Dodaj do ulubionych

Czy pamiętacie treść niedzielnego kazania?

28.08.08, 14:31
To pytanie z założenia retoryczne, ale chciałabym nim rozpocząć
dyskusję na temat kondycji polskiego kaznodziejstwa. Podzielcie się
swoimi uwagami na temat słuchanych homilii. Jak je oceniacie, czy
spełniają Wasze oczekiwania pod względem formy i treści? Czego w
nich brakuje? Ja w swoim życiu chyba miałam szczęscie trafiać na
dobrych kaznodziei, którzy nie politykowali na ambonie, nie grzmieli
o większe datki na kościół itp. Często pochylając się nad Słowem
Bożym sięgali do przykładów z życia codziennego - to akurat
przemawia do mnie najbardziej pozwalając na głębszą refleksję nad
sobą. Czasami zdarzały się teologiczne wykłady księży-doktorów i
wtedy faktycznie mój umysł najczęściej podlegał wyłączeniu. A jak
jest u Was?
PS. W odpowiedzi na postawione przeze mnie pytanie biję się w piersi
i akurat przyznaję, że treści ostatniej homilii nie pamiętam, ale
bywa że pamiętam pewne fragmenty sprzed lat wink
Obserwuj wątek
    • minerwamcg Re: Czy pamiętacie treść niedzielnego kazania? 28.08.08, 15:26
      Tak. Byliśmy u metodystów i pastor mówił o Jezusie w Cezarei
      Filipowej i o tym, jak paskudne to było miasto. I o Piotrze, który
      wpierw mówił, niż niż myślał, i tym razem wyszło mu to na dobre. I
      że swój Kościół Pan Jezus zbudował nie na osobie Piotra, tylko na
      jego wyznaniu "Ty jesteś Mesjasz syn Boga Żywego". To ostatnie
      trochę mi się nie widziało, ale doceniłam, że powstrzymał się od
      mówienia o prymacie Piotrowym i jak dalece niebiblijna jest Stolica
      Apostolska smile
    • isma Re: Czy pamiętacie treść niedzielnego kazania? 28.08.08, 17:50
      Oczywiscie wink)). Bylismy w pewnym kosciele nieparafialnym, i docenilismy
      wielce, ze kaznodzieja (skadinad bardzo dobry) w zaden sposob nie nawiazal do
      pierwszego czytania, w ktorym mowa byla o tym, ze czasem trzeba oddac i swoj
      urzad, i pas, i tunike - jesli tego Pan od nas zazada. Nie nawiazal, mimo ze sam
      wlasnie dokladnie w takiej sytuacji sie znajdowal ;-O.

      Natomiast, ekhm. Z ta "kondycja kaznodziejstwa". A otoz jest to temat, ktory
      mnie zajmuje - stad zreszta moj watek o krytykowaniu kazan - i mysle, ze tu by
      trzeba dac troche szersza perspektywe.

      Ale to sie musze najpierw swojego dzisiejszego goscia pozbyc wink)).
      • ekan13 Re: Czy pamiętacie treść niedzielnego kazania? 28.08.08, 20:24
        U mnie jest tak jak piszesz, są takie kazania, które trwale wyryły się w moim sercu i wracam do ich treści w różnych okolicznościach, a sa takie (jak z ostatniej niedzieli) gdzie nic nie pamietam, a Ewengelia bogata w treść była i stąd żal...

        Generalnie brakuje mi w kazaniach Bibli, w czym chyba nie jestem osamotniona bo w bieżącym Tygodniku Powszechnym temat tez został właśnie poruszony. Tego braku przełożenia jej języka na życie doczesne, przełozenia przykładó Biblijnych na życie doczesne. Tak żeby ludzie zaczeli do niej siegać, a nie do horoskopów kiedy maja problem. O ile jescze samę Ewangelię zdarza się kaznodziejom tłumaczyć to pierwszego, czy drugiego czytania - hmmm, nie umiem sobie przypomnieć.
        Takiego odniesienia Bibli do zycia, żeby po powrocie do domu chciało się sięgnąć po nią i sprawdzić, jak w oryginale wygladała dana Biblijna historia...dobra, za bardzo się rozmarzyłamsmile
        • k_j_z Re: Czy pamiętacie treść niedzielnego kazania? 28.08.08, 20:35
          z ostatnie niedzieli ansolutnie.
          Ale nawet chyba i sam głoszący nie pamiętał.
          jeden jest taki w naszej parafii, który zawsze i o kosmosie i o historii i
          jeszcze nie wiem o czym.
          Syn Bruchy juz na pewno by nie wytrzymał.

          Mnie tez brakuje w kazaniach Biblii, objasnień, różnych spojrzeń.
          chociaż z tymi róznymi spojrzeniami to różnie bywa - czasem mjeden ksiądz tak, a
          drugi zupełnie inaczej.
          jeden gani omawiające rózniec w casie Mszy św i klepiące bezmyślne modlitwy,
          inny mówi, że wnawet w takim automatycznym powtarzaniu ś jest.
          Teraz trudno mi jest przytoczyć więcej pzrykładów ale u nas w Parafii tak się
          zdarza.
          A jedno zdanie pamiętać będę na bardzo długo "czasem o kimś mówimy, jaki on
          niedobry, jak źle żyje, a co tydzień do Kościoła chodzi. A czy ktoś zastanowił
          się jaki on by był, gdyby nie chodził do Kościoła?"
          I nawet czasem je powtarzam.
          • ekan13 Re: Moje dzieci pamietają te:) 28.08.08, 21:06
            Tak z racji nadmiaru czasu przytoczę fragment kazania, który mym dzieciom wyrył się w sercu.
            Kościół w Darłówku, ojciec Czesław:

            Jak byłem mały babcia kupiła mi różaniec i chciała żebym z nią odmawiał. To ja dawaj różaniec na palec i wywijam tam-da-da -dam tam-da-da-dam bonanza!!!
            Babcia ręce załamuje, Czesiu co ty robisz, przecież na kazdym z tych paciorków siedzi taki mały aniołek, który razem z tobą do Matki Przenajświetszej zanosi modlitwy.
            No to ja dawaj różaniec na palec, do aniołków mówię "no aniołki, trzymajcie się" i wywijam tam-da-da-dam tam-da-da-dam bonanza!!! smile))
          • mamalgosia Re: Czy pamiętacie treść niedzielnego kazania? 28.08.08, 21:42
            k_j_z napisała:

            > z ostatnie niedzieli ansolutnie.
            > Ale nawet chyba i sam głoszący nie pamiętał.

            smile))

            No to teraz mi się przypomniał proboszcz jednej z parafii w moim
            mieście. On jak zaczyna zdanie to chyba jeszcze nie wie jak je
            skońcyz. A ponieważ jest wielo, wielokrotnie złozone, to jak już
            szczęśliwie je skończy to nikt nie pamięta, jak się zaczęło.
            15 minut o wszystkim i niczym


            > jeden jest taki w naszej parafii, który zawsze i o kosmosie i o
            historii i
            > jeszcze nie wiem o czym.
            > Syn Bruchy juz na pewno by nie wytrzymał.
            smile))
            >
          • a_weasley Re: Czy pamiętacie treść niedzielnego kazania? 29.08.08, 15:08
            k_j_z napisała:

            > jeden gani omawiające rózniec w casie Mszy św
            > i klepiące bezmyślne modlitwy, inny mówi, że
            > nawet w takim automatycznym powtarzaniu coś jest.

            Niech będzie, że jest, ale przeca nie w czasie nabożeństwa...

            > "czasem o kimś mówimy, jaki on niedobry, jak źle
            > żyje, a co tydzień do Kościoła chodzi. A czy ktoś
            > zastanowił się jaki on by był, gdyby nie chodził
            > do kościoła?"

            Świetne.
    • mamalgosia Re: Czy pamiętacie treść niedzielnego kazania? 28.08.08, 21:37
      Tak, pamiętam. Zawsze pamiętam. Nawet jeśli się z jakichś powodów
      trochę wyłączam, to "kątem ucha" śledzę treść.
      Na politykowanie trafiłam raz czy dwa w całym życiu, zawsze dziwię
      się opinii, że księża tylko o polityce mówią.
      Najbardziej lubię włąśnie te teologiczno-filozoficzne wykłady księży
      doktorówsmile Ale rzadko mam okazję słuchać

      Lubię kazania nawiązujące do przeczytanego Słowa Bożego, ale żeby to
      byłą jakaś egzegeza, a nie dosłowne cytowanie (bo są i takie
      homilie, w których niemalze czytają drugi raz).
      Kiedyś jeden z księży w sąsiedniej parafii miał cykl kazań o
      podstawowych prawdach wiary. nie pasowało do czytań, ale uwazam, że
      bylo bardzo wartościowe i POTRZEBNE.

      A 15 sierpnia w Nadmorskiej Miejscowości ksiądz mówił o
      rozkładającym się ciele po śmiercismile I że grzech śmierdzi, że jak
      ktoś przeklina to mu z ust śmierdzi, jak kradnie to mu ręce
      śmierdzą...i czy - umiłowani w Chrystusie bracia i siostry - wasi
      bliscy przebywając z wami czują zapach czy smród? I czy nie muszą od
      was dosłownie ODETCHNĄĆ? smile Ludzie zdziwieni, niektórzy oburzeni. Ja
      w tych pierwszych, choć myślałam, że trudno mnie zaskoczyć kazaniem
      • mamalgosia P.S. 28.08.08, 21:39
        "Nasz Staś" nie wyświetla mi się
      • isma Re: Czy pamiętacie treść niedzielnego kazania? 30.08.08, 01:20
        mamalgosia napisała, a ja sie dopisze, zeby nie bylo, ze tak wszystko pisze w
        tym watku na wysokim "C":

        > Tak, pamiętam. Zawsze pamiętam. Nawet jeśli się z jakichś powodów
        > trochę wyłączam, to "kątem ucha" śledzę treść.

        Pamietam. Wylaczam sie wlasciwie tylko - za to jak pralka automatyczna z
        programem oszczednosci wody - w tym momencie kazan mojego proboszcza, kiedy
        nieuchronnie dochodzi on do okolicznosci, iz za lawkami znajduje sie skarbonka,
        do ktorej mozecie Panstwo... No to ja sie wtedy zapadam w hezychazm, i z glowy.
        Na Credo wracam do programu odwirowywania.

        > Na politykowanie trafiłam raz czy dwa w całym życiu, zawsze dziwię
        > się opinii, że księża tylko o polityce mówią.

        Tez nie trafilam. W Krakowie nigdy, a na jakichs wakacjach nawet jesli, to mi to
        w pamieci nie pozostalo, czyli musialo byc nie jakos strasznie gorszace.

        > Najbardziej lubię włąśnie te teologiczno-filozoficzne wykłady księży
        > doktorówsmile Ale rzadko mam okazję słuchać

        A to roznie. W Wniebowziecie zesmy mieli pecha wysluchac doktora prawa
        kanonicznego, relacjonujacego skrupulatnie dzieje i znaczenie stosownego
        dogmatu. Skonczyl na tym, ze tajemnica Wniebowziecia przyczynia sie do
        uobecniania misterium trynitarnegow naszym zyciu, czy jakos w ten desen. Licznie
        zgromadzeni z pekami kwiecia gorale rabczanscy sluchali niezbyt uwaznie, zapewne
        dlatego, ze nie inne kazanie glosil ow ich uczony proboszcz rok temu, i dwa lata
        temu, i trzy...

        Ale z drugiej strony, bywa, ze i doktorat nie szkodzi wink)).

        > Lubię kazania nawiązujące do przeczytanego Słowa Bożego, ale żeby to
        > byłą jakaś egzegeza, a nie dosłowne cytowanie (bo są i takie
        > homilie, w których niemalze czytają drugi raz).

        Tez lubie.

        > Kiedyś jeden z księży w sąsiedniej parafii miał cykl kazań o
        > podstawowych prawdach wiary. nie pasowało do czytań, ale uwazam, że
        > bylo bardzo wartościowe i POTRZEBNE.

        No. Ja tez sobie cenie kazania katechizmowe w kolegiacie akademickiej. Czlowiek
        tydzien w tydzien kilkanascie kolejnych numerow solidnie a prosto omawia. Ale
        jednak w homilii niedzielnej by mi chyba zgrzytalo.

        Z innych rzeczy:
        Przyklady - no, raczej nie lubie niz lubie, ale to dlatego, ze one jednak
        strasznie sztampowe zazwyczaj sa.

        Nie lubie "uczonych amerykanskich" i "pewnego wybitnego teologa niemieckiego".
        Nie lubie "wszystkie kobiety chca..."

        Cytaty z poezji, nawet dlugie, bym lubila, gdyby erudycja mowiacego pozwalala,
        ekhm, dokonywac celnego wyboru z repertuaru nieco szerszego, niz wypisy do
        gimnazjum. Ale ze zazwyczaj nie pozwala, to nie lubie.

        Nie lubie, jak mowiacy robi ewidentne bledy jezykowe. Nie to, ze sie
        przejezyczy, tylko z uporem maniaka sie jakiejs niepoprawnej konstrukcji trzyma.
        Moj pleban nie dosc, ze ma irytujacy zwyczaj mowienia do Ludu Bozego per
        "Panstwo" ;-O, to jeszcze uzywa owej w swym mniemaniu wyszukanie grzecznej
        formuly niezgodnie z norma jezykowa, mowiac" "Panstwo slyszycie" "Panstwo
        widzieliscie" zamiast "widza", "slysza". Choc i tak jest pewien postep, bo
        jeszcze kilka lat temu bylo: "Panstwo widzi..."

        I nie lubie, jak mowiacy robi show z soba w roli glownej.
    • magdalaena1977 Re: Czy pamiętacie treść niedzielnego kazania? 28.08.08, 23:39
      Tak słabo - pamiętam, że byłam w sąsiedniej parafii, bo u nas w wakacje nie ma
      mszy na siódmą. Do mszy służył młody przystojny żołnierz (to jest parafia
      cywilno - wojskowa) w mundurze polowym i zastanawiałam się, czy nie powinien być
      ubrany bardziej uroczyście.
      A kazanie było nieszczególne - zawierało strasznie kontrowersyjne opinie księdza
      na temat współczesnych mediów i starałam się go nie słuchać.

      W parafii "działkowej" gdzie dość często bywam, w zeszłym pojawił się nowy
      proboszcz i wygłasza po prostu straszne kazania - takie radiomaryjno -
      sekciarskie, nadęte i przemądrzałe.

      W mojej parafii kazania są przeciętne, raz lepsze raz gorsze. Na szczęście
      raczej o Bohu i ludziach niż o polityce.

      Czego nie lubię - polityki (stykałam się z tym wielokrotnie), zwłaszcza kiedy
      ksiądz jednoznacznie przekłada uniwersalne myśli zawarte w ewangelii na
      poszczególne ugrupowania polityczne.
      Naiwnych pobożnych historyjek - czuję się wtedy traktowana jak małe dziecko albo
      jak idiotka , która nie jest w stanie myśleć abstrakcyjnie.
      Cytowania tajemniczych "francuskich pisarzy" czy "amerykańskich uczonych" bez
      podania nazwiska.
      Kazań bez żadnej myśli przewodniej , stanowiących zdania wielokrotnie złożone.
      Przyjmowania fałszywych założeń co do stanu myśli wiernych np. "kiedy jesteśmy
      na wakacjach, często zapominamy o mszy świętej".

      Czego mi brakuje - konkretów - tj. porządnego omówienia Ewangelii albo jakiegoś
      jej fragmentu i naświetlenia go teologicznie. Albo przełożenia na życie wiernych.
      • isma Re: Czy pamiętacie treść niedzielnego kazania? 28.08.08, 23:59
        magdalaena1977 napisała:

        "kiedy jesteśmy
        > na wakacjach, często zapominamy o mszy świętej".


        O, tak. Zwlaszcza "my, ksiadz" zapominamy wink)).
        >
        • k_j_z Re: Czy pamiętacie treść niedzielnego kazania? 29.08.08, 07:49
          to prawie tak, jak tre pokrzykiwania z ambony " nie chodzicie do
          spowiedzi. Nie przychodzicie na Msze św, nie modlicie się" do tych,
          co to akurat przyszli i sie modlą
      • a_weasley Re: Czy pamiętacie treść niedzielnego kazania? 29.08.08, 10:46
        magdalaena1977 napisała:

        > Do mszy służył młody przystojny żołnierz (to
        > jest parafia cywilno - wojskowa) w mundurze
        > polowym i zastanawiałam się, czy nie powinien
        > być ubrany bardziej uroczyście.

        Trudno powiedzieć. Na defiladę chodzą też w mundurach polowych, chyba że
        Kompania Reprezentacyjna WP.

        > Cytowania tajemniczych "francuskich pisarzy"
        > czy "amerykańskich uczonych" bez podania nazwiska.

        To o tyle jestem w stanie usprawiedliwić, że choć pamięć mam niezłą, do nazwisk
        także, nieraz wiem, że zostały przeprowadzone takie a takie badania, które dały
        taki a taki wynik, ale żeby mnie kto zabił, nie pamiętam, jaki instytut czy
        profesor je robił. Albo utkwił mi w pamięci zgrabny koncept, zasłyszany, na
        pewno nie mój, ale żebym pamiętał, czyj, to nie.

        > "kiedy jesteśmy na wakacjach, często zapominamy
        > o mszy świętej".

        Też tej figury retorycznej, którą na swój użytek nazywam "pluralis
        sacerdotalis", nie znoszę.
      • kann2 Re: Czy pamiętacie treść niedzielnego kazania? 29.08.08, 11:51
        magdalaena1977 napisała:

        > Czego nie lubię > Naiwnych pobożnych historyjek - czuję się wtedy
        traktowana jak małe dziecko alb
        > o
        > jak idiotka , która nie jest w stanie myśleć abstrakcyjnie.
        > Cytowania tajemniczych "francuskich pisarzy" czy "amerykańskich
        uczonych" bez
        > podania nazwiska.


        Ja też tego nie cierpię! "pewna kobieta kiedyś powiedziała". Księdza
        powinno stać na to, by zaglądnąc do encyklopedii i
        powiedzieć: "Żyjący w II połowie XVIII w. angielski pisarz...".


        Natomiast dobry przykład w kazaniu - nie naiwny - bardzo sobie
        cenię. On przyciąga ucho. Niekoniecznie musi byc to przykład poparty
        faktycznymi danymi. Może być to jakas ładna historyjka, taka jak ks.
        Wójtowicza. Znacie?

        Słyszałem KIEDYŚ opinię PEWNEGO księdza (!!!): najwazniejsze w
        kazaniu jest pierwsze zdanie, bo od tego zależy, czy będą
        słuchać dalej. Dlatego gdy kazanie zaczyna się dobrym przykładem,
        słucham. Jak zaczyna się od kilku nudnych zdań, wyłączam się.


        Nienawidzę, jak ksiądz obszernie cytuje poezję! Nie znoszę! Tylko
        listy pasterskie, w których "biskupi pochylają się z troską"
        potrafią mnie zdenerwować bardziej!
        • minerwamcg Re: Czy pamiętacie treść niedzielnego kazania? 29.08.08, 12:39
          Ksiądz Pawlukiewicz, któremu nikt dotąd nie zarzucał, że jest złym
          kaznodzieją, składa swoje kazania właściwie z samych przykładów smile
          Ale to są przykłady! Krwiste, zwięzłe anegdoty, trafiające w
          dziesiątę. Takie, że ma się ochotę powiedzieć "si non e vero..." smile
          Nie ze wszystkimi jego poglądami się zgadzam, nie każde jego
          podejście mi się podoba - ale jakąż frajdą (i niewątpliwą korzyścią)
          byłaby polemika... smile))
          • kann2 Re: Czy pamiętacie treść niedzielnego kazania? 29.08.08, 12:55
            Słyszałem go raz w radiu. Wprawdzie nie było przykładów, ale
            rzeczywiście, przednie słowo.
          • melapela2 Re: Czy pamiętacie treść niedzielnego kazania? 30.08.08, 15:37
            A ja nie lubię kazań Pawlukiewicza. Nie dlatego, że źle mówi, ale dlatego że
            mają się one nijako do mszy świetej, której stanowią (znaczy powinny stanowić)
            część. Dla ks. Pawlukiewicza kazanie to taka osobna częśc, jego osobiste
            wystapienie na temat który sam sobie wymyślił. Kiedyś słuchałam jego kazań i był
            to cały cykl rozważań na podstawie którejś z książek Eldridge'a (co niedzielę
            kolejny odcinek). Mowy nawet bardzo ciekawe, ale jako oddzielne konferencje, a
            nie na kazania niedzielne!
            • isma Re: Czy pamiętacie treść niedzielnego kazania? 30.08.08, 16:08
              melapela2 napisała:

              ...na podstawie którejś z książek Eldridge'a

              Przypomnialas mi, czego jeszcze nie lubie wink)). Nie lubie, jak kaznodzieja
              wychodzi na ambone i zaczyna: "Przeczytalem wlasnie ksiazke..."

              Ja rozumiem, ze jest potrzebne to "mocne wejscie" pierwszym zdaniem,
              przykuwajacym uwage sluchacza, o ktorym pisal Kann, i ze wiadomosc o
              przeczytaniu ksiazki przez kaplana takowe trzesienie ziemi moze stanowic ;-P,
              ale, no, jednak jakos mnie razi...

              A powaznie, to nie lubie, jak cale kazanie jest poswiecone jakiejs mniej lub
              bardziej poboznej lekturze, a nie Ewangelii.
              • mamalgosia Re: Czy pamiętacie treść niedzielnego kazania? 30.08.08, 17:55
                isma napisała:


                >
                > Przypomnialas mi, czego jeszcze nie lubie wink)). Nie lubie, jak
                kaznodzieja
                > wychodzi na ambone i zaczyna: "Przeczytalem wlasnie ksiazke..."
                >

                To sobie myślę, że połowę moich postów omijasz szerokiem łukiem
                (drugą połowę też byś omijała, ale z racji moderowania nie mozesz.
                Dobrze Ci tak)
                • isma Re: Czy pamiętacie treść niedzielnego kazania? 30.08.08, 18:02
                  Mamalgosia, nie prowokuj wink)).
                  Dobrze wiesz, czym rozni sie homilia od wypowiedzi na forum internetowym ;-P.
        • isma Re: Czy pamiętacie treść niedzielnego kazania? 31.08.08, 23:02
          kann2 napisał:

          Nie znoszę! Tylko
          > listy pasterskie, w których "biskupi pochylają się z troską"
          > potrafią mnie zdenerwować bardziej!

          Jest cos gorszego, niz listy pasterskie ;-(((. O dzisiaj czytanym liscie nie
          napisze, bo sie zobowiazalam, ze nie bede krytykowac biskupow (ale moge
          skrytykowac czytajacego! Otoz, Metropolita byl napisal rodzinom, jak sie
          domyslam - na stronach Archidiecezji zapewne list na poczatek nowego roku
          szkolnego opublikuja w okolicach ferii zimowych, wiec nie moge sprawdzic - ze
          powinno sie dbac o zdrowie, nie stosowac antykoncepcji ani aborcji. Tyle ze
          czytajacy zamiast przecinka wykonal modulowany dwukropek, no i to dbanie o
          zdrowie poprzez unikanie aborcji mnie z lekka wbilo w lawke...).

          Otoz od listu pasterskiego gorsze jest porownywalne z nim objetoscia ogloszenie
          o meczu pilki noznej miedzy honorowymi krwiodawcami kibicujacymi TS Wisla a
          honorowymi krwiodawcami kibicujacymi KS Cracovia. Ogloszeniodawca nie omieszkal
          dodac, ze przed tym meczem odbedzie sie, jako curiosum, mecz pomiedzy druzynami
          kobiet. Moze mi sie wydawalo, ale czytajacy ogloszenie koloratkowy wyraznie sie
          chichral...
          • mader1 Re: Czy pamiętacie treść niedzielnego kazania? 31.08.08, 23:14
            . Moze mi sie wydawalo, ale czytajacy ogloszenie koloratkowy wyraznie sie
            > chichral...

            Niemożliwe ! To byloby oburzające, ksiądz nie moze tak po prostu chichrać się !
            w czasie ogłoszeń ! smile)))

            ( idę chyba spać, bo jutro ciężki dzień)
            • isma Re: Czy pamiętacie treść niedzielnego kazania? 31.08.08, 23:24
              No, fakt. Nie moze.
              Ciezki dzien to ja juz dzisiaj mialam. Mowisz, ze jutro tez by tak mialo byc? O,
              nieeee ;-(((.
              • mader1 Re: Czy pamiętacie treść niedzielnego kazania? 31.08.08, 23:35
                ( łazienka jeszcze zajęta przez tą co to weterynarza wcześnie sPać
                kładzie)

                > No, fakt. Nie moze.

                A widzisz, nie widzisz ... tfu... nie widzialaś tfu... przewidziało
                Ci się wink

                > Ciezki dzien to ja juz dzisiaj mialam. Mowisz, ze jutro tez by tak
                mialo byc? O
                > ,
                > nieeee ;-(((.

                Ojej ! Nasz to tylko zaganiany ( choć spokojny miał być). Głask,
                głask smile Jutro u Ciebie będzie spokojnie... spokojniej...
      • mader1 Re: Czy pamiętacie treść niedzielnego kazania? 29.08.08, 15:23
        "Przyjmowania fałszywych założeń co do stanu myśli wiernych
        np. "kiedy jesteśmy
        na wakacjach, często zapominamy o mszy świętej"."

        Tak, zwłaszcza gdy wytropienie mszy, kościoła zabrało trochę czasu,
        takie zdanie podnosi na duchu smile)))

        też kradniemy, nie dbamy o przyjaciół, zdradzamy żony i robimy nie
        wiadomo co w internecie. W ostateczności pracując całymi dniami dla
        bogacenia się, zaniedbujemy rodzinę i modlitwę.Albo próżnujemy
        rozpuszczając język na czczym gadaniu.
        A z drugiej stony, skoro do Boga przychodzą
        nie Ci, co mają się dobrze, a chorzy, zdarza się i księdzu w coś z
        licznych ( nie swoich !) grzechów " trafić" ...
    • mama_kasia Re: Czy pamiętacie treść niedzielnego kazania? 29.08.08, 10:02
      Nie pamiętam treści niedzielnego kazania, ale nie uważam, aby
      one były do zapamiętania smile Homilie są dla mnie na ten dany
      moment. To w tym momencie Bóg przez drugiego człowieka ma mi
      coś do powiedzenia. One wracają do mnie czasami, gdzieś tam
      w niedzielne popołudnie np. lub kiedyindziej.
      Staram się bardzo skupić na homilii i nie nastawiać się - o
      znowu ojciec (nie napiszę jaki wink)), który ...no nie ma
      daru mówienia, ale i on do homilii sie przygotowywał i coś
      tam jednak przekazuje smile

      Jak wiecie, pisze komentarze do niedzielnych mszy i pisząc je
      staram się ogarnąć całość czytań, aby wychwycić istniejące
      między nimi powiązania, aby w tych trzech czytaniach zobaczyć
      całość, aby uwypuklić myśl przewodnią. I miałam takiego
      proboszcza, którego homilie były idealanie zgrane z komentarzem
      smile) - tzn. on też wychwytywał tę istotę czytań danego dnia smile
      ...Z obecnym jakoś nie udaje się zgrać wink)) Nie żeby nie
      mówił na temat. Mówi. Mówi, tłumacząc czytania, ale jednak
      często na coś innego zwraca uwagę niż ja. dla niego te czytania
      mają inny wydźwięk. Nie chcę, aby to pobrzmiało pychą, ale
      wydaje mi się, że schodzę głębiej. Jednak staram się słuchać
      pokornie jego homilii i nawet je lubię wink Przynajmniej poczatek, bo
      niestety ma tendencję powtarzania się, no i robi to jakoś
      beznamiętnie.

      I tu dochodzę do techniki wypowiadania myśli smile Tego chyba
      by się dało jakoś wyuczyć? Pewnie, trzeba uważać, aby technika
      nie przerosła treści wink Ale, np. w tym momencie mamy ojca, który
      widać ma wyuczone mówienie, ale robi to jednak fantastycznie smile
    • mader1 Re: Czy pamiętacie treść niedzielnego kazania? 29.08.08, 12:57
      Tu na wsi są takie sobie, ale całkiem niezłe. Rzadko zaskoczą, ale
      są na temat, niezbyt rozwlekłe i przygotowane wcześniej.
      Lubię kazania mojego proboszcza z Warszawy - mówione żywym językiem,
      bez zadęcia , z troską i takim jakimś poczuciem wspólnoty ... to
      raczej dzielenie się refleksją z pozycji wiernego i grzesznika...
      Ale miał i te ksiądz swoją słabość... Mówił niekiedy " Nie tak Cię
      przecież matka uczyła !" Rozbawiło mnie, że sam z " dobrej" rodziny,
      przyjmuje jako pewnik, że wszystkie matki uczą " dobrych
      rzeczy" smile))) Jakby wiedział, ilu ma wiernych, których matki nie
      uczyły, nie dawały przykładu... Ale po prostu rzeczywiście nie
      pomyslał, już teraz tak nie myslał...
      • mader1 Re: Czy pamiętacie treść niedzielnego kazania? 29.08.08, 12:59
        > pomyslał, już teraz tak nie myslał...

        przepraszam - "nie mówi"
        • ruda_kasia Re: Czy pamiętacie treść niedzielnego kazania? 29.08.08, 14:37
          tak, pamietam, ale niezbyt mis się podobało, a są takie, które niosą
          mnie całą niedzielę i dużo dłużej.
    • ese1 Re: Czy pamiętacie treść niedzielnego kazania? 29.08.08, 15:47
      kazanie na Mszy Sw traktuje zawsze jako 'dodatek'. zdarza sie ciekawe, wtedy
      slucham, kiedy nie, wtedy zajmuja moja glowe moje wlasne rozwazania na temat.
      Zawsze przed Msza Sw staram sie czytac rozwazania z Wiara.pl. Czesto daja one mi
      troche do myslenia.
      Co do samych kaznodziejow.. no niestety nie kazdy ma dar przemawiania, a nawet
      jezeli temat jest ciekawy, to nie kazdy potrafi nim zainteresowac. Nie wazne.
      Nie dla kazania i nie dla ksiedza chodze do kosciola.
      • ekan13 Re: Czy pamiętacie treść niedzielnego kazania? 29.08.08, 22:01
        Tylko nawet jak dobrym kaznodzieją nie jest, nawet jak weny twórczej nie posiada aktualnie do czytania są pełne bogactwa treści.
        Niech mówi pismem, nawet sam jezus często mówił "Napisano" i nawet gdy szatan na pustyni kusił, nie wymyślił i nie tworzył, a uparcie mówił "napisano".
        Niech więc tłumaczą nam to "napisano", tak by czytając Pismo sam na sam było łatwiej.
        Ja sama jak na poczatku zmierzyłam się ze ST myślałam, że te wszystkie historie to takie ludowe podania, legendy(oczywiście takie też są) i dopiero jak gdzieś do Nechemiasza i Ezdrasza doszłam zorientowałam się, że to historia jest jednak...
      • magdalaena1977 Re: Czy pamiętacie treść niedzielnego kazania? 29.08.08, 22:22
        ese1 napisała:

        > Co do samych kaznodziejow.. no niestety nie kazdy ma dar przemawiania,
        IMHO jak ktoś nie ma daru, to powinien nadrobić to ciężką pracą - przygotowywać
        kazania wcześniej, może korzystać z różnych wzorków ?
        • ese1 Re: Czy pamiętacie treść niedzielnego kazania? 30.08.08, 17:31
          magdalaena1977 napisała:

          > ese1 napisała:
          >
          > > Co do samych kaznodziejow.. no niestety nie kazdy ma dar przemawiania,
          > IMHO jak ktoś nie ma daru, to powinien nadrobić to ciężką pracą - przygotowywać
          > kazania wcześniej, może korzystać z różnych wzorków ?

          moze a nie robi, wiec co z tego wynika? ze nie wykonuje porzadnie swojej
          pracy... tak jak i czesc ludzi w innych 'zawodach' na tym swiecie
          mozemy krytykowac, mozemy zmienic czasami kosciol i kaznodzieje...
          ale w kwestii naszej wiary, co to zmienia?
    • isma "Zagladnijmy do Swietego Swietych..." 30.08.08, 00:26
      No, dobra. To ja sprobuje mniej wiecej zebrac, co mi chodzi po glowie.

      Jak niektórzy wiedza, ja się kiedys zawodowo zajmowałam pisaniem cudzych
      przemowien. Zainteresowanie retoryka mi z tego czasu zostalo, zreszta i resztki
      teatrologicznego wykształcenia mi czasem kaza patrzec na rozne wystapienia przed
      publicznoscia wlasnie jak na spektakl, podlegajacy ocenie ze względu na
      skutecznosc zastosowanych srodkow wyrazu, technik retorycznych itp.

      I wydawaloby się, ze kazanie można za pomoca takich wlasnie narzedzi sensownie
      analizowac i skutecznie oceniac. Ale…

      Był taki madry dyrektor teatru w Krakowie w XIX wieku, który w dyskusjach o tym,
      czym ma być teatr (a w Galicji to były dyskusje istotne – teatr pelnil tu np.
      funkcje edukacyjno-patriotyczne, w tym dla rodakow „zza kordonu”, z zaboruu
      rosyjskiego) mowil cos na kształt: „teatr nie jest katedrą, ani amboną, ani
      nawet apteką”. No i, parafrazując Stanislawa Kozmiana, można by zapytac, czy
      aby na pewno ambona może byc uniwersytecka katedra, albo estrada, czy bodaj
      mownica…? Czy dobra homilia to po prostu dobre przemowienie na tematy religijne?

      Ze to niezupełnie tak, swiadczy kilka przeslanek. Co do zasady, homile powinien
      glosic celebrans. Nie (nawet doskonalej przygotowany!) dyżurny ksiądz, który
      wyskoczy co godzine z zakrystii z kartka, tylko ten, kto sprawuje Ofiare… I
      homilii nie może wygłosić nawet znakomicie przygotowany teologicznie swiecki - a
      zatem nie jest to prosty wyklad prawd wiary czy egzegeza biblijnego tekstu,
      choćby nader profesjonalna. Bracia protestanci mowia czasem, ze głoszący kazanie
      „zwiastuje Slowo”. Nie „przemawia” albo „tlumaczy”. Nie „poucza” czy
      „perswaduje” Zwiastuje.

      Bog staje-się-obecny w głoszonym Slowie.

      Oczywiście, to nie jest tak prosto, ze na koloratkowego na ambonie splywa zaraz
      dar prorokowania (napisala trzeźwo Isma, antyklerykal). Ale jest ewidentnie
      jakies niezbywalne napiecie miedzy tym czysto ludzkim wymiarem „kazania” a tym,
      co jest w nim zachowaniem liturgicznym, czescia uobecnianej Ofiary. Jest jakas
      „skuteczność zbawcza” tego, co się mowi.

      Pamietacie, jak zaczynalismy na forum rozwazania nad Slowem Bozym? Umowilismy
      się wtedy, ze one nie sa do dyskusji. Ze majac nadzieje, iz one obudza w
      sluchaczach jakas ich wlasna nute refleksji and Slowem, przyjmujemy, że jest to
      jednak cos takiego, co nie podlega ocenie np. z punktu widzenia jakosci
      przedstawionej argumentacji, czy literackiej sprawnosci. Cos w pewnym sensie
      osobistego, choc wspoldzielonego z innymi. Przy czym mówiąc o tym osobistym
      wymiarze nie mam na mysli jakichs sentymentow, uzewnętrzniania uczuc itp.,
      tylko raczej aspekt duchowy – osobista relacje mówiącego z Bogiem, który jest w
      Slowie. O ile wiec bardziej ta relacja istnieje (i powinna się manifestowac!),
      kiedy mówiący od oltarza jest „sluga slowa sakramentalnego, będącego skutecznym
      zrodlem laski” (nie moje - kongregacja ds. duchowieństwa taka kiedys kragla
      fraze ukula, i cos w niej jest wink)).

      No i teraz o tej kondycji kaznodziejstwa. Otoz, mnie się wydaje, ze ona taka
      sobie jest. I oczywiście można ja poprawic nauczajac klerykow retoryki,
      publikując wzory kazan i takie tam. No, tez, krytykujac koloratkowych za te czy
      inna wtope wink)).

      Ale tak naprawde to… to mnie się wydaje, ze to zalezy przede wszystkim od tego,
      jak jest duchowa kondycja tych, co na te ambone wleza. Na ile oni rzeczywiście
      chca być tymi slugami Slowa, na ile nim rzeczywiście zyja - a na ile traktuja
      rzecz jak wypracowanie do napisania (i tu już drugorzędne, czy to robia jak
      prymusi, czy ściągają).

      A na koniec – kazanie. Starenkie. Ale po ponad piętnastu wiekach na mnie i tak
      robi wrazenie. Bez budujacych przykładów. Bez gromienia i sarkania. Ot,
      czlowiek: chrześcijanin, kaplan prawie z przymusu, biskup z konieczności,
      swiadczy w prostych slowach - „jestem uczestnikiem Paschy”:

      Będziemy uczestnikami Paschy, teraz wprawdzie jeszcze w sposób typiczny, o wiele
      jednak wyraźniej niż w starodawnym Prawie (śmiem bowiem twierdzić, że Pascha
      starotestamentalna jako figura figury była mniej zrozumiała). Niedługo już
      natomiast zaczniemy ją obchodzić w sposób doskonalszy i prawdziwszy, wtedy
      mianowicie, gdy Słowo będzie ją spożywało w nowej postaci razem z nami w
      królestwie Ojca odsłaniając i ukazując wszystko, czego dotychczas nie wyjaśniło
      w pełni. To bowiem, co dziś poznajemy, zostanie zawsze nowe.
      Naszą rzeczą jest zrozumieć naturę tej nowej uczty paschalnej, do Niego zaś
      należy pouczać i udzielać swoim uczniom wyczerpującej nauki. Nauka bowiem, o
      której mowa, jest również pokarmem Tego, który karmi.
      Bądźmyż więc i my uczestnikami Prawa, ale w sposób ewangeliczny, a nie według
      litery, doskonale, nie zaś niedoskonale, wiecznie, a nie tylko w doczesności.
      Zbudujmy sobie stolicę, ale nie ziemskie Jeruzalem, lecz metropolię niebieską.
      Nie tę, powiadam, którą teraz depcą buty żołnierzy, lecz tę, którą wysławiają
      zastępy aniołów. Ofiarujmy nie młode cielce i jagnięta mające rogi i racice,
      elementy martwe i nieczułe, lecz wraz z chórami niebieskimi złóżmy Bogu ofiarę
      uwielbienia na ołtarzu w niebie. Wejdźmy za pierwszą zasłonę, zbliżmy się do
      drugiej i zaglądnijmy do miejsca Świętego Świętych.
      A nawet powiem coś więcej: Złóżmy w ofierze Bogu siebie samych. Owszem, w każdy
      dzień ofiarujmy siebie i wszystkie nasze poruszenia. Przyjmijmy wszystko dla
      Słowa i przez cierpienie naśladujmy Jego mękę, krwią uczcijmy Krew, ochoczo
      wstąpmy na krzyż.
      Jeśli jesteś Szymonem Cyrenejczykiem, weź krzyż i idź za Chrystusem. Jeśli
      byłbyś jak łotr razem z Nim przybity do krzyża, uznaj w Nim Boga jako człowiek
      prawy. Jeżeli Chrystus z powodu ciebie i twoich grzechów został policzony między
      złoczyńców, ty stań się dla Niego sprawiedliwy. Uwielbij Tego, który z twojej
      przyczyny został zawieszony na krzyżu i sam wisząc usiłuj wyciągnąć jakąś
      korzyść ze swojej niegodziwości. Śmiercią kup sobie zbawienie. Wejdź z Jezusem
      do raju, żebyś zrozumiał, jakich dóbr się pozbawiłeś. Kontempluj jego piękno, a
      temu, co szemra, pozwól umrzeć na zewnątrz z jego bluźnierstwami.
      Jeśli jesteś Józefem z Arymatei, proś o ciało Jezusa tego, który kazał Go
      ukrzyżować. Niech stanie się ono twoją ofiary przebłagalną za zbawienie świata.
      Jeśli jesteś Nikodemem, owym nocnym czcicielem Boga, namaść Go pogrzebowymi
      olejkami.
      Jeśli jesteś Marią albo drugą Marią, czy Salome lub Joanną, wylewaj swoje łzy
      już u brzasku dnia. Postaraj się, byś tak jak pierwsza z nich, zobaczył odwalony
      kamień, a może też i aniołów, a nawet samego Jezusa.


      „Postaraj się, bys zobaczyl Jezusa”, no. O to w sumie chodzi.
      • ese1 Re: "Zagladnijmy do Swietego Swietych..." 31.08.08, 09:11
        isma napisała:


        > „Postaraj się, bys zobaczyl Jezusa”, no. O to w sumie chodzi.
        >
        >

        dlugie ale ladne i z sensem..
        to ostatnie zdanie
        wlasnie ten watek sklonil mnie do refleksji. Dlugie lata chodzilam na msze do
        Dominikanow, zakon kaznodziejski. Piekna oprawa mszy, sensowne i dobrze
        przygotowane kazania.
        Kiedy sie przeprowadzilam zaczelam chodzic do zwyklego kosciolka, gdzie probosz
        gadal jak potrafil, a potrafil jak go w czasach socjalizmu uczono, ze trzeba byc
        zawsze przeciwko i on byl zawsze przeciwko czemus...
        i wtedy mnie to zastanowilo, jak latwo sie zachwycic wiara kiedy sluchamy
        pieknej liturgii i jak trudno ta wiare odnalezc w zwyklej Mszy okrojonej z
        kwiecistych slow i wznioslych piesni, za to z ksiedzem ktory specjalnie nie wie
        o czym mowic... powierzchownosc, bo nie sztuka jest wziasc z talerza, sztuka
        jest dostrzec to, co ukryte, a mimo wszystko jest piekne...
    • ese1 pytanie postawilabym chyba inaczej 31.08.08, 09:13
      czy poamietasz o czym byla ostatniej niedzieli ewangelia?... tak postawione
      pytanie ma dla mnie wiekszy sens
    • otryt To nieładnie wziąć chleb dla dzieci i rzucić psom 02.09.08, 12:19
      Mt 15,21-28
      21 Po odejściu stamtąd udał się Jezus w granice Tyru i Sydonu. 22
      Wtedy pewna Kananejka, wyszedłszy gdzieś z tamtych miejsc, wołała
      mówiąc: "Zlituj się nade mną, Panie, Synu Dawida! Moja córka jest
      nieszczęśliwie opętana przez złego ducha". 23 On jednak nie odzywał
      się do niej żadnym słowem. Wtedy Jego uczniowie podszedłszy prosili
      Go, mówiąc: "Odpraw ją, bo krzyczy za nami". 24 On odezwawszy się
      rzekł: "Zostałem posłany tylko do zabłąkanych owiec Izraela". 25 Ona
      jednak podeszła, pokłoniła się Mu i powiedziała: "Panie, pomóż mi".
      26 On odpowiadając rzekł: "To nieładnie wziąć chleb przeznaczony dla
      dzieci i rzucić psom". 27 Ona na to powiedziała: "Tak, Panie, lecz
      jednak jedzą psy okruchy spadające ze stołu ich panów". 28 Wówczas w
      odpowiedzi rzekł Jezus: "O kobieto, twoja wiara wielka. Niech ci się
      stanie, jak chcesz". Od tej godziny jej córka była zdrowa.

      ****

      3 tygodnie temu mieliśmy tę Ewangelię. Przyznam, że zawsze miałem z
      nią kłopot. Zazwyczaj kaznodzieje kwitują to krótko, że wielka była
      wiara tej kobiety albo czasem dodadzą, że misja Chrystusa została
      rozszerzona także na inne narody. Jest tu jednak jeszcze coś.
      Jakbyście się poczuli, gdyby ktoś Was do psów porównywał? Przecież
      to straszna obelga? Czy Chrystus nie mógł po prostu zwyczajnie
      odmówić kobiecie, jeśli nie chciał jej pomóc? Czy musiała być aż tak
      przeczołgana, aby wyprosić zdrowie dla swojego dziecka? Te słowa
      Chrystusa o psach kłócą się z moim wyobrażeniem o miłości bliźniego.
      Tego nikt nigdy nie objaśniał podczas kazań. Trzy tygodnie temu
      ksiądz dotknął tego problemu. Powiedział, że Chrystus jako człowiek
      uczył się.

      • mamalgosia Re: To nieładnie wziąć chleb dla dzieci i rzucić 02.09.08, 12:22
        No chyba żartujesz.
        Nie do wiary. A więc mógł kogoś obrażać, czy wręcz poniżać?
        Nie, na to musi być jakieś wyjaśnienie inne.

        Właśnie, była ta Ewangelia. I ksiądz w Nadmorskiej Miejscowości
        powiedział, że to jest jeden z tych kawałków, które od lat sprawiają
        problem kaznodziejom (nawet jakoś nazwał po łacinie tego typu
        fragment, niestety nie pamiętam jak - kamień jakiś chyba, wie
        ktoś?). Myślałam, że po tym wstępnie bedzie ta-dam i okaze się, że
        temu kaznodziei to nie sprawia problemu. Ale nic nie wytłumaczył.
        Moze tu ktoś mądry się wypowie
        • nordynka1 Re: To nieładnie wziąć chleb dla dzieci i rzucić 17.09.08, 13:51
          > No chyba żartujesz.
          > Nie do wiary. A więc mógł kogoś obrażać, czy wręcz poniżać?
          > Nie, na to musi być jakieś wyjaśnienie inne.
          >

          dlaczego nie? Chrystus był do nas podobny we wszystkim prócz
          grzechu. Dojrzewał jak my, uczył sie jak my

          zobaczyłam to trochę wyraźniej gdy urodziłam dzieci. Patrzyłam
          (patrzę) jak rosna i myślę czesto co robił Chrystus w ich wieku? Tez
          miał bunt dwulatka? Przekorę czterolatka? Jak uczył się innych
          ludzi? Mówił mamie 'nie nie pójdę, nie zrobię, nie chce mi się ?'
          Skoro Bóg GO nam dał jako Brata to myślę, że Go przeczołgał w tym
          wszystkim - nie dał Go 'gotowego' umiejącego znaleźć się w każdej
          sytuacji i to miłosiernie świątobliwie najwłaściwiej..30 lat
          Chrystus dojrzewał.
          I jak On jest przez to nam bliski...popatrz jak nagle staje sie
          bliski! Szokujące.

          No i moje ukochane " Jezus Chrystus istniejąc w postaci Bożej nie
          skorzystał ze sposobności aby na równi być z Bogiem, lecz ogołocił
          samego siebie przyjąwszy postać sługi, w tym co zewnętrzne uznany
          tylko za człowieka.." Nabiera nowego światła smile)
          Piszę na gorąco, to co mi się pokazuje w głowie, wybaczcie brak
          adresu do Biblii..
      • kudyn Jak Jezus uczył się wierzyć 02.09.08, 12:29
        otryt napisał:

        > Powiedział, że Chrystus jako człowiek uczył się.

        Jest na ten temat ciekawa książka: Wilhelm Bruners OSB - Jak Jezus uczył się
        wierzyć.
        www.wdrodze.pl/?s=ksiazka&id=385
        • otryt Re: Jak Jezus uczył się wierzyć 02.09.08, 13:41
          Kudyn, dziękuję za tytuł książki, postaram się do niej dotrzeć.
          Myślę, że ksiądz Krzysztof Niedałtowski, o którego kazaniu pisałem,
          z kościoła św. Jana w Gdańsku mógł tę pozycję czytać. Jego kazania
          zawsze wnoszą coś nowego w myślenie o wierze. On się rozwija, czyta,
          podróżuje. Rozwijają się słuchacze jego kazań. Jezus zareagował na
          kobietę z obcego plemienia w sposób typowy dla Żyda w tamtym czasie.
          Jednak jak każdy człowiek uczy się, inaczej patrzy na obcego niż
          jeszcze przed chwilą. Słowa, że Chrystus się uczy mogą zabrzmieć jak
          bluźnierstwo, bo przecież Bóg wie wszystko. Jednak dzięki temu, że
          się uczy staje się jednym z nas ludzi, którzy całe życie się uczą, a
          raczej powinni to robić.

          To kazanie wryło mi się w pamięć. Były także inne ważne kazania,
          które pamiętam latami. Przyznam jednak, że większość ulatuje od
          razu. Bardzo wiele jest księży, którzy mówią, że mamy być dobrzy,
          mamy chodzić do spowiedzi i do komunii, które dają wielką siłę. I
          niezależnie od czytań kazanie zawsze sprowadza się do tych kilku
          dość oczywistych prawd. A wierni wtedy śpią. Nie wiem, czy księża
          czytają dużo książek? Choćby tę Brunersa? Zaganiani w codziennych
          obowiązkach na lekturę mogą już nie mieć czasu. Gdyby znali tę
          książkę, pewno tłumaczyliby te trudne słowa Chrystusa o psach.
    • isma Re: Czy pamiętacie treść niedzielnego kazania? 16.09.08, 22:51
      Cd. wypisow starenkich, o tym, ze jak kto chwali kazanie, to to podejrzane jest:

      "Im mniej ktos rozumie kazanie, tym glosniej wychwala gloszacego; a kiedy
      zostanie zapytany przez kogos, kto niewiele rozumie, a ktory sluchal kazania:
      "Co takiego powiedzial kaznodzieja?" odpowie: "Powiedzial rzeczy dobre i piekne."

      Dobrze dla nas, jesli nie zachowujemy sie tak, jak przydarzylo sie jednemu z
      mnichow z naszego zakonu. Byl wspanialym kaznodzieja, glosil kazania zrozumiale
      i gladkie, tak gladkie, jak skora waszych dzieci. Tenze zakonnik mial
      wspolbrata, zupelnie od niego roznego - wielkiego i grubego az wstyd; i tenze
      opasly chodzil sluchac kazan swojego brata zakonnego.

      Po jednym z nich gruby mnich dolaczyl do kolka innych zakonnikow i zapytal:" Czy
      byliscie dzisiaj rano na kazaniu mojego wspolbrata?" Oni odpowiedzieli: "Nie, a
      co takiego ciekawego powiedzial?" "Och! Powiedzial rzeczy zacne, ktorych nigdy
      wczesniej nie slyszeliscie." "Ale powiedz, co dokladnie?". On odrzekl:
      "Powiedzial rzeczy zacne o niebie, ktorych nigdy nie slyszelicie. Dlaczego nie
      przyszliscie? Czyzbyscie nie wierzyli, ze mowil rzeczy zacne?" "Powiedz w koncu,
      co takiego powiedzial?" A ten kontynuowal: "Straciliscie najpiekniejsze kazanie,
      jakie mogliscie uslyszec!".

      Wielokrotnie odpowiadal w taki sam sposob, a na koniec oswiadzyl: "On mowil o
      rzeczach zacnych i waznych, ktorych ja nigdy wczesniej nie slyszalem. Mowil
      duzo, ale ja nie zrozumialem nic."

      A teraz ty i ty..., czy mnie rozumiesz? Uwazam, ze trzeba mowic i glosic nauke
      Chrystusa w taki sposob, aby kazdy ja zrozumial... Nasza mowa musi byc
      rozumiana. Wiesz, w jaki sposob? Trzeba mowic prosto i wyraznie, aby ten kto
      slucha odszedl zadowolony i oswiecony, a nie zubozony!"

      Odpowiedz na pytanie postawione w tytule watku: niedzielne kazanie pamietam wink)).
      • kann2 Re: Czy pamiętacie treść niedzielnego kazania? 16.09.08, 23:25
        isma napisała:


        > Odpowiedz na pytanie postawione w tytule watku: niedzielne kazanie
        pamietam wink


        Pewnikiem "rzeczy zacne" były.

        Wrrrrrrrrrrr!
        • isma Re: Czy pamiętacie treść niedzielnego kazania? 16.09.08, 23:38
          Nie warcz. Nie lubie psow.
    • ant777 żona mi streściła 17.09.08, 08:07
      Moja żona potrafi wyłapać istotę każdego kazania. W 5 minut wiem co
      autor miał na myśli wykładając to przez 45 minut.

      Podobało mi się kazanie pewnego Amerykanina. Facet postawił na
      podłodze miskę. Wziął szklankę i zaczął wlewać wodę do szklanki.
      Napełnił szklankę ale nie skończył. Dalej lał wodę. W koncu mówi:
      widzicie, taka jest miłość Boga i nic jej nie ograniczy.
      I w zasadzie mógłby skończyc kazanie.
      • kann2 Re: żona mi streściła 17.09.08, 09:04
        No tak może wyglądać takie streszczenie:

        - O czym było dzisiejsze kazanie?
        - O grzechu.
        - A mogłabyś powiedzieć coś więcej. Co mówił ksiądz?
        - Był przeciw.
        • isma Re: żona mi streściła 17.09.08, 09:07
          Eee, ocenzurowales.
          Tam bylo: "Nooo, co do zasady byl przeciw..." wink)).
    • otryt Bóg jak...matka 07.10.08, 17:43
      Dwa dni temu, w niedzielę znów poruszyło mnie kazanie. Pisałem już o
      tym w wątku o akcesoriach. Ale było tam coś jeszcze. Ksiądz
      stwierdził, że nasza relacja do Boga jest w jakiś sposób pochodną
      naszego stosunku...do matki. Wiem, że takie porównania już bywały,
      jednak mówiło się zawsze o ojcu, że stosunek do ojca ziemskiego
      wyznacza nasz stosunek do Boga.

      Takim stwierdzeniem Bóg na osi płci mocno przesuwa się na żeńską
      stronę. Myślę, ze te słowa zadowoliłyby jakoś nurt katolickego
      feminizmu. A ja wciąż myślę o nich, tak samo jak o tym, że Bóg
      niczego od nas nie potrzebuje. Kocha nas i pokazuje nam najlepszy z
      możliwych sposobów życia, instrukcję obsługi pod nazwą Dekalog.
      Możemy żyć wbrew tej instrukcji, jednak to my poniesiemy
      konsekwencje, Bóg niczego nie zakazuje ani nie nakazuje, jesteśmy
      wolni.
    • kudyn Re: Czy pamiętacie treść niedzielnego kazania? 20.10.08, 12:11
      Byłem w niedzielę w sąsiedniej diecezji i nie miałem czego zapamiętać. Czasem w
      zamian jest na koniec adoracja, praktyka dla mnie niezrozumiała, ale tu
      kompletnie nic.
    • mmb Re: Czy pamiętacie treść niedzielnego kazania? 20.10.08, 18:17
      Jakis czas temu niechcący weszłam w trakcie Mszy do Kościoła, chciałam tylko go
      zwiedzić. Oczywiście zatrzymałam się w progu.
      Kazanie było na temat aborcji i odniosłam takie dziwne wrażenie że ten akurat
      temat zupełnie nie przystaje do potrzeb zgromadzonych w kaplicy wiernych
      (wszyscy w wieku > 60).
      Czy Wam też się się zdarzyło kiedyś słuchać takiego niepasującego do audytorium
      kazania? A może moja ocena jest zła i w takiej sytuacji nie ma nic niezwykłego?
      Co o tym sadzicie?


    • isma Re: Czy pamiętacie treść niedzielnego kazania? 20.10.08, 20:20
      Oooo, tak. Na dlugo zapamietamy. W ogole ostatnio mamy dobra passe pod tym
      wzgledem wink)).

      Wczoraj, w przeddzien parafialnego odpustu, kazanie proboszcz glosil. Kazanie
      przedodpustowe zawsze jest poswiecone konkretnemu elementowi formacji parafian,
      a mianowicie postawie wdziecznosci. Powiada pleban zwykle, iz trzeba byc
      wdziecznym Panu Bogu za te przepiekna swiatynie, w ktorej wlasnie w tym roku nam
      przybyly piekne witraze (figura Matki Boskiej, aniol nad drzwiami zakrystii,
      marmurowa chrzcielnica, figura sw. Jana Chrzciciela wsparta na autentycznych
      kamieniach z rzeki Jordan, plusz na stopniu komunijnym - niepotrzebne skreslic).
      No i wdziecznosc ta moze sie zmaterializowac w postaci brzeczacej monety - co ja
      mowie, szeleszczacego papieru! splywajacych obfitym strumieniem do skarbonki
      wystawionej za lawkami.

      Mielismy chytry plan - poniewaz slubny i M. wysluchali byli juz owego kazania na
      Mszy sw. antycypujacej niedzielna w sobote wieczorem, a wdziecznosc dla plebana
      wylewala sie im widomie uszami, jak zaczyn drozdzowy z formy, zas wysluchanie go
      po raz wtory groziloby niechybnie katastrofa - udania sie na Msze sw. dla
      dzieci, w nadziei, ze oscien proboszczowskiej kaznodziejskiej weny zostanie w
      tych okolicznosciach nieco zlagodzony.

      Proboszcz, zgodnie z przewidywaniami, dosc pobieznie potraktowal kwestie
      oddawania cesarzowi tylko tego, co cesarskie, rozwinal mysl o tym, ze wlasciwie
      wszystko inne nalezy oddawac Bogu, a zatem wdziecznosc nasza za te piekna
      swiatynie etc..., widzac wszakze, ze wiekszosc audytorium stanowia dzieci
      nieletnie wyposazone przez przezornych rodzicow co najwyzej w dwuzlotowki, nie
      staral sie byc w tej materii zbyt dobitny, i plynnie przeszedl do omawiania
      programu odpustowych uroczystosci. Omowil byl poranna msze sw. ze slubowaniem
      dla gimnazjalistow, wspomnial o dobrodziejstwach sakramentu chorych, ktory
      udzielany mial byc na Mszy sw. o godz. 10.30, po czym przystapil do zachecania
      wzmiankowanych wyzej dzieci nieletnich do uczestnictwa w poludniowej Mszy sw.,
      na ich pozytek zaplanowanej.

      [Tu musze dokonac pewnej niezbednej dygresji, a mianowicie opisu scenerii, w
      jakiej rzecz sie odbywala. Otoz, moj kosciol parafialny ma wewnatrz forme
      slimaka. Skutkiem tego stojacy przy ambonce w prezbiterium nie ogarnia wzrokiem
      calosci wnetrza, albowiem przeciwlegly, zakrecony koniec slimaka, mieszczacy
      kaplice chrzcielna, znajduje sie za zakrecona sciana. Miejsce to jest zajmowane
      zazwyczja przez rodzicow z malymi dziecmi, ktorzy sadowia sie na horyzoncie
      osiagnym przez wzrok kaplana, slodkie dzieciatka zas, ukryte przed owym
      kaznodziejskim wzrokiem, smigaja swobodnie tuz obok, niewidoczne, po prawie
      pustej kaplicy.]

      Tak wiec - mowil pleban, a wyraz ojcowskiego ciepla wplynal na jego szlachetne
      oblicze - na dwunasta zapraszamy najserdeczniej male dzieci, z mamusiami, ktore
      siedza w domu, albo z babciami, zapraszamy wszystkich malych przedszkolakow,
      ktorzy przychodza do kosciola, bo chca byc blisko Pana Jezusa...

      I w tym wlasnie momencie z nagla przez swiatynie przetoczylo sie cos na pozor
      dudnienia stukrotnego gromu. Jasnosc na twarzy proboszcza zgasla, i ustapila
      miejsca wyrazowi najswietszego oburzenia.
      Zona Lota tak wymownie nie milczala, jak milczal w te niedziele ksiadz pralat.

      ... tych malych przedszkolakow - kontynuowal po dluzszej chwili kaplan krwi
      najzimniejszej, o ktora by go nikt z parafian nie posadzal - ktorzy moze wlasnie
      w tej chwili zrzucili paschal, albo moze nawet rozbili naszego Jana Chrzciciela...
      • minerwamcg Re: Czy pamiętacie treść niedzielnego kazania? 20.10.08, 20:55
        > ... tych malych przedszkolakow - kontynuowal po dluzszej chwili
        >kaplan krwi najzimniejszej, o ktora by go nikt z parafian nie
        >posadzal - ktorzy moze wlasnie w tej chwili zrzucili paschal, albo
        >moze nawet rozbili naszego Jana Chrzciciela...

        Auuuu! Przecudne. Jakbym "Don Camilla" czytała smile))
      • kann2 Re: Czy pamiętacie treść niedzielnego kazania? 20.10.08, 21:30
        Taaaaak. Znowu trzeba będzie umieścić skarbonkę za ławkami. Na
        konkretny cel.
        • kann2 Re: Czy pamiętacie treść niedzielnego kazania? 20.10.08, 21:34
          W końcu taki paschał to 539 zł

          escapulario.pl/product_info.php/products_id/1013

          A figury Jana Chrzciciela nawet nie uświadczysz! Specjalne
          zamówienie też kosztuje.

          escapulario.pl/index.php/cPath/36
          W sumie św. Antoni wychodzi dużo taniej.
          • isma Re: Czy pamiętacie treść niedzielnego kazania? 20.10.08, 22:17
            Po co sw. Antoni? To powinien byc sw. Bonifacy meczennik!!!

            No, ale na szczescie skonczylo sie tylko na tym, ze zdetronizowany paschal,
            broczac ziarnami kadzidla z pieciu ran Chrystusowych, potoczyl sie wprawdzie
            razno po zeslizgu slimaka (zwanym przez miejscowa inteligencje techniczna pasem
            startowym) w kierunku drzwi wyjsciowych, lecz w pore zostal przez ofiarnych
            parafian zatrzymany. Skadinad paskudna praktyka umieszczania w owych oblepionych
            kalkomania woskowych tubach twardego rdzenia, czyli wkladu olejowego, tym razem
            okazala sie byc zbawienna, dla finansow parafii i dla dobrostanu kapelana Jego
            Swiatobliwosci...

            To ja juz moze o kazaniu odpustowym nie bede opowiadac...
    • mader1 piorunujące kazania 05.07.09, 10:51
      Spytano pewnego dnia ojca Lombardiego, jaki był najbardziej widomy skutek jego
      piorunujących kazań.
      - Ujawnił się kiedyś w małej wiosce w Polesine. Kiedy powiedziałem o tym, że my
      wszyscy musimy nieść krzyż, który przeznaczył nam Pan Bóg, zobaczyłem w głębi
      kościółka wielkie zamieszanie. Jeden z wieśniaków próbował wziąć na ramiona
      swoją żonę.
      • kocianna Re: piorunujące kazania 09.07.09, 08:23
        Ja umiem uczestniczyć we Mszy Św. tylko u Dominikanów. Zwłaszcza odkąd mam
        dziecko. Bo jeżeli odlecę na kazaniu, to nie potrafię wrócić już do samego końca
        i mechanicznie klepię formułki (albo i nie: ostatnio "formułki" słyszę w innym
        języku i okazuje się, że ciężko mówić to samo po polsku w obcojęzycznym chórze,
        zwłaszcza, jak człowiek "odlecianysmile.
        I bardzo żałuję, że tu ani jednego Dominikanina nie ma sad
      • mamalgosia Re: piorunujące kazania 09.07.09, 11:11
        mój szef jest niski i szczupły
        • mader1 Re: piorunujące kazania 09.07.09, 11:18
          to masz lekki krzyż.
          • mamalgosia Re: piorunujące kazania 09.07.09, 18:06
            tak, no właśnie dlatego o tym napisałam. Że fajnie, szczególnie z
            moją dyskopatią
    • mader1 Księża w sierpniu :) 30.08.09, 00:05
      Przypomniałam sobie o tym wątku dziś i postanowiłam do Was nim wrócić z
      krótkiego urlopu smile
      Usłyszałam w kazaniu sierpniowym... nie, nie o pijaństwie i abstynencji.
      Usłyszałam o Drodze. O pielgrzymce. O Kościele Pielgrzymującym.A że nigdy nie
      byłam na prawdziwej pielgrzymce, z tym większą uwagą słuchałam. Usłyszałam, że
      tempo całej grupy jest tempem najsłabszych. Tempo pielgrzymowania całego
      Kościoła, zależy od najsłabszych. Nie tyle fizycznie, w tym przypadku, co
      duchowo... Usłyszałam o nieprzydatności parasola. Bo parasol, gdy chroni jedną
      osobę, to co miałaby spaść na nią, przenosi na innych.Na braci i siostry. Nie
      możemy chronić siebie, kosztem przerzucania naszego bólu, obowiązków czy
      odpowiedzialności na innych. Potem usłyszałam, że to co jest drobiazgiem, może
      stać się dużym problemem, gdy Pielgrzymujemy. Kamyczek, niezabezpieczone
      obtarcie - a wiec drobne przewinienia, drobiazgi , nad którymi nie chce się nam
      pracować " bo i tak są mało ważne", mogą przeszkodzić nam w dojściu do Celu.
      Wspólny śpiew i wspólna modlitwa pomaga w drodze.Dzielenie się radością i wiarą.
      Zwłaszcza ten, kto śpiewa, modli się podwójnie smile))) I... na koniec... znowu
      powtórzono to samo. NIE BAĆ SIĘ. Nie bać się mówić prawdy, jak Jan Chrzciciel.
      Ale też o strachu, który może przeszkodzić w samym rozpoczęciu Pielgrzymki.
      • mamalgosia Edmund Hillary i Tenzing Norgay 30.08.09, 09:06
        Jak wiemy - obaj zdobyli Everest. Jednak na początku cała gloria
        spadła na Hillarego. On się na to nie zgadzał, zawsze podkreślał, że
        bez Tenzinga byłoby to niemożliwe. Założył nawet jakąś fundację jego
        imienia, która wspiera Szerpów.
        Maryja jest takim wiernym Szerpą. Nosiła co jej Syn kazał, w ciszy i
        bez nadziei na chwałę. Jednak Chrystus biorąc Ją do nieba, pokazał,
        jak ważna była Jej ziemska wędrówka.
        I założył "fundację" - możemy prosić Maryję, a Ona się za nami
        wstawia.

        To było kazanie z okazji Wniebowzięcia, opowiedziane ze swadą (a nie
        tak krótko i beznadziejnie, jak moje słowa), przez Helskiego
        Proboszcza w Sandałach, w którym jestem zakochana, a którego
        nazwiska nawet nie znam (ponawiam apel o pomoc w znalezieniu w necie
        franciszkanów z Helu)
    • isma Re: Czy pamiętacie treść niedzielnego kazania? 30.08.09, 19:45
      Tak, dzisiejsze pamietamy detalicznie. Niestety.
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka