Dodaj do ulubionych

Przed nami proces...

03.06.04, 13:24
Zaglądamy tu z mężem od jakiegoś czasu. Dużo już przeżyliśmy a jeszcze wiele
przed nami. Stracilśmy synka w wyniku całego splotu nieszczęsliwych zdarzeń a
przede wszystkim błędu w sztuce lekarskiej. Oczekiwaniu na pierwszą rozprawę
w sprawie karnej przeciwko lekarzowi i pielęgniarkom towarzyszy czekanie na
córeczkę. Radość miesza się ze smutkiem i stresem. Tutaj można znaleźć wiele
pomocnych słów. Dzieki, że jesteście i trzymacie sie razem. Można sie tu do
was przytulić. A kiedyś mimochodem któraś z was wspomniała o sprawie błędu w
sztuce lekarskiej. Jak to jest? Odezwijcie się, proszę.
Ola
Obserwuj wątek
    • asia.miniaczek Przed nami proces... 03.06.04, 14:32
      Witaj,
      Ja w całym nieszczęściu które mnie i mojego meża dotknęło strata najdroższej
      córeczki), na całe szczęście kilka dni
      przed przedwczesnym porodem zmieniłam lekarza i rodziłam w jego
      obecności w innym szpitalu.
      Jestem z Krakowa, gdzie ostatnio jest bardzo głośno o łapówce, którą zażądała
      lekarka w szpitalu, w którym i Ja leżałam kilka tygodniu
      i w którym pracuje lekarka, która mnie prowadziła przed
      i w trakcie całej ciąży.

      Byłam w 27 tygodniu ciąży kiedy dowiedziałam się, że
      z córeczką jest bardzo źle ( że moze w każdej chwili umrzec we mnie).
      Od razu mi lekarka powiedziała, że z wadą którą ma dziecko
      będę miała wskazanie na CC, ale nie zapomniała powiedzieć,
      że jeśli chce , żeby ona była przy porodzie to muszę się przygotować
      na 1500 zł!!!
      Każda z nas wiedząc o tak poważnym stanie dziecka, wykopałaby z pod ziemi te
      pieniądze i dała tej bezdusznej lekarce( tak bardzo się bałam o dziecko...)
      Myślałam, że chodząc do niej kilka miesięcy wcześniej, zanim zaszłam w ciażę,
      bedzie mnie troszeczke inaczej traktowała przy rozwiazaniu...
      No cóż przeliczyłam się...

      oj, długa jest moja historia , to tak pokrótce...

      W tym wielkim nieszczęściu, moja maleńka urodziła sie w innym szpitalu,
      w którym zaopiekowali się nią cudowni lekarze i zadbali również o mnie
      nie leżałam z kobietami z dziećmi).
      W Krakowie cały czas trwa wielka afera w stosunku do innej lekarki również
      pracujacej w Klinice na Kopernika , która zażądała 1600 zł za CC.

      Nie wiem co Ciebie spotkało, ale jeśli tylko walczycie w słusznej sprawie, to
      walczcie i wygrajcie!!!
      Ja też zaczęłam w kierunku "mojej" lekarki działać, nie chce zemsty, chce
      tylko OSTRZEC inne przyszłe matki przed nią.

      P.S. W dzisiejszym Fakcie możemy przeczytać:

      Przez niego Maciek mógł zginąć
      Ryszard Wilczyński (43 l.) z uśmiechem obserwuje bawiącego się synka. 8-
      miesięczny Maciuś tarmosi grzechotkę, gaworzy coś zawzięcie. A niespełna rok
      temu krakowski lekarz, dr Józef Tomaszczyk, wydał na niego wyrok śmierci.
      Błędnie odczytał USG i stwierdził, że płód nie ma obu nerek. To oznaczało, że
      dziecko nie ma prawa żyć. Po tej diagnozie medycy umyli ręce, wypisali matkę ze
      szpitala. Ciężarną i nienarodzone dziecko zostawili samym sobie...

      Miałam to "szczeście" poznać Pana Ordynatora Tomaszczyka.
      On za CC miał stawkę 2000 zł.
      Uczesniczył przy każdym USG mojej maleńkiej i nie zauważył u niej tak poważnej
      choroby...

      No cóż, może gdyby dostał tzw. " w łapę " zobaczyłby...

      Musimy - my obecne i przyszłe matki głosno i otwarce o tym mówić!~!!
      Może dzięki temu będziemy czuły się bezpieczniej oczekując
      Cudu jakim jest dziecko!!!

      Pozdrawiam, Asia - mama Zuzanki

      • agawa2 Re: Przed nami proces... 03.06.04, 14:53
        My straciliśmy siedmiomiesięczniaka, który był bardzo ciekawy świata. Lekarz
        kompletnie olał wszystkie objawy urazu głowy po upadku (Kuba wstał na nogi i
        sie przewrócił). Po kilku godzinach pseudo-obserwacji (lekarz poszedł spać i
        nawet nie obejrzeł potwornych wyników morfologii) w szpitalu krwiak mózgu był
        zbyt duży by pomóc. Mniejsza o szczegóły, ale prokuratura w wa-wie postawiła
        zarzuty personelowi. Skierowała tez sprawe do Izby lekarskiej. Zupełnie nie
        wiem, co nas czeka. Na jakim jesteście etapie działań?
    • melka_x Re: Przed nami proces... 03.06.04, 15:04
      Ja też jestem w takiej sytuacji. Wobec mojego położnika konsultanci medyczni
      wysunięli kilka zarzutów, najpoważniejszymi są niezdiagnozowanie niewydolności
      szyjki macicy, oraz założenie szwu bez aktualnego posiewu z szyjki macicy i
      niewykonanie posiewu po, przy ewidentnych objawach nasilającego się stanu
      zapalnego pochwy i układu moczowego, co mogło być powodem zakażenia
      wewnątrzmacicznego, które było bezpośrednią przyczyna przedwczesnego porodu.
      Chcemy żeby sprawą zajęła się fundacja Sandauera, bo sami nie mamy na to siły.
      Kontaktowałyście się z tą fundacją?
      • agawa2 Re: Przed nami proces... 03.06.04, 15:17
        Mój mąż rozmawiał Adamem Sandauerem, ale nie wyniósł wiele z tego spotkania.
        Sandauer straszył kumoterstwem środowiska lekarskiego, obciążaniem winą
        wszystkich innych (w tym nas) tylko nie winnych. Ogólnie nas to zniechęciło. W
        naszym przypadk bardzo sprawnie zadziałała pani prokurator. Mamy opinię z
        Akademii Medycznej z Poznania która ewidentnie wskazuje błędy. Znaleźliśmy też
        prawnika, który będzie prokuratorem posiłkowym podczas sprawy karnej w sądzie.
        Ciągłe wspominanie naszej tragedii, nerwy i kasa - tyle nas kosztuje szukanie
        sprawiedliwości. Nie chcemy się zemścić. Po prostu chcemy chronić inne dzieci
        przed niedbalstwem szpitali.
        • asia.miniaczek Re: Przed nami proces... 03.06.04, 15:51
          Dzwoniłam do radia i opowiedziałam swoja historię , ale poza anteną.
          Miał się ze mną skontaktować reporter, ale do dzisiaj cisza..
          Dzisiaj z meżem napiszemy e- maila do gazety Fakt,
          może ktoś sie zainteresuje naszą historią...

          Pozdrawiam, Asia- mama Zuzanki.
          • aniao3 procesy - sukcesy? 03.06.04, 18:52
            Witajcie!
            Moze Asiu masz racje, ze najszybciej moze cos dac opublikowanie w mediach.
            Mysle ze to nie jest tak, ze wszyscy lekarze stoja murem za kolega-konowalem,
            tylko dlatego ze to tez lekarz. Im tez zalezy, by pozbyc sie gnid ze
            srodowiska. Bo taka gnida - zwykle konowal niedouczony - szkodzi opinii calego
            srodowiska.
            Ale proces - pewnie to dlugie i trudne i co to duzo mowic - nerwy straszne gdy
            sie do tego wszystkiego wraca.
            W przekroju z 24 maja opisali nieco inny proces. Kobiete zgwalcono, chciala
            usunac ciaze, odmowiono jej zawyzajac tydzien ciazy z 10 na 15 (!). Stracila
            prace, urodzila i dziecko jej zabrano do domu dziecka jako ze nie miala
            warunkow do jego wychowania. W koncu wywalczyla prawo do opieki nad synkiem
            (jak powiedziala nie mogal juz dluzej byc ofiara). Dziecko podroslo i najpierw
            rozpoznano epilepsje a potem zaczelo powaznie chorowac. Wtedy prawnik z
            Komitetu Praw Dziecka doradzil jej by wystapila do sadu o czesciowe pokrycie
            kosztow leczenia i opieki nad dzieckiem, bo to na podstawie bledengo orzeczenia
            lekarskiego o wieku plodu zmuszono ja do urodzenia.
            Sad pierwszej i drugiej instancji oddalil sprawe. Dopiero Sad Najwyzszy
            przyznal kobiecie czesciowa racje przyznajac jej odszkodowanie (ale nie
            dziecku) i zachecil ja by wytoczyla proces gminie. Bo to jej podlega szpital w
            ktorym doszlo do lekarskiej pomylki. A gmina "ponosi odpowiedzialnosc za szode
            wyrzadzona przez niezgdne z prawem dzialanie jej funkcjonariusza przy
            wykonywaniu powierzonej mu czynnosci".
            Taki wyrok oznacza ze de facto cala sprawa zacznie sie od nowa.
            Moze starczy jej sily by wywalczyc prawo do godnego zycia.
            Ale mysle ze przeszla przez pieklo. Pisze o tym dlatego by pokazac, ze jednak
            czasem sie udaje wywalczyc jakas podstawowa elementarna sprawiedliwosc.
            Ale to strasznie trudne i bardzo bolesne.
            I marzy mi sie by zadna z nas nigdy nie musiala walczyc z prawem o swe prawo.
            Sciskam was mocno
            Anka
        • anuteczek Re: Przed nami proces... 03.06.04, 20:45
          Kochana,
          Rozumiem Cię doskonale. My właśnie skończyliśmy proces. Domagaliśmy się
          odsunięcia lekarza od zawodu, ale skończyło się tylko na naganie i zdjęciu z
          funkcji ordynatora. Proces prowadziła za nas właśnie fundacja Sandauera. Droga
          jest trudna, Sandauer stara się naświetlić wszystkie aspekty sprawy sądowej.
          Wkraczając na drogę sądową nie mieliśmy pojęcia, że jest ona tak trudna
          (psychicznie).
          ściskam mocno
          andzia ps. przepraszam, że tak lakonicznie ale jestem zagoniona :(
          • agawa2 Re: Przed nami proces... 03.06.04, 22:02
            Anuteczek, napisz proszę w wolnej chwili parę "technicznych" szczegółów, jakie
            miasto, jaki sąd i ile czasu to trwało? Zupełnie nie wiemy, czego się
            spodziewać. Na termin rozprawy karnej w wa-wie czeka się nawet kilka lat.
            Prawnik sugeruje wnieść o pozbawienie lekarza prawa do wykonywania zawodu. Może
            to przyspieszy sprawę bo przecież nie chodzi nam o stwierdzenie winy za 10 lat.
            Pielęgniarki przyznały się do winy i to nam moralnie wystarcza. Ale brak
            skruchy lekarza jest przerażający. Akt oskarżenia trafił do sądu po półtora
            roku, (co jest chyba niezłym rezultatem) ale co dalej?
            Pozdrawiam serdecznie.
    • hubcio14 Re: Przed nami proces... 03.06.04, 20:36
      Ja nie mam siły, nerwów a co dopiero kasy na adwokata aby podac naszego
      lekarza (dokładniej dwóch) do izb lekarskich czy sądu. jak juz wiecie nasz
      synek urodził się z tyloma wadami, ze szkoda gadać. Ale żaden z lekarzy nam o
      tym nie powiedział w czasie ciąży. Miałam robione nawet co miesiąc usg i nic.
      Każdy mówił, że się urodzi zdrowy chłopczyk. Kiedys zastanawialismy się z mężem
      aby podac go do sądu ale czy to coś zmieni?

      Pozdrawiam Dorota mama Hubcia 2latka i 11 miesięcy.
    • agawa2 Re: Przed nami proces... 03.06.04, 22:06
      Właśnie dostaliśmy maila z Primum Non Nocere. Ludzie się poddają - nawet
      najbardziej twardzi...

      Szanowni Panstwo
      Wobec niewielkiego zaangażowania samych poszkodowanych, braku wiary w
      skutecznosc dzialan na rzecz zmiany prawa medycznego w
      www.sppnn.org.pl/arch2/pr11052004/rel.htm
      informuje iż nie jest moim marzeniem udzielanie przez cale życie darmowych
      porad wszystkim zglaszajacym sie ludziom i jednoosobowe ( lub w malej grupie )
      realizowanie obowiazków statutowych Stowarzyszenia
      (www.sppnn.org.pl/inne/Statut.htm ) .
      W praktyce ostatnio oznaczalo to dyżury po kilka godzin dwa razy w tygodniu, w
      nocy wyklejanie plakatów
      przygotowywanie i druk ulotek organizowanie srodków finansowych ( a jesli sie
      nie dalo doplacanie z
      wlasnych oszczednosci) i codzienne udzielanie porad telefonicznych każdego
      dnia. W zamian za to czesto slyszalem wymówki iż Stowarzyszenie kiepsko dziala.
      Przypominam to o czym wiele razy mówilem i pisalem:
      Udzielanie porad prawnych w panstwie bezprawia jest polityczna schizofrenia. W
      praktyce, przy obecnym
      systemie prawa da sie pomóc tylko ok. 10% tych którzy sa poszkodowani .
      Prowadzenie porad traktowalem
      jako narzedzie do zorganizowania poszkodowanych dla walki czy presji na wladze
      dla zmiany prawa.
      Przez szesc lat doradzalem osobiscie i telefonicznie kilku tysiacom osób.
      Natomiast na ostatnim
      organizowanym przez nas protescie przed Sejmem w Warszawie
      (www.sppnn.org.pl/arch2/pr11052004/rel.htm ) pojawilo sie kilkadziesiat
      osób. Mimo iż wykleilismy kilka tysiecy plakatów, mimo iż rozeslalismy setki
      listów, mimo iż zostalo rozkolportowanych ok. 200 000 ulotek.
      Dla wladz jest to sygnal iż problem nie istnieje lub przynajmniej iż można sie
      z nami nie liczyc.
      Od czasu gdy powstalo Stowarzyszenie ( 1998 rok) sytuacja spoleczna ulegla
      zmianie. 6 lat temu wierzylem
      iż do rzadzacych można apelowac o przyzwoitosc czy pomoc. W obecnej sytuacji
      spoleczno politycznej nie
      jest to możliwe. Do tego dochodzi jeszcze blokada informacji o naszych
      dzialaniach w mediach.
      Mój stan zdrowia, wiek matki z która mieszkam, brak srodków finansowych jak i
      brak wiary w sukces przy braku zaangażowania innych,
      nie pozwala mi na kontynuowanie dzialan tak jak robilem to przez ostatnich 6
      lat.

      Informuje iż w tej sytuacji od przyszlego tygodnia ograniczam dyżury w
      Warszawie tylko jednego dnia w
      tygodniu tj poniedzialku. ( godz 16 do 19 ). Szefowie oddzialów terenowych
      podejma samodzielnie decyzje.
      Jesienia odbedzie sie Kongres Stowarzyszenia. Jesli sytuacja nie ulegnie
      zmianie widze 2 możliwe rozwiazania:
      1. Likwidujemy Stowarzyszenie
      2. Ja rezygnuje i znajdzie sie inna osoba przejmie na siebie cieżar kierowania
      i realizacji obowiazków
      statutowych Stowarzyszenia ( tu musze nadmienic iż obawiam sie by pozycja i
      wiarygodnosc organizacji nie
      zostaly użyte w niewlasciwych celach )
      3. Przynajmniej na okres przejsciowy zostane zwolniony z obowiazków
      wynikajacych z realizacji zadan
      statutu w obecnym ksztalcie (zmiana statutu) a Stowarzyszenie pozostanie tylko
      szyldem dla wydawania
      oswiadczen czy utrzymywania kontaktów miedzynarodowych. Przy obecnym
      zaangażowaniu ludzi jest to j
      edyna forma dzialania która bede w stanie realizowac. Bedzie to jednak równia
      pochyla w dól.
      Mimo iż naszym sukcesem bylo zmuszenie wladz do powolania Rzeczników przy
      Kasach Chorych czy
      opublikowanie Karty Praw Pacjenta i uswiadomienie spoleczenstwu problemu bledów
      lekarskich , mam dosyc samotnej walki z wiatrakami
      dr Adam Sandauer
      prezes Stowarzyszenia
      • aniao3 Re: Przed nami proces... 03.06.04, 22:27
        Chyba mnie to dobilo...
        i najgorsze - ze ja go rozumiem...
        Anka
    • esqual Re: Przed nami proces... 07.06.04, 16:20
      Witam prawdopodobnie nie napisze tu nic nowego jak to co juz przeczytalem na
      tym forum.Sprawy sadowe w naszym kraju przeciwko szpitala lub samym lekarza
      czesto przypomina walke z wiatrakami..Nasza sprawa toczyla sie kilka
      lat.Chodzilo o zakarzenie naszego synka wirusem zoltaczki typu B.Poczatkowo
      moja racja byla dla mnie tak oczywista,ze probowalem sie obyc bez pomocy
      adwokata.Niestety przy rosprawie wstepnej pozbylem sie zludzen,i wiedzialem ,ze
      jako laicy sami bez wsparcia prawnika sobie nie poradzimy.W tego typu sprawach
      trzeba sie liczyc z wysokimi kosztami, ktore juz i tak przy chorych dzieciach
      sa mocno nadwyrezone.Co prawda bylismy zwolnieni z kosztow sadowych ,ale i tak
      byl to czas sporych wydatkow.Adwokaci nie wiaza sie z nami uczuciowo...Od
      zlozenia pozwu do wejscia sprawy na wokande minelo 4 lata.Zaskarzylismy Skarb
      Panstwa jako platnika szpitala w ktorym doszlo do zakazenia.Nie wiem jak by sie
      zakonczyla sprawa...Nasz synek umarl,wskutek wady wrodzonej nie zwiazanej z
      roszczeniami.Potem juz nie mielismy sil...
      Nie mniej jzeli to tylko mozliwe prosze nie rezygnowac.Niedbalstwo naszej
      sluzby zdrowia trzeba pietnowac w calym tego slowa znaczeniu.Pozdrawiam

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka