madagalia
09.12.10, 17:14
Rano przeczytałam opis wystawionych na allegro książek i mnie mocno poruszył. Wynika z niego, że dziecko nie mogło dotykać swoich książek. Mama je czytała a dziecię mogło łaskawie z daleka obejrzeć obrazki. Spotkałyście się z takim podejściem? Moja córka zaczynała od zaśliniania i gniecenia książeczek materiałowych, potem rogi niektórych kartonowych książeczek posłużyły Jej do uśmierzania bólu dziąsełek (to spotykało się akurat z protestem z mojej strony) a teraz (ma świeże 3 latka) może samodzielnie przeglądać książeczki kiedy tylko ma ochotę a podczas wspólnego czytania do woli (no dobra, do granic mojej cierpliwości) dotykać obrazki a nawet przewracać strony. Mimo takiej swobody jakoś książeczki nie są popisane ani pogniecione czy porwane. No może poza Julkami, z którymi uparła się przez jakiś czas spać.