Dodaj do ulubionych

Światełko dla Zuzanki.

17.09.09, 23:55
Na zawsze w moim sercu RADOSNY MALEŃKI ANIOŁECZEK!
Od 22.05.2009 nie moge przestać myśleć o swojej wymarzonej,
wyśnionej najukochańszej córeczce. Zawsze myślałam mnie to nie
spotka, spotkało moją mamę wiec mnie to fatum ominie. Zuzia była
bardzo upragnionym dzieciątkiem ze szczęśliwego kochającego się
małzeństwa. Gdy w 8 tygodniu ciąży dowiedziałam się że coś jest nie
tak myślałam że oszleje, następnie w 20 tyg pani doktor powiedziała
że to zespół heterotaksji (bardzo złożona i poważna wada serca).
Dotrwaliśmy do końca ciąży Zuzia urodziła się przez cc 10.02.2009
wszystko było ok. 2 tyg. leżała sama na obserwacji w szpitalu i
kolejne 2 tyg. ze mną. Najgorsze że była kwarantanna i nie mogłam
jej zobaczyć przez te 2 tyg. Po miesiącu pobytu w szpitalu wreszcie
do domciu. Malutka była bardzo spokojnym dzidziusiem 2 razy mi się
budziła w nocy ładnie jadła dużo się uśmiechała nawet nie pamiętam
zbytnio jej płaczu bo tak żadko marudziła. Oczywiśćie przez 1,5
miesiąca musiałam jeździć do kardiologa na badania 20.04 miała
termin na pierwszą operację strasznie się bałam ale operacja
przebiegła prawidłowo. Najgorszy był stan pooperacjyny po 4 dniach
było zero moczu bo bardzo źle wpływa na wszystkie narządy było coraz
gorzej córcia z dnia na dzień coraz gorzej wyglądła puchła jak
balon. 6.05.2009 lekarze zdecydowali się na reoperacje żeby ją
ratować i znów lekarz oznajmił ze operacja się udała chociaż
uprzedzili nas że na 80 % może nie przeżyć. Przeżyła operacje ale
znów się nie moczyła następnie wezwali nas ze pojawiła się krew w
ukł. pokarmowym po dniu ustało natomiast po 2 dniach krew była w
płucach dodatkowo załapała gronkowca złocistego co było najgorszym
omenem zero entuzjazmu ze strony lekarzy tylko słowa otuchy.
Modlitwy rodziny przyjaciół znajomych nic nie dawały mój wujek jest
księdzem odprawiał msze, pisałam do papieża z prośbą o modlitwę,
smarowałam Zuzię poświęconą mirrą. Chciałam z całych sił wierzyć w
cud ale już nie dawałam rady. Ciśnienie było tak małe że w każdej
chwili serduszko mogłoby przestać bić. 21.05 pojechaliśmy z mężem i
moją mamą się z nią pożegnać maleństwo już tyle wycierpiało!
Wmawiałam sobie że teraz się nie bedzię męczyć, nie będzie czuć
bólu, nie mogę być egoistką i myśleć o swoich uczuciach tylko o Zuzi
bo ona jest najważniejsza. 22.05.2009 Zuzanka stała się prawidziwym
Aniołkiem. Przez ten cały czas próbowałam być twarda nie poddawać
się złym myślą starałam się przy niej nie płakać, opowiadłam jej co
się dzieje w domu, jaka jest pogoda, opowiadałam jej bajki,
śpiewałam piosenki choć z kluską w gardle. Mówiłam że wszyscy ją
kochają i czekają aż wróci do domku choć była w śpiączce
farmakologiocznej. Inne kobiety płakały chociaż ich dzieci świetnie
radziły sobie po operacji, nawet nie dotknęły swoich dzieci nie
odezwły słowem, a ja starałam się jak najwięcej mówić do niej
dotykać ją masować po nóżkach, w tym momencie nie interesowło mnie
to że mogę się zarazić gronkowcem. Pogrzeb- totalna masarka wtedy
zaczęły się stany przed depresyjne na szczęscie miałam pomoc rodziny
i przyjaciół gdyby nie oni pewnie bym wylądowała w psychiatryku.
Teraz jest w miare dobrze niestety myśli są wyłączne skupione na Ś.P
Zuzi! Kochane jeśli Wasze dzieci również są tam u góry to dobrze
wiem co czujecie to takie trudne. Jestem sercem z Wami pozdrawiam!
Obserwuj wątek
    • juljanmar Re: Światełko dla Zuzanki. 18.09.09, 10:01
      Kochana Klaudio!
      Ja straciłam córeczkę z powodu przedwczesnego odejścia wód płodowych w 23 tc,
      było to 3 tygodnie temu. Nie radzę sobie z bólem i tęsknotą. Jest coraz gorzej ...
      Moja Kochana, nie powiem Ci jak sobie z tym poradzić, bo sama nie wiem. Dla mnie
      jedyną nadzieją jest to,ze Moja córeczka jest w lepszym świecie, w Niebie.
      staram się teraz znaleźć jak najwięcej świadectw ludzi,którzy mieli wizje Nieba,
      aby w ten sposób przybliżyć sobie miejsce gdzie jest Mój skarb. Ja też posyłałam
      moje prośby o modlitwy o uratowanie mojej córeczki gdzie tylko mogłam, do wielu
      osób duchownych i świeckich... i moje błaganie nie zostało wysłuchane. Przed
      samym porodem przyjęłam komunie św i namaściłam mój brzuszek wodą z Lourdes ...
      Marysia jednak odeszła, cud o jaki prosiłam nie wydarzył się. Mam nadzieję i
      muszę w to wierzyć, że wydarzył się inny cud. Marysia poszła prosto do Nieba,
      jest tam z Twoją córeńką Zuzanką i innymi dziećmi...Tłumaczę sobie, że życie to
      chwila, a tam będziemy wieczność. Nasze Dzieci już tam na nas czekają i może
      jakoś pomogą nam trafić do Nieba ... Myślę o godzinie swojej śmierci, wiem, że
      wtedy się spotkam z Moją córeńką - to będzie radość ...
      Przytulam Cię mocno Klaudio, trzymaj się!

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka