truscaveczka
02.04.09, 15:22
Byłyśmy dzisiaj z moją córką (4 lata) w miejskiej bibliotece - najpierw w
dziecięcej (gdzie ustrzeliłam m.in. Rusinka - Jak przeklinać? Poradnik dla
dzieci, Kraków 2008.), potem w dorosłej.
Wyrodnie porzuciłam Potomkinię ze stosikiem właśnie wypożyczonych książek przy
stoliku i poszłam wybierać sobie książki.
Zaczęły mnie jednak dobiegać wybuchy rechotu - troje bibliotekarzy siedziało z
Olgą przy stoliku i czytało w.wym. Rusinka. Najpierw poczytali, potem się
pośmiali, a potem skomentowali. Jak?
Tak, ze szczęka mi opadła.
"Czego to ludzie nie wymyślą, żeby książkę sprzedać, nawet dzieci będą uczyli
kląć!"
...
Odzyskałam władzę w języku kilkanaście minut później, już na ulicy, ale żaden
komentarz nawet w charakterze esprit d'escalier mi do głowy nie przyszedł.
Bibliotekarze zakładający wyrachowany i komercyjny charakter każdej książki.
Ech :/