Dodaj do ulubionych

Kirkut w Baligrodzie

23.06.10, 11:12
Szymon Modrzejewski "popełnił" ostatnio jeszcze jeden ciekawy
artykuł dla miesięcznika (?) "Bieszczady", tym razem o kirkucie w
Baligrodzie. Co prawda rzecz dotyczy działań "Magurycza" na tym
cmentarzu i powinna znaleźć się w wątku poświęconym temu
stowarzyszeniu, ale z uwagi na wyjątkowość baligrodzkiej nekropolii
potraktuję ją szczególnie i założę oddzielny wątek. Będzie o czym
pisać. Miłej lektury!


"Yizkor i kadisz innowierców"

„Konsygnacya bydła ze spędu z dnia 20 VI 1918 r.” wskazuje Żydów
mieszkających w Baligrodzie i okolicznych wsiach: Beila Blaustein,
Majer Sobel, Sane Akelsberg, Salomon Friedman, Aron Fruchter, Isaak
Schlaks, Abraham Korn, Srul Szulman, Leib Sobel, Eizyk Fruchter,
Benzion Berger etc., etc... Wszyscy oni kupowali bydło. Baligród
słynął z targów bydlęcych, już w 1634 roku Władysław IV potwierdził
Adamowi Balowi prawo miasta do jarmarków na św. Jana Chrzciciela (24
VI) i św. Michała Archanioła (29 IX). Zjeżdżali na nie ludzie –
Żydzi, Bojkowie, Polacy – z Rozhurcza, Grabowca, Zapłatynia,
Łukawicy, a nawet Stryja... I co po tym wszystkim zostało, co
zostało po ponad 300-letniej obecności Żydów w Baligrodzie poza
przypadkiem odnalezioną konsygnacją?

W przewodniku „Bieszczady” (wyd. Rewasz, Pruszków 2002) można
przeczytać, że w Baligrodzie:
„[...] znajduje się duży, ciągnący się w górę zbocza cmentarz
żydowski. Jest pokryty zaroślami i bardzo zaniedbany, jednak
zachowało się jeszcze około 50 nagrobków (najstarszy z 1716 r.), z
których kilka ma wyjątkowo piękny, głęboki relief”.

Aktualna jest informacja, że kirkut istnieje. Reszta, dzięki
społecznemu wysiłkowi wielu dobrych ludzi, wygląda nieco inaczej na
szczęście. Kirkut nie jest już pokryty zaroślami, a odkrzaczony w
95%. Nie jest też zaniedbany, bowiem w ciągu ostatnich czterech lat
(2006 – 2009) do pionu wróciło na nim 111 macew, a to jeszcze nie
koniec. Nie udało nam się do tej pory odnaleźć macewy, na której
widniałaby data 1716. Najstarszym odnalezionym i wyremontowanym
przez nas nagrobkiem jest – póki co – macewa znacząca pochówek
Aharona, syna Israela, zmarłego 3.XI.1731 r. Owszem, wiele macew ma
piękne reliefy, ich piękno nie wynika jednak, wedle mnie, z
głębokości kucia. Najbardziej pociągające, zwłaszcza w sensie
kamieniarskim, są hebrajskie inskrypcje na najstarszych XVIII-
wiecznych wapiennych macewach, które kute są wypukle. To stosunkowo
rzadko stosowana technika, trudniejsza i bardziej czasochłonna od
kucia wgłębnego. Rozpędziłem się..., zatem wyjaśnię jak doszło do
tego, że nadszedł czas na zmiany w przewodnikach.

*1988*

Czekam na PKS w sennym Baligrodzie, jest wiosna. Od trzech lat coraz
więcej czasu poświęcam na peregrynacje cmentarne. Właśnie byłem na
kirkucie w Baligrodzie. Zaczyna się piąć po stoku jakieś 250 metrów
na północny-zachód od rynku. Niedaleko, ale wcale nie tak łatwo jest
go dostrzec. Niewiele tam zobaczyłem, przedzierając się przez
tarninę, osty, łopiany. Raptem ze trzydzieści omszałych kamieni z
napisami, których treść pozostała nieodgadniona... Niezręcznie czuję
się z tą anonimowością i mrokiem, który w tych krzakach panuje nawet
w biały dzień. To tyle zostało po blisko tysiącu dusz żydowskich? Po
tych wszystkich piekarzach, rzeźnikach, szklarzach, szewcach,
krawcach, mydlarzach wymienionych w 1870 roku? W sumie nie dziwi
mnie to. Po duszach ruskich i polskich też niewiele zostało, ale nie
aż tak niewiele. Jest cerkiew, jest kościół, ale nie ma bożnicy, nie
ma łaźni, nie ma szpitala dla ubogich, czyli zwykłych składowych
każdej gminy żydowskiej. Nie ma też Chewra Kadisza, bractwa
pogrzebowego, które zajmowało się chowaniem zmarłych w ciągu jednej
doby od śmierci... i dbało o cmentarz.

Później pracując na cmentarzach w pobliżu ciągle będzie wracał obraz
tego baligrodzkiego mroku i nieznośne uczucie pominięcia. Byliśmy
tak blisko, a nie zajęliśmy się kirkutem. To uczucie wzmaga się w
1995 roku, kiedy pracujemy na kirkucie w Woli Michowej, ale ucieka
gdzieś w masie nagrobków, które wołają o pomoc.

*2006 - 2009*

W końcu jest wczesna wiosna 2006 roku. Pracuję w Krakowie przy
remoncie lokalu, który ma się stać knajpą. Nie jest mi z tym dobrze,
ale z czegoś trzeba żyć. Jakiś człowiek z nad morza pisze, że
chciałby zająć się kirkutem w... Baligrodzie. Ogarnia mnie wstyd, że
nie zajęliśmy się nim, kiedy byliśmy blisko... w Solince, Balnicy,
Maniowie, Woli Michowej. „Malo” przyjeżdża aż ze Starogardu
Gdańskiego do Krakowa, żeby obgadać co i jak. Jestem pod wrażeniem.
Facet jest pełen energii, zdeterminowany czymś, czymś podobnym, co
kieruje mną od lat. Gada do rzeczy, choć przyznaje, że nie wie jak
poradzi sobie ze zgromadzeniem wolontariuszy, ale też wierzy, że
użytkownicy forum „bieszczady.info.pl” dopiszą. Umawiamy się na
lato. Mam wpaść na parę dni i poprowadzić prace, nauczyć dotykania
kamieni.

Przyjeżdżam z Werą z Magurycza. Zastajemy parę osób... Mimo to
rozpoczynamy prace. Nie mamy zbyt wiele czasu, więc udaje nam się
wyremontować raptem trzy macewy i to w najnowszej, czyli górnej
części cmentarza. „Malo” jest załamany, ale i uparty, zostaje i
odkrzacza kirkut, nie bez pomocy pilarzy z Nadleśnictwa Baligród.
Wyjeżdżając mówię mu, że w tym tempie to i za ćwierć wieku nie
skończymy. Za rok jest trochę lepiej, ale głównie dlatego, że z
Magurycza pojawiają się 4 osoby, ale też tylko na chwilę, która
wyraża się bodaj 17 odratowanymi macewami. Postanawiam za rok
zorganizować regularny obóz Magurycza w Baligrodzie i to jest to!
Mimo braku osobnej dotacji ludzie przyjeżdżają na własny koszt.
Magurycz ma zapasy materiałów i sprzętu, a nawet jedzenia, tym samym
pozostają nam tylko bieżące zakupy, na które składamy się po prostu.
Co najważniejsze kirkut coraz bardziej się odsłania i docieramy do
jego najstarszej części z niezwykłymi macewami z I połowy XVIII
wieku. Najstarsza część cmentarza jest na samym dole, cmentarz rósł
w górę stoku w miarę upływu lat. Radość z pracy przy tych
najstarszych nagrobkach jest ogromna. Także dlatego, że są to
importy. Wykonane są z wapienia, a ten w pobliżu nie występuje. Poza
tym mają wypukłe inskrypcje, co należy – jak wspomniałem – do
rzadkości. Są także pięknie i skromnie zarzeźbione. Radość wzrasta
jeszcze, kiedy „odkrywamy” dla oczu niezmiernie rzadką w tej części
kraju macewę sarkofagową.

Kończąc prace w 2009 roku, które wsparł finansowo Naczelny Rabin
Polski Michael Schudrich, którego przodkowie pochowani są na
baligrodzkim kirkucie, liczymy postawione macewy. Jest ich 111, ale
to jeszcze nie koniec. W tym roku też tam zawitamy, żeby
definitywnie zakończyć remont tego, co da się jeszcze wyremontować.
Myślę, że ostatecznie stanie około 150 macew. Reszta to niestety
destrukty..., jest ich około 100. Kirkut wychynął z gąszczu. Coraz
więcej ludzi go odwiedza, niektórzy zostawiają nawet datki na
remont... radość!

*Cmentarz ożywa*

Nie ma Chewra Kadisza od blisko 70 lat, a jego Świętego Bractwa
członkowie postępowali tak:
„Jeśli, uchowaj Boże, ktoś będzie chory w gminie, to na członkach
bractwa ciążyć będzie obowiązek odwiedzenia go. Jeśli ten chory
będzie w ubogim stanie, to członkowie bractwa powinni go wspierać,
pomagać mu i nocować u niego. A jeśli, uchowaj Boże, nadszedł kres
jego życia, a chory kona, wtedy członkowie bractwa nie ustępują z
jego domu i w liczbie dziesięciu osób pozostaną tam do wydania przez
niego ostatniego tchnienia, a potem uczynią wszystko, jak się należy
w myśl przepisów”.
Obserwuj wątek
    • tawnyroberts Yizkor i kadisz innowierców - cz. II 23.06.10, 11:17
      Wchodząc na cmentarz pomyślcie, że każdemu tam zmarłemu zamknięto
      oczy, często zakrywając je skorupkami, bo każdy człowiek za życia ma
      w oczach zawiść. Przy każdym z nich odmawiano psalmy, jednocześnie
      zasłaniając lustra i wylewając wodę z naczyń. Ich bliscy dokonywali
      symbolicznego rozdzierania ubrań. Pochówkiem zajmowali się
      członkowie Świętego Bractwa, czyli zabierali ciało do domu
      przedpogrzebowego i tam dokonywali tahary czyli obmycia, przy czym
      kobiety obmywały kobietę, a mężczyźni mężczyznę. Rytuał pełen
      modlitw kończył się złożeniem zwłok do trumny (poziomo, nie na
      siedząco!), która w spodzie musiała mieć otwór, który zapewniał
      kontakt ciała z ziemią: „z prochu powstałeś, w proch się obrócisz”
      (przez setki lat nie używano trumien, ale w końcu kwestie sanitarne
      wymusiły ich pojawienie się). Orszak żałobny ruszał na cmentarz
      powoli, zatrzymując się parokrotnie, a to przez szacunek dla
      zmarłego. Po złożeniu zwłok do grobu odmawiali El Male Rachim,
      modlitwę, w której wymienia się imię nieboszczyka i miejsce jego
      zamieszkania. Po zasypaniu grobu przychodził czas na kadisz,
      sławienie imienia boskiego. Później pojawiała się macewa.

      Oto kilkoro z tych, których twarzy nigdy nie zobaczymy, także
      dlatego, że sztuka sepulkralna Żydów aszkenazyjskich zabrania
      przedstawiania człowieka na nagrobku:

      1.
      „Tu spoczywa
      człowiek pobożny i
      bogobojny. Zwyciężyli
      aniołowie śmiertelników
      i pochwycony został Aharon,
      świętym zwany będzie.
      Oto nasz nauczyciel wspaniały
      i wybitny, pobożny pan
      Aharon syn pana Israela
      bł. pamięci, który zmarł szóstego
      dnia tygodnia,
      5 Cheszwan 492 r wg skróconej
      rachuby.
      Niech jego dusza związana będzie
      w węzeł życia.”
      [3.XI.1731 r.]

      Kilka słów od tłumacza inskrypcji: motyw aniołów i śmiertelników to
      parafraza opowieści Bar Kappary z Talmudu (traktat Ketubot 104a) o
      śmierci rabiego Jehudy. Aniołowie i śmiertelnicy walczyli o rabiego
      Jehudę. Aniołowie zwyciężyli i „pochwycona została święta arka”, jak
      mówi Bar Kappara o rabim Jehudzie. Inskrypcja gra na podobieństwie
      brzmień słów arka (aron) i imienia Aharon. Rok 492 według skróconej
      rachuby, czyli 5492 od stworzenia, to w przeliczeniu 1731 lub 1732.
      Dzięki temu, że obok roku podany jest dzień tygodnia, dzień i
      miesiąc, można przeliczyć, że chodzi o wieczór 3.XI.1731 r.

      2.
      „tu
      pochowany jest ważny człowiek
      Eliezer Damasceńczyk,
      który czerpał ze swojej nauki
      i nalewał innym, godzien
      był siedzieć w winnicy Jawne
      oto wspaniały i wybitny uczony,
      przywódca i pobożny pan
      E. Lippman
      syn pana Israela b.p., który zmarł
      w wieczór dnia drugiego, o którym
      nie powiedziano,
      że jest dobry, 8 elul, nad którym
      pójdźcie westchnąć
      i lamentować, w roku
      494 wg skroconej rachuby, niech jego
      dusza związana będzie w węzeł
      życia.”
      [wieczór 5.IX.1734 r.]

      3.
      „Tu spoczywa
      ważna kobieta, córka rabina
      Chana, córka czcigodnego
      Awrahama
      zmarła 20 ijar 566 wg skróconej
      rachuby
      niech jej dusza związana będzie
      w węzeł życia.”
      [8.V.1806 r.]

      4.
      „Kobieta ważna i skromna
      pani Eta córka
      naszego nauczyciela i rabina Israela
      18 a w roku
      591 wg skróconej rachuby
      niech jej dusza związana będzie
      w węzeł życia.”
      [28.VII.1831 r.]

      5.
      „Tu spoczywa
      Rozdawała chleb głodnym
      uronili łzę wszyscy ubodzy
      okazywała im dobro i łaskawość
      dzielna niewiasta, pani Fajga, córka
      pana
      Gerszona Jehudy, zmarła 12 Szwat
      roku 664 wg skróconej rachuby,
      niech jej dusza związana będzie
      w węzeł życia.”
      [29.I.1904 r.]

      6.
      „na wysokości wzniosła się jej czysta
      dusza
      jej ręce wspierały biednych i ubogich
      swe domostwo wiodła prostą drogą
      dzielna niewiasta, korona swego męża
      dobroć, którą czyniła za życia
      wspomniana będzie przed
      Mieszkańcem Niebios
      pani Liba, córka pana Lewiego Segala
      zmarła 47 dnia liczenia omeru
      roku 665 wg skróconej rachuby
      niech jej dusza związana będzie
      w węzeł życia.”
      [6.VI.1905 r.]*

      Ciągle męczy mnie fakt, że nadal wokół rynku w Baligrodzie, na
      którego środku stał do I wojny światowej ratusz, leżą pod ziemią
      macewy**. Chciałbym, żeby kiedyś wróciły na cmentarz. Podobnie jak
      chciałbym, żeby macewy zabierane już po wojnie z kirkutu, a wypadków
      takich było wiele, też nań wróciły. Zwłaszcza, że dwie już wróciły.
      Po czterech latach koczowania u Janka na podwórku, poniżej kirkutu,
      ludzie coraz lepiej „czytają” nasze intencje. Wiem, że wszystkie już
      nie wrócą, ale ciągle jest szansa, że jakaś ich część wróci.
      Szacuję, sądząc po powierzchni cmentarza (prawie 1 ha) i jego wieku,
      że brakuje ich około 1000...

      Bardzo polubiłem nie tak już senny jak kiedyś Baligród. Polubiłem
      dzieci, które samorzutnie przychodzą nam pomagać. Polubiłem
      strażaków, którzy służą nam od lat pomocą, dowożąc wodę, która do
      pracy jest potrzebna, a o którą na „okopisku” trudno. Polubiłem
      nawet wójta, który okazał się człowiekiem pomocnym, otwartym i
      czułym na historię Baligrodu. Polubiłem nawet ogołocony z drzew
      cmentarz, na którym wespół leżą grekokatolicy i katolicy. Na niego
      też przyjdzie pora.

      *Yizkor i kadisz*

      Wróćmy na chwilę do historii. „Regestr złoczyńców grodu sanockiego
      1554-1638” (innymi słowy: księgi sądowe) wspomina pod rokiem 1605
      dwóch Żydów przy okazji jednej ze spraw. Są nimi karczmarz Zelman i
      niejaki Kołczun, mieszkańcy Woronkowa (Wronkowa). Miejscowość o tej
      nazwie (Woronikowa, Wronikow, Woronkow), wymieniana przez rejestr
      podatkowy z 1552 r., najprawdopodobniej została wchłonięta na
      początku XVII wieku przez powstający za sprawą Piotra II Bala
      Baligród. Trzysta kilkadziesiąt lat znaczonych szabasem, kadiszem,
      bar micwą, świętami Sukkot, Chanuka, Purim skończyło się swoistą
      Hagadą. Tyle, że tym razem Żydzi nie wyszli do Egiptu, a do Zasławia
      jesienią 1942 roku i... nikt z tej drogi nie wrócił. Zostali tylko
      ci na cmentarzu, którzy czekają tam przyjścia Mesjasza. Pamiętajcie
      o nich odwiedzając kirkut w Baligrodzie, każdy kirkut, każdy
      cmentarz. Większość naszych przodków czegoś czeka na tych
      cmentarzach. Na kirkucie zawsze możecie położyć kamyk na macewie.
      Ten zwyczaj wyraża szacunek. Najprawdopodobniej ma swój początek na
      pustyni, gdzie pochówek trzeba było zabezpieczyć przed dzikimi
      zwierzętami. To coś jak chrześcijańska świeczka czy znicz.

      Jak skończymy prace na kirkucie to zbierzemy się yachad (razem), w
      tym co najmniej 10 mężczyzn – mimo, że nie jesteśmy Żydami – i
      odmówimy yizkor, panichidę, modlitwę za zmarłych, ale także kadisz
      sławiący imię boskie, zostawiając na tym cmentarzu, jak na każdym
      innym, część siebie. Wszystko to po to, żeby potomkowie Arona (na
      macewie dłonie złączone w geście błogosławieństwa), Lewiego (na
      macewie dzban), Judy (na macewie lew, także symbol siły i
      odkupienia), żydowskie kobiety (na macewie świece lub świecznik),
      czy uczeni Żydzi (na macewie księgi), mieli spokój, jak wszyscy inni
      zmarli.

      Tekst: Szymon Modrzejewski

      *Serdecznie dziękuję za tłumaczenie inskrypcji z hebrajskiego panu
      Wojciechowi Tworkowi.

      **Pod tym adresem można zobaczyć macewy leżące na rynku w
      Baligrodzie, a także wypaloną ruinę baligrodzkiej synagogi:
      www.youtube.com/watch?v=lfmsMI6_9iE

      "Bieszczady", czerwiec 2010 r.
    • tawnyroberts "Magurycz" znowu na kirkucie w Baligrodzie 23.06.11, 12:15
      Od najbliższej soboty "Magurycz" znów zagości na kirkucie w Baligrodzie. Jak dowiedziałem się od samego Szymona Modrzejewskiego, ma to być ostatni etap prac na tej nekropolii. Oby tylko dopisała pogoda, bo na energię wolontariuszy "Magurycza" można liczyć zawsze i wszędzie!
    • tawnyroberts Re: Kirkut w Baligrodzie 23.06.12, 00:14

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka