Dodaj do ulubionych

Dotknięcie ksiązki przez dziecko przewinieniem?

09.12.10, 17:14
Rano przeczytałam opis wystawionych na allegro książek i mnie mocno poruszył. Wynika z niego, że dziecko nie mogło dotykać swoich książek. Mama je czytała a dziecię mogło łaskawie z daleka obejrzeć obrazki. Spotkałyście się z takim podejściem? Moja córka zaczynała od zaśliniania i gniecenia książeczek materiałowych, potem rogi niektórych kartonowych książeczek posłużyły Jej do uśmierzania bólu dziąsełek (to spotykało się akurat z protestem z mojej strony) a teraz (ma świeże 3 latka) może samodzielnie przeglądać książeczki kiedy tylko ma ochotę a podczas wspólnego czytania do woli (no dobra, do granic mojej cierpliwości) dotykać obrazki a nawet przewracać strony. Mimo takiej swobody jakoś książeczki nie są popisane ani pogniecione czy porwane. No może poza Julkami, z którymi uparła się przez jakiś czas spać.
Obserwuj wątek
    • verdana Re: Dotknięcie ksiązki przez dziecko przewinienie 09.12.10, 17:46
      Nie załamuj człowieka...
      Myslałam, ze chodzi o ksiązki rdziców - sama we wczesnej mlodosci zostałam podobno skarcona, gdy okazało się, że nazabawniejszym zajęciem jest wkladanie palca za obwoluty książek stojących na rodzicielskich i rozrywanie ich z góry na dół:) Ale nie pozwalać dotykać własnych książek? To znaczy, ze dziecko w ogóle nie może sobie ksiązki pooglądać, nawet kartek nie umie przewracać.
      Ciekawe, czy zabawek wolno mu dotykać?
      • abepe Re: Dotknięcie ksiązki przez dziecko przewinienie 09.12.10, 18:00
        verdana napisała:


        > Ciekawe, czy zabawek wolno mu dotykać?

        Wolno mu dotykać tylko te, których mama nie ma zamiaru spieniężyć na allegro:)
        • fabryka.ntka Re: Dotknięcie ksiązki przez dziecko przewinienie 09.12.10, 18:32
          verdana napisała:
          > Ciekawe, czy zabawek wolno mu dotykać?
          Wolno mu dotykać tylko te, których mama nie ma zamiaru spieniężyć na allegro:)


          Hehehehe
    • pia_ Re: Dotknięcie ksiązki przez dziecko przewinienie 09.12.10, 18:05
      Moje dziecko od samego początku z wielką ostrożnością zawsze traktowało książki, ostrożnie je przeglądała, delikatnie głaskała ilustracje, nigdy nie śliniła, gniotła itp, wszystkie jej książki zawsze były i są w idealnym stanie. Miała tak sama z siebie, bez jakiegokolwiek naszego udziału. No ale to jednak co innego niż przypadek z allegro.
    • pa_yo Re: Dotknięcie ksiązki przez dziecko przewinienie 09.12.10, 19:00
      ło matko!
      Jakże to nie dotykać własnych książek? To jest jeden z elementów, który sie na miłośc do książek składa, ktoś kto nie mógł dotykac książek chyba nigdy ich nie pokocha, będzie je raczej trzymał za szybą w witrynce na wystawce...
      • uccello książki 09.12.10, 19:31
        Pamiętam takie chłopię z wydziału Architektury Wnętrz zwanego , z racji upodobań językowych i trudności artykulacyjnych Juhkiem Kuhwą, który z ogniem opowiadał o projekcie wnętrza, : i będzie kuhwa pięknie, białe kuhwa meble, stolik ze szklanym blatem, na tym rozrzucone kuhwa Vogue i Ellle, książki kuhwa pochowane, bo to brzydko wygląda, i taki biały kuhwa futrzak przed kominkiem...

        A co do niedotykania książek, pamiętam dom koleżanki z podstawówki , gdzie obok gigantycznego, kolorowego telewizora była ekspozycja lalek. Bardzo strojnych, dużych, zagranicznych, siedzących z upiornym wytrzeszczem i wyciągniętymi rączkami na szydełkowych serwetkach. Moja koleżanka mogła się nimi bawić tylko kilka razy do roku pod czujnym, uczernionym, okiem utapirowanej mamusi. Adorowałyśmy więc z dala te wszystkie loki , kokardy, rzęsy i falbany, ale już wtedy cała ta sytuacja wydawała mi się groteskowa.
        • czukczynska Re: książki 09.12.10, 20:35
          Maciek ,owszem,dotyka książki,przewraca strony.
          Niestety,często je przy tym niszczy.
          Mówi się trudno -dzieci tak mają.
          • dragonia Re: książki 09.12.10, 22:00
            Może ta sprzedająca cierpi na jakiś rodzaj pedantyzmu.

            I pewnie ma jedno dziecko, lub więcej ale z dużą różnica wieku, przy dwójce i więcej w podobnym/tym samym wieku ciężko wprowadzić taki rygor czytania i nie dotykania książek.

            Dla mnie nie do pomyślenia. Moje dzieciaki wielokrotnie przerzucaja same strony -czasem im się jeszcze niechcący zegnie kartka w połowie, czasem się naderwie szczególnie w dużym formacie, lamentują gdy w ferworze siostrzano braterskiej walki ksiązka ucierpi i kartki wylatują. Bywa.
            • abepe Re: książki 09.12.10, 22:06
              Mnie tak samo dziwi gdy widzę ludzi czytających w środkach komunikacji książki obłożone w gazety. Przesadna dbałość o stan okładki? Wstyd;)?
              • anna_mrozi Re: książki 09.12.10, 22:15
                A może rodzaj pietyzmu i nabożnego stosunku do książki?
                Trudno oceniać ludzi ... po okładce ;)

                Nie wiem o co chodzi z tym opisem aukcji na allegro, ale... nie wyobrażam sobie, że książki dla dzieci miałyby nie być dla dzieci - poustawiane wysoko, poza zasięgiem rączek.
              • kamienna5 Re: książki 09.12.10, 22:18
                eee, no co TY? Od małego uczyli nas szanować książki to szanujemy, okładając w gazety. Ja w każdym razie chyba w I klasie miałam zajęcia z oprawiania książek. Pamiętam to jak wczoraj...
                Ja miałam kiedyś (bo teraz to nawet wyższe półki nie pomagają, bo dzieci same sobie daja radę wyjąć, jak coś je zainteresuje, ale też bardziej książki szanują) u dzieci w pokoju półkę wyżej, na której stały cenne pozycje. Nie mam tyle kasy, żeby co pól roku kupować niektóre książki, które są zwyczajnie drogie, a które dwulatek poszarpałby na strzępy, a które chciałabym, żeby się uchowały dla nich jako też pamiątka z dzieciństwa. Nie widzę w tym żadnej zdrożności. I boli mnie każda wyrwana strona. Na przykład mój syn uwielbia "Gdzie jest tort?" i ogląda ją z takim przejęciem, że kilka stron już z tych emocji naderwał. Podobnie z "Lokomotywą" Tuwima (to jakoś przebolałam, bo mamy dwa egzemplarze).
                Jasne że niepozwalanie dziecku na dotykanie książek czy oglądanie ich tylko pod nadzorem to pomyłka, ale też całkowita dezynwoltura i pozwalanie by malec książki niszczył, uważam za przeginę w drugą stronę.
                • fabryka.ntka Re: książki 09.12.10, 22:37
                  Okładanie w gazetę... oj, nie mogłabym. Dla mnie okładka jest integralną częścią książki i procesu czytania. Jest dla mnei ważna, ponieważ trudno zapamiętuje nazwiska i odszukiwanie książek często odbywa się 'po okładce'. :)

                  Nasze książki (mam na myśli te dla dzieci;-) niestety wiele razy były 'operowane'.

                  Pamiętam, że stan książek z etapu 'jedno dziecko' był dużo lepszy niż w momencie gdy była 'mała dwójka' (elementy wspólnego oglądania, podbierania sobie książek...). Teraz jest spokojniej, bo dzieci już duże i rozumniejsze.

                  :-) Przypomniało mi się, gdy starszy syn był dwulatkiem, zaniósł do wanny 'ulubione zabawki' ...i do wanny wpadły książki... na szczęście szybka reakcja-reanimacja i książki udało się wysuszyć...
                  • abepe Re: książki 09.12.10, 23:06
                    fabryka.ntka napisała:

                    > Okładanie w gazetę... oj, nie mogłabym. Dla mnie okładka jest integralną części
                    > ą książki i procesu czytania. Jest dla mnei ważna, ponieważ trudno zapamiętuje
                    > nazwiska i odszukiwanie książek często odbywa się 'po okładce'. :)

                    No właśnie, przecież okładki ostatnimi czasy są dziełami sztuki (wiecie, że Mizielińscy robią okładki dla Znaku?), obwijanie ich w gazetę to profanacja.

                    Gdy moje dzieci były w wieku mocno nieprzewidywyalnych zachowań miały do dyspozycji książki niezniszczalne. Ale nie trwało to długo. Każdy w końcu zniszczył może po 2 książki.
                    O jednym ze zniszczeń pisałam tu forum.gazeta.pl/forum/w,16375,84462075,,autoterapia_z_ksiazka.html?v=2&wv.x=1
                    Nie wyobrażam sobie braku widoku półtorarocznego brzdąca pracowicie wyciągającego z półek swoje książki, żeby je potem dokładnie przez godzinę oglądać. Po naszych książkach widać, że są używane, choć nie są zniszczone. Ale, że i tak nie mam zamiaru ich sprzedawać - niech sobie używane z wyglądu będą.
                    • fabryka.ntka Re: książki 09.12.10, 23:45
                      O, te książki z ruchomymi elementami... Ileż razy były sklejane, ratowane. W finale np.: Mysia miała szczoteczkę do mycia zębów przytwierdzoną na stałe do buzi taśmą klejącą...
                      Albo próby podejmowane przez pulchne paluszki aby 'otworzyć' kartonową kartkę i zobaczyć czy w środku nei ma dodatkowego fragmentu historii...;)
                      • ciociacesia a ksiazka z kaczuszką gumową 10.12.10, 11:30
                        ktora z uwagi na te kaczuszke ostatnia strone ma grubą na 2 cm. ilez razy moje dziecie we frustracje wpadalo podejmujac próby 'otworzenia' tej ostatniej strony - toc przeca za gruba zeby byla jedna?
                        • steffa Re: a ksiazka z kaczuszką gumową 10.12.10, 19:42
                          Che che. Trafna uwaga. Też tłumaczę zawzięcie, że TAM JUŻ NIC NIE MA. Choć bez kaczuchy u nas akurat.
                  • zona_mi Re: książki 10.12.10, 19:15
                    > nazwiska i odszukiwanie książek często odbywa się 'po okładce'. :)

                    Można się przyzwyczaić do rozpoznawania ich po nowych okładkach - wiekszosć moich książek (dorosłych), szczególnie tych najczęściej czytanych, mam obłożone w kartki z kalendarzy i oapkowania po papierze ksero - bardzo porządne te okładki są i niezdzieralne.
                    • abepe Re: książki 10.12.10, 19:30
                      zona_mi napisała:

                      > > nazwiska i odszukiwanie książek często odbywa się 'po okładce'. :)
                      >
                      > Można się przyzwyczaić do rozpoznawania ich po nowych okładkach - wiekszosć moi
                      > ch książek (dorosłych), szczególnie tych najczęściej czytanych, mam obłożone w
                      > kartki z kalendarzy i oapkowania po papierze ksero - bardzo porządne te okładki
                      > są i niezdzieralne.
                      >

                      Ale po co?
                      • kamienna5 Re: książki 10.12.10, 22:10
                        Mój szwagier oprawia książki w gazety, ale po przeczytaniu zdejmuje. Sporo podróżuje i czyta gdzie popadnie, więc na ten czas przenoszenia, wożenia ma oprawione, żeby nie niszczyć.

                        Ja gwoli ścisłości nie oprawiam:P
                      • zona_mi Re: książki 11.12.10, 19:02
                        > Ale po co?

                        Nie wiem.

                        Z przyzwyczajenia? Żeby nie wybrudzić? Nieraz ciagaąm je po różnych okolicznościach.

                        Przypomniało mi się, że pewna pani kupiła sobie moją książkę i powiedziła, że obłoży sobie w gazetę - tu ją akurat rozumiem, no ale to nie w każdym wypadku tak jest :)
              • bramina Re: książki 09.12.10, 22:29
                Ucello, uśmiałam się sympatycznie!

                Córka (latek 2 koma 3) dorobiła się dotychczas własnych trzech półek książek, z czego dwie są na są na najniższych piętrach. Celowo. Do dotykania, przeglądania, oglądania, przewracania, noszenia. Uznałam, że należą do niej i zaczynam stanowczo protestować dopiero, gdy zaczyna dotykać je nogami. Zdarzały się podarcia (biedny Lalo), ale zostały naprawione a sytuacja wytłumaczona i z efektów widać, że zrozumiana. Gorzej jest z deptaniem, ale pracujemy nad tym.

                A mi przypomniała się wizyta u koleżanki, u której zobaczyłam "książki" na górnej półce u wtedy dwulatka, który koniuszkami paluszków może by się czegoś w rodzaju książki domacał. Na pytanie czemu mu nie kupuje i nie czyta książek, odparła "Bo go nie interesują"...
              • lili2006 Re: książki 12.12.10, 15:20
                może mają od kogos pożyczone? Ja zawsze okładam gazetą książki jeśli nie są moje własne...
        • anndelumester Ucello 10.12.10, 12:07
          Oba typy opisane przez Ciebie są mi znane.
          Klient artysty Kuhwapodobnego - ksiązki się źle z wnętrzem komponują(gustowne wnęki kartongips, gustownie podświetlane halogenkiem, gustownie zastawione papirusami z Szarma oraz prawie orientalnym suszem kwiatowym i porażającymi kotami z drewna) i odkurzać je trzeba, normalnie zgroza.
          Oraz pani od lalek na telewizorze. Pani miał też nowy dywan z RFN zafoliowany i pilot do telewizora z RFN zafoliowany. Dzieci mogły się bawić na podwórku, na pokoje nie wpuszczano - lalki podziwiałyśmy w progu :D
          • steffa Re: Ucello 10.12.10, 13:25
            Opowieść pierwsza klasa! Też miałam koleżankę, która w domu miała muzeum. Tym razem figurek porcelanowych, które odkupywały od siebie z matką (!). Cóż, rodziców się nie wybiera.
    • paszczakowna1 Re: Dotknięcie ksiązki przez dziecko przewinienie 09.12.10, 23:21
      No to ja przyznam, że były dwie książki (zresztą w swoim czasie ukochane), których mojej córce nie wolno było samej przeglądać. Ale one są bodaj z 1943 roku, po babci (w sensie, babcia je użytkowała jako dziecko), i nie do odkupienia w przypadku zniszczenia.
    • steffa Re: Dotknięcie ksiązki przez dziecko przewinienie 10.12.10, 00:31
      To chyba jakaś patologia? ;)
      Książki dziecięce są dla dzieci - te leżą u nas na wysokości dziecięcej. Mam to szczęście, że moja dwulatka niczego nie rwie i już jako roczniak z pietyzmem przekręcała kartki papierowe. Jeśli coś jej się nadedrze, to przypadkiem - i dorosłemu może się zdarzyć. Zdarzyło jej się też pomazać jedną książkę na fali kolorowanek - chyba ilustracje zasugerowały jej, że coś trzeba poprawić. Pod moim czujnym okiem przegląda pop-upy, bo tu jednak łatwo o wypadek. Pod moim czujnym okiem ogląda też stare książki. Te nie leżą na ziemi. Zdejmuje tylko obwoluty z niektórych wydań, bo te już dokumentnie by się zniszczyły w pierwszym tygodniu. Zakładam jednak, ze pewne ksiązki zostaną z nami na wieki. :)
      • mamachlopca1 Re: Dotknięcie ksiązki przez dziecko przewinienie 10.12.10, 15:22
        to po co dziecku ksiazki jak ich samo dotknac nie moze????moj 5 latek ma 2 regaly-nie polki tylko slupki ksiazek obecnie czytanych.a czesc i 2 latka, czesc schowana czeka az maly podrosnie-nie mieszcze sie z tym w domu;) I syn nie niszczy niczego a oglada non stop cos,ciagle cos chce by mu czytac, sam cos wiecznie szuka po swoich encyklopediach.nie sa w idealnym jak ze sklepu stanie ale nic nie jest celowo zniszczone!
        Mlodszy juz nie jest taki delikatny do wlasnie obslinial ksiazki,rzuca nimi itp ale wiedza ze juz tez zaczyna lubic czytanie
        • madagalia Re: Dotknięcie ksiązki przez dziecko przewinienie 10.12.10, 16:48
          Jak przeczytałam ten opis, to sobie przypomniałam dom koleżanki, w którym zabawki stały na półce i nie można było ich dotykać. Czyli to nie takie rzadkie zjawisko o zgrozo.
          Jednak lepiej chyba czytać i zabraniać dotykać książki (tylko czy dziecko ma szansę pokochać wówczas literaturę?) niż nie czytać w ogóle...
          Moje dziecko do bardzo ułożonych nie należy, ale jakoś tak książki szanuje wyjątkowo. Choć oczywiście również ja wykorzystuję z rozwagą przestrzeń regałową i nie jest dziełem przypadku co gdzie stoi, choć poproszona o atlas z górnej półki podaję go bez zawahania.
          • uccello Niedotykalne książki 10.12.10, 20:06
            Przez chwilę naszła mnie optymistyczna wizja ,że może ten opis na allegro po prostu był ściemniony, np. ilość samochodów , których poprzednim właścicielem była pono starsza, pedantyczna osoba, która tylko co niedziela jeździła nim do kościoła przekracza ramy prawdopodobieństwa .
            Ale chyba nie, są takie domy gdzie dzieciom NIE WOLNO! za wiele.

            Dziecięciem będąc, też nie miałam dostępu do wszystkich książek. Albumy z oszklonej biblioteczki, mogły być wyjmowane tylko przez dorosłych, byłam dozorowana przy przewracaniu kartek, zwłaszcza tych z przekładkami bibułkowo- kalkowymi. Oglądanie tych wielgachnych, lekko zalatujących woskiem ksiąg było dla mnie odurzającym świętem.
            Przeżywałam też bardzo:) reprodukcje malarstwa na znaczkach pocztowych, bardzo lubiłam oglądać przedwojenne encyklopedie. Dziką frajdę sprawiały mi stare, mamowe numery "Ty i Ja". Wydawały mi się bardzo nowoczesne i szykowne. Zdania zresztą nie zmieniłam do dziś.

            Pamiętacie Wasze fascynacje "papierowe" spoza dziecięcej biblioteki?
            • zuzannao Re: Niedotykalne książki 10.12.10, 20:23
              O, tak, Uccello!! "Ty i ja"! Kojarzy mi się z lekturą wakacyjną, bo całe stosy były w letnim domu moich rodziców. Pamiętam, jak leżałam w sosnowym lesie, na górce, na łóżku polowym, jadłam jabłka i czytałam jeden rocznik po drugim - a koleżanka z sąsiedniej działki bardzo się dziwiła, że nie chcę iść z nią pograć w badmintona. Mam zresztą te roczniki do dziś i widzę, że nic się nie starzeją, a nawet przeciwnie - są coraz nowocześniejsze.
              • zuzannao Inne roczniki 11.12.10, 20:42
                I jeszcze z roczników - fascynujące "Kino" z 1936 roku, własność mojego dziadka, czytywane przeze mnie zawsze, kiedy byłam chora. Najbardziej podobały mi się reklamy: papierosy Sfinks, shampoo Elida, Brunetaflor i Camilloflor (odpowiednio dla brunetek i blondynek),"Cornoplast usuwa odciski" i "Krawiec Herman Lipszyc, Plac Teatralny pod kolumnadą". No i te zdjęcia olśniewających gwiazd filmowych, Greta Garbo, Marlena Dietrich, Shirley Temple, cudowny uśmiech Clarka Gable'a... Ach...
            • fabryka.ntka Re: Niedotykalne książki 10.12.10, 20:34
              O, tak... Babcia miała piękne książki... te z gatunku niedotykalnych. Księga tysiąca i jednej nocy, z których poznałam tylko tytuły zapisane na grzbietach... Słownik wielotomowy... pamiętacie może, z okładkami każda w innym kolorze... ach, jak mi się podobały te kolorowe okładki...

              Za to w moim rodzinnym domu książki zawsze były dostępne.
              Fascynowała mnie cała seria plus minus nieskończoność - początkowo za sprawą samego graficznego znaku nieskończoności... książek była cała masa a ja próbowałam znaleźć różne kody ustawienia książek, tak by stworzyć logiczny układ kolorów... Potem, gdy zaczęłam czytać, próbowałam zaglądać do wnętrza, ale sporo czasu musiało upłynąć nim dorosłam do treści;):)
              Lubiłam wielkie encyklopedie, które były tak przeogromne i ciężkie dla małych rąk.
              Słownik wyrazów obcych Kopalińskiego oraz mitów i tradycji kultury - to było coś!

              Heh, tak... ale najbardziej lubiłam wyciągać z półki książkę, której tak bardzo podobała mi się okładka. Jeszcze czytać nie umiałam, więc nie byłam kompletnie świadoma o co chodzi w treści;-))) ale pamiętam, że patrząc na okładkę wymyślałam sobie kogo można zobaczyć, gdyby udało się spojrzeć 'z drugiej strony'. I ta przytulona para, taka miłocha;)
              https://static.gojaba.com/img/book/15240/4490456l.jpg

              Tak, jak widać kolor i okładka zawsze były dla mnie ważne ;) ;)
            • kamienna5 Re: Niedotykalne książki 10.12.10, 22:13
              Uccello, i to jest właśnie w tym fajne. Że oglądanie książki może być jak święto:)
            • tattarak Re: Niedotykalne książki 10.12.10, 23:49
              Czytając Was przejeżdzają mi przed oczyma migawki z dzieciństwa :-) Mam bardzo silnie rozwinięty syndrom ochrony książek :-) Większa część biblioteczki z dzieciństwa została porwana na strzępy przez moje młodsze rodzeństwo. Do tej pory pamiętam każdą z tych książek, każdą stratę dość mocno przeżywałam, ale niestety zabrakło wsparcia ze strony rodziców. Siostry używały więc, ile mogły. Dlatego bardzo się cieszę, że moje dziecko szanuje książki :-) Ale przyznaję, mam własną półkę z moimi książkami dziecięcymi i dziecko czasami coś ode mnie pożycza. Jakiś czas temu wprowadził się tam sztywnostronnicowy, poniemowlęcy stosik. Nie wiem, czy bym pożyczyła "Pinokia" przekładanego bibułkami :)

              Z dziecięcych fascynacji - był jeden album, którego bardzo się bałam, ale co jakiś czas musiałam sobie zerknąć do środka. Były tam czarno-białe reprodukcje i (chyba?) jedna z nich przedstawiała rzeź niewiniątek. Pamiętam jak przewracałam kartki trzęsącymi się paluchami. Miałam na pewno poniżej 7 lat. O znaczkach i tym podobnych nie będę już zanudzać :)
            • steffa Re: fascynacje 11.12.10, 00:16
              Uwielbiałam prenumeratę FILMU moich rodziców.
              U mnie w domu książki były powszechnie dostępne (moi rodzice poznali się na targach książki ;-)). Niedostępny był aparat Contax mojego taty. Ech, dostałam ten aparat 20 lat później, ale cieszyłam się nim krótko (ukradziono go).
              • bogusia1231 Re: fascynacje 11.12.10, 19:17
                Efektem tego, że dziecko nie nauczy się obcować z książką jest to, że Bartek przyniósł ksiązkę z biblioteki szkolnej i okazało się, że nie ma ona części wnętrza:(
            • abepe Re: Niedotykalne książki 12.12.10, 20:28
              Zaraz po tym, jak przeczytałam post Uccello o albumach - mój siedmiolatek wyciągnął "Malarstwo amerykańskie". Odruchowo tylko poprosiłam i nie zaginanie kartek i konsekwentnie nie protestowałam gdy oglądał:))
              • donkaczka Re: Niedotykalne książki 08.08.11, 09:58
                z waszych opisow wynika, ze dzieci, ktore z ksiazkami od malego sie oswajaja, wiedza jak sie z nimi obchodzic
                moje dzieci tez zdemolowaly kilka kartonowych ksiazeczek, wiekszosc z nich ma po prostu zniszczenia wynikajace z wielokrotnego ogladania, mocno porozginane kartki
                ale juz zwyklych ksiazek nie niszcza, tylko biedy Lalo zostal porwany nieco w chwili namietnosci czytelniczej :) i niestety Yumi, tam gdzie kartki rozkladaja sie w pionie

                ksiazki sa w zasiegu dzieci, regaly sa do samej ziemi, a polka w sypialni wisi w ich zasiegu
                lektury sa noszone pod pacha po calym domu, utykane pod poduszki do spania, zabierane do przedszkola i sa w stanie idealnym w dalszym ciagu
                • uccello jestem oprawcą! 08.08.11, 10:56
                  Ja okładam książki pożyczone, i te, których okładek nie jestem w stanie znieść. Używam przeważnie starych kalendarzy, żeby przedłużyć im życie ( te dziadkowe z Wiednia- ach), albo wyjątkowo apetycznych papierów prezentowych, albo afiszy.
                  Zwłaszcza książki z przełomu lat 80 i 90 miały wstrząsająco kiczowate okładki, kiedy to nasza poligrafia zachłysnęła się możliwością tłoczenia, foliowania, złocenia i ubrokacania wszystkiego co się dało. Oprawiam też zeszyty o irytujących licach - wśród tych o gładkich kartkach wcale nie ma zbyt dużego wyboru; à propos zeszytów, widziałam ostatnio serię , która szczerze mnie rozbawiła
                  www.pandragon.com.pl/e4u.php/1,ModProducts/ShowCategory/728/?1&p=48
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka