Dodaj do ulubionych

Bezpieczeństwo Polaków

15.03.15, 09:12
Rozmawiamy teraz - jak to jest, w PRL odprowadzaliśmy dzieci do żłobka czy przedszkola i zabierali bez żadnego nadzoru (raz ojcie drugi raz dziadek innym razem stryj) , nie było żadnych przypadków i złych zdarzeń. Teraz mamy ochronę, kamery, ogrodzenia i teraz raptem zdarzają się ciągle różne porwania, pobicia,....
Naród jest ten sam a jego bezpieczieczeństwo w wolnej Polsce wyraźnie pogorszyło się.
Jak to jest ? Co się stało ?
Obserwuj wątek
    • a_weasley Obiektywnie czy subiektywnie? 16.03.15, 17:30
      Czuk1 napisał:

      > Rozmawiamy teraz - jak to jest, w PRL odprowadzaliśmy dzieci do żłobka czy prze
      > dszkola i zabierali bez żadnego nadzoru (raz ojcie drugi raz dziadek innym raze
      > m stryj) , nie było żadnych przypadków i złych zdarzeń. Teraz mamy ochronę, kam
      > ery, ogrodzenia i teraz raptem zdarzają się ciągle różne porwania, pobicia,....
      > Naród jest ten sam a jego bezpieczieczeństwo w wolnej Polsce
      > wyraźnie pogorszyło się.

      Trudno powiedzieć, czy bezpieczeństwo, ale na pewno poczucie bezpieczeństwa. Wtedy nie było wolnych mediów, żeby zagrożenia nagłaśniały.
      • trevistas Re: 18.03.15, 00:49
        cytat:
        ''Trudno powiedzieć, czy bezpieczeństwo, ale na pewno poczucie bezpieczeństwa. Wtedy nie było wolnych mediów, żeby zagrożenia nagłaśniały.''
        To wyglada zagadkowo dosc. Ale jednak wyglada na to, ze poczucie bezpieczenstwa wynika z poziomu bezpieczenstwa /chyba, ze sa jakies zmienne posrednie a niekontrolowane/ a nie odwrotnie. I konsekwentnie, nizszy poziom bezpeczenstwa pociaga za soba nizsze poczucie bezpieczenstwa. c.b.d.o.
        Powstaje za to pytanie: Co powoduje nizszy poziom bezpieczenstwa??
        Kontynuujac: wynika z tego, ze ''wolne media'' powoduja zmniejszenie sie poziomu poczucia bezpieczenstwa...(?????).
        • czuk1 Re 19.03.15, 07:46
          O tak. Te super ekspresem podawane "fakty", treści ich nakierowane są tworzenie emocji czytelników, na pozyskanie tym czytelników. A jeśli tak to nie liczą się fakty ale ploty. Do tych "faktów" w tabloidach dochodzi propaganda opozycji rządowej.
          • horpyna4 Re: Re 19.03.15, 09:19
            Za PRL był zapis cenzury na wydarzenia mogące wywoływać u ludzi poczucie niebezpieczeńswa. Podawano do publicznej wiadomości zaledwie niewielki ułamek tego, co się wydarzyło i pilnowano, żeby nie było takich informacji za dużo w stosunku do tych, które ukazywały socjalistyczne szczęście.

            Oczywiście wiadomości rozchodziły się pocztą pantoflową, chociaż zasięg ich był niewielki. Ale przy okazji rodziły się najrozmaitsze plotki - czasem coś wyolbrzymiano, czasem przekręcano.

            Tak zwana Milicja Obywatelska bandytów łapała, jeżeli nie miała akurat ważniejszego zajęcia. A ważniejsza była walka z "elementem antysocjalistycznym" i doszło nawet do tego, że chyba w Poznaniu atakował jakiś psychopatyczny bandzior z siekierą (dzwonił do przypadkowych mieszkań i walił po łbie osobę uchylającą drzwi), a w tym czasie MO ścigala tzw. "uniwersytet latający", czyli wykłady (głównie z historii) odbywające się w prywatnych mieszkaniach.
            • czuk1 Re: 19.03.15, 10:32

              W PRL do stanu wojennego nie miałem problemu bezpieczeństwa własnego i mojej rodziny. Byłem pracownikiem administracji, mało wiedziałem o działaniach służby bezpieczeństwa i milicji. Nie było wielu informacji o ich pracy i wynikach. To było takie państwo w państwie. Dopiero kiedy wyjechać miałem za granicę w wydziale paszportowym przeprowadzono ze mną rozmowę , zalecono na jakie sprawy mam zwracać uwqgę i by spostrzeżenia swoje im przekazać.
              Ale w latach 80-tych to słuzba bezpieczeństwa zagroziła bezpieczeństwu obywateli ,położyła łapy na wszystkim co działo się w regionie. Ciagle były jakieś aresztowania. Dowodem na to represje było to, że internowano szefów województwa i miasta a działaczy Solidarności (chyba osobistych krytykantów szefa bezpieki ? ;)) internowano więcej niż w Wrocławiu. A w okresie stanu wojennego na szefów grup operacyjnych wybrano "wyjątkowych rycerzy" którzy w gminach siali ferment, popłoch i podejmowali idiotyczne decyzje. Wtedy nikt z urzędników nie był pewny swojego jutra. Do czystek kadrowych posługiwano się kontrolami dywanowymi tzw. głownej inspekcji terenowej. Po takiej poleciał u nas wojewoda i wielu urzędników, wg mnie
              bez merytorycznego uzasadnienia.
      • czuk1 Re: ha ! ale cyganki kradły kury ? 19.03.15, 11:49
        Nie widać było żebraków.
        Za to pijany Polak na ulicy nie był niczym dziwnym.
        Często zastanawiam się . Jak to jest pijanych nie widać a spożycie alkoholu nie spada.
        Czyżby poprawiała się kultura i zmieniły godziny nasilonego picia ?
        A może nastąpiła zmiana struktury rodzajów pitych alkoholi ?
        • plater-2 żebractwo było w PRL zakazane 19.03.15, 11:55
          Po smietnikach nie było co grzebac.

          Żebractwo w PRL wystepowało w formie wysublimowanej.

          Polegalo na pisaniu listów na "skombinowane" adresy Polaków zamieszkałych za granica i proszenia ich o przysłanie czegokolwiek, najlepiej dolarów.
          • czuk1 Re: żebractwo było w PRL zakazane 19.03.15, 12:05
            Żebractwo , to nie zbieractwo. Miałem na mysli siedzących przed kosciłami i w centrach miast.
            O żebraniu w formie pisemnej nie wiedziałem.
            Masz rację . W śmietnikach nie było sensu grzebać.
            Wiemy już dlaczego nie było "oficjalnych" żebraków.
            Dodam, że przed kościołem też niewiele mozna by wyprosić, bo Polakom ledwie starczało do 1-go. A i teraz niewiele żebrak może wyżebrać bo do kosciola chodzą głownie emerytki-moherki a te forsy mają mało , a ewentualne nadwyzki ślą na wsparcie TV TRWAM.
            • horpyna4 Re: żebractwo było w PRL zakazane 19.03.15, 14:11
              Pijaków było widać, bo wszędzie na ulicach były budki z piwem. Można było co jakiś czas się publicznie utrwalać.

              W ciemnym zaułku albo bramie można było stracić zegarek, kiedyś było to znaczące dobro. Teraz te naprawdę drogie zegarki nie chodzą po ciemnych bramach, za to chyba jest więcej narkomanów i przez to więcej napadów takich na głodzie, to może rzeczywiście trafić na każdego, niekoniecznie zamożnego.

              Żebractwa oficjalnie nie było, nie było też przez długie lata prostytucji (oficjalnie oczywiście). Wynikało to z następującego rozumowania: prostytucja jest skutkiem nędzy, w socjaliźmie nie ma nędzy, a więc nie ma i prostytucji.

              A z tym naciąganiem w formie pisemnej, to znam piękną historię, z bezpośredniej relacji. Znajoma wylądowała kiedyś na stałe w Szwecji; do tamtejszej organizacji polonijnej przychodziły właśnie takie listy opisujące rozpaczliwą biedę i jeszcze prześladowania polityczne oczywiście. Ponieważ jej córka wybierała się do Polski odwiedzieć babcię, wzięła ze sobą jakiś adres do sprawdzenia i zjawiła się tam. Trafiła w sam środek wielkiej balangi z suto zastawionym stołem. Dom też był niczego sobie.

              Dziewczyna powiedziała, skąd i po co jest. Pani domu zrobiła się w kolorze buraka i zaczęła się jąkać, że to chyba jakieś nieporozumienie, pomyłka, bo ona żadnego takiego listu nie wysyłała...
              • matylda1001 Re: żebractwo było w PRL zakazane 19.03.15, 15:50
                Przed kościolami i przy bramach cmentarnych żebracy byli zawsze. Z wczesnego dzieciństwa pamiętam starszego człowieka żebrzącego przed kościołem w każdą niedzielę. Był to inwalida, zupełnie bez nóg, pewnie z wojny albo z powstania. Siedział na takim małym, drewnianym stołeczku, który zamiast nóg miał kółka. Wszystkie dzieciaki prosiły rodziców o pieniądze dla tego pana, czasami ustawiała się kolejka, żeby mu wrzucić 2zł do puszki. W tym czasie 2zł kosztowała paczuszka 'sezamek' na przykościelnym straganie. Dorośli też mu dawali. Jak zmarł, to rozeszła się pogłoska, że przy likwidowaniu jego mieszkania, w sienniku łóżka znaleziono spory majątek. Ile w tym prawdy, to nie wiem, ale mogło tak być, bo mysle, że przez lata uzbierał sporo, a potrzeby miał niewielkie. No, a jakąś rentę lub emeryturę też przecież musiał mieć.
                Był jeszcze starszy człowiek, który grał na skrzypcach. Latem pod oknami, a zimą na klatce schodowej. Na dźwięk skrzypiec rzucało mu się z okna pieniądze albo wynosiło na schody. To też rodzaj żebractwa, może tylko bardziej wysublimowany.
                Żebraków spotykało się też na przystankach, to znaczy ludzi, którzy "mieszkali na drugim końcu miasta i właśnie zabraklo im na bilet" :) Tylko czy to jeszcze żebracy, czy już wyłudzacze?

                • plater-2 Re: żebractwo było w PRL zakazane 19.03.15, 15:55
                  Uliczny skrzypek nie jest zebrakiem !

                  W Krzemiencu, miejscu urodzin Słowackiego, spotkalismy dzieci, ktore zarobkowaly recytujac turystom wiersze Słowackiego po polsku.

                  Te dzieci sprzedawaly tez pamiatki z Krzemienca - krzemienie.
                  • referee Re: żebractwo było w PRL zakazane 19.03.15, 17:46
                    Trochę nie tak, że media w PRL nie pompowały ludzi sensacjami.
                    Tv i radio nie, ale gazety jak najbardziej; czytałem mnóstwo gazet (rodzice byli posiadaczami tzw. "teczki na gazety" w kiosku)- Dziennik Zachodni, Express Wieczorny i chyba Kulisy.
                    Tam były kroniki kryminalne, etc.
                    Zgoda, że nie w tej ilości co teraz.
                    Z drugiej strony nie było tyle przestępstw co teraz, nie było tyle gangów, etc.
                    MO ludzie się bali; np. u nas patrole (Raków, Częstochowa) jak np widzieli, że ludzie sobie pili alkohol koło sklepu, to potrafili zabrać pijących na zaplecze i spałować.
                    Patrole posiadały groźne wilczury.
                    Nie bez przypadku podczas demonstracji ludzi krzyczeli na MO "gestapo, gestapo"- MO i MSW zasłużyły sobie na brak zaufania i niechęć a nawet antypatię a i nienawiść społeczeństwa.
                    Nie kojarze publicznego przepraszam ( a powodów było mnóstwo- pałowanie ludzi podczas demonstracji, ścieżki zdrowia, inwigilacja, mordy na duchownych i opozycji, etc)- nawet małego.
                    Nie kojarze ze strony MO czy MSW nawet próby jakiejś pozytywnej incjatywy do społeczeństwa ( pomijam propagandowe akcje: walka ze spekulacją, itp)
                    Jedno nie ulega wątpliwości, że było spokojniej: można było sobie spokojnie spacerować nocami " po blokowiskach" a i nawet uliczkach, gdzie mieszkał margines społeczny.
                    Teraz to nie do pomyślenia.
                    Widoku żebraków i bezdomnych także nie kojarze.
                    Nie pamiętam ludzi grasujących po śmietnikach.
                    • a_weasley Re: żebractwo było w PRL zakazane 21.03.15, 11:17
                      Referee napisał:

                      > Jedno nie ulega wątpliwości, że było spokojniej:

                      Jeszcze jak ulega!

                      > można było sobie spokojnie spacerować nocami " po blokowiskach"
                      > a i nawet uliczkach, gdzie mieszkał margines społeczny.

                      ...jeśli się też tam mieszkało lub z jakiegoś powodu bylo "na dzielnicy" znanym. W przeciwnym razie ceny materiałów budowlanych bywały wygórowane.

                      > Widoku żebraków i bezdomnych także nie kojarze.

                      Ja owszem. Na klatce schodowej CDD (późniejszego Smyka), pod murem na przeciwko, pod kościołem Wizytek... pamiętam żebraczkę, która weszła do sklepu z zabawkami, Cyganki żebrzące na dworcu PKS w Zakopanem i "pana po prośbie", który chodził po mieszkaniach. To Gierek. W latach 80-tych to mi się zdarzało wyprowadzać natrętnych żebraków z kościoła w czasie mszy.
                      A potem upadł Ceausescu, przyjechali Cyganie i skala zjawiska zmieniła się drastycznie.
                  • matylda1001 Re: żebractwo było w PRL zakazane 19.03.15, 23:51
                    plater-2 napisała:

                    >> Uliczny skrzypek nie jest zebrakiem !<

                    Uliczny, nie, ale ten nie był uliczny. Przychodził na podwórko, na schody. To jego granie to był taki bardzie sygnał dla mieszkańców, że się własnie pojawił.

                    >W Krzemiencu, miejscu urodzin Słowackiego, spotkalismy dzieci, ktore zarobkowaly recytujac turystom wiersze Słowackiego po polsku.<

                    W Wilnie, przy cmentarzu na Rossie było podobnie :) Dzieci zbierały na wycieczke do Gdańska.
              • czuk1 Re: żebractwo było w PRL zakazane 19.03.15, 18:33
                Hopryno piszesz m.in:
                Pijaków było widać, bo wszędzie na ulicach były budki z piwem. Można było co jakiś czas się publicznie utrwalać.
                --------------------------------
                ad. Wg mnie. Piwo było trudno dostepne. Pokazało sie i szybko znikalo. Wóda była po 13-tej i jej nigdzie nie brakowało + był pity bimber. Nie było samochodów we wszystkich rodinach, nie
                *******
                W ciemnym zaułku albo bramie można było stracić zegarek, kiedyś było to znaczące dobro. Teraz te naprawdę drogie zegarki nie chodzą po ciemnych bramach, za to chyba jest więcej narkomanów i przez to więcej napadów takich na głodzie, to może rzeczywiście trafić na każdego, niekoniecznie zamożnego.
                ---------------------------------------------
                ad. U nas są napady nocą na przechodniów, na terenach zalesionych, niewystarczajaco oświetlonych. Przytrzymają starszego człowieka, zabierają pieniadze.
                Narkomania się szerzy. Już wokół szkół kręcą się dealerzy.
                *****
                Żebractwa oficjalnie nie było, nie było też przez długie lata prostytucji (oficjalnie oczywiście). Wynikało to z następującego rozumowania: prostytucja jest skutkiem nędzy, w socjaliźmie nie ma nędzy, a więc nie ma i prostytucji.
                ===============
                ad. Mało było prostytucji bo prywatny sektor usługowy prawie nie istniał (poza rzemiosłem) ; teraz usługi prostytutek mozna ukryc w szerokiej działalnosci róznych klubów rozrywkowych w hotelach,... w każdym razie pod dachem i poza rodziną.


                PS. Na forum przydały by się narzędzia do zmiany czcionek, podkreślania tekstu, wstawiania emotionków , wideo i obrazków. Taki sobie standard.
                • trevistas Re: żebractwo było w PRL zakazane 20.03.15, 00:22
                  Na polnocy kraju, gdzie przez pewien czas mieszkalem, zadnych budek z piwem nie zauwazylem, byly za to pijalnie piwa, lokale o bardzo ponurej prowiniencji. Sporo bylo za to malych barow z wyszynkiem alkoholu, tj krotki bar + lodowka z przeslawnym jajeczkiem czy jakims sledziem oraz niewielkie pomieszczenie do spozywania, max 3 - 4 stoliki. Setka czystej kosztowala 10 zl.
                  • matylda1001 Re: żebractwo było w PRL zakazane 20.03.15, 01:46
                    trevistas napisał:

                    > Na polnocy kraju, gdzie przez pewien czas mieszkalem, zadnych budek z piwem nie zauwazylem<

                    Naprawdę? W końcu powiedzenie "typ spod budki z piwem" skądś się wzięło :)

                    kurzastopa.blog.onet.pl/files/2013/05/rodow%C3%B3d-elity.jpg
                    i.wp.pl/a/f/jpeg/31453/fot_007.jpeg
                    • horpyna4 Re: żebractwo było w PRL zakazane 20.03.15, 08:15
                      Myślę, że to kwestia tego, jakie czasy kto z nas pamięta. Taki alkohol po 13-tej to była końcówka peerelu, a budki z piwem istniały wcześniej, ale przez dłuuugie lata. Obok jednej z nich przechodziłam do szkoły na przełomie lat 50. i 60.

                      Prostytucja była zawsze, tylko oficjalnie udawano, że jej nie ma. Istniały rozmaite kategorie pań tej profesji, począwszy od "gruzinek" uprawiających swój proceder w gruzach zburzonej Warszawy, poprzez "cichodajki", króre oficjalnie zajmowały się czymś innym (np. krawiectwem), ale zarobki nie wystarczały im, do "dewizówek", które przyjmowały wyłącznie klentów dolarowych i klient krajowy to byłby dla takiej wielki dyshonor. Serio, tak uważały - nawet jakby zapłacił twardą walutą. Te panie zresztą nie miewały alfonsów, za to były informatorkami służb specjalnych. I często bywały zatrudniane jako hostessy na różnych międzynarodowych spotkaniach, ze względu na dość dobrą znajomość języków zachodnich; przy okazji donosiły komu trzeba.
                      • horpyna4 Re: żebractwo było w PRL zakazane 20.03.15, 08:21
                        Aha, co do bezpieczeństwa, to np. w Warszawie istniały "lepsze" i "gorsze" nie tylko dzielnice, ale i miejsca. Jak się wiedziało, którędy lepiej nie chodzić, to było bezpiecznie. Bez tej wiedzy (albo po prostu szczęścia) można było nawet stracić życie, nie tylko portfel i zegarek.

                        Teraz nie ma już aż tak wyraźnego podziału, bardziej to się rozmyło.
                        • czuk1 Re: żebractwo było w PRL zakazane 20.03.15, 09:02
                          Faktycznie. Chyba do dziś, od czasu PRL, do określonych dzielnic miasta przylgnęły opinie , że tam można oberwać bo dużo jest bandziorów. I takie opinie mają - w Lublinie Kalinowszczyzna, w Bydgoszczy Szwederowo, .....
                        • czuk1 Re: żebractwo było w PRL zakazane 21.03.15, 08:11
                          Horpyno piszesz : Teraz nie ma już aż tak wyraźnego podziału, bardziej to się rozmyło.

                          Potwierdzam . I rozwijam to zdanie na przykładzie miasta "Konkretnego".
                          Nadal można jednak zrobić rejonizację miejsc koncentracji bandziorów i miejsc niebezpiecznych w miescie. Jakieś osiedle koncentruje : kiboli + narkomanów + złodziei samochodów.
                          Są miejsca rozboju - nieoświetlone skwerki, tereny zielone - a w nich ciągi piesze . Rozbóje najczęstsze to odbieranie pieniędzy, zegarków, wyrywanie torebek, pobicia bez powodu,...
                    • trevistas Re: żebractwo było w PRL zakazane 21.03.15, 00:15
                      matylda1001 napisała:

                      > trevistas napisał:
                      >
                      > > Na polnocy kraju, gdzie przez pewien czas mieszkalem, zadnych budek z piw
                      > em nie zauwazylem<
                      >
                      > Naprawdę? W końcu powiedzenie "typ spod budki z piwem" skądś się wzięło :)
                      >
                      Naprawde:) Czesc pijalni piwa byla naprawde fatalnej kategorii, czesc nieco ''lepszej'', jednak trzeba bylo miec nieco odwagi aby tam wejsc...:D. Lecz byly to lokale w budynkach, czesc z nich miala nawet nazwy. ''Typ....'' - wierze, ale powiedzenie to moglo pochodzic z Centralnej Polski, (np).
                • a_weasley Ciemna strona życia 21.03.15, 11:12
                  Czuk1 napisał:

                  > Pijaków było widać, bo wszędzie na ulicach były budki z piwem.

                  Za mojego dzieciństwa (Gierek) budek z piwem nie było. Musiały zniknąć tuż przedtem, bo jeszcze w "Nie lubię poniedziałku" (1970) taka budka się pojawia i to w samym środku Warszawy, bo pod Pałacem Stalina. A pijak leżący na ulicy był widokiem częstym.

                  > Piwo było trudno dostepne. Pokazało sie i szybko znikalo.

                  Jak kiedy.

                  > Wóda była po 13-tej i jej nigdzie nie brakowało

                  Alkohol po 13-tej to są lata 80-te, kiedy takowy był na kartki.

                  > W ciemnym zaułku albo bramie można było stracić zegarek, kiedyś było to znacząc
                  > e dobro. Teraz te naprawdę drogie zegarki nie chodzą po ciemnych bramach,

                  A w portfelu element się nie spodziewa milionów, odkąd nastały karty kredytowe.
                  Z drugiej strony przypomnij sobie reportaż o "krojeniu" młodych przez młodych i tego chłopaka, co mówił, że tylko majtek albo skarpetek mu się nie zdarzyło z nikogo zdjąć...


                  > Mało było prostytucji bo prywatny sektor usługowy prawie nie istniał (poza
                  > rzemiosłem) ; teraz usługi prostytutek mozna ukryc w szerokiej działalnosci róz
                  > nych klubów rozrywkowych w hotelach,

                  A wtedy nikt nie krył, dokładnie było wiadomo, w jakich lokalach i na jakich ulicach jawnogrzesznice czekają na klientów i gdzie jest drogo, a gdzie tanio. Nie darmo pewną okolicę Śródmieścia nazywano Pigalakiem.
                  Tylko do czasu o tym nie pisano, a potem i to się zmieniło, w szczególności "Veto" zamieściło parę smakowitych (?) reportaży.

                  > PS. Na forum przydały by się narzędzia do zmiany czcionek, podkreślania tekstu,
                  > wstawiania emotionków , wideo i obrazków. Taki sobie standard.

                  Mnie tego nie brakuje. To, co jest, pasuje do nostalgicznego forum, na którym opiewa się epokę maszyn do pisania.
                  • czuk1 Re: Ciemna strona życia 21.03.15, 11:23
                    Oj kochany. Niedokładnie czytasz bo wkładasz w moje usta nie moje - takie oto wypowiedzi.
                    Czuk1 napisał: Pijaków było widać, bo wszędzie na ulicach były budki z piwem.


                    A było tak:
                    czuk1 19.03.15, 18:33 Odpowiedz
                    Hopryno piszesz m.in:
                    Pijaków było widać, bo wszędzie na ulicach były budki z piwem. Można było co jakiś czas się publicznie utrwalać.
                    ------------------------------
                  • czuk1 Re: Ciemna strona życia 21.03.15, 11:33
                    a_weasley . Tobie właśnie trzeba zróżnicowania tekstu wpisów, bo były by pomocą przy ustaleniu który tekst pochodzi od którego forumowicza. . Przez zróżnicowanie czcionek wpisy stają się czytelne, łatwo odróżniamy które słowa są jednego a które drugiego forumowicza, kiedy mamy dwie wypowiedzi w jednym wpisie.

                    Melancholię mamy na forum z treści wpisów a nie stosowanych w nim czcionek.
                    • a_weasley Jak się zaznacza cytaty 21.03.15, 14:07
                      Czuk1 napisał:

                      > Tobie właśnie trzeba zróżnicowania tekstu wpisów, bo były by pomoc
                      > ą przy ustaleniu który tekst pochodzi od którego forumowicza. Przez zróżnicow
                      > anie czcionek wpisy stają się czytelne,

                      Wpisy stają się dostatecznie czytelne przez stosowanie tekstu adnotowanego. Jak używasz funkcji "Odpowiedz", w tekście cytowanym pojawiają się takie znaczki jak powyżej przy cytacie z Twojej wypowiedzi.
                      Od wielu lat na tym forum pisuję i jakoś dotąd wszyscy sobie radzili bez wodotrysków.
                  • horpyna4 Re: Ciemna strona życia 22.03.15, 09:23
                    Alkohol po 13-tej nie był tożsamy z alkoholem na kartki, chociaż jedno i drugie dotyczyło późnej komuny. Najpierw wprowadzono kartki na alkohol, żeby każdy miał sprawiedliwy dostęp do tego pożądanego dobra, a dopiero po wielu miesiącach stanu wojennego Jaruzelski wprowadził zakaz sprzedaży przed 13-tą. Podobno po to, żeby nie zaczynać pracy od chlania.

                    Nawiasem mówiąc, francuskiego stołowego sikacza można było kupić na straganie pod ursynowskim Megasamem spod lady i przed 13-tą. W litrowym kartonie był i nawet dawał się pić.
                    • a_weasley Re: Ciemna strona życia 22.03.15, 23:43
                      Horpyna4 napisała:

                      > francuskiego stołowego sikacza można było kupić na straganie p
                      > od ursynowskim Megasamem spod lady i przed 13-tą.

                      Natomiast w sklepie spożywczym w Krościenku latem 1988 r. nie sprzedali nam rano denaturatu.
                      • horpyna4 Re: Ciemna strona życia 23.03.15, 09:14
                        A dziwisz się? W prowincjonalnych sklepach spożywczych, w których też była chemia, denaturat stał na półce spożywczej. Widziałam to nieraz na własne oczy, to była norma w tamtych czasach.

                        Bardzo dawno temu do skażania denaturatu używano metanolu, ale szybko się z tego wycofano, bo i tak był masowo pity. Przerzucono się więc na dodawanie tylko środków nieszkodliwych dla zdrowia, a pozwalających odróżnić po kolorze (kwestia ceny - na alkohol spożywczy była zawsze ogromna akcyza, techniczny kosztował grosze) i może nieco obrzydzających smakowo, ale to akurat dla pijaczków nie miało większego znaczenia.
                          • a_weasley Re: Ciemna strona życia 23.03.15, 13:49
                            Czuk1 napisał:

                            > Zawsze zastanawiałem się.... czy są ,i jakie , szkodliwe środki w denaturacie ?

                            Czytałem kiedyś rozporządzenie w sprawie wykazu substancji szkodliwych dozwolonych do stosowania do skażania alkoholu etylowego dla celów przemysłowych. Od samej lektury można się było pochorować. Czego tam nie było! Fenol, krezol, metanol, propanol, butanol, glikol etylenowy, terpentyna, benzyna ekstrakcyjna...

                            > I po co ten denturat sprzedaje się, by truc ludzi?

                            Do wszystkich celów, do jakich się przydaje etanol, poza konsumpcyjnymi. Ja na przykład potrzebowałem do kochera, a teraz dolewam zimą do paliwa.
                            Etanol do konsumpcji jest, jak wspomniała Horpyna, obłożony choleryczną akcyzą. Gdyby spirytus przemysłowy, radykalnie od niego tańszy nadawał się do spożycia dla normalsów, toby go wszyscy pili, więc się go truje i paskudzi.
                            • horpyna4 Re: Ciemna strona życia 23.03.15, 15:10
                              Alkohol do celów technicznych, jeżeli ma być bezwodny (czasem jest to potrzebne), to ma niewielki dodatek benzenu. Nie da się uzyskać 100% etanolu bez żadnego dodatku.

                              Oczywiście że pity jest i taki. Rozwala wątrobę, mózg i w dodatku odbija się benzyną. Potocznie bywa nazywany "benzynówą".
                              • trevistas Re: Ciemna strona życia 24.03.15, 00:12
                                horpyna4 napisała:

                                > Alkohol do celów technicznych, jeżeli ma być bezwodny (czasem jest to potrzebne
                                > ), to ma niewielki dodatek benzenu. Nie da się uzyskać 100% etanolu bez żadnego
                                > dodatku.
                                > Tak, to prawda, ile bysmy ekstrakcji prowadzili, to I tak nie uzyskamy 100% go chemicznie czystego etanolu.
                                > Oczywiście że pity jest i taki. Rozwala wątrobę, mózg i w dodatku odbija się be
                                > nzyną. Potocznie bywa nazywany "benzynówą".
                                Jak pamietam, to I ''Woda brzozowa'' byla pijana.....
                                • horpyna4 Re: Ciemna strona życia 24.03.15, 09:51
                                  I "Przemysławka"... a kiedyś do pobliskiej apteki wszedł schludnie ubrany starszy jegomość i poprosił o spirytus salicylowy. Kupił, otworzył nie odchodząc od okienka, wypił, i grzecznie dziękując zwrócił farmaceutce pustą buteleczkę.

                                  Wszystko było pijane, co choćby przypominało alkohol. Nawet płyn Borygo do chłodnic, chociaż był na bazie bardzo szkodliwego glikolu etylenowego. Ciekawostką jest to, że na ten glikol najskuteczniejszą odtrutką podobno jest etanol. Czyli co, leczenie było samą przyjemnością?
      • a_weasley Re: ha ! a czarna Wołga ? 21.03.15, 10:58
        Plater-2 napisała:

        > Oczywiscie zwyslone.
        > Ale zabojstwa taksowkarzy były i za PRL i dzis .

        Szczerze mówiąc, dawno nie pamiętam (nie żeby aż od czasów komuny). Myślę, że nie bez znaczenia jest rozwój łączności bezprzewodowej.
        To w ogóle było dość dziwne zjawisko - długo spokój, potem nagle seria napadów, jakby jakaś moda wybuchła, a potem się to kończyło tak samo bez podania przyczyn jak się było zaczęło i znowu był spokój przez parę lat.
        • horpyna4 Re: ha ! a czarna Wołga ? 22.03.15, 09:31
          Pamietam dobrze, że tuż przed wprowadzeniem stanu wojennego rozsiewano plotki o różnych zagrożeniach typu powszechne napady rabunkowe. Sporo ludzi w to wierzyło, a chodziło po prostu o jedno z uzasadnień dla stanu wojennego, takie dla "prostych ludzi", niby troska o ich bezpieczeństwo.

          Myślę, że poczucie bezpieczeństwa bywa mocno subiektywne i nie zawsze zgodne z realiami.
                • horpyna4 Re: ha ! a czarna Wołga ? 29.03.15, 08:41
                  W latach 70. (chyba pod koniec, ale dokładnie nie pamiętam) dość głośno było o zbrodni pod Połańcem. Wymordowano całą rodzinę, w dodatku było to w noc Bożego Narodzenia i w obecności wielu świadków, którym sprawcy kazali przysiąc milczenie, po czym sprawcy i świadkowie wspólnie udali się na Pasterkę.

                    • horpyna4 Re: ha ! a czarna Wołga ? 30.03.15, 09:05
                      Reportaż z tej historii czytałam chyba w "Polityce", ale głowy nie dam, bo to jednak było dość dawno, a pamięć zawodna. Był bardzo długi, zajmował dwie strony.

                      Sprawę wtedy nagłośniono, bo ze względów politycznych było wygodne, że zbrodni dokonali ludzie religijni.
                        • horpyna4 Re: ha ! a czarna Wołga ? 02.04.15, 07:47
                          Tak, pamiętam. Nazywano ją chyba "zbrodnią w Rzepinie". Była wcześniej, niż ta "pod Połańcem".

                          A wracając do nagłaśniania przez władze zabójstw dokonanych przez ludzi religijnych, to była taka sprawa za dość późnego peerelu. Gazety rozpisywały się, jak to zakonnik jezuita zadźgał nożem w klasztorze innego zakonnika. Z artykułów przebijała wręcz satysfakcja, jakimi zbrodniarzami są ci duchowni... tymczasem fakty wyglądały nieco inaczej. To znaczy, podano część prawdy.

                          Zakonnik ten był chory psychicznie. Władze zakonne zabiegały o umieszczenie go w szpitalu, ale wielokrotnie im odmówiono - tak z czystej złośliwości. Pozostał więc dalej w klasztorze, ale bez leczenia choroba pogłębiała się. No i nie udało się upilnować.
                          • trevistas Re: ha ! a czarna Wołga ? 03.04.15, 00:38
                            cytat:
                            ''Gazety rozpisywały się, jak to zakonnik jezuita zadźgał nożem w klasztorze innego zakonnika. Z artykułów przebijała wręcz satysfakcja, jakimi zbrodniarzami są ci duchowni... [.........]
                            Zakonnik ten był chory psychicznie.''
                            Moze za dlugo biedak przebywal w klasztorze??
                  • a_weasley Zbrodnia połaniecka 02.04.15, 13:21
                    Horpyna4 napisała:

                    > głośno było o zbrodni pod Połańcem. [...] w obecności wielu świadków, którym
                    > sprawcy kazali przysiąc milczenie,

                    ...zapłacili za takowe i wyjaśnili dobitnie, co grozi zbyt gadatliwym (zresztą nietrudno się było domyślić). Można powiedzieć, zabezpieczyli się wielotorowo.

                    > po czym sprawcy i świadkowie wspólnie udali się na Pasterkę.

                    Z pasterki to oni właśnie wracali, ofiary uprzednio podstępem z kościola wywabiwszy.
                    O ile można mówić o powrocie z pasterki, zważywszy że w danej wsi był zwyczaj przesiedzieć pasterkę w autobusie przy horyłce. Taka specyficzna forma sekularyzacji obyczajów.
                    Tacy to oni i byli religijni.
                    4 ks-y w tym procesie zapadły, z których dwa utrzymały się w rewizji i zostały wykonane. Niech mi kto powie, że się nie należało...
                    • horpyna4 Re: Zbrodnia połaniecka 02.04.15, 15:54
                      Bo ta religijność była dość specyficzna. Taka trochę mafijna, skoro nie przeszkadzała im w popełnianiu morderstw, ale jak przysięgali zachować milczenie, to bali się złamać przysięgę.

                      A w tamtych czasach władze uwielbiały łączyć wszelkie objawy religijności ze zwykłym draństwem. Nieważne, czy oni naprawdę byli uczciwie wierzący. Ważne, że można było dokopać w ogóle wierzącym przy tej okazji.

                      Podobnie zresztą wykorzystano zabójstwo jednego jezuity przez drugiego, chorego psychicznie; napisałam o tym w innym poście. Pamiętam, jak prasa to opisywała, nie załując sobie, a przecież tu najbardziej zawiniła szanowna władza.
                      • trevistas Re: Zbrodnia połaniecka 03.04.15, 00:54
                        cytat:
                        ''Bo ta religijność była dość specyficzna. Taka trochę mafijna, skoro nie przeszkadzała im w popełnianiu morderstw, ale jak przysięgali zachować milczenie, to bali się złamać przysięgę.''
                        Tez o tym czytalem (juz nie pamietam gdzie?) - ale nie odnioslem wrazenia o istnieniu tu ducha jakiejs religijnosci. Raczej bylo to jakies owiane tajemniczoscia naiwne sprzysiezenie, jakby omerta. Na swoj sposob nie licujaca z XXw glupota.
      • referee Bezpieczeństwo Polaków a Milicja (Anty)Obywatelska 31.03.15, 22:41
        W kontekście tej instytucji, jakże znienawidzonej w społeczeństwie, trudno mówić o bezpieczeństwie obywateli.
        O ile mi wiadomo MSW ale i LWP były wyjątkowo upolitycznione (przynależność do PZPR była nie tyle mile widziana, co wskazana, a nawet w niektórych wypadkach (funkcje i stanowiska) konieczna.
        Te instytucje w pierwszej kolejności miały za zadanie nie obronę obywatela ale obronę partii (MSW), sojuszu z Sowietami i (nie)suwerenności Polski (LWP).
        Milicja szkoliła psy, specjalne tresowane (prawdopodobnie przykład z psów hilterowskich) do walki z ludźmi. Były ZOMO, które były przygotowane do walki z obywatelami, etc.

        Zadanie które MO wykonywała dla korzyści obywateli ograniczała się do branży kryminalnej.
        Reasumując ten post stwierdzam, że MSW i LWP zdecydowanie zdyskredytowały się w PRL (postawa co najmniej dyshonorowa i haniebna, kończąc na zbrodniach)
        Tzw. PRLowski wymiar sprawiedliwości z drakońskimi i bezpodstawnymi wyrokami (szczególnie w latach stalinowskch i 1981-1983) charakteryzujący się po prostu bezprawiem serwilizmem i oportunizmem. Po prostu zaprzeczenie Temidy.

        Jak wspomniałem. Zasługi i sprawna praca MO do walki z przestępstwami kryminalnymi była OK. Właściwie tylko to.
        Przez to na co dzień obywatel PRL mógł się czuć bezpiecznie albo mieć wrażenie, że jest bezpieczny.
        LWP mające w swoich szeregach mnóstwo komuchów, też nie lepsze. Ale dała szansę na awans społeczny (kosztem własnego honoru często, czyli np przynależność do partii, rezygnacja z praktykowanie Wiary, etc) dla mnóstwa obywateli PRL a także możliwość zdobycia fajnych kwalifikacji podczas służby wojskowej.

        No cóż, wymieniłem trzy instytucje, mające za zadanie dbać o bezpieczeństwo swoich obywateli (przecież praworządność i prawo mają na nie bezpośredni wpływ) i jakoś to blado wypadło...bardzo na ich niekorzyść. Powiedziałbym, że wprost przeciwnie.
        • trevistas Re: Bezpieczeństwo Polaków a Milicja (Anty)Obywat 01.04.15, 00:21
          cytat:
          ''No cóż, wymieniłem trzy instytucje, mające za zadanie dbać o bezpieczeństwo swoich obywateli (przecież praworządność i prawo mają na nie bezpośredni wpływ) i jakoś to blado wypadło...bardzo na ich niekorzyść. Powiedziałbym, że wprost przeciwnie.''
          Wniosek: wypadly jednak dobrze, mimo twych narzekan???
          • referee Re: Bezpieczeństwo Polaków a Milicja (Anty)Obywat 01.04.15, 01:27
            Tylko poniekąd i to w badrzo małym stopniu:
            LWP- szanse na awans zawodowy i społeczny (oficer, to zawsze oficer, nawet jak komuch- tzn. w PRL tak czy inaczej mundurowi byli uprzywilejowani)
            możliwość zrobienia dobrych kwalifikacji podczas służby wojskowej za frico: prawo jazdy na wszystkie pojazdy, papiery na spawacza, ślusarza, płetwonurka, itd itp.
            Ale temat jest o bezpieczeństwie Polaków w PRL, czyli LWP nie spełniało tej roli (przeciwnie strzelało na Wybrzeżu i w Poznaniu)

            MO już tak- ale tylko w dziedzinie walki z przestępstwami kryminalnymi.
            Po za tym MO była zdecydowanie antyobywatelska.
            Warto przypomnieć, że obie te instytucje były zkomunizowane optymalnie.
            A wymiar sprawiedliwości, to tylko z nazwy, gdyż w rzeczywistości to hańba, żenua i wstyd.

            W innym poście przecież pisałem, że na codzień, obywatel PRL mógł się czuć bezpieczny.
            Recydywa miała respekt do MO- pochodzę z dzielnicy Raków w Częstochowie- mieszkałem tam prawie 19 lat i wiem jak było.
            Patrole MO chodziły w towarzystwie groźnych i agresywnych olbrzymich wilczurów- i nikt im nie podskoczył- a jak nie to w...dal.

            "Krawężniki", gdyż tak nazywano tych patrolowych, to byli głównie, sadyści i psychopaci rozładowujący swoją agresję na unikających pracy, pijaczkach i ludziach po wyrokach, którzy lubili wypić kielicha w miejscu publicznym (za sklepem np).
            Mam wrażenie, że milicjanci nawet na niskich pozycjach zawodowych byli w wiekszosci
            zdemoralizowani (plus sadyści i psychopaci).
            To moja opinia. Ale może jestem w błędzie? Może za bardzo krytyczny?


            • luccio1 Re: Bezpieczeństwo Polaków a Milicja (Anty)Obywat 04.04.15, 11:57
              W końcowych latach 70. dwa razy pod rząd obrobiono nam piwnicę - straciłem w ten sposób m.in. narty (w mieszkaniu żywcem nie było gdzie ich postawić). Siostrze wyprowadzono z wózkowni dwa rowery - jeden po drugim.
              Mieszkaliśmy (w Krakowie) pomiędzy dwiema komendami MO: miejską i dzielnicową. Podwórze komendy miejskiej (na Siemiradzkiego) mogłem oglądać z balkonu.
              W sąsiedztwie mieszkało mnóstwo ludzi, którzy nie wiem gdzie pracowali i z czego żyli - stali pod bramami albo wysiadywali na placu zabaw (pod moim balkonem) od rana do nocy. Mimo głoszonej walki z pasożytnictwem - nikt nigdy nie tknął żadnego z nich.

              (Ulica, o którą chodzi - przecznica Karmelickiej - była wysiedlona przez Niemców podczas wojny; po wojnie zrobił się z niej kawałek Kazimierza w samym centrum).
              • merdak Re: Bezpieczeństwo Polaków a Milicja (Anty)Obywat 15.05.15, 16:56
                W 1993 miałam zajęcia z prawa karnego. Był to jeszcze czas nijaki - już nie komuna, a jeszcze nie demokracja. Do jakiegoś referatu wypożyczyłam roczniki statystyczne z lat 70 i 80 - tych. A trzeba przypomnieć, że nie była to powszechnie dostępna literatura, roczniki poprzednie aby je wypożyczyć przedstawiały legitymację studencką, nikt z ulicy poczytać sobie ich nie mógł.
                Miałam porównać ówczesną przestępczość - czyli lat 90-tych z tymi naszymi bezpiecznymi latami dzieciństwa. Ilość przestępstw, zwłaszcza ciężkich i na tle seksualnym w latach 70-90 mnie po prostu przeraziła. A trzeba pamiętać, że teraz zmniejszyła się ciemna liczba przestępstw - kiedyś częściej ofiara nie zgłaszała np. gwałtu z obawy przed napiętnowaniem społecznym.
                To wcale nie były bezpieczne lata, po prostu w gazetach pisano o akcji żniwnej i posiedzeniu KC, a nie o przestępstwach.
                O "mamie Madzi" był festiwal w prasie i w telewizji, kiedyś usłyszałbyś o tym na imieninach u milicjanta, który za dużo wypił.
                • ewa9717 Re: Bezpieczeństwo Polaków a Milicja (Anty)Obywat 15.05.15, 19:47
                  merdak napisała
                  wypożyczyłam roczniki staty
                  > styczne z lat 70 i 80 - tych. A trzeba przypomnieć, że nie była to powszechnie
                  > dostępna literatura, roczniki poprzednie aby je wypożyczyć przedstawiały legity
                  > mację studencką, nikt z ulicy poczytać sobie ich nie mógł.
                  To dla mnie informacja dość zdumiewająca, bo w liceum (Gomułka/Gierek) na propedeutyce nauki o społeczeństwie i na geografii często korzystaliśmy z roczników statystycznych, które po prostu stały sobie w tych klasach.

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka