młodzieńcza miłość:)

08.10.08, 19:35
Jak on na nią patrzył... Wiem, że podkochuje się w niej od dawna.
Jest rok młodsza, ale bardzo zaangażowana w życie szkoły, wszędzie
jej pełno, więc ją poznał. Mądra, ładna, wesoła, kontaktowa... On -
przystojny, inteligentny, dobry i bardzo bardzo nieśmiały. Oboje
uwielbiamsmile Dziś ona tańczyła. A on siedział z kolegami na ławeczce.
Koledzy komentowali, on tylko patrzył. Ale JAK patrzył...
Cała przestrzeń między nimi była przepełniona napięciem (całkiem
niezbywalnym)...
Zachwycili mnie. Będę im kibicowaćsmile

A Wasza młodzieńcza miłość?

Mój był mądry, dobry, ciekawy, niespecjalnie ładny (grubiutkismile ),
marzyciel, no i podobałam mu się (kto wie, czy to nie największa
jego zaletasmile ). Do dziś nie ma żony.
A z wychowaniem w wierze ma to tyle wspólnego, że wbrew zakazowi
mamy wyszedł z domu po zmroku, żeby iść ze mną do kościołasmile
Mieliśmy piękne 14 latsmile)

Opowiecie?
    • minerwamcg Re: młodzieńcza miłość:) 08.10.08, 19:57
      Nie opowiemy. Nie ma o czym. Liczy się to, co teraz, nie dawne
      sentymenty, choćby najbardziej wzruszające. Było, minęło. Miało się
      czternaście lat, było się stosownie do wieku niemądrym i zakochanym -
      i co z tego? Ważne jest to, co jest. I ten mężczyzna, z którym
      jestem teraz. Ani tamten chłopiec, ani tamta dziewczynka już dawno
      nie istnieją - więc po co?
      • mamalgosia Re: młodzieńcza miłość:) 08.10.08, 20:42
        ojej, jak strasznie się z Tobą nie zgadzam!
        I jak miło mieć w sercu miejsce dla Tych, którzy z wielu przyczyn
        odeszlismile
      • lucasa Re: młodzieńcza miłość:) 08.10.08, 22:09
        minerwamcg napisała:

        > Nie opowiemy. Nie ma o czym. Liczy się to, co teraz, nie dawne
        > sentymenty, choćby najbardziej wzruszające.

        Sentymenty sie nie licza? i poruszenie serce, nawet chocby bylo
        szczeniece i to bylo dawno? i takie pierwsze zdzwienie, ze ktos moze
        na nas zwrocic uwage i sie nami zachwycic ot tak po prostu (i ten
        ktos to nie rodzina ani kolezanka z lawki)
        A
        • mamalgosia Re: młodzieńcza miłość:) 09.10.08, 09:19
          Może to trochę taka ostrożność, żeby sentymenty nie liczyły sie ZA
          BARDZO?

          Albo żeby nie wracać do czegoś, co już nie istnieje? Podobno
          przez "naszą-klasę" wiele takich sytuacji sie zdarzyło...

      • moniowiec Re: młodzieńcza miłość:) 09.10.08, 11:56
        hmm, tych miłości młodzieńczych miałam niewiele - dość stała w uczuciach jestem.

        pierwszy mój "chłopak" to w sumie bardziej był przyjaciel - jeździliśmy razem autobusem do szkoły (ja lo, on zawodówka), poagałam mu w nauce. jakoś mało było tego kochnia między nami, rozstaliśmy się w przyjaźni. miałam wtedy 15 lat.
        kolejny to taka już prawdziwa miłość... alkoholik... rodzice alkoholicy... miał 17 lat, ja 16. byliśmy ze sobą prawie rok, nierozłączni, rozumieliśmy się bez słów. chciałam go uleczyć, ale nie wytrwał... wrócił do nałogu... nie mogłam już z nim byc, przestałam wierzyć w jego obietnice. wiem że dziś jest szczęśliwym ojcem i mężem. nie wiem czy pije...
        nadal liceum. miłość platoniczna. listowna. pisaliśmy do siebie listy chociaż chodziliśmy razem do tej samej klasy. nie byliśmy nigdy razem - on czekał aż przestanę być z poprzednim, potem ja czekałam aż będzie chciał być ze mną. nazywał mnie swoją muzą i nadzieją. w sumie prawie nie rozmawialiśmy ze sobą - były tylko listy. nadal je mam. taki sentyment.
        kolejna miłość, już na studiach, czyli już nie taka młodzieńcza, znowu bardziej na przyjaźń zakrawała. Krzysiek dzięki mnie uwierzył w siebie. ateista, z dziada pradziada, nieochrzczony nawet, bo tata wielbił komunę... chdziliśmy razem do kościoła. rozstaliśmy się, bo wiedziałam że to nie prawdziwa miłość po grób. nie wiem co się u niego teraz dzieje.
        i w końcu mój mąż - miłość studencka, poznany... na dyskotece big_grin kolega mojego kolegi którego znałam z poprzedniej dyskoteki big_grin dziwnie się ppoznaliśmy - poprzez kumpla (dziś chrzetsny naszego synka) i życzenia z okazji dnia kobiet big_grin różnimy się diametranie - co do poglądów i wierzeń, ale kochamy się i wspólnie staramy żyć, wychowywać dziecko...

        podobno mam naturę skłonną do umartwiania i naprawiania świata... chyba to widać...
    • twoj_aniol_stroz Re: młodzieńcza miłość:) 08.10.08, 21:00
      A ja go poznałam przy bramce na boisku, w tamtym meczu był
      bramkarzem, wysoki, blondyn o niebieskich oczach i miodowej
      skórze smile Przegadaliśmy cały wieczór, a potem już byliśmy parą. I z
      wychowaniem w wierze też ma coś wspólnego, bo na wakacjach
      pojechaliśmy na obóz prowadzony przez księdza wink
      A dziś... Dziś on ma żonę, a ja męża, on i mój mąż są najlepszymi
      kumplami, ja i jego żona bardzo się lubimy i co najważniejsze: w
      bardzo trudnych chwilach zawsze my mogliśmy liczyć na nich, a oni na
      nas smile I tak bardzo się cieszę, że jego żona jest dla niego taka
      dobra smile
      • mamalgosia Re: młodzieńcza miłość:) 08.10.08, 21:01
        twoj_aniol_stroz napisała:

        > A ja go poznałam przy bramce na boisku, w tamtym meczu był
        > bramkarzem, wysoki, blondyn o niebieskich oczach i miodowej
        > skórze smile
        Wstydziłabyś sięsmile Harlequinsmile
        • twoj_aniol_stroz Re: młodzieńcza miłość:) 08.10.08, 21:11
          Noooo i to jaki!!! To był największy przystojniak na osiedlu smile))
          I do tego kiedyś pod moim oknem na asfalcie wyznał mi miłość za
          pomocą spray'u w kolorze niebieskim smile)))
          • mamalgosia Re: młodzieńcza miłość:) 08.10.08, 21:39
            a Ty ładna jesteś? Byłaś?
            • twoj_aniol_stroz Re: młodzieńcza miłość:) 08.10.08, 21:45
              Hihihihi, ja przede wszystkim byłam pełna kompleksów, bo nigdy nie
              byłam szczypła wink i nadal nie jestem, tylko, że teraz nie mam
              kompleksów big_grin A co do urody, to jak mawia mój dziadek: wielkość
              biustu, to rzecz gustu. I z urodą jest tak samo wink
              • mamalgosia Re: młodzieńcza miłość:) 08.10.08, 21:47
                Ja też nie byłam "szczypła" jako dziecko, dopiero potem mnie trochę
                ubyło. Ale może on dostrzegał moje wewnętrzne piękno?(równie
                wątpliwe). A może to trochę taka homeopatia - podobne leczy podobne
                (grubiutki z grubiutkim się porozumie).
                • twoj_aniol_stroz Re: młodzieńcza miłość:) 08.10.08, 21:51
                  A może to trochę taka homeopatia - podobne leczy podobne
                  > (grubiutki z grubiutkim się porozumie).

                  No w tym jest sporo racji smile)) Choć tamten facet nie był grubiutki,
                  ale mój obecny mąż ma ciążę gastronomiczną wink i doskonale się
                  rozumiemy smile
                  • mamalgosia Re: młodzieńcza miłość:) 09.10.08, 09:12
                    smile
                    Mój sąsiad jest stale w 10 miesiącu ciąży, a jego żona bardzo
                    szczupła (tu pewnie działa inna zasada - powyżej pewnej masy
                    homeopatia nie ma prawa bytu. Małżonek po prostu uzupełnia wagę do
                    300smile )
    • lucasa Re: młodzieńcza miłość:) 08.10.08, 22:06
      ostatnia klasa podstawowki. ja wzorowa uczennica, on lobuziak ale
      gral najlepiej w pilke w calej szkole. zaczelo sie od karteczek
      podkladanych do tornistra. ja bylam dzika, on tez nie wiedzial jak
      sie zachowac - wyslal kolege aby zapytal sie czy chce z nim
      chodzic smile
      skonczylo sie zanim sie zaczelo smile
      A

      ps. z wychowaniem w wierze to nie ma nic wspolnego, ale moze bedzie
      mi latwiej zrozumiec takie dzieciece pierwsze milosci gdy moje
      dzieci podrosna?

      • mamalgosia Re: młodzieńcza miłość:) 09.10.08, 09:20
        tzn co: odpowiedziałaś koledze, że nie chcesz?
    • isma Re: młodzieńcza miłość:) 08.10.08, 22:21
      No wiecie co!
      Ja to tak wczesnie nie zaczynalam wink)).
      • twoj_aniol_stroz Re: młodzieńcza miłość:) 08.10.08, 22:34
        No dobra Isma, to dawaj tę ciut późniejszą pierwszą miłość smile
      • mamalgosia Re: młodzieńcza miłość:) 09.10.08, 09:20
        Przyznam, że na Twoją wypowiedź w tym wątku to w ogóle nie
        liczyłam...
        Napisz, no napisz...
    • mader1 Re: młodzieńcza miłość:) 09.10.08, 10:01
      zaraz... nie sobie przypomnę... na lekcji religii w tej no, salce katechetycznej
      to nie... chociaż, chociaż... był taki jeden ... Jakub zadaje się... nawet na
      tańce , to jest na dyskotekę mnie zaprosił, ale nic z tego nie wyszło, bo nie
      podobał mi się wink
      • mamakini Re: młodzieńcza miłość:) 09.10.08, 10:59
        Miałam 15 lat, zaczynałam liceum. On miał 21. Należał do grona
        znajomych mojej starszej siostry. Kiedyś składałam Mu życzenia
        urodzinowe i pocałował mnie w policzek. Do dziś pamiętam jak
        pachniał i co wtedy czułam. Od dziewięciu lat jesteśmy małżeństwem.

        Basia
        • mader1 Re: młodzieńcza miłość:) 09.10.08, 11:13
          jejej... jakie śliczne smile Bo ja lubię, żeby to się jak w bajkach kończyło smile
        • mamalgosia Re: młodzieńcza miłość:) 09.10.08, 11:48
          smile)))
          A co pomiędzy tym pocałunkiem a ślubem?

          Mam kolezankę, która też wyszła za mąż za swoją pierwszą miłość
          (mieszkali przez płot, znali się od becika). Wyobraź sobie, że
          ludzie (z rodzicami włącznie) mówili jej, że to źle, że nie można
          tak za jedynego, że trzeba poznac innych...
          ale bzdura, prawda?
        • mamaanieli Re: młodzieńcza miłość:) 16.10.08, 21:02
          ojej, jakie cuuudnesmile)))
      • mamalgosia Re: młodzieńcza miłość:) 09.10.08, 11:46
        mader1 napisała:

        na lekcji religii w tej no, salce katechetyczne
        > j
        >

        No to bardzo pasuje do wychowania w wierzesmile
        • mader1 Re: młodzieńcza miłość:) 09.10.08, 11:53
          mamalgosia napisała:

          > mader1 napisała:
          >
          > na lekcji religii w tej no, salce katechetyczne
          > > j
          > >
          >
          > No to bardzo pasuje do wychowania w wierzesmile

          Staram się jak mogę ... tyle krzepiących postów tu przeczytałam smile)))
    • sion2 Re: młodzieńcza miłość:) 09.10.08, 10:49
      Tata przyniosl wiadomosc do domu wczoraj: Julek M. się żeni! Julek
      to taty szkolny kolega, kawaler do tej pory. Mama sie pyta z kim?
      Szkolna milosc Julka M. jest wdowa i teraz zamierza wyjsc za Julka.
      To się chłop naczekał.... (tata rocznik 50)
      • madziaq Re: młodzieńcza miłość:) 09.10.08, 10:57
        Lepiej późno niż wcale smile Fajna wiadomość smile

        Moja pierwsza miłość (pomijając przedszkolną wink) miała poważne konsekwencje, bo
        skończyła sie ślubem smile (hmm, może lepiej powiedzieć, że doprowadziła do ślubu
        smile) A zaczęła się... ciężko powiedzieć... kiedy w autokarze w drodze na obóz do
        Niemiec oboje nie mogliśmy spać (ani nawet czytać ani za bardzo gadać, żeby nie
        pobudzić pozostałych). Potem na tym obozie wybraliśmy się nocą na cmentarz (się
        miało pomysły smile) No a potem jakoś powoli się rozkręciło i trwa do dziś, już
        prawie 9 lat smile
        • mader1 Re: młodzieńcza miłość:) 09.10.08, 11:14
          Wasze opowieści tez mi się podobają smile - tak dobrze się kończą smile
        • mamalgosia Re: młodzieńcza miłość:) 09.10.08, 11:49
          madziaq napisała:

          kiedy w autokarze w drodze na obóz do
          > Niemiec oboje nie mogliśmy spać (ani nawet czytać ani za bardzo
          gadać, żeby nie
          > pobudzić pozostałych).
          To ja już naprawdę nie wiem, co mogliście robić??smile
          • madziaq Re: młodzieńcza miłość:) 09.10.08, 13:03
            Wtedy w tym autokarze to głównie patrzeć sobie w oczy wink
      • aka21 Re: młodzieńcza miłość:) 09.10.08, 11:36
        Supersmile zawsze mówiłam, że faceci potrafią być wytrwalismile!
    • aka21 Re: młodzieńcza miłość:) 09.10.08, 11:25
      A moja pierwsza była totalnie platonicznasmile
      W liceum zakochałam się w chłopaku ,z którym chodziłam na religię
      (do salki). Był ministrantem i lektorem, miał niesamowite oczy. Och,
      jaka ja wtedy pobożna byłam, jak tylko mogłam to na wszelkie
      nabożeństwa chodziłam, i do komunii teżsmile. Jaka byłam wściekła, gdy
      w ostatniej klasie religię przenieśli do szkołysad
      Potem były studia i okazało się, że on jest na tych które poważnie
      rozważałam, ale ostatecznie nie wybrałamsmile
      Wiem, że ma rodzinę, widziałam ich kiedyś w supermarkeciesmile
      Dla mnie to takie smieszne i fajne, nigdy nie poznaliśmy się, parę
      ogólnikowych zdań tylko zamienilismy, a jednak był dla mnie ważnysmile
      Może trochę dzięki niemu okres młodzieńczego buntu przeżyłam blisko
      Boga?
      Ale koleżnka miała ze mnie radochęsmile!
      • mamalgosia Re: młodzieńcza miłość:) 09.10.08, 11:51
        dzięki Twojej opowieści mój wątek zyskuje uzasadnienie co do
        umieszczenia go na tym forumsmile
    • rycerzowa Re: młodzieńcza miłość:) 09.10.08, 12:00
      Mieliśmy po 14 lat, pierwsza klasa liceum. On poważny, ponury, przez cały rok
      nie zamieniliśmy ani słowa.
      Wyjechał do innego miasta, i zaczął do mnie pisać listy. Mądre, ciekawe, pełne
      wspomnień ze mną w roli głównej...
      Robiło mi się coraz cieplej na duszy.
      Poprosił o fotkę.
      Gotowa byłam wysłać.(Mama pozwoliła).

      Ale podpadli mi moi braciszkowie. Chichrali się, robili miny, spoglądali na
      siebie znacząco. Aż któryś nie wytrzymał:
      - Powiedz mu,że my możemy mu przylać!

      Pewnie się wisusy dobrały do listów od lubego! Przeczytałam je wszystkie
      dokładnie. Rzeczywiście, bezbłędnie piszący chłopak popełnił jedną literówkę:
      zamiast "przyślij mi" (tę fotkę), napisał "przylij mi".

      O nie! Skończyły się ciepłe uczucia i korespondencja!
      Do dziś mam uczulenie na piszących nieortograficznie!
      • mamalgosia Re: młodzieńcza miłość:) 09.10.08, 18:28
        No ale dlaczego nie potrafiłaś wybaczyć tej jednej litery??
    • mader1 Nic i nikt... 09.10.08, 14:51
      z miłoscią młodzieńczą kojarzy mi się częstsze używanie w domu słów "nic" i "nikt".

      - co Ci jest, córeczko, czemu jesteś taka zamyślona ?
      - Nie, nic, nic...
      - Ale... może coś Cię boli czy...
      - Nic ! No mówię, że nic...

      Jeszcze taką wersję słyszałam o synu. Syn to przychodzi i rzuca plecak, rzuca
      SIĘ na łóżko ( wersalkę, tapczan)
      Mama wchodzi zaniepokojona po chwili ( żadnego pośpiesznego wyżerania z lodówki
      ani rzuconego w przelocie " wychodzę na chwilę")
      - Coś się stało ? - wytresowana matka nie mówi synku w takich sytuacjach
      - Nic.
      - A co ty tak leżysz " bez ducha" ?
      - Oj mamo ! ( w sensie nic nie rozumiesz ). Nic mi nie jest.

      Taaa... Jak potem pisze mnóstwo sms-ów albo gada przez telefon godzinami i na
      pytajacy wzrok odpowiada " do nikogo", albo " nikt, nikt"
      to w dobrym kierunku idzie. Niedługo się dowiemy czyj to nick był.
      Ale czasem dziecko rzuci żałośnie " nikt mnie nie kocha" i wtedy oburzenie ( a
      ja, a my) przegrywa w naszym sercu ze współczuciem. Bo wiemy, że to nick ten
      "nikt".
      Nie podobały mi się moje młodzieńcze zauroczenia smile
      • mama_kasia Re: Nic i nikt... 09.10.08, 15:04
        > Jeszcze taką wersję słyszałam o synu. Syn to przychodzi i rzuca plecak, rzuca
        > SIĘ na łóżko ( wersalkę, tapczan)
        > Mama wchodzi zaniepokojona po chwili ( żadnego pośpiesznego wyżerania z lodówki
        > ani rzuconego w przelocie " wychodzę na chwilę")
        > - Coś się stało ? - wytresowana matka nie mówi synku w takich sytuacjach
        > - Nic.
        > - A co ty tak leżysz " bez ducha" ?
        > - Oj mamo ! ( w sensie nic nie rozumiesz ). Nic mi nie jest.

        No popatrz, ale jak rzuca się do lodówki, a potem dopiero
        bez ducha na łóżko i mówi, że nic, to jeszcze chyba się
        nie niepokić? ...Może to z przejedzenia, co? wink
        • mader1 Re: Nic i nikt... 09.10.08, 15:20
          znaczy się ...jak najpierw nie jadł śniadania, a potem nie wziął do szkoły
          drugiego ( śniadania) to jednak głód może być dużyyyy... wink))) Na taki nawet
          miłość nie pomoże. Obserwuj dalej smile
          • mama_kasia Re: Nic i nikt... 09.10.08, 15:33
            smile)) - tak jest proszę "Pani doktor od zakochania" smile
          • arwena_11 Re: Nic i nikt... 09.10.08, 16:07
            No ja swoją pierwszą sympatię też zaliczyłam w podstawówce. Nie wiem
            może to była 7 klasa? On chłopak z równoległej klasy, blondyn ( a
            jakos ja zawsze wolałam brunetów ), uczył sie świetnie.
            Porozmawialiśmy może z kilkanaście razy, ale to było takie o niczym.
            Ale zapadł mi w pamięć i zawsze jakos tak wspominałam go rzewnie.
            Musiałam jednak być nim wtedy bardzo zauroczona, skoro jak go
            dwadzieścia lat później przyprowadziłam do domu, to moja mama
            znacząco się spojrzała, a potem spytała dyskretnie"czy to ten.....".
            Dzisiaj jest moim mężem od 9 lat.
            Przez te dwadzieścia lat widziałam go kilka razy, zawsze fajnie sie
            rozmawiało, ale jakos nie udało się zostać "parą".
            Kiedy zapytałam męża, dlaczego nigdy nie zaprosił mnie gdzieś ( w
            podstawówce ), to mi powiedział, że miałam tylu kolegów, "że nie
            dało się do mnie dopchać". Jakoś tego zupełnie nie pamiętam.
            Pamietam za to te smetne spojrzenia, które rzucałam na drugi koniec
            korytarza, gdzie była jego klasa.
            • mader1 Re: Nic i nikt... 09.10.08, 16:15
              smile i Ty też wyszłaś za mąż za " pierwsze zauroczenie" ? smileŚwitne historie. Co za
              forum... smile))))
              • arwena_11 Re: Nic i nikt... 09.10.08, 16:22
                No chyba jednak było nam to pisanesmile.
                Oczywiście po podstawówce miałam jeszcze kilka "miłości", w tym taką
                bardzo trudną, destrukcyjną ( chyba też mam w sobie coś co sprawia,
                ze muszę "wyciągać" z bagna innych ). Mąż też miał, ale jakoś nie
                mogę od niego wyciągnąć konkretów. Zawsze sie zastanawiałam, czy
                gdybyśmy wcześniej zaczęli być parą, to bylibyśmy razem? Tego nie
                jestem w stanie przewidzieć.
                Wiem tylko, ze w pewien październikowy wieczór, bardzo zimny
                zresztą, wyszłam z psem na spacer i wpadłam prosto w ramiona mojej
                sympatii. Gdyby nie pies, to pewnie nic by mnie nie wygnało w taką
                pogodę z domu, a tak pies miał najdłuższy wieczorny spacer od kiedy
                się u nas pojawił. Po dwóch miesiącach ( sylwester ), byliśmy
                zaręczenismile.
            • madziaq Re: Nic i nikt... 09.10.08, 17:15
              Hmmm, moja dusza matematyka się burzy wink Piszesz, że poznałaś swoją miłość w 7
              klasie podstawówki, czyli mając ~13 lat. Do domu przyprowadziłaś go 20 lat
              później, czyli mając plus minus 33 lata, przez te 20 lat pomiędzy widziałaś go
              kilka razy, czyli wtedy jeszcze nie był Twoim mężem ani nawet chłopakiem. Skoro
              od 9 lat jest mężem to znaczy że masz powiedzmy 40 lat z lekim hakiem. A w innym
              wątku pisałaś, że Twój synek, który obecnie ma 8 lat, był chrzczony, gdy miałaś
              około 24 lata... Ewidentnie coś tu jest z matematyką na bakier wink Z ciekawości
              pytam, gdzie jest pomyłka smile
              • arwena_11 Re: Nic i nikt... 09.10.08, 17:22
                pomyłka jest oczywiście w tych 20 latach smile, nie wiem dlaczego, ale
                policzyłam 20 lat od dziś. Należy oczywiscie odjąć jakieś 9 lat.
                Qrcze sama siebie postarzyłam. Syna chrzciłam mając 24,5 tak mniej
                wiecej. Mam nadzieję ze żadnej więcej pomyłki matemeatycznej nie
                zrobie bo aż wstydsmile
              • mamalgosia madziaq 09.10.08, 18:26
                Czyżbyś miałą coś przeciwko temu, że na forum są 80latki?smile
                • madziaq Re: madziaq 10.10.08, 09:30
                  Ależ skąd, przecież prababcie też mogą wychowywać prawnuki w wierze wink
    • chrust5 Re: młodzieńcza miłość:) 09.10.08, 18:20
      Poczatek liceum, i oczywiscie lektor! Nie mam pojecia dlaczego, ale
      zawsze lektorzy tak na mnie dzialali smile, moze przejdzie, jak
      synowie beda... Spotykam go sporadycznie, sama sie dziwie, 'co ja w
      nim widzialam'. No, ale to jest pytanie, na ktore nigdy nie ma
      odpowiedzi...
      • mamalgosia Re: młodzieńcza miłość:) 09.10.08, 18:27
        I kolejny przypadek pasujący do wychowania w wierze!smile

        U nas lektorzy byli jakcyś nieudani. Z wyglądu nie bardzo, a nawet
        przy czytaniu dukali
        • twoj_aniol_stroz Re: młodzieńcza miłość:) 10.10.08, 07:47
          a nawet
          > przy czytaniu dukali

          A może dukali, bo gdzieś w pierwszych ławkach siedziała właśnie
          pierwsza miłość i wpatrywała się w delikwenta swoimi wielkimi
          niebieskimi oczami...
    • maika7 Re: młodzieńcza miłość:) 16.10.08, 17:12
      > A Wasza młodzieńcza miłość?

      Pierwsza zapadła w serce - podstawówka - chyba 5-6 klasa. Mieszkalismy blisko
      siebie i razem chodziliśmy na ... roraty przed szkołą. Czekal codziennie na mnie
      na rogu swojej ulicy i dalej wędrowaliśmy razem. Gadalismy, gadaliśmy. Dostalam
      od niego miedziany pierscionek, który za czas jakiś w geście desperacji oddałam
      swojej następczyni wink)) Nie wiem co robi.

      Potem było powazniej. I LO. ON II - ta sama szkoła. Nierównowaga. On zakochany,
      ja po poczatkowym zauroczeniu - niekoniecznie. Przez kilka lat spotykaliśmy sie
      w dośc nieoczekiwanych momentach w róznych punktach miasta. Jak byłam juz
      meżatką dostałam wiadomość, że ratował tonącego. Nie przeżył. Czasem mi sie
      wydaje, ze widze jego sylwetke jak jestem w "moim" miescie.

      III LO - kolega z klasy (zawsze mialam inklinacje do rówiesników bedacych na
      wyciągnięcie reki). 3 lata blisko, wspólne plany, ślub mial byc po 3 roku jego i
      moich studiów. Studiowaliśmy pokrewne kierunki. Po I roku studiów on zakochal
      sie w koleżance z roku. Po III roku studiów on ożenił sie z tą kolezanką, a ja
      kilka miesięcy później z ... moim kolegą ze studiów. Ow kolega po roku stal sie
      jednoczesnie moim kolegą z pracy. I tak sobie jestesmy tymi kumplami w życiu i
      w pracy już czas jakiś smile
      • mamalgosia Re: młodzieńcza miłość:) 17.10.08, 10:26
        Jak to jest: można tyle razy kochać?
        • ruda_kasia Re: młodzieńcza miłość:) 17.10.08, 12:57
          Myślę, że można.
          Moja pierwsza absolutnie platoniczna, obozowa miłość: nosił mnie na
          rękach, spiewał wysockiego i kaczmarskiego, chwilę przed obozem
          przeczytał tę samą książkę co ja i był nią równie zafascynowany,
          lubił jak ja Cortazara. Był młodszy o rok (ja 16 on 15). Po 3
          tygodniach nigdy się nie spotkaliśmy, spodziewałam się tego, nie
          wzięłam od niego adresu, powiedziałam, że ma mój, jak będzie chciał,
          to napisze. Nie chciał. Chyba nikt nigdy mnie tak nie adorował, był
          na każdym zdjęciu obok mnie, kiedy mnie czesał, ciarki chociły mi po
          grzbiecie.
          Moja druga miłośc była "młodzieńcza" bo bylismy młodzi na pcozątku,
          przetrwała 7 lat i wiele burz i nie była platoniczna. Była wielka,
          jak i jej rozpad z hukiem. Nikt mnie nigdy tak nie kochał, przez
          tyle lat, jak w piosence, która usłyszałam już będąc szczęśliwą
          mężatką: "Czy ktoś kiedys dla Pani dopbierał różę do Pani
          policzka?" - on taki był. Zrywał mi kwiaty idąc do mnie, kupował
          pasujące do koloru ubrania, obsypywał biżuterią, perfumami, robił mi
          paczki żywnościowe jak jeździłam na studia. Przynosił rano ciepłe
          drożdżówki. Był taki czas w trakcie tych 7 lat, gdy w tym samym
          momencie podchodziliśmy do telfonu w róznych miastach.

          A teraz Miłość spełniona. No kurcze, nie uwierzyłabym, gdyby mi ktoś
          opowiadał kiedyś, że z roku na rok może być ciężej ale piekniej. W
          sumie też zaczęła się młodzieńczo, wychodziłam do pracy w połowie
          makijażu i byłam jak zaczarowana przez kilka miesięcy. I codziennie
          dziękuję Bogu za nią (no, prawie codziennie). Bo wiem, że bez tego
          wsparcia trudno byłoby nam zbudowac to, co mamy.
          • mamalgosia "róża do policzka" 17.10.08, 13:42
            smile) jakie to ładne...
            taksmile I żadna łaka nie pachnie tak jak twoje włosy...


            Ale maika pisze o takiej miłości już na studiach, to chyba ciut
            powazniejsza
          • alex05012000 Re: młodzieńcza miłość:) 17.10.08, 15:01
            ja tam nie mam o kim pisać.... nigdy nie miałam chłopaka,
            narzeczonego, sympatii ani żadnego bliskiego przyjaciela czy jak
            zwał..., jakiś tam mi się podobał, ale nikt w ogóle o tym nigdy sie
            nie dowiedział włączając zainteresowanych i o żadnej miłości nie
            było podstaw mówić... raz, że zostałam szalenie sztywno i
            konserwatywnie wychowana, dwa, że miałam negatywny przykład związku
            w pobliżu więc się wkopałam w książki ....W niemłodzieńczym już
            życiu dorosłym miałam chwilowo zauroczonych zajętych i kochanków
            (przepraszam jeśli niektórych szokuję ale inaczej tego nazwać nie
            można, ok. 30letnia kobieta nie ma przecież chłopaka, narzeczeni to
            nie byli, kandydaci na męża tez nie..., teraz się mówi: partner,
            towarzysz, niemąż, ale kiedyś nie było takich określeń) a potem
            poznałam swojego jedynego i obecnego męża i tak już mi zostało...
            jak dla mnie nie ma do czego wracać, nie ma sensu w ogóle się
            zastanawiać nad znajomością z X w wieku lat 15 czy 20 ...
            natomiast obserwuje na forum, nie tylko tym zresztą wiele wątków
            o "byłych", o dawnych "sympatiach" z Naszej Klasy (ja nie mam
            konta), chęć odnowienia kontaktów, porównywanie, wypytywanie ....
            zupelnie tego nie rozumiem, po co???
            aha, męża nigdy nie pytałam o żadne byłe kobiety a wiem, że było ich
            sporo...
            • mamalgosia nasza-klasa 17.10.08, 19:34
              A ja lubię wspominanie. I niektóre osoby z przeszłoścismile
              niestety hurra na portal Nasza-Klasa przypadł na mój bardzo ciężki
              stan psychiczny i nie potrafiłam w to wejść. A teraz już mi się nie
              chce.
              Moje byłe klasy zresztą jakoś marnie reprezentowane na Naszej-
              Klasie.
        • maika7 Re: młodzieńcza miłość:) 17.10.08, 14:44
          > Jak to jest: można tyle razy kochać?

          Nie wiem. Moze to jest tak, ze jedni moga a inni nie? Są osoby, ktore po
          rozpadzie związku nie potrafią pokochac nikogo innego. Podchodziłam dość
          idealistycznie do moich porywow serca smile)
          Zawsze to miała być miłośc po grób. Od tej z miedzianym pierścionkiem. Trudno
          jednak nazwać ja miłością.
          Na drugiej uczyłam sie odpowiedzialności za uczucia drugiego człowieka. Bo z
          mojej strony to nie była miłośc.
          Licealno-studencka- była powazna. Uczyłam się oddychac na nowo po rozstaniu.
          Ale.. ale moze wiek, a moze (i w to raczej wierzę) TEN Mezczyzna (kolega z roku)
          spowodował, ze pootwierałam zamkniete w sobie blokady. Dokładnie dzisiaj mijają
          22 lata od naszego ślubu. Upiekłam sernik smile)) Życze wszystkim takiego poczucia
          bliskości z Bliskim, jakie czuję dzisiaj i czułam przez te lata. Przyjaciel na
          wyciągniecie ręki. Nie żal rozsypanej tamtej dawnej miłosci. Ona tez była
          potrzebna.
          • twoj_aniol_stroz Re: młodzieńcza miłość:) 17.10.08, 14:51
            Dokładnie dzisiaj mijają
            > 22 lata od naszego ślubu. Upiekłam sernik smile))

            No to życzę Wam kolejnych wielu lat bliskości, przyjaźni, szacunku
            i zrozumienia smile I błogosławieństwa Bożego, Jego opieki i jak
            najwięcej ciepłych promyczków przesyłanych z nieba dla Was smile
            • maika7 Re: młodzieńcza miłość:) 17.10.08, 14:56
              dzięki serdeczne smile
          • mader1 Re: młodzieńcza miłość:) 17.10.08, 16:30
            Dokładnie dzisiaj mijają
            > 22 lata od naszego ślubu.

            smile))) Maiko smileWszystkiego, wszystkiego co najlepsze smile)))
          • mamalgosia Re: młodzieńcza miłość:) 17.10.08, 19:36
            Nie wiem. Zapytałam, bo nie wiem.
            Zresztą: coraz mniej wiem...
            Śpiewała Irena Santor chyba: "Każda miłość jest pierwsza,
            najgorętsza najszczersza...".
            Ja jednak z tych, którym wychodzi to kiepsko. Gubią kawałki sercasad
            • maika7 Re: młodzieńcza miłość:) 18.10.08, 11:15
              > Śpiewała Irena Santor chyba: "Każda miłość jest pierwsza,
              > najgorętsza najszczersza...".

              Kazda chyba jest inna. Zreszta, to chyba tak bardzo indywidualnie przeżywane
              uczucie, że trudno je "zaramkowac i zeschematyzować" smile

              > Ja jednak z tych, którym wychodzi to kiepsko. Gubią kawałki sercasad

              zamieniłabyś niecałe swoje serce na całe? gdybyś mogła przezyc zycie raz jeszcze?
              • mamalgosia Re: młodzieńcza miłość:) 20.10.08, 15:19
                Kiedyś bez wahania odpowiedziałabym "nie!".
                Teraz nie wiem. Są sytuacje, w których okaleczenie jest za wielkie
                • ruda_kasia Re: młodzieńcza miłość:) 23.10.08, 12:27
                  Jak już moge myślec po takich wrażeniach, jak Twoje teraz, to sobie
                  tłumaczę że po coś Bóg pozwala, by mi kawałek serca wypadł, tylko
                  musze zaufać, że odbuduje się inna, lepszą miłością.
                  • mamalgosia Re: młodzieńcza miłość:) 23.10.08, 18:53
                    a ja weszłam w etap, że sobie już nie tłumaczę. Jak mi ktoś
                    wytłumaczył, co rzekomo Bóg ma na myśli, to się nie potrafiłam
                    pozbierać przez pół roku.
                    Tak więc nie wiem, cyz po coś, cyz po nic. Odbuduje, czy nie -
                    raczej pewnie nie, bo amputowane kończyny tez jakoś masowo nie
                    odrastają
          • mamalgosia 22 lata 17.10.08, 19:38
            Gratulujęsmile
            I życzę, żeby nadal było dobrze...
            • maika7 Mader, Mamalgosiu 18.10.08, 11:18
              dzieki serdeczne.

              Ufam, ze bedzie dobrze smile)) A jak nie będzie to te 22 szczęsliwe lata zostana i
              tak we mnie i zostawią swój ślad.
              • arwena_11 Re: Mader, Mamalgosiu 20.10.08, 16:45
                Mamaika7 Gratulacje najszczersze. Piękny kawał czasu. Za tydzień u
                moich rodziców przypada 34 rocznica, też bym chciała tak dozyc
                razemsmile
                • maika7 Re: Mader, Mamalgosiu 22.10.08, 07:31
                  Dzięki serdeczne smile

                  I niech Ci się spełnia marzenie o życiu smile szczęśliwym smile
    • otryt Wakacje koloru blond 31.10.08, 19:36
      Piękny wątek. Miłość to nieodpowiednie słowo. Byłem bardzo
      nieśmiałym chłopakiem w stosunku do dziewcząt. Nudziliśmy się z
      braćmi jak mopsy na wakacjach u babci. Widząc to babcia wysłała nas
      na podwórko, że są tam jakieś dziewczynki. To była III klasa klasa
      szkoły podstawowej. Te trzy dziewczyny miały to samo imię Krystyna.
      Nas też było trzech. Ja najstarszy, więc rozmawiałem z najstarszą z
      nich, która chodziła już do IV klasy. Dziewczyna to był dla mnie
      ktoś, jakby z innego świata w tamtym czasie i na dodatek aż o rok
      starsza. Nie miałem siostry, a wszystkie dzieciaki w rodzinie były
      młodsze. Mnie ciężko było wydusić jakieś słowo z tej nieśmiałości,
      więc inicjatywę przejęła ona. Opowiadała, co będzie w czwartej
      klasie, jakie nowe przedmioty i tematy. Potem zaproponowała zabawę w
      pomidora. Ta zabawa wydawała mi się tak bezsensowna, bo co to za
      trudność, na każde pytanie odpowiadać "pomidor". Gdy dostałem
      pytanie od niej: "Czy mam dziewczynę?" odpowiedziałem zgodnie z
      regułami gry. Jednak wszyscy zauważyli, że zrobiłem się czerwony jak
      burak. Znajomości zawarte wtedy przez moich braci zakoczyły się.
      Moja znajomość jednak trwała dalej. W następne wakacje znowu się
      spotkaliśmy i w następne znowu. Były widokówki z parkiem zdrojowym
      od niej i moje z katedrą i morskim wybrzeżem. Aż któregoś roku nie
      poznałem jej. Z dziewczynki zrobiła się kobieta. Ona chyba to samo
      widziała we mnie, bo ja też mocno wyrosłem tego lata. Chodziliśmy
      wspólnie juz nie tylko po parku zdrojowym, ale i na długie wycieczki
      nad leśne jezioro za miastem. Tamtego lata w radiu wciąż
      leciało "Wakacje koloru blond". Gdy dziś czasem leci ta piosenka,
      ona staje mi przed oczyma. To była piękna i czysta znajomość.
      Zakończyła się nie wiadomo dlaczego. Może dlatego, że mówiła mi zbyt
      dużo komplementów? A może dlatego, że była bardziej dojrzała do
      dorosłego życia niż ja? Bardzo szybko wyszła za mąż i miała dużo
      dzieci.
      • mamalgosia Re: Wakacje koloru blond 31.10.08, 21:10
        Nie lubisz komplementów?smile

        Nigdy nie przeżyłam typowo "wakacyjnej miłości". No i nie przeżyję...
        • otryt Re: Wakacje koloru blond 08.11.08, 18:11
          mamalgosia napisała:

          > Nie lubisz komplementów?smile

          Któż ich nie lubi, jeśli choć nawet w małej części oddają cechy
          osoby komplementowanej. Jednak bywają sytuacje, ze można komuś
          przewrócić w głowie od nadmiaru komplementówsmile


          • anngal Re: Wakacje koloru blond 09.11.08, 19:47
            Moja wielka miłość została księdzem i nie ma jej w Polsce. Dzięki
            Niemu poprawiłam stopnie w ogólniaku i w ogóle byłam lepszym
            człowiekiem, a potem ten cios. Jednak była to miłośc niespełniona i
            platoniczna. Nigdy nie dowiedział się o moich uczuciach,/surowe
            zasady wychowania/ bo też nigdy z Nim nie rozmawiałam. Pisałam za to
            wiersze/oczywiście nigdy ich nie wysłałam/. I tak to się skończyło,
            chociaż czasami...
            • mamalgosia ksiądz 09.11.08, 21:26
              ...wraca się, prawda?

              Znam to. tylko, że to już nie była młodzieńcza...
              • anngal Re: ksiądz 10.11.08, 22:00
                Zwłaszcza, gdy coś idzie nie tak, ale czy byłoby lepiej? Chyba nie,
                to tylko nasze wyobrażenia. Dla porównania mój mąż w ogóle nie
                chodzi do Koscioła i mówi, że nie wierzy w Boga. Niestety nie udało
                mi się tego zmienić, chociaz kiedyś, przed wiekami, potulnie
                zawrócił na rekolekcje, gdy zdziwiłam się,że nie idzie, ale miał
                wtedy 15 lat
                • mamalgosia Re: ksiądz 11.11.08, 09:41
                  A nie, ja tylko wspomnieniami, nie porównuję. Wiem, że nie byłoby mi
                  z nikim lepiej niż jest z moim Mężem.
                  • anngal Re: ksiądz 11.11.08, 21:21
                    Mamałgosiu, staram się nie porównywać, ale to porównanie: ksiądz-
                    ateista narzuca się samo, przytoczyłam je tak po prostu. Nie
                    oznacza, że któryś jest lepszy, a któryś gorszy. Czasami myślę, że
                    mój mąż, choć nie wierzy, jest lepszy ode mnie, ale pewności, że z
                    nikim innym nie byłoby mi lepiej nie mam. Zazdroszczę Ci.
    • isma Re: młodzieńcza miłość:) 10.11.08, 22:41
      Sluchajcie...

      Minerwa na poczatku watku napisala, ze sie nie wypowie, bo wazne jest nie to,
      kogo sie kochalo kiedys, tylko to, kogo sie kocha teraz. A Mamalgosia napisala,
      ze wazne jest, zeby dla tych osob miec miejsce w sercu.
      I ja sie z tymi oboma wypowiedziami zgadzam.

      To jest forum otwarte - pamietajcie o tym. Warto sie zastanowic, czy to, co ma
      swoje nalezne, cieple miejsce w sercu, na pewno powinno znalezc w detalach wyraz
      na zewnatrz. Z szacunku dla tych osob, o ktorych sie pisze, z szacunku dla tych,
      ktorzy to czytaja - moze naszych bliskich np.

      Wspomnienia sa piekne, ale... moze wlasnie dlatego, ze niekoniecznie sa dzielone
      z calym swiatem...
      • mamalgosia Re: młodzieńcza miłość:) 11.11.08, 09:42
        ismo, pozwól, że każdy zadecyduje za siebie
        • isma Re: młodzieńcza miłość:) 11.11.08, 09:46
          Niczego innego nie proponuje.
          • mamalgosia Re: młodzieńcza miłość:) 11.11.08, 14:10
            to może niepotrzebnie tak strofująco
Inne wątki na temat:
Pełna wersja