadwyżka... co
      miesiąc parę złoty i zawsze górka sie uzbiera. Jak zdarza mi sie
      kupić coś wiekszego, to za miesiąc przyoszczedzę. dzikei temu
      mogliśmy zamienić mieszkania, czy kupic nowy - prawie wink)- samochód.
      Nieuczciwe - faktycznie. Ale gdyby mój mąz wiedział o tych
      pieniądzach, na pewno znalazłby powód by je wydać. Teraz już wie, ze
      zawsze mam trochę zbunkrowane, ale i on po latach zmienia trochę
      stosunek do wydawania lekko pieniedzy. Gdybyśmy jednak oboje mieli
      podobny stosunek do wydawania, to nie starczyłoby nam od pierwszego
      do pierwszego.

      nie wiem jak to wygląda u was. Ale widziałam wielu ludzi, kórzy
      wpakowali się w spiralę zadłużenia ze zwykłej niefrasobliwości i
      czasem bezmyślności. Bo pieniadze łatwo sie wydaje. Zwłaszcza jak na
      każdym kroku kusza promocje i "darmowe" kredyty.

      Jeżeli bedziesz potrzebować pomocy w wybrnieciu z zadłużenia - pisz
      na maila. Ja troche doświadczenia posiadam.
      • mamakini Re: mam kłopoty... 26.03.08, 17:21
        Rozmowa z moim mężem jest trudna. Plan znalezienia dodatkowego
        zajęcia mnie również wydaje się mało realny z praktycznego punktu
        widzenia. Mąż zapewnia, że pieniądze, które pożyczał nie miały
        żadnego konkretnego przenzaczenia. W pewnym okresie mówił mi, że ma
        dodatkowe dochody, poza stałym wynagrodzeniem. Teraz przyznał, że
        tych dochodów nigdy nie było. Pożyczył trochę, bo brakowało, myślał,
        że wkrótce się uda oddać. Nie wyszło, znowu pożyczył i
        tak "niepostrzeżenie" brnął w kłopoty. Jak to brzmi? Wiarygodnie? Ja
        jestem niesłychanie łatwowierna i naiwna w kontaktach z ludźmi.
        Naprawde łatwo mnie oszukać. Może tak jest tym razem? Pojęcia nie
        mam. Mój mąż również zawsze miał lekką rękę do wydawania pieniędzy,
        mnie zaś wydawanie pieniędzy przychodzi z wielkim trudem: każdą
        złotówkę trzy razy oglądam zanim wydam. Zawsze myślałam, że tak
        trzeba, w takim postępowaniu widziałam jedyną sznsę na uporanie się
        z problemami finansowymi. Myślałam, że mi się udało... Może
        przesadziłam? Mąż potrzebował pewnie większej swobody
        finansowej...Ale jak tu mówić o swobodzie tonąc w długach...Chciałam
        dla nas dobrze. Dlaczego nie powiedział, że życie z ołówkiem w ręku
        jest dla niego taką wielką uciążliwością? Spróbowalibyśmy poszukać
        innego rozwiązania. A teraz...Teraz prawie nie rozmawiamy, każde w
        osobnym pokoju.
        • nati1011 Re: mam kłopoty... 26.03.08, 17:38
          Mąż zapewnia, że pieniądze, które pożyczał nie miały
          > żadnego konkretnego przenzaczenia. W pewnym okresie mówił mi, że
          ma
          > dodatkowe dochody, poza stałym wynagrodzeniem. Teraz przyznał, że
          > tych dochodów nigdy nie było. Pożyczył trochę, bo brakowało,
          myślał,
          > że wkrótce się uda oddać. Nie wyszło, znowu pożyczył i
          > tak "niepostrzeżenie" brnął w kłopoty. Jak to brzmi? Wiarygodnie?
          Ja
          > jestem niesłychanie łatwowierna i naiwna w kontaktach z ludźmi.
          > Naprawde łatwo mnie oszukać. Może tak jest tym razem? Pojęcia nie
          > mam

          Tylko ty możesz odpowiedzieć na pytanie, czy to prawda czy nie. Ja
          spotkałam takich ludzi. Kredyt za kredytem, potem nowy by słpąłcić
          stary. i pętla się zaciska. Głupie, ale prawdziwe.
          Mi jest łatwo mówić, bo ja wszystko kontroluję. Sprawdzam wyciagi -
          na bieżąco, odcinki płacy, PIT-y roczne, rachunki... To się musi
          jakoś na koniec roku wszystko zgadzać. Przynajmniej z grubsza. Ale
          ja jestem z drugiej strony. Mój mąż oczywiście też mógłby to
          sprawdzić, tylko że jemu się nei chce.

          Mój mąż również zawsze miał lekką rękę do wydawania pieniędzy,
          > mnie zaś wydawanie pieniędzy przychodzi z wielkim trudem: każdą
          > złotówkę trzy razy oglądam zanim wydam. Zawsze myślałam, że tak
          > trzeba, w takim postępowaniu widziałam jedyną sznsę na uporanie
          się
          > z problemami finansowymi. Myślałam, że mi się udało... Może
          > przesadziłam? Mąż potrzebował pewnie większej swobody
          > finansowej...Ale jak tu mówić o swobodzie tonąc w
          długach...Chciałam
          > dla nas dobrze. Dlaczego nie powiedział, że życie z ołówkiem w
          ręku
          > jest dla niego taką wielką uciążliwością? Spróbowalibyśmy poszukać
          > innego rozwiązania. A teraz...Teraz prawie nie rozmawiamy, każde w
          > osobnym pokoju.


          Nie ma sytuacji bez wyjścia. Myślę, ze i tak łatwiej rozmawiać,
          jeżeli te pieniadze faktycznie trafiały do rodziny, a nie np na
          hazard. Zawsze można zaczać od nowa. Nasuwa mi się tu porównanie ze
          spowiedzią. Kiedyś ksiadz tak ładnie powiedział. Że jak grzeszymy to
          zrywamy nić łaczacą nas z Bogiem, ale jak wracamy to zawiazujemy na
          tej nici supęł i przez to jesteśmy coraz bliżej Boga. Spróbój tak
          spojrzeć na swoje małżeństwo. To co zbudujecie na gruzach tego
          zaufania - które straciłaś - może być lepsze i trwalsze. A na pewno
          macie na czym budować. O własną rodzinę zawsze warto walczyć.
    • wyczyny Re: mam kłopoty... 26.03.08, 20:07
      podejrzewam hazard - moze dlatego, ze mam podobny przypadek w rodzinie (znaczace jest haslo, ze najpierw twierdzil, ze mial dodatkowe dochody, ktorych jednak nie mial=wygral cos, potem w kolejnej grze to stracil)
      jesli to sie potwierdzi to potrzebne bedzie leczenie, jakas terapia (a, i uwaga! hazardzisci to nie tylko ci, ktorzy traca kase w kasynach, czesciej w naszych warunkach w zakladach sportowych, itp.)
      jesli to uzaleznienie sie potwierdzi-to uwazaj na siebie, bo latwo stac sie osoba wspoluzaleniona!
      bede oczywiscie pamietac w modlitwie i jak zwykle, kiedy potrzebna jest szczera rozmowa to proponuje "spotkania malzenskie" www.spotkaniamalzenskie.pl, gdzie mozna sie nauczyc prawdziwego dialogu
      pozdrawiam!
    • chrust5 Re: mam kłopoty... 26.03.08, 21:41
      Bardzo wspolczuje. Na Twoim miejscu najpierw postaralabym sie
      wyciagnac z niego wszelkie konkrety nt dlugow: kiedy, skad, na
      jakich warunkach, no i na co poszly. Spisz sobie, zazadaj
      dokumentow. Jesli to bedzie wygladalo na hazard lub inny nalog, to
      skontaktuj sie z prawnikiem, ale prawdopodobnie przyda sie
      wprowadzenie rozdzielnosci majatkowej. Mozna to zrobic wspolnie u
      notariousza, ale mozna i przed sadem, w przypadku takim jak np.
      hazard. Oczywiscie, dluzej trwa, ale nie wymaga zgody meza. Nie
      wiem, skad jestes, ale moge sprobowac znalezc Ci jakas poradnie
      prawna. Lepszy bylby zapewne odplatny adwokat, no ale jest
      odplatny...
    • nowa_na_forum Re: mam kłopoty... 26.03.08, 22:43
      Nie chcę krakać, ale jak facet wtapia kasę to przeznacza ją albo na hazard (w tym na grę na giełdzie, nie tylko salony gier) albo na ... inne rozrywki.
      Weź męża na rozmowę. I to poważną.
      • mader1 Re: mam kłopoty... 26.03.08, 23:22
        rozumiem, że spojrzałaś i osądziłaś oraz wydałas werdykt wink)))))
        Na szczęście życie jest trochę bardziej hmmmm.... skomplikowane ?
        • franula Re: mam kłopoty... 27.03.08, 09:04
          tez bym podejrzewała hazard ale sytuacja wymaga spokoju.
          OOcziwscie nie chcę byś nam zdradzała szcegóły ale zastanów się nad
          tym czy "ogromne długi" o których pisałach to jest suma któa mogła
          powstać z takiego życia trochę ponad stan jak sugeruje mąż? ile
          można wydac więcej miesięcznie? rozumiesz chodzi mi czy te długi są
          proporcjonalne do czegokolwiek.
        • mamakini Re: mam kłopoty... 27.03.08, 09:25
          Dziękuję za wszystkie wpisy. To, że tyle osób jest ze mną dodało mi
          otuchy. Mąż stanowczo zaprzecza jakoby uprawiał hazard czy też
          sprzeniewierzył pieniądze korzystając z innych "rozrywek". Twardo
          trzyma się wersji, że dokładał do domowego budżetu i tyle. Zażądałam
          wyciągu z konta, na którym powstał ten wielki debet. Będę wiedziała
          jak duże kwoty były wypłacane. Sytuacja w domu nie jest łatwa.
          Chwilami myślę, że czas podjąć próbę pojednania. Po co z tym czekać?
          Na co? Z drugiej stony mam ochotę dać mężowi taką porządną nauczkę.
          Żeby stracił grunt pod nogami, żeby poczuł, że przez swoją
          nierozwagę może wszystko stracić. Taką nauczką mogłyby być kolejne
          dni ciszy. Problem w tym, że przeciągający się stan niezgody między
          nami męczy mnie w takim samym stopniu jak męża. Nie mogę też nie
          myśleć o uczuciach Kini. Wszystko to jest bardzo skomplikowane...
          • nati1011 Re: mam kłopoty... 27.03.08, 09:51
            Wiesz, wielu panów to się cieszy z takich dni ciszy wink))

            Jak ja się nie odzywam do swojego męża, to jest to raczej karą dla
            mnie a nie dla niego wink))

            Wiem, że to nie jest łatwe, ale im więcej w nas chęci pojednania a
            mniej pragnienia odpłącenia się pięknym za nadobne, czy ukarania
            winowajcy, tym to idzie łatwiej i daje lepsze efekty. Dla
            wszystkich. Jesteśmy z tobą. Pewnie każdy (zaobrączkowany) ma za
            sobą mniejsze lub wieksze kłopoty małżeńskie. Do góry uszy, dasz
            radę.
          • mader1 Re: mam kłopoty... 27.03.08, 10:08
            bo w tej sytuacji nie jest najgorsza i nie jest najbardziej ważna
            jakakolwiek " kara" , najtrudniejsze i najgorsze są konsekwencje
            jego czynu. Jako dorosłego człowieka to własnie powinno go
            najbardziej męczyć i to powinno go powstrzymywać na przyszłość.
            Tak, można " dodawać" co miesiąc do domowego budżetu nieduże sumy i
            w długim okresie narobić ogromnych długów sad((( Można też " mieć
            obiecane" dodatkowe pieniądze w pracy czy to w postaci podwyżki czy
            w postaci premii i z góry zacząć ją wydawać. Sporo bankructw wynika
            nie z gwałtownego załamania finansów, a własnie z takich ciągle "
            podkradanych" niedużych sum sad(((((
            Nie będzie między Wami współdziałania, dopóki mąż nie uświadomi
            sobie, co tak naprawdę spowodowało jego postępowanie. Kłamstwa -
            najpierw jedno, potem kolejne ,nastęne i coraz większy strach tym
            spowodowany - więc wiele form " udawania" przed Tobą - udawania
            odprężonego, szczęśliwego podczas, gdy mu się coś waliło na łeb.
            Zerwanie istotnych relacji - po to przecież jesteście w małżeństwie,
            by się wspierać, by rozmwaiać o najważniejszych rzeczach, by BRAĆ
            NAWZAJEM ZA SIEBIE ODPOWIDZIALNOSC. Byłaś z tej odpowiedzialności
            wyłączona bez swojej zgody. Nie dość, że miałas przed sobą fałszywy
            obraz męża,bo to nie był Twój mąż w tej chwili, kogo widziałaś,
            słuchałaś, komu odpowiadałas, to jescze zostałaś potraktowana jak...
            ja wiem... przedmiot - może osoba nie do końca świadoma.
            Najważniejsze dla Twoj rodziny rzeczy rozgrywały się za twoimi
            plecami.
            Jeżeli Wy wiele razy nie siądziecie wspólnie i nie zobaczysz
            prawdziwej twarzy męża, relacja miedzy Wami będzie się zrywać,
            chwiać, rozluźniać coraz bardziej...
            Krok po kroku : dlaczego ? dlaczego mówił, ze zarabia więcej ?
            Dlaczego uważa, że powinien przed Tobą udawać ? Dlaczego Cię
            wyłączył z decydowania ? Do kogo się zwrócił o pomoc i dlaczego nie
            do Ciebie ? Dlaczego uważa, że nikt nie móże mu pomóc ? Jest
            samowystarczalny ? I naturalne byłoby, gdyby od czasu do czasu
            odpowieź była : nie wiem, bałem się, nie potrafiłem nic wymyślić,
            myślałem , że się wściekniesz.....
            I dobrze byłoby, gdyby widział i usłyszał nie raz, jak wielki
            sprawiło Ci to ból, jak bardzo zachwiało całym domem, jak mocno
            nadwyrężyło Twoje zaufanie, jak bardzo poczulaś się zlekcewazona. Że
            w gruncie rzeczy nie wiesz, co z tym zrobić, jak z tym żyć.
            Żeby poczuł trochę Twojego ciężaru także.
            " Dam sobie sam radę", " jakoś to załatwię" to nie są dobre
            odpowiedzi. Bo tak czy inaczej dźwigacie to razem. Żadne z Was już
            nie jest samo.Konieczna jest szczerość, którą masz prawo sprawdzić,
            masz prawo podjąć srodki prawne.
            Ale ważniejsze jest, żebyście spróbowali razem odbudować więź- ale
            nie na milczeniu. Stała sie krzywda i ona nie może być "
            przeczekana", " przemilczana", " przekłócona". Skoro krzywda zaszła
            dalej niż sobie wyobrażałaś, szczerość teraz musi być równie
            głęboka... Szczerość,bezradnośc i uświadomienie sobie, że i tak
            obydwoje za to płacicie.
            • justyna.ada Re: mam kłopoty... 27.03.08, 10:17

              Ja uważam Mamokini, że pojednanie będzie miało sens wówczas, gdy on
              przestanie reagować "na odczepnego", tzn. "wiem, to bylo źle, ale
              ja to jakoś załatwię, nie powiem na co wydałem i jak, ale
              załatwię".
              To może być przy drobnych kwotach, ale nie np wielotysięcznych
              długach.

              Mnie się wydaje, że nawet niekoniecznie "ciche dni" są receptą.
              Może jemu nawet na rękę (mój jest np małomówny, to by się
              ucieszył ;-P że nie drążę tematu). Nie należy zamiatać tego pod
              dywan, w tym wypadku teoria grubej krechy nie jest dobra.
              Ja bym wciąż jednak żądała wyjaśnień bez ściemniania.


              > Krok po kroku : dlaczego ? dlaczego mówił, ze zarabia więcej ?
              > Dlaczego uważa, że powinien przed Tobą udawać ? Dlaczego Cię
              > wyłączył z decydowania ? Do kogo się zwrócił o pomoc i dlaczego
              nie
              > do Ciebie ? Dlaczego uważa, że nikt nie móże mu pomóc ? Jest
              > samowystarczalny ? I naturalne byłoby, gdyby od czasu do czasu
              > odpowieź była : nie wiem, bałem się, nie potrafiłem nic wymyślić,
              > myślałem , że się wściekniesz.....
              >

              No właśnie, mniej więcej jak to Mader opisała... znam przypadki,
              gdzie bliscy nie wiedzieli o rozmaitych ciekawych rzeczach uncertain
              • nowa_na_forum Re: mam kłopoty... 27.03.08, 11:12
                Zgadzam sie. Musisz sprawę wyjaśnić, przynajmniej Ty musisz ją uważać za wyjasnoną. Faceci czasami niestety ściemniają i idą w zaparte ale przyparci do muru nie mają wyjscia. Musisz zażądać wyjaśnienie na co szła kasa. A najlepiej żeby mąż Cię upoważnił do swojego konta - na marginesie to ja się w ogóle dziwię że są małżeństwa w których każde z małżonków ma swoje własne osobne konto. Proponuję byś tego zażądała od niego i wówczas będziesz mogła sama sobie wszystko sprawdzić i monitorować sytuację.

                Wiesz, może być też tak, że ktoś Twojego męża szantażuje z jakiegoś pwodu i żada kasy, a mąż zwyczajnie nie chce Cię tym martwić - to nie muszą być od razu jakieś jego grzeszki. W każdym razie masz prawo do pełnej jasności i tego żądaj. No i dostępu do konta!
                • magdalaena1977 Re: mam kłopoty... 27.03.08, 15:36
                  nowa_na_forum napisała:
                  > na marginesie to ja się w ogóle dziwię że są małżeństwa
                  > w których każde z małżonków ma swoje własne osobne konto.
                  Moi rodzice (udane małżeństwo z ponadtrzydziestoletnim stażem) maja dwa konta w
                  różnych bankach, bo w ten sposób zabezpieczają się przed bankructwem czy awarią
                  banku. Zmniejszają ryzyko straty przy zgubieniu karty. Oczywiście są nawzajem
                  pełnomocnikami.
                • elwinga Re: mam kłopoty... 27.03.08, 18:11

                  > ąż Cię upoważnił do swojego konta - na marginesie to ja się w ogóle dziwię że s
                  > ą małżeństwa w których każde z małżonków ma swoje własne osobne konto.

                  Jest to bardzo praktyczny układ w małżeństwach, w których oboje partnerzy mają
                  wolne zawody, ergo zarobki z bardzo wielu źródeł - inaczej na wspólnym koncie
                  trudno się zorientować, kto mi jeszcze zapłacił za ostatnie zlecenie, a kto nie
                  (zwłaszcza jeśli obojgu zdarza się pracować dla tej samej firmy, bo np. mąż jest
                  tłumaczem, a żona redaktorem...)
                  • nowa_na_forum Re: mam kłopoty... 27.03.08, 19:13
                    Ja się zgadzam i ja też tak mam, bo konta mieliśmy zanim się na dobre zeszliśmy, ale OBOJE JESTEŚMY UPOWAŻNIENI wzajemnie. I stan kont nie jest żadną tajemnicą. I brak tego upoważnienia mnie dziwi, a nie brak wspólnego konta, co być\może niezbyt jasno napisałam
            • mader1 Re: mam kłopoty... 27.03.08, 10:37
              wiesz, ja się pewnie trochę plączę teraz, ale dodam jeszcze...
              Ważne jest , żeby uświadomić sobie - nie dla nas na forum, to może
              być Wasza najwieksza tajemnica - co spowodowało, ze te kłopoty się
              pojawiły. Dojśc do sedna - i to takiego, co do którego Wasze zdanie
              będzie zbieżne, choć może jedno z Was przyzna to niechętnie.
              Założyc, że jeżeli Twój maż lub nawet oboje macie cechę, która grozi
              zachwianiem Waszych finansow, to ona nie minie na pstryknięcie.
              Jeżeli jedno z małżonków taką cechę ma - czy to nadmierna
              rozrzutnośc, czy brak odpowiedzialności czy pycha rozwinieta do
              takich rozmiarow, że nie można zapytać o radę czy... czy... to wlaka
              z nią jest trudna. Drugie z małzonków musi być strażnikiem,
              przypominaczem - pilowanie przez drugiego malżonka tej cechy jest
              gwarancją. Jedno musi z pokorą łamaną niechęcią przyznac, ze to mu
              potrzebne, drugie z delikatnością i taktem czuwac już do końca...
              Jeżeli dwoje małżonków, nieczęsto się tak dobierają na szczęście, ma
              tę samą cechę zagrażającą, potrzebna jest bardziej obiektywna,
              zewnętrzna forma kontroli.
              Możecie wyjść z tej sytuacji mocniejsi, dojrzalsi.
              Tak się wiele razy na moich oczach stało.
            • magdalaena1977 Re: mam kłopoty... 27.03.08, 15:40
              mader1 napisała:
              > Nie będzie między Wami współdziałania, dopóki mąż nie uświadomi
              > sobie, co tak naprawdę spowodowało jego postępowanie.
              Mader bardzo mądrze pisze, to co ja chciałam wcześniej wyrazić. Bo to, że Wasza
              sytuacja finansowa jest zła, to jedno (zdarza się), ale znacznie większym
              problemem jest to, że nie straciliście tej forsy przypadkiem, nikt obcy Wam jej
              nie zabrał, ale, że Twój mąż latami Cię okłamywał.
    • ese1 Re: mam kłopoty... 27.03.08, 15:13
      nie czytalam rad poprzedniczek, a pewnie sa madre.
      Po przeczytaniu twojego postu jedno mi na mysl przychodzi.. on postepowal zle,
      ale pewnie byl tego jakis powod. Moze po prostu chcial ci zapewnic dobre
      zycie... albo wpdal w jakies uzaleznienie? Ciezko powiedziec, najgorzej, ze
      jezeli przypiety do muru wreszcie sie przyznal, wiec musi juz byc zle.
      Popatrzmy na to z innej strony.. jezeli on sie byl ci wczesniej o tym
      powiedziec, cos bylo tego powodem, ze sie bal.. jego duma, czy bal sie, ze nie
      zrozumiesz, chcial na pewno dobrze, ale tak juz daleko zabrnal, ze trafil w
      slepy zaulek.
      Kazdy kij ma dwa konce, nie chce powiedziec, ze dzielisz z nim wine za to co sie
      stalo, ale w pewnym sensie, choc nieswiadomie, bralas w tym udzial. Wiem, ze
      twoje uczucia, a wlasciwie obecne emocje nie sprzyjaja czystemu mysleniu, ale to
      czlowiek, z ktorym zycie dzielisz na dobre i na zle, a z kazdej sytuacji jest
      jakies wyjscie. Najlepsza nauczka dla niego bedzie, kiedy razem siadziecie do
      szczerej rozmowy, aby on jasno wyklarowal ci jaka jest wasza sytuacja i
      zastanowicie sie wspolnie jak z tego wyjsc, a jak juz wyjdziecie na prosta wtedy
      dopiero myslalabym o zabezpieczeniu na przyszlosc, czyli jak chcesz osobne kata
      czy cos w tym stylu.
      Ale poki co, nie zostawiaj go samego, moze sobie nie radzi, ale w koncu
      obiecaliscie sobie byc na dobre i na zle...
      • alex05012000 Re: mam kłopoty... 27.03.08, 16:07
        na forum gazety, w dziale "Życie rodzinne" jest wątek: "pieniądze w
        związku..." wypisz wymaluj albo prawie ... mąż za duzo wydaje, żyje
        ponad stan i potem nie starcza na życie itd. ponieważ nie wolno
        kopiowac wątków z forum to odsyłam do przeczytania, jest tam też
        porada psychologa, eksperta ...
Pełna wersja