opserwvtor
24.08.05, 10:41
PRZEMYŚL. Miasto nie wykorzystuje pełni swoich możliwości w pozyskiwaniu
znaczących środków z funduszy Unii Europejskiej i jest pod tym względem jednym
z regionalnych outsiderów. Przemyśl z kretesem przegrywa w tej rywalizacji nie
tylko z innymi, często małymi miastami, ale i otaczającymi go gminami.
Ze sporządzonego na naszą prośbę zestawienia Kancelarii Prezydenta Miasta,
które obejmuje okres od listopada 2002 do lipca br., czyli kadencję prezydenta
R. Chomy, wynika, że łączna wysokość pozyskanych w tym czasie środków
pozabudżetowych (zewnętrznych źródeł finansowania) sięga kwoty 16,42 mln
złotych, z czego zaledwie 4,6 mln zł (dokładnie 4 626 855 PLN) pochodzi z
funduszy unijnych (ZPORR, PHARE, Komisja Europejska, INTERREG)!
To niewiele więcej od kwoty, jaką gmina Medyka w jednym tylko roku otrzymała z
UE na budowę oczyszczalni ścieków. Z kolei do gminy Orły od listopada 2002 r.
spłynęło z funduszy unijnych 8,27 mln, a gmina Żurawica w tym czasie otrzymała
6 253 tys. "unijnych" złotówek. Wójt Piotr Tomański nie ukrywa, że liczy na
kolejne duże pieniądze, które mogą pojawić się niebawem, bo na rozpatrzenie
czekają kolejne dwa wnioski (na 0,8 i 0,9 mln zł), tym razem na naprawę dróg.
Gdyby chciał zsumować wszystkie źródła dofinansowania budżetu gminy w
ostatnich 3 latach, to uzbierałoby się 12 milionów złotych, trzy czwarte tego,
czym chwali się miasto Przemyśl.
Miernikiem aktywności każdego samorządu w pozyskiwaniu unijnego wsparcia jest
proporcja pozyskanych środków do rocznego budżetu. Dla przykładu, w gminie
wiejskiej Jarosław, która wcale nie jest rekordzistą pod tym względem,
otrzymywane przez nią środki unijne sięgają rokrocznie około 10 % jej budżetu
wynoszącego 17 mln zł, w Orłach (budżet – 16,7 mln zł) i Żurawicy (budżet ok.
15 mln zł) – proporcja ta jest niewiele mniejsza. Gdyby tą miarą oceniać
Przemyśl (budżet rzędu 170 mln zł), to średniorocznie powinien on "ściągać" z
funduszy unijnych 3-4 razy więcej, niż udało się tego dokonać przez ostatnie
trzy lata!
Nie jest specjalną sztuką starać się o unijną pomoc, gdy ma się pieniądze na
udział własny w planowanych inwestycjach. W gminach, gdzie połowę i więcej
wydatków budżetu pochłania oświata, jest to znacznie trudniejsze zadanie, niż
w miastach – zgodnie mówią wójtowie. Przewaga gmin leży jednak w innej
mentalności, bo tam nie polityka, a rzeczywisty interes lokalnej społeczności
ma bezwzględny priorytet. Dlatego włodarze gmin mają większe pole do popisu i
mogą liczyć na wsparcie swoich starań. Nie znajdzie wójta, który nie byłby w
"województwie", u marszałka bądź wojewody, 2-3 razy w miesiącu. Są za to tacy
miejscy notable, którzy czynią to od wielkiego święta i się do Rzeszowa raz,
dwa razy w roku, i to jak dobrze pójdzie.
Gdy w ub. roku pytałem prezydenta Przemyśla, dlaczego udaje się miastu
pozyskiwać z funduszy unijnych tylko tyle, co kot napłakał, usłyszałem, że
były problemy z pozyskaniem odpowiedniego fachowca (nie udało się skaperować
go nawet poprzez konkurs). Nadzieja prezydenta tkwiła m.in. w Przemyskiej
Agencji Rozwoju Regionalnego, ale ostatnia dymisja jej prezesa dowodzi, że
PARR zawiodła, co było zresztą łatwe do przewidzenia.
Trudno myśleć o sukcesach w pozyskiwaniu unijnych środków na inwestycje, skoro
w Przemyślu miał się tym zajmować muzyk z zawodu, którego miejsce jest w
szkole i sali koncertowej. W każdym razie, żaden wójt gminy na taki pomysł na
pewno by nie wpadł.
ZDZISŁAW BESZ
Super Nowości z dnia 24_08_2005
źródło: SN -
www.pressmedia.com.pl/sn/wydarzenia/d2.asp?u_file=LK%2ETXT