Dodaj do ulubionych

Korekta granic Polski z 1951 r.

22.11.07, 13:59
Za Wikipedią:

"Umowa o zamianie granic z 1951 roku - była to największa w historii
powojennej Polski i jedna z największych w historii powojennej
Europy korekta graniczna. Dotyczyła wymiany terenów o powierzchni
480 km2 (obszar powierzchniowo zbliżony do Warszawy).

ZSRR odstąpił Polsce fragment ówczesnego obwodu drohobyckiego
należącego do USRR (obecnie jest to miasto Ustrzyki Dolne (Устрики
Долішні) oraz wsie : Czarna (Чорна), Lutowiska, Krościenko, Bandrów
Narodowy, Bystre, Liskowate, wraz z terenami okolicznymi)
Polska odstąpiła ZSRR fragment województwa lubelskiego z miastami
Bełz (obecnie Белз), Sokal (Сокаль), Uhnów (Угнів), Krystynopol
(Червоноград), Waręż (Варяж) wraz z linią kolejową Rawa Ruska -
Krystynopol. Obecnie miasta te znajdują się na terenie rejonu
sokalskiego w obwodzie lwowskim (Сокальський район, Львівська
область).

Wedle postanowień umowy cały majątek nieruchomy (budynki, kołchozy,
infrastruktura, linie kolejowe) przechodził wraz z terytorium na
rzecz nowego właściciela. Państwo odstępujące nie mogło w związku
powyższym rościć żadnych pretensji o rekompensatę. Państwo
odstępujące zachowywało prawo do majątku ruchomego (sprzętu
rolniczego, taboru kolejowego, inwentarza żywego) pod warunkiem
wywiezienia go.

Ludność z żyznych okolic Sokala została pod koniec 1951 roku
przesiedlona w Bieszczady w ramach "Akcji H-T". Możliwe, że
nieoficjalnym powodem wymiany były złoża węgla kamiennego na
Sokalszczyźnie."

pl.wikipedia.org/wiki/Umowa_o_zamianie_granic_%281951%29
Obserwuj wątek
    • tawnyroberts "Akcja H-T" 22.11.07, 14:34
      I jeszcze kilka zdań z "Serwisu Informacyjnego o Lutowiskach":

      "Zgodnie z umową o wymianie terenów przygranicznych, zawartą między
      władzami PRL a Związkiem Radzieckim. Dla mieszkańców Bieszczadów
      oznaczało to bolesne, przymusowe przesiedlenia. A w ich miejsce, w
      dzikie góry trafili Polacy nieprzystosowani do takich warunków. Do
      dziś jedni i drudzy z goryczą wspominają tamte dni.

      W wyniku podpisanej w 1951 roku stalinowskiej umowy do Polski
      wróciły Ustrzyki Dolne, Czarna, Lutowiska i okolice. W sumie prawie
      połowa Bieszczadów. W zamian za to Związek Radziecki przejął bogate
      w węgiel i czarnoziemy okolice Hrubieszowa i Tomaszowa, stąd
      nazwa: "Akcja H-T". Polacy wyrwani z żyznych terenów tzw. Grzędy
      Sokalskiej musieli nauczyć się trudnego gospodarowania w górskim
      terenie."

      Ciekawi mnie sposób przeprowadzenia przesiedleń w ramach "Akcji H-
      T". Wiem skądinąd, że była to bardzo skomplikowana operacja. Czy
      ktoś ma jakąś wiedzę na ten temat? Kiedyś ukazała się książka,
      zmarłego niedawno Mieczysława Buziewicza, "Stąd nasz ród! Bełz,
      Krystynopol, Ostrów, Sokal, Uhnów, Waręż. Akcja HT-1951". Niestety
      nie posiadam jej, a szkoda, bo pewnie jest tam sporo informacji na
      temat przesiedleń...
      • ralston Re: "Akcja H-T" 22.11.07, 14:58
        Na temat techniki przesiedlenia nic nie mam - ale za to zapodam coś
        innego. Zawsze mi się przypomina, kiedy ktoś o tej "korekcie granic"
        wspomni, piosenka do słów Agnieszki Osieckiej, śpiewana przez Wandę
        Warską a ostatnio przez Raz-Dwa-Trzy:

        Miasteczko Bełz /main sztetełe Bełz

        Mój miły Icek
        już nie bój się nocy
        i ludziom w oczy patrz,
        w miasteczku Bełz.
        Minęło tyle lat,
        harmonia znów gra,
        obłoki płyną w dal,
        znów toczy się świat.

        Wypiękniał nasz Bełz,
        w ogrodach, na drogach bez.
        Nikt nie chce pamiętać,
        nikt nie chce znać
        smaku łez.

        I tylko gdy śpisz,
        samotny i sam,
        i tylko gdy śpisz,
        płyniesz, giniesz tam...

        Gdzie tata i mama
        przy tobie są znów
        i czule pilnują
        malutkich twych snów.

        Miasteczko Bełz,
        kochany mój Bełz.
        W poranne gazety ubrany
        spokojnie się budzi Bełz.

        Łagodny świt
        w zwyczajnych dni rytm,
        w niedzielę bezpieczna
        nad rzekę wycieczka
        i w krzakach szept.

        A w piekarni pachnie chleb,
        koń nad owsem schyla łeb.
        Zakochanym nieba dość,
        tylko cicho gwiżdże ktoś.

        Miasteczko Bełz,
        main sztetełe Bełz.
        Wypłowiał już tamten obrazek,
        milczący, płonący Bełz.

        Dziś, kiedy dym.
        to po prostu dym.
        Pierścionek na szczęście,
        w przemyśle zajęcie,
        w niedzielę chrzest.

        Białe ziarno, czarny mak,
        młodej żony słodki smak.
        Kroki w sieni... nie drżyj tak,
        to nie oni. To tylko wiatr...

        Miasteczko Bełz
        kochany mój Bełz.

        W kołysce gdzieś dzieciak zasypia.
        a mama tak nuci mu:

        Zaśnijże już
        i oczka swe zmruż.
        Są czarne,
        a szkoda, że nie są niebieskie.
        Wolałabym...

        Zaśnijże już
        i oczka swe zmruż.
        Są czarne,
        a szkoda, że nie są niebieskie.
        Wolałabym...
        Tak jakoś...



        • ralston Re: "Akcja H-T" 22.11.07, 15:02
          I tylko bym jeszcze chciał dodać, że w ogniu dyskusji łatwo się
          zapomina, że Podkarpacie, to nie tylko Polacy i Ukraińcy, ale i ci,
          których już tu nie ma. (I żeby nie było, że zapominam - to jeszcze
          oczywiście i o Grekach należy wspomnieć - kto był w Krościenku, ten
          wie) Ale to oczywiście temat na zupełnie inny wątek...
        • ralston Re: "Akcja H-T" 22.11.07, 15:11
          Hmmm... według Wikipedii autorami są Burstein, Lith-Frey (w.g.
          Jerzego Płaczkiewicza). A śpiewana była już przed wojną m.in. przez
          Adama Astona w 1935 roku.
        • krouk Re: "Akcja H-T" 22.11.07, 16:23
          ralston napisał:
          Zawsze mi się przypomina, kiedy ktoś o tej "korekcie granic"
          > wspomni, piosenka do słów Agnieszki Osieckiej, śpiewana przez
          Wandę
          > Warską a ostatnio przez Raz-Dwa-Trzy:
          >
          > Miasteczko Bełz /main sztetełe Bełz
          -----------------------------------------------

          Ja mam od lat dokładnie to samo !! - poważnie :)

          • ralston Re: "Akcja H-T" 22.11.07, 16:51
            Wierzę. Piosenka przypominała mi się również wtedy, kiedy z polskiej
            strony patrzyłem na wieże kościoła w Warężu. Taką już mam asocjację -
            jedno przywołuje drugie bezwarunkowo. W tej chwili melodia łazi za
            mną bez przerwy :)
            • piotrzr umowa i dyskusja 28.11.07, 11:06
              forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=45535&w=57479377&a=57482791
    • tawnyroberts Oryginalny tekst umowy o zamianie granic 01.12.07, 20:34
      Pozwolę sobie skopiować, z dyskusji na "Podkarpackiej u-Krainie",
      oryginalny tekst umowy o zamianie granic z 1951 r.

      "Bolesław Bierut Prezydent Rzeczypospolitej Polskiej podaje do
      powszechnej wiadomości:

      W dniu piętnastym lutego tysiąc dziewięćset pięćdziesiątego
      pierwszego roku podpisana została w Moskwie Umowa, pomiędzy
      Rzecząpospolitą Polską a Związkiem Socjalistycznych Republik
      Radzieckich, o zamianie odcinków terytoriów państwowych w
      następującym brzmieniu dosłownym:

      Umowa pomiędzy Rzecząpospolitą Polską a Związkiem Socjalistycznych
      Republik Radzieckich o zamianie odcinków terytoriów państwowych.

      Prezydent Rzeczypospolitej Polskiej i Prezydium Rady Najwyższej
      Związku Socjalistycznych Republik Radzieckich, w celu częściowej
      zmiany i uzupełnienia Umowy Granicznej, pomiędzy Polską a Związkiem
      Socjalistycznych Republik Radzieckich z dnia 16 sierpnia 1945 roku,
      postanowili zawrzeć niniejszą Umowę i mianowali jako swych
      pełnomocników:

      Prezydent Rzeczypospolitej Polskiej Wiceprezesa Rady Ministrów
      Rzeczypospolitej Polskiej – Zawadzkiego Aleksandra,
      Prezydium Rady Najwyższej Związku Socjalistycznych Republik
      Radzieckich Ministra Spraw Zagranicznych Związku Socjalistycznych
      Republik Radzieckich – Wyszyńskiego Andrzeja Januarowicza,

      którzy po wymianie swych pełnomocnictw, uznanych za sporządzone w
      należytej formie i w całkowitym porządku, zgodzili się na
      następujące postanowienia:

      Art. 1.
      Związek Socjalistycznych Republik Radzieckich odstępuje, w drodze
      wzajemnej zamiany, Rzeczypospolitej Polskiej odcinek terytorium
      państwowego w obwodzie drohobyckim o ogólnej powierzchni 480
      kilometrów kwadratowych, przy czym odcinek ten włącza się w skład
      terytorium państwowego Rzeczypospolitej Polskiej i odpowiednio
      zmienia się istniejącą granicę między Polską a Związkiem SRR,
      zgodnie z załączonym opisem granicy i mapą w podziałce 1:500.000.

      Art. 2.
      Ze swej strony Rzeczpospolita Polska odstępuje, w drodze wzajemnej
      zamiany, Związkowi Socjalistycznych Republik Radzieckich odcinek
      terytorium państwowego w województwie lubelskim o ogólnej
      powierzchni 480 kilometrów kwadratowych, przy czym odcinek ten
      włącza się w skład terytorium państwowego Związku Socjalistycznych
      Republik Radzieckich i odpowiednio zmienia się istniejącą granicę
      między Polską a Związkiem SRR, zgodnie z załączonym opisem granicy i
      mapą w podziałce 1:500.000.

      Art. 3.
      Celem przeprowadzenia w terenie linii granicznej między
      Rzecząpospolitą Polską a Związkiem Socjalistycznych Republik
      Radzieckich, zgodnie z artykułem 1 i 2 niniejszej Umowy oraz celem
      sporządzenia odpowiednich aktów, strony powołują na zasadach
      parytetu Mieszaną Polsko-Radziecką Komisję dla Delimitacji Granicy.
      Komisja winna rozpocząć swoją pracę nie później niż w ciągu 2
      tygodni i zakończyć ją nie później niż w ciągu 2 - 3 miesięcy od
      dnia wymiany dokumentów ratyfikacyjnych. Wydatki na utrzymanie
      Mieszanej Polsko-Radzieckiej Komisji dla Delimitacji Granicy poniosą
      umawiające się strony w równych częściach.


      Art. 4.
      Zagadnienia majątkowe związane z zamianą odcinków reguluje Protokół
      załączony do niniejszej Umowy i wchodzący w życie równocześnie z
      Umową, której jest nieodłączną częścią.

      Art. 5.
      Umowa niniejsza podlega ratyfikacji w możliwie najkrótszym czasie i
      wchodzi w życie od dnia wymiany dokumentów ratyfikacyjnych. Wymiana
      dokumentów ratyfikacyjnych odbędzie się w Warszawie.

      Sporządzono w Moskwie dnia 15 lutego 1951 roku w dwu egzemplarzach,
      każdy w języku polskim i rosyjskim, przy czym oba teksty posiadają
      jednakową moc.

      Z upoważnienia
      Prezydenta Rzeczypospolitej Polskiej
      A. Zawadzki

      Z upoważnienia
      Prezydium Rady Najwyższej
      Związku Socjalistycznych Republik Radzieckich
      A. J. Wyszyński

      Załącznik do art. 2 Umowy pomiędzy Rzecząpospolitą Polską a
      Związkiem Socjalistycznych Republik Radzieckich z dnia 15 lutego
      1951 r.

      Opis linii granicy państwowej na odcinku terytorium odstępowanego
      przez Rzeczpospolitą Polską Związkowi Socjalistycznych Republik
      Radzieckich.

      Początkowym punktem linii granicy państwowej na odcinku terytorium
      odstępowanego przez Rzeczpospolitą Polską Związkowi Socjalistycznych
      Republik Radzieckich w drodze zamiany jest punkt, położony na polsko-
      radzieckiej granicy państwowej w przybliżeniu 2,2 km na południowy-
      wschód od kościoła miejscowości Wierzbica i w przybliżeniu 5,9 km na
      północny-wschód od kościoła miejscowości Kornie. Od tego miejsca
      linia granicy przebiega w kierunku północno-wschodnim, zostawiając
      po stronie ZSRR linię kolejową Rawa Ruska - Krystynopol, a po
      stronie polskiej miejscowość Wierzbica i dochodzi do punktu,
      położonego w przybliżeniu 2,2 km na zachód od stacji kolejowej Uhnów
      i w przybliżeniu 4,0 km na północny-wschód od kościoła miejscowości
      Wierzbica. Dalej linia granicy przebiega w kierunku wschodnim
      pozostawiając po stronie ZSRR linię kolejową Rawa Ruska -
      Krystynopol i miejscowości Uhnów, Korczów, a po stronie Polski -
      Tarnoszyn, Korczmin, i dochodzi do punktu położonego na drodze
      gruntowej Bełz - Oserdów, w przybliżeniu 3,3 km na północny-zachód
      od stacji Bełz.
      Następnie linia granicy skręca na północny-wschód i przebiega dalej
      w tymże kierunku, pozostawiając po stronie ZSRR miejscowości
      Przemysłów, Wierzbiąrz, Rusin, Waręż, Uhrynów, Piaseczno, a po
      stronie Polski - Oserdów, Dłużniów, Hulcze, Oszczów i łączy się z
      polsko-radziecką granicą państwową na rzece Bug w punkcie położonym
      w przybliżeniu 6,2 km na południowy-wschód od kościoła w
      miejscowości Kryłów i w przybliżeniu 4,9 km na zachód od kościoła w
      miejscowości Litowiż.
      Załącznik do art. 1 Umowy pomiędzy Rzecząpospolitą Polską a
      Związkiem Socjalistycznych Republik Radzieckich z dnia 15 lutego
      1951 r.

      Opis linii granicy państwowej na odcinku terytorium odstępowanego
      przez Związek Socjalistycznych Republik Radzieckich Rzeczypospolitej
      Polskiej.

      Początkowym punktem linii granicy państwowej na odcinku terytorium
      odstępowanego przez Związek Socjalistycznych Republik Radzieckich
      Rzeczypospolitej Polskiej w drodze zamiany jest punkt, położony na
      polsko-radzieckiej granicy państwowej na rzece San w przybliżeniu
      3,9 km (w linii prostej) na północny-wschód od ujścia rzeki Wołosaty
      do rzeki San i w przybliżeniu 0,5 km na południe od kościoła w
      miejscowości Żurawin. Od tego miejsca linia granicy przechodzi z
      początku na północ, a potem w kierunku północno-zachodnim,
      zostawiając po stronie ZSRR miejscowości Żurawin, Chaszczów,
      Grąziowa, Nanowa i Łopusznica, a po stronie Polski - Lutowiska,
      Michniowiec, Bystre, Bandrów-Kolonia, Krościenko i Liskowate i łączy
      się z polsko-radziecką granicą państwową w punkcie, położonym w
      przybliżeniu 3,8 km na wschód od kościoła miejscowości Jureczkowa i
      6,7 km na północny-zachód od kościoła miejscowości Łopusznica."
      • piotrzr Mam też jedną z kopii map 01.12.07, 21:28
        Mam też kopie mapy zamiany terytoriów stanowiącej załącznik do owej umowy -
        postaram sie dodać do mego fotoforum :)
        Pozdrawiam
        • tawnyroberts Re: Mam też jedną z kopii map 01.12.07, 22:31
          Świetnie, to byłoby doskonałe uzupełnienie dyskusji w tym wątku.
          Czekam z niecierpliwością!
        • piotrzr Mapa zamiany terytoriów 24.02.13, 17:43

    • tawnyroberts Korekta granic Polski z 1951 r. - uzupełnienie 28.11.08, 20:47
      Na Wikipedii, w haśle dotyczącym korekty granic Polski z 1951 r.,
      pojawił się dodatkowo taki oto dopisek:

      "Pierwotnie wymiana miała dotyczyć większego obszaru. Polsce miała
      przypaść także miejscowość Niżankowice oraz linia kolejowa Przemyśl-
      Zagórz, w zamian za co ZSRR zażądał dopłaty w złocie. Wobec odmowy
      strony polskiej dokonano korekty tylko 480 kilometrów kwadratowych,
      a fragment linii kolejowej pozostał na terenie ZSRR (dziś znajduje
      się na terytorium Ukrainy)."

      pl.wikipedia.org/wiki/Umowa_o_zamianie_granic_%281951%29


      Przeczytałem kiedyś u Misiły, że strona polska tuż po wojnie starała
      się o przekazanie jej terenów z fragmentem wspomnianej linii
      kolejowej, leżącej po stronie ZSRR. W świetle tego odmowa dopłaty za
      wymieniony obszar wydaje mi się dziwna...
      • parton Re: Korekta granic Polski z 1951 r. - uzupełnieni 30.12.08, 11:53
        To również historia mojej rodziny. Długo szukałem materiałow na ten temat.
        Znalazłem bardzo ciekawe opracowanie na Forum Ustrzyk Dolnych. Ponieważ jest
        tego sporo nie wkleje tego tutaj tylko podam linka:

        ustrzyki.net.pl/forum/viewtopic.php?t=83&postdays=0&postorder=asc&start=0
        • mariusz9959 Re: Korekta granic Polski z 1951 r. - uzupełnieni 30.12.08, 20:46
          Rzeczywiście, bardzo ciekawe opracowanie. Dzięki za link.
        • tawnyroberts Hrubieszowsko-Tomaszowska Akcja Przesiedleńcza 02.02.10, 08:14
          Ostatnio pokusiłem się o uporządkowanie i dopasowanie do formuły
          forum interesującego opracowania na temat "Hrubieszowsko-
          Tomaszowskiej Akcji Przesiedleńczej", linkowanego kiedyś przez
          Partona. Co prawda, jest to opis operacji widziany oczyma
          komunistycznej władzy, ale jak napisał autor "prawdopodobnie nie
          istnieją żadne inne źródła aktowe przedstawiające obraz tamtych
          wydarzeń". Tak czy owak, dla dyskusji na temat korekty granic z 1951
          r. jest to pozycja bezcenna. Zapraszam do lektury.


          "Hrubieszowsko – Tomaszowska Akcja Przesiedleńcza (październik –
          listopad 1951 roku)"

          Wydarzenia związane z Hrubieszowsko-Tomaszowską Akcją Przesiedleńczą
          przeprowadzoną na wskutek korekty granic między Polską
          Rzeczpospolitą Ludową a Związkiem Socjalistycznych Republik
          Radzieckich budziły moje zainteresowanie od dawna. Pierwszym jego
          powodem było to, że w wydarzeniach tych uczestniczyli moi dziadkowie
          pochodzący właśnie z terenów Sokala, Domaszowa i Uhnowa. Z tamtymi
          utraconymi terenami związane więc były przez długie dziesięciolecia
          korzenie i losy mojej rodziny. Wprawdzie problem przesiedlenia nie
          dotknął mnie i mojego pokolenia osobiście, ale wciąż był żywy
          poprzez wzrastanie i życie wśród ludzi dla których przesiedlenie
          było jedną z większych tragedii życiu. Poprzez życie w środowisku
          ludzi przesiedlonych w ramach Akcji H-T problem ten nie był mi obcy,
          dlatego też chciałem poznać dokładniej wszystkie możliwe
          okoliczności i problemy związane z przesiedleniem ludności w 1951
          roku. Wspomnienia i obrazy zachowane w świadomości członków mojej
          rodziny, sąsiadów i innych ludzi uczestniczących w tych wydarzeniach
          zainspirowały mnie do podjęcia próby głębszego zbadania przyczyn i
          powodów przesiedlenia, sposobu przeprowadzenia akcji przesiedleńczej
          przez ówczesny komunistyczny aparat władzy oraz przebiegu tych
          wydarzeń.

          Ważne znaczenie w opracowaniu tego tematu miały dla mnie monografie
          przedstawiające dzieje tego regiony na przestrzeni wieków, które
          umożliwiły mi poznanie kulturowego dziedzictwa regionu
          bieszczadzkiego przed przeprowadzeniem akcji przesiedleńczej w 1951
          roku. Nieocenioną skarbnicą wiadomości dotyczących historii tego
          regionu stały się badania i prace historyków i dziennikarzy
          zajmujących się badaniem dziejów tych terenów, a zaliczamy do nich
          Andrzeja J. Maderę, Andrzeja Potockiego, Macieja Augustyna i Bogdana
          Augustyna. Prace wymienionych autorów umożliwiły mi dokładniejsze
          poznanie charakteru i specyfiki tego regionu, pokazały jego bogactwo
          kulturowe i duchowe tworzone przez pokolenia żyjących przez wieki
          obok siebie ludzi jakże różnej narodowości. W swoich badaniach w
          celu lepszego zgłębienia i zrozumienia badanego problemu opierałem
          się na różnorodnych źródłach historycznych do których udało mi się
          dotrzeć. Do najważniejszych pisanych źródeł aktowych wykorzystanych
          przy opracowywaniu tego zagadnienia należy zaliczyć: „Umowę pomiędzy
          Rzeczpospolitą Polską a Związkiem Socjalistycznych Republik
          Radzieckich o zamianie odcinków terytoriów państwowych” – podpisaną
          dnia 15 lutego 1951 roku oraz protokoły i raporty sporządzane przez
          organy państwowe odpowiedzialne za przygotowanie i przeprowadzenie
          akcji przesiedleńczej. W swoich badaniach w celu lepszego zgłębienia
          i zrozumienia badanego problemu opierałem się na różnorodnych
          źródłach historycznych do których udało mi się dotrzeć. Protokoły
          Delegatury Pełnomocnika Rządu Do Spraw Przesiedlenia – wartość tych
          dokumentów nie jest jednoznaczna i nie należy jej przeceniać, biorąc
          pod uwagę okoliczności ich powstawania i znając system i sposoby
          pracy urzędników państwowych w kształtującym się komunistycznym
          aparacie władzy. Jednakże zaznaczyć należy, że prawdopodobnie nie
          istnieją żadne inne źródła aktowe przedstawiające obraz tamtych
          wydarzeń, dlatego też były one bardzo pomocne przy opracowywaniu
          zagadnień i problemów zawartych w drugim rozdziale.

          Celem moim ma być przedstawienie różnorodności kulturowej,
          religijnej i narodowej funkcjonującej bez większych przecież
          konfliktów przez całe stulecia, żyjącej niejako w symbiozie, w
          której najważniejszymi elementami było poszanowanie i akceptacja
          odmienności religijnej czy narodowej sąsiada lub wręcz członka
          rodziny, niszczącego pokoleniowe tradycje, rozprzestrzeniającego się
          w okresie drugiej wojny nacjonalizmu i tragedię ludzi dotkniętych
          dyktowanymi odgórnie decyzjami władzy. Decyzjami tak do końca nie
          zrozumiałymi dla tysięcy ludzi wysiedlanych w ramach akcji ,,Wisła”
          i przesiedlanych na teren Bieszczad w ramach ,,Hrubieszowsko-
          Tomaszowskiej Akcji Przesiedleńczej”. Wszystkich tych ludzi łączą do
          dziś przeżycia związane z koniecznością opuszczenia „ojcowizny”.

          *Zarys dziejów ziemi bieszczadzkiej do 1951 roku*

          Podkarpacie jest związane z państwem polskim pod względem
          terytorialnym od XI wieku. Różne były jego dzieje i koleje losu, tak
          jak różnie układała się historia macierzy, którą była Polska. Przez
          szereg lat teren ten mimo prawnej przynależności do Polski był
          miejscem współistnienia wielu narodowych nacji i kultur, które były
          przez nie tworzone. Od wieków na ziemiach tych ścierały się bowiem
          wpływy kultury polskiej, ruskiej, żydowskiej i ukraińskiej, nie
          brakowało też widocznych wpływów kultury ormiańskiej, niemieckiej
          czy romskiej. Wielonarodowość, tak charakterystyczna dla tych
          terenów, od pradziejów wnosiła jednocześnie na te ziemie
          różnorodność religijną i obyczajową. Dlatego trudno opisywać te
          tereny nie biorąc pod uwagę mozaiki mentalnej i kulturowej ziemi
          podkarpackiej, która musiała znaleźć odbicie w życiu, zachowaniu i
          światopoglądzie tutejszych mieszkańców. Ta swoista mieszanka
          kulturowa i narodowa widoczna jest niemal w każdej miejscowości,
          wiosce czy miasteczku istniejącym na tych terenach. Świadczą o niej
          zachowane do dzisiaj pozostałości po zabudowie wsi, obiekty i
          miejsca związane z życiem religijnym mieszkańców czy wreszcie
          pozostałości po cmentarzach, których zachowało się do dnia
          dzisiejszego sporo w lasach bieszczadzkich. Spacerując po nich
          możemy trafić na pozostałości cmentarzy ewangelickich, które
          pojawiły się na ziemiach Podkarpacia wraz z rozwojem reformacji. W
          XVI wieku pojawiły się w wielu tutejszych miejscowościach zbory
          kalwińskie i ariańskie (np. w Hoczwi, Średniej Wsi, Bandrowie). W
          tych lub w sąsiednich wioskach znaleźć można cmentarze wiernych
          obrządku katolickiego, greckokatolickiego czy wyznania mojżeszowego.
          Miejsca te są niezbitym dowodem potwierdzającym współistnienie i
          funkcjonowanie ze sobą różnych nacji i wyznań. Kolonie niemieckie,
          założone w okresie panowania cesarza Józefa II, przetrwały do końca
          istnienia II Rzeczpospolitej. Było ich w Bieszczadach niemało,
          koloniści niemieccy zamieszkiwali m.in. wsie Bandrów – 188 osób,
          Makowa – 113, Obersdorf – 47 (dzisiejsze Krościenko), Steinfelds –
          57 (dzisiejszy Stebnik). Życie mieszkańców w okresie poprzedzającym
          I wojnę światową układało się na tych terenach dobrze, a na pewno
          poprawnie.
        • tawnyroberts Hrubieszowsko-Tomaszowska... - cz. II 02.02.10, 08:17
          W 1921 roku przeprowadzono spis powszechny, który wykazał
          wielonarodowość tych terenów i tak np. w wiosce Berehy Dolne
          (dzisiaj Brzegi Dolne) odnotowano 1018 mieszkańców, zamieszkałych w
          162 domach. Pośród mieszkańców dominowali grekokatolicy w liczbie
          689, kolejną grupę stanowili ewangelicy – 171, rzymokatolików
          spisano 136, zaś izraelitów 22. W wielonarodowych wioskach
          napotykamy ślady dawnych obiektów sakralnych związanych z
          wieloreligijnym społeczeństwem, dlatego też nie dziwi nikogo
          usytuowanie w jednej wsi, a często także w niedużej odległości,
          kościoła, cerkwi, zboru czy synagogi. Są to niezbite dowody
          potwierdzające poprawne stosunki panujące między mieszkańcami tych
          miejscowości. Taki stan rzeczy przetrwał do okresu pierwszej wojny.
          I po jej zakończeniu to wielonarodowe współistnienie nie stanowiło
          większych problemów dla tutejszych mieszkańców. Świadczą o tym
          wspomnienia jednej z mieszkanek Ustrzyk Dolnych: „We wrześniu 1939
          roku rozpoczęłam naukę w szkole podstawowej w Ustrzykach. Do
          wszystkich klas w szkole chodziły wspólnie dzieci polskie, żydowskie
          i ukraińskie. Według mojego rozeznania w Ustrzykach Dolnych
          zamieszkiwali w połowie Polacy i Żydzi oraz pojedyncze rodziny
          mieszane polsko-ukraińskie. W Jasieniu mieszkało kilka rodzin
          polskich, kilka żydowskich, kilka mieszanych polsko-ukraińskich, a
          pozostałą część stanowili Rusini. Niezależnie jednak od narodowości
          wszyscy mieszkańcy Ustrzyk i Jasienia, zarówno dorośli, jak i
          dzieci, żyli w całkowitej zgodzie, bez żadnych zatargów na tle
          etnicznym, narodowościowym czy religijnym”. Wprawdzie jest to obraz
          rzeczywistości widziany oczyma podrastającego dziecka, ale możemy
          przypuszczać, że nie był wyidealizowany, gdyż podobne opisy z życia
          codziennego pojawiają u innych mieszkańców tych ziem. A tak oto
          międzywojenny czas na tych terenach wspomina inny mieszkaniec tych
          ziem Michał Sałopata: „Mieszkałem w miejscowości, w której przed
          wojną większość ludzi należała do obrządku greckokatolickiego. Obok
          nich żyło kilkanaście rodzin polskich i kilka żydowskich. Izraelici
          utrzymywali się z handlu, pozostali zaś parali się pracą na roli. We
          wsi była cerkiew, kościółek, karczma oraz szkoła, do której
          uczęszczały wszystkie dzieci, niezależnie od pochodzenia. W jednej
          ławce siedziały obok siebie córki Polaków i Żydów, w innej synowie z
          rodzin greckokatolickich i rzymskokatolickich. O pochodzeniu nikt
          nie wspominał. Wioskowa społeczność była połączona wieloma więzami
          pokrewieństwa. Na porządku dziennym były mieszane małżeństwa, w
          których funkcjonowały dwa obrządki i nikomu to nie przeszkadzało.
          Jeśli dochodziło między młodymi ludźmi do konfliktów i zatargów,
          nigdy nie wypominano sobie pochodzenia czy przynależności do
          odmiennych wyznań. Młodzież chodziła razem na zabawy, spotykała się
          na schadzkach”. Jak widzimy wielowiekowe współistnienie ze sobą na
          tych terenach mozaiki narodowo-kulturowo-religijnej zakorzeniło
          wśród mieszkańców tolerancję opartą na zdrowych zasadach
          dobrosąsiedzkich i dobroludzkich.

          Co więc stało się z tymi dobrymi ludzkimi stosunkami w latach
          następnych? Z jakich powodów ta lokalna społeczność, żyjąca we
          wzajemnej zgodzie w duchu poszanowania różnorodności narodowej i
          wyznaniowej, przerodziła się w społeczeństwo nietolerancyjne,
          ksenofobiczne i nacjonalistyczne? Co legło u progu zniszczenia tych
          wypracowanych przez wieki zasad wzajemnego, dobrego współżycia ludzi
          na tych ziemiach? Dlaczego przyjacielskie więzi z okresu szkolnego
          nie przetrwały lecz zamieniły się we wzajemną wrogość, nienawiść i
          zemstę, bo takie zasady wzajemnego współżycia zdominowały te ziemie
          w okresie drugiej wojny światowej i pierwsze lata powojenne? Nie
          jest łatwo dzisiaj znaleźć jednoznaczną odpowiedź na takie pytania,
          niewątpliwie źródłem narodzin takiej zgoła odmiennej sytuacji
          społecznej na tych terenach stały się docierające także i tu idee
          nacjonalistyczne i faszystowskie w końcu lat trzydziestych. W 1938
          roku wśród kolonistów niemieckich na tych terenach pojawiało się
          coraz więcej agitatorów wzywających współziomków do większego
          angażowania się w sprawy narodowe Niemiec, co w tym okresie
          nierozerwalnie wiązało się z poparciem polityki prowadzonej przez
          III Rzeszę. Przykładem takiego działania mogło być zebranie
          kolonistów niemieckich zamieszkałych Berehy Dolne. Zebranie, które
          odbyło się 23 lipca 1938 roku pod przewodnictwem Waltera Bolka miało
          na celu przeprowadzenie szeroko zakrojonej agitacji wśród
          miejscowych Niemców. Końcem lipca 1939 r. przybył do Berehów student
          z Łodzi, który rozpoczął agitację wśród młodzieży i ofiarował dla
          niemieckiej świetlicy aparat radiowy, aby mogli słuchać przemówień
          Adolfa Hitlera. Dla tak mocno skomplikowanych pod względem narodowym
          terenów wybuch II wojny światowej przyniósł nowe problemy związane
          nie tylko z koniecznością przystosowania się do nowej wojennej
          rzeczywistości, ale przede wszystkim odnalezienia swojego miejsca w
          wielonarodowym społeczeństwie ziem Podkarpacia. Stosunek różnych
          nacji do wybuchu II wojny i wkroczenia wojsk niemieckich na te
          tereny był też zgoła różny. Polacy i Żydzi fakt wkroczenia sił
          hitlerowskich przyjmowali z najwyższymi obawami. Natomiast
          nacjonaliści niemieccy i ukraińscy witali wojska niemieckie z
          entuzjazmem. Pierwsi jako rodaków, drudzy jako sojuszników w walce o
          swoje państwo, ponieważ wybuch drugiej wojny obudził uśpione dążenia
          separatystyczne i nacjonalistyczne wśród ludności ukraińskiej.
          Nadzieje na utworzenie wolnej i niepodległej Ukrainy były
          szczególnie silne w końcowych latach pierwszej wojny światowej. 19
          października 1918 r. Ukraińcy ogłosili powstanie Zachodnio-
          Ukraińskiej Republiki Ludowej, a dwa tygodnie później na
          interesujących nas terenach polskiej Łemkowszczyzny doszło do
          utworzenia Republiki Komanieckiej. Objęła ona obszar 28 wsi w
          dolinie Osławy na pograniczu Bieszczadów i Beskidu Niskiego.
          Powstanie jej ogłoszono w Komańczy i Wisłoku Wielkim, a jej twórcy
          zgłosili akces przystąpienia do ZURL-u. Przejściowo na obszarze ZURL-
          u znalazły się także Ustrzyki Dolne, gdzie oddział ukraiński liczył
          około stu osób. W walkach z tym oddziałem na stacji kolejowej w
          Ustrzykach Dolnych brał udział oddział żołnierzy polskich pod
          dowództwem porucznika Władysława Maczka. Polakom udało się opanować
          ukraiński pociąg, a kilka dni później zdobyć Chyrów. Poza zasięgiem
          wpływu Polaków w tym czasie pozostały Lutowiska, gdzie znajdował się
          mocny ośrodek proukraiński. Końcowym efektem tych walk między
          Polakami i Ukraińcami było podpisanie 24 maja 1919 r. porozumienia
          polsko-ukraińskiego, zgodnie z którym przyznano Polsce Galicję po
          rzekę Zbrucz.

          W okresie międzywojennym te stosunki polsko-ukraińskie uległy
          stosunkowej normalizacji i na tych terenach nie dochodziło do
          większych zatargów narodowościowych, a ludność cały swój wysiłek
          skierowała w stronę zatarcia śladów rozbiorów i pierwszej wojny.
          Sytuacja taka uległa diametralnej zmianie w obliczu zmiany pozycji
          Polski na arenie międzynarodowej w latach przedwojennych. To
          próbowali ponownie wykorzystać nacjonaliści ukraińscy. Wszak były to
          czasy wszelkim nacjonalistom sprzyjające. W 1939 roku wojska
          niemieckie wkroczyły na te tereny już w drugim tygodniu kampanii
          wrześniowej. Ich pobyt tutaj miał charakter przejściowy, ponieważ
          zgodnie z układem Ribbentrop-Mołotow linię demarkacyjną pomiędzy
          radziecką a niemiecką strefą okupacyjną wyznaczono wzdłuż rzeki San.
          Działania armii niemieckiej koncentrowały się głównie na przejęciu
          kontroli nad tymi terenami do czasu wkroczenia wojsk sowieckich i
          przeprowadzeniu akcji przesiedleńczej, którą zostali objęci wszyscy
          koloniści niemieccy zamieszkujący te tereny.
        • tawnyroberts Hrubieszowsko-Tomaszowska... - cz. III 02.02.10, 08:20
          Od samego początku armia niemiecka rozpoczęła współpracę z aktywnymi
          Ukraińcami. Jednym z przykładów takiej działalności są wydarzenia
          mające miejsce we wrześniu 1939 r. we wsi Berehy Dolne, kiedy to
          Niemcy, wspomagani przez samorzutnie stworzoną milicję ukraińską,
          aresztowali około 50 Żydów, głównie uciekinierów z zachodniej
          Polski. A są to dane tylko z jednej wioski objętej okupacją
          niemiecką we wrześniu 1939 r. Takich lub podobnych akcji było na
          pewno dużo więcej. Obecność Niemców na omawianych terenach nie była
          długa w początkowym okresie wojny i zakończyła się wycofaniem wojsk
          Wehrmachtu przed wkraczającą armią radziecką, ale przed wycofaniem
          wojsko niemieckie zorganizowało jeszcze akcję przesiedleńczą. Była
          to pierwsza akcja przesiedleńcza na tych terenach w okresie wojny i
          jak się wkrótce okazało nie ostatnia. Okazuje się jednak, że decyzja
          o wyjeździe z tych terenów nie była wcale decyzją łatwą dla
          osiadłych tutaj od kilku pokoleń przybyszów znad Renu. Akcję
          przesiedleńczą zaakceptowali i poparli głównie młodzi koloniści
          niemieccy, natomiast starsze pokolenie broniło się przed
          przesiedleniem aż do wkroczenia wojsk sowieckich i podjęło decyzję o
          wyjeździe w obawie właśnie przed wojskami Armii Czerwonej.
          Przesiedlenia w tej fazie wojny nie objęły wszystkich, w Ustrzykach
          Dolnych i w okolicznych wioskach pozostali mieszkańcy innych
          narodowości czyli Polacy, Żydzi i Ukraińcy. Ich wszystkich miał
          spotkać podobny los, ale w następnych latach wojny.

          W okresie okupacji radzieckiej na tych terenach w bardzo trudnej
          sytuacji znaleźli się miejscowi Polacy. Osoby związane z
          przedwojenną polską administracją, wojskiem, leśnictwem stały się
          elementem podejrzanym politycznie. Administracja radziecka, przy
          współpracy z aktywistami narodowości ukraińskiej czy żydowskiej,
          sporządzała listy osób przeznaczonych do aresztowania lub
          wysiedlenia. Takie działanie wśród małych miejscowych społeczności
          musiało wnosić wiele nienawiści i wzajemnej wrogości oraz
          przyczyniało się do narastania konfliktów narodowościowych na tych
          terenach, których prawdziwym apogeum miały być ostatnie lata wojny i
          działalność oddziałów UPA. Choć nie brakowało na pewno nadal
          uczciwych ludzi, dla których los drugiego człowieka nie był
          obojętny, mimo innej narodowości. Danuta Księżykówna w swoich
          wspomnieniach z okresu wojny spędzonej w Ustrzykach Dolnych pisze
          tak: „Omijały naszą rodzinę okrutne i bezwzględne łapanki i wywózki
          do obozów. Ojciec bez względu na niebezpieczeństwo pomagał ludziom
          będącym w potrzebie. Gdy powstało getto żydowskie, ryzykował i
          pomagał Żydom w miarę możliwości. (...) Żydzi przekazywali swoje
          prośby odnośnie załatwiania różnych spraw i wiem, że ojciec często
          przekazywał wiadomości w obie strony, coś załatwiał, coś
          dostarczał.” Otóż okazuje się, że dopóki wszyscy mieli wspólnego
          wroga, można było jeszcze próbować odbudowywać poprawne stosunki
          międzyludzkie na tych terenach, lecz wkrótce okazało się, że wrogów
          narodziło się więcej niż okupantów.

          Tym wrogiem, ukrywającym się przez szereg lat przed wybuchem wojny,
          był nacjonalizm ukraiński podnoszący głowę w końcowych latach II
          wojny światowej. Ramieniem zbrojnym nacjonalistów ukraińskich stały
          się oddziały Ukraińskiej Powstańczej Armii. To na barki tej
          nacjonalistycznej i terrorystycznej organizacji należy złożyć
          przyczynę takiego zaognienia stosunków między Polakami a Ukraińcami
          w końcowych latach drugiej wojny światowej, że dalsza współpraca i
          koegzystencja tych dwóch narodowości obok siebie była niemożliwa.
          Według Andrzeja Potockiego historyka, autora licznych prac
          poświęconych historii Bieszczadów: „za początek zbrodniczej
          działalności UPA w Bieszczadach należy przyjąć dzień 13 marca 1944
          roku, kiedy to zamordowano około 30 mieszkańców Seredniego Małego.
          Zginęło wówczas 7 polskich rodzin szlachty zagrodowej. Ich domostwa
          rabowano i spalono, a w wszystko to działo się w okresie okupacji
          niemieckiej, co pozwala przypuszczać, że taka zbrodnicza działalność
          wobec Polaków nie przeszkadzała okupantom, gdyż podobnych akcji było
          coraz więcej, co oznacza, że oddziały UPA czuły się zupełnie
          bezkarnie.

          Akty terroru skierowane były nie tylko przeciwko ludności polskiej,
          doświadczyła ich także ludność pochodzenia ruskiego sprzeciwiająca
          się ich metodom walki. W latach 1944-1947 nikt w Bieszczadach nie
          mógł czuć się bezpiecznie. Do 1 maja 1946 r. w Bieszczadach spalono
          1130 gospodarstw”. Prawdopodobnie w okolicach wioski Bandrów pod
          koniec okupacji niemieckiej działała zakonspirowana oficerska szkoła
          UPA. Pod koniec wojny banderowcy z Bandrowa przeprowadzili kilka
          akcji zbrojnych skierowanych nie tylko wobec polskiej ludności, ale
          także wobec oddziałów niemieckich. Rodzi się pytanie, czy ludność
          będąca obiektem ataków band UPA pozostawiona była sama sobie i czy
          miała jakiekolwiek szanse obrony przed tym wrogiem atakującym
          znienacka i z niepojętym okrucieństwem? Na czyją pomoc mogli liczyć
          tutejsi mieszkańcy?

          Polskie struktury podziemne w tym rejonie działały w bardzo trudnych
          warunkach. Działał ustrzycki oddział AK, który zorganizował kilka
          akcji w okolicy m.in. wysadzono tory kolejowe w lesie Zamsy, ale
          trudno było prowadzić tutaj regularną i szeroką działalność bojową.
          Ciężko było Polakom, żyjącym tutaj przecież w zdecydowanej
          mniejszości, zorganizować skuteczną obronę przed oddziałami UPA,
          które działały na zasadzie walki partyzanckiej. Ukraińcy z oddziałów
          UPA atakowali zawsze z zaskoczenia, często świtem lub w momentach
          najmniej oczekiwanych np. w czasie nabożeństw kościelnych
          odbywających się w miejscowych świątyniach. Słynęli z okrucieństwa i
          nie spotykanego do tej pory na tych terenach barbarzyństwa. Nie
          oszczędzali w swojej zajadłości kobiet, dzieci czy starców, dlatego
          często zamiast obrony jedynym ratunkiem dla miejscowej polskiej
          ludności była ucieczka z tych ziem.

          Ponowną zmianę okupanta z niemieckiego na radzieckiego przeżyła ta
          ziemia, gdy doszło do wojny między Niemcami a Sowietami. Wówczas
          część polskiej ludności zamieszkującej te tereny np. wsie Berehy
          Dolne, Bandrów czy Krościenko. Dolina Strwiąża ponownie znalazła się
          w granicach ZSRR po przełamaniu oporu niemieckiego nad górnym
          Strwiążkiem przez 271 Dywizję Piechoty pod dowództwem generała
          majora W. Możejewa 19 września 1944 roku. Kiedy okazało się że wieś
          pozostanie w granicach ZSSR zaczęły się masowe wyjazdy, najpierw na
          tereny na zachód od Sanu później na Ziemie Zachodnie. Wspominana
          wcześniej mieszkanka Jasienia w okresie międzywojennym Danuta
          Księżykówna tak wspomina okres wysiedlenia: „Po dokonaniu ustaleń
          politycznych pomiędzy aliantami i Rosją dotyczących wschodnich
          granic Polski, według których Ustrzyki miały przynależeć do Rosji,
          nastąpiła repatriacja Polaków z Ustrzyk i terenów przyległych wgłąb
          Polski. Każda rodzina dostała do dyspozycji pół wagony towarowego,
          bez względu na jej skład i stan posiadania. Wyjazd mój z mamą miał
          miejsce w kwietniu 1944 r. Stacją docelową dla nas była Bochnia,
          podróż trwała bardzo długo”.
        • tawnyroberts Hrubieszowsko - Tomaszowska... - cz. IV 02.02.10, 08:25
          Władze polskie szybko zrozumiały, że jest to jedna z niewielu
          skutecznych metod walki z oddziałami UPA w Bieszczadach. W dniu 9
          września 1944 roku pomiędzy Polskim Komitetem Wyzwolenia Narodowego
          i rządem Ukrainy sowieckiej została podpisana umowa o „dobrowolnej”
          repatriacji Polaków z Ukrainy do Polski i Ukraińców z Polski na
          Ukrainę. Od roku 1945 w rejonie ustrzyckim w celu osłabienia
          podziemia ukraińskiego i złamania biernego oporu ludności władze
          sowieckie przeprowadziły akcje pacyfikacji wsi i akcję wysiedleńczą.
          We wsi Bandrów akcją tą objęto według danych następującą liczbę
          mieszkańców: planowana liczba wysiedlonych rodzin 2020, meżczyzn
          4535, kobiet 5643 łącznie razem z dziećmi (135). Wyznaczeni
          wysiedleńcy mogli zabrać ze sobą jedynie odzież i żywność,
          zawiadomiono ich o wywózce na Sybir. Wywózce towarzyszyły
          dramatyczne okoliczności, ponieważ ludzie próbowali stawiać opór.
          Wszystkich zagnano do ogrodzenia z drutów kolczastych i tak pod
          gołym niebem pozostawali przez 5 godzin w oczekiwaniu na transport
          kolejowy.

          Ludność polska w wyniku zmiany okupantów stanęła przed kolejnym
          zagrożeniem związanym z mobilizacją przeprowadzoną do Armii
          Czerwonej. Obawy przed tym poborem były też niebagatelnym powodem
          opuszczania rodzinnych wsi, pomijając już fakt grasowania oddziałów
          UPA. 16 sierpnia 1945 roku w Moskwie doszło do zawarcia umowy
          granicznej między Polską a ZSRR, ale było to jedynie formalne
          zatwierdzenie utrzymującego się od roku stanu faktycznego. W imieniu
          władz polskich umowę tą podpisywał Stanisław Mikołajczyk. Zgodnie z
          jej postanowieniami linia graniczna przebiegać miała od źródeł Sanu,
          przez obszar na południe od miejscowości Solina, na zachód od Rawy
          Ruskiej, wzdłuż Bugu, na wschód od Białowieży i Hajnówki, na zachód
          od Grodna, na wschód od Puńska oraz wzdłuż linii równoleżnikowej
          przebiegającej na północ od Braniewa i Gołdapi aż do Zalewu i
          Mierzei Wiślanej.

          Wkroczenie ponownie wojsk sowieckich niosło za sobą zmiany nie tylko
          natury politycznej, ale także gospodarczej i własnościowej.
          Pozostali na tych terenach Polacy stanęli w obliczu walki z planami
          sowieckiej administracji co do tych terenów i działalnością NKWD, a
          z drugiej strony z nadal aktywnym nacjonalistycznym podziemiem
          ukraińskim. Mając perspektywę życia w takich warunkach społeczno-
          politycznych nie dziwi nas fakt porzucania przez tutejszych Polaków
          majątków czy gospodarstw rodzinnych z którymi ich rodziny związane
          były od kilku pokoleń. Głównym celem gospodarczym sowieckiego
          okupanta stało się przejęcie kontroli nad gruntami i lasami, służyć
          temu miała kolektywizacja wsi. Pierwszy na tym terenie i uważany za
          wzorcowy kołchoz utworzono we wsi Równia w 1945 roku. W rejonie
          Ustrzyk akcję kolektywizacji rozpoczęto w 1945 roku. Władze
          radzieckie spotykały się z dużym oporem mieszkańców przywiązanych do
          własnej ziemi jeszcze od czasów galicyjskich. Opór wobec akcji
          zakładania kołchozów był więc bardzo silny. Co ciekawsze walkę z
          kolektywizacją prowadziło także ukraińskie podziemie, a oddziały UPA
          często likwidowały osoby biorące czynny udział w tworzeniu na tych
          terenach kołchozów, ale był to tylko jedyny wspólny punkt programowy
          między właścicielami polskimi a działaczami UPA, nie należy też
          wobec tego przeceniać jego wagi.

          Władze sowieckie mimo zagrożenia ze strony oddziałów UPA i biernej
          lub wrogiej postawy polskich rolników konsekwentnie dążyły do
          przeprowadzenia pełnej kolektywizacji tych ziem. Administracja
          sowiecka twardą ręką zaprowadzała porządki na opanowanym terenie.
          Zamożniejszym gospodarzom (tzw. kurkułom) konfiskowano gospodarstwa
          i wysiedlano ich wraz z rodzinami, najczęściej na Syberię, czego
          jednym z wielu przykładów może być wysiedlenie ludności ze wsi
          Bandrów. Dzięki takiej polityce udawało się władzom sowieckim
          stopniowo łamać opór i organizować na terenie Bieszczadów kolejne
          kołchozy jak np. kołchoz im. Watutina w Dwerniku w 1946 roku. W
          Bandrowie założono kołchoz „Nowyj Szliach”, w Ustianowej powstał
          kołchoz „Wilna Ukrajina” w 1947 roku.

          We wsi Ustjanowa mieszkańcy poddali się presji tworzenia kołchozów
          dopiero w 1947 roku. Raport z jednej takiej akcji UPA przeciwko
          kolektywizacji wsi Berehy został opublikowany. Przytoczę go dla
          lepszego przedstawienia ówczesnej rzeczywistości. „Wieczorem oddział
          podszedł do wioski [Berehy], ale schodząc do wsi zauważyli
          go „strybki”, którzy niezwłocznie zawiadomili „Rajon” w Ustrzykach
          Dolnych, że do wsi wchodzą nieznani ludzie. Wkrótce przybyła pomoc z
          Ustrzyk i zaczęła ostrzeliwać oddział. W tym czasie oddział zdążył
          zdemolować siedzibę Silrady i Nadleśnictwa. Zniszczono telefon i
          podpalono zabudowania kołchozu. Przy okazji rozbrojono „strybków”.
          Pozostali byli rozproszeni po całej wsi, co utrudniało ich
          rozbrojenie. Akcję utrudniał posterunek MWD, który mieścił się ok.
          500 m od miejsca akcji. Funkcjonariusze MWD zaczęli ostrzał
          rakietami. Przeprowadzenie tej akcji miało wielkie znaczenie
          propagandowe, albowiem wieś ta od długiego czasu nie widziała
          powstańców i mało wie o naszym ruchu. Zdobyto 5 karabinów i 20 szt.
          amunicji. Strat nie było.”

          Sytuacja ekonomiczna pozostałej na tych terenach ludności była
          bardzo trudna. Rolnicy zostali zobowiązani do wyżywienia z jednej
          strony stacjonujących i przychodzących wojsk sowieckich, a z drugiej
          do wyżywienia stacjonujących w okolicznych lasach oddziałów UPA. Od
          końca 1946 roku władze polskie przygotowywały się do przeprowadzenia
          operacji wojskowej, której celem miało być zlikwidowanie
          nacjonalistycznego podziemia ukraińskiego na terenach południowo-
          wschodniej Polski. W czerwcu i lipcu 1947 roku w ramach
          akcji ,,Wisła” oddziały Wojska Polskiego, Milicji Obywatelskiej i
          Urzędu Bezpieczeństwa dokonały obławy i wysiedlenia około 150 tys.
          Ukraińców z Rzeszowszczyzny, a więc nie tylko działaczy UPA, ale
          również Łemków i całą ludność ukraińską, nawet tą nie związana z
          działalnością UPA. Ludność objętą akcją „Wisła” przesiedlano na
          Pomorze, Dolny Śląsk i Mazury tak, aby rozproszyć ich wśród ludności
          polskiej. Szacuje się, że w akcji tej zginęło około 1,5 tys.
          Ukraińców.

          Pod koniec 1950 roku zapadła decyzja o zmianie przebiegu granicy
          polsko-radzieckiej na terenie Podkarpacia. W lutym 1951 r.
          wicepremierzy Polski i ZSRR Aleksander Zawadzki i Andrzej Wyszyński
          podpisali umowę o wymianie obszaru o powierzchni około 480 km2 u
          źródeł Bugu na północ od Sokala, na teren podobnej wielkości,
          położony na południe od Przemyśla z miasteczkiem Ustrzyki Dolne.
          Porozumienie oficjalnie ogłoszono dopiero w maju 1951 roku, dając w
          ten sposób czas na zajęcie przez ZSRR okolic Sokala, na których
          odkryto złoża gazu ziemnego. Dlatego też mieszkańcy Podkarpacia
          dowiedzieli się o akcji przesiedleńczej dopiero w maju 1951 roku.
        • tawnyroberts Hrubieszowsko - Tomaszowska... - cz. V 02.02.10, 08:31
          *Przebieg akcji przesiedleńczej w 1951 roku według protokołów
          Delegatury Pełnomocnika Rządu w Ustrzykach Dolnych*

          Plan przygotowanej akcji przesiedleńczej obejmującej ludność powiatu
          Hrubieszowskiego i Tomaszowskiego.

          Po przyjętej przez nasz rząd korekcie granic w 1951 roku
          zorganizowano specjalną agendę rządową, której głównym celem było
          zaplanowanie i przeprowadzenie akcji przesiedleńczej pod
          nazwą „Akcja Hrubieszowsko-Tomaszowska” popularnie zwana „Akcją H-
          T”. Ustrzyki Dolne i ich okolice przeżyły kolejną akcję
          wysiedleńczą, a tych od wybuchu II wojny światowej w 1939 r. było
          kilka. Pierwszą zostali objęci mieszkający na tych terenach
          koloniści niemieccy, później wysiedlano ludność żydowską objętą
          hitlerowskim programem zagłady, jeszcze później wysiedlano
          miejscowych Polaków w celu uchronienia ich przed grasującymi
          oddziałami UPA, w końcu w okresie akcji „Wisła” wysiedlono
          pozostałych Ukraińców, Łemków i Rusinów. Ziemia bieszczadzka w
          czasie jednej dekady zmieniła zupełnie swoje oblicze nie tylko pod
          względem gęstości i charakteru osadnictwa, ale także pod względem
          swojej wielonarodowej, przedwojennej społeczności. Zostało
          całkowicie zniszczone podłoże etniczne i kulturowe tych terenów
          połączone z wielonarodowym i wieloreligijnym charakterem osadnictwa,
          związanego z tym terenem przez wieki i rozwijającym się aż do
          wybuchu II wojny światowej. Wiele nawet dosyć dużych i zaludnionych
          wsi przestała w ogóle istnieć. Na wysiedlonym terenie Ustrzyk
          Dolnych i okolicznych wsiach zorganizowano w październiku 1951 r.
          Delegaturę Pełnomocnika Rządu do Spraw Przesiedlenia. Na obradach
          członków i pracowników delegatury rozwiązywano wiele problemów oraz
          modyfikowano plan akcji przesiedleńczej, podejmowano próby
          rozwiązywania wynikających w czasie trwania akcji problemów i
          niejasności, przedstawiano też sprawozdania z pracy członków
          Delegatury odpowiedzialnych za realizację różnych aspektów całej
          akcji.

          Powołując się na informacje zamieszczone w tych protokołach spróbuję
          przedstawić przebieg akcji przesiedleńczej widziany oczyma ówczesnej
          władzy, ludzi i instytucji odpowiedzialnej za zorganizowanie i
          przeprowadzenie przesiedlenia ludności objętej Akcją H-T. W żadnym
          jednak przypadku nie jest to obraz odpowiadający pełnej
          rzeczywistości i wydarzeniom tamtego okresu widzianych oczami samych
          ludzi dotkniętych akcją przesiedleńczą, dlatego też siłą rzeczy
          przedstawiona akcja przesiedlenia nie będzie wizją obiektywną, lecz
          wizją stworzoną przez ówczesny aparat władzy.

          W posiedzeniach powołanej Delegatury w okresie akcji przesiedleńczej
          uczestniczyły następujące osoby:
          Dyrektor Prezydium Rady Ministrów – ob. Morawski
          I Sekretarz Komitetu Wojewódzkiego w Rzeszowie – ob. Rogowski
          Pełnomocnik Rządu – ob. Barszczewski
          Delegaci Resortowi – ob. Rógala, ob. Siwek, ob. Konieczny, ob.
          Nowakowski, ob. dr Barlicki, ob. Kanalski, ob. Rogowiecki, ob.
          Walewski, ob. Plamarczyk, ob. Kędzierski, ob. Dybko, ob. Gazdowicz,
          ob. Tańcula, ob. Mielniczek, ob. Błażejowski, ob. Janczura, ob.
          Czapliński i inni.

          W pierwszej fazie przygotowań do przeprowadzenia akcji
          przesiedleńczej Delegatura przystąpiła do opracowania planu
          zasiedlenia terenu Ustrzyk Dolnych. Opierając się na danych Komisji
          Mieszanej postanowiono przeznaczyć pod osadnictwo następujące
          gromady:
          1. Ustrzyki Dolne.
          2. Jasień.
          3. Ustjanowa.
          4. Brzegi.
          5. Strwiążyk.
          6. Szewczenkowo.
          7. Rabe.
          8. Hoszowczyk.
          9. Czarna.
          10. Łobozew.

          Oraz osadnictwo spółdzielcze:
          1. Bandrów.
          2. Równię.
          3. Hoszów.
          4. Lipie.
          5. Łodynę.
          6. Moczary.

          W celu dokładnego rozdzielenia ludności zaproszono na te tereny
          przedstawicieli Delegatury w Bełzie w osobach: tow. Aleksiejuka i
          Tatarskiego. Na polecenie tow. Morawskiego rozszerzono ilość
          miejscowości przeznaczonych na osiedlenie o wsie : Teleśnica
          Oszwarowa, Daszówka, Sokołowa Wola. Przedstawiciel Delegatury z
          Bełza Aleksiejuk stwierdził, że wyznaczone tereny mogą być
          zasiedlone, a znając ludność z terenów H-T postanowił wspólnie z
          przedstawicielami Delegatury w Ustrzykach zasiedlić:
          1. Ustrzyki – POM Zawisznia, Bełz, Waręż-Osada 293 rodziny.
          2. Jasień – 48 rodzin z Uhnowa.
          3. Ustjanowa – 78 rodzin ze Żwirki.
          4. Strwiążyk – 16 rodzin z Waręża i 15 z Bełza.
          5. Brzegi – 34 rodziny z Bełza i 68 z Uhnowa.
          6. Szewczenkowo – 115 rodzin z Zabuża.
          7. Hoszowczyk – 14 rodzin z Bełza i 13 rodzin z Waręża.
          8. Czarna – 47 rodzin z Nowego Dworu i 38 rodzin Krystynopola.
          9. Teleśnica Oszwarowa – 38 rodzin z Zabuża.
          10. Łobozew – 32 rodziny z Uhnowa.
          11. Daszówka – 34 rodziny z Nowego Dworu.
          12. Sokołowa Wola – 17 rodzin z Nowego Dworu i 13 rodzin ze Żwirki.

          Po ustaleniu planu zasiedlenia przystąpiono do opracowanie planu
          transportów. Przesiedleniem miało być zatem objętych 1116 rodzin.
          Zdecydowano przewieźć ich 72 transportami kolejowymi, które miały
          trwać od 22 października do 19 listopada 1951 roku. Na punkty
          wyładowcze przeznaczono stacje w Olszanicy, Ustjanowej i Ustrzykach.
          Zaplanowano przeprowadzenie od 3 do 4 transportów dziennie.
          Projekt akcji przesiedleńczej został zaakceptowany i zatwierdzony
          przez Pełnomocnika Rządu w Warszawie.

          Postanowiono usprawnić przebieg akcji przesiedleńczej poprzez
          przydzielenie do każdej stacji kolejowej Komisji osadnictwa rolnego
          i Komisji osadnictwa miejskiego, których celem miało być
          dopilnowanie wszystkich prawidłowości związanych z przydziałem domów
          i mieszkań. W skład komisji wchodziły następujące osoby:

          KOMISJA OSADNICTWA ROLNEGO:
          1. Przedstawiciele Prezydium P. R. N. W Lesku.
          2. Przedstawiciel Wydziału Rolnictwa.
          3. Łącznik grupy urządzeniowo-pomiarowej.
          4. Łącznik Delegatury na stacji.
          5. Czynnik polityczny.

          KOMISJA OSADNICTWA MIEJSKIEGO:
          1. Przedstawiciel Prezydium W.R.N. Rzeszów.
          2. Pracownik wydziału G.K. i M.
          3. Czynnik polityczny.
          4. Łącznik Delegatury na stacji.

          Komisje w pełnym składzie zobowiązano do powitania każdej grupy
          przesiedleńców, przydzielając poszczególnym członkom pewien odrębny
          zakres kompetencji i zadań w celu usprawnienia akcji zasiedlania.
          Zadaniem przewodniczącego po przywitaniu przesiedleńców miało być
          zorganizowanie spotkania z przedstawicielami przybyłych rodzin w
          celu zapoznania ich z warunkami zasiedlania w poszczególnych
          przeznaczonych dla danego transportu miejscowościach. Przewodniczący
          też miał dopilnować do złożenia na ręce komisji kart
          przesiedleńczych oraz opisów pozostawionego mienia nieruchomego. Po
          przeanalizowaniu tych dokumentów głównym zadaniem Komisji miało być
          przydzielenie przesiedlonym rodzinom odpowiednich domów i
          gospodarstw.

          W tym wstępnym i nakreślonym na papierze planie przeprowadzenia
          przesiedleńczej Akcji H-T nie zabrakło również punktu związanego z
          wysłuchaniem przez Komisję życzeń i próśb przesiedleńców odnośnie
          przyznawanych im domów i gospodarstw. Oczywiście w ramach pełnej
          formalności na papierze nie mogło zabraknąć tak ważnego punktu,
          wszak dla ówczesnej władzy dobro i zadowolenie obywateli było rzeczą
          priorytetową i najważniejszą. Tylko, jak się szybko okazało, był to
          kolejny pusty zapis przez nikogo z przedstawicieli władzy nie
          respektowany, a życzenia i prośby przesiedleńców najczęściej
          trafiały w próżnię i przepadały w gąszczu nie załatwionych spraw, do
          których już nikt nigdy nie powrócił. Brak odpowiedzi na te palące
          przesiedleńców problemy i krzywdy związane z przydzielaniem nie
          zawsze adekwatnego domu czy gospodarstwa na zawsze zapadał głęboko w
          serca ludzi dotkniętych tą tragedią i tworzył pośród nich zupełnie
          inny obraz i wizerunek nie tylko samej akcji przesiedleńczej, ale i
          określony wizerunek ówczesnego aparatu władzy.
        • tawnyroberts Hrubieszowsko - Tomaszowska... - cz. VI 02.02.10, 08:34
          Do kolejnych czynności wstępnych spoczywających na barkach Komisji
          należało sporządzenie protokołu, w którym miały znaleźć się
          konkretne przydziały dla poszczególnych rodzin, oczywiście z
          uwzględnieniem ich próśb. Następnie protokół ten miał być odczytany
          w celu zapoznania z nim przesiedleńców. Po odczytaniu protokołu
          rodzinom przydzielano odpowiednie skierowania. Kolejną czynnością
          działającej Komisji, po uporządkowaniu spraw formalnych, miało być
          dokonanie podziału środków transportowych. Oczywiście i w tym
          względzie był to tylko pusty zapis, ponieważ w zamieszaniu często
          dochodziło do kradzieży i zaginięcia cennych przedmiotów i towarów
          należących do rodzin przesiedlanych, co dobitnie świadczyło o
          nieprecyzyjnym przygotowaniu przebiegu całej Akcji H-T i
          niedostatecznym przygotowaniu przeprowadzających ją funkcjonariuszy
          państwowych. Komisja w trakcie całej akcji wyładunku miała mieć pod
          szczególną uwagą dobro i bezpieczeństwo kobiet i dzieci. Po
          spełnieniu tych wszystkich formalności na stacji kolejowej,
          wyznaczoną grupę przesiedleńców do miejsca celowego zasiedlenia
          prowadził łącznik terenowy grupy urządzeniowo-osadniczej. Analizując
          sam ramowy plan przeprowadzania Akcji Przesiedleńczej H-T
          dostrzegamy pewne niespójności w jej organizacji, a zwłaszcza w
          punktach związanych z zadbaniem o zadowolenie osób przesiedlanych.

          Sporządzanie wszystkich formalności na stacji wyładunkowej bez
          uprzedniego zapoznania przesiedleńców z proponowanym przydziałem
          świadczyło o całkowicie podmiotowym traktowaniu przesiedleńców, a
          uprzedmiotowienie ich założone było od samego początku, czego
          dowodem jest ten plan przebiegu przesiedlenia.

          Władze jeszcze przed przybyciem pierwszych transportów z
          przesiedleńcami zorganizowały w poszczególnych gromadach terenowe
          grupy urządzeniowo-osadnicze składające się z:
          1. Pracownika urządzeń rolnych – jako kierownika grupy.
          2. Grupy techniczno-pomiarowej.
          3. Technika budownictwa.
          4. Technika P.Z.U.W.
          5. Agrotechnika.
          6. Czynnika Politycznego.

          Ponadto w każdej gromadzie powołano łącznika Delegatury jako
          upełnomocnionego przedstawiciela, dla którego opracowano instrukcję
          regulującą zakres jego czynności w poszczególnych fazach realizacji
          planu przesiedlania pod nazwą „Akcja H-T”.

          Pierwsza faza polegała na zapoznaniu się z ogólnym położeniem
          przydzielonej gromady lub osiedla, chłonnością budynków,
          urządzeniami sanitarnymi, rozmieszczeniem studni, pomp, ustępów itp.
          oraz zapoznaniu z obiektami publicznymi do których zaliczano szkoły,
          biblioteki i świetlice. Druga faza obejmowała wszystkie czynności
          związane z przygotowaniem gromady na przyjazd przesiedleńców. W tej
          fazie łącznik odpowiadał za: dopilnowanie terminowego i należytego
          wykonania niezbędnych robót remontowych, uporządkowanie gromady,
          osiedla, domów mieszkalnych, zabudowań gospodarczych, podwórek
          placów i ulic, przygotowanie punktu etapowego dla matek z dziećmi,
          przygotowanie materiału opałowego dla punktu dla matek i
          poszczególnych domów mieszkalnych. Zorganizowanie należnego
          zabezpieczenia przeciwpożarowego, udekorowanie flagami państwowymi i
          czerwonymi punktu etapowego, szkoły i gmachów publicznych. Wszystkie
          te zadania miał wykonywać łącznik w ścisłej współpracy z grupą
          terenową Delegatury, Wydziałem Rolnictwa i G.K. i M. Po nadejściu
          transportu do gromady łącznik Delegatury odpowiadać miał za:
          odpowiednie przyjęcie osadników wspólnie z wszystkimi „czynnikami"
          działającymi w gromadzie,
          umieszczenie kobiet z małymi dziećmi i starców w punkcie etapowym i
          ewentualne dostarczenie ciepłego posiłku, prawidłowy przebieg
          rozładunku w miejscu osiedlenia,
          ścisłe utrzymywanie kontaktu z czynnikiem politycznym i wojskowym.

          Był to ramowy plan sporządzony przed rozpoczęciem transportów z
          przesiedleńcami i jak się okazało później niewiele z tych zapisanych
          obietnic udało się, ówczesnemu aparatowi władzy zrealizować.
          Jednakże z planem tym zostały zapoznane wszystkie osoby
          odpowiadające za sprawne przeprowadzenie Akcji Przesiedleńczej H-T.
          Cały aparat Delegatury miał się pojawić na terenie Ustrzyk Dolnych
          na 7 dni przed przybyciem pierwszego transportu przesiedleńców.
          Można mieć spore wątpliwości czy siedem dni to czas wystarczający na
          sprawdzenie terenów podlegających zasiedlaniu, nie wspominając już o
          jakichkolwiek remontach domów czy gromadzeniu niezbędnego opału.
          Biorąc pod uwagę ten czynnik możemy przypuszczać, że od samego
          początku władze nie zamierzały skrupulatnie wywiązywać się z
          przyjętego planu, zwłaszcza z punktów w których mowa była o
          życzliwym traktowaniu przesiedleńców i zapewnieniu im warunków
          odpowiadającym pozostawionym na terenie hrubieszowsko-tomaszowskim.

          Pierwszy transport z przesiedlanymi rodzinami miał przybyć 26
          października 1951 r. Zmieniono też na chwilę przed rozpoczęciem
          całej akcji miejsca i stacje wyładowcze. Ustalono, że wyładunki
          odbywać się będą w Lesku Łukawicy, Olszanicy, Ustjanowej i
          Ustrzykach Dolnych. Dziennie miało przybywać 5 transportów, a po
          uruchomieniu stacji w Krościenku 6. W protokołach znajdujemy
          wzmiankę o tym, że część pracowników Delegatury przekroczyła granicę
          dopiero 25 października, czyli na dzień przed przybyciem pierwszego
          planowanego transportu, co uniemożliwiło przygotowanie przyjmowanego
          pod zasiedlanie terenu. Mimo skrupulatnie opracowanego planu
          przydziału czynności i funkcji, członkowie Delegatury wykazali się
          dużymi uchybieniami proceduralnymi i organizacyjnymi przy
          przyjmowaniu już pierwszego transportu dnia następnego tj. 26
          października.

          Brak odpowiedniej dokumentacji nie przygotowanej przez członków
          Delegatury doprowadził od samego początku do wybuchu chaosu i
          powszechnego bałaganu, gdyż po przybyciu do gromady 40 aut Komisja
          bez posiadania niezbędnej dokumentacji nie była w stanie sprawnie i
          sprawiedliwie przydzielać odpowiednich gospodarstw. Również
          nastawienie ludności okazało się nieprzychylne. Przesiedleńcy
          zmęczeni byli długą podróżą i przeniesieniem z terenu równinnego na
          teren górzysty. Ponadto propaganda towarzysząca im w czasie
          transportów o wilkach i górach nie polepszała nastawienia do
          przesiedlenia, co nie sprzyjało szybkiemu i sprawnemu wyładowaniu i
          osiedleniu. Opory ludności przy wyładunku zaczęły się wzmagać, co
          sprzyjało przetrzymywaniu następnych transportów na trasie. „Dopiero
          osobista energiczna interwencja tow. Barszczewskiego i innych
          pracowników Delegatury oraz czynnika politycznego przełamały opory
          ludności”.
          Po takim zapisie w protokole z przebiegu akcji przesiedleńczej
          możemy wnioskować, iż najważniejsze znaczenie miały nie odczucia
          społeczeństwa, lecz działalność czynnika politycznego, który
          skutecznie potrafił opanować niezadowolenie i bardzo szybko zamknąć
          ludziom usta, ale takich przykładów działalności ówczesnego aparatu
          władzy możemy mnożyć i znaleźć na terenie całego kraju.
          Niekompetencja i nierzetelność oraz zła organizacja doprowadziła do
          wielu problemów, które uniemożliwiły sprawne przeprowadzenie
          przesiedlenia. Nie przygotowano odpowiednich zasobów taboru w
          Przedsiębiorstwie Komunikacji Samochodowej, co zakłócało i
          rozciągało w czasie akcję przesiedleńczą. Nie było też dostatecznej
          współpracy i łączności między Delegaturami w Bełzie i Ustrzykach
          Dolnych i po częściowej zmianie planów zasiedlenia w Delegaturze w
          Bełzie doszło do zupełnej dezorganizacji całej akcji, gdyż
          Delegatura w Ustrzykach Dolnych prowadziła zasiedlanie nie biorąc
          pod uwagę dokonanych zmian, ponieważ o nich nic nie wiedziała. Na
          stacjach kolejowych trzeba było zmieniać miejsca osiedlenia, co
          znowu wywołało rozgoryczenie i opory ludności, gdyż w kartach
          przesiedleńczych wyznaczone były inne miejscowości.
        • tawnyroberts Hrubieszowsko - Tomaszowska... - cz. VII 02.02.10, 08:46
          Opory ludności przy wyładunku spowodowane były również chęcią
          osiedlenia się w miejscowości Ustrzyki, gdyż mieszkający w
          miasteczkach Waręż, Bełz, Uhnów, Zabuże, Krystynopol uważali, że
          wszyscy winni się osiedlić w mieście Ustrzyki. Po pewnym czasie
          przystąpiono do organizowania rozładunków transportów z
          przesiedleńcami również nocą, co miało przyczynić się do nadrobienia
          niedociągnięć z pierwszego okresu przesiedlenia i przede wszystkim
          miało umożliwić realizację zadania i zakończenie całej Akcji
          Przesiedleńczej H-T zgodnie z przyjętym terminem. Wszak terminowe
          wypełnianie powierzonych zadań było priorytetem, a każde
          przedsięwzięcie musiało zakończyć się sukcesem. Zatem nie mogło
          zabraknąć w protokole sporządzonym przez Delegaturę stwierdzenia:
          „Pełna poświęcenia i ofiarna praca pracowników Delegatury, w
          szczególności grup terenowych Wydziału Rolnictwa spowodowała
          terminowe zakończenie akcji...”

          Stan infrastruktury w Ustrzykach Dolnych i okolicach w czasie
          trwania Akcji Przesiedleńczej H-T.

          1. Zagadnienie remontu pomieszczeń.
          Zagadnieniem najpilniejszym była sprawa pilnego przeprowadzenia
          robót remontowych w budynkach wiejskich i miejskich. Stan
          pomieszczeń na terenach osiedlonych pozostawiał wiele do życzenia.
          Uszkodzone były w mieszkaniach dachy, podłogi, okna, drzwi i piece.
          W budynkach gospodarczych poniszczone były niejednokrotnie dachy, w
          stajniach żłoby i drabiny. Zanieczyszczone, względnie zasypane, były
          studnie w kilku miejscowościach. W Ustrzykach Dolnych naprawy
          wymagały studnie prywatne w 30% oraz 2 studnie publiczne, które
          trzeba było oczyścić, obetonować oraz naprawić w nich pompy. Biorąc
          pod uwagę ten stan pomieszczeń, domów i zabudowań gospodarczych
          przeznaczonych dla przesiedleńców zatrudniono przy pracach
          remontowych 108 robotników rozesłanych do różnych wsi i tak
          (miejscowość, liczba robotników remontowych): Krościenko 37, Brzegi
          3, Równia 14, Łodyna 9, Lipie 19, Czarna 13, Jasień 13, Bandrów 2.
          Głównym problemem ekip remontowych, oprócz niewystarczającej liczby
          rąk do pracy, było słabe zaopatrzenie w materiały budowlane
          niezbędne do naprawy zniszczonych dachów. Zwiększano zamówienia na
          przydział tych artykułów, lecz termin realizacji tych zamówień był
          często bardzo długi ze względów technicznych i transportowych (np.
          zamówienie z 6 października zostało dostarczone dopiero 13
          listopada). Problemy te w znacznym stopniu utrudniały sprawny
          przebieg akcji przesiedleńczej.

          2. Inwestycje o charakterze użyteczności publicznej.
          W Ustrzykach Dolnych gruntownej renowacji wymagała sieć
          kanalizacyjna, a mianowicie odbudowy wymagały kanały oraz studzienki
          ściekowe. W łaźni miejskiej należało naprawić kocioł parowy, studnie
          oraz pompy. Koniecznej naprawy wymagały wszystkie nawierzchnie ulic
          oraz chodniki. Na wskutek braku klozetów w domach w Ustrzykach oraz
          na wsiach, stan sanitarny otrzymanych pod zasiedlenie terenów był
          mocno niezadowalający. Problem ten wymagał natychmiastowego
          rozwiązania.

          Stan opisany w 1 i 2 pkt. uległ poprawie na lepsze w trakcie
          krótkich prac przygotowawczych przed przyjazdem przesiedleńców.
          Jednak w dalszym ciągu przebieg prac remontowych na odcinku
          pomieszczeń był niezadowalający, tak pod względem organizacyjnym,
          jak też samego wykonawstwa. BPP nie dysponują odpowiednią ilością
          sił fachowych oraz potrzebnym materiałem. Szczególnie odczuwany był
          brak różnych specjalistów i fachowców w zakresie robót remontowo-
          bydowlanych, jak np. szklarzy. Brakowało też zapasów materiałów
          budowlanych np. papy czy gontów, niezbędnych do naprawy uszkodzonych
          bądź zniszczonych dachów. Istniejące po wsiach studnie wymagały poza
          chlorowaniem oczyszczenia oraz remontu i uzbrojenia. Ogólnie
          remontem objęto 400 studni.
          BPP podchodziło do zagadnień remontowych bardzo sztywnie. Dokonywało
          remontów jedynie w jednej izbie w każdym domu, i to wyłącznie
          ograniczając się do zabezpieczenia okien, drzwi i pieców. Podłogi
          BPP wstawiało wyłącznie w domach, gdzie przebywały dzieci, wdowy i
          starcy. Naprawę dachów pozostawiono przeważnie samym przesiedleńcom.

          Wszystkie budynki szkolne w okolicy Ustrzyk wymagały większego lub
          mniejszego remontu. Większego wkładu pieniężnego wymagała szkoła w
          Hoszowie oraz budynek szkolny w Ustrzykach Dolnych, gdzie zachodziła
          potrzeba odbudowy instalacji wodociągowej, kanalizacyjnej i
          elektrycznej. W niektórych szkołach na wsiach brakowało ustępów dla
          młodzieży szkolnej oraz budynków gospodarczych.
          Wszystkie nowo uruchomione Ośrodki Zdrowia wymagały remontów.
          Większego remontu wymagał także budynek szpitalny w Ustrzykach
          Dolnych, gdzie należało w pierwszej kolejności przebudować wodociąg
          studzienny, ustępy, łazienkę, przestawić wszystkie piece oraz
          odnowić wnętrze całego budynku. Budynek szpitalny został objęty
          remontem w pierwszej fazie akcji. W protokole z 6 listopada
          przedstawiono sprawozdanie z przebiegu remontu: „W szpitalu w
          Ustrzykach wyremontowano kuchnie, pralnie, przewody elektryczne,
          dopasowano zamki. W dniu 6 listopada bieżącego roku przebywało w
          szpitalu już 12 chorych.” Do szpitala przydzielono dwóch lekarzy, a
          szpital otrzymał podstawowy sprzęt.
          Ponadto uruchomiono w Ustrzykach, Krościenku i na stacjach
          wyładunkowych punkty zdrowia w celu udzielania niezbędnej i prostej
          pomocy medycznej. W Ustrzykach czynny był ambulans dentystyczny,
          zorganizowano salę porodową i salę położniczą.
          „Od 1 do 4 listopada udzielono w ośrodku zdrowia w Ustrzykach ponad
          100 zabiegów, w tym opatrunków i małych zabiegów chirurgicznych 52,
          wyjazdów do chorych 26 oraz jeden zabieg ginekologiczny”.
          Zorganizowano i otworzono także aptekę publiczną. Podczas obrad
          zwrócono uwagę na źle działający punkt dla matek z dziećmi przy
          stacji Lesko-Łukawica, gdzie „matkom w paru przypadkach nie
          dostarczono mleka”.

          Komunikacja

          Stan dróg na terenie Ustrzyk Dolnych wymagał natychmiastowej
          poprawy. Wszystkie drogi tj. zarówno powiatowe jak i gminne pełne
          były wyboi, słabe za wyjątkiem drogi Ustjanowa-Ustrzyki Dolne-
          Krościenko. Drogi gminne nawet w okresie przesiedlenia, po długo
          trwającej suszy, nie nadawały się do komunikacji. Sprowadzone z
          powiatu leskiego ekipy robotnicze dokonały pierwszego remontu, w
          dalszym jednak ciągu drogi te wymagały przeprowadzenia gruntownej
          naprawy tj. położenia podkładu, nawierzchni, a przede wszystkim
          wzmocnienia mostków, względnie całkowitej ich odbudowy. Odnośnie
          usprawnienia komunikacji, należy oprócz wspomnianej już kapitalnej
          renowacji dróg uruchomić nowe przystanki kolejowe, a mianowicie w
          Ustjanowej obok byłego obozu szybowcowego oraz w gromadzie Brzegi.
          Ponadto należało uruchomić stałą komunikację autobusową na linii
          Ustrzyki-Czarna, Ustrzyki-Ustjanowa oraz Ustrzyki-Szewczenkowo
          przynajmniej raz w tygodniu.
        • tawnyroberts Hrubieszowsko - Tomaszowska... - cz. VIII 02.02.10, 08:48
          Zaopatrzenie

          Odnośnie potrzeb zaopatrzenia konieczne wydawało się przeprowadzenie
          działań mających na celu zwiększenie zagęszczenia ilości placówek
          Spółdzielni Gminnych, polepszenia sposobu dystrybucji oraz
          zwiększenia przydziału towarów. Należało bezzwłocznie uruchomić
          rzeźnię w Ustrzykach, która zaopatrywałaby teren U.D. w świeże
          mięso. Kolejną ważną sprawą stało się uruchomienie młyna, który
          zaopatrywałby miejscową ludność w mąkę i otręby. Budynki i częściowo
          zdewastowane urządzenia młyńskie znajdowały się w Ustrzykach,
          Hoszowie i Polanie. W celu zapewnienia dostawy pieczywa należało
          przeprowadzić remonty w piekarniach w Ustrzykach oraz Czarnej.
          Kolejnym celem działań miało być zapewnienie zaopatrzenia sklepów w
          artykuły pierwszej potrzeby, których braki odczuwane były w
          gromadach dalej położonych od Ustrzyk. Z uwagi na to że,
          przesiedlona ludność nie jest odpowiednio zaopatrzona w węgiel,
          należało umożliwić jej kupno drewna opałowego, którego znaczne
          zapasy znajdują się w okolicznych lasach, względnie zapewnić dostawę
          węgla.

          W celu poprawy zaopatrzenia przybywającej ludność w niezbędne
          artykuły do 2 listopada uruchomiono w Ustrzykach Dolnych pięć
          sklepów z artykułami: spożywczymi, gospodarstwa domowego,
          tekstyliami, artykułami żelaznymi i odzieżą. W fazie organizowania
          były także sklepy w gromadach: Lipie, Rabe, Jasień i Brzegi, gdzie
          planowano otworzenie sklepów spółdzielczych. Dla lepszego
          zaopatrzenia ludności w chleb uruchomiono piekarnie w Ustrzykach,
          Czarnej, Hoszowie. Ponadto w samych Ustrzykach, na wskutek wzrostu
          zapotrzebowania na chleb, planowano otworzyć jeszcze jedną piekarnię.

          Stan sanitarny

          W zakresie polepszenia stanu zdrowotnego ludności, oprócz
          wspomnianych powyżej remontów budynków Służby Zdrowia, należało
          przez dłuższy okres czasu stale przeprowadzać dezynfekcję mieszkań,
          chlorować studnie oraz gnojniki. W celu polepszenia stanu
          sanitarnego ludności postanowiono rozpocząć budowę nowych
          sanitariatów i studni.

          Wojewódzka Kolumna Sanitarna rozpoczęła prace dezynfekcyjne
          częściowo przed przybyciem transportów z przesiedleńcami.
          Dezynfekcją objęto pomieszczenia, chlorowano studnie, ustępy i
          gnojniki. Od 1 do 5 listopada przeprowadzono chlorowanie: 386
          studzien, 948 ustępów, 961 gnojników oraz zdezynfekowano 434 domy.
          Straż Pożarna mimo zaleceń nie zawsze dokonywała wypompowywania wody
          ze studzien, dlatego przeprowadzono czyszczenie studzien, ze względu
          na bezpieczeństwo rodzin z małymi dziećmi, gdyż mogła tam występować
          bakteria DTT. Osobom starszym wydawano azotoks.

          Szkolnictwo

          W zakresie podniesienia oświaty wśród ludności przesiedlanej, oprócz
          wymienionych powyżej remontów szkół oraz ich uruchomienia, podjęto
          działania skupiające się na zaopatrzeniu szkół w sprzęt i pomoce
          naukowe. Wszystkie szkoły miały być zaopatrzone w opał tj. węgiel
          względnie drewno. Uruchomić należało ponadto przedszkola w
          Ustrzykach, Czarnej i Równi. Duże znaczenie przywiązywano do
          potrzeby bezzwłocznego uruchomienia bibliotek publicznych w
          Ustrzykach, Czarnej i Ustjanowej oraz punktów bibliotecznych w
          Brzegach, Jasieniu, Równi, Hoszowie i Lipiu.

          Przedstawiciel Ministerstwa Oświaty ob. Nowakowski, na posiedzeniu
          Delegatury dn. 2 listopada 1951 roku, zdał relację z podjętych prac
          w zakresie rozwoju szkół: „Wydział Oświaty przyjął i osiedlił 6
          nauczycieli. Przywiezione zostały i uporządkowane pomoce szkolne.
          Zakupione materiały budowlane wykorzysta się do naprawy szkół.
          Wydział zwrócił się do urzędników w gromadach w sprawie
          przeprowadzenia ewidencji dzieci.”

          Jednak w organizacji sieci szkół pojawiły się problemy, ponieważ na
          posiedzeniu 6 listopada za karygodną rzecz uznano nie uruchomienie
          szkół w głównych i największych gromadach takich jak Czarna, Lipie,
          Brzegi, Łodyna, Równia czy wreszcie Ustrzyki. Organizowanie sieci
          szkół zostało ukończone do 19 listopada, kiedy podczas posiedzenia
          Delegatury ob. Nowakowski oświadczył, że: „...we wszystkich
          miejscowościach, gdzie są przesiedleńcy, uruchomione zostały szkoły.
          Jedynie w Szewczenkowie uruchomienie szkoły ulega opóźnieniu z
          powodu braku nauczyciela. Osiedlono tam ob. Sobiecką, która miała za
          kilka dni uruchomić szkołę. Pojawił się też postulat o uruchomienie
          szkoły w Bystrem.

          Zagadnienie rolnictwa

          Ludność osiedleńcza pochodziła z terenów nizinnych i posiadała
          znajomość uprawy zbóż oraz roślin okopowych. Teren Ustrzyk Dolnych
          nie posiadał w tym zakresie odpowiednich warunków pod racjonalną
          uprawę polową zbóż. W gromadach rejonu ustrzyckiego były natomiast
          dogodniejsze warunki pod uprawę roślin specjalnych, oraz do
          wykorzystania użytków zielonych dla szerokiego rozwoju hodowli
          bydła, owiec oraz trzody chlewnej.

          Bardzo dobre warunki i perspektywy mogła na tych terenach mieć
          działalność związana z hodowlą owiec. Można było podjąć próbę
          hodowli zarówno owcy górskiej jak i nizinnej. Z zagadnieniem tym
          wiązała się sprawa kredytowania wkładów inwestycyjnych dla budowy
          bacówek. Z wysoko rozwiniętą hodowlą wiązano również plany
          rozwinięcia produkcji sera, która z powodzeniem skupiać się mogła w
          Szewczenkowie, Czarnej, Krościenku i Ustrzykach Dolnych. Wszelkiego
          rodzaju odpadki z produkcji serów oraz odpadki ze stołówek w rejonie
          (Czarna, Ustrzyki, Łodyna) pozwolić miały na hodowlę trzody
          chlewnej. W związku z powyższym należałoby zainteresować GS-y
          kontraktacją trzody chlewnej na terenie poszczególnych gromad.

          Na terenach Ustrzyk Dolnych istniały znakomite warunki do hodowli
          czerwonego bydła polskiego. Ludność przybyła posiadała natomiast
          przeważnie nizinne bydło czerwonej rasy, należało więc stopniowo
          umożliwiać zakup i hodowlę nowego bydła. Przyjęto plany związane z
          uruchomieniem w Ustrzykach Dolnych zakładu mleczarskiego oraz zlewni
          mleka w Czarnej, Hoszowie i Równi. Rozwój hodowli i wykorzystanie
          możliwości produkcyjnych tego terenu zależeć miało od racjonalnego
          rozpracowania planu zagospodarowania użytków zielonych. Zachodziła
          konieczność opracowania długofalowego planu zagospodarowania użytków
          zielonych i dążenia konsekwentnie do jego realizacji. Specjalnie
          dogodne warunki posiadał ten teren dla uprawy roślin technicznych,
          lnu i rzepaku jarego. Uprawę lnu traktować możnaby z czasem jako
          uprawę zasadniczą dla danego regionu. Pozwoliło by to w pewnym
          stopniu zaspokoić potrzeby roszarni w Krośnie. Planowano organizować
          gospodarkę sadowniczą, która powinna objąć każdą gromadę. W tym celu
          Służba Rolna Rad Narodowych powinna wytypować po szczegółowej
          analizie stosowane odmiany drzew szlachetnych, a szczególnie jabłoni
          i śliw. W rejonie Krościenka planowano przeprowadzić doświadczenia
          uprawy winorośli. Zapotrzebowanie na zakładanie sadu jest bardzo
          poważne i zachodzi konieczność opracowania rejonizacji dla
          poszczególnych gatunków i odmian drzew owocowych. Równolegle z
          postępem rozwoju sadownictwa powinien postępować rozwój przetwórstwa
          owocowego, dla którego należało stworzyć dogodne warunki w
          Ustrzykach Dolnych. Doliny rzek i potoków stwarzały możliwość
          rozwoju wikliniarstwa, zarówno użytecznego jak i artystycznego.
        • tawnyroberts Hrubieszowsko - Tomaszowska... - cz. IX 02.02.10, 08:52
          Ważnym zagadnieniem natomiast był problem elektryfikacji wsi.
          Niektóre gromady miały sieć elektryczną, ale w niektórych brakowało
          prądu, dlatego podjęto starania o jak najszybsze przygotowanie tych
          gromad i dostosowanie ich do przyłączenia prądu. Oprócz tych
          zagadnień długofalowych dla zrealizowania których, oprócz kredytów,
          planowano przeprowadzenie potrzebnych kursów i szkoleń dla
          przesiedleńców w okresie zimowym, w celu lepszego przygotowania ich
          do zbliżających się wiosennych zasiewów. Konieczną rzeczą było
          opracowanie bilansu paszowego dla inwentarza żywego, tak w
          gospodarce zespołowej jak i indywidualnej. Należało zabezpieczyć
          stan deficytowych pasz do okresu zbioru nowych pasz oraz
          niezwłocznie opracować plany gospodarcze dla Spółdzielni
          Produkcyjnych i wyznaczyć działki przyzagrodowe, podzielić ziemię na
          kompleksy upraw itp.

          Z terenów H-T przesiedlono na teren Ustrzyk Dolnych 12 spółdzielni
          produkcyjnych różnych typów, w tym siedem spółdzielni I typu, jedną
          spółdzielnię II typu, cztery spółdzielnie III typu. Spółdzielnie te
          osiedlono w sześciu miejscowościach. W spółdzielniach znajduje się
          ogółem 169 rodzin i 24 samotnych, razem 721 osób. Na terenie
          niektórych gromad osiedlono po dwie nieraz spółdzielnie (Łodyna ZUZ
          i RSW, Lipie cztery ZUZ-y) tak, że członkowie ich nie zawsze żyli w
          zgodzie między sobą.

          Państwowe Gospodarstwa Rolne przejęły w rejonie Ustrzyk Dolnych
          około 5000 użytków rolnych położonych w dziesięciu gromadach,
          zbudowanych na przestrzeni kilkunastu kilometrów. W obiektach PGR
          budynki mieszkalne i gospodarcze były przeważnie stare, dość
          zniszczone i także wymagały remontu. Warunki przyrodnicze nadają
          gospodarce PGR charakter hodowlano-wypasowy. PGR-y z uwagi na
          dalekie położenie odczuwały brak dostatecznej ilości siły
          robotniczej. Ciężkie warunki komunikacyjne spowodowane złym stanem
          dróg odstraszały pracowników od przyjmowania pracy w tych
          instytucjach. Państwowe Gospodarstwa Rolne przejęły w rejonie
          Ustrzyk Dolnych ok. 5000 hektarów użytków rolnych położonych w 10
          gromadach: Skorodne, Rosochate, Polana, Paniszczów, Sokole, Chrewt,
          Wydrne, Olchowiec, Serednia. W gromadach tych znajdowały się różne
          zabudowania m.in. 915 różnych budynków (mieszkalnych i
          gospodarczych), przeważnie starych, częściowo zniszczonych i nie
          nadających się do użytku. Do prac ornych i transportu tymczasowo w
          pierwszej fazie przeznaczono 19 ciągników. Główne prace skupiły się
          na zaoraniu i przygotowaniu pod zasiew pszenicy oraz przywiezieniu
          nasion. Planowano zasiew tego zboża na 200 ha PGR-u w Polanie.

          Zagadnienia specjalne

          Na terenach Ustrzyk Dolnych w tym okresie były miejscowości w
          których znajdowały się liczne szyby naftowe np. Czarna, Łodyna,
          Lipie. W Ustrzykach znajdowała się Rafineria Nafty. Przemysł naftowy
          miał mieć tutaj duże perspektywy rozwoju. Spodziewając się dużego
          zainteresowania podejmowaniem pracy w rafineriach i dużego napływu
          ludzi na te tereny planowano stworzyć kompleks mieszkań dla
          pracowników.

          W okolicach Ustrzyk Dolnych występowały duże obszary zalesione,
          które stanowić miały podstawę dla rozwoju przemysłu drzewnego.
          Starano się szybko odbudować tartak w Ustrzykach oraz planowano
          wybudowanie również fabryki mebli celem należytego wykorzystania
          surowca drzewnego. Lepszej eksploatacji drewna z lasów położonych na
          terenie powiatu leskiego miała służyć wybudowana kolejka wąskotorowa
          z Ustrzyk przez Czarną, Szewczenkowo, Smolnik na teren powiatu
          leskiego.

          W związku z planowym na tym terenie rozwojem przemysłu naftowego i
          drzewnego, należało zadbać także o odpowiednie szkoły zawodowe, a
          mianowicie dla kształcenia pracowników przemysłu naftowego i
          przemysłu drzewnego. Wydaje się, że głównym problemem w pierwszej
          fazie przejmowania miejscowych rafinerii był brak fachowej siły
          roboczej, a zatrudniani doraźnie ludzie nie mieli właściwego
          przygotowania technicznego.

          11 listopada 1951 r., z chwilą przewiezienia ostatnich transportów
          przesiedleńców na miejsce osiedlenia, zakończył się pierwszy etap
          akcji przesiedleńczej. Analizując wyniki tej akcji możemy śmiało
          powiedzieć, że była to akcja, nie tylko z technicznego, ale także
          moralnego punktu widzenia, bardzo trudna do przeprowadzenia.
          Przesiedleńcy zmuszeni do opuszczenia swojej ojcowizny zgłaszali
          wiele zażaleń wynikających nie tylko z pobudek moralnych i
          psychologicznych czy sentymentalnych. Ich tragedia wynikała w
          głównej mierze z bezradności wobec decyzji władz i z braku
          możliwości wyboru. Tragedię pogłębiał fakt, że pozostawili ziemię, z
          którą związani byli sentymentalnie. Pozostawili ziemię nizinną i
          ziemię urodzajną, a przybyli na zupełnie odmienne tereny i to dla
          wielu było osobistą tragedią, z którą długo nie mogli się pogodzić.

          Sam przebieg akcji znacznie odbiegał od opracowanego planu. Warunki
          transportowe stworzone dla przesiedleńców pozostawiały wiele do
          życzenia. Każda rodzina otrzymała pół wagonu, w którym miała
          pomieścić dorobek swojego życia. Kobiety i dzieci otrzymały
          wprawdzie miejsce w wagonach, ale mężczyźni podróż przesiedleńczą
          spędzili w wagonach ze zwierzętami, dbając po drodze o ich
          nakarmienie i oporządzenie, więc dla nikogo kilkunastodniowy
          transport nie był rzeczą przyjemną i wygodną. Nawet w sporządzonych
          przez Delegaturę protokołach natknąć możemy się na pewne wzmianki
          o „niedociągnięciach podczas trwania transportów”. Na czym te
          niedociągnięcia polegały? Były to głównie problemy natury
          żywieniowej i transportowej.

          Wyżywienie miały zapewnić kolejowe punkty gastronomiczne,
          organizowane na stacjach wzdłuż trasy i stacjach wyładunkowych w
          Ustrzykach, Ustjanowej, Olszanicy i Krościenku, jednak jak się
          okazało punkty te nie zawsze wywiązywały się z postawionych im
          zadań. Planowano wydawanie w nich posiłków gorących jedno lub
          dwudaniowych, ale Kolejowe Zakłady Gastronomiczne skarżyły się na
          brak obsługi, odpowiednich pomieszczeń czy opóźnione i słabe dostawy
          artykułów żywnościowych, zwłaszcza mięsa i kiełbasy. W raporcie 2
          listopada znalazł się zapis: „Zdarzyło się niejednokrotnie, że
          przesiedleńcy z transportów nie otrzymali posiłków, na skutek nie
          zatrzymania się pociągów przesiedleńczych w miejscach gdzie posiłki
          się wydaje...”. Wydaje się, że takie sytuacje nie powinny mieć
          miejsca przy transporcie ludzi, którzy niejednokrotnie spędzali w
          pociągu kilkanaście dni bez możliwości zaopatrzenia się w pożywienie
          w inny sposób.

          Pojawiające się w czasie trwania akcji problemy z transportem
          wydłużały czas rozładunków na stacjach. Delegatura nie posiadała
          wystarczającego taboru oraz ludzi do sprawnego przeprowadzania
          wyładunków transportów z ludźmi i mieniem przesiedleńców. Często
          dochodziło do bandyckich aktów kradzieży, dokonywanych nawet przez
          pracowników zatrudnionych przez instytucje państwowe do pomocy w
          przeprowadzeniu akcji przesiedleńczej. Oczywiście Delegatura
          podejmowała próby ukrócenia tego procederu poprzez zwalnianie
          winnych osób, ale sytuacje takie jeszcze mocniej pogłębiały tragedię
          ludności przesiedlanej. Kolejnym poważnym problemem utrudniającym
          sprawny przebieg akcji przesiedleńczej był problem ilości
          transportów przyjmowanych na stacjach docelowych w trakcie doby.
          Dnia 2 listopada stacje rozładunkowe przyjęły 5 transportów, 4
          czekały na rozładunek, a w trasie przebywało jeszcze 10 transportów.
          W protokole z tego dnia Delegatura zdecydowała o konieczności
          zwiększenia ilości przyjmowanych ładunków z 5 do 6 na dobę.
          Jednocześnie przesiedleńcy obawiając się o własne bezpieczeństwo,
          mienie i stan przydzielanych domów nie chcieli opuszczać stacji po
          godzinie 17, gdyż panowała już ciemność ze względu na jesienną porę
          roku i szybko zapadający mrok. Dlatego postanowiono rozpoczynać
          rozładunki wcześnie rano przesuwając je na godzinę szóstą lub
          niekiedy nawet piątą rano.
        • tawnyroberts Hrubieszowsko - Tomaszowska... - cz. X 02.02.10, 08:59
          Wszystkie te narastające problemy wydłużały czas rozładunków i
          pogarszały przepustowość stacji w przyjmowanych transportach,
          wywoływały chaos i ogólne zamieszanie nie tylko wśród
          przesiedleńców, lecz także wśród ludzi zatrudnionych do
          przeprowadzenia „Akcji Przesiedleńczej H-T”. Opóźnienia w planowym
          przeprowadzeniu akcji zwiększały się z dnia na dzień i tak w dniach
          5-6 listopada postanowiono zwiększyć liczbę rozładowywanych
          transportów do 10 na dobę, co wydaje się, oceniając ówczesną
          infrastrukturę techniczną i transportową, zupełnie nierealnym do
          wykonania zadaniem. Dlatego wkrótce zamiast podwyższać liczbę
          planowanych rozładunków, zwiększono liczbę stacji rozładunkowych.
          Jednocześnie w celu eliminowania wrogiego nastawienia ludności
          przesiedlanej, szeroko prowadzono akcję agitacyjną i propagandową
          wśród przybywającej ludności. Zadanie to powierzono w pierwszej
          kolejności ludziom odpowiedzialnym za tzw. czynnik polityczny, a
          ponadto zadanie to przydzielono nauczycielom, pracownikom
          politycznym POM, pracownikom spółdzielni i PGR-ów oraz Radom
          Narodowym. W samych protokołach problemów dnia 12 listopada w
          trakcie podsumowania I etapu akcji przesiedleńczej Stanisław
          Barciszewski twierdził: „...I etap akcji przesiedleńczej zakończył
          się w dniu 11 listopada bieżącego roku z chwilą przewiezienia
          ostatnich transportów przesiedleńców na miejsca osiedlenia. Akcja
          przesiedlenia była akcją ciężką, wymagała wysiłków wszystkich ludzi
          zajętych przy niej. Zadanie zostało wykonane sprawnie i w terminie.
          Wszystkim biorącym udział w pracach pierwszego etapu należy złożyć
          podziękowanie. Równocześnie należy ich prosić o pomoc w drugim
          programie prac osiedleńczych, które mają na celu wprowadzenie
          stabilizacji życia na terenach wymiennych. W związku z tym stworzone
          zostaną w gromadach specjalne komisje dla wysłuchania żalów, skarg i
          życzeń ludności przesiedleńczej. Jedynie sprawy poważniejszej wagi
          będą załatwiane przez podobną komisję przy Delegaturze.”

          *Przebieg „procesu stabilizacji” zasiedlonych w trakcje „Akcji H-T”
          terenów Ustrzyk Dolnych i ich okolic*

          Po tym tytułem chciałem przedstawić problem związany z wprowadzaniem
          tzw. stabilizacji życia na obszarach objętych przesiedleniem w
          ramach Akcji H-T. Na czym miała polegać owa wprowadzana przez władze
          stabilizacja? Otóż jej głównym celem stało się unormowanie na tych
          terenach spraw związanych z tworzeniem ośrodków władzy, ośrodków
          partyjnych, spółdzielni produkcyjnych i Państwowych Gospodarstw
          Rolnych oraz z drugiej strony zapewnienie zasiedlonym ludziom
          normalnych warunków egzystencji, a więc stworzenie podstaw
          organizacyjnych dla funkcjonowania szkół, sklepów, urzędów, zakładów
          pracy czy bibliotek. Za realizację tych wszystkich zadań w
          poszczególnych gromadach odpowiedzialni byli pracownicy Delegatury
          Rządu do Spraw Przesiedlenia, pełniący funkcje Kierownika Grupy
          Urządzeniowo-Pomiarowej oraz Łącznika Delegatury. Każda tworzona i
          zasiedlana gromada posiadała takich urzędników w różnych osobach.
          Dzięki raportom składanym przez nich możemy odtworzyć rzeczywistość,
          jaką udało się stworzyć władzy i przesiedleńcom w pierwszych dniach
          i tygodniach po zasiedleniu. Raporty te, tworzone na potrzeby
          aparatu władzy, na pewno w pełni nie odzwierciedlają realiów życia
          po zasiedleniu, napisane są zwięzłym, urzędowym językiem, ale
          ukazują zasięg prac podjętych przez Delegaturę w czasie
          przesiedlenia i zaraz po przyjęciu wszystkich transportów.

          Dla pełnego odzwierciedlenia tamtej rzeczywistości posłużę się tymi
          właśnie raportami, stworzonymi odrębnie dla poszczególnych gromad.
          Daje to ponadto możliwość prześledzenia procesu integracji
          przesiedlonej ludności i tempa przystosowywania się do nowych
          warunków życia.

          Gromada Bandrów

          Raport sporządzili Łącznik Delegatury w osobie ob. Edwarda Dybko
          oraz Kierownik Grupy Urządzeniowo-Pomiarowej (nieznany).

          W gromadzie osiedlono rodzin 9, osób 48. Na terenach gromady
          osiedliła się spółdzielnia produkcyjna Moszków III typu. Po
          wytypowaniu i zajęciu budynków przez przesiedleńców, pozostało
          jeszcze około 30 budynków do zamieszkania. Grupa pomiarowa
          przeprowadza na terenie gromady pomiary gruntów i wydziela działki
          przyzagrodowe. Zaorano 95 ha, zasiano żyta 15 ha, pszenicy. Na
          wyróżnienie zasługuje praca brygady P.O.M z Przemyśla. Obok
          spółdzielni znajduje się budynek szkolny, który wymaga remontu. Na
          terenie gromady znajduje się 8 dzieci. Wytypowano budynek na
          przedszkole, szkołę i dom kultury. Na terenie gromady znajduje się
          sklep, słabo zaopatrzony w towar. Stan dróg na terenie gromady
          uniemożliwia komunikację, należało by je naprawić. Domy zajęte przez
          przesiedleńców są wykończone jedynie częściowo. Należałoby je
          wykończyć, spółdzielcy jednak nie posiadają takich możliwości. Grupa
          kierowała pracami osiedleńczymi i urządzeniowymi. Osiedlono
          spółdzielców, zajęto się pomieszczeniem ich inwentarza, pomagano
          przy pracach polnych, wytypowano budynki. Odnośnie prac
          urządzeniowych wyznaczono granicę polno-leśną, oznaczono granicę
          państwa, wytypowano masywy pod uprawę. Młodzieżowa Spółdzielnia
          osiedlona w gromadzie wymaga pomocy, zwłaszcza przy odbudowie domów.

          Gromada Brzegi

          Raport sporządził pracownik grupy Urządzeniowo–Pomiarowej ob.
          Gazdowicz oraz ob. Franciszek Tańcula – Łącznik Delegatury.

          Na terenie gromady osiedlono rodzin 96, osób 332. Pod zasiedlenie
          wytypowano 106 budynków. Prawie wszystkie domy wymagają remontu, a
          przede wszystkim naprawy dachów, wstawienia podłóg, naprawy pieców i
          robót szklarskich. Na terenie gromady zasiedliło się kilku
          rzemieślników, których trzeba zatrudniać na obcych terenach, z braku
          pracy na miejscu. Na terenie gromady należałoby otworzyć przystanek
          kolejowy. Przy pracach transportowych szczególnie wyróżnili się
          pracownicy resortu PKS z Wrocławia, Krakowa i Poznania. Dużą pomocą
          okazali się również uczniowie ze szkoły mierniczych w Zbydniowie.
          Należałoby przeprowadzić korektę akcji. Na terenie gromady
          pomieszczono kilka wdów, dla których na miejscu nie ma pracy,
          należałoby je przesiedlić bliżej miasta i zapewnić względne
          zatrudnienie. Konieczną rzeczą jest uruchomienie sklepu. Należałoby
          uruchomić szkołę, dzieci w wieku szkolnym jest około 70. Cała grupa
          wespół z wojskiem dla uczczenia 34 rocznicy Rewolucji
          Październikowej odbudowała jeden most oraz oczyściła budynki i
          przygotowała je do zamieszkania. Grupa opiekowała się dalej dziećmi
          przesiedleńców. Na terenie gromady należy postawić kładkę na rzece
          dla części gromady położonej w pobliżu Ustrzyk.
        • tawnyroberts Hrubieszowsko - Tomaszowska... - cz. XI 02.02.10, 09:00
          Gromada Hoszowczyk

          Raport sporządził Łącznik Delegatury ob. Mielniczek Aleksander.

          W gromadzie osiedlonych jest 20 rodzin, 85 osób. Wolnych jest
          jeszcze 26 pomieszczeń. Dwa domy zarezerwowano na szkołę i
          przedszkole. Na terenie gromady znajduje się dzieci szkolnych około
          20. Należałoby więc jak najprędzej uruchomić szkoły. Należy
          przeprowadzić oczyszczenie studzien, a dezynfekcję mieszkań
          powtórzyć. Należy szczególną uwagę położyć na szybką naprawę dachów.
          Nastrój wśród ludzi jest dobry. Na terenie przesiedlono dwie rodziny
          robotnicze, które pragną przenieść się do miasta z uwagi na brak
          pracy. Na terenie gromady poważny ferment wywołała ob. Husarska
          Maria, która przesiedliła się samowolnie do Stwiążyka. Przesiedleńcy
          żądają wypłacenia im zapomóg w kwocie 450 zł. Transport ze stacji
          był bardzo chaotyczny, transportowcy dokonali kilku kradzieży. Wśród
          przesiedleńców zauważono wrogą propagandę o wilkach i banderowcach,
          które to pogłoski rozsiewali pracownicy PKS i żołnierze pomagający w
          przesiedleniu. Na terenie gromady brak jest sklepów. Z uwagi na to
          że sprawozdawca ob. Mielniczek nie mógł udowodnić konkretnymi
          faktami wrogiej propagandy, którą rzekomo siali pracownicy i
          żołnierze, wystąpienie jego zostało napiętnowane, a potem przez
          aklamację został wyproszony z sali.

          Gromada Czarna

          Raport sporządził Łącznik Delegatury ob. Błażejewski oraz ob. Jan
          Janczura – Kierownik Grupy Urządzeniowo-Pomiarowej.

          Osiedlono 121 rodzin, razem 478 osób. Zasiedlono łącznie 150
          obiektów. Nastrój wśród przesiedleńców był dość dobry. Było jednak
          kilka osób opornych. Były trudności z przesiedleniem w nocy.
          Największą trudność sprawiali przesiedleńcy z PGR, którzy nie
          chcieli przyjąć wyznaczonych im budynków. Należało ich przenieść do
          PGR w Polańczyku. Były również trudności z osiedleniem członków GRN,
          którzy zajmowali samowolnie budynki. Potrzeba cegły, wapna, szkła i
          drewna. BPP przeprowadza remont w 3 budynkach bez większego efektu.
          Zanotowano jeden przypadek rozdzielenia rodziny ob. Solickiej Marii,
          którą należało przenieść do Ustjanowej. O przesiedlenie do Gliwic
          zwróciła się ob. Solecka, której mąż tam pracuje. Na terenie gromady
          znajdują się dwa budynki szkolne, a jeden jest gotowy do rozpoczęcia
          nauki. Na terenie Czarnej wytypowano już tereny pod uprawę oraz na
          użytki zielone. Wyznaczono działki. Przeprowadzono orki, siewy
          rozpoczną się w przyszłym tygodniu. Rolnicy nie chcą przyjmować
          działek i starają się zataić stary stan posiadania. Grupa
          przeprowadziła pomiary gruntów i wydziela działki przyzagrodowe dla
          spółdzielców. Zakończono klasyfikację ziemi. Spółdzielnia
          przeprowadzała siewy pszenicy i żyta. Wybrano sołtysa ob. Kruka,
          który współpracuje z komisją.

          Gromada Jasień

          Raport sporządził Łącznik Delegatury ob. Ulaszek oraz Kierownik
          Grupy Urządzeniowo-Pomiarowej ob. Eugeniusz Gorzko.

          W gromadzie Jasień osiedlono 121 rodzin, osób 467. Nastrój ludności
          dobry. Zajęte zostały wszystkie wytypowane domy. Wytypowano działki
          rolne. Szkoła w Jasieniu rozpoczęła naukę. Na terenie gromady
          pracuje ekipa remontowo-budowlana. Potrzeba było artykułów
          budowlanych jak deski, wapno, cegła, płyty kuchenne oraz ramy
          okienne. Należy przeprowadzić oczyszczenie studzien. W przysiółku
          Jałowe, znajduje się 15 dzieci dla których trzeba uruchomić szkołę.
          Na terenie gromady przesiedlono dwie staruszki, które należy
          umieścić w domu starców.

          Gromada Szewczenkowo

          Raport sporządził Łącznik Delegatury ob. Stefan Pacławski oraz ob.
          Lachowicz Kierownik Grupy Urządzeniowo-Pomiarowej.

          Na terenie gromady osiedlono 57 rodzin, osób 218. Dość dużo
          niezadowolonych, zwłaszcza emeryci i rzemieślnicy. Należy
          przeprowadzić remont szkoły i uruchomić ją w najbliższym czasie.
          Brakowało ekipy remontowo-budowlanej. Dotychczas nie uruchomiono
          sklepu. Należy uruchomić agencję pocztowo-telegraficzną. Brak
          materiałów budowlanych, w domach brak pieców. Z gromady Szewczenkowo
          należy przesiedlić do miejscowości położonej bliżej miasta ob.
          Lichterową, która swoim płaczem wywołuje ferment wśród ludności.
          Podkreślić należy pracę POM, który przeprowadza orki. Należy
          uruchomić komunikację PKS. Brak jest ziarna siewnego i maszyn
          rolniczych. Na terenie gromady jest budynek szkolny dość silnie
          zniszczony, wymagający remontu. Nauczycielka przeznaczona do tej
          szkoły złamała sobie w czasie transportu rękę. Należy ją przewieść
          do Ustrzyk i udzielić pomocy. Na terenie Szewczenkowa znajduje się
          kilka osób które prosi o przesiedlenie bliżej miasta.


          Gromada Lipie

          Raport sporządził ob. Habrat Kazimierz – Kierownik Grupy
          Urządzeniowo-Pomiarowej.

          Teren gromad Lipie – Bystre – Michniowiec zasiedlono 69 rodzinami,
          238 osób, z tego 8 rodzin w spółdzielni produkcyjnej w Lipiu, a
          reszta to indywidualni rolnicy. Nastrój wśród przesiedleńców dobry.
          W Lipiu przystąpiono do orek i siewów. Należy bezzwłocznie
          przystąpić do uruchomienia szkoły, dzieci w wieku szkolnym jest 43.
          Sklep jest słabo zaopatrzony, brak mąki. Na teren gromady
          przesiedlono jedną osobę samotną (Uberleterowa), bez karty
          przesiedleńczej. Na terenie gromady zginęło przesiedleńcowi 6 owiec.
          Wśród ludności zaobserwowano pogłoski o wilkach, powstałe na wskutek
          wielkiej ilości wałęsających się bezpańskich psów, przy czym w
          jednym wypadku psychozie tej uległ milicjant. BPP przeprowadzające
          remonty nie posiada odpowiednich fachowców, drzwi i okna robią
          cieśle, brak jest narzędzi. Do remontów podchodzi się ze skąpstwem,
          przeprowadzając ich jak najmniej, mimo tego że były one
          najkonieczniejsze. Za pracę w czasie akcji należałoby wyróżnić ob.
          Trybusa pracownika PZU.

          Gromada Łobozew

          Raport sporządził ob. Piwowar Edward – Łącznik Delegatury.

          W gromadzie zasiedlono 21 rodzin, 79 osób. Budynki wymagają remontu.
          Sklep w Łobozewie jest słabo zaopatrzony i otwarty tylko 2 godziny
          dziennie. Należy bezzwłocznie uruchomić szkołę. Budynek szkolny
          wymaga remontu, dzieci szkolnych jest 20. Na terenie gromady jest
          dużo domów kurnych. Należy przysłać fachowców do budowy pieców i
          kominów. Dotychczas nie pracuje żadna ekipa BPP.
          Z materiałów budowlanych dostarczono tylko wapno. Jeden z
          przesiedleńców, ob. Zieliński, przeniósł się na teren Ustianowej
          samowolnie, ob. Mucha Stefan prosił o przeniesienie do Czarnej,
          gdzie mieszka jego zięć. Do Ustrzyk pragnie się przesiedlić dwóch
          obywateli. Na terenie gromady znajduje się kościół oczyszczony w
          dobrym stanie. Ludność prosi o przydzielenie księdza. Przeprowadzono
          klasyfikację gleb, wytypowano działki, przeprowadzono spis rodzin i
          inwentarza, sporządzono wykaz remontów. Na terenie gromady należy
          przeprowadzić oczyszczenie studzien i wykopać cztery nowe studnie.
          Obecnie ludność czerpie wodę z potoku, ale w zimie może zabraknąć
          wody. W czasie akcji przesiedleńczej dużą pomoc okazało wojsko,
          które urządziło punkt opiekuńczy dla dzieci. Należy również docenić
          ofiarną pracę obsługi samochodowej PKS z Krakowa i Tarnowa.
        • tawnyroberts Hrubieszowsko - Tomaszowska... - cz. XII 02.02.10, 09:02
          Gromada Łodyna

          Raport sporządził ob. Czapliński Zygmunt – Łącznik Delegatury oraz
          ob. Pająk – Kierownik Grupy Urządzeniowo-Pomiarowej.

          Na terenie gromady osiedlono 70 rodzin, 262 osoby. Na terenie
          gromady istnieją dwie spółdzielnie produkcyjne (jedna I typu i jedna
          II typu) oraz osiedleni zostali także rolnicy indywidualni. W
          gromadzie nie uruchomiono dotychczas szkoły. Budynek szkolny wymaga
          remontu pieców. Dzieci szkolnych na terenie gromady mieszka około
          40. Należy bezzwłocznie uruchomić sklep, na który przydzielono
          odpowiedni budynek. Dezynfekcję na terenie Łodyny przeprowadzano
          wielokrotnie, ale bez większych rezultatów. Grupa remontowa na
          terenie gromady działa, jednak dotychczas nie widać wyników jej
          pracy. Na teren gromady przesiedlono kilku fachowców, którzy żądają
          przesiedlenia na teren Ustrzyk. W czasie przesiedlenia meble ob.
          Józefa Kowalczyka przewieziono omyłkowo do Szewczenkowa. Ob. Flak
          prosi o przeniesienie do Przeworska. Ob. Dobrowolski pozostawił
          część inwentarzu i przeniósł się do Ustrzyk. Komisja zleciła
          żołnierzom pilnowanie pozostałego inwentarza i domu. W pracy
          przesiedleńczej na terenie Łodyny wyróżnili się ob. Pająk oraz ob.
          Koczak z Rzeszowa i ob. Bochnia Tadeusz. Dotychczasowe sprawozdania
          przedstawiają wszystko w jak najlepszym świetle, a przecież chodzi,
          aby odzwierciedlały prawdę. Należy nie tylko przesiedleńcom
          obiecywać, należy im przede wszystkim to co możliwe zrobić. Należy
          jednak nie tylko troszczyć się o przeprowadzenie remontów, w
          pierwszym rzędzie należy przeprowadzić w Łodynie pracę
          organizacyjną. Ludzi dotychczas zrzeszonych w dwóch spółdzielniach
          należy złączyć w jedną spółdzielnie, którą należy otoczyć specjalną
          opieką. Członków spółdzielni uświadamiać politycznie, bo tego im
          najbardziej brak.Należy dopilnować BPP, aby wywiązało się z
          zobowiązań. Robotnicy BPP nie wykazują w pracy należytego podejścia,
          wyników ich pracy na razie nie widać. Na wsi znajduje się kilku
          starców, których należy otoczyć specjalną opieką.

          ustrzyki.net.pl/forum/viewtopic.php?t=83&postdays=0&postorder=asc&start=0
          • piotrzr Refleksja mała 02.02.10, 11:12
            Obecnie jadąc całkiem dobrą szosą z U.Dolnych do Szewczenkowa :)-czyli lutowisk
            i dalej do Górnych reczej nie mam pretensji do sovietów że wzięli co wzięli jak
            swoje.:
            Każde wysiedlenia, każda czystka etniczna prowadzona choćby pod pretekstem
            regulacji granic była okrucieństem.
            Co do tego nie ma chyba wątpliwości.
    • hansgrubber Re: Korekta granic Polski z 1951 r. 30.12.08, 20:59
      Dzieki czegos sie dowiedzialem. :)
    • tawnyroberts Żeby nie zapomniały nasze wnuki 05.02.11, 23:20
      Jedną z bojkowskich wsi wysiedlonych w ramach "Akcji H-T" w głąb USRR była Ustianowa. Ubiegłego roku w miejscu zesłania mieszkańców Ustianowej - wsi Marynowe na Odeszczyźnie - wybudowano pomnik upamiętniający okrutny rok 1951, w którym zacni Bojkowie musieli opuścić ukochane góry i gdzie indziej zaczynać drugie życie. I chociaż po latach zaakceptowali nową ojczyznę, to jednak nadal pamiętają o własnych korzeniach i gorąco pragną, żeby także ich dzieci i wnuki nigdy nie zapomniały, że są Bojkami. "Ja Bojko" - to brzmi nadal dumnie, nawet na Odeszczyźnie...


      "Żeby nie zapomniały nasze wnuki"

      Jesienią w centrum wsi Marynowe na Odeszczyźnie wybudowano pomnik upamiętniający wysiedlenia z bojkowskiej wsi Ustianowa ówczesnego powiatu Ustrzyki Dolne, województwo Drohobycz.

      W związku z zamianą obszarów pomiędzy Polską a ZSRR w 1951 r., z górskiej miejscowości Ustianowa wysiedlono 159 rodzin do stepowej wsi Marynowe - dawnej niemieckiej kolonii. Właśnie dlatego pomnik zbudowano ze 159 granitowych brył zebranych w jedną rzeźbiarską kompozycję - potężny monolit wysoki na cztery metry.

      - Każda bryła, to rodzina z Ustianowej, jaką wygnano z ojczystej ziemi w nieznane, upalne stepy - mówi autor projektu Iwan Nitoczko, który jako trzyletnie dziecko pokonał szlak z ojczystej wsi na Odeszczyznę. Według jego słów, o uwiecznieniu pamięci o wysiedleniach ponad 32 tys. Bojków z 45 wiosek marzył on całe swoje świadome życie. - Dzieci i wnuki przesiedleńców, którzy urodzili się w Marynowem, uważają już siebie mieszkańcami Odeszczyzny, lubią swój kraj i na wszelkie sposoby sprzyjają jego rozwojowi. Mimo to, większość z nich nie zna dokładnie przebiegu wysiedlenia, jego przyczyn i następstw - mówi I. Nitoczko. - Mijają lata, a ja nie chcę, żeby ciężki 1951 rok poszedł w zapomnienie. Chcę, żeby potomkowie naszych dzieci wiedzieli, że mają bojkowski rodowód. Właśnie w tym celu zainicjowałem budowę pomnika i piszę książkę o przeżyciach moich rodaków.

      Pomnik wybudowano za pieniądze dobroczyńców, dzieci i wnuków przesiedlonych: Ołeha Nitoczka, Ihora Rymiaka, Ołeksandra i Ihora Ochotów i Wołodymyra Szymka. Uwzględniając twórczy zamysł i zakres prac budowlanych wykonanych we wiejskiej miejscowości, pomnik jest bezprecedensowym projektem.

      Natalia Klasztorna

      „Nasze Słowo”, nr 4, 23 stycznia 2011 r.
      • maksimum Re: Żeby nie zapomniały nasze wnuki 18.12.11, 19:51
        Czy byla taka mozliwosc by ludzie zamieszkujacy Ustrzyki Dolne i okolice w latach 1944-51 mogli pozostac na tych terenach po 1951r czy tez musieli sie przesiedlac do ZSRR?
        • graziowawiar Re: Żeby nie zapomniały nasze wnuki 19.12.11, 11:17
          Nie znasz Sowietów ?
          Wszystkich wysiedlono. jeżeli nie wcześniej za związki z podziemiem, to w 1951...
          Ach ten węgiel...
        • tawnyroberts Wyjeżdżać i już! 20.12.11, 22:19
          Projekt "Akcji H-T", bardziej znanej na Ukrainie pod kryptonimem "Акція-51", nie przewidywał pozostawienia na miejscu ludności i możliwości zmiany obywatelstwa. W planach było całkowite wysiedlenie Polaków ze wschodniej Sokalszczyzny i Ukraińców z zachodniej Bojkowszczyzny i ogromny zasięg tej operacji (przesiedlenie łącznie 48 tysięcy ludzi!) bynajmniej nie zniechęcił możnowładców Polski i ZSRR do jej skrupulatnego wykonania. Trzeba było wyjechać i już! Polacy z Sokalszczyzny niedaleko, bo do świeżo opuszczonych wiosek w okolicach Ustrzyk Dolnych. Bojkowie-Ukraińcy, zakwalifikowani przez Sowietów jako element silnie nacjonalistyczny, aż na dalekie stepy południowej Ukrainy. Bez żadnych wyjątków.
      • tawnyroberts "W ładne miejsca nie wysiedlają" 29.12.11, 12:49
        Z tą samą Natalią Klasztorną na temat "Akcji-51" rozmawiał Grzegorz Spodarek (Hryhorij Spodaryk) w jednym z ostatnich numerów "Naszego Słowa". Na stronie internetowej tygodnika jest pierwsza część tej rozmowy. Druga pojawi się 6 stycznia 2012 r.

        nslowo.pl/content/view/2055/99/

        Polecam także zapis wideo z tego wywiadu, w którym prezentowane są liczne archiwalne zdjęcia i dokumenty, oczywiście związane z wygnaniem Ukraińców-Bojków z ojczystej ziemi w dalekie stepy Ukrainy.

        www.youtube.com/watch?v=jWXVLm7Lm6c&feature=related

        Tłumaczenie wywiadu z Natalią Klasztorną na język polski przygotuję po wschodnich świętach Bożego Narodzenia.
    • tawnyroberts Prostowanie granicy z węglem w tle 21.02.13, 12:12
      W internetowym wydaniu "Kuriera Galicyjskiego" pojawił się we wtorek interesujący artykuł Krzysztofa Szymańskiego na temat korekty granic z 1951 r. Warto się z nim zapoznać choćby z uwagi na dość szczegółową analizę rzeczywistej przyczyny "prostowania granicy", tzn. podziemnego bogactwa terenów leżących w widłach Bugu i Sołokiji, uznanego przez towarzysza Stalina za niezbędne do istnienia i rozwoju ZSRR. Tak rozwiniętego węglowego aspektu "korekty" jeszcze w tym wątku nie było.


      "Prostowanie granicy"

      Przyjechała komisja na trzy samochody. Komisja wysiadła, popatrzyła i... kawałek Polski do ZSRR przyłączyła. Te wydarzenia poprzedziło kilka spotkań „na szczycie” – jak podawała ówczesna prasa – i wydano suchy komunikat o umowie podpisanej pomiędzy rządami Polski i ZSRR:

      "UMOWA
      pomiędzy Rzecząpospolitą Polską a Związkiem Socjalistycznych Republik Radzieckich o zamianie odcinków terytoriów państwowych, podpisana dnia 15 lutego 1951 r.


      BOLESŁAW BIERUT
      PREZYDENT RZECZYPOSPOLITEJ POLSKIEJ
      podaje do powszechnej wiadomości:

      Artykuł 1.
      Związek Socjalistycznych Republik Radzieckich odstępuje w drodze wzajemnej zamiany Rzeczypospolitej Polskiej odcinek terytorium państwowego w obwodzie drohobyckim o ogólnej powierzchni 480 kilometrów kwadratowych, przy czym odcinek ten włącza się w skład terytorium państwowego Rzeczypospolitej Polskiej i odpowiednio zmienia się istniejącą granicę między Polską a Związkiem SRR zgodnie z załączonym opisem granicy i mapą w podziałce 1:500000.

      Artykuł 2.
      Ze swojej strony Rzeczypospolita Polska odstępuje w drodze wzajemnej zamiany Związkowi Socjalistycznych Republik Radzieckich odcinek terytorium państwowego w województwie lubelskim o ogólnej powierzchni 480 kilometrów kwadratowych, przy czym odcinek ten włącza się w skład terytorium państwowego Związku Socjalistycznych Republik Radzieckich i odpowiednio zmienia się istniejącą granicę między Polską a Związkiem SRR zgodnie z załączonym opisem granicy i mapą w podziałce 1:500000."

      Za tym komunikatem kryła się kolejna tragedia tysięcy ludzi. Szczęśliwie przeżyli wojnę, napady UPA, pozostali w Polsce, aż tu raptem…

      *Nada tuda*

      Tak wspominają tamte wydarzenia mieszkańcy przesiedlonych wiosek. Stanisław Górnicki urodził się 85 lat temu w Machnówku. Wieś należała wtedy do gminy Bełz w powiecie Sokalskim, województwie lwowskim. Po wojnie Machnówek nadal leżał w gminie Bełz. Tylko powiat był hrubieszowski, a województwo lubelskie.

      W maju ogłosili, że będzie zmiana granic – wspomina Górnicki, który wtedy był sołtysem w Machnówku.

      - Akurat byłem w Bełzie i ktoś głośno włączył radio przy otwartym oknie. Ludzie zebrali się pod tym oknem i słuchali. Płakali, choć wtedy nie było jeszcze do końca wiadomo, kto jedzie, a kto nie.

      - Do każdej wsi dotarł pełnomocnik, taki propagandzista, który musiał dopilnować, żeby ktoś chałupy nie rozebrał czy nie spalił – opowiada Górnicki. – Przychodził co dnia do sołtysa i mówił „Nie jedziecie".

      Tak samo mówił i w Machnówku i w sąsiedniej Worochcie. Wojsko później mi pokazało nową granicę na mapie, czerwoną kreską była zaznaczona. Górnicki spojrzał na czerwoną krechę i wyszło mu, że Machnówek zostaje, tylko z Worochtą nie wiadomo jak będzie.

      Wszystko się wyjaśniło pod koniec czerwca, na sesji Rady Gminy Bełz. Wójt Dębiński ogłosił, które miejscowości zostaną przyłączone do ZSRR. Wtedy już było na sto procent wiadomo, że mieszkańcy Worochty muszą opuścić swoją wioskę. Bo ona znajdzie się we władaniu towarzysza Stalina.

      Gdzie pojechali? Do Machnówka. Mieszkańcy Worochty zajmowali wolne mieszkania albo lokowali się u rodziny. Na odbudowanej po wojennej pożodze plebanii schronienie znalazły dodatkowo trzy rodziny. Większość mieszkańców miasteczka Bełz ruszyła w kierunku Ustrzyk Dolnych. W sąsiadującym z Machnówkiem Korczminie osiedliło się sporo gospodarzy ze Staj w gminie Uhnów. Wśród nich był Stanisław Wójtowicz, dziś 73-latek.

      - Najpierw uciekaliśmy ze Staj przed bandami UPA – wspomina. – Wróciliśmy, pomieszkaliśmy 6 lat i znowu trzeba było się pakować. 1 listopada wpuścili nas jeszcze na cmentarz, a później nie było już mowy. Worochta, skąd moja żona pochodzi, miała zostać przy Polsce. Granica była już wycięta przez las. Przyjechała jakaś komisja na trzy samochody. Ruski przeszedł jakieś 100 metrów i mówi: „Nada tuda”. Wycięli drugi pas i Worochta też poszła na tamtą stronę.

      W Stajach Sowieci urządzili kołchoz, Worochta zniknęła z mapy.
      - Na naszych oczach rozbierali wieś i cerkiew. Tylko kościoła filialnego nie ruszyli, bo go wcześniej UPA spaliła – wspomina Górnicki. Po tamtej stronie granicy leży w zbiorowej mogile kilkudziesięciu mieszkańców Worochty. Nie zdążyli uciec przed UPA. Górnicki przetrwał najgorsze chwile w Siemierzu pod Rachaniami. Wcześniej upowcy zamordowali mu rodziców i siostrę. Jego młodszej o rok żonie, Ewie, zabili ojca. Gdyby Sowieci przyłączyli do ZSRR Machnówek, wieś podzieliłaby niechybnie los Worochty. Tak się jednak, na szczęście, nie stało.

      Po „wyprostowaniu” granic, wieś została najpierw przypisana do gminy Chłopiatyn, później do Hulcza, aż w końcu, w 1975 roku, trafiła pod skrzydła gminy Ulhówek. Tak jest do dziś.

      - Ale do Bełza mieliśmy bliżej, bo ledwie 7 kilometrów. A do Ulhówka mamy 12 - śmieje się pan Górnicki.

      W „radzieckim” Bełzie Górnicki był tylko raz. – To już nie to samo miasteczko...
      • tawnyroberts Prostowanie granicy - cz. II 21.02.13, 12:25
        *O co poszło? O węgiel...*

        W 1951 roku władze ZSRR zmusiły Polskę do oddania tzw. kolana Bugu, ziem bogatych w węgiel kamienny i czarnoziemy. W skład terytorium ZSRR wszedł wówczas pas ziemi położony w widłach Bugu i Sołokiji wzdłuż linii kolejowej Rawa Ruska-Krystynopol z miejscowościami Bełz, Krystynopol, Uhnów oraz m.in. Korczów, Tuszków, Przemysłów, Wierebiąrz, Rusin, Waręż, Uhrynów, Piaseczno. Sowieci zbudowali tam wkrótce kilka kopalni, a na miejscu Krystynopola powstało duże miasto górnicze, nazwane Czerwonogradem.

        Obszar występowania węgla kamiennego, będący przedłużeniem Lwowsko-Wołyńskiego Zagłębia Węglowego, po polskiej stronie nosi nazwę Lubelskiego Zagłębia Węglowego. Obejmuje obszar 4 tys. km2, długość 180 km, szerokość ok. 22 km. Przebiega przez województwo lubelskie i lwowskie. Węgiel zalega głęboko i jest trudny do eksploatacji. Zasoby do głębokości 1000 m szacuje się na 40 mld ton. Zasoby orientacyjne węgla w LZW stanowią ponad 20% polskich zasobów węgla kamiennego.

        Po raz pierwszy na możliwość występowania węgla kamiennego na Wołyniu zwrócił uwagę rosyjski geolog M. M. Tetiajew w 1912. Po dokładnej analizie składu osadów oraz struktur tektonicznych stwierdził on istnienie złóż węgla. Po nim badania przejął polski geolog Jan Samsonowicz. W 1931 odkrył on koło miasta Ostróg skały wskazujące na obecność pokładów węgla. Na podstawie badań Samsonowicza, które wskazywały na ilość i zasobność pokładów węgla ze wschodu na zachód, rozpoczęto w 1938 r. na terenie ówczesnego województwa lwowskiego wiercenia poszukiwawcze. Do wybuchu II wojny światowej z 11 otworów wiertniczych zakończono 7, jednak nie opracowano naukowo uzyskanych z nich informacji.

        Podczas okupacji sowieckiej, w końcu 1939 roku, władze radzieckie utworzyły komisję geologów, która opracowała uzyskane przed wojną wyniki wierceń, oraz przeprowadziła dodatkowe badania. Na początku 1940 roku złożyła ona ogólny plan poszukiwań i rozpoznania geologicznego wołyńskich złóż węgla. W tym samym roku utworzono przedsiębiorstwo, zajmujące się poszukiwaniem złóż węgla na zachodniej Ukrainie. Wybuch wojny niemiecko-radzieckiej przerwał prace geologiczne, powrócono do nich w 1945 roku.

        W lipcu 1947 roku potwierdzono występowanie w obwodzie wołyńskim przemysłowych złóż węgla kamiennego. W granicach lwowsko-wołyńskiego basenu węglowego odkryto 4 złoża węgla kamiennego: Nowowołyńskie, Zabuskie, Meżyriczeńskie i Sokalskie. Po rozpoznaniu złóż w grudniu 1949 r. utworzono przedsiębiorstwo budowy kopalń „Zachidszachtobud”. W 1950 r. wyznaczono pola górnicze pięciu przyszłych kopalni. Pierwsza kopalnia ruszyła w lipcu 1950 w okolicy wsi Dorohynyczi, osiągając wydobycie 1000 ton na dobę.

        Aby rozszerzyć pola górnicze potrzebne było właśnie „prostowanie granicy”.

        *Epilog*

        Oficjalnie podawano, ze zamiana terytoriów odbyła się z inicjatywy polskiej i miała przynieść Polsce konkretne korzyści ekonomiczne Taka interpretacja była ewidentną nieprawdą, bowiem ZSRR zaproponował Polsce zamianę, przejmując w ten sposób doskonałe pszenno-buraczane tereny uprawne oraz bogate i łatwo dostępne złoża węgla kamiennego. Złoża nie były zaburzone tektonicznie, składały się z 2-3 pokładów o grubości około 1 m, zalegały na głębokości od 315 do 535 metrów. Po ośmiu latach zbudowano tu cztery wielkie kopalnie.

        Polskę zaś zapewniano, że przekazuje się jej tereny ze złożami ropy naftowej. Jednak w zamian za bogatą w węgiel i czarnoziemy Sokalszczyznę Polska otrzymała Ustrzyki Dolne i ziemie w Bieszczadach – obszar podgórski o słabych glebach i z wyczerpanymi złożami ropy naftowej.

        Rzeczywistość okazała się nieprawdą. Bilans zamiany terytoriów dla Polski wypadł niekorzystnie nie tylko pod względem geologicznym, operacja ta stała się dramatem, a często tragedią dla kolejnych tysięcy mieszkańców, z których prawie 70 % przesiedlono na ziemie zachodnie i północne Polski.

        Opr. Krzysztof Szymański

        Tekst ukazał się w nr 3 (175) 12–25 lutego 2013 r.

        www.kuriergalicyjski.com/index.php/2012-02-03-12-29-43/prlusrs/1747-prostowanie-granicy?showall=&limitstart=
        • krokus08 Re: Prostowanie granicy - cz. II 24.02.13, 21:32
          czy można się jakoś z Panem skontaktować? Chodzi mi o fragment książki, a w zasadzie artykuł "Pochodzę z Tarnawy Wyżnej".
    • harnas621 Moj Dziadek..... 26.07.15, 21:25
      do konca zycia marzyl i myslal,ze wroci na swoja Ziemie ,ktora mu zabrali .Trafil do miejscowosci miedzy Czarna a Ustrzykami Dolnymi ze slaba ziemia i budynkami .Cale zycie tyral jak wol by na tej slabej ziemi cos sie urodzilo! Nigdy nie pogodzil sie z WYGNANIEM Z RODZINNYCH STRON ! PRZEZYL ON I CALA JEGO RODZINA RZEZIE uKRAINSKIE A WYGNANIA NIE MOGL ZNIESC !

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka