Dodaj do ulubionych

kościelne anegdotki ;-)

03.08.09, 12:01
W niedzielę nasza 2-letnia córeczka była z nami w kościele , jak co
tydzień z resztą, ale tym razem była jakoś wyjątkowo ośmielona i
zamiast trzymać się maminej spódnicy ruszyła w świat.
Najpierw stanęła sobie przed samym ołtarzem na środku kościoła
i jak tylko ksiądz kończył śpiewać to biła brawo na cały kościół
a potem kiedy wszyscy uklękli to wdrapała sie na stopnie ołtarza i
uklękła w jednym rzędzie z ministrantami. Jak oni wstali to ona też,
otrzepała rączki i kolanka i wróciła do rodziców . Słodziara smile
Obserwuj wątek
    • maryanne22 Re: kościelne anegdotki ;-) 03.08.09, 13:25
      Moja czteroletnia Hania na widok księdza w białej albie i ze
      złożonymi rękoma krzyknęła - "Mamo, Jezus do Ciebie idzie"
      • tonika80 Re: kościelne anegdotki ;-) 03.08.09, 14:05
        Helence jeszcze się wszystko miesza smile "Bambun" (Pan Bóg) To
        zarówno, Pan Bóg, kościół, wszelkiego rodzaju krzyże i krzyżyki,
        stare zabytkowe domy, pałace i wnętrza, księża, czarodzieje
        itp...itd... Mama Bambun jest na szczeście tylko jedna (Matka Boska)
        Staram się za każdym razem tłumaczyć co jest co ale narazie z marnym
        skutkiem wink
    • melapela2 Re: kościelne anegdotki ;-) 03.08.09, 14:13
      Bardzo zabawne uncertain
      • tonika80 Re: kościelne anegdotki ;-) 03.08.09, 17:15
        faktycznie, smutne i oburzające...
        • mama_kasia Re: kościelne anegdotki ;-) 03.08.09, 17:29
          No chyba chodzi o to, że jednak (tak ja to czuję i tak bym
          zrobiła) lepiej byłoby Małą zabrać ze stopni ołtarza.

          Tak, bawią nas nasze dzieci, ich reakcje, cieszy poznawanie
          świata, ale ...jednak są ...jakieś granice smile Dla mnie tą granicą
          w kościele jest prezbiterium i środek kościoła.
          • isma Re: kościelne anegdotki ;-) 03.08.09, 17:51
            Ad hoc roznie bywa - czlowiek nie zawsze zdazy zareagowac, jak latorosl z nagla
            dokads wyprysnie. Natomiast wydaje mi sie niezbyt pedagogiczne okazywanie post
            factum dziecku zachwytu nad jego wyczynem. Bo to na przyszlosc nie najlepiej
            wrozy - jak po kilku latach wytlumaczyc, ze to przestalo byc slodkie, a jest po
            prostu niedopuszczalne?
      • magdalaena1977 Re: kościelne anegdotki ;-) 03.08.09, 18:36
        Też uważam, że nie powinniście małej pozwolić na takie harce, a jeśli nie
        zdążyliście to raczej ją zganić niż się chwalić.
    • mader1 na stopniach oltarza... 03.08.09, 19:00
      przypomniała mi się nasza historia sprzed kilku lat...
      poszliśmy z małym synkiem na nabożeństwo różańcowe dla dzieci. Wiedziałam, choć
      miał też "ciężkie " momenty na mszach, że będzie dobrze. Odmawialiśmy różaniec w
      domu, wiedział o co chodzi, będą dzieci, takze takie, które zna. Nabożeństwo
      krótkie, dostosowane dla dzieci... mały ukląkł w ławce, ale ksiądz zawołał
      dzieciaki bliżej ołtarza. Część chlopców uklękło na jego stopniach, więc
      zachęciłam i swojego małego, bo jakoś wydawało mi się, że jak oni zdecydowali
      się uklęknąć bliżej a mają tak z 7-8 lat na oko, to będą ... ja wiem... bardziej
      pobożni i że może wziąć z nich przykład. Jak szybko, go posłałam tam, tak
      jeszcze szybciej zabrałam wink)))) Bo owi chłopcy po chwili modlitwy znudzili się
      i zaczęli ( wykorzystując, że ksiądz do nich bokiem odwrócony), okładać się
      różańcami crying((
    • tonika80 Re: kościelne anegdotki ;-) 04.08.09, 00:12
      Tak czytam Wasze komentarze i oczom nie wierzę!!! Zganić 2-letnie
      dziecko za to, że grzecznie i cichutko przyklękło z ministrantami na
      stopniach ołtarza???!!! Szczerze mówiąc nie tyle mnie ta sytuacja
      rozbawiła co bardziej wzruszyła i rozczuliła. Dla mnie to było
      piękne a nie godne potępienia. "pozwólcie dzieciom przyjść do mnie" -
      dziecko nie sprofanuje ołtarza wchodząc na niego.
      Niestosowne jest dla mnie takie zachowanie dzieciaków które
      przeszkadza innym w modlitwie czyli głośne płacze/krzyki/pogaduszki,
      a także jedzenie i picie w kościele (chociaż zdaję sobie sprawę, że
      niektórym dzieciaczkom skutecznie zamyka to buźkę).
      Kościół i jako miejsce i jako wspólnota jest dla ludzi. Przynajmniej
      ten do którego ja chodzę.
      Uczestnicząc w sakramentach mam uśmiech na twarzy, dla mnie wiara
      powinna być spontaniczna i radosna i taka własnie...dziecięca.
      Sytuacja z oklaskami rozbawiła nawet księdza wink ale nieomieszkałam
      wytłumaczyć małej po mszy, że to nie koncert.
      Nie wiem... ja chyba w innym świecie żyję, a może to po prostu
      specyfika mojej wspólnoty parafialnej...
      • tonika80 Re: kościelne anegdotki ;-) 04.08.09, 00:17
        dodam jeszcze , że rozbraja mnie co roku w Niedzielę Wielkanocną
        śpiewane smętnym i zmęczonym głosem organisty i wiernych " Wesoły
        nam dzień dziś nastał" . Tak właśnie wygląda nasza szara polska
        rzeczywistość i pobożność-im smutniej i poważniej tym lepiej.
        Smutne ...
        • ula27121 Re: kościelne anegdotki ;-) 04.08.09, 07:50
          Wiesz, czasem jak się pisze to trudno przekazać atmosferę jaka towarzyszy danej
          sytuacji. Pierwszy Twój post dla mnie zabrzmiał trochę demonicznie, ale
          przedostatni rozczulająco. Bo ja mam złe doświadczenia z cudzymi i swoimi
          dziećmi w kościele. Moja córka jak klaszcze czy klęczy to nigdy nie grzecznie i
          nigdy nie cichutko ( głosik ma po mamusiwink). Jak ktoś miał kiedyś okazję widzieć
          moją córkę w kościele a potem przeczytał Twój pierwszy post....wyobraźnia mogła
          zadziałać, oj mogła zadziałać i przerazićwink

          Piszę o tym, bo często moje posty są trochę inaczej odbierane i rozumiane niż
          chciałam .
          • mama_kasia Re: kościelne anegdotki ;-) 04.08.09, 08:23
            Jak ktoś miał kiedyś okazję widzie
            > ć
            > moją córkę w kościele a potem przeczytał Twój pierwszy post....wyobraźnia mogła
            > zadziałać, oj mogła zadziałać i przerazićwink

            O właśnie smile
        • dominikjandomin Re: kościelne anegdotki ;-) 18.08.09, 11:43
          tonika80 napisała:

          > dodam jeszcze , że rozbraja mnie co roku w Niedzielę Wielkanocną
          > śpiewane smętnym i zmęczonym głosem organisty i wiernych " Wesoły
          > nam dzień dziś nastał" .

          Musisz się zgłosić do księdza, że będziesz to śpiewać radośnie i pełna entuzjazmu...

          I zwróć uwagę, ze ta pień akurat ma taką melodię. Radosna, ale nie głupkowato
          smieszną.
      • mama_kasia Re: kościelne anegdotki ;-) 04.08.09, 08:32
        Dla mnie to było
        > piękne a nie godne potępienia.

        O godnym potępienia nikt tu chyba nie napisał smile
        A sama przyznajesz, że tłumaczyłeś małej potem stosowne zachowanie.
        Nie było też o zganieniu dziecka, a o zabraniu.
        No takie np. my mamy ustalone z mężem granice, co wcale nie znaczy,
        że z potępieniem patrzę na dzieci, które zachowują się tak,
        jak Twoje. Widzisz, nasz syn np. bywał zapychany jedzeniem
        w kościele, co dla Ciebie akurat jest niestosowne.

        No i tak, jak napisała Ula, różnie się czyta, a różnie pisze.
        Potem czasami trzeba jeszcze wiele słów dopisać, aby coś
        było odebrane tak, jak nam się wydaje, że napisaliśmy smile
        • tonika80 Re: kościelne anegdotki ;-) 04.08.09, 09:08
          Było i o zganieniu i o zachowaniu niedopuszczalnym... nieważne.
          Ważne, że się zrozumiałyśmy wink
          • mama_kasia Re: kościelne anegdotki ;-) 04.08.09, 09:25
            masz rację
      • melapela2 Re: kościelne anegdotki ;-) 04.08.09, 10:03
        Grzecznie i cichutko? Sama sobie zaprzeczsz, bo najpierw napisałas
        że "biła brawo na cały kościół"
        Kościół jest oczywiście dla ludzi, ale dla wszystkich więc i tych co
        chcą się normalnie w ciszy pomodlic (takich w kosciele jest
        zdecydowana większosc).
        "Pozwólcie dzieciom przychodzic do mnie", ale nie ma nigdzie
        dalszego ciągu "i pozwolcie im na wszystko lekcewazac innych ludzi"
        • mader1 Re: kościelne anegdotki ;-) 04.08.09, 10:14
          No tak. Ale skoro już kilka osób zwróciło Tonice uwagę, myślę że nie ma co dalej
          rozdrapywać tego postu.
        • tonika80 Re: kościelne anegdotki ;-) 04.08.09, 13:02
          melapela, czytaj ze zrozumieniem , proszę. Brawo biła , owszem, na
          tyle na ile pozwoliły jej małe łapki. Na ołtarz weszła i uklękła po
          cichutku. Czepiasz się bez sensu i dla zasady. Na codzień też jesteś
          taka nieżyczliwa?
          • isma Re: kościelne anegdotki ;-) 04.08.09, 13:11
            Tonika. Moze bez zlosliwosci personalnych, i bez pochopnych ocen?
            Prosba o precyzyjne czytanie jest jak najbardziej na miejscu, ale rownie dotyczy
            precyzyjnego pisania. Napisalas wlasnoklawiaturowo:
            "biła brawo na cały kościół".
            Czytajacy nie wie o sytuacji nic wiecej, ponad to, co o niej mowisz, i z tego
            wyciaga wnioski. Byc moze na poczatku napisalas cos niezbyt scislego w
            retorycznym furorze, skoro teraz mowa jest o klaskaniu "malych lapkek", ale nie
            miej o to pretensji do czytajacych.

            Prosze, szanujmy sie nawzajem, piszmy uwaznie i uwaznie czytajmy (nb. ja tez,
            piszac, ze pewne zachowania sa "niedopuszczalne", na co sie oburzylas, wyraznie
            zaznaczylam, ze chodzi mi nie o performens dwulatki, tylko o to, jak ja odwiesc
            od tego rodzaju wystepow w perspektywie kilku lat).
            • tonika80 Re: kościelne anegdotki ;-) 04.08.09, 13:44
              może przeceniam intelektualno-społeczne możliwości rozwojowe mojego
              dziecka ale myślę, że za pare lat nie przyjdzie jej do głowy klęczeć
              obok ministrantów tudzież bić brawo księdzu.
              Ale masz rację, następnym razem będę starała się pisać precyzyjniej.
              • mader1 Re: kościelne anegdotki ;-) 04.08.09, 14:07
                > może przeceniam intelektualno-społeczne możliwości rozwojowe mojego
                > dziecka ale myślę, że za pare lat nie przyjdzie jej do głowy klęczeć
                > obok ministrantów tudzież bić brawo księdzu.

                smile)))) No pewnie smile)) bo nauczysz ją właściwej postawy smile)) tak jak uczysz ją
                inych rzeczy, choć mogłabyś liczyć na to, że przypatrzy się innym i samo jej to
                do głowy wejdzie.
                Spokojnego wychowywania.
                Rzadko oburza nas tu zachowanie dzieci i myślę, że nie zachowanie Twojego
                dziecka oburzyło, a jedynie to, że byłaś z takiego zachowania dumna.No to od
                razu udzielono Ci wsparcia forumowego.
                Myślę, że nie ma co dalej dyskutować, wszystko już powiedziano .
                • tonika80 Re: kościelne anegdotki ;-) 04.08.09, 14:17
                  mader, dyplomatko wink Pozdrawiam!
          • melapela2 Re: kościelne anegdotki ;-) 05.08.09, 11:14
            tonika80 napisała:

            > melapela, czytaj ze zrozumieniem , proszę. Brawo biła , owszem, na
            > tyle na ile pozwoliły jej małe łapki. Na ołtarz weszła i uklękła
            po
            > cichutku. Czepiasz się bez sensu i dla zasady. Na codzień też
            jesteś
            > taka nieżyczliwa?

            Niezyczliwa? Dlatego że domagam sie poszanowania mojego prawa do
            normalnego uczestnictwa we mszy, bez żadnych dodatkowych "atrakcji"?
            • hanna26 Re: kościelne anegdotki ;-) 05.08.09, 13:39
              Prawdę mówiąc, mam podobne odczucia jak melapela2. Abstrahując już już od opisanej przez autorkę wątku sytuacji, ogólnie denerwują mnie rodzice, którzy pozwalają swoim słodziakom biegać po całym kościele, siadać na stopniach tuż przed przed ołtarzem, głośno się śmiać, bić brawo itd. Mnie coś takiego po prostu rozprasza. I również, tak jak melapela2, domagałabym się jednak poszanowania mojego prawa do normalnej mszy, bez dodatkowych "atrakcji".

              Sama mam troje dzieci w wieku 6, 4 i 1,5 roku. Więc doskonale rozumiem, że małemu dziecku trudno jest wytrzymać godzinę w spokoju. Nasza najmłodsza to ogromna wiercipięta i często chętnie by sobie z kościoła uczyniła placyk do swobodnych biegów z przeszkodami. W takim wypadku, gdy napomnienia nie skutkują, któreś z nas po prostu z nią wychodzi. Naprawdę byłabym wdzięczna, gdyby inni rodzice też w ten sposób reagowali na pomysły swoich pociech.
              • tonika80 Re: kościelne anegdotki ;-) 05.08.09, 14:12
                a może po prostu nie przychodzić na dzieciece msze?
                • melapela2 Re: kościelne anegdotki ;-) 06.08.09, 15:31
                  NIGDY nie chodze na msze dla dzieci. Za to małe dzieci sa
                  przyprowadzane na wszystkie mozliwe msze jakie sa w parafii.
                • dominikjandomin Re: kościelne anegdotki ;-) 18.08.09, 11:46
                  tonika80 napisała:

                  > a może po prostu nie przychodzić na dzieciece msze?

                  I zabronić rodzicom z dzieciakami pojawiania się na wszystkich pozostałych?
                  Doskonały pomysł!
            • tonika80 Re: kościelne anegdotki ;-) 05.08.09, 14:30
              nie zamierzam izolowac swoich dzieci od wspólnoty wiernych bo
              poprzez chrzest same do tej wspólnoty należą. A jak to dzieci -będą
              sie zawsze, nawet w kościele zachowywać spontanicznie i czasem wbrew
              przyjętym regułom.
              Nie mam zamiaru również stać na mszy przed kościołem ani pod chórem.
              Dzieci są równoprawnymi uczestnikami mszy co oczywiście nie znaczy
              cze wolno na wszystko im pozwalać. NIE POZWALAM na bieganie po
              kościele, na hałasowanie i na podjadanie. To faktycznie (z wyjątkiem
              jedzenia) może przeszkadzac innym. Mi też.
              Ale przyklęknięcie przed ołtarzem Cię rozprasza? hm...Jednorazowe
              bicie "brawo" przez 5 sekund?
              Gdybyś przeczytała mój post życzliwym okiem, nie wysnułabyś wniosku,
              że dzieciak rozrabiał.
              A to, że nie napisałam, że ze sromotnym wstydem ściągałam dzicko
              sprzed ołtarza to oznacza tylko tyle, że:
              1. Wcale się nie zawstydziłam (bo czego tu się wstydzić) a wręcz
              wzruszyłam i byłam dumna z mojej 2-latki klęczącej z ufnością i
              skupieniem tuż przed Panem Bogiem
              2. to, że wytłumaczyłam ,że msza to nie koncert i nie należy klaskać
              wydało mi się tak oczywiste, że nie napisałam tego w poście.
              Powtórzę jszcze raz - więcej życzliwości w czytaniu a wszystkim
              będzie milej.
              • mader1 Re: kościelne anegdotki ;-) 05.08.09, 16:11
                Melapela nie była nieżyczliwa czy życzliwa. Była w swoich postach, zresztą
                krótkich, rzeczowa. Proszę nie omawiać życzliwości czy nieżyczliwości
                uczestników. Prszę nie przedłużać dyskusji na temat nastawienia emocjonalnego
                rozmówcy, bo posty będą wycinane.
                • tonika80 Re: kościelne anegdotki ;-) 05.08.09, 17:04
                  Ok mader. Zrobiło mi się po prostu bardzo przykro czytając niektóre
                  komentarze (zwłaszcza melipeli). Wątek miał być lekki i przyjemny a
                  tu nagle taka awantura sad
                  Na przyszłość postaram sie pisać precyzyjniej, tak, żeby zostawić
                  jak najmniejszy margines dla wyobraźni czytającego. Myślę że to
                  pozwoli mi uniknąć takich nieprzyjemnych nieporozumień.
                  Pozdrawiam .
                  • mader1 Re: kościelne anegdotki ;-) 05.08.09, 17:57

                    > Ok mader. Zrobiło mi się po prostu bardzo przykro czytając niektóre
                    > komentarze (zwłaszcza melipeli). Wątek miał być lekki i przyjemny a
                    > tu nagle taka awantura sad

                    Rozumiem. Każdy to na forum przeżywał a jak nawet nie, będzie przeżywał. Robi
                    jakoś wpis czy zakłada wątek, a on idzie w zupełnie innym kierunku i to czasem
                    mocno nieprzyjemnym. Był nawet taki moment, kiedy z obojętnego wątku zrobiła się
                    TAKA poważna awantura, że cały trzeba było wykasować. Nie ma co się zatrzymywać
                    dłużej nad jedną anegdotką. Ale nie ma co też rozpatrywać życzliwości bądź nie.
              • 11.jula Re: kościelne anegdotki ;-) 05.08.09, 21:59
                Nie przejmuj sie Tonika, ja staram sie bardzo mało pisac na tym
                forum, ze względów, które zauważyłaś. Ja osobiście nie zgorszyłam
                sie twoim postem, myslę, że widok 2-latka klęczącego przy ołtarzu i
                spontanicznie wyrażającego swoją radość też by mnie rozczulił,
                oczywiście przy zachowaniu pewnych granic. Żeby było jasne, uważam
                za niedopuszczalne zostawianie rozbrykanych dzieci samym sobie, ale
                w twoim przypadku nie uważam, żeby wydarzyło sie cos godnego
                potępienia. Równiez jestem zdania, że jesli komus przeszkadzają
                dzieci, to niech wybierze sobie inną Mszę, aniżeli dziecięcą.
                Zresztą u mnie dzieci właśnie są "wyciągane" do ołtarza, nierzadko
                razem z księdzem otaczają ołtarz.
                A tak na marginesie, w ubiegłą niedzielę, na Mszy śpiewał zespół 3-
                osobowy. Po Komunii zaśpiewali "Jest zakatek na tej ziemi" jak
                skończyli ludzie poderwali sie i zaczęli klaskać, wielu płakało. To
                byli dorosli ludzie, którzy wiedzieli, że nie są na koncercie tylko
                na Mszy.
                Aha, ksiądz odprawiający też klaskał.
                • hanna26 Re: kościelne anegdotki ;-) 06.08.09, 00:56
                  11.jula napisała:

                  Równiez jestem zdania, że jesli komus przeszkadzają
                  > dzieci, to niech wybierze sobie inną Mszę, aniżeli dziecięcą.


                  Uważasz, że to jest takie proste?
                  Mnie nie przeszkadzają wszystkie dzieci. Mnie przeszkadzają dzieci,
                  których rodzice sądzą, że ich latorośle jest tak słodkie, wzruszające
                  i och, i ach, że cokolwiek by nie zrobiło - nikomu to nigdy nie
                  przeszkodzi. Bo przecież wszyscy powinni stać i się rozczulać.

                  Nawiasem mówiąc, bardzo chętnie poszłabym na mszę świętą niedziecięcą
                  - przede wszystkim żeby posłuchać jakiegoś niedziecięcego kazania.
                  Chodzimy jednak na dziecięcą, ponieważ tę mszę uwielbiają nasze
                  starsze córki. Ksiądz bardzo ciekawie do nich mówi, tłumaczy "na
                  dziecięcy" czytania, pyta, prowadzi rozmowę. Niestety, nie zawsze
                  moje dziewczyny mogą skorzystać, usłyszeć dobrze księdza - właśnie z
                  powodu maluchów i ich rozradowanych rodziców. Ostatnio jakaś dwulatka
                  biegała wokół gromady, rozpychając się między stojącymi wokół księdza
                  dziećmi, ciągnąc je za ubrania, śmiejąc się itd. Jej zachwycona mama
                  siedziała kilka metrów dalej. Ksiądz poprosił, żeby ktoś z rodziców
                  przyszedł i zabrał dziecko, bo inne dzieci może chciałyby jednak
                  trochę posłuchać.

                  Chciałabym być dobrze zrozumiana. Ja naprawdę nie wymagam, żeby
                  maluch w wieku mniej więcej mojej najmłodszej, słuchał z
                  zaciekawieniem "dzieciowego" księdza, tak jak to robią moja sześcio-
                  i czterolatka. Ja po prostu chciałabym, żeby niektórzy rodzice
                  zrozumieli, że kościół to nie plac zabaw i ich dziecko - jakkolwiek
                  by nie było słodkie i wzruszające - może komuś jednak przeszkadzać.
                  Choćby na przykład innym dzieciom. To po prostu sprawa kultury i
                  dobrego wychowania. Rodziców - nie dziecka.
                • magdalaena1977 Re: kościelne anegdotki ;-) 06.08.09, 02:10
                  11.jula napisała:

                  > jesli komus przeszkadzają
                  > dzieci, to niech wybierze sobie inną Mszę, aniżeli dziecięcą.
                  Nie wiem, jak u Was, ale w mojej parafii takie malutkie dzieci pojawiają się
                  równie często na innych mszach. Bo msza i kazanie (zwykle dialogowane) dla
                  dzieci, jest jednak przeznaczone dla siedmiolatków, a nie dla zupełnych maluchów.

                  IMHO nawet "słodkie" dziecko nie powinno siedzieć przy ołtarzu czy w
                  prezbiterium, bo po prostu rozprasza uwagę innych. W tle ksiądz przy ołtarzu
                  robi "to co zwykle" , a tu na pierwszym planie taki maluch np. czesze sobie
                  palcami dywan i się do niego przytula. Kto automatycznie przyciągnie uwagę
                  wiernych - ksiądz czy dziecko ?
                • sulla gorąca prośba 06.08.09, 09:07
                  Dziewczyny, wiem, że tematy związane z naszymi dziećmi zawsze powodują emocje, a
                  postawę drugich czasami ciężko nam zrozumieć. Ale uwierzcie, że nikt tu nikogo
                  nie chce celowo obrażać i nie ma złej woli. Bardzo więc proszę, dajmy spokój
                  personalnym przepychankom, które niczemu nie służą, a przykro je czytać.

                  Jula,nie musisz mało pisać na forum, może jakbyś pisała więcej to zauważyłabyś,
                  że w wielu kwestiach się jednak zgadzamy smile
                  • twoj_aniol_stroz Re: gorąca prośba 11.08.09, 14:26
                    > Jula,nie musisz mało pisać na forum, może jakbyś pisała więcej to
                    zauważyłabyś,
                    > że w wielu kwestiach się jednak zgadzamy smile
                    A ja Julę doskonale rozumiem. Mimo iż czasem piszę na forum to
                    jednak zawsze nie wiem jak mój post zostanie odebrany sad
                    Przykro mi, że tak jest, ale właśnie raczej czytam niż piszę ze
                    względu na sytuacje jak ta powyżej.
                    Także nie odebrałam zachowania tej dziewczynki jako nagannego, też
                    raczej wzruszające to było i przyznam, że to co przeczytałam w
                    odpowiedzi zjeżyło mi wzłosy na głowie...
                    • sulla Re: gorąca prośba 11.08.09, 23:51
                      > A ja Julę doskonale rozumiem. Mimo iż czasem piszę na forum to
                      > jednak zawsze nie wiem jak mój post zostanie odebrany sad

                      Ba, a któż to wie? Ja tez tego nie wiem. Tym bardziej, że tak często jest trudno
                      się porozumieć nawet z najbliższymi, nawet oko w oko, bo nasze emocje nakładają
                      się na to, co mówią do nas inni, i zniekształcają przekaz. Ale jednak warto
                      próbować się porozumieć. Kiedy jednak z góry zakładamy, że rozmówca ma złe
                      intencje, to porozumienie staje się niemożliwe.
                      Toteż ja rozumiem wszystkich tych, którzy obawiają się pisać, bo nikt nie chce
                      być niezrozumiany i źle oceniony, a to się przecież zdarza. Dla mnie jednak
                      właśnie takie sytuacje są szkołą "miłowania bliźniego" i dążenia do porozumienia
                      ponad negatywnymi emocjami.

                      Dyskusja jaka się wywiązała w związku z postem Toniki miała momentami
                      nieprzyjemny ton, i stąd moja prośba o porzucenie złośliwości - do obu stron
                      skierowana.
                      • twoj_aniol_stroz Re: gorąca prośba 12.08.09, 07:43
                        Racją jest to co piszesz, ale niestety i Jula i ja piszemy też
                        wspólnie na innych forach i tam nie ma takich sytuacji jak ta
                        powyzej, gdzie post pomyslany jako rozrywka (i jako taki go
                        otworzyłam) staje się nagonką na tego, kto chciał rozśmieszyć i
                        właśnie gdyby był potrakowany z miłością to by rozśmieszył.
                        • 11.jula Re: gorąca prośba 12.08.09, 11:54
                          twoj_aniol_stroz napisała:

                          > Racją jest to co piszesz, ale niestety i Jula i ja piszemy też
                          > wspólnie na innych forach i tam nie ma takich sytuacji jak ta
                          > powyzej, gdzie post pomyslany jako rozrywka (i jako taki go
                          > otworzyłam) staje się nagonką na tego, kto chciał rozśmieszyć i
                          > właśnie gdyby był potrakowany z miłością to by rozśmieszył.

                          Napisałam swoje odczucia w innym wątku, ale jeszcze tu zgodzę się z
                          Tobą, dlatego byłam taka rozczarowana, bo na innych forach, na
                          których więcej mnie dzieli z piszącymi niz zbliża, zawsze jestem
                          rozumiana, mimo, że mam przeważnie inne zdanie.
      • dominikjandomin Re: kościelne anegdotki ;-) 18.08.09, 11:41
        tonika80 napisała:

        >
        > dziecko nie sprofanuje ołtarza wchodząc na niego.

        Moze nie sprofanuje prezbiterium, ale ołtarz? Tu bym się zastanawiał...
      • sunday Re: kościelne anegdotki ;-) 25.08.09, 13:36
        Tonika, popieram. Mam wrażenie, że zbyt często zapominamy, że dziecko jest ikoną
        Boga. Również poprzez swoją nieprzystawalność do naszych planów, również poprzez
        swoją zdolność do wybijania nas z nabożnego skupienia.
    • ula27121 Re: kościelne anegdotki ;-) 04.08.09, 13:34
      Mój syn nie może zrozumieć dlaczego ksiądz chodzi w sutannie. Gdy tylko jakiegoś
      spotka ( najczęściej podczas kolędy) mówi: " ale chłopak w sukience??? To nie
      ładnie, nie ładnie"...

      Upominam, tłumaczę ale nic z tego na raziesmile
      • sulla Re: kościelne anegdotki ;-) 04.08.09, 20:43
        Och, ubawiłam się stenie tym postem! Dzięki Ula za poprawienie humoru smile
    • ese1 Re: kościelne anegdotki ;-) 04.08.09, 16:56
      moj mlody w wieku 2 lat posunal sie nawet dalej, a mianowicie stanal obok
      ksiedza podczas mszy i zaczal go nasladowacsmile a pozniej ganialam go dookola
      oltarza, aby go zlapac

      .. na szczescie byla to tylko msza slubna, sama rodzina i na dodatek w bardzo
      malej ilosci, jakos przelknelam ten wstyd
      • mader1 Re: kościelne anegdotki ;-) 04.08.09, 21:45
        przypomniało mi to inną uroczystość : chrzest w mojej rodzinie. Młodzieniec,
        który miał zostać chrześcijaninem, w oczekiwaniu na ten piękny moment posiadł
        już trudną sztukę raczkowania. Zbiegowisko wokół niego bardzo go rozzłościło i
        zaintrygowało. Na tyle, że podczas gdy chrzestni i rodzice odpowiadali
        kapłanowi, połykając łzy wzruszenia, zsunął się z omdlałych rąk matczynych na
        posadzkę... a potem ile sił w kolankach i łapkach zaczął oddalać się na
        bezpieczną odległość, żeby ocenić sytuację. Wszyscy wpatrzeni w ulubionego
        kapłana, on wpatrzony w tekst z dobrotliwym uśmiechem na twarzy,a poganim już
        parę metrów dalej... Zrobiłam jeszcze parę zdjęć, zanim złapałam zbiega i
        doniosłam na miejsce wink)))Od razu zrobiło się mniej powaznie.
        • isma Re: kościelne anegdotki ;-) 04.08.09, 22:21
          Z serii pytan o Izraelitach na pustyni.
          Pare dni temu kladlam dziecku w glowe o sw. Janie Marii Vianneyu, a to przy
          okazji ksiazki ze zlotymi myslami ww., ktora znajomemu koloratkowemu
          sprezentowywalismy. W zwiazku z czym dzisiaj, w uroczystosc tegoz sw. Jana
          Marii, dziecko zadumalo sie gleboko nad kwestia hierarchiii w hierarchii
          koscielnej.

          "Mamooo. Bo ty mowilas, ze ten swiety to jest patronem ksiezy. A ksiadz dzisiaj
          czytal, ze proboszczow [dobra, niech bedzie moja strata na autorytecie: "no,
          tak, pewnie glownie proboszczow. Ale ksiezy tez."].
          Mamooo. Proboszcz to jest taki ksiadz, co ma parafie? A biskup to ma tą..
          decyzje... nieeee, diecezję. Mamoooo, a co ma prałat???"
          [Pralat ma, dziecko, taka specjalna sutanne" - nie, nie zdazylam teg powiedziec.
          Slubny mnie wybawil z klopotu, oznajmiajac dziecku, ze wie, kogo o to mozna
          zapytac wink)). Ufff.]
          • matizka Świeczki w kościele 05.08.09, 22:52
            Mój syn miał niedawno urodziny (drugie) i zdmuchiwał świeczki na
            torcie kolejno w czwartek i piątek.
            W sobocie był na ślubie. Cichutko poszedł i siadł sobie na ołtarzu i
            obserwował młodych. W końcu zobaczył świece (nie na ołtarzu, ale
            taki dekoracyjny świecznik stał obok młodych) i nadal cichutko
            siedząc zaczął na nie dmuchać.

            No raczej dorośli nie zachowali powagismile
            • dominikjandomin Re: Świeczki w kościele 18.08.09, 11:52
              matizka napisała:

              > Cichutko poszedł i siadł sobie na ołtarzu

              Wytłumaczcie mi: jeśli ktoś pisze: "siąść na ołtarzu", to chodzi o siadanie na
              ołtarzu, czy to jakaś przenośnia, której mój mózg nie łapie?
          • isma Pralat, czyli o zachowaniu sie przed kosciolem ;-) 06.08.09, 12:36
            Wyjasnilo sie, co ma pralat:
            W dniu wczorajszym moje dziecko-dewota, do ktorej mi duzo brakuje wink)), po Mszy
            sw. oraz odkleczeniu obowiazkowych pieciu minut przed sw. ojcem Pio
            (koloratkowy, ktory jej to zaszczepil, powinien dostac z rok czyscca za to...),
            wyszla wreszcie przed kosciol, gdzie jednakowoz zasluchala sie w dobiegajace z
            wewnatrz Ave Maria. No, nie da sie ukryc, sluchajac wlazila i zlazila po
            zewnetrznych schodach swiatyni, fakt.

            I otoz z okna plebanii wychynal pralat, i zgromil dziecie mniej wiecej w tch
            slowach, iz miejsce ono nie jest placem zabaw [gdyby byl erudyta, powienien
            zawolac: "Mojzeszu, zdejmij sandaly, albowiem miejsce, na ktorym stoisz jest
            swiete" wink))].

            "Pytalas, Marysiu, co ma pralat - wyrzeklam dobitnie - otoz pralat, Marysiu, ma
            WLADZE..."
            • isma Diakon, czyli dlaczego ornat byl czerwony 10.08.09, 20:28
              Wychodzimy z M. po Mszy sw. wieczornej z kosciola.

              - Marysiu, dlaczego ornat byl czerwony dzisiaj?
              - Bo bylo swietego meczennika. I ta... koncelebra byla.
              - Meczennika. A pamietasz, ktorego?
              - Walentego? Nieeee, Waaaa... Wawrzynca, o. I ten Wawrzyniec, to on byl
              diakonem. I go upiekli na grillu.
              [Aaa...!]
              - Nie na grillu, tylko na kracie, Marysiu.
              - Na jedno wychodzi, mamo. Ogolnie, to i tak skwarek z niego zostal.
              - Marysiuuuu [desperacko probujac odwrocic uwage latorosli od kwestii
              przypiekania zywym ogniem meczennika]. To mi jeszcze powiedz, dlaczego jego...
              no, wiesz...
              - Pamietam! Bo on byl diakonem i mial te... skarbonke... za lawkami! I nie
              chcial jej oddac cesarzowi czy komus tam. Mamooo! Dlaczego on byl diakonem i
              mial skarbonke? Zawsze to proboszcz ma skarbonke, prawda...?

              forum.gazeta.pl/forum/w,16182,83948180,86189862,Re_Czy_pamietacie_tresc_niedzielnego_kazania_.html
              pl.wikipedia.org/wiki/Wawrzyniec_z_Rzymu
              • samboraga Re: Diakon, czyli dlaczego ornat byl czerwony 10.08.09, 22:32
                - Nie na grillu, tylko na kracie, Marysiu.
                > - Na jedno wychodzi, mamo

                Słuszna intuicjasmile Gdzieś mi się obija,ze został patronem...grillowania....wink)
                Co mojego Wawrzyńca zdziwiło niezmiernie, mnie zresztą teżwink
              • mader1 Re: Diakon, czyli dlaczego ornat byl czerwony 10.08.09, 23:29
                smaczne fragmenty życia... boję się o czym będzie , jak dojdzie do tego, co mają
                wierni.
                Zapytaj M. co mają wierni, co ?
                • isma Re: Diakon, czyli dlaczego ornat byl czerwony 11.08.09, 16:14
                  Jak to, co maja wierni. Tosmy juz jakis czas temu ustalily: wierni maja Cialo
                  Chrystusa wink)).

                  Dzisiaj na slubnego spadnie sw. Klara. Ciekawe, jak mu pojdzie, bo w warunkach
                  domowych i we wtorek, to schemat dialogu bylby przewidywalny, a mianowicie
                  zapewne zeszloby na tradycyjnie nierozwiazywalna kwestie wyzszosci dziewictwa
                  nad malzenstwem i vice Wersal wink)).
      • twoj_aniol_stroz Będę wredna i złośliwa, ale... 11.08.09, 17:47
        ... bardzo Was proszę wytłumaczcie mi dlaczego autorka wątku została
        totalnie "zjechana" przez grono forumowe za klęknięcie jej dziecka
        razem z ministrantami , czy bicie brawa dla księdza, a już
        zdmuchiwanie świeczek, raczkowanie dziecka przez kościół i
        naśladowanie księdza w czasie ślubu zostały potraktowane z humorem i
        na zasadzie "a wyobraźcie sobie, że mój kuzyn kiedyś..."
        Skąd wzięła się tak różna reakcja na w sumie bardzo podobne
        zachowania? Co takiego różni anegdotkę autorki od tych pozostałych?
        Powiem Wam, że dawno nie zrobiło mi się tak przykro jak po
        przeczytaniu tej nagonki sad
        --
        Bądźcie jak jasny promień słońca, które dla każdego stworzenia ma
        ciepło i światło - Św. Urszula Ledóchowska
        • isma Re: Będę wredna i złośliwa, ale... 11.08.09, 18:24
          Bede moze niezbyt precyzyjna, bo musze zaraz wyjsc, ale mysle, ze odpowiedz jest
          prosta: nie ma jakiegos tajemniczego "grona forumowego". Sa najprzerozniejsi
          ludzie, ktorzy roznia sie w pogladach na wiele spraw, w tym na stosownosc
          zachowan dzieci w kosciele. Jednych to czy tamto wzrusza, a innych nie.
          A okreslenie "nagonka" to, mysle, nieco jednak na wyrost jest.
          • twoj_aniol_stroz Re: Będę wredna i złośliwa, ale... 12.08.09, 07:46
            Ismo, ale choćby Twoja reakcja była zdecydowanie inna w tych
            przypadkach. W pierwszym pouczyłaś, w pozostałych po prostu dodałaś
            swoje anegdotki - i bardzo fajnie, że jest dodałaś, i były śmieszne,
            czyli dokładnie to co autorka chciała osiągnąć. Szkoda tylko, że
            wcześniej wysłuchała gromów na temat niestosownosci zachowania jej 2
            letniego dziecka w kosciele.
            • isma Re: Będę wredna i złośliwa, ale... 12.08.09, 08:00
              Alez oczywiscie, ze moja reakcja byla rozna. Poniewaz dodajac kolejne anegdotki
              (skadinad one nie sa o zachowaniu dziecka w kosciele, zauwaz), dostosowalam sie
              do prosby dyzurnej moderatorki o niekomentowanie niczyich zachowan i powrot do
              anegdotek.
              Zauwaz tez, ze nie wszyscy sie do tej prosby o niekomentowanie zachowan
              konkretnych osob, i dzieci w kosciele w ogole, dostosowali. Widocznie szacunek
              dla proponowanych regul nie wszystkim... sam przychodzi... z wiekiem ;-P.
              • twoj_aniol_stroz Re: Będę wredna i złośliwa, ale... 12.08.09, 08:15
                I myślę, że tu jest sedno problemu - właśnie ocena i komentowanie
                czyiś zachowań w sytuacji gdzie ten watek nie był prośbą o ocenę i
                komentarz, ale został założony dla śmiechu.
                Założenie było, że wątek bedzie luźny i radosny - bo choć wstydzimy
                się niektórych zachowań naszych dzieci, to umiemy także znaleźć
                komizm sytuacji i potem z tego sie śmiać - a zrobiła sie z tego
                przykra ocena nowej dziewczyny, która nie miała nic złego na myśli,
                a spotkała się z totalnym ochrzanem.
        • mader1 Re: Będę wredna i złośliwa, ale... 11.08.09, 20:30
          o, weszłam sobie w czasie wakacji na następne kłótnie w tym wątku... a wydawało
          mi się, że ten poboczny trend zakończyliśmy i przestaliśmy się pastwić nad
          historią Malutkiej Toniki.
          Dlaczego to "grono" tak się zachowało ?Rozumiem, że " grono" to ludzie, którzy
          narażając się na śmieszność i oceny, pisze ? Możemy dalej być złośliwi - pewnie
          gdyby wszyscy milczeli, nie mieliby odmiennych zdań.I odczuć. Gdyby milczeli,
          nie opisywaliby głupich wydarzeń ze swojego życia, gdyby nie pisali, nie byliby
          nieprecyzyjni.Poczytaliby sobie o innych, na innych forach ( bo tego by nie
          było) też nie pisząc, tylko dziwiąc się złym ludziom,ich komentarzom, ich
          problemom i opisywanym historiom.
          A tak piszą, piszą to, co się nie podoba,co ich wzrusza, opisują rzeczy głupie,
          narażając się na krytykę, uśmiech rozbawienia albo niechęć czytających.Opisują
          też rzeczy mądre i piękne. Piszą komentarze - czasem mądre czasem głupie.Ale
          własne i szczere. Dyskutują o nich - o dziwo, na forum dyskusyjnym. Czytającym
          historie i komentarze do nich się nie podobają, budzą kontrowersje albo
          pobudzają do myślenia,a z niektórych mają ubaw na ateistycznych forach. I jest
          dobrze. NIECH ŻYJĄ PISZĄCY.
          Miłego czytania.

          A o Małej Toniki, z której jest świetna dziewczynka i wyrośnie cudna
          chrześcijanka, nie będę już w tym wątku pisać nic. Bo wszyscy po dziesięć razy
          wyjaśniali swoje stanowiska w tym temacie. I mama może ich nie podzielać,może
          mieć swoje zdanie , ale rozumie kto ,jak i dlaczego napisał. I to jest
          najważniejsze.
          ( nie jestem w tym tygodniu moderatorem, więc liczę się z tym, że wszelkie
          złośliwości, w tym moja, będą w tym wątku wycinane)
          • samboraga Re: Będę wredna i złośliwa, ale... 11.08.09, 20:56
            Ależ dyskutujcie sobie, dyskutujciewink
            Mogę nawet moderacyjnie założyć wątek 'o dyskutowaniu na forum'...
            • mader1 Re: Będę wredna i złośliwa, ale... 11.08.09, 21:08
              o tak, załóż taki wątek jako wychowanie w wierze. Będziemy tam wszyscy milczeć,
              bo nigdy nie wiadomo, co ktoś nam odpowie sad A nuż będzie miał inne zdanie ! sad
              • sulla Re: Będę wredna i złośliwa, ale... 11.08.09, 23:45
                Wątek, w którym będziemy wszyscy milczeć! Mader, powiem Ci, ze ta perspektywa
                jakoś osobliwie mi się spodobała smile
                • isma Re: Będę wredna i złośliwa, ale... 11.08.09, 23:49
                  No na mnie nie liczcie. Bo ja to sobie lubie, wiecie... poszczebiotac wink)).
              • twoj_aniol_stroz Re: Będę wredna i złośliwa, ale... 12.08.09, 08:37
                To milczenie z czegoś wynika. To nie pierwszy głos, że ktoś boi się
                wypowiedzieć na forum. Sporo spotykam takich wypowiedzi, więc nie
                jest to tak, że moje zdanie jest odosobnione. Oczywiście, że można
                się obrazić i powiedzieć "to spadaj", ale to chyba nie do końca o to
                chodzi. Myślę, że dużo dałyby wypowiedzi innych gdyby udało się ich
                ośmielić. Każdy z nas nosi jakieś bogactwo w sobie, którym może i
                chce się dzielić. Sama znam dwie osoby, które zaczęły pisać na tym
                forum, ale uciekły właśnie dlatego, że na dzień dobry zostały zbyt
                ostro potraktowane. Nie kazdy ma dar precyzyjnego i jasengo
                wyrażania myśli, nie kazdy ma powłokę nosorożca, żeby się nie
                przejmować atakiem... I nic tu nie da zakładanie wątku: "dlaczego
                nie piszecie?" - tu chodzi o podejscie do drugiego człowieka i
                akurat niekoniecznie Twoje, ale całej społeczności z tego forum.
                Niestety piszę na wielu forach o różnej tematyce, ale rzadko
                spotykam się z czepianiem się słówek, nieprecyzyjnych lub zbyt mało
                precyzyjnych wypowiedzi.
                To zadziwiające, że ludzie piszący o miłości, o przebaczeniu, o
                szacunku - w sumie będący bardzo blisko jeśli chodzi o system
                wartosci jakim sie kierują - potrafią byc tak niemili i czepliwi
                wobec siebie nawzajem. I to czepliwi o głupoty tak naprawdę.
                • samboraga Re: Będę wredna i złośliwa, ale... 12.08.09, 10:08
                  Oczywiście, że można
                  > się obrazić i powiedzieć "to spadaj", ale to chyba nie do końca o to
                  > chodzi. Myślę, że dużo dałyby wypowiedzi innych gdyby udało się ich
                  > ośmielić.

                  Chwileczkę. Nikt nikomu nie mówi 'spadaj'.
                  A problem pisania na forum... Są naprawdę różnorakie powody. Przez wiele lat
                  istnienia forum ten temat wraca, przewija się. I naprawdę różne powody podają
                  ludzie. Często, b. często, ludzie piszą o onieśmieleniu - dlatego w nagłówku
                  znalazły się słowa, że jesteśmy TACY JAK KAŻDY, raz lepsi, raz gorsi.
                  Owszem, bywa, że ktoś znika po ciężkiej dyskusji, owszem, ktoś znika, bo czegoś
                  spodziewał się po forum, po ludziach, po moderatorach...
                  Natomiast - staramy sięsmile Próbujemy.

                  A ludzie 'piszący o miłości, o przebaczeniu, o
                  > szacunku - w sumie będący bardzo blisko jeśli chodzi o system
                  > wartosci jakim sie kierują -SĄ RÓŻNI I RÓŻNIĄ SIĘ POGLĄDAMI.
                  I to jest TEŻ wartość forum. Monolitem nie jesteśmy i policji religijnej nie mamywink
                • mader1 Re: Będę wredna i złośliwa, ale... 12.08.09, 10:11
                  ale wiesz, ponieważ rzeczywiście słowa są źródłem nieporozumień, nie do końca
                  się zrozumiałyśmy - czy raczej - nie do końca mnie zrozumiałaś. No właśnie ja
                  poczułam, że powiedziałaś mi " no to spadaj".Tak jakbyś powiedziała mi "ponieważ
                  nie odpowiadasz mi na moje posty tak, ja tego oczekuję, to ty się powygłupiaj na
                  forum a ja sobie poczytam". Każdy z nas ma swoje obawy. Było mi nieraz na forum
                  ciężko, mimo że staram się jak mogę, nie rozgniatać innych. Usłyszałam bardzo
                  trudne dla mnie rzeczy na temat i mojego sposobu życia i tego, że piszę
                  niezrozumiale. Występowałam w obronie wszystkich kur domowych, pozostając prawie
                  sama na placu boju.Pamiętam o tym, że jestem leniwa, mam ograniczone horyzonty
                  czy jestem aspołeczna i inni są lepiej zorganizowani ode mniewinkAle mam wrażenie,
                  że to, że jak ktoś przeczyta o moich racjach, zastanowi się, kogoś to pocieszy.
                  Nie mówię " spadaj"
                  Powstrzymuję się przed złośliwościami.Opowiadam o ważnych dla mnie rzeczach,
                  narażając się na śmieszność, demaskację czy co tam jeszcze. A teraz czuję się
                  jak w cyrku. A dookoła widzowie.

                  Oczywiście, z czasem " dziękujemy" osobom, na które wielu uczestników się
                  skarży, że ich wypowiedzi są raniące. Ale, na litość, nie możemy się też tylko
                  głaskać po głowie !Bo to też nie jest prawda o życiu.
                • sulla Re: Będę wredna i złośliwa, ale... 12.08.09, 10:15
                  " tu chodzi o podejście do drugiego człowieka i
                  akurat niekoniecznie Twoje, ale całej społeczności z tego forum."

                  Myślę, że jesteś niesprawiedliwa. Nawet w tym wątku nie było sytuacji, żeby
                  "cała społeczność forum" rzuciła się na Tonikę, a jedynie kilka osób się z nią
                  nie zgodziło, w tym jedna czy dwie mogły oczywiście bardziej uprzejmie się wyrazić.

                  > Niestety piszę na wielu forach o różnej tematyce, ale rzadko
                  > spotykam się z czepianiem się słówek, nieprecyzyjnych lub zbyt mało
                  > precyzyjnych wypowiedzi.

                  Czepianie się słówek i nieprecyzyjnych wypowiedzi ma na celu raczej
                  doprecyzowanie tego, o czym się konkretnie rozmawia, bo rozmawiamy często o
                  sprawach niebłahych, a trudnych do sprecyzowania i ulotnych. To my wybieramy,
                  czy zakładamy, ze rozmówca czepia się, bo ma złe intencje, czy czepia się, bo
                  próbuje zrozumieć , ale mu trudno wychodzi.

                  > To zadziwiające, że ludzie piszący o miłości, o przebaczeniu, o
                  > szacunku - w sumie będący bardzo blisko jeśli chodzi o system
                  > wartosci jakim sie kierują - potrafią byc tak niemili i czepliwi
                  > wobec siebie nawzajem.

                  To nie jest zadziwiające, że się nie zgadzamy ze sobą -jesteśmy po prostu ludźmi
                  i czasem trudno jest się nam porozumieć. Co do tego, kto jest niemiły i
                  czepliwy, wypadałoby jednak nie uogólniać. Jeśli ktoś Twoim zdaniem zachował się
                  w sposób niemiły i niestosowny, może warto zwrócić się do tej konkretnej osoby.
                  I pamiętajmy też, że nie wszyscy mamy ten sam próg wrażliwości. Dla niektórych
                  brakiem uprzejmości jest już sam fakt, ze ktoś posiada odmienne zdanie na jakiś
                  temat, dla innego będzie to dopiero obraźliwy epitet.

                  A czy chodzi o głupoty? Chodzi o wychowanie naszych dzieci. Wagę problemu każdy
                  ocenia sam.

                  Rozumiem, że Tonika mogła się poczuć urażona - właśnie dlatego Mader zaapelowała
                  o uspokojenie emocji, i nie tylko ona zauważyła, że rozmowa poszła w złym
                  kierunku. Ale Twoim postem też wiele osób poczuje się urażonych. Talk się
                  niestety zdarza między ludźmi.
                  • isma Re: Będę wredna i złośliwa, ale... 13.08.09, 16:23
                    sulla napisała:


                    > Czepianie się słówek i nieprecyzyjnych wypowiedzi ma na celu raczej
                    > doprecyzowanie tego, o czym się konkretnie rozmawia, bo rozmawiamy często o
                    > sprawach niebłahych, a trudnych do sprecyzowania i ulotnych.

                    O, to, to! Zadna sztuka sie zgadzac w sprawie przepisu na sernik - ostatecznie,
                    nawet jak sie kogos do swojego sposobu nie przekona, to kazda schrzani swoj
                    wypiek inaczej, no i i tyle.

                    To my wybieramy,
                    > czy zakładamy, ze rozmówca czepia się, bo ma złe intencje, czy czepia się, bo
                    > próbuje zrozumieć , ale mu trudno wychodzi.

                    Ano wlasnie!!! Albo wydaje mu sie, ze dla dobra dla tego drugiego moze niezle
                    bedzie, jak sobie cos jeszcze raz wspolnie przemysla.
                • twoj_aniol_stroz Propozycja w takim razie:) 12.08.09, 11:00
                  To ma w akim razie propozycję by wyczyścić ten wątek. Z założenia
                  miał byc on angdotyczny i niech własnie taki będzie.
                  A kwestia "społeczności forum" i tych słów:
                  >tu chodzi o podejscie do drugiego człowieka i
                  > akurat niekoniecznie Twoje, ale całej społeczności z tego forum.
                  To nie Mader ma być dyplomatką, która "wije się" i biega po róznych
                  watkach w celu gaszenia pożarów. To właśnie cała społeczność ma
                  pilnować, żeby kazdy czuł sie w tym towarzystwie dobrze i
                  bezpiecznie. I to był sens mojej wypowiedzi smile
                  Jeśli kogoś uraziłam moją krytyka to przepraszam, nie to było moim
                  zamiarem.
    • okri2 od kiedy chodzić z dzieckiem do kościoła 06.08.09, 00:46
      Z tego wątku zrobił się inny wątek, a szkoda, bo z wielką przyjemnością
      poczytałabym sobie kościelne anegdotki.

      Małe dzieci podobnie jak osoby z niepełnosprawnością intelektualną nie wiedzą,
      że to co robią może być niestosowne.
      Moja 16 miesięczna córka nie zrozumie, że uśmiechanie się do ludzi jest nie
      stosowne. Mam z tego powodu nie chodzić do kościoła lub spędzać Mszę na dworze??

      Przez wiele lat istniało przekonanie, że małych dzieci do kościoła się nie
      zabiera. Osoby niepełnosprawne też do kościoła nie chodziły, bo PRZESZKADZAŁY.

      Ciekawe jak nasi niektórzy forumowicze zareagowaliby na Mszę Św. podczas której
      rzesza wiernych gra na instrumentach, klaszcze, wyje, śmieje się, kołysze,
      stęka, łazi, płacze, a potem jednym wielkich chórem idzie przyjąć Ciało Chrystusa.
      Oburzające prawda??

      Nie rozumiem Was. Takiego wychowania w wierze nie rozumiem.
      • okri2 Re: od kiedy chodzić z dzieckiem do kościoła 06.08.09, 00:48
        P.S. wychowanie w wierze nie dotyczy tylko dzieci, my sami wciąż potrzebujemy
        wychowania, dojrzewamy wciąż..
      • magdalaena1977 Re: od kiedy chodzić z dzieckiem do kościoła 06.08.09, 02:05
        okri2 napisała:
        > Ciekawe jak nasi niektórzy forumowicze zareagowaliby na Mszę Św. podczas której
        > rzesza wiernych gra na instrumentach, klaszcze, wyje, śmieje się, kołysze,
        > stęka, łazi, płacze, a potem jednym wielkich chórem idzie
        > przyjąć Ciało Chrystusa.
        > Oburzające prawda??
        Zależy co. Nigdy nie miałam do czynienia z taką grupą osób niepełnosprawnych
        intelektualnie, ale wyobrażam sobie, że przy niektórych poważniejszych stanach
        chorobowych , ich zachowanie będzie zbyt uciążliwe dla współwiernych.
        Aczkolwiek prawdopodobnie te osoby nie będą wtedy świadome sensu mszy (tak jak
        malutkie dzieci). A wtedy trzeba się zastanowić, czy faktycznie "standardowa"
        godzinna msza w parafii to właściwy sposób kontaktu z Bogiem.
      • mama_kasia Re: od kiedy chodzić z dzieckiem do kościoła 06.08.09, 08:39
        > Z tego wątku zrobił się inny wątek, a szkoda, bo z wielką przyjemnością
        > poczytałabym sobie kościelne anegdotki.

        Ale dziewczyny próbują wrócić na tor anegdotkowy, więc może
        nie warto akurat w tym wątku kontynuować tematu "od kiedy chodzić
        z dzieckiem do kościoła". Tego typu watków na forum jest sporo.

        > Oburzające prawda??

        Nie.

        (... tu miałam więcej napisane, ale skasowałam - nie wiem jak
        Ty, ale ja czuję, że może być przykro autorce wątku, gdy będziemy
        tutaj dalej brnąć w temat. Bo zawsze będzie odniesienie do niej sad )
      • mader1 Do wszystkich 06.08.09, 09:42
        zapraszam na wątek, który dopiero co podniosłam - o tym od kiedy z dzieckiem do
        kościoła. Skoro przykro, że ten wątek zrobił się nie o anegdotkach, nie
        rozdmuchujmy go dalej w tym kierunku.
        Dziewczyna się zwierzyła. Usłyszała już różne opinie na temat zachowania jej
        dziecka - od zwracających jej uwagę na niestosowne zachowanie po wyrażające
        zachwyt. Zostawmy już temat TYCH KONKRETNIE osób i ich zachowania na mszy,
        przechodząc sobie w celu pogadania do wątku ogólnego.Tonika ma już dość
        wskazówek, żeby wykorzystać te, które uzna za wartościowe w wychowaniu swojej
        córeczki.
      • dominikjandomin Re: od kiedy chodzić z dzieckiem do kościoła 18.08.09, 11:59
        okri2 napisała:


        > Moja 16 miesięczna córka nie zrozumie, że uśmiechanie się do ludzi jest nie
        > stosowne.

        Ale dlaczego nie?

        >Osoby niepełnosprawne też do kościoła nie chodziły, bo PRZESZKADZAŁY.

        Serio?

        > Ciekawe jak nasi niektórzy forumowicze zareagowaliby na Mszę Św. podczas której
        > rzesza wiernych gra na instrumentach, klaszcze, wyje, śmieje się, kołysze,
        > stęka, łazi, płacze, a potem jednym wielkich chórem idzie przyjąć Ciało Chrystu
        > sa.

        To zależy... Od Mszy (specjalna czy zwykła), od tego, czy gra czy rzępoli, od
        tego na jakich instrumentach, od tego, co znaczy słowo wyje...

        Bo generalnie prawie na każdej Mszy ktoś wyje, stęka, łazi.
    • twoj_aniol_stroz Re: kościelne anegdotki ;-) 11.08.09, 14:38
      A mnie wzruszyła Twoja opowieść smile I doskonale umiałam sobie
      wyobrazić jak to wyglądało.
      U nas w kościele jest zwyczaj, że dzieci w trakcie Mszy Św siedzą na
      stopniach ołtarza. Kościół jest maleńki, ludzi dużo, więc dzieciaki
      siedzą na stopniach. I niejednokrotnie zdarza się, że w trakcie
      Komunii Św (ludzie podchodzą w 4 kolejkach) jakieś dziecko siedzi
      sobie cichutko pomiędzy dwoma księżmi rozdającymi Komunię. I zawsze
      w takiej sytuacji któryś z księży maluchowi kreśli znak krzyża na
      główce lub go pogłaszcze. I jakoś nikogo to nie rozprasza, to jest
      normalne przyjęcie dziecka do wspólnoty.
      Mało tego często jest też tak, że wierni nie mając już miejscach w
      ławkach siadają na wolnych miejscach ministrantów. No ale nasz
      Kościół jest w ogóle bardzo nastawiony na bycie wspólnotą, bo oprócz
      tego to wierni zawsze czytają pierwsze i drugie czytanie - i nie są
      do tego wyznaczeni, tylko po prostu ktoś wstaje i idzie czytać,
      wierni także czytają modlitwę wiernych (tu akurat przed Mszą
      ministrant chodzi i rozdaje karteczki) i wierni niosą dary do
      ołtarza i tu znów nikt nikogo nie wyznacza, tylko kto najbliżej stoi
      ten bierze ze stolika to co do wzięcia i wędruje pod ołtarz.
      I nieodmiennie taka Msza Św bardzo pozytywnie zaskakuje moich gości,
      którzy przywykli do bierności w kościele a tu nagle taka zmiana.
    • zebra12 A ja mam anegdotkę :) 11.08.09, 21:33
      Otóż w moim kościele czasem dzieci mogą się modlić do mikrofonu. I do takiej
      modlitwy zgłosiła się moja wtedy może 5, moze 6 letnia córka. Wiedziałam, że ona
      ma różne pomysły, ale nie sądziłam, że aż takie. Nagle słyszę coś w stylu: Panie
      Boże, dziękuję Ci za ten zbór, za rodziców i za to, że dinozaury wyginęły te
      kilka tysięcy lat temu... Bo jakby żyły, toby mogły zjeść mamę, tatę i
      wszystkich nas tutaj...
      • mader1 Re: A ja mam anegdotkę :) 11.08.09, 22:22
        smile)))
        nie chcesz się kłócić ? gratuluję smile)))
        • zebra12 Wolę angdotki od kłótni :) 12.08.09, 10:03
          smile
          • mader1 Re: Wolę angdotki od kłótni :) 12.08.09, 10:13
            miód na moje serce smile
      • okri2 Re: A ja mam anegdotkę :) 11.08.09, 23:34
        rewelacja smile)))

        Przypomniała mi się pewna "przygoda" w kościele.
        Byliśmy z mężem na Mszy Św. w innym mieście. Duży kościół, trafiliśmy akurat na
        Mszę dla dzieci.
        Chociaż dzieci zmieściłyby się z powodzeniem w ławkach, to jednak (pewnie
        zwyczajem tego kościoła) siedziały tłumnie na stopniach ołtarza.
        Ksiądz, niczym aktor, głosił kazanie wędrując między dziećmi. Słuchałam miłego
        kazania i śledziłam Go wzrokiem, aż tu nagle.. Huk... Księdza nie ma...
        Chwila konsternacji, wyłania się najpierw rozradowany głos zaginionego Księdza
        "Uratowałem dziecko!!" Wszyscy zaczęli bić brawo.
        Okazało się, że ów Ksiądz zatracony w tym co mówił szedł do tyłu i podeszło mu
        pod nogi dziecko. Aby go uratować "fiknął koziołka" smile
        • matizka Chwile grozy 12.08.09, 09:50
          no ja mam też anegdotkę z ostatniego czasu, która dziś wydaje mi
          się , powiedzmy zabawna, ale w momencie "dziania się" serce mi
          mocniej zabiło.

          Byliśmy na rekolekcjach i podeszłam do komunii z małym na ręku. A że
          komunia była w dwóch postaciach to stało 2 księży. jeden z boku
          trzymał kielich z komunikantami, a drugi brał z tego kielicha i..

          W każdym bądź razie jak z kielicha ksiądz wyjął komunikant;
          błyskawicznie wyciągnął do niego łapkę mały. Na szczęście drugi
          ksiądz był szybszy i zasłonił kielich.

          Potem juz uprzedzilam męża i oboje pilnowaliśmy łapek Karolka.

          A tak jeszcze troche a propos pobocznego wątku. To na tych samych
          rekolekcjach nasz mały pokładał się często na podłodze podczas mszy
          czy nabożeństw (mam na myśli te, które działy się w kościele). A on
          się tak śmiesznie kładzie, że na brzuchu z wypietą pupą, potem się
          kręci i wogóle. Często go podnosiliśmy z tej podłogi. Aż do nas
          przyszła jedna para i mówi nam: dajcie mu spokój, to nikomu nie
          przeszkadza, a takie jest słodkie.

          Może my czasem sami jesteśmy za surowi dla swoich dzieci, bo chcemy
          je miec takie doskonałe.
      • 11.jula Re: A ja mam anegdotkę :) 12.08.09, 12:04
        Oh, uśmiałam się do łez. No, ale powiedz, czy jednak nie miała
        racji, nie wiadomo co takim dinozaurom przyszło by do głowy wink
      • dominikjandomin Re: A ja mam anegdotkę :) 18.08.09, 12:02
        To ciekawe...

        Bo u nas zazwyczaj dzieci się modlą za Pana Boga, za Jezusa, za Maryję i za
        świętych.
        • okri2 Re: A ja mam anegdotkę :) 18.08.09, 13:52
          dominikjandomin
          Staram się dobrze zrozumieć Twoje wypowiedzi, ale jakoś mimo to nie łapię twojej
          postawy. Pozytywna? Negatywna? Krytykująca? Pobłażająca?
          Do dialogu też jakoś nie pasuje...
          A co do modlenia się za Pana Boga, Jezusa i Maryję, to chyba dziwne. Co jak co,
          ale modlić się za np.Zbawienie Boga??? albo za uświęcenie Świętych?? Dziwne...

          Ten wątek na szczęście został sprowadzony na dobre - anegdotkowe tory i po co
          znów sprowadzać na inne?

          A teraz co do cytowania mojej wcześniejszej wypowiedzi:
          > Moja 16 miesięczna córka nie zrozumie, że uśmiechanie się do ludzi jest nie
          > stosowne.

          Ale dlaczego nie?
          DLACZEGO NIE zrozumie, czy DLACZEGO NIE stosowne?
          • dominikjandomin Re: A ja mam anegdotkę :) 19.08.09, 13:32
            okri2 napisała:

            > dominikjandomin
            > Staram się dobrze zrozumieć Twoje wypowiedzi, ale jakoś mimo to nie łapię twoje
            > j
            > postawy. Pozytywna? Negatywna? Krytykująca? Pobłażająca?

            Musi jakaś być? To proszę wziąć kostkę i wylosować.

            > Do dialogu też jakoś nie pasuje...

            Co to jest dialog?

            > A co do modlenia się za Pana Boga, Jezusa i Maryję, to chyba dziwne. Co jak co,
            > ale modlić się za np.Zbawienie Boga??? albo za uświęcenie Świętych?? Dziwne...
            >
            > Ten wątek na szczęście został sprowadzony na dobre - anegdotkowe tory i po co
            > znów sprowadzać na inne?

            Jakbyś chciała zauważyć, to była odpowiedź na anegdotkę, cytatami z naszych
            dzieci parafialnych. Mozna to potraktować jako nieudolna anegdotkę.

            Nie zamierzam się wypowiadać, co sądzę o modlitwie za Pana Boga i za świętych,
            ani ogólnie o modlitwach dziecięcych. OK?

            >
            > A teraz co do cytowania mojej wcześniejszej wypowiedzi:
            > > Moja 16 miesięczna córka nie zrozumie, że uśmiechanie się do ludzi jest n
            > ie
            > > stosowne.
            >
            > Ale dlaczego nie?
            > DLACZEGO NIE zrozumie, czy DLACZEGO NIE stosowne?

            Wiesz, na tyle mam rozumu, ze potrafię zrozumieć słowa "16 miesięcy", w związku
            z tym nie pytam się, dlaczego ona tego nie rozumie.

            Interesuje mnie, dlaczego TY UWAŻASZ ZA NIESTOSOWNE uśmiechanie się do ludzi.
            • okri2 Re: A ja mam anegdotkę :) 19.08.09, 22:39
              ok, więc już wszystko rozumiem smile

              A co do stosowności, czy nie stosowności uśmiechania się. To była wypowiedź
              odnosząca się do poprzednich postów. Wynikało z nich, że dzieci, które odciągają
              uwagę innych przeszkadzają we Mszy Św.

              Ja akurat jestem zdania, że KAŻDY człowiek, który nie wiadomo jak by
              przeszkadzał jest potrzebny w Kościele (oczywiście nie chodzi mi tu o wandali
              itp.), zarówno małe dzieci jak i wspomniani przeze mnie niepełnosprawni
              intelektualnie. Uważam, że potrzebna jest modlitwa, a nie "doskonała modlitwa".
              Duch Święty potrafi tak ogarnąć człowieka, że modlitwa płynie mimo wielkich
              niedogodności.
              • dominikjandomin Re: A ja mam anegdotkę :) 20.08.09, 13:35
                okri2 napisała:


                > A co do stosowności, czy nie stosowności uśmiechania się. To była wypowiedź
                > odnosząca się do poprzednich postów. Wynikało z nich, że dzieci, które odciągaj
                > ą
                > uwagę innych przeszkadzają we Mszy Św.

                Acha... juz się bałem, ze uważasz usmiechanie się do ludzi za niewłaściwe smile


                > Ja akurat jestem zdania, że KAŻDY człowiek, który nie wiadomo jak by
                > przeszkadzał jest potrzebny w Kościele (oczywiście nie chodzi mi tu o wandali
                > itp.), zarówno małe dzieci jak i wspomniani przeze mnie niepełnosprawni
                > intelektualnie. Uważam, że potrzebna jest modlitwa, a nie "doskonała modlitwa".
                > Duch Święty potrafi tak ogarnąć człowieka, że modlitwa płynie mimo wielkich
                > niedogodności.

                Modlitwa tak. Ale jak to uczą, nie każda modlitwa musi być wywrzaskiwana do
                mikrofonu. Bo o ile ta o dinozaurach była zapewne przemyślana (na dziecięcy
                sposób), to chyba nie wszystkie są nawet modlitwami, tylko "je tez coś powiem do
                mikrofonu" smile

                Kiedyś widziałem książeczkę do modlitwy w trakcie Mszy. Składała się tylko z
                okładki. I ani jednego słowa, tylko 4 strony pomalowane na rożne kolory.
                Wystarczyła do modlitwy...
    • 11.jula Re: kościelne anegdotki ;-) 12.08.09, 12:13
      To ja wam opowiem przygodę jaka spotkała mojego męża. Był kiedyś
      przejazdem we Wrocławiu i udał sie do kościoła. W tym kościele (nie
      pamietam który) jest całodzienna spowiedź, gdzie co jakis czas
      zmieniaja się księża z różnych parafii. Konfensjonał jest
      zabudowany. Mąż wchodząc do kościoła, poleciał jak w dym do
      konfesjonału, najpierw nadsłuchiwał, czy nikt sie nie spowiada,
      uchylił delikatnie drzwi, nikogo nie zobaczywszy wszedł, klęknął, no
      i zaczął: W imię Ojca... ostatni raz u spowiedzi byłem.... wyznał
      wszystko co miał na sumieniu, poprosił o pokute i rozgrzeszenie, no
      i czeka. Cisza, cisza, cisza. Więc zaczyna nieśmiało proszę księdza?
      cisza.. Wyszedł, patrzy, a tu kartka : przerwa godz. 14-15. Było po
      14.
      • mamalgosia Re: kościelne anegdotki ;-) 19.08.09, 16:10
        Musiał strasznie nagrzeszyć skoro rozgrzeszenia nie dostałsmile
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka