To pytanie z założenia retoryczne, ale chciałabym nim rozpocząć
dyskusję na temat kondycji polskiego kaznodziejstwa. Podzielcie się
swoimi uwagami na temat słuchanych homilii. Jak je oceniacie, czy
spełniają Wasze oczekiwania pod względem formy i treści? Czego w
nich brakuje? Ja w swoim życiu chyba miałam szczęscie trafiać na
dobrych kaznodziei, którzy nie politykowali na ambonie, nie grzmieli
o większe datki na kościół itp. Często pochylając się nad Słowem
Bożym sięgali do przykładów z życia codziennego - to akurat
przemawia do mnie najbardziej pozwalając na głębszą refleksję nad
sobą. Czasami zdarzały się teologiczne wykłady księży-doktorów i
wtedy faktycznie mój umysł najczęściej podlegał wyłączeniu. A jak
jest u Was?
PS. W odpowiedzi na postawione przeze mnie pytanie biję się w piersi
i akurat przyznaję, że treści ostatniej homilii nie pamiętam, ale
bywa że pamiętam pewne fragmenty sprzed lat