Dodaj do ulubionych

Domowe czynności na wymarciu...

    • nie-zalogowana Re: Domowe czynności na wymarciu... 22.08.07, 22:17
      - wyrób podpiwka
      - kultura syfonowa :] czyli własnej roboty woda sodowa z syfonu, mniej więcej
      takiego: pl.wikipedia.org/wiki/Syfon_(butla)
      • luccio1 Re: Domowe czynności na wymarciu... 22.08.07, 23:28
        Kiedyś, w latach 70., był w domu syfon plastykowy(!) "Made in the
        USSR" (przywieziony z Wilna).
        Zepsuł się po kilku razach i nie próbowaliśmy go naprawiać.
        • ewa9717 Re: Domowe czynności na wymarciu... 02.01.08, 13:52
          Luccio, machnij ten przepis na kiszony barszczyk, którym Cię zona
          uzszczęśliwia!
          A kto pamięta napinanie szydełkowych (chyba?) firan na takiej
          specjalnej wielkiej ramie z mnóstwem gwoździków (chyba?) ?
          • horpyna4 Re: Domowe czynności na wymarciu... 02.01.08, 20:42
            Takie firany bywały z sieci rybackiej (takiej najdrobniejszej, do
            połowu szprotek). Miewały wzory składające się z kwadracików,
            bo po prostu były zahaftowywane niektóre oczka. Oczywiście po upraniu
            musiały być krochmalone i suszone obowiązkowo na tych ramach.
            Zresztą robiły to również pralnie, pamiętam te napisy na szyldach -
            "PRĘŻENIE FIRAN".
          • luccio1 Barszcz 05.01.08, 16:40
            3 kg buraków na 2 garnki kamienne 3-litrowe (buraki jędrne - nie
            sparciałe).
            Te buraki po obraniu pokroić możliwie najdrobniej, aby miały jak
            największą powierzchnię do tracenia soku - i wsypać do wspomnianych
            garnków kamiennych, dzieląc mniej więcej równo po połowie.
            Wodę lekko słoną (6 l. albo więcej, do tego 2 łyżki soli, najlepiej
            kamiennej) w przeddzień przegotować wraz z solą, po zawrzeniu
            odstawić, aby spokojnie stygła przez resztę dnia, całą noc i kawałek
            dnia następnego.
            Tą wodą zalać świeże buraki zaraz po pokrojeniu na kawałki i
            wsypaniu do garnków.
            Dodać 4-5 ząbków czosnku na garnek, dosypać kminku i ziela
            angielskiego.
            Na koniec garnki odstawić, przykryć folią metalową - w folii zrobić
            dziurki widelcem dla dostępu powietrza; na folię położyć ścierkę.
            Po 10 dniach sprawdzić, co się dzieje. Po 14 dniach barszcz powinien
            być gotów i można go zlać.

            (Buraki pozostałe po zlaniu pierwszego barszczu można zalać wodą
            ponownie - wypuszczą z siebie resztę soku, będzie drugi barszcz -
            tyle że słabszy).
            • ewa9717 Re: Barszcz 05.01.08, 17:49
              Dziękuję serdecznie!
              Ale mam jeszcze jedno pytanie: po zlaniu jest tego barszczu mnóstwo,
              od razu się nie łyknie całosci, więc jak przechowywać, zeby się nie
              zepsuł?
              • luccio1 Re: Barszcz 05.01.08, 17:54
                W lodówce (butelki plastykowe np. po wodach mineralnych nie szkodzą
                smakowi).
                • ewa9717 Re: Barszcz 05.01.08, 18:12
                  Dziękuję!
                  • ewa9717 Re: Barszcz 05.01.08, 18:28
                    Skleroza! Już ostatnie pytanie: buraki zalane wodą trzymać w
                    chłodnym czy raczej w ciepłym miejscu przez te 14 dni?
                    • luccio1 Re: Barszcz 05.01.08, 19:56
                      U nas stoją w kuchni na podłodze przy ścianie okiennej - między
                      kaloryferem a ciągiem szafkowym ze zlewozmywakiem i kuchenką gazową.
                      • ewa9717 Re: Barszcz 05.01.08, 20:37
                        Mam trochę przestrzeni w podobnym miejscu :-))) Dzięki!
          • iberka Re: Domowe czynności na wymarciu... 19.02.08, 13:28
            mała byłam i pamiętam jak babcia zabierała mnie do suszarni w
            podziemiach bloku gdzie mieszka do dzis. Tam stały takie drewniane
            ramy i na nie panie w bloku naciagały firany. Przed świetami miejsca
            nie było więc czasami babcia w mieszkaniu to rozstawiała. Firmay
            były piękne, takie szydełkowe, tak samo obrusy...żałuję,że nie mam
            okien, w których mogłabym powiesić takie cuda

            i.
            • englishinter Re: Domowe czynności na wymarciu... 21.02.08, 05:28
              Ramowanie firan: pamietam, trzeba bylo naciagnac je na mase
              gwozdzikow. Pralnia w piwnicy, cudnie pachnaca, z drewnianymi
              kratami na podlodze po ktorych sie chodzilo bo na podloge wylewalo
              sie wode z mydlinami.
              Moja mama nastolatka bedac prala sweterek welniany w BENZYNIE
              (pranie chemiczne :D ) bo zachowywal piekny kolor, az w koncu opary
              sie zapalily i kuchnia schajcowala z mama w srodku. Na szczescie
              dziwny byl to pozar, bo poparzyla sobie tylko bardzo rece, ale nawet
              teraz blizn nie ma.
    • lemur12345 Re: Domowe czynności na wymarciu... 25.01.08, 10:00
      moja babcia taki robiła, trzeba było się od niej tego nauczyć.
      • merdak Re: Domowe czynności na wymarciu... 01.02.08, 16:36
        pieczenie ciastek przed świętami w nocy (bo gaz nie dochodził), pomarańczowa
        radość, napój złota rosa - z czego to było? kapusta kiszona nakładana w
        papierową torbę brudną łapą sklepikarki, dobra, bo bez benzoesanu, śledzie z
        beczki! filetowanie to był koszmarek.
        Kupiłam sobie prodziż i piekę (a'propos wcześniejszych wpisów), nie ma lepszego
        kurczaka niż upieczony w tej machinie.
    • karolina_w_gazecie Re: Domowe czynności na wymarciu... 20.02.08, 10:47
      Uszczelnianie okien watą/ligniną na zimę (pamiętam także dekoracyjne
      akcenty w postaci suszonych kwiatków nieśmiertelnika, malowniczo
      spoczywających na pasmach waty pomiędzy podwójnymi oknami).

      Farbowanie w wielkich garach uszytych własnoręcznie ubrań.

      Słuchanie płyt - "pocztówek" oraz czarnych winylowych (te były
      później) - z gramofonu.
    • camel_3d gotowanie.... 21.02.08, 08:53
      nie wiem, jak w Polsce, ale np w Niemczehc...ludzie gotuja coarz rzadziej w
      domach. Szczegolnie mlodsi.
      a. ze znajomymi spotykasz sie w knajpie
      b. jedzenie jest z torebek, na zamowienie czy gotowe z zamrazarki..jak jestes
      glodny/a.

      kobiety praiw wogole nei potrafia gotowac.
    • b_fanka Re: Domowe czynności na wymarciu... 27.02.08, 22:44
      Gotowanie mleka.
      Mleko w butelkach, które co rano mleczarz przynosił pod drzwi, miało srebrny lub
      złoty kapsel, zależnie od zawartości tłuszczu. Spożycie obydwu gatunków w stanie
      surowym groziło śmiercią - tak przynajmniej uważali moi Rodzice i co rano w
      dobrej wierze uszczęśliwiali mnie kubasem gorącego mleka z kożuchami, dlatego do
      tej pory mam odruch wymiotny na sam zapach tego specjału.
      Wynoszenie śmieci - nie tak jak dzisiaj, w foliowej torebce, przy okazji wyjścia
      z domu. Kubeł wyścielało się gazetami i wynosiło "specjalnym kursem".
      • luccio1 Re: Domowe czynności na wymarciu... 27.02.08, 22:50
        Pamiętam doskonale i jedno, i drugie.
        I jeszcze trzecie: odstawianie części mleka "na kwaśne".
        • zwierze_futerkowe Re: Domowe czynności na wymarciu... 28.02.08, 02:00
          luccio1 napisał:

          > I jeszcze trzecie: odstawianie części mleka "na kwaśne".

          I tego mi właśnie brakuje. To mleko z kartonów kompletnie się do tego nie
          nadaje! A w upalne lato nie ma nic lepszego na obiad niż chłodniczek z takiego
          domowego zsiadłego mleczka, albo i samo mleczko do młodych ziemniaczków, mniam!
          Żaden kefir ani tzw. "zsiadłe" z butelki go nie zastąpi.
          A jak smakował twaróg robiony w domu z takiego domowego zsiadłego...
          • dynksdynks Re: Domowe czynności na wymarciu... 28.02.08, 08:37
            mleko z woreczka sie zsiada
            a z uroków komuny
            wielokrotna regeneracja gumy do zucia marki donald cukrem i kredkami:)
            kolejka po piwo a panowie z wiadrami /przejsciowe niedobory opakowan szklanych/
            ma ktoś moze fajny przepis na zwykły chleb?
          • tymon99 Re: Domowe czynności na wymarciu... 27.07.13, 23:31
            zwierze_futerkowe napisała:

            > I tego mi właśnie brakuje. To mleko z kartonów kompletnie się do tego nie
            > nadaje!

            nadaje się bardzo dobrze, tylko trzeba je zaszczepić odpowiednią kulturą bakteryjną, drożdżową lub symbiotyczną.
      • luccio1 Re: Domowe czynności na wymarciu... 28.02.08, 12:52
        Picie nieprzegotowanego mleka z butelek okapslowanych (do połowy lat 60. zamiast
        kapsla był lekko wciskany natłuszczony kartonik) nie groziło może śmiercią - ale
        mogło grozić ciężkim rozstrojem żołądka komuś nie przyzwyczajonemu.
        Słyszałem wielokrotnie o Anglikach i Amerykanach, którzy po dolaniu do herbaty
        mleka prosto z co dopiero otwartej butelki lądowali w szpitalu z ciężkim zatruciem.
    • czekolada72 Re: Domowe czynności na wymarciu... 07.03.08, 10:11
      Przetwory – wszelkie możliwe, na slodko, ostro, kwasno, stałe i
      płynne 
      Suszona bułka – tarta (mielona) lub w kosteczkę
      Zamrażarki – szczerze mówiąc to z dzieciństwa nie pamiętam wśród
      znajomych domow zamrażarek, natomiast obecnie – prawie kazda
      rodzinka posiada, a jeżeli już nie samodzielna, to przynajmniej
      potezna lodowko-zamrazarka.
      Pastowanie parkietu i froterowanie (oraz to samo ale xylolitu) –
      czynność jazdy na szmatach nie wymarła, gdyz z czystej wygody –
      szybciej mi jest rzucic dwie szmaty i wybłyszczyc podłoge, niż
      ściągać froterke, która jest zadekowana, i w sumie watpie czy jrj
      kiedys uzyje?? Na codzien wystarcza sidolux. Kaski nigdy nie
      lubiłam, ostatnia jaka była, prawie nowa – przekazałam rodzince.
      Krochmalenie poscieli (ale już bez maglowania)
      Palenie w piecach
      Ostrzenie noży – reczne i mechaniczne
      Prodiż posiada moja mama i sporadycznie uzywa go. Widziałam je także
      w jakims markecie.
      Zestaw makutr mam i korzystam z nich ciagle
      Wszelkiego typu mniejsze i wieksze przerobki i naprawy ubraniowe –
      ciagle się odklada – a to do sprucia, a to do zacerowania, a to do
      przerobienia, odklada i … lezy, lezy, lezy, bo wyrzucic szkoda, atak
      naprawde, to bardziej oplaca się kupic nowe…
      Dywany na śniegu trzepane, a jakze, do dzis to obie 
      Ale guziki od starych ciucchow odpruwam namiętnie ;)
      Ponieważ okna mam wlasnie kamienicowe”, podwojne – to na zime
      jeszcze upycham miedzy ramy kocyk np.
      Rajtki – te których się nie dalo uratowac w repasacji moja mama
      wykorzystywala jako sznur do podwiązywania roślin w ogrodku
      Słoiki i butelki – mytei przechowywane w piwnicy na przetwory
      Biskup Mikołaj przychodził i przychodzi do nas, a stroj z pastorałem
      przechowuje na naszym strychu 
      N?ie wyobrażam sobie zycia bez zakiszonego czerwonego barszczu – w
      wielkim, 5 litrowym słoju, ze skórką chleba, czosnkiem i solą,
      przykryte lisciem i kamieniem, lub talerzykiem ; a po zlaniu – w
      lodowce w szklanych słojach albo w spizarni
    • fettinia "czyszczenie"bialych tenisowek:) 10.03.08, 09:11
      Kreda albo pasta Nivea:)Tenisowki obowiazkowo biale musialy byc,a w sklepach nie
      zawsze mozna bylo dostac.Odswiezalo sie stare jak dlugo sie dalo:)
      • woman-in-love Re: "czyszczenie"bialych tenisowek:) 05.04.08, 11:51
        przed zaniesieniem do magla "przeciąganie" suchej, wykrochmalonej
        bielizny pościelowej i obrusów: dwie osoby musiały być , ciągnęło
        się po przekątnej. Suszenie prania na dworze na sznurach
        rozwieszonych pomiędzy drzewami lub specjalnymi słupami.
        • ewa9717 Re: "czyszczenie"bialych tenisowek:) 05.04.08, 12:00
          A zimą na strychu, gdzie było zimno i po chwili np. z prześcieradeł
          robiło się coś w rodzaju białej dechy :-)))
          • woman-in-love praca "chałupnicza" 05.04.08, 17:59

            moi sąsiedzi wyrabiali spinacze do bielizny, takie drewniane z metalową
            sprężynką. Montaż tego był bardzo łatwy, więc dzieci były również siłą roboczą.
            Sąsiadka dodatkowo zszywała jakieś fartuchy, ciągle jeżdziła po skrojone części
            a odwoziła w paczkach te uszyte.
            • czekolada72 Re: praca "chałupnicza" 07.04.08, 10:34
              Jeszcze pare lat temu sasiedzi chałupniczo pakowali kapuste kiszona
              do woreczków, wiec to tez raczej nie na wymarciu.
              A skladanie długopisów?
              Nadal istnieje, tylko trza miec niezłe chody, by taka prace dostac...
        • czekolada72 Re: "czyszczenie"bialych tenisowek:) 07.04.08, 10:33
          woman-in-love napisała:

          Suszenie prania na dworze na sznurach
          > rozwieszonych pomiędzy drzewami lub specjalnymi słupami.

          Eee, no bez przesady, nie zauważyłam, aby to jakoś specjalnie
          ginęło....
          • an20 Re: "czyszczenie"bialych tenisowek:) 11.04.08, 14:25
            - zbieranie makulatury
            - kupowanie pół świniaka na przetwory miesne
            - wiórkowanie podłogi - pamietam jak w podstawówce klasami
            wiórkowalismy parkiet na korytarzu
            - maglowanie pościeli - pamietam jak z tata chodziłam do magla zanoscic posciel
            - wymienianie pustych syfonów na pełne w zieleniaku
            - wymienianie pudełek z nabojami do syfonów
            - cerowanie rajstop/pończoch albo w punkcie usługowym, albo samemu
            - krochmalenie pościeli
            - wystawianie butelki na mleko przed drzwi
            - kupowanie wody sodowej z sokiem z saturatora
            - albo tzw "gruźliczanki" z automatu za 50 groszy. Woda sodowa z automatu,
            szklanka na łańcuchu.

            To co nadal robie to przetwory: grzyby w occie, sliwki w occie, dynie w occie,
            kompoty. Powidła i dżemy gotuje w garnku miedzianym :) kisze ogórki małosolne,
            kisze kapuste - ale to do natychmiastowego spozycia, nie robie kapusty w słoiki,
            a ogórki owszem. Robie zakwas do żuru, robie biały ser.
            Pieke w prodzizu mieso i ciasta, w makutrze ucieram sernik :)

            • sarah_black38 Re: "czyszczenie"bialych tenisowek:) 11.04.08, 20:54
              Pamiętam tzw. szmaciarza, który w latach 70- tych przyjeżdżał jakimś
              zdezolowanym wozem i wydzierał sie na całe gardło ,, szmaaaty,
              sztare szmaaaty". Nie wiedziałam po co one mu były. Można u niego
              było kupić garnki emaliowane, noze łyżki, patelnie.

              Z tych wszystkich wymienionych wyżej czynnosci zostało mi do dzis
              robienie przetworów na zimę, zawsze nim cos wyrzuce z ubrania to
              wycinam guziki i zamki (zupełnie nie wiem po co?), całuję kromkę
              chleba jak mi upadnie. Uczę tego swoje dzieci, bo chleb jest jakby
              papierowy, to jest dla mnie symbolem ciężkiej pracy.

              A tak w ogóle to o zgrozo łapię się na tym ,ze robię się podobna do
              swojej mamy.
              • oryginal23 Re: "czyszczenie"bialych tenisowek:) 21.09.08, 17:38
                Było też wstawianie zaworków do zapalniczek jednorazowych.
                23.
        • luccio1 Re: "czyszczenie"bialych tenisowek:) 11.04.08, 21:02
          Też tak robiłem.
          Już jest wątek o tym - jakieś 20 wątków powyżej.
          Łukasz.
      • franek1964 Re: "czyszczenie"bialych tenisowek:) 17.07.13, 12:42
        pastą do zębów :))
    • stanislassia Re: Domowe czynności na wymarciu... 29.09.08, 14:14
      prawie sie poplakalam czytajac ten watek - tak fajnie sie wtedy razem czas spedzalo, dzieciaki z rodzicami i dziadkami i rodzenstwo ze soba, a teraz nachos, kinepolis albo play station... u nas robilo sie jeszcze pisanki na Wielkanoc i ozdoby choinkowe na Boze Narodzenie, pamietam skladanie lancuchow z bibuly i robienie bombek ze slomek, na choince wisialy cukierki czekoladowe i zawsze je wyzeralam a w papierek wkladalam kawalek papieru lub jakis inny miekki smiec :)
    • ica11 Re: Domowe czynności na wymarciu... 29.09.08, 15:22
      A ja niedawno zrobilam sobie majonez tak, jak kiedys moja babcia
      robila ;)

      na pewno byl nieco zdrowszy niż ten kupowany dzis w sklepach :)
    • a_weasley Naprawianie samochodów 15.10.08, 16:10
      Znikł z ulic obrazek faceta pochylonego nad maską czy wsuniętego pod podwozie i
      zapamiętale grzebiącego w samochodzie, wymieniającego coś, regulującego gaźnik
      itp. To znaczy nie całkiem znikł, ale jest bardzo rzadki. Zamiast niego pojawił
      się inny, wówczas nieznany - samochód bez widocznych uszkodzeń wieziony przez
      pomoc drogową.
      Praktykuje się jeszcze amatorskie holowanie na lince, po prostu dlatego, że
      pomoc drogowa jest w dalszym ciągu droga, a nie każdy ma assistance.
      • cromwell1 Re: Naprawianie samochodów 15.10.08, 18:34
        to troche nie tak
        samochody staly sie bardziej skomplikowane
        jezeli auto nie pali konieczna jest wizyta u mechanika i komputerowa diagnoza
        poza tym auta maja elektroniczne wspomagacze roznej masci
        kazdy uklad ma wspomaganie hydrauliczne albo elektryczne
        producenci zakazuja holowania ze wzgledow bezpieczenstwa
        jak prowadzic auto bez sprawnych hamulcow i ukladu kierowniczego
        to samobojstwo
        niektorzy nawet nie zdaja sobie sprawy z zagrozenia
        zapatrzeni w auta sprzed cwierc wieku
        decyduja sie na holowanie

        pzdr.
        • woman-in-love Re: Naprawianie samochodów 15.10.08, 22:18
          mój Tata naprawiał wszystko, co mu wpadło w ręce. Był takim majster-klepką. Czy
          to juz na wymarciu? Skrzynka z nazrzędziami w szafce pod stołem w kuchni.
    • asia_pers Re: Domowe czynności na wymarciu... 21.01.09, 10:22
      Dlaczego mielenie bułki jest na wymarciu??ja wolę wysuszyc bułkę i
      zetrzeć na tarce niż kupować śmieci i zmiotki w paczce, które jak
      się porówna z tartą bułką zrobiona w domu nie mają smaku, z tego co
      wiem większość moich znjomych tak robi.
    • zona_jarka Re: Domowe czynności na wymarciu... 09.04.09, 11:43
      Cerowanie skarpetek, repasacja pończoch.
    • zona_jarka Re: Domowe czynności na wymarciu... 09.04.09, 11:55
      "Naprawianie" spalonych bezpieczników drutem.
      • luccio1 Re: Domowe czynności na wymarciu... 10.04.09, 22:34
        Tylko: jak gruby był to drut?
        (Nawet pojedynczy drucik, "wyosobniony" z odciętego kawałka żyły splecionej z
        wielu drucików, okazywał się nazbyt mocny, by bezpiecznik mógł w potrzebie
        zadziałać - zwłaszcza, jeśli był to drucik miedziany;
        w praktyce "naprawienie" bezpiecznika przywracało tylko przewodzenie prądu
        poprzez niego - swej funkcji zabezpieczającej już nie pełnił.
        NB: miałem sposobność czytać instrukcję obsługi instalacji elektrycznej w
        wielickiej kopalni soli jeszcze przed I wojną światową - wytłuszczono tam punkt,
        aby nie wstawiać kawałka gwoździa czy podobnego żelastwa na miejsce bezpiecznika!).
        • dysann Re: Domowe czynności na wymarciu... 18.04.09, 22:56
          i te wieczne kradzieże bezpieczników po bramach :)
          Wymarło jeszcze:
          - plucie w tusz do rzęs
          - cerowanie skarpet z pomocą "grzybka"
          - używanie kopystki
          - pisanie piórem z wymiennymi stalówkami, noszenie do szkoły scyzoryka do
          ostrzenia ołówka, szycie specjalnych "wycieraczek" do stalówek
          - używanie gumek do pończoch
          -
          • luccio1 Re: Domowe czynności na wymarciu... 17.07.13, 12:26
            > - używanie gumek do pończoch

            Moja Mama (+1998), zanim pod sam koniec nie dopadł Jej paraliż, to póki chodziła samodzielnie, nie założyła rajstop. Zawsze nosiła pończochy przypinane podwiązkami do elastycznego pasa ściągającego (modelującego figurę).
            I zawsze, aż prawie do końca, wkładała pod sukienkę, albo bluzkę+spódnicę, halkę na ramiączkach.
        • minerwamcg Re: Domowe czynności na wymarciu... 21.07.13, 00:46
          luccio1 napisał:

          > w praktyce "naprawienie" bezpiecznika przywracało tylko przewodzenie prądu
          > poprzez niego - swej funkcji zabezpieczającej już nie pełnił.

          Oczywiście, że nie pełnił! Dlatego właśnie tzw. "watowanie" bezpieczników było surowo ganione i potępiane przy okazji wszystkich akcji uświadamiających i szkoleń BHP i p/poż. Wszyscy wiedzieli, że to niebezpieczne, że można wywołać pożar etc. - a jednak mało kto miał w domu bezpieczniki na wymianę.
          • tymon99 Re: Domowe czynności na wymarciu... 27.07.13, 23:43
            po każdym pożarze pierwszą czynnością prokuratora było zabranie bezpieczników do oględzin.
    • ampolion Re: Domowe czynności na wymarciu... 20.05.09, 07:33
      Lutowanie garnków? Cos nie tak bo lut na ogniu nie wytrzyma. Pamiętam pobielanie
      garnków i drutowanie glinianych. Także innych podwórkowych biznesmanów,
      domokrążców (tak się chyba nazywali?...).
      • voxave Re: Domowe czynności na wymarciu... 17.07.13, 03:05
        Do dzisiaj robię w domu tarta bułkę,,,,mam pewność, że nie ma w niej śmieci zebranych z podłogi....
      • luccio1 Re: Domowe czynności na wymarciu... 17.07.13, 12:18
        To nie było lutowanie.
        Specjalista od "garnki drutowaaać! żelazne naprawiaaać!" mocował na dziurze dwie łatki metalowe: po zewnętrznej i wewnętrznej stronie garnka. Łatki były połączone gwoździem(?) przeprowadzonym przez dziurę; jako lepiszcze służyła masa z przeżutego chleba - z dodatkami (nie wiem, jakimi).
      • tymon99 Re: Domowe czynności na wymarciu... 19.07.13, 19:12
        ampolion napisał:

        > Lutowanie garnków? Cos nie tak bo lut na ogniu nie wytrzyma.

        stawiasz na ogniu puste garnki?
    • franek1964 Re: Domowe czynności na wymarciu... 17.07.13, 12:41
      Jakie na wymarciu :)) Trzeba tylko chcieć i robić przetwory i makaron. Fakt że trzeba na to mieć więcej czasu i nie ma tego jak się samemu nie zrobi, ale jak już się zrobi to jest dopiero satysfakcja. Ja mam część ogrodu jako warzywniak, sam robię wino, przetwory - no może z większą pomocą żony i teściowej ale też się udzielam.
      • plater-2 Re: Domowe czynności na wymarciu... 17.07.13, 13:50
        Dałam sobie spokój:

        - z uprawianiem działki (dzieci porosły, wnuki w innym mieście, po cholere mi jechac za miasto i tam wsrod komarow siedziec);
        - robieniem przetworów ( tylko ogóreczki malosolne w lecie robie);
        - przerabianiem ciuchow przyniesionych z kosciola ( czekam na wnuczkę - bo mam trzech wnukow -jak bedzie wieksza dostanie stroj krakowski na Boże Cialo, trzeba tradycje podtrzymywac)
        - bochenek krzyzem znaczyla i Mama i Babcia, ja nie, bo maszyne do chleba mamy;

        Co mi zostalo z bida PRL ? Prucie swetrow i robienie nowych ! Robie to dla przyjemnosci, zasadniczo dla wnukow. W zagranicznym kraju sweterek recznie zrobiony przez Babcię wywolal sensacje w szkole.
        Od synowej dostalam motowidlo (jak ktos nie wie, to jest taki krecacy się stelaż do przewijania wloczki w pasma i odwrotnie);
    • tymon99 Re: Domowe czynności na wymarciu... 19.07.13, 15:26
      bułkę (zwykłą) trę na tarce, gdy potrzebuję tartej bułki.
    • plater-2 Re: Domowe czynności na wymarciu... 19.07.13, 22:41
      Wędzenie na działce szynek uprzednio moczonych w saletrze.
      • irenazu Re: Domowe czynności na wymarciu... 21.07.13, 10:03
        A ja robię własne kiełbasy, szynki itp. kiszę kapustę, hoduję własne pomidory, ogórki, sałatę,i zieleninę, robię na zimę przetwory. I zaczęłam robić to dopiero kilka lat temu. W necie znajdzie się porady jak co zrobić i dla mnie to wielka frajda, że zrobię to sama. A teraz poszukuję wzorów na makatki, takie jak to kiedyś wisiały w kuchniach na wsi. A i nie tylko na wsi...
        • plater-2 Re: Domowe czynności na wymarciu... 21.07.13, 12:29
          No tak, jak sie mieszka w małej miejscowosci, ma wlasne warzywa,owoce i mieso, to na pewno ma to sens. teraz na dzialce nawet z rozpaleniem ogniska sa klopoty, sasiedzi sie czepiaja.
          Przetworow w bloku tez nie ma gdzie przechowywac, piwnica ogrzewana...
    • ubiquitousghost88 No po ch. wam tarta... bułka?... 21.07.13, 21:09
      cereusfoto napisała:

      > Dla mnie to takie - wykonywane przez moich rodziców do dnia dzisiejszego!:
      > 1. domowy makaron ( jak im się chce? - ale PYCHA mniam, mniam )
      > 2. tarta suszona bułka typu weka ( mielona w maszynce ręcznej ( takiej do
      > mięsa )
      > ...
      • irenazu Re: No po ch. wam tarta... bułka?... 27.07.13, 13:15
        Fakt, mieszkam w domku a wielkość miejscowości nie ma znaczenia, ale zauważyłam odradzanie się mody na własne warzywka, może nie wszystkie, bo na to na 450m2 całości brak miejsca, ale różne ciekawostki to i owszem. A i na balkonie znajomi uprawiają pomidorki. Jakoś tak po latach zachłystywania się "gotowcami" zamarzyły mi się owoce własnej pracy.
      • beata_ A po taki ch., że przynajmniej wiadomo, że... 28.07.13, 12:30
        ... to bułka była, bo ze sklepowymi bywa różnie :)


        ubiquitousghost88 napisał:

        [NIC nie napisał, tylko zacytował - Bóg wie po co...]
        • ewa9717 Re: A po taki ch., że przynajmniej wiadomo, że... 28.07.13, 14:25
          Otóż to.
          Od znajomego piekarza wiem, że bywa nawet różniej ;)
        • balamuk Re: A po taki ch., że przynajmniej wiadomo, że... 28.07.13, 17:20
          ;)
          Odpowiadam ze śmiertelną powagą: bułkę tartą kupuję, ale w razie braku kupnej moge sobie utrzeć własnoręcznie. Przydaje się np. przy smażeniu schabowych.
          • plater-2 zamki blyskwiczne 27.08.13, 15:30
            To był wielki skarb. Przed wyrzuceniem do smieci starego ciucha wypruwalo sie zamek i odcinalo guziki.
            Zmków juz misie nie chce wypruwac. Guziki odcinam, jak ładne, robie na drutach, zawsze sie przydza.
    • plater-2 na grzyby.... 06.09.13, 21:29
      Czy było wymienione PREZENIE FIRAN .
      Nie byla to scisle domowa czynnosc.

      Do magla tez juz nikt prawie nie chodzi...



      A zbieranie i suszenie grzybow w kuchni ?
      Na ryby - w kaździuteńki wolny dzień
      Na ryby - nad leniwą rzeczkę w cień
      zabieramy sprzęt i starkę
      a na drzwiach wieszamy kartkę
      Nie wracamy aż we czwartek
      zapuszczamy się pod Warkę
      Na ryby - by zielony wdychać chłód
      Na ryby - by odbiciem tykać wód
      Jedną twarzą łyknąć z flaszy
      Drugą z toni w niebo patrzyć
      Na ryby...

      A można i na grzyby
      Na grzyby - w aromatów pełen las
      Na grzyby - przed wyjazdem słuchaj sprawdźmy gaz
      Weźmy czegoś parę kropel
      A na drzwiach wywieśmy o tem
      Że ruszyliśmy w sobotę
      bo powzięlismy ochotę
      Na grzyby - tu borowik a tam dzik
      dzik, wściekły na mnie... ech... pociągnijmy sobie łyk
      nie musimy dużo łykać, by się przestać lękać dzika
      bo gdyby, gdyby łyk większy
      to na lwy'by, a dlaczego nie na lwyby

      na lwy'by - na gorący czarny ląd
      na lwy'by - gdyby, gdyby nieco bliżej stąd
      właśnie, wziąłby człowiek amunicję
      eksportową śliwowicję
      drzwi opatrzyłby w inskrypcję:
      "przedsięwzięto ekspedycję"
      na lwy'by - patrzysz samiec, wiec go trrrach
      a tu lwica - tonie w łzach
      robi nam się strasznie głupio
      bo ten lew już chyba trupio
      więc czyby nie lepiej już na ryby
      lub na grzyby
      albo na ryby
      w każdym razie nie na lwy'by
      a może na ryby w grzybach, duszone

      [Jeremi Przybora i Jerzy Wasowski]tekst poezja-spiewana.pl
      • a_weasley Re: na grzyby.... 10.09.13, 12:07
        Plater-2 napisała:

        > robi nam się strasznie głupio
        > bo ten lew już chyba trupio

        Bo ten lew już ukatrupion.
        • plater-2 Jędruś się granatem bawi... 10.09.13, 15:29

          - Trup, trup! - Kmicic strzela z łuku.
          • minerwamcg Re: Jędruś się granatem bawi... 27.09.13, 22:36
            Mój tata w takich razach przekręcał "potem lwy już tylko chrupią" :)
    • plater-2 pranie pierza 03.07.14, 09:43
      Własnie wyprałam pierze z 7 poduszek. Uszyłam nowe poszewki i wyszło mi pięć i dwa jasieczki.
      Satysfakcja moja jest kolosalna.
      • izabella1991 Re: pranie pierza 03.07.14, 12:54
        cześć Plater!
        Zdradź tajemnicę,w czym najlepiej wyprać pierze,bo mnie też takowa atrakcja czeka...
        Po prostu ciekawa jestem....
        Wiem,że już chyba nikt nie szyje samodzielnie butów ani kapci,a moja babcia jeszcze w czasach powojennych swoim córkom szyła coś na kształt współczesnych ekspadryli.Kapcie na drutach sama jeszcze na ZPT ROBIŁAM.
        • plater-2 Re: pranie pierza 03.07.14, 14:40
          Kapcie robiłam na drutach i podszywałam kawałkiem wykładziny moim dzieciom jeszcze w roku 1989 !!!!

          Pranie pierza to szeroki temat.
          1. jesli masz stare, pamietajace czasy krola cwieczka pierze, daj sobie spokoj, podaruj te poduszki znajomemu psu do budy. Stare pierze jest starte na pyl, stracilo swa puszystosc, bedzie wylazic z najlepiej uszytej poszewki. Kup nowe poduszki i koniec. Wersja dla oszczednych - kupic przy okazji wakacji na Kurpiach osobno i pierze (szukac napisów "skup pierza") i osobno nowe wsypki.

          2. jesli poduszki maja ok. 30-35 lat, to jeszcze jest sens uprac pierze.

          a) skorzystac z uslugi "pranie pierza", mozna im dostarczyc nowe powłoczki, a moze oni nawet mjaa juz takie na skladzie i sami uprane pierze przesypia i zaszyja na glanc ????

          b) pierzemy po prostu poduszki w pralce (po jednej), suszymy na balkonie i suche (nie robic tego ani na balkonie ani w pokoju, najlepiej w garazu, suszarni itp., wlosy - chustka) pierze przesypujemy do nowych kupionych (ok. 19-21 zl) albo uszytych (ok 15-17 zl/mb) powłoczek. Ja tak zrobiłam. Pierze w momencie przesypywania-przekladania bylo jeszcze troche wilgotnawe, ale to nawet lepiej, bo sie tak nie pylilo. Najlepiej upchac pierze w kat starej poduszki, wsunac ten kat w otwor nowej poszewki, jak najglebiej, wlozyc tam reke z nozyczkami, uciac szerokim gestem rog i potrzasac.
          Potem poduszki juz na nowo zszyte i odkurzone odkurzaczem ulozylam na balkonie, zeby doschly.


          c) system znaleziony w internecie - przekladamy pierze do woreczkow z gestego materialu (nie wiem jak mozna w woreczkach z tetry to pierze upchac i w ogole skad mialabym wziac woreczki z tetry ???? ) osatni rz tetry uzywałam w 1992 !!! Pierzemy w tych woreczkach ręcznie w jakims Coccolino czy perla, potem suszymy.

          A co z powloczkami ? Jesli w dobrym stanie - prawdopodobnie powinno sie je uprac osobno. Ale wtedy imlet traci apreture. Spotkalam sie z zaleceniem, zeby te powloczki po lewej stronie natrzec swieca i wyprasowac na goraco.

          Poniewaz moje slubne poszewki byly juz dosc sfatygowane, nieestetyczne plamy na nich sie przez 35 lat od slubu nazbieraly - zdecydowalam sie je wywalic i kupialam nowe powloczki.

          Troche przez osczednosc, a troche dlatego, ze znudzily mi sie plaskie jak nalesnik poduszki z siedmiu zrobilam piec lekko pekatych.
          • izabella1991 Re: pranie pierza 04.07.14, 10:13
            Plater-dzięki Ci przeserdeczne za rady -na pewno wykorzystam,choć u mnie jest jeszcze kilka poduszek baaardzo wiekowych-to już pierze wywalę,a potem wsypię nowe...
            Co do czynności na wymarciu,to przyszło mi na myśl ubijanie masła w tzw.maślnicy.Mój tato jeszcze ubijał masło z wiejskiej śmietany ok 2 lat temu,tak dla draki-bo mu się swojskie zamarzyło. Było przepyszne-nie powiem.
            Ja pamiętam,ze w czasach stanu wojennego ubijało się masło potrząsając butlą z mlekiem( a może to była i śmietana),ale wieki to trwało.....
            • plater-2 Re: pranie pierza 04.07.14, 17:01
              Zapomnialam dopisac,ze do przesypywania pierza przydalby sie pomocnik do trzymania nowej powloczki albo do potrzasania starą poduszką.

              Idzie szybko, o ile poduszka nie jest spadkobierczynia jednego jesli nie kilku doraznych remontow poduszkowych, polegajacych na wsadzeniu starej podartej poduszki do nowej powłoczki.

              Jak stare pierze to i poszewki prawdopodobnie niewiele warte... Nowa poduszka kosztuje 40-50 zl, czyli 1/2- 1/2 ceny stanowi poszewka.

              W latach 80 zdarzalo nam sie robic maslo ze smietany w pralce automatycznej. Wlewalo sie smietane do plastikowego pojemnika i wkladalo do bebna w momencie jak pralka szykowala sie do wirowania. Pieluchy odwirowane i w pojemniku maselko !

    • plater-2 ida swieta.... 18.11.14, 06:10
      Domowa produkcja skorki pomaranczowej.

      Łupiny sie zbieralo i po swietach mama z babcia zasiadaly do krojenia w paseczki, zasypywania cukrem i upychania w słoiki.
      • horpyna4 Re: ida swieta.... 18.11.14, 07:32
        To był tylko jeden ze sposobów, zresztą taką najbardziej lubiłam i sama produkowałam. Ale można było jeszcze smażyć w syropie jak konfitury, wtedy nie przecieniało się jej tak, jak do zasypywania i nie kroiło tak drobno. Smażona mogła być przechowywana w tymże syropie, a mogła być i obsuszona - kandyzowana.
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka