Dodaj do ulubionych

dla dzieci adpotowanych

28.04.05, 09:34
Odkrylam niedawno wspaniala ksiazeczke dla dzieci, juz calkiem malutkich pt.
"Mamusia dla Koko" autor: Keiko Kasza. Bohaterem jest maly ptaszek, ktory nie
mam mamy, a bardzo jej pragnie. Chodzi wiec i jej szuka. Najpierw spytal
zyrafe, czy jest jego mama, bo jest tak samo zolta jak on. Zyrafa powiedziala
ze nie moze byc jego mama, bo nie ma skrzydel. Koko poszedl wiec do pingwina.
Pingwin na to, ze nie ma takich policzkow jak Koko, iwec nie moze byc jego
mama. Mors, ktory mial policzki takie jak ptaszek, nie mial za to takich jak
on nog.... Koko siedzial i plakal i wolala Mumusiu.. mamusiu... I wtedy
przybiegla Niedzwiedzica. Wysluchala jego historii i spytala co jego zdaniem
mamusia by robila. Koko powiedzial, ze mocno by go przytulila. No wiec
Niedzwiedzica go przytulila. Potem Koko powiedzial, ze by go pocalowala.
Niedziwiedzica go pocalowala. Potem jeszcze razem tanczyli, az w koncu
Niedziwedzica zaproponowala Koko, ze moze ona bedzie jego mama. Koko sie
zdziwil i powiedzial, ze nie moze byc przeciez jego mama, bo nie jest zolta,
nie ma skrzydel. duzych policzkow i cienkich nozek. Niedzwiedzica na to z
usmiechem, ze bardzo smiesznie by wtedy wygladala. Koko tez sie smial. Potem
poszli do domu Niedzwiedzicy na pyszna szarlotke. A tam czekaly juz inne
dzieci Niedzwiedzicy - Hipcio (hipopotam), Ali (krokodyl) i Swinka. Mama
wszystkie swoje dzieci mocno ukochala. A Koko cieszyl sie ze ma taka mame,
ktira wyglada, tak jak wyglada...

Troche sie rozpisalam, ale jak czytalam te ksiazeczke, to sie normalnie
wzruszylam. Cudowna. Oczywiscie dla wszystkich dzieci, ale tak jak napisalam
w temacie, ze to dobre na poczatek rozmow o adopcji...
Obserwuj wątek
    • agnieszka_azj Re: dla dzieci adpotowanych 28.04.05, 09:42
      Jest jeszcze "Jeż" Katarzyny Kotowskiej, książka o ludziach, "których dziecko
      urodziło się innym rodzicom". Też piekna.
      A dla dorosłych "Wieża z klocków: tej samej autorki.
      • verdana Re: dla dzieci adpotowanych 28.04.05, 13:26
        Czy ja zawsze muszę byc taka sceptyczna? Powinnam zacząć się leczyć na ogólny
        pesymizm, bo nic mi sie ostatnio nie podoba.
        Ten "Jeż" - ja bym trzy razy się zastanowiła, zani dałabym to jakiemukolwiek
        adoptowanemu dziecku. Co prawda czytałam dawno, wiec mogę cos pokręcić, ale z
        tej książki jednak - dla mnie - wynikało, ze dziecko adoptowane "Jeż" to nie to
        samo co zwykłe dziecko. Czymś się różni - kolcami. I te kolce powinny odpaść.
        Dla dorosłych zupełnie zrozumiałe - i kolce i ich odpadanie. Dla małych dzieci
        jednak, odczytujacych treść bardziej dosłownie, może to oznaczać, że różniły
        się czymś - i to na niekorzyść - od innych dzieci. Wręcz uderzyło mnie to przy
        czytaniu. Intencja autorki była inna, ale jednak widać że Jeża kochać i
        przytulić było trudno. Nie tak powinno zaczynać się rozmowę o adopcji. Jeśli
        już sie czyta, to z bardzo szczegółowymi wyjaśnieniami.
        Za to ta o niedźwiedzicy i ptaszku z opisu wydaje się idealna.
        • i2h2 Re: dla dzieci adpotowanych 28.04.05, 13:57
          Eee, nie jest chyba z Tobą aż tak źle, Verdano ;-)
          A poważnie: myślę, że tego typu książki mają być jakimś początkiem,
          ułatwieniem, wspólnym mianownikiem w rozmowie. Z pewnością nie powinno się ich
          dawać dziecku na zasadzie poradnika czy opisu, co ono ma czuć albo co czują
          rodzice. I to chyba niezależnie od wieku dziecka.
          Pozdrawiam
          • verdana Re: dla dzieci adpotowanych 28.04.05, 16:26
            O!
            Własnie, to jest to czego nie potrafiłam wyrazić - ksiązki nie powinny
            wskazywać dziecku, co "ma czuć".
        • agnieszka_azj Re: dla dzieci adpotowanych 28.04.05, 17:51
          Zdecydowanie, podobnie jak w przypadku książek o molestowaniu seksualnym, nie
          są to rzeczy, z którymi mozna dziecko zostawić samo.

          A co do "Jeża"... Autorka napisała te książkę dla swojego adoptowanego synka -
          Piotrusia, nie po to, żeby mu powiedzieć, że jest adoptowany, tylko, żeby mu
          wyjaśnić - dlaczego ? Myślę (choć sama nie adoptowałam dziecka, jedynie znam
          rodzinę, która to zrobiła), że te dzieci różnią się jednak od "biologicznych"
          przez bagaż odrzucenia na początku życia i zdają sobie z tego sprawę. Tak
          naprawdę jednak nie to, że (trzymając się porównania z książki) mają te kolce,
          jest ważne, tylko to, że im te kolce dzięki miłości odpadają.
          • verdana Re: dla dzieci adpotowanych 28.04.05, 18:25
            No będę sie czepiać, będę.
            Nie ośmieliłabym sie dziecku - adoptowanemu czy nie - sugerować, ze coś trzeba
            w nim zmienić, aby był w pełni akceptowany. Ja rozumiem, że nie taki był
            zamiar, ale tak wyszło.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka