Jaki macie stosunek do prezentów z okazji Wigilii klasowych?
Chodzi mi o coś takiego, że w ostatnim dniu przed świętami robi
się "wigilijkę klasową" i w jej trakcie robi się rózne rzeczy -
śpiewa, je, rozmawia itd, m.in. obdarza się prezentami. Jakiś czas
wcześniej uczniowie losują między sobą, kto komu robi prezent.
Ustala się jaką kwotę, którą na to można/należy wydać, oczywiście
inwencji się nie ogranicza, choc dobrze byłoby by prezent ucieszył,
a nie zasmucił.
Mój stosunek do tego typu zabaw był jak najbardziej pozytywny. Do
bieżącego roku

Gdy chodziłam do szkoły, nie zawsze byłam zadowolona z osoby, którą
wylosowałam, ale potem jakoś się przekonywałam, próbowałam poznać tę
osobę, co mogłaby chcieć dostać itp. Czasem okazywało się trafione,
a czasem nie.
Jako nauczyciel bawię się w to już od 1994 roku i to w różnych
opcjach (najbardziej udane były wigilijki na kółkach przemiotowych -
mało osób, znaliśmy się bardzo dobrze i lubili bardzo).
Myślałam, że jest to fajne.
A w tym roku: totalny klops.
Najpierw zgłosili się dwaj uczniowie, że nie biora w tym udziału, bo
są Świadkami Jehowy, nie mogą obchodzić tego święta.
Potem wykluczyły się kolejne dwie - akurat te, które siedzą z
tamtymi w ławkach, bo ja oni nie, to my też nie.
Potem zgłosiły się 4 dziewczyny, że one losowania nie chcą, bo będą
sobie robiły nawzajem prezenty, "a co będzie jak wylosują Piotrka
albo Damiana, oni są taaaaacy głupi, że nie wiadomo co im kupić".
Potem wyłączyła się jeszcze inna osoba, bo jak ją wylosuje Benek, to
ona się zabije. A pewna Ola to już w ogóle mnie załamała: nie chce
się w to bawić, bo ona od nikogo w tej klasie nie chciałąby nic
dostać.
Jeszcze potem dwie osoby zgłosiły problemy materialne, że nie stać
ich na takie prezenty (być może rzeczywiście, cenę ustaliliśmy na 15
zł).
Ale tak w ogóle, to dodam, że nie narzuciłam niczego z góry. Nawet
nie proponuję tych losowań, to ZAWSZE wypływa od uczniów.
Tak więc została połowa klasy, skwaśniała, bo oni chcieli dobrze,
myśleli że będzie fajnie, porobili nawet jakieś wierszyki - żeby nie
było wiadomo, kogo się wylosowuje tak wprost, tylko żeby trzeba było
ogdadnąć.
Myślałam, jak to rozwiązać, w końcu stwierdziłam, że niech ta połowa
losuje, skoro chcą, ja się zresztą przyłączę. No i losowali, tyle,
że po dwóch dniach przyszły dwie dziewczyny, że one jednak
rezygnują, bo miały nadzieję, że wylosują kogo innego, a wylosowały
Tego i Tego, a ich nie lubią, więc jednak proszę je wyłaczyć z tej
zabawy.
Przznam, że nawet nie chce mi się iść na tę Wigilię klasową. Oni nie
potrafią się bawić i nie chcą się bawić. Ale - co gorsza - nie lubią
się nawzajem i nie chcą sobie sprawiać przyjemności. Tzn lubią, ale
wybiórczo, a jak kogoś nie lubią, to już nie zasługuje na ich łaskę
nawet w postaci słodyczy
Powiedzcie, jak widzicie takie zabawy? Czy je lubicie? Czy
popieracie? Czy Wasze dzieci je lubią? A może nie lubicie, więc
dzieci też nie lubią? A może nie życzycie sobie, by dziecko komuś
coś kupoiwało?
Ja już sama nie wiem