arges Nowy Metropolita Lwowski UCGK 15.11.05, 20:59 www.ugcc.org.ua/ukr/press-releases/article;2543/ Odpowiedz Link Zgłoś
diakon.piotr.ukgk Arcybiskup, NIE Metropolita 19.11.05, 13:39 arges napisał: > www.ugcc.org.ua/ukr/press-releases/article;2543/ Jak skądinąd wynika (może niedość wyraźnie) z ww. linka, w związku z przeniesieniem stolicy Arcybiskupa Większego do Kijowa Lwów PRZESTAŁ BYĆ CENTRUM METROPOLII. Obecnie eparchia (diecezja) lwowska jest jedną z sufraganalnych ("szeregowych") eparchii Metropolii Kijowsko-Halickiej, która to metropolia jest na razie jedyną gr.kat. prowincją kościelną na Ukrainie. Biskup lwowski, ze względu na dotychczasową rangę miasta jako siedziby Arcybiskupa Większego, otrzymał honorowy tytuł arcybiskupa. Jest to sytuacja podobna do tej, w jakiej znajdowała się eparchia połocka w przedrozbiorowej metropolii kijowskiej. Nowego arcybiskupa znam osobiście od czasów końcówki podziemia, jest on przyjacielem rodziny i mogę zaświadczyć, że w sposób harmonijny łączy on głęboką religijność z dużym urokiem osobistym, charyzmatem naturalnego lidera i talentami administracyjnymi. Odpowiedz Link Zgłoś
arges Wspólne modlitwy we Lwowie 15.11.05, 21:02 1 listopada - dzień modlitw za ukraińskich i polskich żołnierzy na Łyczakowskiej Metropolii. www.ugcc.org.ua/ukr/press-releases/article;2503/ Odpowiedz Link Zgłoś
diakon.piotr.ukgk "metro-" czy raczej "nekro-"? ;-) 19.11.05, 13:41 arges napisał: > 1 listopada - dzień modlitw za ukraińskich i polskich żołnierzy na > Łyczakowskiej Metropolii. Chyba raczej NEKROPOLII, z gr. "nekros" - martwy ("Christos anesti ek nekron" - "Chrystos woskrese iz metrwych") i "polis" - miasto. Odpowiedz Link Zgłoś
arges Re: "metro-" czy raczej "nekro-"? ;-) 19.11.05, 20:38 Uuu... Widzę, że Ojczulek się uaktywnił na Forum. :) Oczywiście, że miało być "nekropolia", a nie "metropolia", podobnie jak "ruina", a nie "róina". Robię błędy z powodu dysfunkcji... Proszę o wyrozumiałość. :D Odpowiedz Link Zgłoś
arges Sztuka urkaińska. 03.12.05, 15:48 leopolis.org.ua/leopolis/external/main/go/leo_home Odpowiedz Link Zgłoś
arges "Reprezentacja Przemysla" we Frankfurcie nad Menem 03.12.05, 15:54 Otwarcie wystawy „Pod Twoją Obronę – Ikony z polskich Karpat” we Frankfurcie nad Menem. www.archidiecezja-gr.opoka.org.pl/ Odpowiedz Link Zgłoś
arges Uspennja 16.12.05, 00:31 Pytanie do Ojca Diakona Piotra: Czy UCGK w święto Zaśniecia Bogurodzicy stosuje podczas Liturgii "całun" - "płaszczanicę" Bogurodzicy??? Z góry diękuję za odpowiedź. Odpowiedz Link Zgłoś
arges Про Філіокв 20.12.05, 09:00 www.ugcc.org.ua/ukr/question/bohoslov/article;2734/ Odpowiedz Link Zgłoś
arges 200 grekokatolików zagraża "prawosałwnej" Odessie. 20.12.05, 09:33 Одесса, 15 декабря 2005 г. Несмотря на протесты православной общественности города, греко-католики настаивают на выделении земельного участка под строительство своего храма. С целью добиться от местных властей такого решения Одессу посетил глава УГКЦ Любомир Гузар, сообщает пресс-служба Украинской Православной Церкви. Он встретился с мэром Эдуардом Гурвицом, которому и поведал о своей просьбе. Чтобы просьба звучала весомее, Гузар освятил первую в городе униатскую часовню. Напомним, что в Одессе проживает «огромное» количество греко-католиков – 200 человек. Za:www.pravoslavie.ru/news/051215141100 www.ugcc.org.ua/ukr/press-releases/article;2694/ www.ugcc.org.ua/ukr/press-releases/article;2706/ Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: darino wielki wstrząs :))) IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 20.12.05, 12:17 No cóż, brak tolerancji religijnej - znowu pojawią się oskarżenia o ekspansję Rzymu ... Odpowiedz Link Zgłoś
arges Halicz - Krylos 20.01.06, 20:28 www.ugcc.org.ua/ukr/press-releases/article;2857/ www.ugcc.org.ua/ukr/library/foto/halych/ tvp.pl/400,20060119292816.strona Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: jaaa hmmmmmm IP: *.3web.net 25.01.06, 05:53 www.rzeczpospolita.pl/gazeta/wydanie_060119/publicystyka/publicystyka_a_9.html Odpowiedz Link Zgłoś
arges Krzywy dziubek Kazia... 25.01.06, 10:40 Telefon do metropolity - To wielki nietakt. Ukraińcy są tym rozgoryczeni i zbulwersowani - nie kryje zdenerwowania arcybiskup Jan Martyniak, urzędujący w Przemyślu zwierzchnik Kościoła greckokatolickiego w Polsce. We wtorek premier Kazimierz Marcinkiewicz w drodze ze Słowacji zatrzymał się w Przemyślu. Miał się spotkać (osobno) z przewodniczącym episkopatu, metropolitą przemyskim abp. Józefem Michalikiem i abp. Janem Martyniakiem, metropolitą diecezji przemysko-warszawskiej obrzędu ukraińsko-bizantyjskiego. Arcybiskup Martyniak dostał w tej sprawie dwa telefony: ma czekać, premier odwiedzi go wieczorem. Metropolita czekał kilka godzin - na próżno. - Cieszyłem się, bo rodzinę Marcinkiewiczów znam dobrze z Gorzowa. W latach 70. byłem tam proboszczem w jednej z parafii. Kaziu był u mnie ministrantem - wspomina metropolita. Doradca premiera Marian Przeździecki, który przygotowywał wizytę, jest zaskoczony: - Nic nie wiem o takim spotkaniu. Być może było to załatwiane na szczeblu lokalnym? Ewa Leniart, dyrektor gabinetu wojewody podkarpackiego, twierdzi, że służby podległe wojewodzie nie umawiały premiera na wizytę: - Nie mamy nawet takich kompetencji. Wczoraj Marian Przeździecki ustalił, że rzeczywiście ktoś umawiał Kazimierza Marcinkiewicza z arcybiskupem, ale premier nic o tym nie wiedział. - My jesteśmy odrębnym obrządkiem katolickim. Premier nie ma obowiązku się ze mną spotykać, ale skoro spotkanie było umówione, to jakieś zasady obowiązują - mówi rozgoryczony arcybiskup. Jest tym bardziej oburzony, że wcześniej premier znalazł czas i w Białymstoku spotkał się z wyznawcami prawosławia, a w Przemyślu nie miał choćby minuty na spotkanie z grekokatolikami. Metropolita Jan Martyniak napisał wczoraj pismo do premiera z prośbą o wyjaśnienie sytuacji. Odpowiedz Link Zgłoś
rychu_z_przemysla Re: Krzywy dziubek Kazia... 25.01.06, 11:07 Kaziu byłeś ministrantem u późniejszego JE, a teraz się nie spotkałeś. Oj Kazik masz minus... Odpowiedz Link Zgłoś
diakon.piotr.ukgk Re: Krzywy dziubek Kazia... 26.01.06, 01:52 rychu_z_przemysla napisał: > Kaziu byłeś ministrantem u późniejszego JE, a teraz się nie spotkałeś. > Oj Kazik masz minus... Wiemy, że był ministrantem, ale nie wiemy, jakim. Może kiepskim i bał się ponownego spotkania z dawnym - w międzyczasie wysoko awansowanym w hierarchii - duszpasterzem? ;-))) Na poważnie: cała ta historia może, jeśli podejść do niej odpowiednio, zostać wykorzystana do naprawienia przez władze dotychczasowych zaniedbań w dziedzinie dostrzegania Kościoła gr.kat. Nb. co nieco zaczęło się akurat w tej kwestii zmieniać (jeszcze przed incydentem przemyskim) - chodzi o zwiększenie liczby (re)transmisji liturgicznych. Szkoda tylko, że jednocześnie obcięto programy prawosławne, wyjaśniając prawosławnym, że to m.in. z powodu grekokatolików... Odpowiedz Link Zgłoś
piotrzr Ksiądz Antin Nowolski 21.06.06, 19:07 tygodnik.onet.pl/0,1159520,druk.html Requiem dla Antina Nawolskiego Jeśli chcecie mieć własną niezależną Ukrainę, musicie ją wywalczyć własną krwią, a nie krwią Żydów, jak uczą was Niemcy Dla mieszkańców Tłustego ks. Antin Nawolski jest nadal kimś wyjątkowym. Jednak w ukraińskich opowieściach o nim Żydzi i Polacy - dawni współmieszkańcy tego miasteczka - są niemal nieobecni. Tak jak i cały prawdziwy przebieg dramatycznych lipcowych dni 1941 r. w tej części obecnej Ukrainy. Tłuste, podolskie miasteczko przy trasie Czortków-Zaleszczyki z pięcioma tysiącami mieszkańców, robi dziś wrażenie smutnego i zapuszczonego. Tu nikt się przez przypadek nie zatrzyma. Nie ma powabnych zabytków ani bazy noclegowej. Trudno sobie wyobrazić, że kiedyś było inaczej. Trzy narody Pierwsze wzmianka o Tłustem (nazwa wywodzi się prawdopodobnie od ruskiego bojara Wiaczesława Towstego) pochodzi z 1414 r.; w XV w. zbudowano tu zamek, po którym nie ma śladu. Prawa miejskie Tłuste otrzymało w 1548 r. Pod koniec XVII w. Podole na kilkanaście lat znalazło się pod panowaniem tureckim. Po wyparciu Turków zaczęto odbudowę i z tego okresu pochodzi pierwsza wiadomość o miejscowej cerkwi (1700 r.) i erygowaniu parafii rzymsko-katolickiej (1717 r.). W XVIII w. w Tłustem i okolicy zjawili się osadnicy żydowscy; w 1734 r. zawitał tu twórca chasydyzmu Izrael Ben Eliezer, znany jako Baal-Szem-Tow. Po I rozbiorze Polski (1772 r.) Tłuste znalazło się we władaniu Austrii. Na początku XX w. mieszkało tu 3778 osób, z czego 2 tys. stanowili wyznawcy religii mojżeszowej. O połowę mniej było grekokatolików; a rzymskich katolików niewiele ponad czterystu. Grekokatolicy mówili po ukraińsku, reszta posługiwała się językiem polskim. Miasteczko było siedzibą sądu powiatowego, miało urząd podatkowy, pocztę, stację kolejową, posterunek żandarmerii. Obok szkoły państwowej funkcjonowała prywatna szkoła żydowska barona Hirsza. Polski Dom Ludowy sąsiadował z ukraińskim Narodnyj Dimem. Krajobrazu dopełniały ukraińska cerkiew, polski kościół i żydowska synagoga. Kolejny etap w historii miasta otworzyło powstanie Zachodnioukraińskiej Republiki Ludowej 1 listopada 1918 r. Państwowość ta przetrwała 9 miesięcy, po czym padła pod ciosami nacierających Polaków; Tłuste znalazło się w II Rzeczpospolitej. W 1932 r. w mieście mieszkało już 1400 Polaków. Polscy chłopi mieli Kółko Rolnicze, a młodzież “Strzelca”. Miejscowi Żydzi dominowali w rzemiośle i handlu. Niewiele jest relacji o życiu w międzywojennym Tłustem, trudno więc powiedzieć, jak układały się stosunki między grupami narodowymi. Z informacji pośrednich wynika, że nadspodziewanie dobrze. Wiadomo, że w Dwudziestolecie międzywojenne Ukraińcy - polscy obywatele - wkraczali z poczuciem klęski, ale jako już przebudzony naród, którego domeną stała się praca organiczna. W Tłustem szczególnie dynamicznie rozwijała się ukraińska spółdzielczość i towarzystwo kredytowe, działały organizacje rolnicze, kobiece i młodzieżowe. Na fotografii uczestników kursu rolniczego z 1938 r. na tle dużego, murowanego budynku siedzą starsi, nobliwi mężczyźni, za nimi stoją młodsi. Pośrodku siedzi greckokatolicki ks. Antin Nawolski. Inna droga Antina Przyszły proboszcz tłusteckiej parafii grecko-katolickiej urodził się we wsi Zozulińce w powiecie zaleszczyckim w 1894 r. Rodzice należeli do zamożnych gospodarzy: mieli 20 morgów, kilka par koni, motorową młockarnię. Antin miał siedmioro rodzeństwa. Spośród nich w rodzinnej wsi został tylko jeden z braci, który przejął gospodarstwo; czwórka rodzeństwa wyjechała do Kanady, kolejny brat zamieszkał w Wiedniu, a ostatni przepadł w zawierusze I wojny światowej. Po ukończeniu gimnazjum w Kicmaniu, Antin rozpoczął studia weterynarii na Uniwersytecie Lwowskim. Wybuch wojny przekreślił jego plany: w 1914 r. zmobilizowano go do armii austriackiej. Przeżył wojnę. 1 listopada 1918 r. stacjonował we Lwowie - i natychmiast wstąpił w szeregi Ukraińskiej Armii Galicyjskiej; był podobno sotnykiem (dowódcą kompanii - red.). W czasie walk ulicznych z Polakami został ranny. Rodzinna legenda głosi, że przed śmiercią z rąk polskiego żołnierza uratowała go nieznajoma kobieta, która zaczęła zaklinać Polaka, by nie dobijał rannego. Według Darii Tuczapskiej, bratanicy Nawolskiego, wzięty do niewoli stryj po szpitalnym leczeniu trafił do obozu jenieckiego w Tucholi - i do domu rodzinnego w Zozulińcach wrócił dopiero w 1922 r. Przez jakiś czas musiał systematycznie meldować się na posterunku policji, czasami policjanci przychodzili do rodziców. Wizyty szczególnie boleśnie przeżywał ojciec: stateczny gospodarz wstydził się, że jego dom nachodzi policja, jak gdyby Nawolscy byli przestępcami. U progu lat 20. Antin Nawolski mógł związać się, jak wielu byłych ukraińskich wojskowych, z radykalnymi grupami konspiracyjnymi. Wybrał inną drogę: wstąpił do greckokatolickiego seminarium duchownego w Stanisławowie (obecnie Iwano-Frankiwsk). Stanisławowska diecezja była wyjątkowa na mapie Kościoła greckokatolickiego w II Rzeczypospolitej. Jej głową był biskup Hryhorij Chomyszyn (1867-1947), zwolennik latynizacji Cerkwi greckokatolickiej i porozumienia z Polakami. Biskup wprowadzał w diecezji “łacińskie” zwyczaje, np. celibat księży, obcy wschodniej tradycji. W ten sposób Antin Nawolski został bezżennym księdzem. Święcenia przyjął z rąk swego ordynariusza w 1930 r. i wkrótce objął parafię w Tłustem. Pierwszym zadaniem nowego proboszcza było dokończenie murowanej cerkwi (budowę rozpoczął ks. Teodozij Kurpiak w 1912 r., według projektu znanego architekta lwowskiego, prof. Jana Sasa-Zubrzyckiego), ale starczało mu jeszcze czasu na aktywność społeczną. Szybko nawiązał dobre stosunki z miejscowymi Żydami (mówił swobodnie w jidysz) i Polakami. Dobrą tradycją Tłustego stało się wspólne z katolikami obrządku łacińskiego obchodzenie święta Jordanu 6 stycznia. Jedyne takie miejsce Już wkrótce ks. Nawolskiego, podobnie jak i księży rzymskokatolickich, czekała próba: pierwsza okupacja sowiecka (wrzesień 1939 - czerwiec 1941). Początkowo władze sowieckie wymierzyły ostrze represji w Polaków, ale z upływem czasu zaczęły one zataczać coraz szersze kręgi. Najbardziej narażeni byli księża. Ostatnie miesiące władzy sowieckiej ks. Nawolski podobno spędził w ukryciu (informacji tych nie potwierdza jednak rodzina duchownego). Wybuch wojny niemiecko-sowieckiej mieszkańcy okupowanych przez Sowiety terytoriów przyjęli z ulgą, a duża część Ukraińców - z nadzieją na stworzenie własnego państwa. W wielu miejscowościach Niemców witano chlebem i solą, zdarzały się procesje z chorągwiami na wejście żołnierzy niemieckich. Wiadomo, że i w Tłustem Ukraińcy zorganizowali powitanie Niemców. - Ojciec Nawolski z chorągwiami na powitanie Niemców nie szedł - mówi zdecydowanie Daria Tuczapska. - Stryjcio od razu mówił, że ta nowa okupacja nie będzie lepsza od poprzedniej. - Stryj uważał, że nie ma powodu do świętowania i nie będzie witał okupantów - opowiada Maria Sołtysiuk. - Ale byli tacy, którzy witali Niemców. Pamiętam piękną dziewczynę: dali jej bukiet kwiatów, by wręczyła go Niemcom, zrobili zdjęcie, a gdy znowu przyszli Sowieci, ją pierwszą aresztowano. Wkrótce też w okolicach Tłustego doszło do pogromów. W ciągu paru dni zabito Żydów w 22 wsiach (jedyną większą wsią, gdzie nie doszło do mordów, były Werwolińce). Dla Tłustego najbardziej dramatyczna była noc z 6 na 7 lipca, kiedy zaczęły dochodzić wieści, że Ukraińcy z okolicznych wiosek chcą urządzić pogrom także w miasteczku. Jeden z tłusteckich Żydów, Berl Glik, wspominał, że ks. Nawolski “rozstawił na drogach prowadzących do miasta miejscowych Ukraińców, na których miał wpływ i nie wpuścili oni morderców do miasteczka”. Glik wspomina, że przez cały dzień 7 lipca ks. Nawolski krążył po miasteczku i do Odpowiedz Link Zgłoś
piotrzr Re: Ksiądz Antin Nowolski 21.06.06, 19:08 Jeden z tłusteckich Żydów, Berl Glik, wspominał, że ks. Nawolski “rozstawił na drogach prowadzących do miasta miejscowych Ukraińców, na których miał wpływ i nie wpuścili oni morderców do miasteczka”. Glik wspomina, że przez cały dzień 7 lipca ks. Nawolski krążył po miasteczku i dodawał otuchy żydowskim sąsiadom. Dzięki niemu Tłuste było jedyną w promieniu wielu kilometrów (a może jedyną takiej wielkości) miejscowością w dawnym województwie tarnopolskim, gdzie latem 1941 nie doszło do pogromów. 12 lipca, w święto Piotra i Pawła (według wschodniego kalendarza), ks. Nawolski z ambony napominał parafian: “Jeśli chcecie rzeczywiście mieć własną niezależną Ukrainę, musicie ją wywalczyć własną krwią, a nie krwią Żydów, jak uczą was Niemcy”. Bratanice księdza - Daria Tuczapska i Maria Sołtysiuk - uzupełniają, że stryj ostrzegał wiernych, że jeżeli splamią się krwią bezbronnych, to nie mają po co przychodzić do cerkwi. Równie bezkompromisową postawę prezentował rzymskokatolicki proboszcz Tłustego ks. Stanisław Szkodziński. Glik relacjonuje: “Podobnie postępował polski ksiądz w Tłustem. Także on zawsze przestrzegał Polaków, aby nie ważyli się plamić swoich rąk żydowską krwią i nie śmieli naruszać żydowskiego dobytku. Dzięki niemu Polacy w Tłustem, tak jak Ukraińcy, przez cały czas niemieckiej okupacji żadnego zła Żydom nie uczynili”. Po wkroczeniu Niemców zaczęła się też w Galicji akcja sypania tzw. kurhanów chwały, z inicjatywy Organizacji Ukraińskich Nacjonalistów. Kost’ Pankiwśkyj notuje, że cieszyła się niezwykłą popularnością: “Zachwyt bezkrytyczny ludzi, szczególnie młodzieży (...) sypaniem kurhanów, był nadzwyczajny. Zdaje się, że nie było w Galicji wsi, w której nie usypano by takiego kurhanu”. “Także w Tłustem - opowiada Glik - usypano taki kopiec, ale ksiądz Nawolski odmówił jego poświęcenia. I tak w całej okolicy tylko jedyny kopiec w Tłustem nie został poświęcony”. Wkrótce miejsce Niemców w Tłustem zajęli Węgrzy (stacjonowali w mieście do końca sierpnia 1941), którzy zachowywali się jak soldateska: swoje konie wprowadzili do wielkiego bejt ha-midraszu i przedsionka synagogi. I znów pojawia się ks. Nawolski. Interweniuje, by Węgrzy usunęli konie ze świątyni. Bez rezultatu. Krew nie wsiąkała Lato 1941 było początkiem końca czterowiekowej obecności Żydów na Podolu. Nim jednak nieszczęście dotknęło tłusteckich Żydów, byli oni świadkami dramatu Żydów węgierskich. 1 sierpnia 1941 r. ciężarówkami przywieziono do miasta 2 tys. Żydów z Węgier i Karpat. Po tygodniu w mieście było już 6 tys. Żydów. Nie mieli dachu nad głową (w 1931 r. w miasteczku były 562 domy) ani co jeść. Miejscowi Żydzi starali się im pomóc: naprędce utworzono Komitet Opieki Nad Uchodźcami. Jego członkowie zbierali pieniądze na mąkę, a piekarz bezpłatnie piekł chleb. Po trzech tygodniach miejscowa komendantura zaczęła zmuszać uchodźców do opuszczania Tłustego. Wkrótce przybysze udali się w stronę przedwojennej granicy polsko-sowieckiej. Wszyscy zostali rozstrzelani w Kamieńcu Podolskim. Kilka dni po święcie Jom Kipur w 1941 r. z Czortkowa do Tłustego przyjechali gestapowcy i nakazali zorganizowanie Judenratu (rady żydowskiej). Pierwszym poleceniem, które przyszło wykonać Judenratowi (prezesował mu Jakub Fel), było zebranie wśród Żydów kosztowności i materiałów włókienniczych. Po kilku miesiącach względnego spokoju jesienią 1942 do Tłustego zaczęły nadchodzić wieści o mordach, dokonywanych przez Niemców i ukraińską policję. Żydzi ginęli w Horodence, Kołomyi, Zaleszczykach, Borszczowie. W Tłustem pierwsza duża akcja antyżydowska zaczęła się 5 października 1942 r.: zamordowano ponad sto osób, 900 wysłano do obozu zagłady w Bełżcu. W tym pierwszym transporcie pojechał rabin Tłustego reb Szmul (Aba Badorower) z żoną, synem i córką. Wkrótce nadeszła wieść, że większość galicyjskich miasteczek ma być judenrein (“wolna od Żydów”). Miano wyznaczyć tylko kilka miejscowości, gdzie Żydzi będą mieli prawo mieszkać. Na listę trafiły Kopyczyńce, Borszczów i Buczacz. Niemcy wahali się, czy dopisać Tłuste czy Jezierzany. Dzięki łapówkom (nikt nie chciał iść na poniewierkę) dopisali Tłuste. Do miasta, jak po wybuchu wojny niemiecko-sowieckiej, zaczęli więc masowo zjeżdżać Żydzi. Po tygodniu było ich 8 tys. Aby nie prowokować Niemców, w sprawozdaniach zaniżono liczbę przybyszów o jedną trzecią. W efekcie aprowizacja od początku była dramatycznie niewystarczająca: miasteczko nie było w stanie ani ukryć, ani wyżywić takiej masy ludzkiej. Żydzi szukali pomocy w okolicznych wsiach. Pomijając fakt, że nie wszyscy chłopi byli skłonni pomagać, to i u niosących pomoc brakowało już miejsca. “W toku rozmowy dowiedzieliśmy się, że na strychu w stajni [gospodarz] też ma jednego Żyda, który tylko przez dzień zostaje, że u sąsiada też są Żydzi, w wiosce jest ich więcej, a w lesie oddalonym o kilkaset metrów jest ich bardzo dużo i często w nocy przychodzą do wsi coś sobie ugotować albo kupić. Jednym słowem, okolica zadżumiona tak, że boją się obławy w tych stronach” - notował Baruch Milch, od 1940 r. lekarz w Tłustem (który po zagładzie Żydów zgromadzonych w mieście ukryje się u polskiej rodziny na wsi w okolicach Tłustego). Odpowiedz Link Zgłoś
piotrzr męczennicy podlascy 27.06.06, 15:22 www.kostomloty-parafia-unicka.siedlce.opoka.org.pl/blogoslawieni.htm W Kostomłotach doznają szczególnej czci Uniccy Męczennicy, bo oni są nie tylko męczennikami za jedność Kościoła Chrystusowego, ale i za swój obrządek. Gdyby zmienili obrządek grecki na łaciński, nie spotkałoby ich prześladowanie ze strony władz carskich. 12 lipca 1998 r. miało miejsce uroczyste sprowadzenie do Kostomłot pokaźnej części czcigodnych relikwii męczenników. Ceremoniom przewodniczył ks. kard. Józef Glemp, ordynariusz Unitów Podlaskich. BŁOGOSŁAWIENI WINCENTY LEWONIUK I 12 TOWARZYSZY byli katolikami Kościoła unickiego, któremu dała początek Unia Brzeska w 1596 roku. Unia ta doprowadziła do zjednoczenia Kościoła prawosławnego na terenach Rzeczypospolitej z Kościołem rzymsko-katolickim i widzialną Głową Kościoła – Papieżem. Wyznawcy tego Kościoła katolickiego nazywani są powszechnie unitami lub greko-katolikami. Wincenty Lewoniuk i 12 Towarzyszy byli unitami, prostymi wieśniakami z Podlasia. Zasłynęli niezwykłym męstwem wiary podczas prześladowania Kościoła katolickiego przez Rosję carską w okresie rozbiorów Polski. Prześladowanie rosyjskie było wyjątkowo krwawe i dobrze zorganizowane. Carowie rosyjscy zaczynali likwidację Kościoła katolickiego od zniszczenia Kościoła unickiego i czynili to stopniowo. W roku 1794 Katarzyna II zlikwidowała Kościół unicki na Ukrainie. W roku 1839 car Mikołaj I dokonał urzędowej likwidacji Kościoła unickiego na Białorusi i Litwie. Była to wprowadzona w życie stara zasada „cuius regio eius religio” - czyja władza tego religia. Rosja słusznie obawiała się, że Kościół katolicki stoi na przeszkodzie rusyfikacji i zniewolenia człowieka, tak znamiennych dla jej rządów. W drugiej połowie XIX wieku na terenach zajętych przez Rosję Kościół unicki istniał już tylko w diecezji chełmskiej, w Królestwie Polskim. Administracja carska zaplanowała likwidację tego Kościoła i car Aleksander II program ów podpisał. W styczniu 1874 roku miały wejść w życie obrzędy prawosławne do liturgii w świątyniach unickich i przyjęcie ich przez wiernych rząd rosyjski uznawał za przystąpienie parafii do prawosławia. Wcześniej już rząd usunął biskupa i kapłanów, którzy nie zgadzali się na reformy prowadzące do zerwania jedności z Kościołem. Za swoją wierność zapłacili oni zsyłkami na Sybir, więzieniem lub usunięciem z parafii. Wierni świeccy, pozbawieni pasterzy, sami ofiarnie bronili swojego Kościoła, jego liturgii i jedności z Ojcem Świętym, często nawet za cenę życia. 24 stycznia 1874 roku do Pratulina przybyło wojsko. Unici wiedzieli, że obrona świątyni może ich kosztować ofiarę z życia. Szli do Kościoła, aby bronić wiary i byli gotowi na wszystko. Żegnali się z bliskimi w rodzinach, ubierali się odświętnie, ponieważ, jak mówili, szło o najświętsze sprawy. Nie mogąc nakłonić unitów do rozejścia się ani groźbami, ani obietnicami łask carskich, dowódca dał rozkaz strzelania do zebranych. Widząc, że wojsko ma carski nakaz zabijania stawiających opór, unici poklękali na cmentarzu świątynnym i śpiewem przygotowywali się do złożenia życia w ofierze za wiarę. Umierali pełni pokoju, z modlitwą na ustach, nie złorzeczyli prześladowcom, gdyż jak mówili „słodko jest umierać za wiarę”. Przy świątyni w Pratulinie 24 stycznia 1874 roku poniosło śmierć za wiarę i jedność Kościoła 13 unitów: Wincenty Lewoniuk, lat 25, żonaty, z Woroblina. Był człowiekiem pobożnym i cieszył się uznaniem u ludzi. Jako pierwszy oddał życie w obronie świątyni. Daniel Karmasz, lat 48, żonaty, z Łęgów. Syn jego mówił, że ojciec był człowiekiem religijnym. Jako przewodniczący bractwa podczas obrony kościoła stanął na czele z krzyżem, który do dzisiaj jest przechowywany w Pratulinie. Łukasz Bojko, lat 22, kawaler, z Łęgów. Brat zaświadczył, że Łukasz był człowiekiem szlachetnym, religijnym i cieszył się dobrą opinią wśród ludzi. W czasie obrony świątyni bił w dzwony. Konstanty Bojko, lat 49, żonaty, z Zaczopek. Był ubogim rolnikiem i sprawiedliwym człowiekiem. Konstanty Łukaszuk, lat 45, żonaty, z Zaczopek. Był sprawiedliwym i uczciwym człowiekiem, szanowanym przez ludzi. W wyniku otrzymanych ran zmarł dnia następnego zostawiając żonę i siedmioro dzieci. Bartłomiej Osypiuk, lat 30, z Bohukał. Był żonaty z Natalią i miał dwoje dzieci. Cieszył się szacunkiem, ponieważ był uczciwy, roztropny i pobożny. Śmiertelnie ranionego przewieziono go do domu, gdzie zmarł modląc się za prześladowców. Anicet Hryciuk, lat 19, kawaler, z Zaczopek. Był młodzieńcem dobrym, pobożnym i kochającym Kościół. Idąc do Pratulina z żywnością dla obrońców powiedział do matki: „Może i ja będę godny, że mnie zabiją za wiarę”. Zginął przy świątyni 24 stycznia w godzinach popołudniowych. Filip Kiryluk, lat 44, żonaty, z Zaczopek. Wnuk zaświadczył, że miał opinię troskliwego ojca, dobrego i pobożnego człowieka. Zachęcał innych do wytrwania przy świątyni i sam oddał życie za wiarę. Ignacy Frańczuk, lat 50, z Derła. Był żonaty z Heleną i miał siedmioro dzieci. Syn mówił, że ojciec starał się wychowywać dzieci w bojaźni Bożej. Wierność Bogu przedkładał nad wszystko. Idąc do Pratulina założył odświętne ubranie i ze wszystkimi się pożegnał, przeczuwając, że już nie wróci. Po śmierci Daniela podniósł krzyż i stanął na czele broniących świątyni. Jan Andrzejuk, lat 26, z Derła. Ożeniony z Mariną, wychowywał dwóch synów. Uważany był za człowieka bardzo dobrego i roztropnego. Pełnił funkcję kantora w parafii. Odchodząc do Pratulina żegnał się ze wszystkimi, jakby to miało być ostatnie pożegnanie. Ciężko ranny przy kościele został przewieziony do domu, gdzie niebawem zasnął w Panu. Maksym Gawryluk, lat 34, z Derła. Był żonaty z Dominiką. Cieszył się opinią dobrego i uczciwego człowieka. Ciężko ranny przy świątyni umarł w domu dnia następnego. Onufry Wasyluk, lat 21, z Zaczopek. Był praktykującym katolikiem, uczciwym i szanowanym w miejscowości człowiekiem. Michał Wawryszuk, lat 21, z Derła. Pracował w majątku Pawła Pikuły w Derle. Cieszył się dobrą opinią. Ciężko ranny przy kościele, zmarł następnego dnia w Derle. Odpowiedz Link Zgłoś
arges Na Iwana... 02.07.06, 21:16 ХРАМОВИЙ ПРАЗНИХ У ПЕРЕМИШЛІ - ЮВІЛЕЙНІ СВЯТКУВАННЯ Ювілейні святкування 10 -ліття утворення Перемисько-Варшавської Митрополії та 15 - ліття відновлення Перемиської єпархії в день кафедрального свята Різдва Святого Івана Хрестителя у Перемишлі. У святкуваннях передбачується участь достойних гостей: - Префекта Гонгрегації Східних Церков IGNACE MOUSSA Card. DAOUD - Апостольського Нунція Архієпископа Юзефа Ковальчика - Блаженнішого Любомира Кардинала Гузара - Главу УГКЦ - Архієпископа Юзефа Міхаліка Митрополита Перемиського Римокатолицької Церкви, голову Конференції Єпископату Польщі. - Єпископів з України Програма: 2006-07.06 (Четвер) Ювілейний Концерт в Українському Народному Домі у виконані «Капели бандуристів Золоті Струни» (Торонто, Канада) 2006-07-07(П’ятниця) 10.00 год. Божественна Архієрейська Літургія!!! З нагоди Ювілею в Соборі Святого Івана Хрестителя редакція БЛАГОВІСТ приготувала фотографічну виставку Храми Перемисько-Варшавської Архієпархії. Odpowiedz Link Zgłoś
mat120 Re: Ksiądz Antin Nowolski 27.04.07, 21:26 Ksiądz Nawolski to chlubna postać. Zdecydowanie odróżniał się od tej niemałej częsci grekokatolickiego kleru, która zapominając o Ewangelii, otwarcie nawoływała i uczestniczyła w niegodziwościach wobec bliźnich. forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=69&w=60852935&a=61443233 Odpowiedz Link Zgłoś
arges Zdjęcia z Iwana... 09.07.06, 19:40 www.archidiecezja-gr.opoka.org.pl/ www.kostomloty-parafia-unicka.siedlce.opoka.org.pl/kronika2006_2.htm Odpowiedz Link Zgłoś
piotrzr Horodło - 22.04.2007 21.04.07, 08:49 Za forum Podkarpacka u-Kraina i postem ks.dr Piotra : W najbliższą niedzielę, tj. 22 kwietnia 2007 r., w Horodle nad Bugiem (pow. hrubieszowski), miejscowości znanej przede wszystkim jako miejsce zawarcia unii polsko-litewskiej w 1413 r., odbędzie się niecodzienna uroczystość, na która w imieniu organizatorów serdecznie wszystkich chętnych zapraszam. Niemal dokładnie w 70. rocznicę poświęcenia tamtejszej cerkwi neounickiej przez ówczesnego wizytatora apostolskiego dla neounitów w II Rzeczypospolitej, bł. Mikołaja Czarneckiego (1884-1959), ikona Błogosławionego z jego relikwiami, przekazana horodelskiej parafii rzymskokatolickiej w czasie III spotkań transgranicznych w Korczminie (26.VIII.2006), zostanie uroczyście przeniesiona z kościoła parafialnego w Horodle do dawnej cerkwi, obecnie użytkowanej jako kościół filialny, ale odnowionej z zachowaniem wystroju wschodniego. Uroczystości rozpoczną się o 11.30 krótką modlitwą w kościele parafialnym (podominikańskim) pw. Matki Bożej Różańcowej i św. Jacka, po czym ikona z relikwiami bł. Mikołaja zostanie procesjonalnie przeniesiona do horodelskiej cerkwi. W cerkwi odprawiona zostanie Pontyfikalna Boska Liturgia św. Jana Chryzostoma, której przewodniczyć będzie Metropolita Przemysko-Warszawski Ukraińskiego Kościoła Greckokatolickiego, ks. arcybiskup Jan Martyniak. Proboszczem parafii rzymskokatolickiej i głównym organizatorem obchodów jest ks. kan. Henryk Krukowski, pierwszy polski kapłan rzymskokatolicki odznaczony przez Metropolitę Przemysko-Warszawskiego UKGK złotym krzyżem z ozdobami. O tym niezwykłym duchownym, nadanym mu odznaczeniu, zasługach ks. Krukowskiego w dziedzinie pielęgnowania tradycji wschodniochrześcijańskiej regionu i pojednania polsko-ukraińskiego przeczytać można w artykułach: www.kosciol.pl/article.php?story=20060604092539486 www.ekumenizm.pl/article.php?story=20060604092926603 Bł. Mikołaj Czarnecki urodził się 14 grudnia 1884 r. w Semakowcach (pow. Horodenka). Święcenia prezbiteratu przyjął w 1909 r. Po uzyskaniu w Rzymie doktoratu z teologii dogmatycznej został ojcem duchownym i profesorem greckokatolickiego seminarium diecezjalnego w Stanisławowie (ob. Iwano- Frankiwśk). W 1919 r. wstąpił do greckokatolickiej odnogi Zgromadzenia Najśw. Odkupiciela (redemptoryści). Jako hieromnich (kapłan-zakonnik) tego zgromadzenia brał udział w akcji neounijnej na Wołyniu, gdzie greckokatoliccy redemptoryści utworzyli ośrodek w Kowlu (1926). W 1931 r. o. Mikołaj Czarnecki został biskupem tytularnym Lebedo i wizytatorem apostolskim dla neounitów (katolików obrządku bizantyjsko-słowiańskiego w odmianie rosyjsko- synodalnej) w Rzeczypospolitej Polskiej. Pełniąc posługę wizytatora apostolskiego, 20 kwietnia 1937 r. poświęcił w Horodle nową drewnianą cerkiew, przeznaczoną dla administrowanej przez oo. bazylianów parafii neounickiej.Po 17 września 1939 r. Sługa Boży Andrzej Szeptycki, metropolita halicki, mianował biskupa Mikołaja egzarchą Wołynia, Podlasia i Polesia. Aresztowany wraz z innymi hierarchami greckokatolickimi z terenu Ukraińskiej SRR w dniu 11 kwietnia 1945 r., po brutalnym śledztwie i pokazowym procesie zesłany został do łagru. Zwolniony w kwietniu 1956 r. jako śmiertelnie chory i wyczerpany, powrócił do Lwowa, gdzie włączył się aktywnie w działalność podziemnego Kościoła greckokatolickiego, m.in. wyświęcił ponad 10 kapłanów. Zmarł we Lwowie 2 kwietnia 1959 r. w opinii świętości, a jego grób na Cmentarzu Łyczakowskim w sposób żywiołowy otoczony został szczególnym kultem przez pozostających w „katakumbach XX wieku” grekokatolików. Beatyfikowany przez Jana Pawła II podczas pielgrzymki na Ukrainę (Lwów, 27 czerwca 2001 r.). Na prośbę horodelskiego proboszcza, ks. Henryka Krukowskiego, ukraińska prowincja greckokatolickich redemptorystów przekazała dla parafii w Horodle cząstkę relikwii Błogosławionego, które umieszczone zostały w ramie specjalnie – i za darmo! – wykonanej dla tejże parafii ikony bł. Mikołaja. Twórcami ikony, a jednocześnie jej ofiarodawcami (w hołdzie dla postawy ks. Krukowskiego wobec grekokatolicyzmu i Ukraińców) są lwowscy artyści Lew i Andrzej Demianczukowie (ojciec i syn). Moment przekazania ikony ks. Krukowskiemu przez greckokatolickiego biskupa sokalskiego Michała Kowtuna uwieczniony został na stronie czasopisma „Lwiwśka Hazeta”, na zdjęciu ilustrującym obszerny reportaż pióra red. K. Czawahy : W najbliższą niedzielę, tj. 22 kwietnia 2007 r., w Horodle nad Bugiem (pow. hrubieszowski), miejscowości znanej przede wszystkim jako miejsce zawarcia unii polsko-litewskiej w 1413 r., odbędzie się niecodzienna uroczystość, na która w imieniu organizatorów serdecznie wszystkich chętnych zapraszam. Niemal dokładnie w 70. rocznicę poświęcenia tamtejszej cerkwi neounickiej przez ówczesnego wizytatora apostolskiego dla neounitów w II Rzeczypospolitej, bł. Mikołaja Czarneckiego (1884-1959), ikona Błogosławionego z jego relikwiami, przekazana horodelskiej parafii rzymskokatolickiej w czasie III spotkań transgranicznych w Korczminie (26.VIII.2006), zostanie uroczyście przeniesiona z kościoła parafialnego w Horodle do dawnej cerkwi, obecnie użytkowanej jako kościół filialny, ale odnowionej z zachowaniem wystroju wschodniego. Uroczystości rozpoczną się o 11.30 krótką modlitwą w kościele parafialnym (podominikańskim) pw. Matki Bożej Różańcowej i św. Jacka, po czym ikona z relikwiami bł. Mikołaja zostanie procesjonalnie przeniesiona do horodelskiej cerkwi. W cerkwi odprawiona zostanie Pontyfikalna Boska Liturgia św. Jana Chryzostoma, której przewodniczyć będzie Metropolita Przemysko-Warszawski Ukraińskiego Kościoła Greckokatolickiego, ks. arcybiskup Jan Martyniak. Proboszczem parafii rzymskokatolickiej i głównym organizatorem obchodów jest ks. kan. Henryk Krukowski, pierwszy polski kapłan rzymskokatolicki odznaczony przez Metropolitę Przemysko-Warszawskiego UKGK złotym krzyżem z ozdobami. O tym niezwykłym duchownym, nadanym mu odznaczeniu, zasługach ks. Krukowskiego w dziedzinie pielęgnowania tradycji wschodniochrześcijańskiej regionu i pojednania polsko-ukraińskiego przeczytać można w artykułach: www.kosciol.pl/article.php?story=20060604092539486 www.ekumenizm.pl/article.php?story=20060604092926603 Bł. Mikołaj Czarnecki urodził się 14 grudnia 1884 r. w Semakowcach (pow. Horodenka). Święcenia prezbiteratu przyjął w 1909 r. Po uzyskaniu w Rzymie doktoratu z teologii dogmatycznej został ojcem duchownym i profesorem greckokatolickiego seminarium diecezjalnego w Stanisławowie (ob. Iwano- Frankiwśk). W 1919 r. wstąpił do greckokatolickiej odnogi Zgromadzenia Najśw. Odkupiciela (redemptoryści). Jako hieromnich (kapłan-zakonnik) tego zgromadzenia brał udział w akcji neounijnej na Wołyniu, gdzie greckokatoliccy redemptoryści utworzyli ośrodek w Kowlu (1926). W 1931 r. o. Mikołaj Czarnecki został biskupem tytularnym Lebedo i wizytatorem apostolskim dla neounitów (katolików obrządku bizantyjsko-słowiańskiego w odmianie rosyjsko- synodalnej) w Rzeczypospolitej Polskiej. Pełniąc posługę wizytatora apostolskiego, 20 kwietnia 1937 r. poświęcił w Horodle nową drewnianą cerkiew, przeznaczoną dla administrowanej przez oo. bazylianów parafii neounickiej.Po 17 września 1939 r. Sługa Boży Andrzej Szeptycki, metropolita halicki, mianował biskupa Mikołaja egzarchą Wołynia, Podlasia i Polesia. Aresztowany wraz z innymi hierarchami greckokatolickimi z terenu Ukraińskiej SRR w dniu 11 kwietnia 1945 r., po brutalnym śledztwie i pokazowym procesie zesłany został do łagru. Zwolniony w kwietniu 1956 r. jako śmiertelnie chory i wyczerpany, powrócił do Lwowa, gdzie włączył się aktywnie w działalność podziemnego Kościoła greckokatolickiego, m.in. wyświęcił ponad 10 kapłanów. Zmarł we Lwowie 2 kwietnia 1959 r. w opinii świętości, a jego grób na Cmentarzu Łyczakowskim w sposób żywiołowy otoczony został szczególnym kultem przez pozostających w „katakumbach XX wieku” Odpowiedz Link Zgłoś
piotrzr Hierarchowie UGKC o Akcji Wisła 27.04.07, 13:32 Posłanie Władyki UGKC w Polsce z okazji 60 rocznicy Akcji Wisła. Prześwietni i wielebni Ojcowie czcigodni Zakonnicy i Zakonnice Drodzy Bracia i Siostry Chrystus zmartwychwstał Drodzy w Chrystusie Bracia i Siostry Równo sześćdziesiąt lat temu, 28 kwietnia 1947 roku o godz. 4.00 rano, rozpoczęła się akcja Wisła, w następstwie której 150 tysięcy Ukraińców – mieszkańców południowo-wschodnich województw, obywateli Polski – było wyrzuconych z ziem pradziadów i przemocą przeniesionych na zachodnie i północne ziemie powojennego państwa polskiego. Już w połowie kwietnia na posiedzeniu Państwowej Komisji Bezpieczeństwa postanowiono, że:”Ewakuacją będą objęte wszystkie odcienie narodowości ukraińskiej z Lemkami włącznie”. Przez wiele lat, jako bezpośrednią przyczynę akcji wysiedlania Ukraińców z ich ojczystych ziem komunistyczna propaganda podawała zabójstwo gen K.Swierczewskiego i walkę z oddziałami Ukraińskiej Powstańczej Armii. Dostępne obecnie dokumenty świadczą, że był to tylko haniebny pretekst, bowiem potrzeba wysiedlenia Ukraińców była już omawiana w listopadzie 1946 roku na posiedzeniu Ministerstwa Obrony Narodowej. Pod tą datą, w tajnym raporcie Wydziału Operacyjnego sztaby Generalnego Wojska Polskiego czytamy: ”Ponieważ ZSRR nie przyjmuje już tych ludzi na swe tereny, wydaje się rzeczą konieczną, aby przeprowadzić energiczną akcję przesiedleńczą tych ludzi, pojedynczymi rodzinami na tereny Ziem Odzyskanych, gdzie mogą się szybko asymilować” W czerwcu 1947 roku, już podczas trwania AW polskie media otwarcie pisały: „Akcja ta z jednej strony przyczyni się w pewnej mierze do ułatwienia zwalczania band UPA, z drugiej strony doprowadzi do całkowitego przyswojenia tego elementu przez dynamiczną polskość Ziem Odzyskanych” W dostępnych obecnie dokumentach archiwalnych znajdują się potwierdzenia, że naczelnym celem AW było „rozwiązanie problemu ukraińskiego” w powojennej Polsce, w tym całkowita asymilacja ukraińskiej społeczności w miejscach nowego pobytu. Wysiedleńcami AW, w przeważającej większości byli wieni-grekoktatolicy, mocno przywiązani do swojej cerkwi. Przemyscy biskupi – Błogosławiony Josefat Kocyłowski i Grzegorz Lakota już od 1946 roku buli więźniami sowieckich obozów koncentracyjnych i więzień. Nic wiec dziwnego, że uderzenie komunistycznego aparatu bezpieki było skierowane przeciwko narodowi ukraińskiemu i jego Cerkwi. Do dnia obecnego fizyczne odczuwamy szkody jakie przyniosly Cerkwi wysiedlenie przeprowadzone w 1947 roku. Sześćdziesiąt lat po tych tragicznych wydarzeniach, na przekór wszystkie zamierzenia systemu komunistycznego, mimo wszystko my istniejemy, organizujemy tą rocznice, opłakujemy ofiary AW, polecamy Bogu w modlitwach tych wszystkich, którzy spoczęli w Panu daleko od rodzinnych ziem, daleko od mogił swoich ojców i dziadów, w cudzej, nie swojej ziemi. Rozpatrujemy także szkody, jakie przyniosły naszemu narodowi, szczególniej naszej Cerkwi, brutalne wysiedlenia z rodzimych ziem. Chcemy obecnie zwrócić szczególną uwagę, Drodzy Bracia i Siostry na te szkody, których doznała nasza Cerkiew w następstwie niesprawiedliwych wysiedleń. Najważniejszą z nich z pewnością było zniszczenie naszej struktury cerkiewnej. W nowych granicach powojennej Polski znalazła się część biskupstwa przemyskiego i administracja Łemkowszczyzny – blisko 350 greckokatolickich parafii w których żyło w przybliżeniu 600 tysięcy wiernych. Duchową posługę świadczyło im 300 księży. Po aresztowaniach naszych biskupów w 1946 roku i wysiedlenie ponad 480 tysięcy ludzi na Ukrainę – w Polsce pozostawało jeszcze prawie 200 tysięcy Ukraińców. Obsługiwało ich 125 księży – świaszczenników . I chociaż wojna i pierwsze lata powojenne spowodowały wielkie zniszczenia w naszej Cerkwi – to wszystko jeszcze działało – Konsystorz, kapituła, seminaria, klasztory i parafie. Naród modlił się w cerkwiach. W 1947 roku Akcja Wisła brutalnie zniszczyła te ostatnie przejawy życia naszej Cerkwi i całą jej strukturę administracyjną. Wraz z przeprowadzeniem AW nasza Cerkiew utraciła cała swoją bazę materialną – wszystkie cerkwie (z przemyska katedrą włącznie), cmentarze, przemyskie seminarium duchowne, pałac biskupa przemyskiego, wszystkie bursy, szkoły i sierocińce, wszystkie domy parafialne, wszystkie klasztory, tysiące hektarów ziemi. Przepadły nie tylko budynki ale także cały historyczny, naukowy i artystyczny dorobek, przepadły archiwa i biblioteki. W jednym czasie nasza cerkiew utraciła swój ponad tysiącletni duchowy i materialny dorobek. Już formalnie 28 września 1949 roku, zgodnie z postanowieniami komunistycznych władz, na własność państwa przeszły wszystkie dobra greckokatolickiej Cerkwi oraz ukraińskich instytucji i organizacji. Najbardziej jednak bolących strat doświadczyli żywi ludzie – synowe i córki naszego narodu i cerkwi. Wyrwani od swoich Cerkwi, od rodzinnej ziemi, od swojej historii i duchowej spuścizny po przodkach. Zabroniono im modlić się w ojczystym obrządku, rozrzucono pomiędzy obcymi i przeznaczono do szybkiej i pełnej, bezwzględnej , religijnej i narodowościowej asymilizacji . I to było największym cierpieniem jakie przyszło doświadczyć wysiedleńcom w pierwszych latach po AW. Podobnej goryczy doświadczyli i nasi księża, którzy razem ze swoimi wiernymi podążyli na cudze ziemie. Część z nich znalazła się w polskim obozie koncentracyjnym Jaworzno. Wszystkim zabroniono służby Bożej w ojczystym obrządku. Oni nie mogli chrzcić, spowiadać ani chronić swoich wiernych. W okresie pierwszego dziesięciolecia po AW nie mogli odprawiać służby bożej dla wiernych, co było szczególnie bolesne podczas największych świąt cerkiewnych. Do lat 60-tych żadne seminarium duchowne nie przyjmowało greckokatolickich kandydatów na księży naszej Cerkwi. Bolącym było i to, że komunistyczna propaganda przyklejała naszemu wiernemu i bogobojnemu narodowi piętno złoczyńców i zrzucała na niego odpowiedzialność za tragedie ludzkie, które rozegrały się na Wołyniu, a z którymi nasi wierni z łemkowszczyzny, przemyslańszczyzny, Jarosławszczyzny i lubaczowszczyzny nie mieli nic wspólnego. Im samym przyszło wiele utracić, w tym swoich bliskich a w końcu zostali wygnani ze swoich ziem. W 1947 roku nasza Cerkiew znalazła się w tragicznych warunkach – bez biskupów, z garstką prześladowanych księży, bez żadnych praw, bez cerkwi, bez jakiegokolwiek materialnego zabezpieczenia. Naród został rozrzucony na ogromnym obszarze po kilka rodzin w poszczególnych miescowosciach, bez możliwości komunikowania się , bez prawa do swego obrzędu. Przeznaczeni na zatracenie, Wygnani , poniżeni obdarci z ludzkiej godności, duchowego i materialnego dorobku. I chociaż tak było aż do 1989 roku – nasza Cerkiew nie uległa komunistycznej przemocy, nie asymilowała się, nie przepadła, nie zamarła. Problem z Ukraińcami nie uzyskał ostatecznego rozwiązania nawet w latach 60- tych – jak tego chcieli inicjatorzy AW. Obecnie mamy swoją Metropolię, mamy dwóch swoich biskupów, w wiekszości młode duchowieństwo – księży, którzy urodzili się i wyrośli w naszych rodzinach. Mamy też duchowieństwo zakonne i oddanych ludzi, którzy nie poddali się uciskowi ,zawierzyli swojej Cerkwi i swojemu narodowi. Budujemy cerkwie i potrzebną strukturę aby na obczyźnie nie przestać być sobą. Jednakowoż mamy świadomość wielkich, osobliwie ludzkich strat, których doznała nasza Cerkiew i nasz naród w ciągu ostatnich 60 lat. Obecnie wspominamy tych, którzy odeszli, którzy się zagubili, przepadli, stracili nadzieję. Opłakujemy tych, którzy narodowościowo i religijnie się zasymilowali. Niemożliwe jest zliczyć ich zasymilowanych dzieci i wnuków. Trzeba też wspomnieć tych którzy wyjechali za granicę w poszukiwaniu wolności. W duchowym obszar Odpowiedz Link Zgłoś
piotrzr Re: Hierarchowie UGKC o Akcji Wisła 27.04.07, 13:32 Opłakujemy tych, którzy narodowościowo i religijnie się zasymilowali. Niemożliwe jest zliczyć ich zasymilowanych dzieci i wnuków. Trzeba też wspomnieć tych którzy wyjechali za granicę w poszukiwaniu wolności. W duchowym obszarze AW trwa do dnia dzisiejszego, do dnia dzisiejszego jesteśmy zmuszeni zmagać się z jej następstwami. Po sześciu dziesiątkach lat od przeprowadzenia AW podchodzimy już mniej emocjonalnie do tamtych wydarzeń, coraz mniej pomiędzy nami tych, którzy osobiście przeżyli wysiedlenia. Dla drugiego, trzeciego i czwartego pokolenia AW – to tylko historia . Ciężko nam zapomnieć, to co komunistyczna władza uczyniła w 1947 roku Ukraińcom -obywatelom polskim. Mamy jednak w pamięci akt wzajemnego przebaczenia i zwierzenia, który dokonali polscy i ukraińscy biskupi przez dwoma laty w Warszawie i Lwowie . Oczekujemy także, ze polski sejm – podobnie jak uczynił to senat RP w 1990 roku – ostatecznie osądzi AW by dać moralną i materialną rekompensatę swoim obywatelom, którzy byli zmuszeni porzucić ojczyste ziemie na Łemkowszczyźnie, przemyslańszczyźnie i Jarosławszczyźnie i lubaczowszczyźnie w 9147 roku. Zwracam się z gorącymi życzeniami do wszystkich naszych rodaków by byli nadal wiernymi cerkiewnym i narodowym tradycjom naszych ojców. Także tylko od nas samych zależy, abyśmy tu, na obczyźnie dalej istnieli jako Cerkiew, jako naród. Polecamy też głębokiej modlitwie wszystkich tych naszych księży, zakonników i zakonnice i wiernych – którzy nie zagubili się, nie stracili nadziei i nie przestali być sobą. Pamiętamy w modlitwie o tych wszystkich, którzy spoczęli daleko od swej ziemi ojczystej. Dla całego naszego narodu, który żyje w Polsce, dla całej naszej Cerkwi wypraszamy u Boga wszelkie błogosławieństwo, za wstawiennictwem Prześwietej Boharodycy. Błogosławieństwo Pańskie niech będzie z wami. Arcybiskup Iwan Martyniak Metropolita Przemysko-Warszawski Biskup Wolodymyr Juszczak Biskup Wrocławsko – Gdański Dano w Przemyślu i Wrocławiu, dnia 29 kwietnia 2007 roku Odpowiedz Link Zgłoś
mat120 Re: Hierarchowie UGKC o Akcji Wisła 27.04.07, 21:20 Dziwne posłanie. Ani słowa skruchy i potępienia dla tych, którzy mają największą zasługę w tej przeprowadzce. Dla tych,którzy często z błogosławieństwem tegoż Kościoła, dopuszczali się wobec bliźnich /również Ukraińców/ czynów będących zaprzeczeniem człowieczeństwa. Ani słowa o tym, że tylko pozostaniu w Polsce KG zawdzięcza swoje przetrwanie /na Ukrainie został zlikwidowany a wiernych hurtem nawrócono na prawosławie/. O naciąganiu historycznych faktów lepiej nie wspominać. Odpowiedz Link Zgłoś