IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 17.11.10, 19:22
Po wielu miesiącach od referendum, po raz pierwszy wysupłałem dwa złote na przedwyborcze wydanie Życia Podkarpackiego. Okazało się, że naprawdę warto. Na pierwszej stronie zaintrygowały mnie "Wyniki sondażu wyborczego". Dane szokujące nie są, ale optymizmem też nie napawają. Gdy zacząłem sobie przeliczać jak mniej więcej będzie wyglądał w takiej sytuacji rozkład mandatów w radzie, okazało się, że suma liczb znajdujących się w diagramie słupkowym kandydatów na prezydenta Przemyśla to 101, a suma liczb przy słupkach komitetów wyborczych w Przemyślu to 99. Bez względu na to, czy liczyłem w pamięci, na palcach czy kalkulatorze.

Nawet gdy prosiłem o sprawdzenie inne osoby wychodziło to samo. Chyba, że podano ilość wskazań na kandydata lub komitet, ale to oznaczyłoby, że w 1095 ankietach na dwa pytania odpowiedziało 101 i 99 ankietowanych. Taka sytuacja nie mieści mi się w głowie, więc bardziej prawdopodobne jest, że podano dane procentowe z jakimś błędem. Przy diagramach ani w tekście artykułu nie znalazłem wyjaśnienia co oznaczają te liczby. Jest za to, że badania oparte były na "kwotowej próbie respondentów" - próba kwotowa.

Przed wyborami samorządowymi w 2006 roku również można było się zapoznać z podobnym sondażem na łamach ŻP. Komitety wyborcze i kandydaci na prezydenta czasami mieli lepsze wyniki w sondażu niż wyborach, czasami było odwrotnie. Ponad 62 proc. ankietowanych deklarowało, że pójdzie na wybory, zagłosowało niecałe 42 proc. uprawnionych do głosowania.

To co dzieje sie w ostatnich tygodniach w Przemyślu, przy okazji budowy drogi obwodowej, w sprawie rewitalizacji Rynku, na pierwszy rzut oka może się wydawać działaniem nieracjonalnym, zmniejszających szansę na wygranie wyborów przez rządzących miastem. Mówi się o tworzeniu wspólnego frontu w jakiejś sprawie. Na co dzień skłócone partie stają ramię w ramię i bronią podjętej przez siebie decyzji. Robią sporo szumu, zamieszania, odwracają uwagę i spychają na dalszy plan, to co zmniejsza ich szanse w wyborach.

W związku z tym, z jednej strony na dalszy plan schodzi rywalizacja PiS-u z PO. Partie zapewniają, że w samorządach powinno być mniej polityki. Z drugiej strony w tle trwa walka o głosy wyborców pomiędzy starym i nowym, czyli o głosy wyborców pomiędzy Asterixem i Chomą. Żeby doszło do zmian w samorządzie zagłosować musi większa liczba mieszkańców niż zwykle. Dla tych, którzy współrządzą od lat Przemyślem nie jest to dobre rozwiązanie, ponieważ mogą w tej sytuacji utracić przynajmniej część władzy do której się już tak bardzo przyzwyczaili. Robią wiec wszystko, żeby sprawy wyjątkowo proste i oczywiste stały się skomplikowane, wyjątkowo trudne do wytłumaczenia. Jeżeli wyborca w jednej lub drugiej sprawie nie jest w stanie pojąć o co chodzi, więc patrzy tylko kto kandyduje. I tu komitety wyborcze oferują nam plakaty z wizerunkami swoich kandydatów. Co plakat, to jakieś skojarzenie i jeszcze ten kolorowy zawrót głowy od ich ilości. W weekend z domu nie chce się wychodzić.


Wśród kandydatów na prezydenta trudno znaleźć jakąś jedną, dobrą kandydaturę. Kiedyś to rada miejska wybierała prezydenta, teraz my to robimy. Politycy dobrze zdają sobie z tego sprawę, że wystawienie wyrazistych kandydatów może być dla nich zbyt ryzykowne, wiec wystawiają kandydatów trochę nijakich, ale przewidywalnych. Mają człowieka, który gwarantuje im kolejną, spokojną kadencję.

Wydaje mi się, że pozostaje wybór Hamryszczak czy Rząsa, Asterix czy Choma. Często można spotkać w Polskich miastach prezydentów, którzy zasiedli na fotelu dzięki startowi z listy partyjnej, ale z czasem ta etykietka sama odpadała, gdy okazywało się, ze myśli on o interesie miasta, a nie partii, która go wystawiła w wyborach. Odwrotne przypadki też są znane i nie trzeba ich daleko szukać, gdy bezpartyjny prezydent staje sie partyjnym, a gdy to nie daje gwarancji zwycięstwa w wyborach staje się bezpartyjnym.

Jeżeli nie można wybrać prezydenta, który ma silną osobowość, wie czego chce i jak to osiągnąć, więc może warto wybrać słabszego, partyjnego kandydata i dać mu wsparcie ze strony silnej rady miejskiej?

Jest szansa na wprowadzenie wielu zmian w mieście, nawet z "partyjnym" prezydentem. Jest tylko jeden warunek. Nie można dopuścić do tego, żeby większość miejsc w radzie zajęły osoby, komitety wyborcze, które od lat współrządzą Przemyślem. Każda nowa twarz w radzie miejskiej jest nadzieją na zmiany. Gdy czytałem w ŻP i Gazecie jak nasi samorządowcy wyjaśniają sprawę rewitalizacji Rynku, to przypominają mi się stwierdzenia czołowych polskich polityków: "rząd po prostu rżnie głupa", "to jest taka prawda, której nie da się udowodnić", "I żadne krzyki i płacze nas nie przekonają, że białe jest białe, a czarne jest czarne", ...

Oby w tych wyborach okazało się, że mieszkańcy wygrają jednogłośnie z samorządowcami 101 do 99. Czego sobie i mieszkańcom Przemyśla życzę.
Obserwuj wątek

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka