Dodaj do ulubionych

Greckokatolickie zasady ekumenizmu

    • arges Nowy Metropolita Lwowski UCGK 15.11.05, 20:59
      www.ugcc.org.ua/ukr/press-releases/article;2543/
      • diakon.piotr.ukgk Arcybiskup, NIE Metropolita 19.11.05, 13:39
        arges napisał:

        > www.ugcc.org.ua/ukr/press-releases/article;2543/


        Jak skądinąd wynika (może niedość wyraźnie) z ww. linka, w związku z
        przeniesieniem stolicy Arcybiskupa Większego do Kijowa Lwów PRZESTAŁ BYĆ
        CENTRUM METROPOLII. Obecnie eparchia (diecezja) lwowska jest jedną z
        sufraganalnych ("szeregowych") eparchii Metropolii Kijowsko-Halickiej,
        która to metropolia jest na razie jedyną gr.kat. prowincją kościelną na
        Ukrainie.
        Biskup lwowski, ze względu na dotychczasową rangę miasta jako siedziby
        Arcybiskupa Większego, otrzymał honorowy tytuł arcybiskupa. Jest to sytuacja
        podobna do tej, w jakiej znajdowała się eparchia połocka w przedrozbiorowej
        metropolii kijowskiej.
        Nowego arcybiskupa znam osobiście od czasów końcówki podziemia, jest on
        przyjacielem rodziny i mogę zaświadczyć, że w sposób harmonijny łączy on
        głęboką religijność z dużym urokiem osobistym, charyzmatem naturalnego lidera
        i talentami administracyjnymi.
    • arges Wspólne modlitwy we Lwowie 15.11.05, 21:02
      1 listopada - dzień modlitw za ukraińskich i polskich żołnierzy na
      Łyczakowskiej Metropolii.

      www.ugcc.org.ua/ukr/press-releases/article;2503/
      • diakon.piotr.ukgk "metro-" czy raczej "nekro-"? ;-) 19.11.05, 13:41
        arges napisał:

        > 1 listopada - dzień modlitw za ukraińskich i polskich żołnierzy na
        > Łyczakowskiej Metropolii.

        Chyba raczej NEKROPOLII, z gr. "nekros" - martwy ("Christos anesti ek nekron" -
        "Chrystos woskrese iz metrwych") i "polis" - miasto.

        • arges Re: "metro-" czy raczej "nekro-"? ;-) 19.11.05, 20:38
          Uuu... Widzę, że Ojczulek się uaktywnił na Forum. :) Oczywiście, że miało
          być "nekropolia", a nie "metropolia", podobnie jak "ruina", a nie "róina".
          Robię błędy z powodu dysfunkcji... Proszę o wyrozumiałość. :D
    • arges Sztuka urkaińska. 03.12.05, 15:48
      leopolis.org.ua/leopolis/external/main/go/leo_home
    • arges "Reprezentacja Przemysla" we Frankfurcie nad Menem 03.12.05, 15:54


      Otwarcie wystawy „Pod Twoją Obronę – Ikony z polskich Karpat” we Frankfurcie
      nad Menem.


      www.archidiecezja-gr.opoka.org.pl/
    • arges Uspennja 16.12.05, 00:31
      Pytanie do Ojca Diakona Piotra:

      Czy UCGK w święto Zaśniecia Bogurodzicy stosuje podczas Liturgii "całun" -
      "płaszczanicę" Bogurodzicy???

      Z góry diękuję za odpowiedź.
    • arges Про Філіокв 20.12.05, 09:00
      www.ugcc.org.ua/ukr/question/bohoslov/article;2734/
      • arges ... 20.12.05, 09:00
        Znowu zjadło cyrylickie "e".
    • arges 200 grekokatolików zagraża "prawosałwnej" Odessie. 20.12.05, 09:33
      Одесса, 15 декабря 2005 г.

      Несмотря на протесты православной общественности города, греко-католики
      настаивают на выделении земельного участка под строительство своего храма. С
      целью добиться от местных властей такого решения Одессу посетил глава УГКЦ
      Любомир Гузар, сообщает пресс-служба Украинской Православной Церкви. Он
      встретился с мэром Эдуардом Гурвицом, которому и поведал о своей просьбе. Чтобы
      просьба звучала весомее, Гузар освятил первую в городе униатскую часовню.
      Напомним, что в Одессе проживает «огромное» количество греко-католиков – 200
      человек.

      Za:www.pravoslavie.ru/news/051215141100

      www.ugcc.org.ua/ukr/press-releases/article;2694/
      www.ugcc.org.ua/ukr/press-releases/article;2706/
      • Gość: darino wielki wstrząs :))) IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 20.12.05, 12:17
        No cóż, brak tolerancji religijnej - znowu pojawią się oskarżenia o ekspansję
        Rzymu ...
    • arges Halicz - Krylos 20.01.06, 20:28
      www.ugcc.org.ua/ukr/press-releases/article;2857/
      www.ugcc.org.ua/ukr/library/foto/halych/

      tvp.pl/400,20060119292816.strona
    • Gość: jaaa hmmmmmm IP: *.3web.net 25.01.06, 05:53
      www.rzeczpospolita.pl/gazeta/wydanie_060119/publicystyka/publicystyka_a_9.html
      • arges Krzywy dziubek Kazia... 25.01.06, 10:40
        Telefon do metropolity


        - To wielki nietakt. Ukraińcy są tym rozgoryczeni i zbulwersowani - nie kryje
        zdenerwowania arcybiskup Jan Martyniak, urzędujący w Przemyślu zwierzchnik
        Kościoła greckokatolickiego w Polsce.


        We wtorek premier Kazimierz Marcinkiewicz w drodze ze Słowacji zatrzymał się w
        Przemyślu. Miał się spotkać (osobno) z przewodniczącym episkopatu, metropolitą
        przemyskim abp. Józefem Michalikiem i abp. Janem Martyniakiem, metropolitą
        diecezji przemysko-warszawskiej obrzędu ukraińsko-bizantyjskiego. Arcybiskup
        Martyniak dostał w tej sprawie dwa telefony: ma czekać, premier odwiedzi go
        wieczorem. Metropolita czekał kilka godzin - na próżno. - Cieszyłem się, bo
        rodzinę Marcinkiewiczów znam dobrze z Gorzowa. W latach 70. byłem tam
        proboszczem w jednej z parafii. Kaziu był u mnie ministrantem - wspomina
        metropolita.

        Doradca premiera Marian Przeździecki, który przygotowywał wizytę, jest
        zaskoczony: - Nic nie wiem o takim spotkaniu. Być może było to załatwiane na
        szczeblu lokalnym?

        Ewa Leniart, dyrektor gabinetu wojewody podkarpackiego, twierdzi, że służby
        podległe wojewodzie nie umawiały premiera na wizytę: - Nie mamy nawet takich
        kompetencji.

        Wczoraj Marian Przeździecki ustalił, że rzeczywiście ktoś umawiał Kazimierza
        Marcinkiewicza z arcybiskupem, ale premier nic o tym nie wiedział.

        - My jesteśmy odrębnym obrządkiem katolickim. Premier nie ma obowiązku się ze
        mną spotykać, ale skoro spotkanie było umówione, to jakieś zasady obowiązują -
        mówi rozgoryczony arcybiskup.

        Jest tym bardziej oburzony, że wcześniej premier znalazł czas i w Białymstoku
        spotkał się z wyznawcami prawosławia, a w Przemyślu nie miał choćby minuty na
        spotkanie z grekokatolikami.

        Metropolita Jan Martyniak napisał wczoraj pismo do premiera z prośbą o
        wyjaśnienie sytuacji.
        • rychu_z_przemysla Re: Krzywy dziubek Kazia... 25.01.06, 11:07
          Kaziu byłeś ministrantem u późniejszego JE, a teraz się nie spotkałeś.
          Oj Kazik masz minus...
          • diakon.piotr.ukgk Re: Krzywy dziubek Kazia... 26.01.06, 01:52
            rychu_z_przemysla napisał:

            > Kaziu byłeś ministrantem u późniejszego JE, a teraz się nie spotkałeś.
            > Oj Kazik masz minus...

            Wiemy, że był ministrantem, ale nie wiemy, jakim. Może kiepskim i bał się
            ponownego spotkania z dawnym - w międzyczasie wysoko awansowanym w hierarchii -
            duszpasterzem? ;-)))

            Na poważnie: cała ta historia może, jeśli podejść do niej odpowiednio, zostać
            wykorzystana do naprawienia przez władze dotychczasowych zaniedbań w dziedzinie
            dostrzegania Kościoła gr.kat. Nb. co nieco zaczęło się akurat w tej kwestii
            zmieniać (jeszcze przed incydentem przemyskim) - chodzi o zwiększenie liczby
            (re)transmisji liturgicznych. Szkoda tylko, że jednocześnie obcięto programy
            prawosławne, wyjaśniając prawosławnym, że to m.in. z powodu grekokatolików...
            • piotrzr Ksiądz Antin Nowolski 21.06.06, 19:07
              tygodnik.onet.pl/0,1159520,druk.html
              Requiem dla Antina Nawolskiego

              Jeśli chcecie mieć własną niezależną Ukrainę, musicie ją wywalczyć własną krwią,
              a nie krwią Żydów, jak uczą was Niemcy

              Dla mieszkańców Tłustego ks. Antin Nawolski jest nadal kimś wyjątkowym. Jednak w
              ukraińskich opowieściach o nim Żydzi i Polacy - dawni współmieszkańcy tego
              miasteczka - są niemal nieobecni. Tak jak i cały prawdziwy przebieg
              dramatycznych lipcowych dni 1941 r. w tej części obecnej Ukrainy.

              Tłuste, podolskie miasteczko przy trasie Czortków-Zaleszczyki z pięcioma
              tysiącami mieszkańców, robi dziś wrażenie smutnego i zapuszczonego. Tu nikt się
              przez przypadek nie zatrzyma. Nie ma powabnych zabytków ani bazy noclegowej.

              Trudno sobie wyobrazić, że kiedyś było inaczej.

              Trzy narody

              Pierwsze wzmianka o Tłustem (nazwa wywodzi się prawdopodobnie od ruskiego bojara
              Wiaczesława Towstego) pochodzi z 1414 r.; w XV w. zbudowano tu zamek, po którym
              nie ma śladu. Prawa miejskie Tłuste otrzymało w 1548 r. Pod koniec XVII w.
              Podole na kilkanaście lat znalazło się pod panowaniem tureckim. Po wyparciu
              Turków zaczęto odbudowę i z tego okresu pochodzi pierwsza wiadomość o miejscowej
              cerkwi (1700 r.) i erygowaniu parafii rzymsko-katolickiej (1717 r.). W XVIII w.
              w Tłustem i okolicy zjawili się osadnicy żydowscy; w 1734 r. zawitał tu twórca
              chasydyzmu Izrael Ben Eliezer, znany jako Baal-Szem-Tow. Po I rozbiorze Polski
              (1772 r.) Tłuste znalazło się we władaniu Austrii.

              Na początku XX w. mieszkało tu 3778 osób, z czego 2 tys. stanowili wyznawcy
              religii mojżeszowej. O połowę mniej było grekokatolików; a rzymskich katolików
              niewiele ponad czterystu. Grekokatolicy mówili po ukraińsku, reszta posługiwała
              się językiem polskim. Miasteczko było siedzibą sądu powiatowego, miało urząd
              podatkowy, pocztę, stację kolejową, posterunek żandarmerii. Obok szkoły
              państwowej funkcjonowała prywatna szkoła żydowska barona Hirsza. Polski Dom
              Ludowy sąsiadował z ukraińskim Narodnyj Dimem. Krajobrazu dopełniały ukraińska
              cerkiew, polski kościół i żydowska synagoga.

              Kolejny etap w historii miasta otworzyło powstanie Zachodnioukraińskiej
              Republiki Ludowej 1 listopada 1918 r. Państwowość ta przetrwała 9 miesięcy, po
              czym padła pod ciosami nacierających Polaków; Tłuste znalazło się w II
              Rzeczpospolitej. W 1932 r. w mieście mieszkało już 1400 Polaków. Polscy chłopi
              mieli Kółko Rolnicze, a młodzież “Strzelca”. Miejscowi Żydzi dominowali w
              rzemiośle i handlu.

              Niewiele jest relacji o życiu w międzywojennym Tłustem, trudno więc powiedzieć,
              jak układały się stosunki między grupami narodowymi. Z informacji pośrednich
              wynika, że nadspodziewanie dobrze. Wiadomo, że w Dwudziestolecie międzywojenne
              Ukraińcy - polscy obywatele - wkraczali z poczuciem klęski, ale jako już
              przebudzony naród, którego domeną stała się praca organiczna. W Tłustem
              szczególnie dynamicznie rozwijała się ukraińska spółdzielczość i towarzystwo
              kredytowe, działały organizacje rolnicze, kobiece i młodzieżowe.

              Na fotografii uczestników kursu rolniczego z 1938 r. na tle dużego, murowanego
              budynku siedzą starsi, nobliwi mężczyźni, za nimi stoją młodsi.

              Pośrodku siedzi greckokatolicki ks. Antin Nawolski.

              Inna droga Antina

              Przyszły proboszcz tłusteckiej parafii grecko-katolickiej urodził się we wsi
              Zozulińce w powiecie zaleszczyckim w 1894 r. Rodzice należeli do zamożnych
              gospodarzy: mieli 20 morgów, kilka par koni, motorową młockarnię. Antin miał
              siedmioro rodzeństwa. Spośród nich w rodzinnej wsi został tylko jeden z braci,
              który przejął gospodarstwo; czwórka rodzeństwa wyjechała do Kanady, kolejny brat
              zamieszkał w Wiedniu, a ostatni przepadł w zawierusze I wojny światowej.

              Po ukończeniu gimnazjum w Kicmaniu, Antin rozpoczął studia weterynarii na
              Uniwersytecie Lwowskim. Wybuch wojny przekreślił jego plany: w 1914 r.
              zmobilizowano go do armii austriackiej. Przeżył wojnę.

              1 listopada 1918 r. stacjonował we Lwowie - i natychmiast wstąpił w szeregi
              Ukraińskiej Armii Galicyjskiej; był podobno sotnykiem (dowódcą kompanii - red.).
              W czasie walk ulicznych z Polakami został ranny. Rodzinna legenda głosi, że
              przed śmiercią z rąk polskiego żołnierza uratowała go nieznajoma kobieta, która
              zaczęła zaklinać Polaka, by nie dobijał rannego.

              Według Darii Tuczapskiej, bratanicy Nawolskiego, wzięty do niewoli stryj po
              szpitalnym leczeniu trafił do obozu jenieckiego w Tucholi - i do domu rodzinnego
              w Zozulińcach wrócił dopiero w 1922 r. Przez jakiś czas musiał systematycznie
              meldować się na posterunku policji, czasami policjanci przychodzili do rodziców.
              Wizyty szczególnie boleśnie przeżywał ojciec: stateczny gospodarz wstydził się,
              że jego dom nachodzi policja, jak gdyby Nawolscy byli przestępcami.
              U progu lat 20. Antin Nawolski mógł związać się, jak wielu byłych ukraińskich
              wojskowych, z radykalnymi grupami konspiracyjnymi. Wybrał inną drogę: wstąpił do
              greckokatolickiego seminarium duchownego w Stanisławowie (obecnie Iwano-Frankiwsk).

              Stanisławowska diecezja była wyjątkowa na mapie Kościoła greckokatolickiego w II
              Rzeczypospolitej. Jej głową był biskup Hryhorij Chomyszyn (1867-1947), zwolennik
              latynizacji Cerkwi greckokatolickiej i porozumienia z Polakami. Biskup
              wprowadzał w diecezji “łacińskie” zwyczaje, np. celibat księży, obcy wschodniej
              tradycji. W ten sposób Antin Nawolski został bezżennym księdzem. Święcenia
              przyjął z rąk swego ordynariusza w 1930 r. i wkrótce objął parafię w Tłustem.

              Pierwszym zadaniem nowego proboszcza było dokończenie murowanej cerkwi (budowę
              rozpoczął ks. Teodozij Kurpiak w 1912 r., według projektu znanego architekta
              lwowskiego, prof. Jana Sasa-Zubrzyckiego), ale starczało mu jeszcze czasu na
              aktywność społeczną. Szybko nawiązał dobre stosunki z miejscowymi Żydami (mówił
              swobodnie w jidysz) i Polakami.

              Dobrą tradycją Tłustego stało się wspólne z katolikami obrządku łacińskiego
              obchodzenie święta Jordanu 6 stycznia.

              Jedyne takie miejsce

              Już wkrótce ks. Nawolskiego, podobnie jak i księży rzymskokatolickich, czekała
              próba: pierwsza okupacja sowiecka (wrzesień 1939 - czerwiec 1941). Początkowo
              władze sowieckie wymierzyły ostrze represji w Polaków, ale z upływem czasu
              zaczęły one zataczać coraz szersze kręgi. Najbardziej narażeni byli księża.
              Ostatnie miesiące władzy sowieckiej ks. Nawolski podobno spędził w ukryciu
              (informacji tych nie potwierdza jednak rodzina duchownego).

              Wybuch wojny niemiecko-sowieckiej mieszkańcy okupowanych przez Sowiety
              terytoriów przyjęli z ulgą, a duża część Ukraińców - z nadzieją na stworzenie
              własnego państwa. W wielu miejscowościach Niemców witano chlebem i solą,
              zdarzały się procesje z chorągwiami na wejście żołnierzy niemieckich. Wiadomo,
              że i w Tłustem Ukraińcy zorganizowali powitanie Niemców. - Ojciec Nawolski z
              chorągwiami na powitanie Niemców nie szedł - mówi zdecydowanie Daria Tuczapska.
              - Stryjcio od razu mówił, że ta nowa okupacja nie będzie lepsza od poprzedniej.

              - Stryj uważał, że nie ma powodu do świętowania i nie będzie witał okupantów -
              opowiada Maria Sołtysiuk. - Ale byli tacy, którzy witali Niemców. Pamiętam
              piękną dziewczynę: dali jej bukiet kwiatów, by wręczyła go Niemcom, zrobili
              zdjęcie, a gdy znowu przyszli Sowieci, ją pierwszą aresztowano.

              Wkrótce też w okolicach Tłustego doszło do pogromów. W ciągu paru dni zabito
              Żydów w 22 wsiach (jedyną większą wsią, gdzie nie doszło do mordów, były
              Werwolińce). Dla Tłustego najbardziej dramatyczna była noc z 6 na 7 lipca, kiedy
              zaczęły dochodzić wieści, że Ukraińcy z okolicznych wiosek chcą urządzić pogrom
              także w miasteczku. Jeden z tłusteckich Żydów, Berl Glik, wspominał, że ks.
              Nawolski “rozstawił na drogach prowadzących do miasta miejscowych Ukraińców, na
              których miał wpływ i nie wpuścili oni morderców do miasteczka”. Glik wspomina,
              że przez cały dzień 7 lipca ks. Nawolski krążył po miasteczku i do
              • piotrzr Re: Ksiądz Antin Nowolski 21.06.06, 19:08
                Jeden z tłusteckich Żydów, Berl Glik, wspominał, że ks. Nawolski “rozstawił na
                drogach prowadzących do miasta miejscowych Ukraińców, na których miał wpływ i
                nie wpuścili oni morderców do miasteczka”. Glik wspomina, że przez cały dzień 7
                lipca ks. Nawolski krążył po miasteczku i dodawał otuchy żydowskim sąsiadom.
                Dzięki niemu Tłuste było jedyną w promieniu wielu kilometrów (a może jedyną
                takiej wielkości) miejscowością w dawnym województwie tarnopolskim, gdzie latem
                1941 nie doszło do pogromów.

                12 lipca, w święto Piotra i Pawła (według wschodniego kalendarza), ks. Nawolski
                z ambony napominał parafian: “Jeśli chcecie rzeczywiście mieć własną niezależną
                Ukrainę, musicie ją wywalczyć własną krwią, a nie krwią Żydów, jak uczą was
                Niemcy”. Bratanice księdza - Daria Tuczapska i Maria Sołtysiuk - uzupełniają, że
                stryj ostrzegał wiernych, że jeżeli splamią się krwią bezbronnych, to nie mają
                po co przychodzić do cerkwi. Równie bezkompromisową postawę prezentował
                rzymskokatolicki proboszcz Tłustego ks. Stanisław Szkodziński. Glik relacjonuje:
                “Podobnie postępował polski ksiądz w Tłustem. Także on zawsze przestrzegał
                Polaków, aby nie ważyli się plamić swoich rąk żydowską krwią i nie śmieli
                naruszać żydowskiego dobytku. Dzięki niemu Polacy w Tłustem, tak jak Ukraińcy,
                przez cały czas niemieckiej okupacji żadnego zła Żydom nie uczynili”.
                Po wkroczeniu Niemców zaczęła się też w Galicji akcja sypania tzw. kurhanów
                chwały, z inicjatywy Organizacji Ukraińskich Nacjonalistów. Kost’ Pankiwśkyj
                notuje, że cieszyła się niezwykłą popularnością: “Zachwyt bezkrytyczny ludzi,
                szczególnie młodzieży (...) sypaniem kurhanów, był nadzwyczajny. Zdaje się, że
                nie było w Galicji wsi, w której nie usypano by takiego kurhanu”. “Także w
                Tłustem - opowiada Glik - usypano taki kopiec, ale ksiądz Nawolski odmówił jego
                poświęcenia. I tak w całej okolicy tylko jedyny kopiec w Tłustem nie został
                poświęcony”.

                Wkrótce miejsce Niemców w Tłustem zajęli Węgrzy (stacjonowali w mieście do końca
                sierpnia 1941), którzy zachowywali się jak soldateska: swoje konie wprowadzili
                do wielkiego bejt ha-midraszu i przedsionka synagogi. I znów pojawia się ks.
                Nawolski. Interweniuje, by Węgrzy usunęli konie ze świątyni. Bez rezultatu.

                Krew nie wsiąkała

                Lato 1941 było początkiem końca czterowiekowej obecności Żydów na Podolu.

                Nim jednak nieszczęście dotknęło tłusteckich Żydów, byli oni świadkami dramatu
                Żydów węgierskich. 1 sierpnia 1941 r. ciężarówkami przywieziono do miasta 2 tys.
                Żydów z Węgier i Karpat. Po tygodniu w mieście było już 6 tys. Żydów. Nie mieli
                dachu nad głową (w 1931 r. w miasteczku były 562 domy) ani co jeść. Miejscowi
                Żydzi starali się im pomóc: naprędce utworzono Komitet Opieki Nad Uchodźcami.
                Jego członkowie zbierali pieniądze na mąkę, a piekarz bezpłatnie piekł chleb. Po
                trzech tygodniach miejscowa komendantura zaczęła zmuszać uchodźców do
                opuszczania Tłustego. Wkrótce przybysze udali się w stronę przedwojennej granicy
                polsko-sowieckiej. Wszyscy zostali rozstrzelani w Kamieńcu Podolskim.

                Kilka dni po święcie Jom Kipur w 1941 r. z Czortkowa do Tłustego przyjechali
                gestapowcy i nakazali zorganizowanie Judenratu (rady żydowskiej). Pierwszym
                poleceniem, które przyszło wykonać Judenratowi (prezesował mu Jakub Fel), było
                zebranie wśród Żydów kosztowności i materiałów włókienniczych.

                Po kilku miesiącach względnego spokoju jesienią 1942 do Tłustego zaczęły
                nadchodzić wieści o mordach, dokonywanych przez Niemców i ukraińską policję.
                Żydzi ginęli w Horodence, Kołomyi, Zaleszczykach, Borszczowie. W Tłustem
                pierwsza duża akcja antyżydowska zaczęła się 5 października 1942 r.: zamordowano
                ponad sto osób, 900 wysłano do obozu zagłady w Bełżcu. W tym pierwszym
                transporcie pojechał rabin Tłustego reb Szmul (Aba Badorower) z żoną, synem i córką.

                Wkrótce nadeszła wieść, że większość galicyjskich miasteczek ma być judenrein
                (“wolna od Żydów”). Miano wyznaczyć tylko kilka miejscowości, gdzie Żydzi będą
                mieli prawo mieszkać. Na listę trafiły Kopyczyńce, Borszczów i Buczacz. Niemcy
                wahali się, czy dopisać Tłuste czy Jezierzany. Dzięki łapówkom (nikt nie chciał
                iść na poniewierkę) dopisali Tłuste.

                Do miasta, jak po wybuchu wojny niemiecko-sowieckiej, zaczęli więc masowo
                zjeżdżać Żydzi. Po tygodniu było ich 8 tys. Aby nie prowokować Niemców, w
                sprawozdaniach zaniżono liczbę przybyszów o jedną trzecią. W efekcie aprowizacja
                od początku była dramatycznie niewystarczająca: miasteczko nie było w stanie ani
                ukryć, ani wyżywić takiej masy ludzkiej. Żydzi szukali pomocy w okolicznych
                wsiach. Pomijając fakt, że nie wszyscy chłopi byli skłonni pomagać, to i u
                niosących pomoc brakowało już miejsca. “W toku rozmowy dowiedzieliśmy się, że na
                strychu w stajni [gospodarz] też ma jednego Żyda, który tylko przez dzień
                zostaje, że u sąsiada też są Żydzi, w wiosce jest ich więcej, a w lesie
                oddalonym o kilkaset metrów jest ich bardzo dużo i często w nocy przychodzą do
                wsi coś sobie ugotować albo kupić. Jednym słowem, okolica zadżumiona tak, że
                boją się obławy w tych stronach” - notował Baruch Milch, od 1940 r. lekarz w
                Tłustem (który po zagładzie Żydów zgromadzonych w mieście ukryje się u polskiej
                rodziny na wsi w okolicach Tłustego).
                • piotrzr męczennicy podlascy 27.06.06, 15:22
                  www.kostomloty-parafia-unicka.siedlce.opoka.org.pl/blogoslawieni.htm
                  W Kostomłotach doznają szczególnej czci Uniccy Męczennicy, bo oni są nie tylko
                  męczennikami za jedność Kościoła Chrystusowego, ale i za swój obrządek. Gdyby
                  zmienili obrządek grecki na łaciński, nie spotkałoby ich prześladowanie ze
                  strony władz carskich.
                  12 lipca 1998 r. miało miejsce uroczyste sprowadzenie do Kostomłot pokaźnej
                  części czcigodnych relikwii męczenników. Ceremoniom przewodniczył ks. kard.
                  Józef Glemp, ordynariusz Unitów Podlaskich.
                  BŁOGOSŁAWIENI WINCENTY LEWONIUK I 12 TOWARZYSZY byli katolikami Kościoła
                  unickiego, któremu dała początek Unia Brzeska w 1596 roku. Unia ta doprowadziła
                  do zjednoczenia Kościoła prawosławnego na terenach Rzeczypospolitej z Kościołem
                  rzymsko-katolickim i widzialną Głową Kościoła – Papieżem. Wyznawcy tego Kościoła
                  katolickiego nazywani są powszechnie unitami lub greko-katolikami. Wincenty
                  Lewoniuk i 12 Towarzyszy byli unitami, prostymi wieśniakami z Podlasia.
                  Zasłynęli niezwykłym męstwem wiary podczas prześladowania Kościoła katolickiego
                  przez Rosję carską w okresie rozbiorów Polski. Prześladowanie rosyjskie było
                  wyjątkowo krwawe i dobrze zorganizowane. Carowie rosyjscy zaczynali likwidację
                  Kościoła katolickiego od zniszczenia Kościoła unickiego i czynili to stopniowo.
                  W roku 1794 Katarzyna II zlikwidowała Kościół unicki na Ukrainie. W roku 1839
                  car Mikołaj I dokonał urzędowej likwidacji Kościoła unickiego na Białorusi i
                  Litwie. Była to wprowadzona w życie stara zasada „cuius regio eius religio” -
                  czyja władza tego religia. Rosja słusznie obawiała się, że Kościół katolicki
                  stoi na przeszkodzie rusyfikacji i zniewolenia człowieka, tak znamiennych dla
                  jej rządów. W drugiej połowie XIX wieku na terenach zajętych przez Rosję Kościół
                  unicki istniał już tylko w diecezji chełmskiej, w Królestwie Polskim.
                  Administracja carska zaplanowała likwidację tego Kościoła i car Aleksander II
                  program ów podpisał. W styczniu 1874 roku miały wejść w życie obrzędy
                  prawosławne do liturgii w świątyniach unickich i przyjęcie ich przez wiernych
                  rząd rosyjski uznawał za przystąpienie parafii do prawosławia. Wcześniej już
                  rząd usunął biskupa i kapłanów, którzy nie zgadzali się na reformy prowadzące do
                  zerwania jedności z Kościołem. Za swoją wierność zapłacili oni zsyłkami na
                  Sybir, więzieniem lub usunięciem z parafii. Wierni świeccy, pozbawieni pasterzy,
                  sami ofiarnie bronili swojego Kościoła, jego liturgii i jedności z Ojcem
                  Świętym, często nawet za cenę życia.
                  24 stycznia 1874 roku do Pratulina przybyło wojsko. Unici wiedzieli, że obrona
                  świątyni może ich kosztować ofiarę z życia. Szli do Kościoła, aby bronić wiary i
                  byli gotowi na wszystko. Żegnali się z bliskimi w rodzinach, ubierali się
                  odświętnie, ponieważ, jak mówili, szło o najświętsze sprawy. Nie mogąc nakłonić
                  unitów do rozejścia się ani groźbami, ani obietnicami łask carskich, dowódca dał
                  rozkaz strzelania do zebranych. Widząc, że wojsko ma carski nakaz zabijania
                  stawiających opór, unici poklękali na cmentarzu świątynnym i śpiewem
                  przygotowywali się do złożenia życia w ofierze za wiarę. Umierali pełni pokoju,
                  z modlitwą na ustach, nie złorzeczyli prześladowcom, gdyż jak mówili „słodko
                  jest umierać za wiarę”.
                  Przy świątyni w Pratulinie 24 stycznia 1874 roku poniosło śmierć za wiarę i
                  jedność Kościoła 13 unitów: Wincenty Lewoniuk, lat 25, żonaty, z Woroblina. Był
                  człowiekiem pobożnym i cieszył się uznaniem u ludzi. Jako pierwszy oddał życie w
                  obronie świątyni. Daniel Karmasz, lat 48, żonaty, z Łęgów. Syn jego mówił, że
                  ojciec był człowiekiem religijnym. Jako przewodniczący bractwa podczas obrony
                  kościoła stanął na czele z krzyżem, który do dzisiaj jest przechowywany w
                  Pratulinie. Łukasz Bojko, lat 22, kawaler, z Łęgów. Brat zaświadczył, że Łukasz
                  był człowiekiem szlachetnym, religijnym i cieszył się dobrą opinią wśród ludzi.
                  W czasie obrony świątyni bił w dzwony. Konstanty Bojko, lat 49, żonaty, z
                  Zaczopek. Był ubogim rolnikiem i sprawiedliwym człowiekiem. Konstanty Łukaszuk,
                  lat 45, żonaty, z Zaczopek. Był sprawiedliwym i uczciwym człowiekiem, szanowanym
                  przez ludzi. W wyniku otrzymanych ran zmarł dnia następnego zostawiając żonę i
                  siedmioro dzieci. Bartłomiej Osypiuk, lat 30, z Bohukał. Był żonaty z Natalią i
                  miał dwoje dzieci. Cieszył się szacunkiem, ponieważ był uczciwy, roztropny i
                  pobożny. Śmiertelnie ranionego przewieziono go do domu, gdzie zmarł modląc się
                  za prześladowców. Anicet Hryciuk, lat 19, kawaler, z Zaczopek. Był młodzieńcem
                  dobrym, pobożnym i kochającym Kościół. Idąc do Pratulina z żywnością dla
                  obrońców powiedział do matki: „Może i ja będę godny, że mnie zabiją za wiarę”.
                  Zginął przy świątyni 24 stycznia w godzinach popołudniowych. Filip Kiryluk, lat
                  44, żonaty, z Zaczopek. Wnuk zaświadczył, że miał opinię troskliwego ojca,
                  dobrego i pobożnego człowieka. Zachęcał innych do wytrwania przy świątyni i sam
                  oddał życie za wiarę. Ignacy Frańczuk, lat 50, z Derła. Był żonaty z Heleną i
                  miał siedmioro dzieci. Syn mówił, że ojciec starał się wychowywać dzieci w
                  bojaźni Bożej. Wierność Bogu przedkładał nad wszystko. Idąc do Pratulina założył
                  odświętne ubranie i ze wszystkimi się pożegnał, przeczuwając, że już nie wróci.
                  Po śmierci Daniela podniósł krzyż i stanął na czele broniących świątyni. Jan
                  Andrzejuk, lat 26, z Derła. Ożeniony z Mariną, wychowywał dwóch synów. Uważany
                  był za człowieka bardzo dobrego i roztropnego. Pełnił funkcję kantora w parafii.
                  Odchodząc do Pratulina żegnał się ze wszystkimi, jakby to miało być ostatnie
                  pożegnanie. Ciężko ranny przy kościele został przewieziony do domu, gdzie
                  niebawem zasnął w Panu. Maksym Gawryluk, lat 34, z Derła. Był żonaty z Dominiką.
                  Cieszył się opinią dobrego i uczciwego człowieka. Ciężko ranny przy świątyni
                  umarł w domu dnia następnego. Onufry Wasyluk, lat 21, z Zaczopek. Był
                  praktykującym katolikiem, uczciwym i szanowanym w miejscowości człowiekiem.
                  Michał Wawryszuk, lat 21, z Derła. Pracował w majątku Pawła Pikuły w Derle.
                  Cieszył się dobrą opinią. Ciężko ranny przy kościele, zmarł następnego dnia w Derle.
                  • arges Na Iwana... 02.07.06, 21:16
                    ХРАМОВИЙ ПРАЗНИХ У ПЕРЕМИШЛІ - ЮВІЛЕЙНІ СВЯТКУВАННЯ

                    Ювілейні святкування 10 -ліття утворення Перемисько-Варшавської Митрополії та
                    15 - ліття відновлення Перемиської єпархії в день кафедрального свята Різдва
                    Святого Івана Хрестителя у Перемишлі.



                    У святкуваннях передбачується участь достойних гостей:

                    - Префекта Гонгрегації Східних Церков IGNACE MOUSSA Card. DAOUD

                    - Апостольського Нунція Архієпископа Юзефа Ковальчика

                    - Блаженнішого Любомира Кардинала Гузара - Главу УГКЦ

                    - Архієпископа Юзефа Міхаліка Митрополита Перемиського Римокатолицької Церкви,
                    голову Конференції Єпископату Польщі.

                    - Єпископів з України



                    Програма:

                    2006-07.06 (Четвер)

                    Ювілейний Концерт в Українському Народному Домі у виконані «Капели бандуристів
                    Золоті Струни» (Торонто, Канада)

                    2006-07-07(П’ятниця)

                    10.00 год. Божественна Архієрейська Літургія!!!



                    З нагоди Ювілею в Соборі Святого Івана Хрестителя редакція БЛАГОВІСТ
                    приготувала фотографічну виставку Храми Перемисько-Варшавської Архієпархії.
                • mat120 Re: Ksiądz Antin Nowolski 27.04.07, 21:26
                  Ksiądz Nawolski to chlubna postać. Zdecydowanie odróżniał się od tej niemałej
                  częsci grekokatolickiego kleru, która zapominając o Ewangelii, otwarcie
                  nawoływała i uczestniczyła w niegodziwościach wobec bliźnich.
                  forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=69&w=60852935&a=61443233
    • arges Z Iwana 08.07.06, 18:53
      tvp.pl/400,20060707366543.strona
    • arges Zdjęcia z Iwana... 09.07.06, 19:40
      www.archidiecezja-gr.opoka.org.pl/
      www.kostomloty-parafia-unicka.siedlce.opoka.org.pl/kronika2006_2.htm
      • piotrzr Horodło - 22.04.2007 21.04.07, 08:49
        Za forum Podkarpacka u-Kraina i postem ks.dr Piotra :

        W najbliższą niedzielę, tj. 22 kwietnia 2007 r., w Horodle nad Bugiem (pow.
        hrubieszowski), miejscowości znanej przede wszystkim jako miejsce zawarcia
        unii polsko-litewskiej w 1413 r., odbędzie się niecodzienna uroczystość, na
        która w imieniu organizatorów serdecznie wszystkich chętnych zapraszam.
        Niemal dokładnie w 70. rocznicę poświęcenia tamtejszej cerkwi neounickiej
        przez ówczesnego wizytatora apostolskiego dla neounitów w II
        Rzeczypospolitej, bł. Mikołaja Czarneckiego (1884-1959), ikona
        Błogosławionego z jego relikwiami, przekazana horodelskiej parafii
        rzymskokatolickiej w czasie III spotkań transgranicznych w Korczminie
        (26.VIII.2006), zostanie uroczyście przeniesiona z kościoła parafialnego w
        Horodle do dawnej cerkwi, obecnie użytkowanej jako kościół filialny, ale
        odnowionej z zachowaniem wystroju wschodniego.
        Uroczystości rozpoczną się o 11.30 krótką modlitwą w kościele parafialnym
        (podominikańskim) pw. Matki Bożej Różańcowej i św. Jacka, po czym ikona z
        relikwiami bł. Mikołaja zostanie procesjonalnie przeniesiona do horodelskiej
        cerkwi.
        W cerkwi odprawiona zostanie Pontyfikalna Boska Liturgia św. Jana
        Chryzostoma, której przewodniczyć będzie Metropolita Przemysko-Warszawski
        Ukraińskiego Kościoła Greckokatolickiego, ks. arcybiskup Jan Martyniak.
        Proboszczem parafii rzymskokatolickiej i głównym organizatorem obchodów jest
        ks. kan. Henryk Krukowski, pierwszy polski kapłan rzymskokatolicki odznaczony
        przez Metropolitę Przemysko-Warszawskiego UKGK złotym krzyżem z ozdobami. O
        tym niezwykłym duchownym, nadanym mu odznaczeniu, zasługach ks. Krukowskiego
        w dziedzinie pielęgnowania tradycji wschodniochrześcijańskiej regionu i
        pojednania polsko-ukraińskiego przeczytać można w artykułach:
        www.kosciol.pl/article.php?story=20060604092539486
        www.ekumenizm.pl/article.php?story=20060604092926603
        Bł. Mikołaj Czarnecki urodził się 14 grudnia 1884 r. w Semakowcach (pow.
        Horodenka). Święcenia prezbiteratu przyjął w 1909 r. Po uzyskaniu w Rzymie
        doktoratu z teologii dogmatycznej został ojcem duchownym i profesorem
        greckokatolickiego seminarium diecezjalnego w Stanisławowie (ob. Iwano-
        Frankiwśk). W 1919 r. wstąpił do greckokatolickiej odnogi Zgromadzenia Najśw.
        Odkupiciela (redemptoryści). Jako hieromnich (kapłan-zakonnik) tego
        zgromadzenia brał udział w akcji neounijnej na Wołyniu, gdzie greckokatoliccy
        redemptoryści utworzyli ośrodek w Kowlu (1926). W 1931 r. o. Mikołaj
        Czarnecki został biskupem tytularnym Lebedo i wizytatorem apostolskim dla
        neounitów (katolików obrządku bizantyjsko-słowiańskiego w odmianie rosyjsko-
        synodalnej) w Rzeczypospolitej Polskiej. Pełniąc posługę wizytatora
        apostolskiego, 20 kwietnia 1937 r. poświęcił w Horodle nową drewnianą
        cerkiew, przeznaczoną dla administrowanej przez oo. bazylianów parafii
        neounickiej.Po 17 września 1939 r. Sługa Boży Andrzej Szeptycki, metropolita
        halicki, mianował biskupa Mikołaja egzarchą Wołynia, Podlasia i Polesia.
        Aresztowany wraz z innymi hierarchami greckokatolickimi z terenu Ukraińskiej
        SRR w dniu 11 kwietnia 1945 r., po brutalnym śledztwie i pokazowym procesie
        zesłany został do łagru. Zwolniony w kwietniu 1956 r. jako śmiertelnie chory
        i wyczerpany, powrócił do Lwowa, gdzie włączył się aktywnie w działalność
        podziemnego Kościoła greckokatolickiego, m.in. wyświęcił ponad 10 kapłanów.
        Zmarł we Lwowie 2 kwietnia 1959 r. w opinii świętości, a jego grób na
        Cmentarzu Łyczakowskim w sposób żywiołowy otoczony został szczególnym kultem
        przez pozostających w „katakumbach XX wieku” grekokatolików. Beatyfikowany
        przez Jana Pawła II podczas pielgrzymki na Ukrainę (Lwów, 27 czerwca 2001 r.).
        Na prośbę horodelskiego proboszcza, ks. Henryka Krukowskiego, ukraińska
        prowincja greckokatolickich redemptorystów przekazała dla parafii w Horodle
        cząstkę relikwii Błogosławionego, które umieszczone zostały w ramie
        specjalnie – i za darmo! – wykonanej dla tejże parafii ikony bł. Mikołaja.
        Twórcami ikony, a jednocześnie jej ofiarodawcami (w hołdzie dla postawy ks.
        Krukowskiego wobec grekokatolicyzmu i Ukraińców) są lwowscy artyści Lew i
        Andrzej Demianczukowie (ojciec i syn). Moment przekazania ikony ks.
        Krukowskiemu przez greckokatolickiego biskupa sokalskiego Michała Kowtuna
        uwieczniony został na stronie czasopisma „Lwiwśka Hazeta”, na zdjęciu
        ilustrującym obszerny reportaż pióra red. K. Czawahy :
        W najbliższą niedzielę, tj. 22 kwietnia 2007 r., w Horodle nad Bugiem (pow.
        hrubieszowski), miejscowości znanej przede wszystkim jako miejsce zawarcia
        unii polsko-litewskiej w 1413 r., odbędzie się niecodzienna uroczystość, na
        która w imieniu organizatorów serdecznie wszystkich chętnych zapraszam.
        Niemal dokładnie w 70. rocznicę poświęcenia tamtejszej cerkwi neounickiej
        przez ówczesnego wizytatora apostolskiego dla neounitów w II
        Rzeczypospolitej, bł. Mikołaja Czarneckiego (1884-1959), ikona
        Błogosławionego z jego relikwiami, przekazana horodelskiej parafii
        rzymskokatolickiej w czasie III spotkań transgranicznych w Korczminie
        (26.VIII.2006), zostanie uroczyście przeniesiona z kościoła parafialnego w
        Horodle do dawnej cerkwi, obecnie użytkowanej jako kościół filialny, ale
        odnowionej z zachowaniem wystroju wschodniego.
        Uroczystości rozpoczną się o 11.30 krótką modlitwą w kościele parafialnym
        (podominikańskim) pw. Matki Bożej Różańcowej i św. Jacka, po czym ikona z
        relikwiami bł. Mikołaja zostanie procesjonalnie przeniesiona do horodelskiej
        cerkwi.
        W cerkwi odprawiona zostanie Pontyfikalna Boska Liturgia św. Jana
        Chryzostoma, której przewodniczyć będzie Metropolita Przemysko-Warszawski
        Ukraińskiego Kościoła Greckokatolickiego, ks. arcybiskup Jan Martyniak.
        Proboszczem parafii rzymskokatolickiej i głównym organizatorem obchodów jest
        ks. kan. Henryk Krukowski, pierwszy polski kapłan rzymskokatolicki odznaczony
        przez Metropolitę Przemysko-Warszawskiego UKGK złotym krzyżem z ozdobami. O
        tym niezwykłym duchownym, nadanym mu odznaczeniu, zasługach ks. Krukowskiego
        w dziedzinie pielęgnowania tradycji wschodniochrześcijańskiej regionu i
        pojednania polsko-ukraińskiego przeczytać można w artykułach:
        www.kosciol.pl/article.php?story=20060604092539486
        www.ekumenizm.pl/article.php?story=20060604092926603
        Bł. Mikołaj Czarnecki urodził się 14 grudnia 1884 r. w Semakowcach (pow.
        Horodenka). Święcenia prezbiteratu przyjął w 1909 r. Po uzyskaniu w Rzymie
        doktoratu z teologii dogmatycznej został ojcem duchownym i profesorem
        greckokatolickiego seminarium diecezjalnego w Stanisławowie (ob. Iwano-
        Frankiwśk). W 1919 r. wstąpił do greckokatolickiej odnogi Zgromadzenia Najśw.
        Odkupiciela (redemptoryści). Jako hieromnich (kapłan-zakonnik) tego
        zgromadzenia brał udział w akcji neounijnej na Wołyniu, gdzie greckokatoliccy
        redemptoryści utworzyli ośrodek w Kowlu (1926). W 1931 r. o. Mikołaj
        Czarnecki został biskupem tytularnym Lebedo i wizytatorem apostolskim dla
        neounitów (katolików obrządku bizantyjsko-słowiańskiego w odmianie rosyjsko-
        synodalnej) w Rzeczypospolitej Polskiej. Pełniąc posługę wizytatora
        apostolskiego, 20 kwietnia 1937 r. poświęcił w Horodle nową drewnianą
        cerkiew, przeznaczoną dla administrowanej przez oo. bazylianów parafii
        neounickiej.Po 17 września 1939 r. Sługa Boży Andrzej Szeptycki, metropolita
        halicki, mianował biskupa Mikołaja egzarchą Wołynia, Podlasia i Polesia.
        Aresztowany wraz z innymi hierarchami greckokatolickimi z terenu Ukraińskiej
        SRR w dniu 11 kwietnia 1945 r., po brutalnym śledztwie i pokazowym procesie
        zesłany został do łagru. Zwolniony w kwietniu 1956 r. jako śmiertelnie chory
        i wyczerpany, powrócił do Lwowa, gdzie włączył się aktywnie w działalność
        podziemnego Kościoła greckokatolickiego, m.in. wyświęcił ponad 10 kapłanów.
        Zmarł we Lwowie 2 kwietnia 1959 r. w opinii świętości, a jego grób na
        Cmentarzu Łyczakowskim w sposób żywiołowy otoczony został szczególnym kultem
        przez pozostających w „katakumbach XX wieku”
        • piotrzr Hierarchowie UGKC o Akcji Wisła 27.04.07, 13:32
          Posłanie Władyki UGKC w Polsce z okazji 60 rocznicy Akcji Wisła.
          Prześwietni i wielebni Ojcowie czcigodni Zakonnicy i Zakonnice
          Drodzy Bracia i Siostry

          Chrystus zmartwychwstał
          Drodzy w Chrystusie Bracia i Siostry

          Równo sześćdziesiąt lat temu, 28 kwietnia 1947 roku o godz. 4.00 rano,
          rozpoczęła się akcja Wisła, w następstwie której 150 tysięcy Ukraińców –
          mieszkańców południowo-wschodnich województw, obywateli Polski – było
          wyrzuconych z ziem pradziadów i przemocą przeniesionych na zachodnie i północne
          ziemie powojennego państwa polskiego.
          Już w połowie kwietnia na posiedzeniu Państwowej Komisji Bezpieczeństwa
          postanowiono, że:”Ewakuacją będą objęte wszystkie odcienie narodowości
          ukraińskiej z Lemkami włącznie”.
          Przez wiele lat, jako bezpośrednią przyczynę akcji wysiedlania Ukraińców z ich
          ojczystych ziem komunistyczna propaganda podawała zabójstwo gen
          K.Swierczewskiego i walkę z oddziałami Ukraińskiej Powstańczej Armii.
          Dostępne obecnie dokumenty świadczą, że był to tylko haniebny pretekst, bowiem
          potrzeba wysiedlenia Ukraińców była już omawiana w listopadzie 1946 roku na
          posiedzeniu Ministerstwa Obrony Narodowej.
          Pod tą datą, w tajnym raporcie Wydziału Operacyjnego sztaby Generalnego Wojska
          Polskiego czytamy:
          ”Ponieważ ZSRR nie przyjmuje już tych ludzi na swe tereny, wydaje się rzeczą
          konieczną, aby przeprowadzić energiczną akcję przesiedleńczą tych ludzi,
          pojedynczymi rodzinami na tereny Ziem Odzyskanych, gdzie mogą się szybko
          asymilować”
          W czerwcu 1947 roku, już podczas trwania AW polskie media otwarcie pisały:
          „Akcja ta z jednej strony przyczyni się w pewnej mierze do ułatwienia
          zwalczania band UPA, z drugiej strony doprowadzi do całkowitego przyswojenia
          tego elementu przez dynamiczną polskość Ziem Odzyskanych”
          W dostępnych obecnie dokumentach archiwalnych znajdują się potwierdzenia, że
          naczelnym celem AW było „rozwiązanie problemu ukraińskiego” w powojennej
          Polsce, w tym całkowita asymilacja ukraińskiej społeczności w miejscach nowego
          pobytu.
          Wysiedleńcami AW, w przeważającej większości byli wieni-grekoktatolicy, mocno
          przywiązani do swojej cerkwi.
          Przemyscy biskupi – Błogosławiony Josefat Kocyłowski i Grzegorz Lakota już od
          1946 roku buli więźniami sowieckich obozów koncentracyjnych i więzień. Nic wiec
          dziwnego, że uderzenie komunistycznego aparatu bezpieki było skierowane
          przeciwko narodowi ukraińskiemu i jego Cerkwi.
          Do dnia obecnego fizyczne odczuwamy szkody jakie przyniosly Cerkwi wysiedlenie
          przeprowadzone w 1947 roku.
          Sześćdziesiąt lat po tych tragicznych wydarzeniach, na przekór wszystkie
          zamierzenia systemu komunistycznego, mimo wszystko my istniejemy, organizujemy
          tą rocznice, opłakujemy ofiary AW, polecamy Bogu w modlitwach tych wszystkich,
          którzy spoczęli w Panu daleko od rodzinnych ziem, daleko od mogił swoich ojców
          i dziadów, w cudzej, nie swojej ziemi.
          Rozpatrujemy także szkody, jakie przyniosły naszemu narodowi, szczególniej
          naszej Cerkwi, brutalne wysiedlenia z rodzimych ziem. Chcemy obecnie zwrócić
          szczególną uwagę, Drodzy Bracia i Siostry na te szkody, których doznała nasza
          Cerkiew w następstwie niesprawiedliwych wysiedleń. Najważniejszą z nich z
          pewnością było zniszczenie naszej struktury cerkiewnej.
          W nowych granicach powojennej Polski znalazła się część biskupstwa przemyskiego
          i administracja Łemkowszczyzny – blisko 350 greckokatolickich parafii w których
          żyło w przybliżeniu 600 tysięcy wiernych. Duchową posługę świadczyło im 300
          księży.
          Po aresztowaniach naszych biskupów w 1946 roku i wysiedlenie ponad 480 tysięcy
          ludzi na Ukrainę – w Polsce pozostawało jeszcze prawie 200 tysięcy Ukraińców.
          Obsługiwało ich 125 księży – świaszczenników .
          I chociaż wojna i pierwsze lata powojenne spowodowały wielkie zniszczenia w
          naszej Cerkwi – to wszystko jeszcze działało – Konsystorz, kapituła, seminaria,
          klasztory i parafie. Naród modlił się w cerkwiach. W 1947 roku Akcja Wisła
          brutalnie zniszczyła te ostatnie przejawy życia naszej Cerkwi i całą jej
          strukturę administracyjną.

          Wraz z przeprowadzeniem AW nasza Cerkiew utraciła cała swoją bazę materialną –
          wszystkie cerkwie (z przemyska katedrą włącznie), cmentarze, przemyskie
          seminarium duchowne, pałac biskupa przemyskiego, wszystkie bursy, szkoły i
          sierocińce, wszystkie domy parafialne, wszystkie klasztory, tysiące hektarów
          ziemi.
          Przepadły nie tylko budynki ale także cały historyczny, naukowy i artystyczny
          dorobek, przepadły archiwa i biblioteki.
          W jednym czasie nasza cerkiew utraciła swój ponad tysiącletni duchowy i
          materialny dorobek.
          Już formalnie 28 września 1949 roku, zgodnie z postanowieniami komunistycznych
          władz, na własność państwa przeszły wszystkie dobra greckokatolickiej Cerkwi
          oraz ukraińskich instytucji i organizacji.
          Najbardziej jednak bolących strat doświadczyli żywi ludzie – synowe i córki
          naszego narodu i cerkwi.
          Wyrwani od swoich Cerkwi, od rodzinnej ziemi, od swojej historii i duchowej
          spuścizny po przodkach. Zabroniono im modlić się w ojczystym obrządku,
          rozrzucono pomiędzy obcymi i przeznaczono do szybkiej i pełnej, bezwzględnej ,
          religijnej i narodowościowej asymilizacji .
          I to było największym cierpieniem jakie przyszło doświadczyć wysiedleńcom w
          pierwszych latach po AW.
          Podobnej goryczy doświadczyli i nasi księża, którzy razem ze swoimi wiernymi
          podążyli na cudze ziemie.
          Część z nich znalazła się w polskim obozie koncentracyjnym Jaworzno.
          Wszystkim zabroniono służby Bożej w ojczystym obrządku. Oni nie mogli chrzcić,
          spowiadać ani chronić swoich wiernych.
          W okresie pierwszego dziesięciolecia po AW nie mogli odprawiać służby bożej dla
          wiernych, co było szczególnie bolesne podczas największych świąt cerkiewnych.
          Do lat 60-tych żadne seminarium duchowne nie przyjmowało greckokatolickich
          kandydatów na księży naszej Cerkwi.
          Bolącym było i to, że komunistyczna propaganda przyklejała naszemu wiernemu i
          bogobojnemu narodowi piętno złoczyńców i zrzucała na niego odpowiedzialność za
          tragedie ludzkie, które rozegrały się na Wołyniu, a z którymi nasi wierni z
          łemkowszczyzny, przemyslańszczyzny, Jarosławszczyzny i lubaczowszczyzny nie
          mieli nic wspólnego.
          Im samym przyszło wiele utracić, w tym swoich bliskich a w końcu zostali
          wygnani ze swoich ziem.
          W 1947 roku nasza Cerkiew znalazła się w tragicznych warunkach – bez biskupów,
          z garstką prześladowanych księży, bez żadnych praw, bez cerkwi, bez
          jakiegokolwiek materialnego zabezpieczenia.
          Naród został rozrzucony na ogromnym obszarze po kilka rodzin w poszczególnych
          miescowosciach, bez możliwości komunikowania się , bez prawa do swego obrzędu.
          Przeznaczeni na zatracenie, Wygnani , poniżeni obdarci z ludzkiej godności,
          duchowego i materialnego dorobku.
          I chociaż tak było aż do 1989 roku – nasza Cerkiew nie uległa komunistycznej
          przemocy, nie asymilowała się, nie przepadła, nie zamarła.
          Problem z Ukraińcami nie uzyskał ostatecznego rozwiązania nawet w latach 60-
          tych – jak tego chcieli inicjatorzy AW.
          Obecnie mamy swoją Metropolię, mamy dwóch swoich biskupów, w wiekszości młode
          duchowieństwo – księży, którzy urodzili się i wyrośli w naszych rodzinach.
          Mamy też duchowieństwo zakonne i oddanych ludzi, którzy nie poddali się
          uciskowi ,zawierzyli swojej Cerkwi i swojemu narodowi. Budujemy cerkwie i
          potrzebną strukturę aby na obczyźnie nie przestać być sobą. Jednakowoż mamy
          świadomość wielkich, osobliwie ludzkich strat, których doznała nasza Cerkiew i
          nasz naród w ciągu ostatnich 60 lat.
          Obecnie wspominamy tych, którzy odeszli, którzy się zagubili, przepadli,
          stracili nadzieję.
          Opłakujemy tych, którzy narodowościowo i religijnie się zasymilowali.
          Niemożliwe jest zliczyć ich zasymilowanych dzieci i wnuków.
          Trzeba też wspomnieć tych którzy wyjechali za granicę w poszukiwaniu wolności.
          W duchowym obszar
          • piotrzr Re: Hierarchowie UGKC o Akcji Wisła 27.04.07, 13:32
            Opłakujemy tych, którzy narodowościowo i religijnie się zasymilowali.
            Niemożliwe jest zliczyć ich zasymilowanych dzieci i wnuków.
            Trzeba też wspomnieć tych którzy wyjechali za granicę w poszukiwaniu wolności.
            W duchowym obszarze AW trwa do dnia dzisiejszego, do dnia dzisiejszego jesteśmy
            zmuszeni zmagać się z jej następstwami.
            Po sześciu dziesiątkach lat od przeprowadzenia AW podchodzimy już mniej
            emocjonalnie do tamtych wydarzeń, coraz mniej pomiędzy nami tych, którzy
            osobiście przeżyli wysiedlenia. Dla drugiego, trzeciego i czwartego pokolenia
            AW – to tylko historia .
            Ciężko nam zapomnieć, to co komunistyczna władza uczyniła w 1947 roku
            Ukraińcom -obywatelom polskim.
            Mamy jednak w pamięci akt wzajemnego przebaczenia i zwierzenia, który dokonali
            polscy i ukraińscy biskupi przez dwoma laty w Warszawie i Lwowie .
            Oczekujemy także, ze polski sejm – podobnie jak uczynił to senat RP w 1990
            roku – ostatecznie osądzi AW by dać moralną i materialną rekompensatę swoim
            obywatelom, którzy byli zmuszeni porzucić ojczyste ziemie na Łemkowszczyźnie,
            przemyslańszczyźnie i Jarosławszczyźnie i lubaczowszczyźnie w 9147 roku.
            Zwracam się z gorącymi życzeniami do wszystkich naszych rodaków by byli nadal
            wiernymi cerkiewnym i narodowym tradycjom naszych ojców.
            Także tylko od nas samych zależy, abyśmy tu, na obczyźnie dalej istnieli jako
            Cerkiew, jako naród. Polecamy też głębokiej modlitwie wszystkich tych naszych
            księży, zakonników i zakonnice i wiernych – którzy nie zagubili się, nie
            stracili nadziei i nie przestali być sobą.
            Pamiętamy w modlitwie o tych wszystkich, którzy spoczęli daleko od swej ziemi
            ojczystej.
            Dla całego naszego narodu, który żyje w Polsce, dla całej naszej Cerkwi
            wypraszamy u Boga wszelkie błogosławieństwo, za wstawiennictwem Prześwietej
            Boharodycy.
            Błogosławieństwo Pańskie niech będzie z wami.

            Arcybiskup Iwan Martyniak
            Metropolita Przemysko-Warszawski
            Biskup Wolodymyr Juszczak
            Biskup Wrocławsko – Gdański

            Dano w Przemyślu i Wrocławiu, dnia 29 kwietnia 2007 roku
            • piotrzr o Akcji Wisła 27.04.07, 21:04
              harazd.net/novyny/jpgs/tn_wisla.jpg
            • mat120 Re: Hierarchowie UGKC o Akcji Wisła 27.04.07, 21:20
              Dziwne posłanie. Ani słowa skruchy i potępienia dla tych, którzy mają
              największą zasługę w tej przeprowadzce. Dla tych,którzy często
              z błogosławieństwem tegoż Kościoła, dopuszczali się wobec bliźnich /również
              Ukraińców/ czynów będących zaprzeczeniem człowieczeństwa. Ani słowa o tym, że
              tylko pozostaniu w Polsce KG zawdzięcza swoje przetrwanie /na Ukrainie został
              zlikwidowany a wiernych hurtem nawrócono na prawosławie/. O naciąganiu
              historycznych faktów lepiej nie wspominać.
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka